Filip Chajzer: „Najważniejsza jest ciężka praca”. | worldmaster.pl
#

Filip Chajzer podczas tegorocznego See Bloggers poprowadził prelekcję pt. „Jak porywać tłumy?”. Długo zastanawiałem się, czy to tytuł jest nietrafiony, czy pytania nieodpowiednio zadane, bo prowadzona rozmowa odbiegała od tematu. Jednak po paru dniach dotarło do mnie, że wszystko było tak, jak być powinno! Dlaczego? Bo właśnie tą prelekcją, która dotyczyła takich zagadnień, jak: ciężka praca, sukces, autentyczność, czy wyrzeczenia, Filip Chajzer w swoim stylu…

Porwał tłumy.

Filip Chajzer

Filip Chajzer: człowiek czynu, który pomagania się nie boi.

Jest to postać, której przedstawiać nie trzeba. Znany przede wszystkim z pracy w telewizji, ale ostatnimi czasy również ze swojej działalności w social mediach. Chyba się nie pomylę, gdy powiem, że króluje na Facebooku oraz na Instagramie. Jego siłą jest niewątpliwie autentyczność oraz naturalność, jaką sobą reprezentuje. Jednak to, co przyciąga uwagę, gdy zagłębi się w Jego działalność, to sposób, w jaki wykorzystuje swoją sławę.

W komentarzach pojawił się taki wpis : "Za kilka dni muszę oddać pracę dyplomową, której tematem jest… Pan! ( "Rola…

Опубликовано Filip Chajzer Вторник, 11 июня 2019 г.

Pomaganie dla Filipa Chajzera to żaden problem. Nieważne, czego dotyczy!

Filip Chajzer to człowiek, który pomaga. Nie tylko o tym mówi, ale faktycznie to robi, co jest niezwykle cenne. Bo jaki sens ma mówienie i nic nierobienie? Żaden. Jego „akcje-mobilizacje” przeszły już do historii. Jednym postem potrafi ufundować nowe pralki dla ośrodków pomocy, zebrać astronomiczne kwoty dla chorych dzieci, czy zgromadzić kilka tysięcy biegaczy w Łazienkach Królewskich. Niebywałe? W dzisiejszych czasach jak najbardziej.

Nie mogę w tym miejscu, nie odnieść się do słów himalaisty Adama Bieleckiego, który podczas odbierania nagrody na gali Przeglądu Sportowego za pomoc udzieloną Élisabeth Revol na Nanga Parbat, powiedział:

„Ja chciałbym, żebyśmy pamiętali o dwóch rzeczach, gdy mówimy o akcji ratunkowej na Nanga Parbat. […]. A druga rzecz, o której chciałem powiedzieć to to, że mam takie poczucie – i tu chyba koledzy się ze mną zgodzą, że my nie chcielibyśmy, żeby ta akcja postrzegana była, jako coś wyjątkowego. Pomoc drugiemu człowiekowi w górach na miarę oczywiście naszych możliwości była, jest i na zawsze powinna pozostać zwyczajną rzeczą.”

Jeśli więc pomoc w górach – w oczach himalaistów – to coś „zwyczajnego”, to tym bardziej udzielenie jej w codziennym życiu „na nizinach”, powinno być normalnością. Nie zapominajmy jednak o czymś, o czym wspominał również Filip Chajzer. Mianowicie, że pomoc innemu człowiekowi, to także pomoc samemu sobie, więc czasami nie warto iść w zaparte, że jesteśmy altruistami, robiącymi coś wyłącznie z pobudek moralnych względem drugiej osoby. Egoizm wcale nie jest zły, jeśli pamiętamy w nim nie tylko o sobie.

najważniejsza jest ciężka praca i autentyczność

Autentyczność w życiu każdego z nas.

Zapytany, jakie cechy charakteru składają się na jego sukces, odpowiedział: „Nie mam pojęcia”. Za to już na kolejne pytanie, dotyczące klucza do sukcesu, stwierdził, że podstawą jest autentyczność, czyli całkowite przenoszenie tego, co jest w głowie, na to, co się robi i mówi. To jedna z cenniejszych rad, jakie usłyszałem na See Bloggers. Filip Chajzer powiedział coś, co w obecnych czasach wydaje się pilnym problemem. Autentyczność (a raczej jej brak) w Internecie (zwłaszcza w social mediach) to prawdziwa plaga. Nikogo już nie dziwią wypudrowane zdjęcia w Photoshopie, upiększanie ciała, byleby tylko sprostać oczekiwaniom, kult sylwetki i ciągłe dążenie do doskonałości, nawet za cenę utraty poczucia własnego Ja.

worldmaster.pl

 

Przykro patrzy się na osoby, które gdzieś po drodze swojej przygody z social mediami, zatracają własną autentyczność, na rzecz czystego materializmu. Tym bardziej więc cieszę się, że ktoś taki jak Filip Chajzer mówi o tym głośno. Wierzę, że jego komunikat wypowiedziany na See Bloggers trafił na podatny grunt.

Hejt to plaga naszych czasów.

Mogłoby się wydawać, że im więcej się o czymś mówi, tym lepiej. Jeśli chodzi o autentyczność, ciężką pracę, czy poświęcenie – zasada ta jest jak najbardziej poprawna.

Natomiast w przypadku „hejtu” już niekoniecznie.

Według Słownika Języka Polskiego hejt to:

obraźliwy i zwykle agresywny komentarz internetowy;

mówienie w sposób wrogi i agresywny na jakiś temat lub o jakiejś osobie

Hejt jest prawdziwą plagą Internetu. Wystarczy wejść na jakiekolwiek social media, aby dostrzec, że żółć wylewana przez widzów czasami przysparza o gęsią skórkę. Czasami zastanawiam się, skąd się to wszystko bierze? Z poczucia anonimowości? Takie rozumowanie jest błędne, a jako pierwszy przykład przychodzi mi do głowy sprawa Michała Karmowskiego i jego „fana”, który również sądził, że Internet zapewni mu nietykalność. Nieco się pomylił.

Dlaczego więc w ogóle hejt powstaje? Myślę, że do pewnego stopnia kieruje nim zwyczajna, ludzka zazdrość. Możliwość odreagowania i wyrzucenia z siebie całej złości w teoretycznie „nieszkodliwy” i „nieinwazyjny” sposób. W końcu o wiele łatwiej jest uprawiać hejt, pisząc w komentarzu pod postem: „Ty debilu”, niż zrobić to samo na żywo prosto w oczy, prawda?

Co na to jednak Filip Chajzer? Porównuje hejt do terroryzmu. Twierdzi, że im więcej będzie się o nim pisać, prowadzić kampanie i nawoływać do zaprzestania, tym więcej go będzie. Uważa ponadto, że w szkole powinien pojawić się nowy przedmiot: Zachowanie w sieci. I choć uważam, że to ostatnie jest raczej nieco utopijną wizją przyszłości, to z drugiej strony warto stawiać sobie ambitne plany. Kto wie… Może kiedyś uda się je zrealizować?

ciężka praca

Work-Life Balance w teorii.

Wróćmy jednak do głównego wątku. Jak wygląda ciężka praca? Czym jest ten sukces? Jaka nauka płynie z życia, które prowadzi Filip? Czym dzieli się ze swoimi odbiorcami?

Zacznijmy od modnego w ostatnim czasie pojęcia „work-life balance”. Dla osób, które nie słyszały, na czym polega ta dziwna zlepka wyrazów, mogę w dużym skrócie powiedzieć, iż cała magia sprowadza się do znalezienia równowagi między pracą a życiem. Filip Chajzer dość jasno odpowiedział na jedno z pytań, dotyczących tego, co daje mu równowagę. Odparł, że tej równowagi po prostu nie ma i jest pracoholikiem. Jak sam powiedział: „To trzeba leczyć”. Wskazał również, że raczej… nigdy nie jest offline. Zawsze trzyma rękę na pulsie.

