Za YouTube trzeba płacić! Koniec darmowego oglądania! | worldmaster.pl
#

YouTube wcale nie jest tak darmowym serwisem, jak się każdemu z Was może wydawać! Czas pokazał, że wszyscy się myliliśmy! Odkryłem to przed tygodniem, olśniony słowami, które usłyszałem. Chcecie dowód? Proszę bardzo!

YouTube – klikasz i płacisz!

Wyobraźcie sobie, że YouTube działa w następujący sposób: za każdy film, jaki chcecie obejrzeć, musicie zapłacić. Podczas rejestracji konta wymagane jest podanie karty płatniczej, która po kliknięciu w miniaturę filmu jest obciążana stałą kwotą. Nie ma żadnych powiadomień ani potwierdzeń, czy aby na pewno chcemy dokonać zakupu. Nie ma również komunikatów, ostrzegających nas przed dokonywaną transakcją. Jedno kliknięcie i pieniądze z konta odpływają…

pieniądze

Domyślam się, że nie jesteście sobie w stanie wyobrazić tak funkcjonującego świata. Nauczeni do darmowego konsumowania treści, nie potrafimy przyjąć do wiadomości, że tak mogłaby wyglądać rzeczywistość.

A co jeśli YouTube działa właśnie w ten sposób i wcale nie zdajemy sobie z tego sprawy? Czy to znaczy, że jesteśmy… OKRADANI?!

Czy opłaty za YouTube to naprawdę zły pomysł?

Mówienie, że YouTube jest płatną platformą, kiedy każdy może udowodnić, że nie stracił na oglądaniu filmików nawet grosza (pomijając funkcję premium), wydaje się nieśmiesznym żartem. Twierdzenie, że jesteśmy okradani, zakrawa o spiskowe teorie bez pokrycia, które mają na celu wzbudzenie sensacji. Jakkolwiek tytuł, którego użyłem, może być mylący, tak gwarantuję Wam, że gdy spojrzymy na problem z innej perspektywy, okaże się, że mogę mieć rację!

Najpierw zastanówmy się, co by było, gdyby za oglądanie należało płacić prawdziwe pieniądze…

  • Po pierwsze nie szastalibyśmy złotówkami, bo byłoby nam ich zwyczajnie szkoda.
  • Po drugie szanowalibyśmy je, poprzez oglądanie wyłącznie tego, co jest dla nas najważniejsze.
  • Trzecia wizja naszego gdybania to selekcjonowanie przyswajanego materiału. Nikt nie chciałby wydawać dwudziestu złotych na oglądanie „zabawnych kotków”. Choć znając życie i ludzi – zapewne bardzo mocno się w tej kwestii mylę…
  • Po czwarte włączylibyśmy myślenie, a to oznaczałoby koniec bezrefleksyjnego oglądania treści, które podsuwa nam YouTube.
  • Po piąte nie zaśmiecalibyśmy swojego umysłu ani nie męczylibyśmy ograniczonych zasobów poznawczych treściami, które są dla nas kompletnie bezwartościowe.

Z tej perspektywy wizja płacenia za oglądane filmiki, okazuje się nie być tak bardzo złym pomysłem, prawda? Oczywiście, dopóki kompletnie nie zignorujemy opłat, które każdego dnia będą obciążały nasze indywidualne konta. Do momentu aż zabraknie na nich środków do życia, a my ockniemy się z ręką w nocniku…

uzależnienie od Facebooka

Być może już spostrzegliście, do czego zmierzam i co mam na myśli.

Za YouTube naprawdę trzeba płacić. Walutą nie są jednak pieniądze, ale czas.

YouTube pochłania nasze zasoby.

