Nawłoć pospolita - cud natury na przeziębienie | worldmaster.pl
#

Dlaczego ziele nawłoci jest pomocne?

Ostatnio w @pytanienasniadanie mówili o ziołach nawłoci i ich wspaniałych właściwościach prozdrowotnych. Gdy pierwszy raz zdobyłam miód nawłociowy w swoje ręce, to już dzisiaj wiem, że na zawsze zagości w mojej kuchni. Miód nawłociowy ma podobne właściwości do miodu manuk, ale jest o wiele wiele tańszy. Gdy byłam 2 tygodnie temu chora to pierwsze o czym pomyślałam, to tadam! Mam miód, na pewno się wyleczę. I miałam rację, nie myliłam się, zdziałał cuda.

 

miód

Czy stosować suche nasiona nawłoci jako napar, czy może miód nawłociowy?

Myślę, że to indywidualna sprawa, zależy od tego co Ci dolega i na co chciałbyś/ chciałabyś te ziele zastosować, na stany zapalne i zakażenia jamy ustnej i gardła, sromu, pochwy, uszkodzenia skóry, wysypki, świąd skóry, otarcia naskórka polecam Ci napary z suchych nasion,  jeśli dopadła Cie paskudna grypa to miód nawłociowy to dosłownie miód na serce. Idź na targ, na pewno znajdziesz go i kupisz u przemiłej staruszki;)

Dlaczego ziele nawłoci to cud natury?

A mianowicie dlatego, że

✔ zwalcza infekcje! , (żadne przeziębienie mu nie straszne)

✔badania profesora z Poznania udowodniły, że 2x przewyższa właściwościami działanie antybiotyczne

✔działanie przeciwzapalne (m.in dziąseł, dróg moczowych, pęcherza moczowego)

✔neutralizuje wolne rodniki, zawiera flawonoidy

✔ rutyna, kwercetyna, zawarta w miodzie uszczelnia naczynia krwionośne, staja się bardziej elastyczne przy czym zmaga się z nadciśnieniem, dlatego ten miód jest idealny dla osób z wysokim ciśnieniem krwi

✔działanie przeciwmiażdżycowe, w ścianach naczyń krwionośnych tak łatwo nie odkładają się złogi blaszek miażdżycowych

✔ pomaga w skąpomoczu , ale pamiętaj że przy silnej niewydolności nerek nie można stosować ani ziela nawłoci ani miodu nawłociowego, ponieważ pobudzają prace nerek i przy tym obciążają nerki.

♥Najlepsze wchłanianie miodu nawłociowego ma roztwór ( 1 łyżeczka miodu na szklankę letniej wody, przygotowany 12h wczesniej). Bardzo dobrze odżywia organizm, gdyż zawarte substancje po rozpuszczeniu w wodzie są łatwiej przyswajalne.

P.S nie dodawaj miodu do gorących napoi i wypieków, gdyż traci swoje cenne właściwości.

A na zimne romantyczne wieczory…

Winko z nawłoci o działaniu wielokierunkowym

100 g świeżego ziela nawłoci lub 40 g suszu zalać ciepłym czerwonym winem w ilości ok. 450 ml.

Dodać 50 ml wódki, odstawić w chłodne miejsce na 2 tygodnie, po czym przecedzić.

Pić 30-50 ml winka dziennie

Winko z nawłoci poprawia trawienie, wzmacnia naczynia krwionośne, reguluje ciśnienie krwi, poprawia pracę nerek i układu moczowego, oczyszcza krew i działa przeciw miażdżycy.

Źródło: http://sekrety-zdrowia.org/nawloc-nerki-uklad-trawienny-metabolizm/

 

O zaletach buraka słyszałam już dawno! Jakiś czas temu pisałam nawet o nim post w którym znalazły się przepisy na carpaccio z buraka czy energetyczny koktajl. Tym razem wracam do Was ponownie z tym jakże cennym warzywem. Ostatnio intensywniej odkryłam jego działanie na sobie. To wszystko za sprawą mojej mamy.

Mamcia lubi różne zdrowe „nowości”. Bardzo cieszę się, że zwraca uwagę na to co je i jest na bieżąco z nowinkami internetowymi. Jednak często dzielę zdobyte przez nią informacje i podchodzę do nich z dużym dystansem. Zrozumielibyście, jakbyście słyszeli ciągle, że ryż to plastik a jajko to okres kury(hihi). Jednak o tym kiedy indziej. Gdy przyjechałam ostatnio do rodzinnego domu, mama od razu zaprezentowała mi nowość w pięknie wyglądającym ogromnym słoju z kranikiem! Moja reakcja „Wow! Mamo zrobiłaś wino!” Jednak myliłam się. Wyjaśniła, że ten pięknie fioletowy napój to zakwas z buraków.

Przyznam, że początkowo niechętnie do niego podeszłam. Spróbowałam następnego dnia, tylko po to by było jej miło! Wiecie co? Posmakował mi! Jednak nie dlatego zaczęłam go stosować! W związku z tym, że był smaczny, wniknęłam w temat. Jakie właściwości ma ten roztwór? Otóż okazuje się, że zakwas z buraków ma ogromnie pozytywny wpływ na nasz organizm. Ponadto jest często stosowany na popularnej diecie dr. Dąbrowskiej. Postanowiłam przetestować go na sobie i piłam regularnie. Po jakimś czasie nawet dołączył do mnie Eryk. Odczuliśmy na sobie dużo plusów jego stosowania, dlatego postanowiłam się z Wami nim podzielić.

Właściwości i działanie zakwasu z buraków:

-genialny naturalny probiotyk

-poprawia wydolność organizmu

-oczyszcza z toksyn nasz organizm

-reguluję pracę jelit

-posiada właściwości przeciwnowotworowe

-bardzo korzystanie wpływa na nasz układ krwionośny, pomaga w walce z anemią

-zakwas super współpracuje z nerkami, oczyszcza organizm

-zawiera ogromną dawkę witaminy C i A

-poprawia samopoczucie i koncentrację

-wzmacnia naszą odporność

 

Brzmi zachęcająco, prawda?