Znowu widzimy tutaj autentyczność. Filip wcale nie mydli słuchaczom oczu, że wszystko jest piękne i bezproblemowe. Wręcz przeciwnie. Otrzymujemy od niego czyste fakty. Nie ukrywa, że w jego życiu nie ma czegoś takiego jak „work-life balance”. Zamiast tego mówi otwarcie, że brakuje mu równowagi.

Work-Life Balance w praktyce.

Długo się zastanawiałem nad tą kwestią. Przede wszystkim nie ulega wątpliwości, że jakikolwiek „holizm” nie jest dobry. Niemniej jednak jestem przekonany, że to właśnie ciężka praca determinuje przyszły sukces. A im większy on jest, tym prawdopodobnie kosztuje więcej pracy. Nie chcę więc pisać, że pracoholizm to normalna sprawa w kontekście osiągania dużych sukcesów, ale… Czy aby troszeczkę tak to właśnie nie wygląda? Przywołajcie w swojej pamięci obraz najsławniejszych osobistości tego świata. Lionel Messi czy LeBron James spędzili całe swoje życie na boisku. A biznesmeni, trzymający w swoich garściach ogromne firmy? Przecież Elon Musk potrafił pracować po około sto godzin tygodniowo… To nie jest w żaden sposób normalne, ale czy właśnie nie jest tak, że trzeba być „nienormalnym”, aby osiągnąć ten wielki, końcowy sukces?

Niewątpliwie etyka pracy Filipa jest na bardzo wysokim poziomie. Dla mnie jest to doskonały przykład człowieka sumiennego i zaangażowanego w realizowane projekty. Uosabia on swoją postawą czysty perfekcjonizm. I znowu odwołując się do „work-life balance”, gdzie jest miejsce na tę równowagę?

Filip Chajzer na See Bloggers

Ciągle powracam do tego terminu, ponieważ odniosłem wrażenie, iż Filip Chajzer nie wierzy w możliwość odnalezienia tego balansu. Przyznam się, że ja również nie widzę sposobności odszukania tego idealnego środka. Ciężko to sobie nawet wyobrazić. Przecież w życiu nie jest tak, że wraz z zamknięciem drzwi od biura, nagle zapominamy o minionych ośmiu godzinach i żyjemy już tylko domem oraz rodziną. A w drugą stronę? Wyobrażacie sobie, że Wasze dzieci chorują, a wy idziecie do pracy i nagle o tych wszystkich problemach zapominacie?

Dlatego właśnie przestrzegałbym przed nadmiernym szukaniem „work-life balance”, bo może się okazać, że coś takiego w ogóle nie istnieje… Jakie jest więc rozwiązanie?

Określcie swoje priorytety. To po pierwsze.

Jak osiągnąć sukces? Filip Chajzer radzi!

Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak bardzo mnie ucieszyło, gdy Filip Chajzer wypowiedział na głos swoje rady dla każdego początkującego w swoim fachu. Podzielił się ze słuchaczami swoimi złotymi wskazówkami, pomagającymi osiągnąć sukces. Pozwolę sobie zacytować parę fraz:

  • Nie ma nic w życiu za darmo.
  • Zawsze najważniejsza jest ciężka praca.
  • Jeśli chcesz osiągnąć sukces, to bardzo często trzeba wybrać.

Właśnie o to chodzi! Żeby osoby wpływowe i oglądane przez miliony ludzi, przestały wreszcie mydlić wszystkim oczy i zaczęły przedstawiać życie takim, jakim jest. Zamiast nieustanie mówić o „cukierkowych” rzeczach, trzeba mówić, ile ciężkiej pracy to kosztuje! Dokładnie o tym mówił Filip Chajzer. Parokrotnie wspominał, jak ważna jest ciężka praca, poświęcenie oraz autentyczność w swoich działaniach. To jest bardzo proste w zrozumieniu, ale już o wiele cięższe w wykonaniu. Nagle okazuje się, że musimy zadecydować między piwem ze znajomymi a pracą na swój sukces.

To właśnie takie wybory odsiewają tych, którzy mówią i marzą, od tych, którzy robią i osiągają.

sukces i ciężka praca

Przestrzegałbym jednak przed zamartwianiem się z powodu „braku umiejętności” ciężkiej pracy. To można wypracować w prosty sposób. Jak? Wystarczy próbować i działać. Tyle, ile możecie. Dawajcie z siebie wiele. Filip Chajzer wskazał, że dużo mu dała posada w telewizji w sekcji „newsów”, bo nieustannie popędzały go terminy wykonania zadania. To taka nauka „timingu”, czyli: „jak zrobić, żeby się wyrobić i żeby to było jeszcze dobre jakościowo”Jeśli znacie moje podejście do życia, to wiecie, jaki stosunek mam do rzucania sobie wygórowanych wyzwań. Prawda jest taka, że nawet jeśli im nie sprostacie, to i tak możecie znaleźć się wyżej, niż gdybyście osiągnęli coś o wiele bardziej asekuranckiego. Przemyślcie to.

Ciężka praca + Autentyczność = Filip Chajzer?

Ciężka praca nieustannie przewija się w artykule, ponieważ jest to zagadnienie nad wyraz ważne nie tylko w kontekście prelekcji Filipa na See Bloggers, ale także tyczy się ono całego naszego życia.

Swoją postawą podczas wystąpienia udowodnił mi, że jest to człowiek czynu i działania. Zastanówmy się nad tym. Jak to sam ujął, wcale nie musiał tego wszystkiego robić i mógł wieść „Życie Syna Króla Proszku”. Mógł po prostu leżeć i odcinać kupony od sławy swojego taty, ale tego nie zrobił.

Bo jego etyka pracy stoi na wysokim poziomie, a sukces, który sobie wymarzył, nie pozwalał mu nie spróbować. Ciężka praca nie przeraziła Filipa. On się w niej odnalazł!

Nie ulegajmy więc nadmiernemu komfortowi. Warto wyjść poza tę bezpieczną strefę, w której jest tak cieplutko i wygodnie. W takim miejscu nie można zrobić niczego spektakularnego. Jeśli to Wam odpowiada – świetnie! Ale jeśli pragniecie czegoś więcej…

Do dzieła.

Dlaczego Filip Chajzer nie ukończył studiów?

Filip Chajzer i Worldmaster.pl

W dzisiejszych czasach wiecznie się słyszy, że trzeba skończyć studia, żeby znaleźć pracę. Należy mieć dyplom wyższej uczelni, żeby coś osiągnąć. Przepraszam, ale to jedna wielka bzdura. Nikogo w tym  momencie nie chcę odwodzić od podjęcia studiów, jednak pragnę tylko podzielić się z Wami ciekawostką, że Filip Chajzer zaczął robić swoją karierę w radiu, telewizji i ogólnie w szeroko pojętych mediach bez ukończenia studiów. Rzucił je na trzecim roku. Powód? Zbyt wielka rozbieżność między praktyką a teorią przedstawianą na studiach.

To kolejna cenna lekcja, jaką wyciągnąłem ze słów Filipa. Nie chodzi wcale o to, aby być owcą w stadzie, która zawsze maszeruje za resztą. Można zrobić coś inaczej. Wybrać własną drogę i przede wszystkim wyrwać się ze schematu, w który nieustannie jesteśmy wrzucani. Jestem wprost przekonany, że praktyka może być o wiele lepszym nauczycielem niż kolejny teoretyk. Oczywiście, że w takiej sytuacji bardzo ważna jest należyta ciężka praca oraz wytrwałość w dążeniu, ale to jest możliwe! Przykładem jest nie tylko Filip Chajzer, ale także takie osobistości jak: Steve Jobs, Coco Chanel, czy Micheal Jordan.

Wiem, co teraz myślicie: „To są skrajne przypadki! To się zdarza raz na milion!”.

Zgadza się.

Ale dlaczego to Wy nie możecie być właśnie tym wybrańcem, któremu się uda?