Koniec jednego filmiku, oznacza początek drugiego. Nawet jeśli nie mamy zaznaczonej opcji automatycznego odtwarzania, to przecież zawsze znajdzie się coś ciekawego w polecanych materiałach, prawda? To bardzo sprytny mechanizm! Nie jestem głosem ludu i nie mam prawa wypowiadać się za wszystkich, ale myślę, że każdego z nas spotkała sytuacja, kiedy otworzył YouTube, aby sprawdzić jedną, konkretną rzecz, a ocknął się po godzinie i sześciu filmikach, których w ogóle nie miał zamiaru oglądać.

YouTube

Rezultat jest więc taki, że poświęcamy na tę czynność o wiele więcej czasu, niż planowaliśmy. Doba nie jest nieograniczona, więc robimy to kosztem innych zajęć, a już na pewno na szkodę własnej energii. Naprawdę o wiele lepszym pomysłem od bezmyślnego konsumowania jakiejkolwiek treści jest sen, drzemka, medytacja, czy po prostu nicnierobienie.

YouTube pochłania nasze zasoby w zastraszającym tempie. Również Facebook, czy Instagram kusi nas każdego dnia. Mówimy sobie, że odwiedzimy te portale tylko na chwilę, a potem nasz mózg „wyłącza się”, a my zamieniamy się w zombie dwudziestego pierwszego wieku. Mierzwi nas delikatnie od środka, że marnujemy swój czas, ale brakuje emocjonalnego czynnika, który wywołuje w ludziach chęć zmian.  Nie widzimy zależności między straconym czasem a negatywnymi konsekwencjami, jakie z tego zjawiska wynikają. W efekcie wiemy, że YouTube „coś” nam zabiera, ale nie zastanawiamy się, co w ten sposób tracimy.

Gdy natomiast w grę wchodzą pieniądze, większość z nas od razu czuje określone uczucia. Myślę, że jest to jeden z zasobów, które wywołuje w człowieku tak wiele emocji. Właśnie dlatego pieniądze zostają porównane do czasu i jak sami widzicie – to zestawienie nie jest wcale tak bardzo mylne.

Waluta, nad którą nie masz kontroli to czas.

Czas jest naszą walutą nie tylko wtedy, gdy odwiedzamy YouTube, ale w każdej chwili naszego życia. Nie możemy go odzyskać. Tak ważne jest więc, aby angażować się w czynności, które są dla nas ważne i niosą ze sobą jakąkolwiek wartość.

Czas jest o tyle ciekawym zjawiskiem, że nie sposób pozostać przy nim w miejscu. W przypadku pieniędzy można na pewnym etapie życia powiedzieć: „PAS!”, zrezygnować z pracy i żyć z zaoszczędzonego majątku (szczęściarze!). Natomiast czas jest zupełnie inny. Stojąc w miejscu i tak go tracimy. Cofamy się. Ubywa nam go i nie możemy nic na to poradzić. Czy tego chcemy, czy nie – wydatkujemy go ciągle. Zarówno wtedy, gdy coś robimy, jak i bezczynnie patrzymy na uciekające sekundy.

czas

Wyobraźcie sobie, że jedna sekunda to jedna złotówka mniej. Słyszycie ten dźwięk przesypujących się monet z jednego worka (życia) do drugiego (śmierci)? Widzicie, jak w tym pierwszym ubywa monet, których już nigdy nie odzyskacie? Jak pierwszy staje się coraz mniejszy, a drugi systematycznie się powiększa? To nie brzmi zbyt optymistycznie, ale skoro czasu zatrzymać nie można, to może warto zacząć z niego korzystać, aniżeli tracić na konsumowanie treści na YouTube, która opiewa miauczeniem małych kotków?

Zarządzaj mądrze!

Każdy słyszał, że czas to pieniądz, ale sądzę, że mało kto zastanowił się nad tą frazą. Nie chodzi tylko o traktowanie czasu, jako zjawiska do wykorzystania, w celu zarabiania pieniędzy. Byłbym skłonny ku spojrzeniu na to z perspektywy traktowania czasu, jako waluty, którą dysponujemy – tak jak pieniędzmi.