Taki zakwas z buraków przygotujemy bardzo szybko! Minusem jest czas oczekiwania na gotowy produkt, gdyż trwa to od 5-7 dni. Jednak ten okres nie wymaga od nas żadnych czynności, po za uzbrojeniem się w cierpliwość.

Przepis na zakwas z buraków.

Składniki:

  • 3 kg buraków
  • 3 łyżki stołowe różowej soli himalajskiej
  • pół litra zakwasu z kiszonej kapusty
  • mała główka czosnku
  • 10 listków laurowych
  • 10 ziarenek ziela angielskiego
  • woda

 

Jak przygotować?

  1. Buraki obieramy i przelewamy gorącą wodą
  2. Kroimy w grube plastry.
  3. Szklane lub gliniane naczynie wyparzamy i wkładamy do niego buraki
  4. Dodajemy resztę składników (liść laurowy, ziele angielskie, pokrojone ząbki czosnku i kwas z kiszonej kapusty)
  5. Zalewamy wszystko przegotowaną letnią wodą, około 5 cm ponad buraki. Nie mogą one wystawać ponad wodę.
  6. Rozpuszczamy sól w małej ilości wody, następnie dodajemy do całości.
  7. Naczynie przykrywamy i odkładamy w bezpieczne miejsce w pokojowej temperaturze.
  8. Po około 5 dniach przelewamy zakwas do wyparzonych pojemników lub szklanych butelek.

Na drugi dzień po zrobieniu zakwasu powinien pojawić się biały nalot z pianką. Nie panikujmy! To prawidłowa reakcja w wyniku fermentacji. Można zamieszać delikatnie wyparzoną łyżką. Gdy zakwas będzie gotowy najlepiej przechowywać go w lodówce.

Jak przyjmować?

Piję zakwas raz lub dwa razy dziennie. Zawsze przed śniadaniem i czasami w ciągu dnia. Zgodnie z podpowiedzią Roberta Bandosza dobrze sprawdza się około 2,5 h przed planowanym wysiłkiem fizycznym. Wówczas stężenie azotanów we krwi jest najwyższe.

To, jak spróbujesz?

zakwas, działanie zakwas z buraka

W wymyślaniu kolejnej wymówki jesteśmy całkiem nieźli. Potrafimy stosować liczne usprawiedliwienia, byle tylko nie robić tego, co powinniśmy. W takich sytuacjach nasza zdolność inwencji twórczej, zostaje wywindowana mocno w górę na potrzeby tworzenia kolejnych tłumaczeń. Myślę, że nie podlega dyskusji fakt, iż wymówki stały się niejako domeną naszego istnienia. Stosujemy je nie tylko w kontekście samorealizacji, ale także w kontaktach z innymi ludźmi. Są one częścią naszego życia i nie mnie oceniać, czy używamy ich właściwie, czy też nie.

Dzisiejszy tekst poświęcę pewnemu sformułowaniu, które śmiało może uchodzić właśnie za dość trywialne usprawiedliwianie swojego lęku lub braku odwagi. Nie chcę w tym momencie nikogo szufladkować, dlatego od razu zaznaczę, że wiele osób używa tego twierdzenia nie z chęci uniknięcia czegoś, ale po prostu z braku należytej wiedzy. Naprawdę nie wiem, która z tych rzeczy jest gorsza.

„Zacznę chodzić na siłownię, kiedy schudnę”.

Kompletna irracjonalność tego stwierdzenia razi mnie w oczy. Przepraszam, jeśli będę zbyt bezpośredni, ale w tym sformułowaniu nie ma nawet odrobiny logiki oraz sensu. To zupełnie tak, jakby pewien człowiek powiedział, że otworzy swój własny biznes, kiedy już zarobi dużo pieniędzy w swojej codziennej pracy. Albo pani domu zakomunikowała, że włączy zmywarkę, kiedy umyje większość brudnych naczyń ręcznie. Pytacie mnie, o co mi chodzi? Już odpowiadam!

To twierdzenie jest tak bardzo pozbawione jakiejkolwiek logiki, bo to właśnie trening siłowy jest świetnym (jeśli nie najlepszym) narzędziem do modelowania sylwetki. Dlatego mówiąc, że zaczniemy go stosować, kiedy już schudniemy, jest świadomym pozbawianiem się instrumentu, który może nam skutecznie pomóc, właśnie w procesie chudnięcia. Odwołując się do podanych powyżej przykładów, to samo można zaobserwować w każdej innej dziedzinie życia. Bardzo często zachowujemy się w ten sposób i sami ograniczamy swoje możliwości. Nie dostrzegamy szerszej perspektywy i wiecznie usprawiedliwiamy swoje wybory, zamiast po prostu wziąć się w garść. Zwyczajnie stosujemy kolejne wymówki, byleby tylko nie opuścić strefy komfortu.

wymówki

Poniekąd jestem w stanie rozumieć ten tok myślowy. Jak już wspominałem, wiele osób używa naszego dzisiejszego, głównego stwierdzenia, na którym opiera się ten tekst, jako wymówki. Niestety, zdecydowanie zbyt często nie potrafimy zaakceptować swojego ciała. Jesteśmy pożerani przez kompleksy i niską samoocenę. W efekcie boimy się, a nawet wstydzimy, zacząć chodzić na salę treningową. W naszych oczach i wyobrażeniach siłownia zawsze się jawi jako miejsce, gdzie widzimy siebie w centrum uwagi – wszyscy pokazują nas palcami i otwarcie się śmieją. Myślę, że takie zachowanie dotyczy głównie pań, choć panowie na pewno także należą do tej grupy.

Siłownia to miejsce dla każdego.

