Kolekcjonuj życiowe doświadczenie! | worldmaster.pl
#

Doświadczenie jest rzeczą nieuchwytną. Nie można go zmierzyć, zważyć, policzyć, ani nawet zobaczyć gołym okiem. W czasach, w których liczy się to, co widać, jest ono więc spychane na drogę, którą nikt nie chodzi. To przykre, ale też zastanawiające, jak bardzo materializm wkradł się w nasze serca i pozbawił nas pamięci, jak istotne jest życiowe doświadczenie.

Praca – pieniądze, czy doświadczenie?

Podejmując decyzje, rzadko myślimy, czego możemy się nauczyć. O wiele częściej pytamy, ile możemy na tym zyskać. Efektem takiego postępowania jest gonitwa za pieniędzmi, luksusowymi samochodami i prestiżem, który jest tylko marną imitacją prawdziwej, ludzkiej sympatii. Rzeczy materialne przemawiają do nas o wiele głośniej. Dzieje się tak, choćby poprzez ich namacalność. Gdyby w ogłoszeniu o pracę zamiast wynagrodzenia widniała informacja, ile dzięki pełnionym obowiązkom się nauczymy, ile osób poznamy i jak cenne doświadczenie zbierzemy, to prawdopodobnie brakowałoby pracowników…

życie

Nie oszukujmy się. Zdecydowana większość ludzi podczas wyboru pracy sugeruje się płacą. Jestem pewien, że gdy zapytacie dwadzieścia osób, czy lubi swoją pracę, to około piętnastu odpowie, że nie do końca i chętnie by ją zmieniło… O czym to świadczy? Nie robimy tego, co naprawdę chcemy. Przedkładamy rzeczy materialne nad własne marzenia oraz cele. Przede wszystkim jednak pomijamy życiowe doświadczenie, łaknąc tego, co proste, łatwe, szybkie i na dodatek – wartościowe z kapitalistycznego punktu widzenia. Doskonale rozumiem, że możecie czuć się oburzeni, że dwudziestojednolatek próbuje Was pouczać. Zdaję sobie również sprawę, że pieniądze to delikatna sprawa, która w obliczu posiadania rodziny i zobowiązań, jest bardzo ciężka. Niemniej jednak wciąż jestem zdania, aby podczas wyboru pracy brać pod uwagę również Wasze preferencje. Nie wyobrażam sobie poświęcania połowy swojego życia na robienie czegoś, co w ogóle nie ma dla mnie sensu.

Doświadczenie – składnik osobowości.

Doświadczenie jest faktorem, który steruje naszym życiem.

Człowiek jest sumą doświadczeń

Rzecz jasna geny również mają swe znaczenie, ale nie istnieje człowiek, którego nie można byłoby zmienić pod wpływem środowiska, w którym żyje. Wróćcie do czasów, gdy byliście nastolatkami. Ile rzeczy robiliście tylko dlatego, żeby przypodobać się rówieśnikom? Jak często pod wpływem koleżanek lub kolegów robiliście z siebie głupków, byleby tylko im zaimponować?

Wszystko, co przeżywamy, składa się na to, jacy jesteśmy. Czasami możemy nawet nie zdawać sobie z tego sprawy, ale wydarzenia, których doświadczyliśmy przed laty, mogą determinować nasze obecne wybory. Świetnym – aczkolwiek brutalnym i nieetycznym – przykładem na to, jak można wręcz zaprogramować człowieka, jest eksperyment Johna Watsona wykonany prawie sto lat temu. Prezentował on kilkumiesięcznemu chłopcu białego szczura, którego dziecko się nie obawiało. Jednak każdej prezentacji zwierzęcia, towarzyszył nieprzyjemny dźwięk uderzania młotkiem o pręty. Efektem takiego zabiegu było uwarunkowanie chłopca i wzbudzenie w nim lęku przed szczurami, a dalej również przed podobnymi obiektami, jak króliki, a nawet broda eksperymentatora.

Z obiegowych opinii wynika, że chłopiec zmarł na wodogłowie. Wyobraźmy sobie jednak, co by się stało, gdyby dożył sędziwego wieku? Prawdopodobnie do końca życia miałby awersję przed szczurami!

Ktoś może w tym momencie powiedzieć, że cała procedura odbywała się w warunkach laboratoryjnych, ale przecież w podobny sposób wygląda nasze doświadczenie w wielu sytuacjach! Tylko pomyślcie! Jeśli ktoś nas zawiedzie, zdradzając powierzony sekret, to istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że już tej osobie nie zaufamy. Co więcej – możemy mieć awersję do dzielenia się tajemnicami z kimkolwiek innym! Również, kiedy ktoś jest wobec nas gburem, jest duża szansa, że raczej nie będziemy spędzać z tą osobą czasu.

Życiowe doświadczenie determinuje więc nasze zachowanie!

szczery uśmiech

Radio Wrocław na przełamanie.

Parę dni temu po raz pierwszy w swoim życiu udzieliłem wywiadu w Radiu Wrocław Kultura, gdzie rozmawialiśmy o mojej debiutanckiej powieści. Było bardzo miło, przyjemnie i profesjonalnie. Zanim jednak się tam wybrałem, miałem w głowie przez krótki moment pewne wątpliwości, wynikające z nowości sytuacji, w jakiej się znalazłem.

Nie trwało to długo. Raptem trzydzieści minut. Rozwiązanie przyszło samo.

Uświadomiłem sobie, że cokolwiek się tam wydarzy i jakkolwiek wypadnę przed mikrofonem, to już na zawsze zostanie we mnie zapisane. Tego doświadczenia nikt mi już nie zabierze, a ja będę mógł się z niego uczyć. Myśląc o tym, znacznie się uspokoiłem i uświadomiłem sobie, że wcale nie chodzi o to, aby być idealnym i perfekcyjnym. Wręcz przeciwnie. Życie jest na tyle nieprzewidywalne, że nie da się być doskonałym. Można jednak za to poprawiać się i zmieniać na lepsze. Właśnie temu służy doświadczenie, które wzbogaca człowieka. Powoduje, że możemy rozkwitać i poszerzać swoje horyzonty. Uczyć się i poznawać świat skryty za welonem niewiedzy.

Myślicie, że gdybym odmówił wywiadu w radio, to byłbym z siebie zadowolony? Oczywiście, że nie! Przez pierwsze trzydzieści minut być może czułbym ulgę, ale to ulga z krótkim terminem ważności. Jest ona wytworzona przez mój umysł, łaknący spokoju, komfortu i braku zmian. Odmowa zrodzona z lęku przed niewiadomym bardzo często zabiera nam możliwość nauki. Wyrzucilibyście książkę do kosza zupełnie bez powodu? Wątpię! Czemu więc odmawiamy sobie na co dzień zdobywania cennej wiedzy, poprzez czerpanie doświadczenia?

Warto przełamywać siebie i stawiać się w nieco trudniejszych sytuacjach. Jeśli się boicie, przestańcie myśleć o tym, co się stanie. To tylko wasze domysły. Zamiast zatruwających sugestii skupcie się na benefitach. Pomyślcie, ile bezcennej wiedzy wyniesiecie z czynności, której pragniecie się podjąć, nawet jeśli poniesiecie klęskę!

Życiowe doświadczenie ponad materializmem.

Aby móc w pełni docenić potęgę zdobywania życiowego doświadczenia, należy wyzbyć się chęci posiadania rzeczy materialnych. Doświadczenie i materializm często nie idą ze sobą w parze. Rzekłbym, że rzeczy materialne zabijają czerpanie profitów z przeżyć, które nas dotykają. Oczywiście, że nie jest to żadną regułą, a idealną sytuacją jest możliwość zarabiania pieniędzy na czynności, która nas w pełni pochłania i powoduje świadome doznawanie. Niemniej jednak w większości przypadków obieranie pieniędzy za nasz główny cel rozwoju, przysłania prawdziwą wartość, która jest na wyciągnięcie ręki.

przygoda

Jestem pewien, że niejednokrotnie mieliście w życiu sytuacje, w których musieliście wybrać między pewnym i stałym zarobkiem a niepewnością pod względem finansowym i świadomością, że przeżyjecie świetną i cenną przygodę.

