Jak schudnąć i nie zwariować? | worldmaster.pl #zdrowie #sport
#

Jak schudnąć? I to najlepiej szybko! To pytanie w tym okresie pada bardzo często!

Zrobiło się cieplej! Wakacje rozpoczęte. Czas na plażę! Czujecie to?  Można to zauważyć po tłumach na siłowni i wielu truchtających osób na ulicy. Ogromna ilość z Was rozpoczęła lub kontynuuje proces zrzucania nadbagażu. Odchudzanie pełną parą! Pytacie o szybki sposób na pozbycie się kilogramów.

Niestety, bądź stety redukcja to nie cud! Sprawa jest prosta! Chcesz schudnąć? Tniesz kalorie, bądź znacznie zwiększasz aktywność!

Redukcja – Jak zacząć?

Nie ma reguły, ani przyjętej ogólnie kaloryczności dobrej dla wszystkich. Na początku wylicz swoje zapotrzebowanie kaloryczne(takie internetowe kalkulatory są ogólnie dostępne na stronach). Uzyskany wynik będzie wskazówką do tego ile powinniśmy zjeść kalorii danego dnia. Jeżeli Twoim celem jest schudnąć musisz zmniejszyć ich ilość, jeżeli chcesz przytyć oczywiście zwiększamy. Niezależnie od tego jaki efekt chcemy uzyskać musimy słuchać swojego organizmu. Każdy z nas ma inny tryb dnia i różną ilość aktywności. Musimy obserwować i dobrze poznać swój organizm. Dzięki temu łatwiej będzie nam osiągnąć zamierzony efekt szybciej i bez zbytniego obciążania psychiki.

jak schudnąć chudnąć waga redukcja jedzenie zasady waga sylwetka organizm

pexels.com

Poniżej kilka wskazówek które pomogły mi schudnąć:

1.Ogranicz „przekąski”!

…czyli po prostu nie podjadaj! Niestety to one często powodują sporą nadwyżkę kaloryczną. Często podjadamy odruchowo i nie uświadamiamy sobie ile tego uzbiera się z tych malutkich przekąsek. Uważaj na ukryte kalorie. Pyszne latte z syropem może mieć nawet 400 kcal, a mała garstka orzechów około 300. Jeżeli już musisz coś przekąsić niech będzie to pokrojona w słupki marchewka lub ogórek! Da Ci to satysfakcję, a zbytnio nie wpłynie na kaloryczność w ciągu dnia.

2. Zaplanuj posiłki!

To pomoże Ci ustrzec się przed zjedzeniem czegoś „fast” na mieście! Gdy poczujesz głód, po prostu wyjmiesz wcześniej przygotowany posiłek!

3.”Nie dziękuję”

Jesteś na spotkaniu, przyjęciu i właśnie wjeżdża ciasto? Zacznij używać tego zwrotu! Na początku może to być trudne, ale jak to zrobisz, poczujesz uczucie satysfakcji, że się nie złamałaś. Może swoim zachowaniem zmobilizujesz również inną osobę?

4.Nie śpiesz się!

..podczas posiłku. To w końcu chwila na którą czekasz! Delektuj się każdym kęsem, podczas gdy Twój organizm będzie miał czas na poczucie sytości. Dzięki temu nie zjesz za dużo!

5.Wstań!

Ruch to coś czego potrzebuje Twój organizm. Ważniejsza niż sam trening jest nasza aktywność w ciągu dnia. Masz siedzącą pracę? Staraj się szukać sposobności do ruchu! Zamień windę na schody, wysiądź dwa przystanki wcześniej, przyśpiesz kroku bądź zamień samochód na rower! Możliwości jest dużo- nie szukaj wymówek!

6.Cierpliwości!

Tak jak nie tyjemy po jednej pizzy, tak również nie zgubimy szybko kilogramów po jednym dniu bez słodyczy! Chudnięcie to długi proces, który rozpoczyna się przede wszystkim w naszej głowie. Uzbrój się w cierpliwość i pozytywne nastawienie! A za jakiś czas Twoje Ci podziękuje!

Zobacz również: „Dlaczego nie mogę schudnąć?”

A wy macie jakieś sprawdzone sposoby jak schudnąć?