Każdy dzień daje Wam budżet w postaci 1440 złotych. Po upływie sześćdziesięciu sekund tracicie jedną złotówkę. Bez względu na wszystko – ona i tak spadnie z jednego worka do drugiego i już nigdy jej nie ujrzycie. Czy więc mając ograniczone zasoby, które ubywają całkiem szybko, naprawdę macie ochotę angażować się w durne idee, przebywać w idiotycznych miejscach lub spędzać czas z pasożytami, którzy żerują na Waszym dobrostanie?

Wątpię!

Nikt nie chce patrzeć, jak traci bezpowrotnie pieniądze, a na co dzień marnujemy naszą najdoskonalszą walutę – czas. Robimy to, oglądając YouTube i bezcelowo przeglądając tablicę na Facebooku. Wydatkujemy nasze cenne złotówki na niepotrzebne rzeczy. Czy idąc do sklepu, kupujecie coś, co potem chowacie do szuflady, bo nie jest Wam potrzebne, czy raczej skupiacie się na czymś bardziej praktycznym i wartościowym?

Oczywiście, że nie! Tak więc i w Internecie stawiajcie na wartościowe treści, które Was wzbogacają!

Zagrajmy w grę! Przegrywasz? Płacisz!

Ustalcie sobie dzienny limit korzystania z platform, które pochłaniają Wasz czas. Ustawcie sobie przypomnienia, a jeśli wolicie tradycyjne sposoby – zanim cokolwiek uruchomicie, nastawcie budzik. Po upłynięciu czasu odkładacie telefon i jesteście wolni! Jeśli jednak nie jesteście się w stanie oderwać to…

influencer

PŁACICIE!

Złotówkę za każdą minutę ponad regulaminowy czas gry! Komu? Mężowi, żonie, dzieciom, rodzicom, sąsiadowi, osobom potrzebującym… Po prostu te pieniądze muszą zniknąć z Waszego życia! Wiem, że to dość banalne, ale kto powiedział, że niepraktyczne? Zadziała szczególnie u osób, cechujących się rzetelnością względem własnych zasad i wyjątkowo mocno przywiązanych do pieniędzy. Nikt przecież nie chce tracić pieniędzy za nic!

Nie ma nic za darmo.

YouTube jest płatny. Facebook jest płatny. Instagram jest płatny. Wszystko, co robimy, jest płatne. Życie także jest płatne!

Rozumiecie?

Od nas zależy, na co przeznaczymy swój czas, który i tak płynie. On jest wszystkim. Młodzi mają go (teoretycznie) bardzo dużo i dlatego robi mi się przykro, gdy jest on marnowany na naprawdę pozbawione sensu czynności…

Uczepiłem się niewinnych kotków, więc jeszcze raz podejmę ten temat. Nie mam nic przeciwko oglądania śmiesznych filmów na YouTube! Chodzi mi tylko o umiar i przede wszystkim świadomość, że zmarnowanych złotówek Waszego życia już nigdy nie odzyskacie.

Tym samym przepraszam, że uszczupliłem Was o około siedem złotych (czasu). Mam nadzieję, że mi wybaczycie i nie będziecie domagali się zwrotu, bo nie jestem w stanie Wam go udzielić. Nikt nie jest. Nie zapominajcie o tym.

Dbajcie o swój budżet!

Kiedyś roboty stanowiły surrealistyczne wizje niepoprawnych romantyków. Sztuczna inteligencja znana była tylko z kinowych ekranów. Nikt nie przypuszczał, że technologia rozwinie się tak, że teraźniejszość będzie odzwierciedlała filmową akcję. Pozorną fikcję, w której technologiczna zagłada staje się realnym faktem.

„Technologia to same plusy!”. Czy aby na pewno?