Nie pytam, co wybraliście. Wybór zawsze należy do Was.

Chcę jedynie zwrócić Waszą uwagę, że życiowe doświadczenie jest ważniejsze, niż się może wydawać.

Co możemy zyskać?

Doświadczenie czyni nas mądrzejszymi, rozważniejszymi i wytrwalszymi ludźmi. Doświadczając, uczymy się życia, przez co stajemy się spokojniejsi. Mniej rzeczy oraz osób jest w stanie wyprowadzić nas z równowagi. Niedogodności traktujemy w kategoriach wyzwania. Wiemy, że nawet sromotna klęska może nas czegoś nauczyć. Poznajemy w ten sposób siebie, a to iście bezcenna wiedza, której nie sposób zastąpić.

Wszelkie rzeczy materialne, którymi kierujemy się na co dzień, uczą nas co najwyżej jak pracować, aby zarabiać pieniądze. To wszystko. Nie uczą nas, jak pomnażać gotówkę, jak budować przedsiębiorstwo, czy jak być dobrym managerem lub pracownikiem. Wszystko, co otrzymujemy z zewnątrz jest zaliczane do grupy „motywacji zewnętrznej”, która różni się od „motywacji wewnętrznej” przede wszystkim tym, że jest o wiele mniej efektywna. Ludzie kierujący się wyłącznie tą pierwszą są, chociażby mniej wytrwali w wykonywanych zadaniach i mniej zadowoleni z pełnionych obowiązków.

Życiowe doświadczenie to nieoceniony dar, którego nikt nie może nam zabrać. Pieniądze możemy stracić. Samochód możemy zniszczyć. Doświadczenie natomiast już zawsze w nas będzie – bez względu na to, ile będziemy mieć lat. Myślę, że bardzo mało osób zdaje sobie z tego sprawę. To podobna sytuacja do pojęcia czasu, którego notabene całkiem sprawnie marnujemy. Wydaję nam się, że za czas nie można niczego kupić. Zgadzam się! Ale dzięki dodatkowym minutom w ciągu dnia, zaoszczędzonym przykładowo na YouTube, można znaleźć sposób na zarabianie pieniędzy. Tak samo wygląda sprawa z doświadczeniem.

Im więcej go jest, tym lepiej można go wykorzystać do realizacji własnych marzeń.

doświadczenie z dzieciństwa

Wszyscy się bowiem uczymy. Nikt nie urodził się zwycięzcą. Zanim przyszedł pierwszy tryumf, wielu mistrzów odniosło setki porażek. To właśnie jest owo doświadczenie, które pomijamy w codziennej egzystencji. Śmiem twierdzić, że to właśnie porażki ukształtowały wiele charakterów, które teraz możemy podziwiać.

Sukces mimo porażki.

Doświadczenie wyniesione z parania się różnych czynności może przynieść określony skutek. Jednak aby tak się stało, musimy wyciągać z niego wnioski. Wracając do mojego przykładu z wywiadem udzielonym w Radiu Wrocław, mogę powiedzieć, że byłoby to przeżycie wręcz bezcelowe, gdybym nie był świadomy oraz otwarty na rzeczy, które działy się dookoła mnie. Co więcej – byłby to wywiad o wiele mniej wartościowy, gdybym nie przemyślał po jego zakończeniu, co mogłem zrobić lepiej.

Zastosowanie powyższych sugestii prowadzi do dość przyjemnego wniosku, że bez względu na to, jak wypadłem i jak zostałem oceniony – i tak odniosłem sukces. Dostąpiłem możliwości sprawdzenia siebie w nowym środowisku i poznania czegoś zupełnie nowego. To jest dla mnie prawdziwe zwycięstwo. To jest właśnie życiowe doświadczenie, którego nikt nie jest mi w stanie odebrać.

Moim zdaniem przeżywanie nie jest równoznaczne z rozwojem. Można codziennie doświadczać czegoś wspaniałego, a nadal być tym samym zgorzkniałym człowiekiem, goniącym swój własny ogon i zastanawiającym się, dlaczego nic nie zmienia się na lepsze. Właśnie z tego powodu tak często nawołuję w swoich tekstach do świadomego życia i myślenia nad własnym postępowaniem.

życiowe doświadczenie

Życiowego doświadczenia nie wpiszesz do CV!

Nie mylcie proszę jednak terminów. Doświadczenie, które wpisujecie w CV nijak ma się do zjawiska, któremu poświęciłem ten tekst. W CV umieszczamy przede wszystkim pracę, którą podejmowaliśmy za pieniądze, w czym oczywiście nie ma nic złego! Mnie natomiast chodzi o życiowe doświadczenie, które spotykamy każdego dnia i którego zwyczajnie nie można zaklasyfikować w ten sposób. Wyobrażacie sobie umieszczanie w CV takich stwierdzień jak: „Wywołanie uśmiechu na twarzy żony, której przygotowałem śniadanie”?

Rozmowa z panią z warzywniaka, szukanie odpowiedniego przystanku autobusowego w dużym, obcym mieście, udzielanie wskazówek na ulicy anglojęzycznemu turyście… To wszystko jest pięknym przykładem rozwoju siebie poprzez doświadczenie, które codziennie nabywamy!

Przestrzegam jednak, aby nie doświadczać za wszelką cenę. Nie odhaczać własnych doznań na liście zadań i nie starać się ich za wszelką cenę szufladkować. Gdy tak się dzieje, znika to, co najpiękniejsze – czynnik spontanicznej lekcji, jaką wyciągamy z nieprzewidywalnych wydarzeń.

Zamiast szukać, lepiej się skupmy, bo wszystko, co potrzebne jest w nas!

Przeżyj przygodę.

Wbrew pozorom życiowe doświadczenie nie jest łatwe do nabywania. Może się okazać, że w ten sposób stracimy trochę gotówki lub nasze życie będzie mniej komfortowe. Możemy też spotkać się z niedowierzaniem. Wybór podytkowany chęcią doświadczania często może powodować samotność, wyalienowanie, czy nawet wrogość wynikającą z niezrozumienia. Idąc tą ścieżką, możemy mieć poczucie nieustannego wędrowania pod górę bez informacji o położeniu szczytu.

życiowe doświadczenie

To normalne.

Przywołajcie sobie w głowie obraz podróżnika, który decyduje się rzucić pracę i wyjeżdża w samotną podróż dookoła świata. Jak myślicie? Co kieruje taką osobą?

Przygoda.

Nie zachęcam Was do podejmowania tak radykalnych kroków. Wierzę, że można doświadczać bez drastycznych zmian w życiu. Zacznijmy od czegoś małego jak wybór spaceru o wschodzie słońca raz w tygodniu zamiast przerzucanie się na drugi bok w łóżku. Sprawdźmy, co z tego możemy wynieść i jak zebrane w ten sposób życiowe doświadczenie wpływa nas nasze postępowanie oraz postawę.

Myślę, że każdy powinien dążyć do przeżywania życia, a nie jego konsumowania. 

Jestem zaś pewien, że przeżycia, które skolekcjonujemy w toku pełnej ciekawych doświadczeń egzystencji, zapewnią nam zjawiskową i spokojną starość, podczas której będziemy mogli dzielić się nabytą i praktyczną wiedzą z własnymi potomkami.

Myślę, że na temat samotności mógłbym napisać wiele stron tekstu, a i tak nie byłbym w stanie wyczerpać tematu, ani oddać tego, co siedzi w mojej głowie. Dlatego dziś chciałbym się skupić na tym, dlaczego rozmowa ze sobą jest tak ważna, czemu można ją osiągnąć w pełni tylko poprzez samotność, która właśnie z tego powodu bywa tak ciężka i jaki udział w tym procesie ma świadoma refleksja?

samotność w górach

Samotność nie dla każdego jest taka sama.