Jaka płynie z tego nauka?

Wybaczcie, że skupiłem się tak bardzo na tym, co mówił Filip Chajzer podczas swojej prelekcji na See Bloggers, ale gdy tylko uczestniczyłem w niej na żywo, wiedziałem, że będę chciał napisać na ten temat coś więcej. Nie dlatego, że Filip Chajzer jest znany i sławny, ale dlatego, że poruszał bardzo ważne tematy, dotyczące działania w Internecie oraz codziennym życiu. Takie zagadnienia, jak: etyka pracy, sukces, autentyczność, hejt, zaangażowanie, poświęcenie, wyrzeczenia – nieustannie pojawiały się w trzydziestominutowym wystąpieniu. Te zjawiska przenikają nas każdego dnia. Myślę, że ich natężenie ma ogromny wpływ na to, czy kiedyś osiągniemy swój sukces lub zbierzemy cenne doświadczenia, czy dalej będziemy tylko marzyć i zastanawiać się, co by było, gdyby…

Jeśli znajdą się osoby, które zamiast czytać, wybiórczo lustrują tekst, mam nadzieję, że trafią chociaż na ten akapit. Pragnę bowiem jeszcze raz podkreślić to, o czym mówił Filip Chajzer. Otóż, aby osiągnąć sukces, trzeba coś poświęcić. Ciężka praca jest kluczem! Wiąże się ona z licznymi wyrzeczeniami i poświęceniem. Nie rzadko również dotknie nas hejt, a ciągła walka o autentyczność w świecie pozbawionym skrupułów zapewne będzie męczyć. Widzimy wyłącznie końcowy sukces, zapominając, że droga, która doprowadziła do tego miejsca, była piekielnie trudna, kręta i wyboista.

Czy warto?

Odpowiedź należy do Was.

autentyczność

Z wielu stron słyszymy: „Przeszłość już była! Żyj chwilą obecną!”. Rozumiem, że historia, której byliśmy świadkami, nie może nas zbyt mocno pochłaniać. Jednak pragnę tylko wspomnieć, że przeszłość to MY z czasu teraźniejszego i czy tego chcemy, czy nie – ona zawsze w nas będzie.


przeszłość

To, co było, żyje w nas.

Przeszłość, której byliśmy świadkami i którą przeżyliśmy, wpływa na nasze obecne postępowanie. Nie zmienimy tego, choćbyśmy chcieli. Możemy ją wypierać, zaprzeczać i oszukiwać mózg, ale koniec końców – ona i tak w nas będzie. Zgadzam się w zupełności, że historia to coś, co już nie wróci i jedyne, co możemy z nią zrobić, to uczyć się na jej przykładzie. Przeszłość to cenne doświadczenia, które powinny pomóc nam doskonalić siebie.

Ale na litość boską!

Przestańmy uparcie twierdzić, że przeszłość nas nie dotyczy, że jest nic nie warta, że nie wolno się nią zajmować, ani w ogóle zwracać na nią uwagę! Jestem zwolennikiem życia w teraźniejszości, ale wzgląd na przeszłe dzieje jest także bardzo ważny. Oczywiście, że już nic nie zmienimy, ale sama świadomość przeszłych wyborów, może uchronić nas przed błędami w chwili obecnej.

Historia lubi się powtarzać.

To jeszcze nie koniec.

Nie da się zaprzeczyć, że człowiek jest wypadkową wielu sił. Kreują go doświadczenia, ludzie, środowisko, genetyka… Wiele spraw, nad którymi na co dzień się nie pochylamy. Może to i dobrze! Jedną z takich sił jest przeszłość, która siedzi w naszych głowach. Są zdarzenia, których nie pamiętamy, ale na ogół dotyczą one zupełnie błahych i pozbawionych wartości spraw. Naturalnie są też zdarzenia traumatyczne, które wypieramy ze swojej świadomości.

W tym wyjątkowo krótkim tekście zmierzam jednak do tego, aby oznajmić Wam wszystkim, że przeszłość i tak nas znajdzie. Bez różnicy, czy będziemy się przed nią chować, uciekać, czy udawać kogoś zupełnie innego. Ona i tak do nas przyjdzie – prędzej, czy później.

Jest jednak jeden warunek, aby tak się stało.

Przeszłość odwiedzi nas, jeśli nie załatwimy z nią wszystkich swoich spraw. Innymi słowy mówiąc, jeśli pozostawiłeś za sobą czytelniku coś, co wymaga doprecyzowania, dogadania, dopracowania, to zrób to teraz. W przeciwnym wypadku historia zatoczy koło i już nie będzie za Tobą, ale tuż przed Twoimi oczami. Raz jeszcze.

doświadczenia

Przeszłość wraca.

Nie da się oszukać tego, co było, skoro to wciąż jest żywe w naszej pamięci. Jeśli chcemy raz na zawsze, z czymś skończyć, to zróbmy wszystko, aby tak się stało. Nie pozostawiajmy niedomówień i w tym jednym, wyjątkowym wypadku – spalmy mosty i zamknijmy określony etap życia za sobą.

Gdyby to jednak było takie łatwe…

Przeszłe doświadczenia często są tak silne i tak mocne, że nie sposób ich tak po prostu zakończyć. W takich sytuacjach radzę więc „porozmawiać z nimi”, a poprzez te słowa rozumiem wewnętrzną, szczerą i głęboką rozmowę z samym sobą. Nie gwarantuję sukcesu po pierwszej turze rozmów. Nie wróżę dojścia do porozumienia nawet za drugim razem, ale przewiduję, że takowe wreszcie nastąpi.

Przeszłość jest sprytna. Historia, która nie została dokończona zawsze będzie domagać się działania. Nie ważne, czy za tydzień, za miesiąc, czy za pięć lat. Ona wróci i możecie mi wierzyć lub nie, ale w wielu przypadkach będzie ranić, niszczyć i zabijać – uczucia, wartości i ludzkie wnętrza.

Ona czeka na odpowiedni moment…

Jeszcze jedno słowo na koniec.

Z przeszłością trzeba się pogodzić i nie jest to żaden truizm, ale głęboka mądrość, rozumiana w sensie metaforycznym. Nie chodzi wcale o potulne schylenie głowy i przyjęcie wszystkiego. Wręcz przeciwnie. Pogodzenie się ma przebiegać na zasadach kompromisu. Ty oddajesz coś historii, a historia daje coś Tobie – w wielu przypadkach będzie to święty spokój i możliwość pójścia naprzód.

Doświadczenie, które czerpiemy z tego, co było, niech uczy nas czujności i pokory. Po samym sobie widzę, że przeszłość jest sprytną bestią. Walczysz z nią przez bardzo długi czas, aż pewnego dnia spostrzegasz, że odeszła i jej nie ma. Początkowe podejrzenie podstępu, zastępuje potworne uczucie ulgi. Historia – nie zawsze przyjemna – wreszcie daje Ci spokój, a Ty czujesz, że latasz. Oswajasz się z życiem bez tego, co było, do tego stopnia, iż stajesz się zuchwały. Zbyt zuchwały…

A ona wciąż tam jest. Czeka tylko na odpowiedni moment, które nadchodzi zupełnie niespodziewanie lub wręcz przeciwnie – przypomina nieśmiało o sobie wcześniej, ale ty to ignorujesz, bo odzwyczaiłeś się od niej. Przeszłość traci wreszcie swoją cierpliwość i pewnego dnia, kiedy zajmujesz się życiem, czujesz, jak ktoś puka Cię w ramię, mimo że wiesz, iż jesteś sam w domu. Odwracasz się niepewnie, ale wiesz, że nikogo nie ujrzysz.