Pragnę Was jednak uspokoić. Nie wstydźcie się ani swojego ciała, ani niczego innego. Siłownia jest właśnie od tego, żebyście mogli tam zmieniać swoją sylwetkę, a także mentalność. Zaufajcie mi, że wasz strach i lęk przed byciem wytykanym palcami, nie jest prawdą. Uwierzcie mi, że widziałem na sali treningowej różnych ludzi – od napakowanych facetów przypominających dorodnych byków na sterydach, przez bardzo chude osobniki, aż na otyłych osobach kończąc. Nigdy nie spotkałem się jednak z tym, aby ktoś kogokolwiek pokazywał palcami lub zaczepiał złośliwymi uwagami. Nie chcę powiedzieć, że każdy stanowi tam część rodziny, bo to bardzo zależy od samego miejsca. W końcu każda siłownia jest inna. Jednak jestem wprost przekonany, że każdy, kto ćwiczy, jest skupiony na sobie i swoim treningu. Dlatego nie bójcie się oceny, bo taka w ogóle nie nastąpi. Nie pozbawiajcie się świadomie czegoś, co może Wam skutecznie pomóc, osiągnąć Wasz sylwetkowy cel.

zacznę chodzić na siłownię, kiedy schudnę

Wymówki, jako brak wiedzy.

Po drugiej stronie barykady mamy delikwentów, którzy nie są świadomi popełnianego błędu. W wielu głowach utarło się takie przeświadczenie, że aby trening siłowy odniósł należyte korzyści, to trzeba być szczupłym i jędrnym. Nic bardziej mylnego! Powiem więcej! Tę jędrność, szczupłość, a w dodatku pięknie podkreśloną muskulaturę, zapewni Wam właśnie trening siłowy! Jak chcecie tego dokonać, nie wykonując go? Poprzez bieganie? Jazdę na rowerze? Fakt – schudniecie, jeśli oczywiście zadbacie o czynnik żywieniowy, ale o umięśnionym ciele możecie tylko pomarzyć.

Rozumiem Wasze zdanie, które zazwyczaj brzmi: „Ale ja chodziłam na siłownię i nic nie było widać!”. Jasne, że nic nie było widać, skoro masz zbyt dużo tkanki tłuszczowej w ciele. Przyczyn tego „nic nie było widać” może być wiele, ale przy zadbaniu o czynnik żywieniowy i treningowy, jestem pewien, że efekty prędzej czy później się pojawią. To naturalne, że jeśli ktoś jest otyły lub ma nadwagę, to nie od razu uwypukli swoje mięśnie. Najpierw musi spalić zbędną tkankę tłuszczową. Jednak nie powinno to nikomu przeszkadzać w tym, aby trening siłowy był obecny w planie już od samego początku walki o lepszą sylwetkę. Wiecie, jaka to jest oszczędność czasu?

Wyobraźcie sobie dwie osoby. Jedna stosuje to słynne: „zacznę chodzić na siłownię, kiedy schudnę”, a druga wykonuje trening siłowy od początku swojej przygody z kształtowaniem sylwetki. Pierwsza osoba, najpierw musi przebrnąć przez zrzucenie wszystkich zbędnych kilogramów, a dopiero po tym okresie zacznie modelować swoją sylwetkę poprzez trening siłowy. Natomiast druga osoba, połączy te dwa procesy w jednym czasie. Tym samym, wraz z kolejnymi, ubywającymi warstwami tłuszczu, będzie ukazywała się stopniowo, coraz to lepsza i bardziej doszlifowana sylwetka.

Gdzie jest logika?

Nadal nie potrafię pojąć, w jakim celu, tak bardzo ograniczamy potencjał narzędzi, które mogą nam pomóc w walce o lepsze ciało. Nie ma w tym żadnego sensu ani logiki. Jak już pisałem – rozumiem ten tok rozumowania. Rozumiem lęk, strach i brak odwagi. Rozumiem niedostateczną ilość wiedzy. Rozumiem wszelkie przeciwności losu i własne destrukcyjne myśli. Pojmuję, że trening siłowy i sama siłownia to coś nowego i nieznanego. Jednak kompletnie nie rozumiem tego, dlaczego nie potrafimy z tym wszystkim walczyć, skoro tak bardzo pragniemy lepszej sylwetki? A pragniemy, prawda?

siłownia

Chciałbym jeszcze zaznaczyć, że trening siłowy nie jest koniecznością. Nie każdy musi go stosować i nie każdy musi widzieć potrzebę w chodzenia na salę treningową. Nie ma niczego złego w zwykłym bieganiu, jeżdżeniu na rolkach lub ćwiczeniu w warunkach domowych. Tekst ten jest skierowany do osób, które w swoich wypowiedziach są bardzo niespójne. Kieruję go do ludzi, którzy chcą trenować siłowo, ale sami się ograniczają poprzez mówienie: „Zacznę chodzić na siłownię, kiedy schudnę”. Moje słowa powinny sobie do serca wziąć wszyscy ci, którzy stosują kolejne wymówki i mniej lub bardziej świadomie, spowalniają proces modelowania swojego ciała.

Koniec z usprawiedliwieniami.

Zrozummy proszę wszyscy, że trening siłowy powinien być uwzględniony w plan działania od samego początku. Nie, od kiedy schudniemy. Nie, od kiedy poczujemy się „lepiej” i „szczuplej”. Wprowadźmy go do swojego planu już teraz. Czerpmy z niego należne benefity i zmierzajmy wprost do lepszego ciała. Pokonajmy swój lęk w głowie. Uświadommy sobie, że siłownia została stworzona dla wszystkich ludzi, bez względu na to, jak wyglądają. Przełammy swoje obawy i zacznijmy tam trenować. Nie twierdzę, że każdy musi to robić, ale jeśli jedyną rzeczą, która nas powstrzymuje, są nasze własne destrukcyjne myśli lub brak świadomości, wtedy błagam – pokonajmy je i korzystajmy z dobrodziejstw, jakie oferuje nam trening siłowy. Bo dzięki niemu, nie tylko będziecie mogli schudnąć, ale równocześnie podkreślać będziecie swoją muskulaturę, a o to Wam przecież chodzi.