Przyjęło się, że samotność to negatywne zjawisko. Ilekroć o niej słyszymy, przed oczami pojawia nam się obraz kogoś smutnego, zatroskanego, ze łzami w oczach i bez bliskiej duszy przy sobie. Mało kto zdaje sobie sprawę, że samotność może być świadomym wyborem. Nie jako ucieczka przed światem, ale jako strefa, w której poczucie bezpieczeństwa jest największe.

Należy odróżnić samotność, wynikającą z chęci przebywania ze sobą, od samotności wywołanej brakiem bliskiej osoby przy boku (zarówno w sensie dosłownym, jak i przenośnym). Ta druga musi być czymś niewyobrażalnie strasznym i nie życzę, aby ktokolwiek jej doświadczył.

Wystarczy rozejrzeć się wokoło. Każdy z nas zna ludzi, którzy najlepiej czują się pośród ciszy i spokoju, gdzie nie ma zbyt wielu rozpraszających bodźców, ale znamy też osobników, którzy potrafią odnaleźć siebie wyłącznie pośród innych ludzi. Tych pierwszych bardzo często nazywamy introwertykami, a tych drugich – ekstrawertykami.

Przestrzegam jednak przed przyklejaniem etykiet. Każdy bowiem – bez względu na cechy osobowości, które posiada – powinien pamiętać, że rozmowa ze sobą jest równie ważna, co rozmowa z innymi ludźmi.

Refleksja towarem deficytowym.

Samotność nie jest zła. Nie uważam też, aby była dobra. Wartościowanie należy odstawić na bok i zrozumieć, że najważniejszą rolę w zrozumieniu tego zjawiska odgrywa kontekst. Przecież absurdalnym pomysłem wydaje się wmawianie uratowanemu rozbitkowi, dryfującemu w samotności na oceanie przez trzydzieści dni, że oto miał ogromne szczęście, bo mógł ze sobą porozmawiać! Z drugiej jednak strony w dzisiejszym świecie, który pędzi na złamanie karku, refleksja i szczera rozmowa ze sobą, wydaje się jedną z ostatnich desek ratunku dla wielu istnień.

rozmowa ze sobą

W czasach, w których żyjemy raczej nie ma miejsca na świadome zaglądanie do swojego wnętrza. Osoby, które to robią, nie bywają z tego powodu gloryfikowane ani chwalone. O wiele częściej ich czynność jest postrzegana w kategoriach marnotrawienia czasu, aniżeli rozwoju. Bo przecież rozwój osobisty to tylko czytanie książek, kolejne kursy, szkolenia, oglądanie trenerów mentalnych, słuchanie coachów… Od poniedziałku do piątku praca, po godzinach rozwijanie drugiego biznesu, w międzyczasie czytanie książek, słuchanie podcastów i rozmowy telefoniczne, w weekendy studia podyplomowe i kursy, a wakacje tylko tam, gdzie można wziąc udział w kolejnej konferencji z amerykańskim guru… A wszystko w imię końcowego sukcesu, który w ten sposób i tak nas nie zadowoli.

Dziwne, że w świecie tych wszystkich oświeconych mądrością ludzi, tak mało mówi się, że aby to wszystko odniosło zamierzony efekt, trzeba najpierw dojść do ładu z samym sobą…

Zmianę zaczynamy od siebie.

Cieszę się więc bardzo, że szeroko pojęta „medytacja” jest coraz powszechniejsza. Niemniej jednak wejrzenie w głąb siebie, kojarzy nam się niechybnie z typowo romantycznym bohaterem utworów literackich, który przez całe swoje życie poszukuje siebie, a na końcu oddaje swój żywot, nie mogąc znieść cierpienia, którego dostąpił.

Otoczeni jesteśmy masą ludzi. Tłumami, które przewijają się przez nasze życie. Jesteśmy bombardowani informacjami, sloganami i hasłami, które w każdej sekundzie walczą o naszą uwagę. Powiadomienia z aplikacji, przychodzące maile i banalne small talki zabijają w nas umiejętność refleksji.

Na co dzień nie zwracamy nawet uwagi, że czegoś nam brakuje. Nie zabiegamy o to, przyzwyczajeni do świata, który mamy, nie przejawiając żadnej inicjatywy, aby czynić go lepszym miejscem. Szczerze wierzę, że aby zmieniać świat na lepsze, należy zacząć od siebie. Czasami to w zupełności wystarczy. Rozwiązanie nie znajduje się w książkach, sympozjach, szkoleniach, czy nudnych wykładach. Żeby to zrobić, wcale nie ma potrzeby odnosić ogromnych sukcesów i dysponować walizkami wypełnionymi dolarami.

Trzeba zrozumieć siebie i swoje potrzeby. Dojść do porozumienia ze swoimi myślami, okiełznać emocje i zaprowadzić w sobie harmonię. Potem wystarczy po prostu być. Wcale nie trzeba pouczać, aby wywierać wpływ, ale już swoją postawą można dawać przykład! Jak tego wszystkiego dokonać? Jak sprawić, aby budzić się z wdzięcznością w sercu i zasypiać ze spokojem?

samotna podróż

Chyba już znacie odpowiedź.

Dlaczego samotność jest taka ważna?

Samotność oznacza, że jest wyłącznie Ja. Nie ma My, Ty, ani Wy. Nie ma Messengera, Instagrama, WhatsApp’a i innych komunikatorów. Jesteśmy sami ze sobą. Nie ma obok nas osoby, do której moglibyśmy się zwrócić. Dajemy sobie prawo do tego, aby być wyłącznie w swoim towarzystwie. W takich chwilach nie ma już ucieczki. Na co dzień możemy wymykać się swoim myślom poprzez angażowanie się w kontakt z drugim człowiekiem. Kiedy jednak znajdujemy się sami – czy to dosłownie, czy w ujęciu metaforycznym – to wszystko znika. Nie pozostaje nic oprócz nas.

I naszych myśli.

Wtedy nagle zaczynamy rozumieć, że nie ma przed nimi ucieczki i wreszcie trzeba się z nimi mierzyć. Możecie się śmiać i pytać:

„Zmierzyć, z czym? Z samym sobą?!”  

A i owszem.

W samotności mierzymy się z własnymi ograniczeniami oraz największymi lękami. Staramy się je przezwyciężać poprzez poznawanie i perswadowanie sobie pewnych racji. Samotność to również miejsce na analizę własnego postępowania oraz postawy, którą prezentujemy na co dzień. Nie ma nikogo wokół nas, więc możemy szczerze uderzyć się w pierś i zapytać:

„Co robiłem źle, a co dobrze? Dlaczego tak postąpiłem? Czy mogę być z siebie dumny? Co wyrażam swoją postawą?”

Samotność to również nasze pragnienia i oczekiwania. Gdy jesteśmy między ludźmi często skrywamy swoje intencje oraz marzenia. Czasami się wstydzimy, ale o wiele częściej boimy się wyśmiania. W efekcie nie do końca jesteśmy sobą. Uzależniamy swoją postawę od przewidywania, co pomyślą inni.

W samotności jest inaczej… Nie ma nikogo, kto by nam powiedział, że nam się nie uda. Nie ma człowieka, który by nas wyśmiał i w nas zwątpił.

Jest tylko Ja – największe zagrożenie dla naszego dobrostanu psychicznego, które po okiełznaniu sprawi, że nic i nikt nas nie powstrzyma.

samotność

Nasz umysł nie zawsze chce współpracować.

Nasze Ja jest bardzo podstępne. Kopie pod nami dołki, sprzeciwia nam się, oszukuje, kłamie, podsuwa nierealistyczne wizje, chowa się za pozorną rzeczywistością i robi wszystko, aby przypadkiem nie zaszła w nas żadna zmiana. Pamiętacie tę ostatnią próbę przejścia na dietę, która zakończyła się klęską i oblężeniem lodówki? A pomysł na otwarcie nowego biznesu, który nigdy nie doszedł do skutku? Albo rozmowa z piękną koleżanką z pracy, którą zamierzacie zaprosić na kawę od trzech lat, mimo iż już dawno znalazła sobie narzeczonego?

Otóż to.

Określiłbym to jako „testowanie” naszych możliwości i naszej woli. Każdego dnia zagłuszamy nasze Ja bodźcami z zewnątrz, bojąc się konfrontacji. W samotności natomiast nie mamy takiego wyboru.