Wakacje coraz bliżej! A Ty chciałaś zrzucić parę zbędnych kilogramów? Czasu na odchudzanie coraz mniej, więc przyszedł czas na… wymówki! Startujemy:

dieta

„Chcę schudnąć, ale nie mam czasu”

To chyba najczęściej słyszana wymówka! Nie mamy czasu na sport, odchudzanie i aktywność. Może po prostu przestaw budzik i wstań 15 minut wcześniej? Treningi nie muszą trwać godzinami, znajdź 30 minut w ciągu dnia. To tak niewiele, a ten aktywnie spędzony czas doda Ci energii i szybciej wykonasz pozostałe obowiązki! To tylko kwestia organizacji i nastawienia w głowie!

„Zjem bo się zmarnuje”

Znajome? I tak oto zjadamy, prawie drugi obiad! Nic się nie stanie, jak zostawisz na później! Może do pozostałości z posiłku dodasz kilka składników i kolejny posiłek masz gotowy? Kombinuj!

„Lubię dobrze zjeść a fit sałatka to nie dla mnie”

Przyjęło się, że bycie fit czy po prostu odchudzanie oznacza męczarnię, sałatkę lub ryż z kurczakiem. Zmień myślenie! Gotując po prostu odchudź swoje ulubione dania, zamień sosy na jogurty, panierkę na dip, jedz więcej warzyw i ciesz się zdrowym i smacznym posiłkiem.

„Tylko jedno ciasteczko”

…czy kiedyś skończyło się na jednym? Takie „malutkie” słodkości w większych ilościach mogą sporo podnieść kaloryczność naszych posiłków.

„Nie mam na to kasy”

Nic nie stoi na przeszkodzie byś ćwiczyła w domu! Ba! Nawet możesz mieć swojego trenera osobistego! Włączasz YouTube i cała gama profesjonalnych trenerów czeka na Ciebie! Nawet trening możesz wybrać sama! To jak będzie?

„Na prawdę mało jem a waga nie spada”

Mało jesz? A wieczorne dwa piwa wcale nie mają kalorii? Niestety warto sprawdzić czy kilogramy nie odkładają się nam przez wysokokaloryczne napoje które pijemy. Nie zapominajmy o słodkich kawach, czy dużej ilości alkoholu. To również może być niezłą bombą kaloryczną, a zmniejszenie ilości spożywania takich napojów może przynieść zaskakujące efekty.

 

Walcz z wymówkami! Pomyśl o zaletach uprawiania sportu i zdrowego stylu życia! Zajrzyj tutaj i łap kilka pomocnych wskazówek jak pozbyć się zbędnych kilogramów. Uwierz w siebie i leć na trening!

Każdy zna ideę oszukanego posiłku. Jednak, co z aktywnością, idącą w parze z żywieniem? Okazuje się, że spontaniczny trening też ma szereg korzyści!

O szeroko znanym odstępstwie od diety w postaci popularnego „Cheat Meal’a” , nie tylko każdy słyszał, ale również z wielką lubością stosował. Spontaniczne poluzowanie swoich sztywnych wytycznych, najczęściej dotyczy kwestii żywienia. Nad słusznością takiego działania rozwodziłem się już w innym tekście. Natomiast dziś, chciałbym zwrócić Waszą uwagę na inny czynnik, biorący duży udział w procesie kształtowania sylwetki. Jeśli zastanawiacie się, co mogą mieć ze sobą wspólnego słowa – „spontaniczny” i „trening”, to tym artykułem rozwiewam wszystkie Wasze wątpliwości i pozwalam ulżyć Waszej ciekawskiej stronie duszy.

Każdy, kto tylko choć trochę otarł się o zdrowy styl życia, dietę czy kształtowanie sylwetki, na pewno nie raz spotkał się ze zjawiskiem „oszukanego posiłku”. Zakłada ono zjedzenie raz na określony czas tego, na co tylko ma się ochotę. Nie wnikając w szczegóły – jest to świetny zabieg psychologiczny dla zmęczonej dietą głowy.

oszukany trening

W swoim procesie myślowym, a tym samym i w działaniach, kompletnie zapominamy, że organizm otrzymuje od nas również ogromny bodziec stresu, także podczas treningu. Dość powszechnym i znanym zjawiskiem jest przetrenowanie. Występuje ono nie tyle w kwestii ciała pojętego w sferze fizycznej, ile psychicznej. Przetrenowanie Centralnego Układu Nerwowego jest faktem. Do uzyskania takiego efektu, wystarczy bezpardonowe przesuwanie kolejnych granic na treningach, nieustanne ćwiczenie do skraju wytrzymałości i posługując się żargonem środowiska kulturystycznego – trenowanie „do upadku mięśniowego”. Nierzadko dochodzi do tego również deficyt kaloryczny. Oznacza to zbyt małą podaż energii dla ciała, które na treningach jest eksploatowane w dość makabryczny sposób.