W dobie gdzie szeroko pojęta technologia jest gloryfikowana, a wszystko jest skomputeryzowane i zmechanizowane, możemy tak naprawdę mieć ciągły kontakt ze światem, nie wychodząc z domu lub nie odrywając wzroku od swojego telefonu. Bezproblemowe okazuje się w ten sposób zarządzanie firmą czy nawet edukacja szkolna. Okazuje się, że technologia umożliwia nam zarabianie pieniędzy, uczenie się i rozwój, bez opuszczania naszych czterech ścian.

To jest świetna wiadomość dla nas wszystkich. Żyjemy w czasach, w których mamy tak wiele możliwości, jak nigdy wcześniej dotąd. Daje nam to szerokie spektrum szans, na których możemy oprzeć swoją przyszłość. Możemy spodziewać się, że w kolejnych latach naszego istnienia, będą powstawały rzeczy, o których nie śniło się naszym przodkom albo nawet nam samym, jeszcze parę lat wcześniej.

Do niedawna, sztuczna inteligencja w ciele człowieka, mogła być podziwiana tylko i wyłącznie z perspektywy widza. Człowieka, spoczywającego w swoim wygodnym fotelu i rozkoszującego się kolejną częścią „Terminatora” lub równie przerażającego filmu – „Ja, robot”. Produkcji, która ukazała makabryczne skutki igrania z rzeczami, które nie do końca poznaliśmy.

Abstrahuje od technicznej strony tego przedsięwzięcia. Nie interesuje mnie, jak to coś powstaje, jak funkcjonuje i ile kosztuje. Nurtuje mnie wyłącznie jedno pytanie, które przyprawia mnie jeszcze w tym momencie, o tylko delikatną gęsią skórkę.

„Kiedy sztuczna inteligencja nas zastąpi?”

Być może snuje czarne wizje niepoprawnego romantyka dzisiejszych rozpędzonych i wysoce technologicznych czasów. Jednak zwróćcie uwagę w jakim stopniu obraz ukazany w wymienionych przeze mnie kultowych filmach, może stać się naszą rzeczywistością w przyszłości? Nie wkładam tych myśli w ramy czasowe mieszczące się w kolejnych pięćdziesięciu, ani nawet stu latach. Jednak nawet jeśli nie będzie nas na tym świecie, to ktoś po nas przejmie tę schedę.  Będzie kontynuował to, co my rozpoczęliśmy, doprowadzając cały świat, nie do miejsca ludzi, ale strefy zamieszkałej przez roboty i twory naszych własnych, ludzkich rąk… O ironio!

Rozumiem entuzjazm wynikający z aktualnych doniesień, głoszących kolejne spektakularne osiągnięcia oraz przewidywania odnośnie do sztucznej inteligencji, w których główną rolę odgrywa nieustannie postępująca technologia. W pewnym stopniu podzielam tę radość, bo przesuwa to granice naszego rozwoju i pozwala nam wkroczyć na tereny dotąd niepoznane. Jednak linia między pojęciami: „idealnie”, a „przesada” jest bardzo cienka i niewiele potrzeba, aby ją złamać bez możliwości powrotu. W tym przypadku może oznaczać to zjawisko, które będzie określane przez resztki żyjących ludzi, jako tytułowa „technologiczna zagłada.

sztuczna inteligencja

Zastanówmy się, proszę, co się stanie, gdy w końcu ktoś stworzy precedensową sytuację, w której zwykłego Pana Kowalskiego w pracy, zastąpią roboty? Przecież zapewne będą one perfekcyjne. Pozbawione wad i skaz. Idealne wykonujące swoją czynność, zaprogramowaną im przez właściciela.

W takich sytuacjach zastanawia mnie, jak bardzo jesteśmy w stanie kontrolować to, co sami tworzymy?

Przecież sztuczna inteligencja będzie mądrzejsza od nas. Tego nie da się ukryć. To będzie niczym chodząca, wielka jednostka komputerowa, zdolna do niewiarygodnych obliczeń i kalkulacji. Jak długo zajmie jej wykształcenie własnego toku rozumowania, przystosowania się i przechytrzenia ludzi?