Wtedy okazuje się, że musimy się z tym wszystkim zmierzyć: ze strachem, lękiem, pragnieniami, oczekiwaniami, aspiracjami, nierealnymi marzeniami, ograniczeniami, problemami… Właśnie dlatego samotność jest ciężka. Trzeba to bowiem wszystko przepracować. Rozmowa ze sobą jest nieunikniona! Naturalnie można uciec od samotności, ale to zwykłe tchórzostwo oraz przejaw braku odpowiedzialności za swoje życie. Jeśli boimy się zmierzyć ze swoim wnętrzem i spotkać prawdziwego siebie, to…

Kim tak naprawdę jesteśmy?

Rozmowa ze sobą jest więc dla nas wszystkich szansą na poprawę siebie, a w konsekwencji (być może) także i całego świata. Już teraz mogę Wam to nawet obiecać, że taka szczera rozmowa ze sobą nie jest łatwa. Ba… Jest piekielnie trudna, męcząca, a nie rzadko całkowicie modelująca na nowo światopogląd. Mogliśmy widzieć siebie, jako altruistów, a samotność i rozmowa pokazuje, że bliżej nam do egoistów… Boimy się tej chwili ze sobą, bo wtedy nasze plany, dążenia oraz aspiracje mogą ulec przewartościowaniu.

A przecież człowiek zmian nie lubi, bo to oznacza trud, wysiłek i ciężką pracę. Nawet jeśli dają one nadzieję na lepsze życie – nie tylko jego.

Samotność to rozmowa ze sobą.

Rozmowa ze sobą sama w sobie znaczy niewiele, ale to, co dzieje się z człowiekiem w czasie jej trwania może istotnie zmieniać życie. Refleksja jest tutaj kluczem do poznania prawdy. Wielu ludzi robi w życiu coś, czego nie chce i nawet nie wie, że potrzebuje zmiany. Często to dopiero samotność pozwala się otrząsnąć, a szczere pytanie: „Czy ja lubię to, co robię? Czy chcę to robić do końca życia?” – sprzyja myśleniu nad sensem aktualnego sposobu życia.

refleksja

To straszne, że potrafimy przeżyć swoje życie tak zupełnie bezrefleksyjnie. Jakbyśmy byli zdalnie sterowani i ktoś tylko klikał odpowiednie przyciski odpowiedzialne za wykonywane przez nas czynności. Szczycimy się, że sztuczna inteligencja nigdy nas nie prześcignie, bo brakuje jej emocji i ludzkich odruchów, a przecież my również cierpimy na deficyt człowieczeństwa!

Wstajemy rano, jemy śniadanie, jedziemy do pracy, stoimy w korku, pracujemy, wracamy i znowu tkwimy w korku, jemy obiad w domu, oglądamy telewizję, przeglądamy media społecznościowe, jemy, bierzemy kąpiel i idziemy spać.

Czy to jest dla Was refleksyjne życie, które powtarza się dokładnie w tym samym schemacie, z tymi samymi błędami przez czterdzieści lat? Spójrzmy na siebie! Wielu z nas każdego dnia chodzi tą samą ulicą, wokół tej samej okolicy, a nagle po trzydziestu latach odkrywa, że na drzewie znajduje się karmnik dla ptaków. I spostrzega to zupełnie przypadkowo, gdy podczas mróźnej zimy przewraca się na oblodzonym chodniku i jest zmuszonym spojrzeć wyżej niż czubek własnego nosa…

Samotność to wybór.

Ochłońmy, proszę. Spędzajmy czas wyłącznie ze sobą. Samotność nie jest lekka. Jeśli taka Wam się wydaje, to moim skromnym zdaniem – wcale nią nie jest, a już na pewno nie jest w pełni świadoma. Chodzi bowiem o celowość tego zjawiska. Starajcie się każdego dnia, być wyłącznie ze sobą, chociaż przez piętnaście minut. Odetnijcie się od Internetu i ludzi. Jeśli macie możliwość, wyjdźcie na łono natury w jakieś ustronne miejsce i po prostu ze sobą bądźcie.

Myśli, które będą spływały do Waszej głowy, początkowo będą ogromnym chaosem, ale nie walczcie z tym. Pozwólcie, żeby się pojawiały. Nie próbujcie ich zmieniać i udawać, że wszystko jest w porządku. Porozmawiajcie ze sobą. Zadawajcie sobie pytania, ale nie oczekujcie, że zawsze znajdziecie odpowiedź. Wsłuchujcie się w siebie, bo jak to zgrabnie ujął Osho:

„Odpowiedzią jesteś Ty bez pytań”

Nie szukajcie niczego na zewnątrz, bo wszystko, co jest Wam potrzebne, znajduje się wewnątrz Was!

To nie będzie prosty proces, ale wart swojej ceny. Ze sobą musicie być szczerzy. Nie możecie udawać, że świeci słoneczko, kiedy tak naprawdę jesteście uczestnikami burzy z piorunami… Nie oszukuj siebie, aby spełniać wymagania innych.

Czy zawsze chcesz grać tak, jak Ci zagrają? Czy zachodzi potrzeba, aby żyć życiem innych osób?

Dajcie sobie chwilę dla siebie. Niech samotność będzie wpisana na stałe w Wasz plan dnia. Nie spodziewajcie się od razu cudownego uzdrowienia. Z czasem zrozumiecie, że rozmowa ze sobą bywa zarazem najbardziej pasjonującą, ale też najtrudniejszą konwersacją, jaka może spotkać człowieka. Przecież tylko Wy znacie swoje słabe i mocne strony. Zalety i wady. Lęki i aspiracje. Pragnienia i obawy. Tylko Wy wiecie, co jest w Was prawdziwe, a co fałszywe…

Odpowiedź na każde pytanie jest zawsze w tym samym miejscu.

odpowiedź

Wdzięczność… Ona nie jest trudna, ale wyrażanie jej przychodzi nam z tak wielkim oporem. Skupiamy się na tym, co niewłaściwe. Ciągle chcemy „czegoś więcej”, nie doceniając tego, co już posiadamy. Pęd i chęć bycia najlepszym zaślepia nas. Budzimy się rano w bojowym nastawieniu, jakby cały Świat był przeciwko nam. Zasypiamy natychmiast z myślą, że „wygraliśmy”, zapominając, że w życiu nie ma wygranych ani przegranych. Żyjemy z dnia na dzień, w ogóle nie zauważając, jak wiele dostajemy każdego dnia! Od Świata, od Boga, od Ludzi!

wdzięczność

Wdzięczność.

Jestem wdzięczny za wszelkie wydarzenia, które mnie dotknęły.

Nie mam na myśli wyłącznie tych cudownych i opiewających przesłodzonym lukrem chwil. Wdzięczność za to, co dobre, jest jak najbardziej ważna, ale o wiele zbyt prosta. Dziękuję za to, co mnie w życiu spotkało. Za każdą porażkę i za każdy niesmak pozostawiony względem drugiej osoby. Dziękuję za moje potknięcia, niewłaściwe słowa i problemy, które mnie dotykały.

Kiedyś otrzymałem pytanie, czy gdybym mógł, to zmieniłbym coś w swojej przeszłości. Odpowiedziałem, że nie. Wcale nie dlatego, że jest ona idealna. Żadna przeszłość taka nie jest. Każdy z nas przeżył wiele mroku. Nie chcę nic zmieniać w swojej krótkiej historii życia, bo wiem, że to, co się wydarzyło, ukształtowało mnie jako człowieka i kształtować będzie dalej. Choć to ciężkie to odczuwam wdzięczność za to, że popełniałem błędy w relacjach z drugim człowiekiem. Jestem wdzięczny, że niejednokrotnie moja urażona „duma” zaprowadzała mnie na manowce. Dziękuję za to, że parokrotnie moje zachowanie doprowadziło do mocnych komentarzy skierowanych do mnie.