Zamiast tego czujesz całym sobą, że przeszłość wróciła…

historia

Śmierć jest stanem, nad którym nie mamy kontroli. Życie jest tym, co zostało nam dane niezależnie od nas. Obie siły były na długo przed nami. Będą również jeszcze długo po nas. Dlaczego więc na morderstwo, chcemy usilnie odpowiadać tym samym, roszcząc sobie prawo do decydowania o tym, kto ma prawo chodzić po tym świecie? Czy nie posuwamy się za daleko?


morderstwo

Trochę martwi mnie to, co ostatnio do mnie dociera. Nie sposób nie określić naszego narodu, jako ludności buńczucznej, bojowej i chętnie broniącej swoich wartości. To bardzo dobrze i jestem wdzięczny, że mogę żyć w tym kraju. W Państwie, które zniknęło na 123 lata z mapy Europy, ale naród wciąż pozostawał niewzruszony.

Martwi mnie jednak coś innego. W swojej bojowości, która często objawia się w impulsywnym zachowaniu, czasami zapominamy, że jesteśmy ludźmi. A być ludźmi, znaczy reprezentować sobą pewien poziom.

Pytam się więc…

Jakim prawem, uzurpujemy sobie prawo do wydawania wyroków śmierci?

Życie i Śmierć.

Życie jest przepięknym darem, którego nikt nie chce lub nie powinien chcieć sobie zabierać. Jak wygląda rzeczywistość – każdy z nas wie. Wystarczy włączyć pierwszy lepszy serwis informacyjny, aby usłyszeć o samobójcach, o terrorystach, czy wreszcie o mordercach. Ci ostatni stanowią przedziwną grupę. Na ogół są to normalni ludzie, którzy pod wpływem bodźca lub impulsu, niesieni falą emocji, dopuszczają się czynu, o którym wcześniej nawet nie pomyśleli. Są też oczywiście tacy, którzy psychopatami stawali się od dłuższego czasu i z premedytacją planowali swoje zamiary.

Mordercy są wysłannikami śmierci ponieważ zabierają życie żonom, dzieciom, rodzicom… Kierują nimi siły, których nie sposób opisać. Patrząc na to z perspektywy chłodnego dystansu, można stwierdzić, że dają sobie oni przyzwolenie, aby to śmierć słuchała ich. Strasznie jest myśleć, o zatrważających przypadkach, kiedy ktoś odbiera życie komuś innemu. Jakim prawem dokonuje się takich rzeczy?

Poznanie przyczyn jeszcze mocniej potęguje strach. Dzieje się tak dlatego, bo są one niesamowicie banalne. Żona trzasnęła drzwiami, syn wrócił zbyt późno, sąsiad przekroczył granicę wyznaczonej działki… Te wszystkie zdarzenia przelewają jednak tylko czarę goryczy, która zbiera się już od dłuższego czasu. W efekcie normalny człowiek, chwyta za nóż, łapie za siekierę lub bierze do ręki pistolet i wymierza sprawiedliwość.

Myśli, że On to Śmierć. Sądzi, że ma prawo zakończyć czyjeś życie przedwcześnie…

Morderstwo na oczach milionów.

14 stycznia 2019 roku zmarł prezydent Gdańska – Paweł Adamowicz. Nie mam zamiaru rozdrapywać starych ran. Chcę tylko zwrócić uwagę, że zginął wtedy zupełnie niewinny człowiek. Mężczyzna, który miał rodzinę… Osoba, która miała swoje plany, marzenia i cele… Człowiek, który miał w sobie życie… To była istota z duszą, czująca ból, odczuwająca emocje, przeżywająca każdą minutę swojego życia…

Żył 54 lata. Zapewne liczba ta wydłużałyby się jeszcze znacznie, gdyby nie człowiek, który uznał, że śmierć jest w jego rękach. Czy w to wierzymy, czy nie, ale to się dzieje na naszych oczach. Upadek wszelkich wartości. Upadek pojmowanego do tej pory bezpieczeństwa i wolności. O ile w Polsce tego jeszcze tak nie widać, to wystarczy spojrzeć nieco bardziej na Zachód, aby przekonać się, jak rysuje się nasza przyszłość. Niewątpliwie nasza zaborczość chroni nas przed wpływami, ale nie myślcie, że bezkrytycznie ją pochwalam, ponieważ rodzi również wiele problemów oraz konfliktów.

Trudno się o tym pisze nawet z perspektywy trzech miesięcy, ale tamtego dnia zginął człowiek. Jego życie zostało odebrane przez innego człowieka, który chciał tego dokonać. Zrobił to z premedytacją i zimną krwią. Można sobie zadać pytanie, dlaczego tego dokonał, ale muszę powiedzieć, że nawet mnie to nie interesuje. Choćby uważał, że Paweł Adamowicz to diabeł wcielony, jakim prawem dopuścił się takiego czynu?

Quo Vadis?

To wciąż nie jest problem, który martwi mnie najbardziej. Morderstwo zawsze przysparza mi gęsiej skórki, bo ofiara nie znajduje się tylko po jednej stronie barykady. Ofiarą jest także ten, kto kieruje ruchem swojej dłoni… Ofiara to człowiek, który wymierza decydujący cios. Bez względu na to, w co wierzymy, wbijmy sobie wreszcie do głowy, że to człowiek nie został stworzony do odbierania życia drugiemu człowiekowi!

A co się dzieje na świecie?

Mamy wojny. Prześladowania. Ataki terrorystyczne. Morderstwo na każdym kroku. Zabójstwa na tle rasowym i kulturowym. Ograniczenia wolności i swobody wypowiedzi. Pozbawienia praw nadanych człowiekowi.

W takich chwilach aż ciśnie się na usta:

Dokąd zmierzasz, świecie?!

śmierć

W istocie żyjemy w lepszych czasach, niż chociażby nasi przodkowie podczas drugiej wojny światowej, ale pragnę zwrócić uwagę na jeden szczegół. Teraz również – jak pokazują wydarzenia na świecie – nie możemy czuć się bezpiecznie. Powiem więcej. Dzięki nieustannie postępującej globalizacji oraz rozwoju technologii, mordercy, którzy siedemdziesiąt lat temu, mogli „jedynie” pomarzyć o działaniach na duża skalę, w naszych czasach, mają wszystko, aby to robić, często nie wychodząc nawet z domu. Dostępne są nowe bronie i nowe możliwości… Dodajmy jeszcze do tego lęk przed ludźmi, po których można spodziewać się wszystkiego, a otrzymujemy strach przed wejściem do galerii handlowej, dworca, czy lotniska…

Myślimy, że jesteśmy bezpieczni, dopóki nie otrzymamy naocznego sygnału, że wszystko jest iluzją. Możemy czekać na samolot, marząc o wakacjach marzeń, kiedy w okolicy pojawi się ktoś, roszczący sobie prawo do naszego życia…

Ognia nie gasi się ogniem!

Śmierć boli wszystkich i wywołuje wiele skrajnych emocji. Nie dziwię się więc, że po kolejnym zamachu lub odebraniu czyjegoś życia, pojawiają się często dość drastyczne komentarze. Wiele z nich opiewa komunikatem tego typu:

„Kara śmierci! Zróbmy mu to samo! Niech poczuje, co to znaczy umierać w męczarniach!”

Naprawdę staram się rozumieć te słowa. Staram się, bo pojąć ich nie mogę.

Wiecie już więc, co mnie martwi?

Że my – jako obserwatorzy i naoczni świadkowi tych brutalnych zdarzeń – pragniemy stać się dokładnie tacy sami, jak Ci, którzy są dla nas odrażający. Czym będziemy różnić się od mordercy, zabijającego z zimną krwią, kiedy pozbawimy go życia? Czym będziemy się różnić od terrorystów, kiedy zaczniemy walczyć z nimi ich bronią?

Niczym.

Staniemy się tacy jak oni. W imię obrony swoich praw, będziemy kultywować śmierć. Czy o to nam właśnie chodzi? Aby powielać błędy dokonane przez morderców, łajdaków i ludzi pozbawionych skrupułów? Naprawdę chcemy za cenę zaspokojenia własnych żądz, wystawiać na szali własne wartości oraz życie?