Jestem fanem literatury fantastycznej i być może to, o czym piszę, to tylko moja bujna wyobraźnia. A może jednak jest to nasza przyszłość? Oddalona od nas o setki lat, ale nadal to, co nastąpi? Co, jeśli kluczowym pytaniem nie jest wcale: „Czy nastąpi technologiczna zagłada?”, a „Kiedy to się stanie?”.  

Roboty wymagają kontroli. Ludzkiego nadzoru!

Nie twierdzę, że tego procesu tworzenia trzeba zaprzestać. Technologia i jej rozwój to dział, który pozwala przesuwać granice ludzkiego poznania. Zaniechanie tego procesu byłoby wielkim marnotrawstwem naszego potencjału. Uważam jednak, że ktoś powinien sprawować nad tym ścisłą kontrolę. Nie komputer, nie kolejna maszyna, ale sztab ludzi-wybranych przez ludzi.

Roboty, sztuczna inteligencja czy inne „twory” jakkolwiek nazywane, powinny być wykorzystywane tylko w określonych działach naszego życia. Dodatkowo regulowane przez jasne wskazówki, określające zasady ich stosowania. Wszystko dlatego, aby nikt nigdy nie mógł dojść do wniosku, aby gdziekolwiek lub kiedykolwiek roboty, mogły zastąpić człowieka.

roboty

Roboty nie mogą wyciągać dłoni po to, co ludzkie!

Dlaczego to coś stworzone przez nas, ma być perfekcyjne? Dlaczego nie może mieć wad tak jak człowiek?  Skoro ma wyglądać tak jak my, to dlaczego ma nie być takie jak my – ludzie. Nikt z nas nie jest perfekcyjny. Ba! To właśnie nasza nie perfekcja jest naszą perfekcją, która czyni nas człowiekiem i dobitnie odróżnia nas od maszyn. Jeśli wzorujemy coś na człowieku, to niech to w maksymalnym stopniu go przypomina. Nie tylko pod kątem cech fizycznych, ale również osobowościowych oraz emocjonalnych.

Technologiczna zagłada karą za bluźnierstwo?

Czy my naprawdę chcemy bawić się w stwórcę i wskrzesiciela, tworząc chodzących bogów? Kiedy do tego dojdzie, nikt i nic nie będzie w stanie mnie przekonać, że ktokolwiek lub cokolwiek nad tym panuje. Pamiętacie słynne powiedzenie, dotyczące najpopularniejszego statku na świecie, z samego początku ponadczasowego filmu pt.: „Titanic”?

„Nawet sam Bóg go nie zatopi”.

Bóg nie był tam nawet potrzebny. Uczyniła to zwykła i prosta góra lodowa, z którą tak doskonały statek-jak go wtedy określano, nie mógł sobie poradzić.

Obawiam się, że jeśli sztuczna inteligencja obleczona ludzką skórą, wejdzie do powszechnego użytku i stanie się częścią życia naszych kolejnych z kolei prawnucząt, wtedy na horyzoncie również pojawi się taka „góra” przyszłych czasów. Przeszkoda, która zatopi niezatapialne.

technologiczna zagłada

Surrealistyczna wizja czy przyszłość świata?

Technologiczna zagłada może stać się faktem. Karą za nasze bluźnierstwo przeciwko wyższym wartościom, poprzez zachowanie pozbawione człowieczeństwa. Wtedy bieg historii zostanie zmieniony na zawsze. Nie odpowiedzą za to nasi potomkowie, ale MY. Bo to, co może stać się przyszłością, jest tworzone w naszej teraźniejszości i to właśnie MY jesteśmy za to odpowiedzialni. Nawet jeśli nie będziemy brali w tym bezpośredniego udziału w przyszłości.