Nie zmieniłbym niczego, mimo że czasami to wszystko bardzo bolało. Wtedy wydawało się, że to najgorsze, co może mnie spotkać, ale teraz… Teraz widzę, że wcale tak nie było. Odczuwam wdzięczność względem każdego wydarzenia, które pojawiło się w moim życiu, nawet jeśli czasami ta wdzięczność skąpana jest w goryczy, nutce złości i rozrzewnienia z powodu niewykorzystanych szans.

I oczywiście – nie każda porażka musi czegoś uczyć. Nie tylko dlatego, że nie wyciągnie się z niej wniosków. Także dlatego, że niektóre mogą zabijać…

Jestem wdzięczny za ludzi.

Wydarzenia to jednak nie wszystko.

Trudno jest wyrazić słowami, jak ogromną wdzięczność czuję względem bliskich mi osób. Chwilami zastanawiam się, czy ja na to wszystko zasłużyłem? I jeśli tak, to czym? Po prostu jest mi ciężko uwierzyć, że jedna osoba może doświadczyć tyle miłości, uznania oraz docenienia!

Przed ponad tygodniem miała miejsce premiera mojej książki. „Wrota Mordoru” wtargnęły na rynek literacki. W momencie, kiedy podałem informację o tym, że wydaję własną książkę, zadziała się prawdziwa magia… Liczne komentarze, wiadomości, telefony, rozmowy w cztery oczy. Często odpowiadałem, że „to bardzo miłe”, ale to było coś o wiele większego. Było i wciąż jest!

Zaufajcie mi, proszę, że wsparcie jakie otrzymałem, przechodzi ludzkie pojęcie. To niesamowite żyć ze świadomością, że ma się wokół siebie ludzi, którzy Cię doceniają, kochają i traktują jak normalnego człowieka.

rodzina

Sukces – nieważne jaki – nigdy nie jest bowiem sprawą indywidualną. To zawsze sport drużynowy. Choćbyś dokonał wszystkiego sam, to nie zapominaj, że to, kim jesteś, wynika z tego, z kim żyjesz. Istniejesz, dzięki rodzicom. Twoje myśli mogą być odzwierciedleniem wspólnego dzieciństwa z rodzeństwem i kuzynostwem. Światopogląd, którzy przejawiasz, może wynikać ze wspólnie spędzonych wakacji z ciocią i wujem, którzy udostępniali Ci Świat, będący poza Twoim zasięgiem. To, kim jesteś, nie jest wyłącznie Twoją zasługą. Więc i to, co osiągasz, nie jest tylko Twoim sukcesem.

Właśnie z tego powodu czuję ogromną wdzięczność. Dla ludzi, którzy na przestrzeni mojego dwudziestojednoletniego życia oddziaływali na mnie i kształtowali mnie. Poprzez rozmowy, wspólnie spędzony czas, sugestie, wzajemne interakcje, pomoc… Naprawdę żyję na tym świecie bardzo krótko, ale mam wrażenie, że otrzymałem już w swoim życiu aż zanadto dobroci.

Samotność, ale nie osamotnienie.

Nieważne, co osiągasz i nieważne, do czego dążysz, nie bądź w tym sam. Możesz być samotnikiem jak ja. Możesz być introwertykiem, również jak ja. Ale nie zamykaj się tylko w swoim świecie. Nie uciekaj przed bliskimi, którzy dają Ci swoje serce. Bądź sobą, ale z ludźmi. Z bliskimi. Z tymi, których kochasz. Podziękuj za to, co od nich otrzymujesz i sam także staraj się dawać coś od siebie. Spójrz, ile Twoi ukochani od Tobie dają. Poczuj wdzięczność. Podziękuj im za to. Przytul się. Nie dlatego, że „tak wypada”, ale dlatego, że tak czujesz!

wdzięczność

A jeśli nie czujesz? To tego nie rób. Nie oszukuj. Bądź szczery!

Zmierzam jednak do tego, że sukces smakuje o wiele lepiej, gdy możesz się nim dzielić. Co Ci z tych wszystkich milionów i drogich samochodów, kiedy nie możesz nawet zabrać nikogo na przejażdżkę? Po co Ci sława i władza, kiedy w blasku reflektorów zawsze stajesz sam jak palec? Tak samo jest ze szczęściem, które zawsze odczuwa się w większym stopniu, gdy można się nim dzielić. Doświadczyłem tego, podczas mojego dwutygodniowego, samotnego pobytu w Zakopanem, gdzie odizolowałem się od świata. Kiedyś napiszę na ten temat więcej, ale uwierzcie mi na słowo, że samotność jest świetna wtedy, gdy dokonujesz jej z wyboru i masz w niej umiar. Bycie samotnym na zawsze bez bliskiej osoby obok jest przerażającą wizją przyszłości, która mam nadzieję, że nigdy nie nadejdzie.

Wdzięczność przede wszystkim!

Doceniajcie to, co macie! Wdzięczność jest niepohamowanym czynnikiem, wyzwalającym w ludziach ogromne pokłady dobra. Jeśli czujesz to w sobie, to prawdopodobnie towarzyszy temu silna potrzeba odwzajemnienia się. To bardzo dobrze! Dzięki temu łańcuch dobra wędruje przez świat i cząstka pozytywnej energii jest przesyłana dalej. Od człowieka do człowieka!

dziękuję

Nie chodzi o to, żeby tworzyć „cukierkowe” grono wielbicieli. To nie jest tak, że po pochwale usłyszanej od kogoś, musisz natychmiast się zrewanżować czymś równie dobrym. Nie! To ma być naturalne. Wypływać z Ciebie szczerze! Nawet nie musisz o tym pamiętać. Po prostu to poczuj. Całym sobą. Poczuj tę niezwykłą energię, jaką daje miłe słowa, dobry czyn, uśmiech drugiego człowieka, wszystko, co spotyka Cię w życiu i przekuj to na wdzięczność!

Drzemie w Tobie ogromna siła!

Ostatnimi czasy otrzymałem bardzo wiele. Tak jak już pisałem, czasami zastanawiam się, czy ja na to zasługuję? Chwilami czuję się jak złodziej, który kogoś okrada z jego pokładów dobrej energii. Potem jednak przychodzi głęboka refleksja i zamiast zadręczania się poczuciem winy, uśmiecham się sam do siebie i myślę:

„Mam wspaniałe życie. Mam cudownych ludzi wokół mnie. Posiadam bliskich, którzy mnie wspierają i których uczucia względem mnie są szczere! Kocham ich za to, że przy mnie są!”

Wiecie, jak wiele dobra wprowadza do człowieka taka myśl? Jak wiele dobroci wywołuje wdzięczność? Nagle można sobie uświadomić, że problemy, które nami targają, są przejściowe. Czym one są w perspektywie siły miłości i dobroci? Prawdopodobnie niczym. Przejmujemy się, że coś się wydarzy, że coś stracimy, że przegramy! Ale idąc za filozofią stoicyzmu możemy zadać sobie pytanie:

Co z tego? To się stanie, ale co dalej?

Zazwyczaj odpowiedź brzmi:

„No… Nic. Życie wciąż będzie się toczyło”.

I taka jest właśnie prawda! Przypomnij sobie, ile porażek w życiu doświadczyłeś. Ile odrzuceń ze strony Świata i Człowieka Cię spotkało. Mnóstwo, prawda? A teraz wróć do tamtych czasów i przypomnij sobie, ile razy – gdy to Cię dotknęło – myślałeś, że to już koniec? Że nie ma żadnego wyjścia?

A spójrz. Ty wciąż tutaj jesteś. Żyjesz. Nadal możesz eksplorować świat, uśmiechać się do ludzi i mówić im, że ich kochasz. To niesamowite – dokładnie takie jest życie. Może nam się wydawać, że zabrnęliśmy w ślepy zaułek. Nie ma wyjścia poza rozpaczą i mrokiem, a potem mija jeden dzień, i następny, i kolejny… A my stopniowo i wręcz niezauważenie, zaczynamy wracać. Zaczynamy jaśnieć.

wolność

Wdzięczność, czyli…

Wiecie, czym jest dla mnie wdzięczność?