Nadwaga, otyłość czy ogólnie wygląd fizyczny, to dla wielu osób bardzo drażliwy temat. Wystarczy niewybredny żart, aby zaskarbić sobie czyjąś nienawiść. Czasami nierozważna uwaga może spowodować prawdziwe spustoszenie w relacjach. Myślę, że wszyscy jesteśmy pod pewnym względem dość mocno przewrażliwieni na punkcie swojego wyglądu. Wątpię, aby jakiekolwiek inne słowo niedotyczące naszej urody, potrafiło nas ubóść w równie mocnym stopniu.

Działa to również w drugą stronę. Bacznie interesujemy się wyglądem swoim, czy spotykanych ludzi. Pomyślmy, o czym najczęściej rozmawiamy, jeśli niestety kogoś zwyczajnie obgadujemy? Kto ile ma pieniędzy? Na pewno. Jak się zachowuje? Oczywiście. Ale zawsze na pierwszy plan wysuwa się to, jak wygląda. Myślę, że pod tym względem mamy w pewnym stopniu pewną obsesję.

Wygląd fizyczny to drażliwy temat.

wygląd fizyczny

Uważam, że wygląd fizyczny danego człowieka to tylko jego, osobista sprawa. To, czy rządzi nim nadwaga i otyłość, czy anoreksja, nie powinno interesować nikogo poza głównym zainteresowanym. Niestety, bardzo często – zazwyczaj nieświadomie – nie potrafimy pohamować swoich opiniotwórczych zapędów. Wygłaszamy sądy, które w naszym odczuciu są zupełnie neutralne i normalne. Jednak dla kogoś, do kogo one trafiają, często są bardzo krzywdzące. Dlatego twierdzę, że wygląd fizyczny jest na tyle delikatną sprawą, że zanim wygłosimy kolejną mądrość lub zdecydujemy się na niewybredny żart, zróbmy mały wywiad, czy dana osoba ma do siebie dystans, czy nie. Czasami nawet nasze dobre intencje, mogą być potraktowane jako coś zupełnie innego. W takich okolicznościach konflikt murowany! Nie pomoże nawet bukiet czerwonych róż ani tym bardziej pudełko smakowitych czekoladek…

To nie moja wina, że jestem otyły!”

Pragnę także zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt. Bardzo często zdarza się, że osoby borykające się z nadmiernymi kilogramami, zachowują się bardzo dziecinnie. Ich reakcje oraz sposób bycia odzwierciedla ich zupełnie niepoprawne myśli. W swojej codzienności zdają się obwiniać wszystko i wszystkich za to, jak wyglądają, z wyjątkiem siebie. W ich odczuciu nadwaga, jakiej się nabawili, to nie jest wina jedzenia kilku tabliczek czekolady dziennie. Myślą zapewne, że otyłość przyszła do nich wraz z wiatrem i ktoś ją ich zaraził. To taki swoisty sposób wypierania się rzeczywistości. Zrzucają odpowiedzialność za obecny stan rzeczy na ludzi w swoim otoczeniu. Rzucają oskarżenia w kierunku rodzicielki, która rzekoma źle ich karmiła lub szkoły, bo sprzedawali w niej słodkie batoniki w sklepiku. Oczywiście! W końcu to mama pochłaniała trzecią dokładkę ogromnego obiadu, a sklepik za darmo wpychał takim delikwentom do ust kolejne batoniki! No przecież to ma sens!

Zakrawa to o całkiem dużą ironię, ale jestem pewien, że nie mijam się z prawdą. Myślę, że wiele osób, które mają zdecydowanie za dużo kilogramów tłuszczu na swoim ciele i nie podoba im się obecny stan rzeczy, nie robią nic w kierunku zmiany. Całą swoją siłę i energię marnują na narzekanie, i szukanie winnych. Nie potrafią pogodzić się z faktem, że wszystko – nadwaga, otyłość, obecny wygląd – jest ich winą i to oni są za to odpowiedzialni. Najgorsze jest jednak to, że tylko wtedy, kiedy to zrozumieją, mogą zmienić swoje życie. W innym wypadku zawsze są skazani na porażkę. Będą szukali winnych, zamiast wziąć odpowiedzialność za swoje czyny na własne barki.

Kiedy o tym piszę, moim oczom ukazuje się ciekawy obrazek. Mężczyzna z dużym brzuchem, który siedzi przy stole, jedząc kolejne pudełko lodów, narzekający na to, że jest otyły. Kiedy sobie to wyobrazimy, można się nawet uśmiechnąć. W końcu to całkiem zabawne. Jednak, kiedy uświadomimy sobie, że tak wygląda życie niektórych ludzi, wtedy nikomu do śmiechu być już nie powinno.

nadwaga

Jestem gruby, więc mogę wszystko!”

Szczupli oraz umięśnieni ludzie potrafią być często bestialsko bezczelni wobec otyłych. Dzieci nękane w szkole, kąśliwe uwagi w pracy czy przytyki w domu. To się zdarza, a zdarzać się nie powinno. Jednak zaskakuje mnie, że nie mówi się o sytuacjach odwrotnych.

Czasami odnoszę wrażenie, że grubi ludzie (nie bójmy się określenia „gruby” i nazywajmy rzeczy po imieniu) czynią ze swojej tuszy tarczę oraz oręż, bo są zbyt leniwi, aby cokolwiek zmienić. Wtedy dochodzi do kuriozalnych sytuacji, w których wręcz chwalą się swoim pokaźnym dobrobytem. Nadwaga oraz otyłość stają się ich argumentem na wszelkie zaczepki. Wracając do tego, o czym pisałem wcześniej – zupełnie tak, jakby dostali te dodatkowe kilogramy w darze, a nie sami się ich nabawili. Bardzo często robią buńczuczne miny buntowników i głoszą, że wyhodowali ten duży brzuch w akcie sprzeciwu przeciwko tym wszystkim umięśnionym, bezmózgim osobnikom. Zdarza się, że stawiają siebie i swoje nie do końca zdrowe ciało na piedestale, uniżając dookoła wszystkim, którzy są szczupli, a na pewno nie otyli. W ten sposób, ich nadwaga oraz ogólny wygląd fizyczny staje się powodem ich dumy.