Historia osądzi nasze decyzje oraz wybory. Oby tylko mogło o niej usłyszeć ludzkie ucho…  

Czym jest ten „magiczny” UX? UX czyli User Experience to doświadczenie, jakiego doznaje użytkownik w kontakcie z przedmiotem, usługą lub firmą.

Pamiętajmy, że jesteśmy otoczeni wieloma przyrządami codziennego użytku, jest ich być może tysiące. Różnego rodzaju opakowania, butelki, puszki, torebki na zip, nożyczki, pojemniki, korki, włączniki, długopisy, kurki. Każdego używamy do czegoś innego i obsługujemy w inny sposób. Jest to niepojęte, że mimo to jesteśmy w stanie dać sobie z nimi wszystkimi radę.

UX

Dzieje się tak dlatego, że przedmioty posiadają wskazówki wizualne co do ich przeznaczenia oraz dlatego, że zostały dobrze zaprojektowane. Dobrze, to znaczy w taki sposób, że twórcy udało się swoim projektem przekazać użytkownikowi właściwą wizję co do funkcji przedmiotu oraz w jaki sposób z niego korzystać.

User experience dotyczy produktów, serwisów i firm, ale jest szczególnie ważny przy projektowaniu stron internetowych i aplikacji. W kontakcie ze skomplikowanym technologicznie sprzętem, jakim są strony i aplikacje dzieje się coś osobliwego. Jeśli nie potrafimy ich obsłużyć, dochodzimy  do wniosku, że to nasza wina. Zakładamy, że nie mamy odpowiedniej wiedzy, nie znamy się i czujemy się głupio. Jest to irracjonalne, ponieważ jeżeli tak się dzieje, to znaczy, że zawiódł projektant, a nie my.

Mimo to, jeśli coś będzie niejasne, użytkownik w kontakcie ze stroną internetową będzie obwiniał siebie i czuł się głupio. Jest to prosta droga do odstraszenia użytkownika od naszego sklepu. Strony internetowe, zwłaszcza sklepy, muszą tłumaczyć się same. Nie mogą posiadać instrukcji obsługi do przeczytania zanim zaczniemy ich używać. Użytkownik powinien być w stanie zrozumieć, o co chodzi, korzystając wyłącznie ze swojej wiedzy i doświadczenia.

Nie dość, że użytkownik w internecie jest pozostawiony samemu sobie i zazwyczaj nie może liczyć na pomoc. Właściciele sklepów internetowych nie zdają sobie sprawy, że osoby odwiedzające ich witrynę mogą mieć z czymś problem.

Jak zatem sprawdzić czy potencjalny Klient radzi sobie z naszą stroną sklepu czy nie?

Pierwszą możliwością jest sprawdzenie i przeanalizowanie drogi, jaką przemierza nas Klient po stronie sklepu. Oczywiście aby móc to realizować, należy wdrożyć odpowiednie narzędzia techniczne do sklepu (np. google analytics). Dzięki takiemu rozwiązaniu otrzymujemy dosyć dokładne informacje. Między innymi po jakich podstronach „chodził” internauta, i w którym momencie opuścił stronę. Jeśli analiza powyższych wyników pokaże, że przykładowo są dwie lub trzy podstrony, z których Klient opuszcza nasz sklep – oznacza to często jednoznacznie, że coś z daną podstroną jest nie tak. Albo Klient się „pogubił” albo coś go „zdenerwowało”. Najczęściej takimi podstronami są karty produktów jak i proces sprzedażowy – ewentualnie koszyk.

Inną metodą na to abyśmy wybadali jakie elementy na sklepie są poprawne, a które nie i mogą przeszkadzać użytkownikowi jest audyt strony. Głównie właśnie pod kątem UX oraz testowania eksploracyjnego. Wyniki takich testów wyraźnie pokażą słabe strony naszego sklepu i punkty a nawet drobne elementy na które należy zwrócić pilnie uwagę.