To uczucie, które pokazuje mi, że na czymś lub na kimś mi zależy. To coś, co przypomina mi, że mam w życiu więcej, niż kiedykolwiek mógłbym sobie wymarzyć. Wdzięczność nie polega wyłącznie na powiedzeniu: „Dziękuję” i sztucznym uśmiechu. Ona przeszywa ciało na wskroś. Emanuje niezwykłym blaskiem, objawiającym się w czułym sercu i dobrym postępowaniu. Nie sposób czynić źle, kiedy pamiętamy, jak wiele posiadamy.

Obecnie czuję się przepełniony wdzięcznością. Względem świata za to, że zesłał mi wszystko, co posiadam. Za to, że przede wszystkim postawił na mojej drodze ludzi, którzy są dla mnie pięknymi towarzyszami życiowej podróży.

Dziękuję za to, co mam. Dziękuję za to, kogo mam.


A Ty? Jesteś wdzięczny?

Filip Chajzer podczas tegorocznego See Bloggers poprowadził prelekcję pt. „Jak porywać tłumy?”. Długo zastanawiałem się, czy to tytuł jest nietrafiony, czy pytania nieodpowiednio zadane, bo prowadzona rozmowa odbiegała od tematu. Jednak po paru dniach dotarło do mnie, że wszystko było tak, jak być powinno! Dlaczego? Bo właśnie tą prelekcją, która dotyczyła takich zagadnień, jak: ciężka praca, sukces, autentyczność, czy wyrzeczenia, Filip Chajzer w swoim stylu…

Porwał tłumy.

Filip Chajzer

Filip Chajzer: człowiek czynu, który pomagania się nie boi.

Jest to postać, której przedstawiać nie trzeba. Znany przede wszystkim z pracy w telewizji, ale ostatnimi czasy również ze swojej działalności w social mediach. Chyba się nie pomylę, gdy powiem, że króluje na Facebooku oraz na Instagramie. Jego siłą jest niewątpliwie autentyczność oraz naturalność, jaką sobą reprezentuje. Jednak to, co przyciąga uwagę, gdy zagłębi się w Jego działalność, to sposób, w jaki wykorzystuje swoją sławę.

W komentarzach pojawił się taki wpis : "Za kilka dni muszę oddać pracę dyplomową, której tematem jest… Pan! ( "Rola…

Опубликовано Filip Chajzer Вторник, 11 июня 2019 г.

Pomaganie dla Filipa Chajzera to żaden problem. Nieważne, czego dotyczy!

Filip Chajzer to człowiek, który pomaga. Nie tylko o tym mówi, ale faktycznie to robi, co jest niezwykle cenne. Bo jaki sens ma mówienie i nic nierobienie? Żaden. Jego „akcje-mobilizacje” przeszły już do historii. Jednym postem potrafi ufundować nowe pralki dla ośrodków pomocy, zebrać astronomiczne kwoty dla chorych dzieci, czy zgromadzić kilka tysięcy biegaczy w Łazienkach Królewskich. Niebywałe? W dzisiejszych czasach jak najbardziej.

Nie mogę w tym miejscu, nie odnieść się do słów himalaisty Adama Bieleckiego, który podczas odbierania nagrody na gali Przeglądu Sportowego za pomoc udzieloną Élisabeth Revol na Nanga Parbat, powiedział:

„Ja chciałbym, żebyśmy pamiętali o dwóch rzeczach, gdy mówimy o akcji ratunkowej na Nanga Parbat. […]. A druga rzecz, o której chciałem powiedzieć to to, że mam takie poczucie – i tu chyba koledzy się ze mną zgodzą, że my nie chcielibyśmy, żeby ta akcja postrzegana była, jako coś wyjątkowego. Pomoc drugiemu człowiekowi w górach na miarę oczywiście naszych możliwości była, jest i na zawsze powinna pozostać zwyczajną rzeczą.”

Jeśli więc pomoc w górach – w oczach himalaistów – to coś „zwyczajnego”, to tym bardziej udzielenie jej w codziennym życiu „na nizinach”, powinno być normalnością. Nie zapominajmy jednak o czymś, o czym wspominał również Filip Chajzer. Mianowicie, że pomoc innemu człowiekowi, to także pomoc samemu sobie, więc czasami nie warto iść w zaparte, że jesteśmy altruistami, robiącymi coś wyłącznie z pobudek moralnych względem drugiej osoby. Egoizm wcale nie jest zły, jeśli pamiętamy w nim nie tylko o sobie.

najważniejsza jest ciężka praca i autentyczność

Autentyczność w życiu każdego z nas.

Zapytany, jakie cechy charakteru składają się na jego sukces, odpowiedział: „Nie mam pojęcia”. Za to już na kolejne pytanie, dotyczące klucza do sukcesu, stwierdził, że podstawą jest autentyczność, czyli całkowite przenoszenie tego, co jest w głowie, na to, co się robi i mówi. To jedna z cenniejszych rad, jakie usłyszałem na See Bloggers. Filip Chajzer powiedział coś, co w obecnych czasach wydaje się pilnym problemem. Autentyczność (a raczej jej brak) w Internecie (zwłaszcza w social mediach) to prawdziwa plaga. Nikogo już nie dziwią wypudrowane zdjęcia w Photoshopie, upiększanie ciała, byleby tylko sprostać oczekiwaniom, kult sylwetki i ciągłe dążenie do doskonałości, nawet za cenę utraty poczucia własnego Ja.

worldmaster.pl

 

Przykro patrzy się na osoby, które gdzieś po drodze swojej przygody z social mediami, zatracają własną autentyczność, na rzecz czystego materializmu. Tym bardziej więc cieszę się, że ktoś taki jak Filip Chajzer mówi o tym głośno. Wierzę, że jego komunikat wypowiedziany na See Bloggers trafił na podatny grunt.

Hejt to plaga naszych czasów.

Mogłoby się wydawać, że im więcej się o czymś mówi, tym lepiej. Jeśli chodzi o autentyczność, ciężką pracę, czy poświęcenie – zasada ta jest jak najbardziej poprawna.

Natomiast w przypadku „hejtu” już niekoniecznie.

Według Słownika Języka Polskiego hejt to:

obraźliwy i zwykle agresywny komentarz internetowy;

mówienie w sposób wrogi i agresywny na jakiś temat lub o jakiejś osobie

Hejt jest prawdziwą plagą Internetu. Wystarczy wejść na jakiekolwiek social media, aby dostrzec, że żółć wylewana przez widzów czasami przysparza o gęsią skórkę. Czasami zastanawiam się, skąd się to wszystko bierze? Z poczucia anonimowości? Takie rozumowanie jest błędne, a jako pierwszy przykład przychodzi mi do głowy sprawa Michała Karmowskiego i jego „fana”, który również sądził, że Internet zapewni mu nietykalność. Nieco się pomylił.

Dlaczego więc w ogóle hejt powstaje? Myślę, że do pewnego stopnia kieruje nim zwyczajna, ludzka zazdrość. Możliwość odreagowania i wyrzucenia z siebie całej złości w teoretycznie „nieszkodliwy” i „nieinwazyjny” sposób. W końcu o wiele łatwiej jest uprawiać hejt, pisząc w komentarzu pod postem: „Ty debilu”, niż zrobić to samo na żywo prosto w oczy, prawda?

Co na to jednak Filip Chajzer? Porównuje hejt do terroryzmu. Twierdzi, że im więcej będzie się o nim pisać, prowadzić kampanie i nawoływać do zaprzestania, tym więcej go będzie. Uważa ponadto, że w szkole powinien pojawić się nowy przedmiot: Zachowanie w sieci. I choć uważam, że to ostatnie jest raczej nieco utopijną wizją przyszłości, to z drugiej strony warto stawiać sobie ambitne plany. Kto wie… Może kiedyś uda się je zrealizować?

ciężka praca

Work-Life Balance w teorii.

Wróćmy jednak do głównego wątku. Jak wygląda ciężka praca? Czym jest ten sukces? Jaka nauka płynie z życia, które prowadzi Filip? Czym dzieli się ze swoimi odbiorcami?