To wszystko chwieje się jednak w swoich posadach. Moim zdaniem to tylko marna imitacja ich realnego samopoczucia. Jestem wprost przekonany, że w głębi siebie myślą zgoła inaczej. Zastawiają się swoją tuszą, czynią z niej oręż, bo tak naprawdę są albo zbyt leniwi, żeby cokolwiek zmienić, albo tak bardzo zdesperowani, że nie wiedzą, czego się złapać. Bardzo często tacy ludzie z pozoru wyglądają na zadowolonych z tych kilku dodatkowych kilogramów. Jednak w domowym zaciszu, kiedy nikt ich nie widzi, skrzętnie marzą o tym, aby się ich najszybciej pozbyć. Niestety, ale ta obłuda oraz fałszywość nie jest dobra. Ani dla głównego zainteresowanego, ani dla otoczenia. To tylko kolejna droga na skróty, która nie rozwiązuje źródła problemu.

Nadwaga i otyłość to choroba. Zrozumcie to!

Nie można propagować i pielęgnować czegoś, co jest niezdrowe. Rozumiem ideę modelingu XXL i jestem jej zwolennikiem, ale czasami mam wrażenie, że ktoś nie potrafi odróżnić tego, od zwyczajnej otyłości i chorobliwie złego wyglądu. Swego czasu na jednym z programów telewizyjnych emitowany był program poświęcony właśnie modelkom o trochę większych gabarytach. Jestem jak najbardziej za propagowaniem tej idei, bo wychudzone ciała kobiet także nie są zdrowe, ale błagam! Umiejmy odróżnić kobietę o pięknie zaokrąglonych kształtach i zdrowym wyglądzie, od tej, której zwały tłuszczu wylewają się spod ubrania. Przepraszam za szczerość, ale tak właśnie wygląda prawda. Nie wolno nam propagować tak chorobliwego wyglądu! W ten sposób osoby prowadzące niezdrowy tryb życia uznają, że skoro można tak wyglądać i uchodzić za „modelkę”, to po co się zdrowo odżywiać i cokolwiek zmieniać?

modelki XXL

Źródło: www.szafasizeplus.blogspot.com
Na zdjęciu: Ashley Graham. Amerykańska modelka jest idealnym przykładem, jak powinna wyglądać osoba z jej branży w nieco większym rozmiarze.

Szanować należy każdego, bez względu na jego wygląd. Czy ktoś jest gruby, chudy, szczupły, czy umięśniony. Szacunek należy się każdemu i wygląd fizyczny nie powinien być tym, co determinuje naszą sympatię do kogoś. Jednak całym tym tekstem, pragnę zwrócić uwagę wszystkich, żeby w końcu przestali robić z ludzi otyłych, istoty skrzywdzone przez los, którym wszystko wolno. To niedorzeczne, bo równie dobrze możemy litować się nad mordercą. W tym i w tym wypadku, w zdecydowanej większość przypadków, to główni zainteresowani są odpowiedzialni za sytuację, w której się znaleźli. Nadwaga i otyłość to nie pretekst do oczerniania tych, którzy wyglądają lepiej od Was. To powinna być tylko kolejna dawka motywacji do wzięcia się w końcu do roboty. Jak jest w rzeczywistości? Wszyscy wiemy.

Przestańmy propagować otyłość.

Ludzie otyli wyrobili w sobie niezdrowe przekonanie, że nadwaga  jest ich bronią. To kolejne kłamstwo, w które oni sami nie wierzą. Stosują je, bo są zbyt leniwi, aby cokolwiek zmienić. Używają kolejnej wymówki, twierdząc, że otyłość się im podoba, bo tak naprawdę nie potrafią zaakceptować, że doprowadzili się do tak złego stanu! Pragnę wszystkich uczulić, żebyśmy przestali w końcu propagować niezdrowy wygląd. Nie bójmy nazywać się czegoś takim, jakim jest naprawdę. Oczywiście, że nie chodzi o to, aby mówić każdemu otyłemu człowiekowi, że jest gruby i wygląda źle, bo nigdy nie wiemy, jak wygląda jego życie. Nie wiemy z czym może się borykać. Nie możemy być pewni, czy za jego otyłość nie jest odpowiedzialna choroba lub jakiekolwiek zaburzenie. Jednak jeśli Internet oraz telewizja propagują otyłość i grube kobiety, która są określane jako „modelki XXL”, to coś jest nie w porządku!

Kieruję te słowa do wszystkich zmagających się z otyłością i nadwagą. Przestańcie w końcu robić z siebie niewiniątka. Zacznijcie w końcu myśleć logicznie. Przyjmijcie do swojej świadomości, że za to, jak wyglądacie, jesteście odpowiedzialni tylko Wy sami. Nikt inny. Tylko Wy! I to właśnie Wy możecie coś zrobić w kierunku zmiany. Nadwaga i otyłość jest tylko waszą sprawą. Zamiast więc marnować energię i czas na głupie wymówki, zacznijcie zmieniać swoje życie na lepsze.

Nadwaga i otyłość nie jest fajna! To choroba i przestańcie to w końcu propagować!

Kontrola postępów i kształtowanie sylwetki powinny iść zawsze ze sobą w parze. Tylko w ten sposób nasze działania mogą być rozsądne. Dzięki temu zyskujemy klarowany wgląd w nasze poczynania. Sylwetka przestaje mieć przed nami tajemnice, a waga ciała nie jest już jedynym wyznacznikiem osiągniętej formy. Spróbujcie sami i przekonajcie się, że 5 sposobów, które podaje w tym tekście, pozwolą Wam lepiej kontrolować osiągane rezultaty!

W procesie kształtowania sylwetki chodzi o efekty. Nie da się ukryć, że rozpoczynamy swoją przygodę z ciężarami lub zdrowszym odżywianiem, bo oczekujemy wymiernych rezultatów. Niektórzy z nas chcą schudnąć, inni zbudować trochę mięśni, a jeszcze inni być zdrowsi. Jednak, aby móc sprawować nad tym wszystkim kontrolę, potrzebujemy odpowiednich narzędzi. W tym jednak wypadku nie chodzi o wyspecjalizowane metody, ale o działania, które każdy z nas może wykonać w domowym zaciszu.