Nie będzie żadnej różnicy. ŻADNEJ. Nikt mi nie wmówi, że nasze pobudki będą „zacniejsze” lub „moralniejsze”. W obu przypadkach uzurpujemy sobie prawo do życia drugiego człowieka. Chcemy rozsiewać śmierć, nad którą nikt nie ma kontroli, a którą tak często chcemy widzieć w naszych rękach. Po co?

Czy naprawdę tak bardzo brakuje nam władzy, że chcemy roztaczać ją nawet na życie drugiej istoty?

horror

Nie bądźmy mordercami…

Proszę, opanujmy się nieco.

Boli mnie, gdy słyszę, że mordercy powinni być zabici w ten sam sposób, w jaki oni mordowali. Co to jednak zmieni? Agresja rodzi jeszcze większą agresję. Jaki przykład damy swoją postawą następnym pokoleniom? Że ogień, gasi się… Ogniem? Chcemy zwalczyć jedno morderstwo, drugim morderstwem? Czy my siebie w ogóle słyszymy?

To do niczego nie prowadzi…

Przykro jest słuchać, kiedy te komentarze płyną z ust wykształconych osób. Kiedy wypowiadają je matki, ojcowie, szanowani ludzie, młodzież… Boli, gdy mówią je ludzie świadomi swoich słów i w pełni zdrowi. Ludzie, którzy przecież powinni wiedzieć, że morderstwo – które sami potępiają – jest złe…

Jedno słowo. Miliony skojarzeń. Wiele pozytywnych emocji. Jasność w głowie. Ciepło w sercu. Spokój w duszy. Tak wygląda Wiosna.

Początek kwietnia oznacza początek nowej, lepszej pory roku. Nie tylko tej w kalendarzu, ale także tej na zewnątrz. Grube kurtki, ocieplane buty, czapki i rękawiczki wędrują do szafy. Muszą poczekać na swoją kolej, bo nastąpiła zmiana wart. Na światło dzienne wypływają trampki, adidasy, lekkie kurtki, koszulki na krótki rękaw, bluzy i ciemne okulary… Jest jakby lżej. Idąc ulicą, nie czujesz przygniatającego barki ciężaru. Spacerujesz z zadziwiającą lekkością. Lewa noga, prawa noga… Nie czujesz obciążenia! Płyniesz razem z ciepłym prądem. Uśmiechasz się do siebie.

Tak. To jest Wiosna.

Budzisz się rano i widzisz słońce, zwiastujące zapowiedź nowego, cudownego dnia. Przygotowujesz zdrowe, przepyszne i pożywne śniadanie. Nie tylko dla siebie, ale także dla swojej ukochanej. Zapach kawy budzi ją ze snu. Witasz się z nią dokładnie tak samo, jak witałeś się z nią w dniu, w którym powiedziała: „Tak”. Delektujecie się chwilą. Nie patrzycie na zegarek. Wiecie, że się nie spóźnicie. Macie przed sobą cały dzień. Całujesz ją w policzek na pożegnanie. Życzycie sobie miłego dnia. Szczerze i długo patrzycie sobie prosto w oczy, nie przelotnie i nie w pośpiechu. Odprowadza Cię jej wzrok pełen życia oraz radości. Nie tęsknisz jednak za nim, bo wiesz, że ujrzysz go ponownie.

Dziś i jutro.

Zawsze.

Wychodzisz na zewnątrz w lekkiej kurtce i od samego przekroczenia progu, witają Cię ptaki oraz zapach, budzących się do życia roślin. Wędrujesz na przystanek autobusowy i po drodze patrzysz, jak drzewa zaczynają odżywać, a kwiaty przebijać się przez jeszcze nie tak dawno temu ciemną i zmarzniętą ziemię.

Czekasz na autobus, a słońce ogrzewa przyjemnie Twoją twarz. Już minął czas, kiedy marzyłeś o tym, aby jak najszybciej wejść do wnętrza pojazdu. Teraz marzysz, aby spóźnił się, choć pięć minut. Chociaż trzy minuty… Będziesz wdzięczny za jedną, małą minutkę! Byle tylko dłużej zostać na powietrzu. Byle tylko dłużej zażyć słonecznej kąpieli!

Może też zamiast autobusu decydujesz się na spacer. Jest przecież pięknie. Bezchmurne niebo, a na nim słońce, które daje wytchnienie i ciepło. Nie jest już zimno. Nie jest jeszcze gorąco. Jest idealnie. Wędrujesz i myślisz. Zastanawiasz się nad tym, jak bardzo piękny jest świat i jakie to masz szczęście, móc na nim żyć. Idziesz i zastanawiasz się, jak cudownie jest być człowiekiem. Jak cudownie jest wstać rano zdrowym. Czy to magia? Czy to czary?

Wcale nie. To Wiosna.

słońce, wiosna, kwiecień, maj, uśmiechasz się

 

Wchodzisz do biura, a tam nie ma już szarości i nijakości. Witają Cię radosne twarze. Wita Cię jasność i przestrzeń. Czujesz harmonię oraz jedność z ludźmi, którzy Cię otaczają. Pomimo że dom opuściłeś już godzinę temu, nagle czujesz, jakbyś ponownie do niego wszedł. Wszystko jest takie zachęcające. Nawet to biurko i ten komputer, przed którym spędzisz następne osiem godzin. Nie martwisz się już tym jednak. Nie stresujesz się. Masz tuż obok siebie duże okno, przez które wpada słońce i oświetla Cię. Napełnia życiem. Masz też w sobie świadomość istnienia. Zasiadasz do pracy z chęcią do życia.

Po prostu Ci się chce.

Wchodzi szef. W rękach trzyma stos papierów, które musisz przejrzeć. Patrzysz na niego, ale nie dostrzegasz na jego twarzy rozkazu ani przymusu. Spogląda na Ciebie z uśmiechem i pyta się, czy dasz radę. Kiwasz głową. Czujesz się silny. Umacnia Cię wiosna. Umacnia Cię nowy czas w roku.

O szesnastej kończysz pracę. Nie czujesz zmęczenia, kiedy żegnasz się ze wszystkimi. Nawet ze sprzątaczkami, które z szerokimi uśmiechami machają Ci na pożegnanie. Wcześniej nawet nie wiedziałeś, że istnieją. Teraz nawiązujesz z nimi relacje. Portierowi ściskasz dłoń na pożegnanie. Szczerzy się przy tym szeroko, pokazując swoje sztuczne uzębienie. Życzysz mu miłego dnia i pytasz o zdrowie wnuków. Odpowiada, że wyzdrowieli. Wystarczyło, że zaświeciło słońce. Uśmiechasz się do niego. Uśmiechasz się do siebie.

Wiosna, myślisz.

 ∞

Wychodzisz na zewnątrz, gdzie wciąż trwa dzień. Jest cudownie. Przymykasz oczy i wciągasz przez nozdrza ciepłe powietrze. Pachnie kwitnącymi drzewami i kwiatami. Pachnie radością i szczęściem. Ruszasz przed siebie, ale nie kierujesz się w stronę przystanku. Zamiast tego idziesz do kwiaciarni, którą odkrywasz po roku pracy w tym miejscu. Od zawsze znajdowała się w tym samym miejscu. Witasz się z ekspedientkami i kupujesz bukiet białych róż. Z jakiej okazji, pyta się Ciebie sprzedawczyni. Z żadnej, odpowiadasz.

Jest Wiosna, wyjaśniasz.

Wsiadasz do autobusu który, choć wypełniony po brzegi ludźmi, jest dziwnie spokojny. Nikt się nie złości. Nikt nie rozpycha łokciami. Żaden człowiek nie jest nerwowy. Gdzie się nie spojrzysz, tam uśmiechy. Starsi siedzą, młodsi stoją. Niektórzy ze sobą rozmawiają. Nawiązują się nowe relacje. Wszystkie telefony spoczywają w kieszeniach. Słuchawki w plecakach albo wiszą bezwładnie. Bezużyteczne, niepotrzebne. Wszyscy jadą w tę samą stronę. Tworzą wspólnotę.