Zacznijmy od modnego w ostatnim czasie pojęcia „work-life balance”. Dla osób, które nie słyszały, na czym polega ta dziwna zlepka wyrazów, mogę w dużym skrócie powiedzieć, iż cała magia sprowadza się do znalezienia równowagi między pracą a życiem. Filip Chajzer dość jasno odpowiedział na jedno z pytań, dotyczących tego, co daje mu równowagę. Odparł, że tej równowagi po prostu nie ma i jest pracoholikiem. Jak sam powiedział: „To trzeba leczyć”. Wskazał również, że raczej… nigdy nie jest offline. Zawsze trzyma rękę na pulsie.

Znowu widzimy tutaj autentyczność. Filip wcale nie mydli słuchaczom oczu, że wszystko jest piękne i bezproblemowe. Wręcz przeciwnie. Otrzymujemy od niego czyste fakty. Nie ukrywa, że w jego życiu nie ma czegoś takiego jak „work-life balance”. Zamiast tego mówi otwarcie, że brakuje mu równowagi.

Work-Life Balance w praktyce.

Długo się zastanawiałem nad tą kwestią. Przede wszystkim nie ulega wątpliwości, że jakikolwiek „holizm” nie jest dobry. Niemniej jednak jestem przekonany, że to właśnie ciężka praca determinuje przyszły sukces. A im większy on jest, tym prawdopodobnie kosztuje więcej pracy. Nie chcę więc pisać, że pracoholizm to normalna sprawa w kontekście osiągania dużych sukcesów, ale… Czy aby troszeczkę tak to właśnie nie wygląda? Przywołajcie w swojej pamięci obraz najsławniejszych osobistości tego świata. Lionel Messi czy LeBron James spędzili całe swoje życie na boisku. A biznesmeni, trzymający w swoich garściach ogromne firmy? Przecież Elon Musk potrafił pracować po około sto godzin tygodniowo… To nie jest w żaden sposób normalne, ale czy właśnie nie jest tak, że trzeba być „nienormalnym”, aby osiągnąć ten wielki, końcowy sukces?

Niewątpliwie etyka pracy Filipa jest na bardzo wysokim poziomie. Dla mnie jest to doskonały przykład człowieka sumiennego i zaangażowanego w realizowane projekty. Uosabia on swoją postawą czysty perfekcjonizm. I znowu odwołując się do „work-life balance”, gdzie jest miejsce na tę równowagę?

Filip Chajzer na See Bloggers

Ciągle powracam do tego terminu, ponieważ odniosłem wrażenie, iż Filip Chajzer nie wierzy w możliwość odnalezienia tego balansu. Przyznam się, że ja również nie widzę sposobności odszukania tego idealnego środka. Ciężko to sobie nawet wyobrazić. Przecież w życiu nie jest tak, że wraz z zamknięciem drzwi od biura, nagle zapominamy o minionych ośmiu godzinach i żyjemy już tylko domem oraz rodziną. A w drugą stronę? Wyobrażacie sobie, że Wasze dzieci chorują, a wy idziecie do pracy i nagle o tych wszystkich problemach zapominacie?

Dlatego właśnie przestrzegałbym przed nadmiernym szukaniem „work-life balance”, bo może się okazać, że coś takiego w ogóle nie istnieje… Jakie jest więc rozwiązanie?

Określcie swoje priorytety. To po pierwsze.

Jak osiągnąć sukces? Filip Chajzer radzi!

Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak bardzo mnie ucieszyło, gdy Filip Chajzer wypowiedział na głos swoje rady dla każdego początkującego w swoim fachu. Podzielił się ze słuchaczami swoimi złotymi wskazówkami, pomagającymi osiągnąć sukces. Pozwolę sobie zacytować parę fraz:

  • Nie ma nic w życiu za darmo.
  • Zawsze najważniejsza jest ciężka praca.
  • Jeśli chcesz osiągnąć sukces, to bardzo często trzeba wybrać.

Właśnie o to chodzi! Żeby osoby wpływowe i oglądane przez miliony ludzi, przestały wreszcie mydlić wszystkim oczy i zaczęły przedstawiać życie takim, jakim jest. Zamiast nieustanie mówić o „cukierkowych” rzeczach, trzeba mówić, ile ciężkiej pracy to kosztuje! Dokładnie o tym mówił Filip Chajzer. Parokrotnie wspominał, jak ważna jest ciężka praca, poświęcenie oraz autentyczność w swoich działaniach. To jest bardzo proste w zrozumieniu, ale już o wiele cięższe w wykonaniu. Nagle okazuje się, że musimy zadecydować między piwem ze znajomymi a pracą na swój sukces.

To właśnie takie wybory odsiewają tych, którzy mówią i marzą, od tych, którzy robią i osiągają.

sukces i ciężka praca

Przestrzegałbym jednak przed zamartwianiem się z powodu „braku umiejętności” ciężkiej pracy. To można wypracować w prosty sposób. Jak? Wystarczy próbować i działać. Tyle, ile możecie. Dawajcie z siebie wiele. Filip Chajzer wskazał, że dużo mu dała posada w telewizji w sekcji „newsów”, bo nieustannie popędzały go terminy wykonania zadania. To taka nauka „timingu”, czyli: „jak zrobić, żeby się wyrobić i żeby to było jeszcze dobre jakościowo”Jeśli znacie moje podejście do życia, to wiecie, jaki stosunek mam do rzucania sobie wygórowanych wyzwań. Prawda jest taka, że nawet jeśli im nie sprostacie, to i tak możecie znaleźć się wyżej, niż gdybyście osiągnęli coś o wiele bardziej asekuranckiego. Przemyślcie to.

Ciężka praca + Autentyczność = Filip Chajzer?

Ciężka praca nieustannie przewija się w artykule, ponieważ jest to zagadnienie nad wyraz ważne nie tylko w kontekście prelekcji Filipa na See Bloggers, ale także tyczy się ono całego naszego życia.

Swoją postawą podczas wystąpienia udowodnił mi, że jest to człowiek czynu i działania. Zastanówmy się nad tym. Jak to sam ujął, wcale nie musiał tego wszystkiego robić i mógł wieść „Życie Syna Króla Proszku”. Mógł po prostu leżeć i odcinać kupony od sławy swojego taty, ale tego nie zrobił.

Bo jego etyka pracy stoi na wysokim poziomie, a sukces, który sobie wymarzył, nie pozwalał mu nie spróbować. Ciężka praca nie przeraziła Filipa. On się w niej odnalazł!

Nie ulegajmy więc nadmiernemu komfortowi. Warto wyjść poza tę bezpieczną strefę, w której jest tak cieplutko i wygodnie. W takim miejscu nie można zrobić niczego spektakularnego. Jeśli to Wam odpowiada – świetnie! Ale jeśli pragniecie czegoś więcej…

Do dzieła.

Dlaczego Filip Chajzer nie ukończył studiów?

Filip Chajzer i Worldmaster.pl

W dzisiejszych czasach wiecznie się słyszy, że trzeba skończyć studia, żeby znaleźć pracę. Należy mieć dyplom wyższej uczelni, żeby coś osiągnąć. Przepraszam, ale to jedna wielka bzdura. Nikogo w tym  momencie nie chcę odwodzić od podjęcia studiów, jednak pragnę tylko podzielić się z Wami ciekawostką, że Filip Chajzer zaczął robić swoją karierę w radiu, telewizji i ogólnie w szeroko pojętych mediach bez ukończenia studiów. Rzucił je na trzecim roku. Powód? Zbyt wielka rozbieżność między praktyką a teorią przedstawianą na studiach.

To kolejna cenna lekcja, jaką wyciągnąłem ze słów Filipa. Nie chodzi wcale o to, aby być owcą w stadzie, która zawsze maszeruje za resztą. Można zrobić coś inaczej. Wybrać własną drogę i przede wszystkim wyrwać się ze schematu, w który nieustannie jesteśmy wrzucani. Jestem wprost przekonany, że praktyka może być o wiele lepszym nauczycielem niż kolejny teoretyk. Oczywiście, że w takiej sytuacji bardzo ważna jest należyta ciężka praca oraz wytrwałość w dążeniu, ale to jest możliwe! Przykładem jest nie tylko Filip Chajzer, ale także takie osobistości jak: Steve Jobs, Coco Chanel, czy Micheal Jordan.