Błąd, który wszyscy popełniamy.

Uważam, że czasami źle do tego wszystkiego podchodzimy. Ufamy tylko jednej zmiennej – zazwyczaj jest to waga ciała – i bardzo nierozsądnie ślepo za nią podążamy. W rezultacie podejmujemy nieodpowiedzialne i zbyt pochopne decyzje. Biorą się one z naturalnego wahania się wagi ciała w ciągu dnia lub tygodnia. Szczególnie na początku nie zdajemy sobie sprawy, że na przestrzeni dni nasza waga może zmieniać się nawet o kilka kilogramów. Nie będzie to miało jednak wiele wspólnego z utratą tłuszczu, czy mięśni. W zdecydowanej większości przypadków za taki stan rzeczy odpowiedzialna jest retencja wody, czyli jej nadmierne gromadzenie się w naszym ciele. Niestety w wielu głowach szczególnie osób początkujących, utarło się przeświadczenie, jakoby to właśnie waga ciała była najdoskonalszą formą sprawdzania ewentualnych efektów. Trudno się temu dziwić skoro jest ona z nami od dzieciństwa i cały czas przetacza się w naszym życiu.

waga ciała

Jak widać, powierzanie swoich efektów jednej formie kontroli postępów, jest dość nierozważne. Szczególnie tak mocno niestabilnej. O wiele lepiej jest w swoich rozważaniach wziąć pod uwagę jedną, dwie, a nawet więcej zmiennych. W ten sposób możemy wyciągać wnioski, czy nasze ciało faktycznie się zmienia i czy powinniśmy wprowadzać małe modyfikacje.

Kontrola postępów.

W waszych głowach może się w tym momencie zrodzić pytanie:

„Ale po co mi ta cała kontrola postępów mojej sylwetki?”

Odpowiedź jest bardzo prosta!

Dzięki temu zyskujemy jasny obraz zmian, jakie się w nas dokonują na przestrzeni danego czasu. Z kolei to prowadzi do podejmowania właściwych decyzji, zmierzania prosto do celu i większej motywacji do działania. W końcu nie da się zaprzeczyć, że najbardziej motywują nas efekty. Skoro więc nie będziemy ich śledzić, to poziom naszego zaangażowania, również może spaść. Nie uważam, że powinniśmy robić to obsesyjnie, bo takie zachowanie także może być destrukcyjne, ale kontrola postępów dokonywana raz na tydzień lub dwa tygodnie, jest bardzo rozsądna. Pozwala nam uzyskać informacje, z których wyciągnięcie wniosków prowadzi do podjęcia rozważnych decyzji, wpływających w ogólnym rozrachunku na przebieg całego procesu kształtowania sylwetki.

Z całą więc odpowiedzialnością za swoje słowa mogę powiedzieć, że kontrola postępów i kształtowanie sylwetki to dwa nierozłączne elementy. Zapewnia nam ona komfort działania oraz poczucie sprawowania kontroli nad swoimi poczynaniami. Niweluje w bardzo dużym stopniu wszelki margines błędu oraz nie pozwala nam działać zbyt pochopnie. Tym samym cała nasza sylwetkowa droga jest zdrowsza, rozsądniejsza i płynniejsza. Wcale nie uważam, że regularna kontrola postępów jest wymogiem, ale jestem wprost przekonany, że dzięki niej nie tylko zyskamy ogromną satysfakcję, ale także szybciej i lepiej osiągniemy końcowy sukces.

5 sposobów na sprawdzanie swoich efektów!

Jak już wspominałem, jeden wskaźnik (zazwyczaj jest to waga ciała) nie jest w stanie precyzyjnie określić, jak zmienia się nasze ciało na przestrzeni czasu. Dlatego warto uświadomić sobie, że istnieją również inne sposoby, dzięki którym kontrola postępów będzie dokładniejsza.

W dzisiejszym tekście chcę je Wam wszystkim przybliżyć i pokrótce wyjaśnić. Każda z poniższych rzeczy może być dokonywana w warunkach domowych i nie wymaga ona żadnego, specjalistycznego sprzętu (chyba że nazwiemy tak wagę czy zwykły centymetr krawiecki). Mam ogromną nadzieję, że wyciągnięcie z tego tekstu ogromną wartość i od tej pory wszelkie wasze działania sylwetkowe, nabiorą jeszcze większego rozmachu, poprzez efektywniejszą kontrolę własnych efektów.

  1. Waga ciała.

Jest to wskaźnik bardzo ważny i mogący dać nam sporą dawkę informacji, ale niestety w dużej mierze zależy od wielu czynników zewnętrznych. Wystarczy krótszy sen nocny, a co za tym idzie większe zmęczenie, aby waga naszego ciała wzrosła poprzez większe gromadzenie się w nim wody. Z drugiej jednak strony, zazwyczaj po dobrze zakrapianej zabawie, waga ciała jest mniejsza poprzez odwodnienie, którego przyczyną jest alkohol. Takich przykładów i skoków wagi na przestrzeni tygodnia, a nawet dnia, jest mnóstwo. Niemniej jednak można sprawić, aby waga ciała i jej pomiar był dość miarodajny.

Można ważyć się raz na tydzień lub dwa tygodnie, ale można także ważyć się codziennie i po upływie tygodnia, wyciągnąć średnią wartość masy ciała. Który sposób jest lepszy? Trudno powiedzieć. Jeśli dość emocjonalnie reagujesz na wszelkie wahania swojej wagi, wtedy polecam sposób pierwszy. Im rzadziej będziesz się ważył/ważyła, tym będziesz spokojniejszy/spokojniejsza. Drugi sposób daje nam natomiast większe pole do popisu i obdarowuje nas większą ilością informacji. Mamy pełny wgląd w to, jak nasza waga ciała zmienia się na przestrzeni każdego dnia.