Jedność.

Opuszczając autobus, masz ochotę powiedzieć wszystkim „do widzenia”, śmiejąc się. Poczułeś, że właśnie byłeś świadkiem czegoś większego. To nie była zwykła przejażdżka. To było stworzenie relacji. Starsza Pani z autobusu macha Ci delikatnie ręką na pożegnanie. Odpowiadasz tym samym. Nikt się na Ciebie nie patrzy jak na ufoludka. Nikt się nie puka w czoło. Wszyscy rozumieją. Oni wiedzą. Czują to samo.

Wiosna.

 ∞

Otwierasz drzwi do mieszkania. Według Twoich obliczeń żona wróci dopiero za godzinę. Masz wystarczająco czasu. Zdejmujesz buty, szanując jej pracę. Rozpakowujesz zakupy, myjesz dłonie w łazience. Przeglądasz się w lustrze. Czy to ja, zastanawiasz się. Ach, tak, przypominasz sobie. Jest Wiosna. Z uśmiechem stajesz za kuchennym blatem. Z głośników zaczyna sączyć się Twoja ulubiona melodia. Ta sama, przy której tańczyłeś po raz pierwszy ze swoją żoną. Identyczna, której słuchaliście na pierwszej randce. Czujesz dreszcz na skórze. Nie chcesz, aby kiedykolwiek znikał. Przygotowujesz cudowne danie. Wychodzi idealne. Nawet się nie dziwisz. Przez okno wpadają promienie słońce i śpiewy ptaków. Gdzieś z oddali słychać śmiech dziecka i radosne okrzyki jego rodziców. Szczeka pies, ale bez agresji. Miauczy kot, ale bez pretensji.

Harmonia.

Mija czterdziesty minut, a jedzenie jest gotowe. Jeszcze tylko czerwone wino. Dzwoni dzwonek. Wróciła. W czystej, eleganckiej koszuli otwierasz drzwi. Witasz ją uśmiechem, odpowiada tym samym. Tulicie się długo i mocno. Oboje to czujecie. Bliskość. Miłość. Intymność. Wiosnę. Prowadzisz ją za dłoń do salonu, gdzie już czeka ciepły posiłek. Patrzy na Ciebie zaskoczona. Widzisz w jej oczach łzy. Rozumiesz je. To wdzięczność.

Jej. Twoja. Wasza.

Za siebie nawzajem.

słońce, wiosna, kwiecień, maj, uśmiechasz się

 ∞

Konsumujecie w ciszy. Nie musicie nic mówić. Milczenie przemawia samo przez siebie. Jest cudownie. Ciepło od Was bijące unosi się w powietrzu i otula wszystko delikatną mgiełką. Przebija się przez nią tylko słońce, które rozświetla wszystko jasnością. Promienie padają na stół. W miejsce, gdzie łączą się Wasze dłonie. Patrzycie sobie w oczy. Jest błogo. Jest spokojnie. Chwilo trwaj.

Nie kłócicie się, kto ma zmywać. Nie ma sprzeczki, kto ma sprzątać. Bez słowa robicie to razem. Chcecie tego. Pragniecie spędzać czas ze sobą. Wspominacie dawne czasy, ale bez tęsknoty w sercu. Rozumiecie, że teraz macie jeszcze więcej. Macie siebie. Myjąc talerze, delikatnie chlapiesz swoją żonę wodę. Z czułością uderza Cię ściereczką, którą wyciera mokre naczynia. Zaczynacie się przekomarzać. Wnętrze mieszkania wypełnia śmiech. Odbija się od ścian, które promienieją, słysząc ten dźwięk. Słońce zachodzi, ale radość nie znika. Trwa niezmiennie.

Jak Kwiecień i Maj.

Kończycie porządki, ale nie wspólny czas. Nie myślicie o obowiązkach. Żadne z Was nie włącza telewizora. Nie pamiętacie, gdzie położyliście swoje telefony, laptopy i tablety. Siadacie na kanapie. Blisko siebie. Nie dzieli Was nic i nikt. Znikają ograniczenia, bariery, przeszkody. Trwacie obok siebie – ubrani, ale nadzy. Nie krępuje Was to jednak i nie zawstydza. Przytulasz ją. Ona obejmuje Ciebie. Tak jest Wam wygodnie. Dzielicie się swoimi przeżyciami, płynącymi z dnia. Całujesz ją w czoło. Odpowiada, całując Cię w policzek. Widzisz radość w jej oczach. Czujesz wdzięczność. Oboje rozumiecie, co się dzieje.

Wiosna.

 ∞

Rozmawiacie do późna. Pomimo kilkuletniego związku, poznajecie siebie każdego dnia. Pytasz ją o rzeczy, o które nie pytałeś. Ona mówi tak, jak jeszcze nie mówiła. Słuchacie siebie z uwagą. Jest zainteresowanie. Jest bliskość. Czujecie siebie nawzajem. Znika ocena. Znikają domysły. Szczerość. Czułość. Uwaga. Wiosna.

Ach, to Ty…

Zanim dzień dobiega końca, leżycie obok siebie w łóżku, które jeszcze nigdy nie było tak pełne Was. Nie ma pustki. Nie ma chłodu. Jest ciepło. Uśmiechacie się do siebie, pomimo ciemności, która zapadła. Nie straszy Was ona jednak. Napełnia nadzieją, że oto doba się kończy, ale wraz z jej końcem, nastanie czas kolejnej.

Coś się kończy, coś się zaczyna…

Zasnęła. Czujesz, jak sen powoli przejmuje nad Tobą kontrolę. Zanim padniesz w objęcia Morfeusza, myślisz jeszcze, że to był cudowny dzień. Dziękujesz za niego w duchu. Za każdy najmniejszy jego szczegół, za wszystkich ludzi, których spotkałeś i za wszelkie wspaniałości. Myślisz, że wiosna to dobry czas. Masz rację. Wiosna jest cudowna. Rozumiesz, że to odpowiedni czas na zmiany. Już prawie zasnąłeś, ale resztkami świadomości chwytasz się jeszcze rzeczywistości. Robisz to tylko po to, żeby bezgłośnie wyszeptać…

Dziękuję…

Zasypiasz z nadzieją w sercu.

*

Tak…

Wiosna w istocie jest cudowna i magiczna. Wlewa otuchę w serce, a duszę napełnia radością oraz nadzieją, że wszystko się ułoży. Nawet to, co boli i zadrą utknęło w sercu, staje się mniej bolesne. Smutki stają się bledsze, żal rozpływa się nieco w promieniach słońca, a złość uchodzi przez krótkie rękawy koszulek.

To wszystko brzmi poetycko, ale wiosna jest poezją, której nie sposób zinterpretować.

Nadszedł czas, który potrafi zdziałać wiele. Napełnia energią, dodaje sił i powoduje działanie, które od dawna domaga się ruchu. Kwiecień i Maj. Dwa miesiące. Nieprzerwanie trwające obok siebie, które zostały ukochane przez miliardy ludzi na świecie.

Zdradzić Wam mały sekret?

Wiosna to My.

Rozumiecie?

słońce, wiosna, kwiecień, maj, uśmiechasz się

Dietetyczny paranoik to… No właśnie! Kim on jest? Czy to ktoś zdrowo się odżywiający, czy wyznający żywieniową ideologię? A może żadne z powyższych? Zapoznajcie się z tekstem, który dla Was przygotowałem, bo może się okazać, że dietetyczny paranoik znajduje się w Waszym otoczeniu. Albo co gorsze widzicie go, kiedy spoglądacie w lustro…


W dzisiejszych czasach wcale nie jest tak trudno zwariować od nadmiaru wszelkiego rodzaju informacji w świecie dietetyki i zdrowego odżywiania. W końcu nastały takie dni, gdzie co druga osoba po jednodniowym szkoleniu, tytułuje się dietetykiem, a ludzie, którzy nigdy nie dotknęli sztangi, nazywają siebie trenerami. Jeśli to Was bawi (tak, jak mnie) i nie do końca wierzycie w moje słowa (ja w swoje wierzę) to polecam odwiedzić Instagrama. Wpiszcie tam sobie w wyszukiwarkę hasztag #trenerpersonalny, #zdroweodżywianie i inne pochodne słowa. Zobaczycie tam wiele osób, próbujących być trenerami, kiedy tak naprawdę większość z nich tego trenera właśnie potrzebuje.