Wiem, co teraz myślicie: „To są skrajne przypadki! To się zdarza raz na milion!”.

Zgadza się.

Ale dlaczego to Wy nie możecie być właśnie tym wybrańcem, któremu się uda?

Jaka płynie z tego nauka?

Wybaczcie, że skupiłem się tak bardzo na tym, co mówił Filip Chajzer podczas swojej prelekcji na See Bloggers, ale gdy tylko uczestniczyłem w niej na żywo, wiedziałem, że będę chciał napisać na ten temat coś więcej. Nie dlatego, że Filip Chajzer jest znany i sławny, ale dlatego, że poruszał bardzo ważne tematy, dotyczące działania w Internecie oraz codziennym życiu. Takie zagadnienia, jak: etyka pracy, sukces, autentyczność, hejt, zaangażowanie, poświęcenie, wyrzeczenia – nieustannie pojawiały się w trzydziestominutowym wystąpieniu. Te zjawiska przenikają nas każdego dnia. Myślę, że ich natężenie ma ogromny wpływ na to, czy kiedyś osiągniemy swój sukces lub zbierzemy cenne doświadczenia, czy dalej będziemy tylko marzyć i zastanawiać się, co by było, gdyby…

Jeśli znajdą się osoby, które zamiast czytać, wybiórczo lustrują tekst, mam nadzieję, że trafią chociaż na ten akapit. Pragnę bowiem jeszcze raz podkreślić to, o czym mówił Filip Chajzer. Otóż, aby osiągnąć sukces, trzeba coś poświęcić. Ciężka praca jest kluczem! Wiąże się ona z licznymi wyrzeczeniami i poświęceniem. Nie rzadko również dotknie nas hejt, a ciągła walka o autentyczność w świecie pozbawionym skrupułów zapewne będzie męczyć. Widzimy wyłącznie końcowy sukces, zapominając, że droga, która doprowadziła do tego miejsca, była piekielnie trudna, kręta i wyboista.

Czy warto?

Odpowiedź należy do Was.

autentyczność

Z wielu stron słyszymy: „Przeszłość już była! Żyj chwilą obecną!”. Rozumiem, że historia, której byliśmy świadkami, nie może nas zbyt mocno pochłaniać. Jednak pragnę tylko wspomnieć, że przeszłość to MY z czasu teraźniejszego i czy tego chcemy, czy nie – ona zawsze w nas będzie.


przeszłość

To, co było, żyje w nas.

Przeszłość, której byliśmy świadkami i którą przeżyliśmy, wpływa na nasze obecne postępowanie. Nie zmienimy tego, choćbyśmy chcieli. Możemy ją wypierać, zaprzeczać i oszukiwać mózg, ale koniec końców – ona i tak w nas będzie. Zgadzam się w zupełności, że historia to coś, co już nie wróci i jedyne, co możemy z nią zrobić, to uczyć się na jej przykładzie. Przeszłość to cenne doświadczenia, które powinny pomóc nam doskonalić siebie.

Ale na litość boską!

Przestańmy uparcie twierdzić, że przeszłość nas nie dotyczy, że jest nic nie warta, że nie wolno się nią zajmować, ani w ogóle zwracać na nią uwagę! Jestem zwolennikiem życia w teraźniejszości, ale wzgląd na przeszłe dzieje jest także bardzo ważny. Oczywiście, że już nic nie zmienimy, ale sama świadomość przeszłych wyborów, może uchronić nas przed błędami w chwili obecnej.

Historia lubi się powtarzać.

To jeszcze nie koniec.

Nie da się zaprzeczyć, że człowiek jest wypadkową wielu sił. Kreują go doświadczenia, ludzie, środowisko, genetyka… Wiele spraw, nad którymi na co dzień się nie pochylamy. Może to i dobrze! Jedną z takich sił jest przeszłość, która siedzi w naszych głowach. Są zdarzenia, których nie pamiętamy, ale na ogół dotyczą one zupełnie błahych i pozbawionych wartości spraw. Naturalnie są też zdarzenia traumatyczne, które wypieramy ze swojej świadomości.

W tym wyjątkowo krótkim tekście zmierzam jednak do tego, aby oznajmić Wam wszystkim, że przeszłość i tak nas znajdzie. Bez różnicy, czy będziemy się przed nią chować, uciekać, czy udawać kogoś zupełnie innego. Ona i tak do nas przyjdzie – prędzej, czy później.

Jest jednak jeden warunek, aby tak się stało.

Przeszłość odwiedzi nas, jeśli nie załatwimy z nią wszystkich swoich spraw. Innymi słowy mówiąc, jeśli pozostawiłeś za sobą czytelniku coś, co wymaga doprecyzowania, dogadania, dopracowania, to zrób to teraz. W przeciwnym wypadku historia zatoczy koło i już nie będzie za Tobą, ale tuż przed Twoimi oczami. Raz jeszcze.

doświadczenia

Przeszłość wraca.

Nie da się oszukać tego, co było, skoro to wciąż jest żywe w naszej pamięci. Jeśli chcemy raz na zawsze, z czymś skończyć, to zróbmy wszystko, aby tak się stało. Nie pozostawiajmy niedomówień i w tym jednym, wyjątkowym wypadku – spalmy mosty i zamknijmy określony etap życia za sobą.

Gdyby to jednak było takie łatwe…

Przeszłe doświadczenia często są tak silne i tak mocne, że nie sposób ich tak po prostu zakończyć. W takich sytuacjach radzę więc „porozmawiać z nimi”, a poprzez te słowa rozumiem wewnętrzną, szczerą i głęboką rozmowę z samym sobą. Nie gwarantuję sukcesu po pierwszej turze rozmów. Nie wróżę dojścia do porozumienia nawet za drugim razem, ale przewiduję, że takowe wreszcie nastąpi.

Przeszłość jest sprytna. Historia, która nie została dokończona zawsze będzie domagać się działania. Nie ważne, czy za tydzień, za miesiąc, czy za pięć lat. Ona wróci i możecie mi wierzyć lub nie, ale w wielu przypadkach będzie ranić, niszczyć i zabijać – uczucia, wartości i ludzkie wnętrza.

Ona czeka na odpowiedni moment…

Jeszcze jedno słowo na koniec.

Z przeszłością trzeba się pogodzić i nie jest to żaden truizm, ale głęboka mądrość, rozumiana w sensie metaforycznym. Nie chodzi wcale o potulne schylenie głowy i przyjęcie wszystkiego. Wręcz przeciwnie. Pogodzenie się ma przebiegać na zasadach kompromisu. Ty oddajesz coś historii, a historia daje coś Tobie – w wielu przypadkach będzie to święty spokój i możliwość pójścia naprzód.

Doświadczenie, które czerpiemy z tego, co było, niech uczy nas czujności i pokory. Po samym sobie widzę, że przeszłość jest sprytną bestią. Walczysz z nią przez bardzo długi czas, aż pewnego dnia spostrzegasz, że odeszła i jej nie ma. Początkowe podejrzenie podstępu, zastępuje potworne uczucie ulgi. Historia – nie zawsze przyjemna – wreszcie daje Ci spokój, a Ty czujesz, że latasz. Oswajasz się z życiem bez tego, co było, do tego stopnia, iż stajesz się zuchwały. Zbyt zuchwały…

A ona wciąż tam jest. Czeka tylko na odpowiedni moment, które nadchodzi zupełnie niespodziewanie lub wręcz przeciwnie – przypomina nieśmiało o sobie wcześniej, ale ty to ignorujesz, bo odzwyczaiłeś się od niej. Przeszłość traci wreszcie swoją cierpliwość i pewnego dnia, kiedy zajmujesz się życiem, czujesz, jak ktoś puka Cię w ramię, mimo że wiesz, iż jesteś sam w domu. Odwracasz się niepewnie, ale wiesz, że nikogo nie ujrzysz.

Zamiast tego czujesz całym sobą, że przeszłość wróciła…

historia

#kolejne artykuły