Pamiętajmy proszę, że pomiar masy ciała powinien odbywać się na czczo, najlepiej po porannej toalecie i w samej bieliźnie. Chodzi o to, żeby wynik był miarodajny i zawsze dokonywał się w tych samych lub zbliżonych warunkach. Tylko w ten sposób można porównywać go z poprzednimi wartościami. W końcu zachodzi istotna różnica, między ważeniem się z samego rana bez przyjęcia pokarmu, a po sutym obiedzie i wypiciu dwóch litrów wody, prawda?

  1. Obwody ciała.

Jedna z doskonalszych form kontroli postępów. Jedynym znaczącym marginesem błędu, może być tutaj sam błąd pomiaru, który czasami się zdarza. Kontrola postępów dokonywana w ten sposób przekazuje nam niezbędne informacje, jak kształtuje się nasze ciało. Ma tę przewagę nad samym ważeniem się, że wyklucza w zasadzie wszelkie niechciane wahania wody w organizmie. Poza tym z własnego doświadczenia wiem, że bardzo często zdarza się, iż waga ciała stoi w miejscu, a ze zbyt dużego brzucha uciekają kolejne centymetry. Jest to doskonały przykład tego, że sugerując się samą wagą, podjęlibyśmy niewłaściwe działania w momencie, kiedy żadne tak naprawdę nie są wskazane.

kontrola postępów

Sugerowałbym sprawdzać obwody ciała w pięciu różnych miejscach:

bicepsy (napięte, w najgrubszym miejscu – warto się trochę dowartościować)

klatka piersiowa (głęboki wdech, a następnie pomiaru dokonujemy na wydechu, kiedy powietrze opuści płuca)

talia (nieznacznie powyżej pępka)

uda (około dwóch trzecich długości uda, patrząc od strony kolana)

łydki (w najgrubszym miejscu, stojąc prosto).

Oczywiście można tutaj również dodać takie miejsca jak przedramiona, kark, pośladki (biodra), czy nawet obwód dużego palca u prawej stopy. Z tym ostatnim – żartowałem. Nie róbcie tego. Serio.

Obwody ciała powinny być mierzone o tym samym czasie, co ważenie się. Z tą jednak różnicą, że wszelkich pomiarów warto dokonywać w zasadzie tylko co tydzień, a nawet dwa tygodnie. Nie widzę sensu w robieniu tego każdego dnia.

  1. Sylwetka.

Bardzo subiektywna metoda sprawdzania własnych efektów. W tym celu polecam skorzystać z pomocy zaufanej osoby, która nie będzie się bała, powiedzieć nam prawdy. Nie ma nic gorszego niż kolejna ciotka powtarzająca jak mantrę, że schudliśmy i wyglądamy świetnie, kiedy tak naprawdę przybyło nam kolejnych 10 kilogramów…

Pisząc „sylwetka”, mam na myśli jej ogólny wygląd. W tym celu bardzo gorąco zachęcam każdego, aby co tydzień lub dwa tygodnie tuż po skorzystaniu z dwóch, omówionych już sposobów kontroli postępów, robił sobie zdjęcia. Najlepiej zawsze w tym samym miejscu i w tej samej pozycji. Dzięki temu obraz będzie prawidłowy i śmiało będzie go można porównywać do wyników z poprzednich tygodni.

Ta kontrola postępów zapewnia nam całościowy wgląd w sylwetkę. Wyklucza jakikolwiek margines błędu. Przecież oczy nas nie oszukują, kiedy porównując swoją sylwetkę „z dzisiaj”, z tą sprzed czterech tygodni, widzimy, że zdecydowanie ubyło nam w pasie, prawda? Dlatego, pomimo że jest to metoda mocno subiektywna, uważam, że jest nie tylko najzdrowsza, ale też najdoskonalsza. W końcu kształtowanie sylwetki nie sprowadza się do cyferek na wadze albo centymetrze, ale do tego, co my widzimy w lustrze, a inni, patrząc na nas.

Proszę Was jednak wszystkich bardzo serdecznie, żeby każda przechadzka obok lustra, nie kończyła się wiecznym oglądaniem siebie. To jest chore! Róbcie sobie zdjęcia w jeden, wyznaczony do tego dzień, co ustalony czas, jak pisałem o tym powyżej. W ten sposób jasno widzicie, jak wyglądaliście kiedyś i jak wyglądacie teraz. Poza tym buduje to w Was zdrowe podejście do procesu zmiany sylwetki, bo nie porównujecie się do kogoś, tylko do siebie z przeszłości.

  1. Samopoczucie.

Powoli wchodzimy na grząski grunt wewnętrznych odczuć. Uważam jednak, że i te czynniki są bardzo potrzebne w drodze do lepszego ciała. W końcu kształtowanie sylwetki powinno współgrać z tym, jak żyjemy lub jak żyć chcemy. Jeśli ktoś uzyskuje rewelacyjne efekty, jego sylwetka jest olśniewająca, ale wiecznie się męczy, a jego psychika sięga dna, to coś jest nie w porządku. Dlatego zawsze tak bardzo nalegam, aby każdy, kto ma zamiar pracować nad swoim ciałem, zwracał uwagę na swoje własne samopoczucie oraz emocje, jakie kierują nim na co dzień.

Wszystko ma znaczenie i wszystko może o czymś świadczyć.

Jeśli jesteś rozdrażniony i zły, to być może jesz za mało kalorii.

Jeśli chodzisz smutny i przygnębiony, to może ten styl życia nie jest dla Ciebie i pora przedefiniować swoje poglądy?

Jeśli masz mało energii, to warto może przemodelować swój plan żywienia?

Z drugiej jednak strony, jeśli jesteś szczęśliwy i zadowolony, i nie czujesz, jakbyś był na diecie, a efektów nie ma, to może… Faktycznie na niej nie jesteś?

Wszystko sprowadza się do poprawnego zrozumienia swoich emocji i nastroju. W tym aspekcie wielu ludzi ma poważny problem, bo choć to zaskakujące, ale nie zna siebie w takim stopniu, aby poprawnie określić powód, który powoduje konkretny nastrój. Nie ukrywam, że wymaga to od nas pewnego zastanowienia się. Postawienie sobie odpowiednich pytań będzie na pewno pomocne.