Teraz wyobraźmy sobie panią Jadzię, która postanawia zlikwidować pielęgnowaną przez lata fałdkę na brzuchu. Ona przecież nie wie, skąd powinna czerpać swoją wiedzę. Ta biedna kobieta nie ma pojęcia, że „paker” z Instagrama, który w nazwie użytkownika doda sobie „trener personalny”, tak naprawdę nie musi być najlepszym wyborem w kwestii pomocy sylwetkowej. Jakby brakowało Wam powodów do śmiechu, to realni dietetycy i trenerzy z prawdziwego zdarzenia, są bardzo często ignorowani, bo mają zbyt słabą siłę przebicia! Ironia? Skądże! Samo życie!

Wróćmy jednak do pani Jadzi. Jak myślicie, co się z nią stanie? Co się wydarzy, kiedy odda się w ręce człowieka, który sam potrzebuje pomocy i którego wiedza kończy się na kaloriach? Pewni być nie możemy, ale myślę, że na dobre to pani Jadzi nie wyjdzie. Co więcej, nierzadko kończy się zaburzeniami, chorobami, a czasami również…

Zwariowaniem! Tak, tak! Dobrze czytacie!

Jak rozpoznać dietetycznego paranoika?

Spotkaliście kiedyś dietetycznego paranoika? Jestem przekonany, że na pewno przynajmniej raz w życiu mieliście z taką osobą kontakt! Jeśli jednak nie jesteście pewni swojej decyzji, to zapoznajcie się z poniższą listą, dziesięciu punktów, które ułatwią Wam rozpoznanie dietetycznego paranoika w Waszym otoczeniu!

1. Liczenie KAŻDEJ kalorii.

Paranoik tak już ma. Dla niego jedna brakująca kaloria w planie to grzech śmiertelny, z którego musi się wyspowiadać na niedzielnej mszy, a potem odbyć pielgrzymkę do Częstochowy na kolanach. Dlatego, aby temu przeciwdziałać, w zasadzie w ogóle nie rozstaje się ze swoim dzienniczkiem kalorii, a przed każdym posiłkiem, wszystko dokładnie analizuje w tabelach kaloryczności produktów. Dietetyczny paranoik to taka osoba, która poświęca więcej czasu na liczeniu kalorii z posiłku, niż na jego faktycznym przygotowaniu…

2.Ważenie, co do JEDNEGO grama.

Jeśli poczęstujesz paranoika jabłkiem, to jeśli nie ma akurat  pod ręką wagi kuchennej, najprawdopodobniej zabierze je do domu, aby tam móc je zważyć. Zapewne zrobi to kilkukrotnie, ustawiając urządzenie pod różnymi kątami… Bo, „co, jeśli się pomylę?!”. Wszystko musi być zważone idealnie! Przecież tylko wtedy taka osoba, będzie mogła policzyć KAŻDĄ kalorię, prawda? Jakże to pięknie i logicznie brzmi!

3.Posiłek poza domem? NIE MA MOWY!

Kojarzycie te wszelkie pudełka z jedzeniem, które każdy szanujący się „fitnesiak” pokazuje na Instagramie? Cóż… Paranoik się z nimi nie rozstaje! Nie ważne, czy jest to wypad ze znajomymi na piwo, komunia córki, czy impreza urodzinowa babci. Tylko pudełka! Sto procent albo nic! W końcu zjedzenie czegokolwiek poza domem i czegoś, co nie było przez paranoika przygotowane, to trucizna! To trucizna uczyniona przez ludzi, czyhających na jego sylwe… Tfu! Życie! Co z tego, że jesteśmy głodni, a żona właśnie przygotowała cudownego kurczaka. Wolimy głodować! Pokazujemy silną wolę i gotujemy sobie ten swój suchy ryż, kiedy w naszym organizmie żołądek zaczyna przyklejać nam się do kręgosłupa z głodu… To jest dopiero pokaz bohaterstwa i wytrzymałości!

jedzenie

4.Brak zainteresowania CENNYMI radami.

Paranoikowi nie przetłumaczysz. Choćbyś postawił mu pod nosem najznakomitszego specjalistę pod słońcem, to on i tak będzie wiedział lepiej. Jak jest niegrzeczny, to pewnie nawet go nie będzie słuchał. Natomiast grzeczni paranoicy to tacy, którzy z uwagą kiwają główką, ale w jej wnętrzu nieustannie powtarzają: „I tak wiem lepiej”. Efekt jest taki, że po wysłuchaniu wszystkich rad, oni i tak dalej robią swoje. W końcu, kto może znać lepiej ich ciało od nich samych? Co z tego, że sami robią sobie krzywdę. To nie ma znaczenia! Liczy się tylko ich zdanie. W skrajnych przypadkach paranoicy zaczynają traktować osoby, chcące im pomóc, jako wrogów, którzy pragną im coś odebrać (odebrać, ale co? Kurczaka z ryżem?!). Dojść może nawet do zerwania kontaktów i złości oraz przelania całej swojej miłości na pojemniczek z jedzonkiem… Ono przynajmniej zrozumie!

5.Dietetyczny Paranoik myśli, że jest PĘPKIEM świata.

Paranoicy mogą mieć w sobie narcystyczną duszę. Myślę też, że na ogół kulturyści, którzy potrafią godzinami oglądać się w lustrze, to również paranoicy. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, iż taki delikwent sądzi, że wszyscy mu się przyglądają i oceniają, jak wygląda? Stawianie siebie w centrum uwagi (lub sądzenie, że tak jest) dla paranoika to codzienność! Po siłowni w letni dzień ubierze oczywiście koszulkę bez rękawów, aby wszyscy mogli oglądać imponującą (sic!) muskulaturę. W kwestii żywienia jest dokładnie tak samo. Najważniejszy jest On – Pan i Władca własnego talerza. Paranoik we własnej osobie.

6.Rozmowa tylko o JEDNYM.

Dla paranoika nie ma znaczenia to, że właśnie został wybrany nowy papież. Jego nic nie obchodzi kolejny zamach terrorystyczny. Dla niego nawet urodziny córki, czy impreza rodzinna to nic innego, jak tylko temat poboczny. Paranoik dietetyczny mówi zawsze tylko o jednym. O żywieniu, o treningu, o sylwetce. O tym, co zrobił, co zjadł, co zjeść zamierza albo jakiego koloru był jego mocz. Śmiejecie się, ale myślę, że i takie rzeczy się zdarzają! Najgorzej jest jednak wtedy, kiedy paranoik postanawia uprzykrzyć życie innym! Wtedy potrafi ni stąd, ni zowąd, zacząć wyliczać, ile ktoś zjadł i ile będzie potrzebował czasu aktywności, aby to spalić. Jedno jest pewne! Takie zachowanie na pewno spowoduje brak apetytu jego słuchaczy. Tak samo, jak niechęć do takiego delikwenta.

paranoik

7.Jesteś SŁABY, jeśli robisz coś INNEGO.