Jeśli więc nie do końca wiemy co się dzieje na naszej witrynie i dlaczego nie mamy sprzedaży? Warto pomyśleć nad kwestią testów naszego sklepu. Nie są one może najtańszą opcją, jednak wskazują metody po których zastosowaniu bardzo często właśnie sprzedaż rusza. Zatem powstaje pytanie: Czy jest sens „ładować” pieniądze w reklamy. Te jeśli nawet są efektywne i przyciągną ludzi na sklep, to stają się nie opłacalne? Ludzie, których reklama zachęciła, będą uciekać z naszego sklepu, gdyż posiada on błędy i nie jest dostosowany pod kątem UX i UI?

Jeśli masz jakieś pytania lub chciałbyś uzyskać poradę – pisz śmiało tutaj!

Spacery z ukochanym psiakiem to nie tylko obowiązek wymuszony ograniczoną pojemnością pęcherza Twojego pupila. To także wielka przyjemność płynąca ze wspólnie spędzanego czasu na świeżym powietrzu. Co zrobić, by spacer z psem gwarantował mu maksimum bezpieczeństwa? Mamy na to 10 sprawdzonych sposobów.

1. Miejsce

Bądźmy realistami, na co dzień nie mamy większego wyboru spacerowych tras, szczególnie w mieście. Zwróćmy jednak uwagę, czy nasza droga nie zahacza o niebezpieczne miejsca: skwery z potłuczonym szkłem, wąski chodnik przy ruchliwej ulicy, plac zabaw pełen rozbawionych dzieci, miejsca w których może pojawić się nagły hałas lub inne stresujące bodźce.

2. Smycz

W mieście i przy ruchliwych drogach, ale również w większości lasów, pies powinien mieć założoną wytrzymałą smycz, dopasowaną do jego temperamentu, wagi i rozmiaru. Nasz psiak będzie miał okazję nacieszyć się wolnością w miejscach do tego przeznaczonych, takich jak niektóre parki, mało uczęszczane skwery, czy specjalne wybiegi dla psów.

3. Chip i adresówka

Zgodnie z polskim prawem każdy pies powinien być wyposażony w identyfikator. Dzięki temu w razie zgubienia się, łatwiej będzie odnaleźć właściciela, a w sytuacjach spornych ustalić do kogo należy.

4. Żółta wstążeczka

Spacer z psem ma być nie tylko bezpieczny, ale i przyjemny dla wszystkich stron. Jeśli Twój pies nie przepada za kontaktem z obcymi osobami, załóż mu na obrożę żółtą wstążeczkę. Coraz więcej osób wie, co ona oznacza: „Nie dotykaj mnie!”.

pies, pupila, spacer z psem, maksimum bezpieczeństwa

5. Lokalizator

Przymocuj do obroży lokalizator dla psów. Popularne GPSy są ciężkie, drogie i wymagają częstego ładowania. W tym przypadku lepiej sprawdzają się małe lokalizatory Bluetooth – ale tylko te, które współpracują z dużą siecią użytkowników, np. notiOne. Dzięki temu Twój pies może zostać namierzony nawet z odległości dziesiątek kilometrów, a ty będziesz widzieć jego lokalizację na mapie w swoim telefonie.

6. Zdjęcie

Zrób aktualne zdjęcie swojego pupila. Nie tylko całej sylwetki, ale również znaków szczególnych. Takie fotografie znacznie ułatwią odnalezienie psiaka w razie jego ucieczki czy kradzieży.

7. Czujność

Zwracaj uwagę co robi Twój pies. Nie pozwól, by uciekł Ci z zasięgu wzroku. Kontroluj na bieżąco, czy w pobliżu nie pojawiają się osoby lub inne zwierzęta, które mogłyby zagrażać Twojemu pupilowi lub uruchamiać w nim niepożądane zachowania. I koniecznie obserwuj czy nie zjada czegoś, co mogłoby mu zaszkodzić!