„Jak się czuję, kiedy zjem posiłek?”

„Jak się czuję, kiedy idę trening, a jak, kiedy już go wykonam?”

„Czy mam ochotę trenować i czy sprawia mi to przyjemność?”

„Czy odczuwam satysfakcję po kolejnym, udanym dniu na diecie?”

Choć ocena samopoczucia nie zapewnia nam bezpośredniego wglądu w kształtowanie sylwetki, to jest ona niezbędna, aby ten proces mógł przebiegać odpowiednio sprawnie.

  1. Zdrowie.

Poprzednio napisałem, że wielu ludzi ma problem z poprawną oceną swojego samopoczucia? Przepraszam! W poniżej omawianym aspekcie dzieją się dopiero prawdziwe cuda!

Otumanieni herezjami głoszonym przez pseudo motywatorów, zasypujących wszystkich kwestiami typu „no pain, no gain”, wchodzą w świat kształtowania sylwetki, zaciskają zęby i nie zwracają uwagi na nic, poza końcowym celem. W efekcie wypalają się psychicznie, nabawiają się kontuzji i rzucają to wszystko z grymasem frustracji na twarzy. Znajome?

Niewątpliwie, kiedy wszystko jest w porządku, czujemy niepohamowaną euforię. Jednak, kiedy zaczynamy odczuwać ból, a zewsząd dobiegają nas głosy – „Nigdy nie możesz się poddać”, wtedy na siłę próbujemy wyplenić ten poddańczy głos z naszej głowy. Tyle tylko, że to nie jest głos porażki, ale głos rozsądku. Mamy ogromną trudność w odróżnieniu bólu, wynikającego z ciężkiego treningu lub ogólnego zmęczenia, od bólu, zwiastującego uraz lub kontuzję. Dla wielu to ta sama rzecz. W efekcie forsują swój organizm do granic możliwości, aż w pewnym momencie tę granicę przekraczają… Z opłakanym skutkiem.

Aby poprawnie kształtować swoje ciało, potrzebujemy dobrego zdrowia. To nie tylko zapewnia nam komfort działania, ale także ułatwia nam kształtowanie sylwetki. Jak myślicie, kto będzie miał łatwiej? Osoba, której zdrowie jest na wysokim poziomie, czy ta z zaburzeniami tarczycy? Człowiek, który ma sprawny organizm, czy taki, który cierpi na insulinooporność? Zauważmy także, że są to problemy, które na ogół nie biorą się same z siebie. To my jesteśmy zazwyczaj za nie odpowiedzialni swoim niewłaściwym działaniem.

kształtowanie sylwetki

Zadaj sobie pytania!

Polecam więc każdemu, aby wsłuchał się w swoje ciało i postępował z nim w zgodzie. Każdego ranka, każdy z nas powinien zamknąć na chwilę oczy (nie w celu kontynuowania snu), poczuć swoje ciało w pełni i zadać sobie przynajmniej kilka pytań, typu:

„Jak się dziś czuję?”

„Czy coś mnie boli?”

„Jeśli tak, to gdzie znajduje się ból?”

„Czy się wyspałem?”

„Czy zdrowie mi dopisuje?”

A także pamiętając, że zdrowie dotyczy również aspektów psychicznych:

„Czy jestem szczęśliwy?”

„Czy to, co robię, sprawa mi satysfakcję?”

Wszystko sprowadza się do tego, aby móc przed sobą szczerze odpowiedzieć, jak wygląda nasze ciało i w jakim stanie, się ono znajduje. Nikt nie zna go tak, jak my, dlatego właśnie my, z zaskakującą precyzją możemy zadbać o swoje zdrowie – czynnik, który jest niezbędny w drodze do lepszej sylwetki.

Kształtowanie sylwetki – możesz nad tym zapanować.

To jeden z dłuższych tekstów, ale jak sami widzicie – kontrola postępów w kształtowaniu sylwetki to temat dość rozległy i naprawdę szeroki. Nie da się go tak po prostu opowiedzieć. Wiele niuansów wymaga wyjaśnień i odpowiedniego zobrazowania. Mam jednak nadzieję, że od teraz staliście się bardziej świadomi, że kontroli należy poddawać nie tylko efekty, ale także całe swoje działanie, zmierzające do doskonalszego ciała. Jeśli pozwolicie to chętnie udzielę Wam jeszcze jednej rady.

Wykonujcie wszystkie powyższe rzeczy. Każda kontrola postępów wymieniona powyżej jest cenna i powinna znaleźć się w Waszym planie. Gwarantuję Wam, że wszystko nie zajmie Wam więcej niż 15 minut. Wykonujcie wszystkie te rzeczy w ten sam dzień i o tej samej porze. Otwieracie oczy, sprawdzacie stan swojego ciała, zdrowia oraz samopoczucia. Dokonujecie analizy tego, co się z Wami i Waszym ciałem dzieje lub działo. Następnie wędrujecie do toalety i robicie to, co do was należy. Potem rozbieracie się do bielizny i wskakujecie na wagę. Po zejściu z niej mierzycie obwody swojego ciała, a na końcu robicie kilka zdjęć w lustrze. I to tyle!

zdrowie

Pamiętajcie jednak proszę, żeby przeglądu swojego samopoczucia i zdrowia dokonywać każdego dnia. Nie chodzi tu już nawet o kształtowanie sylwetki. To jest Wasze życie, które jest najcenniejsze, więc myślę, że warto poświęcić te kilkanaście minut, aby móc o nie należycie zadbać.

Jestem dobrej myśli, że sobie z tym wszystkim poradzicie i wyciągnięcie z tego tekstu naprawdę wiele. Te pięć punktów mogą zmienić w Waszym dążeniu do lepszego ciała bardzo dużo. Wprowadźcie je do swojego planu i przekonajcie się, że słowa tutaj przeze mnie napisane, nie są bezwartościowe.

Ważmy się, mierzmy, róbmy sobie zdjęcia i stawiajmy sobie odpowiednie pytania!

Tylko tyle i aż tyle!

#kolejne artykuły