Tego nie zawsze widać. Tu też zależy, czy paranoik jest kulturalny, czy ma wszystko w głębokim poważaniu. Jeśli na niczym mu nie zależy (oprócz siebie rzecz jasna) to prawdopodobnie powie nam prosto w oczy, że nie ma ochoty z nami rozmawiać, skoro nie robimy tego, co on. Grzeczniejszy natomiast, będzie mógł nas nawet z uwagą słuchać, ale w głębi duszy będzie nami gardził. W mniejszym lub większym stopniu. Nasze zainteresowania będą dla niego tylko dziecinną igraszką, bo przecież czymże one są w porównaniu z jego boskim wyczynem trzymania diety?! Sprawa jest prosta. Chcesz zyskać szacunek paranoika? Rób dokładnie to samo, co on! Odmienność nie jest tolerowana!

8.Stosowanie GŁODÓWEK.

Paranoik nie wie, co jest dobre, a co nie. Jemu zależy tylko na tym, żeby jak najszybciej zrealizować swój cel. Co z tego, że wszyscy huczą, że to coś jest złe? Pamiętacie? Przecież paranoik nie słucha nikogo. Liczy się tylko on sam! A w końcu wyczytał w czasopiśmie dla zapracowanych pań, że głodówka to szybki sposób na schudnięcie. Co więc robi? Głoduje! I to jeszcze jak! Robi to z zaciętą miną cierpiętnika, który pokutuje za grzechy ludzkości. A spróbujcie mu tylko to wyperswadować. Wiecie, co Wam powie? „BZDETY!”. No tak, przecież ma rację. Próbujemy mu pomóc, bo rzecz jasna zazdrościmy mu tego, jakże owocnego życia!

9.Stosowanie WYMYŚLNYCH diet.

W gruncie rzeczy to nie wiem, co jest gorsze. Głodówka, czy wymyślne diety, wykreowane przez pseudo specjalistów. Bo jak nazwać twory, który zakładają spożywanie tylko warzyw lub tylko owoców? Albo inne zakazują spożywania owoców po godzinie 18:00 lub całkowicie wykluczają spożywanie węglowodanów? Dla wielu brzmi to jak abstrakcja, ale dla paranoika? Dla paranoika to jest niczym zbawienie! Czy może być coś cudowniejszego od cudownej diety, gwarantującej wspaniałe rezultaty i koncertowo zniszczone zdrowie? Naturalnie, drugiej części paranoik nie słyszy. Jego interesuje tylko to, co potwierdza jego tezę. A jakby na to nie spojrzeć, to chociażby dieta Dukana, brzmi tak jakoś mądrze, prawda? Więc chyba warto w nią wierzyć, no nie?

dietetyczny paranoik

10.Paranoik NIE MA pojęcia o zdrowym odżywianiu.

Wydaje mi się, że świetle pozostałych dziewięciu punktów to jest jasne. Dietetyczny paranoik jest tak naprawdę błądzącym we mgle dzieckiem, które szuka właściwej drogi. Nie widzi jednak pod nogami wyraźnej ścieżki, tylko biega dookoła, próbując znaleźć rozwiązanie. Z paranoikami jest to samo. Oni dla otoczenia mogą się rysować jako osoby mądre i zorientowane w temacie, ale w rzeczywistości to osoby, robiące krzywdę sobie i nie rzadko również innym.

Wyobrażacie sobie, co się stanie, jak nasza kochana pani Jadzia z początku tekstu, trafi na właśnie takiego paranoika? Koszmar murowany! Wyobrażacie ją sobie, jak każdego wieczora spożywa suchy twaróg polany oliwą z oliwek? A codziennie wstaje o piątej rano, aby przygotować sobie pięć, idealnie tak samo niesmacznych posiłków do pracy? Powiem Wam szczerze, że ja jakoś tego nie widzę. Nic, a nic! A niestety paranoicy nie tylko zatruwają życie swoje, ale także życie innych. Często nie zdają sobie nawet z tego sprawy. A dlaczego nie mają pojęcia o zdrowym odżywianiu? To proste! Przecież słuchają tylko siebie, pamiętacie?

Żarty żartami, ale…

Możecie odnieść wrażenie, że jestem szyderczy względem dietetycznych paranoików. To był jednak celowy zabieg, aby trochę przejaskrawić zachowania osób, które charakteryzują się tymi cechami. W rzeczywistości jestem zdania, że Ci paranoicy, którzy wpadli w sidła błędnego postrzegania żywienia, potrzebują naszej pomocy. Naturalnie, że nas to momentami może bawić, ale droga od dietetycznego paranoika do poważnych zaburzeń odżywiania oraz zdrowotnych nie jest wcale taka długa. Co więcej, nie rzadko mogą się one krzyżować…

… Też taki byłem!

Wiem doskonale, że przetłumaczenie osobie o takich skłonnościach nie jest łatwe. Wiem to, bo sam taką osobą byłem. Za nic w świecie nie dało się mnie przekonać, że zjedzenie jednej kostki czekolady nie jest złe. Nie przyjmowałem w ogóle do wiadomości, że istnieje coś takiego jak zdrowe i zbilansowane odżywianie. Zamiast tego preferowałem zjedzenia paczki chrupkiego pieczywa i jabłka… W ujęciu całego dnia…

Obok tego wszystkiego, widziałem również troskę o moje zdrowie osób najbliższych. Najstraszniejsze było jednak w tym wszystkim to, że rozumiałem to, ale nic z tym nie robiłem, bo walka o lepszą sylwetkę wygrywała. Dlatego z perspektywy czasu wiem, że bycie paranoikiem dietetycznym nie jest tylko zabawną igraszką, którą można wspominać przy rodzinnym stole. Paranoik dietetyczny to osoba, która może borykać się z anoreksją, czy bulimią, lub być nim w znacznym stopniu zagrożona. Paranoik dietetyczny to także osoba, która zamyka się na otoczenie. Ciężko jest do niej dotrzeć i nierzadko wymagać to może interwencji specjalisty. Ponadto paranoik dietetyczny to nie jest coś, co samo minie i można machnąć na to ręką. Zaufajcie mi, że bycie taką osobą, wpływa w znacznym stopniu na życie całego, najbliższego otoczenia. Mówię to z perspektywy osoby, która w pewnym znaczeniu była w takim miejscu.

Zdradzić Wam malutki sekret?

Nie warto. Lepiej miejcie to swoje „nieidealne” ciało z fałdką na brzuchu niż macie pakować się w to „coś”. Naprawdę.

Oczy i uszy szeroko otwarte!

medytacja

Jeszcze słowem zakończenia, chcę tylko nadmienić, żebyście traktowali całą tę listę poważnie, ale umiejscawiali ją w szerszym kontekście. To znaczy, że jeśli ktoś mówi ciągle o zdrowym odżywianiu, wcale nie oznacza, że jest paranoikiem. Być może interesuje się tą dziedziną wiedzy i jest zdrowo „zafiksowany” na tym punkcie. Tak samo osoby, które skrupulatnie liczą spożywane kalorie, nie muszą sugerować, że są paranoikami. Może są zawodowcami i przygotowują się do bardzo ważnych zawodów sylwetkowych?

Z tego więc powodu zachęcam Was, abyście na osoby, u których dostrzegacie którekolwiek z wyżej wymienionych cech, spoglądali holistycznie. To znaczy w szerszym ujęciu. Jeśli natomiast boicie się, że nie zdołacie wykryć u bliskiej osoby właśnie takiego zachowania, to pragnę Was uspokoić.

To widać, czy ma się styczność z paranoikiem dietetycznym. Widać to po sobie mówienia, zachowania i sposobie bycia – zwłaszcza w sytuacjach, gdzie taki paranoik może czuć się niepewnie (kolacja poza domem, spotkanie ze znajomymi).

I na sam koniec, pamiętajcie o najważniejszym!

Paranoik dietetyczny nie ułatwi Wam kontaktu i pomocy. Jeśli zechcecie mu pomóc, będzie to od Was wymagało nie lada cierpliwości oraz zaangażowania. Już teraz mogę Wam powiedzieć, że stracicie wiele sił… Jednak w obliczu przywrócenia człowieka do normalności, myślę, że jest to gra warta świeczki.

#kolejne artykuły