8. Opieka

Jeśli spacer z psem to dla Ciebie równocześnie okazja do zrobienia zakupów, postaraj się, by trwały one jak najkrócej. Nie zostawiaj psa na mrozie ani w pełnym słońcu. Nie zamykaj go również w samochodzie. O ile to możliwe, najlepiej w ogóle nie zostawiaj swojego pupila bez opieki poza domem!

9. Zabezpieczenie łapek

W zimie zabezpiecz delikatne poduszeczki psich łap wazeliną lub inną przeznaczoną do tego celu maścią. Dzięki temu ochronisz psa przed odmrożeniami, solą, która może podrażnić skórę oraz chemikaliami używanymi do odmrażania szyb.

10. Wytrzymałość

Spacer z psem to dla Ciebie okazja do aktywności fizycznej? Świetnie! Pamiętaj jednak o tym, że Twój pies niekoniecznie ma równie dobrą kondycję co Ty. Uwzględnij to podczas planowania tras biegowych lub rowerowych i bacznie obserwuj swojego pupila, czy takie spacery nie są dla niego zbyt męczące. W przypadku wspólnych wycieczek rowerowych, przyczep smycz do szelek, nigdy do obroży!

Źródło: https://notione.com/blog/10-sposobow-na-bezpieczny-spacer-z-psem/

Jak możemy przeczytać na stronie BBC, z ponad 81 tyś kont użytkowników Facebooka zostały wykradzione dane. Mianowicie chodzi tutaj o wiadomości prywatne. Hakerzy, żądają okupu za dane lecz sprawa jest bardziej zaplątana niż myślicie.

Wyciek prywatnych wiadomości z Facebooka

Według hakerów posiadają oni dane do aż 120 milionów kont, które wystawili na sprzedaż. Przynajmniej w takiej formie poinformowali rosyjski oddział BBC. Stacja jednak uspokaja, gdyż pomimo tego, że jakiś czas temu na pewnym forum użytkownik chciał sprzedać dane ze 120 000 000 kont to potwierdzono tylko skradzione dane do 81 000 kont Facebooka. Ciekawostką jest, że tajemniczy użytkownik wyceniał jedno konto na 10 centów.

Pytanie brzmi tylko z ilu faktycznie kont zostały wykradzione dane ?

Facebook umywa ręce ??

Jak całą sprawę widzi gigant z doliny krzemowej? Według oświadczenia jakie wydał Facebook, nie doszło do jakichkolwiek naruszeń czy też złamań zabezpieczeń portalu. Jeśli faktycznie sytuacja miała miejsce to wyciek danych jest wyłącznie winą użytkowników, którzy w sposób nie wystarczający zabezpieczyli swoje konta. Portal twierdzi, że znajomość podstawowych zasad bezpieczeństwa jest nadal niewystarczający pośród użytkowników. Facebook dodaje, że najbardziej prawdopodobną przyczyną wycieku danych mogły być różnorodne wtyczki do przeglądarek internetowych. Wtyczki te pozornie tylko usprawniają pracę programów. Pomimo, że dostawcy przeglądarek usuwają podejrzane pluginy oraz pliki, które mogą lub też zawierają szkodliwe oprogramowanie to oszukanych osób wciąż przybywa.

Nasuwa się jednak pytanie. Czy faktycznie do wycieku prywatnych wiadomości doszło z winy użytkowników portalu. Czy może to skuteczna linia obrony Facebook’a ? Tym bardziej, kiedy jakiś czas temu wyszła na jaw potężna afera z wyciekiem 50 milionów danych podczas kampanii wyborczej w Stanach Zjednoczonych.

Niestety ale w świecie pełnym informacji jak i dezinformacji, tzw. fake kont oraz fake newsów ciężko stanąć po którejś ze strony. Bardzo często się zdarza, że słowa to tylko słowa a dowodów brak…

#kolejne artykuły