Aby temu zapobiegać,  najczęściej stosuje się w tym celu tak zwany deload. W zdecydowanej większości przypadków jest to tydzień o zmniejszonej intensywności oraz objętości treningu, w celu regeneracji całego ciała. Zarówno pod kątem fizycznym, jak i psychicznym.

Tyle nauki. Pora na życie.

Przypomnijmy sobie naszą własną drogę do rewelacyjnej, oczekiwanej sylwetki. Zapewne oprócz planu żywienia, posługiwaliśmy się też określonym planem treningowym. Wykonywaliśmy go bezbłędnie, wszystko zgodnie z przedstawioną listą ćwiczeń i ich specyfiki. Nie było żadnych odstępstw. Czuliśmy buzująca krew w żyłach i skoki adrenaliny, gdy tylko przychodził na niego czas. Jednak z biegiem czasu, po kilku tygodniach nasz zapał osłabł. Trening – niby nadal ten sam – stał się dla nas jakby „jałowy”. Pozbawiony początkowego wyrazistego smaku. Ten moment poznawania czegoś nowego minął, a uporządkowany, nieznoszący sprzeciwu plan, stracił w naszych oczach na wartości.

Naszym najczęstszym rozwiązaniem takiego problemu jest albo kombinacja i całkowita zmiana planu, albo zupełne zaniechanie ćwiczeń i tym samym, rezygnacja z osiągnięcia wymarzonej sylwetki. O ile w przypadku rozwiązania drugiego, bezsprzecznie można stwierdzić, iż jest ono błędne, o tyle pierwsze sposób pierwszy zależy od kilku czynników. Zbyt częste zmienianie planu, może skutkować wieczną adaptacją organizmu do nowych ćwiczeń i bodźców, a tym samym niewykorzystaniem nigdy swojego potencjału w pełni. Z drugiej jednak strony, zamiana kilku ćwiczeń lub dostosowanie ich do naszych priorytetów, może dać pożądane efekty. Jednak najważniejszym faktorem determinującym ewentualną zmianę planu, powinny być efekty. Dopóki one występują, zastanowiłbym się pięć razy, zanim bym cokolwiek zmienił.

Na zniechęcenie treningiem i brak motywacji nawet pomimo widocznych rezultatów, jest inne, lepsze rozwiązanie. Być może nie sprawdzi się ono u każdego, ale próba jego zastosowania na pewno nie wyrządzi Wam krzywdy.

Oszukany trening.

Idąc tokiem myślenia oszukanego posiłku, można powyższe stwierdzenie określić jako spontaniczny trening. W dość przystępny sposób tłumacząc – na treningu robisz to, co Ci się żywnie podoba. Tego jednego dnia zapominasz o sztywnej i rygorystycznej rozpisce, która planuje Ci każdą minutę Twojej aktywności. Pozbywasz się myśli o wszystkich narzucanych ćwiczeniach i robisz tylko te, które Ci się podobają i na które masz ochotę. Naturalnie nie zapominając o zachowaniu bezpieczeństwa w postaci stosowania odpowiedniej techniki.

Potencjalnych korzyści upatrywałbym w tych samych aspektach jak w przypadku oszukanego posiłku. To przede wszystkim odpoczynek dla głowy, wyrwanie się z monotonii i przełamanie pewnych sztywnych, ograniczających schematów. Trening, który do tej pory mógł wydawać się wyprany z wszelkiej radości, nagle okazuje się rewelacyjną zabawą. Nie ukrywam, że moim zdaniem, każdy lub przynajmniej większość treningów – nawet tych zaplanowanych – powinna być przede wszystkim rozrywką, ale nie chce nadmiernie ingerować w osobistą filozofię trenowania każdego z Was.

Dlatego zwracam uwagę na choć jeden spontaniczny trening, wykonany od początku do końca w sposób, który Wam najbardziej odpowiada i wywołuje najwięcej radości. Jego częstotliwość powinna być na pewno rzadsza aniżeli w przypadku oszukanego posiłku. Celowałbym bardziej w zastosowanie takiego treningu raz na miesiąc, aniżeli raz na tydzień.

spontaniczny trening

Jeśli nadal nie przekonałem Was do tego pomysłu, to wyobraźcie sobie drodzy Panowie, że tego jednego dnia, możecie zrobić tyle serii i tyle ćwiczeń na biceps oraz klatkę piersiową (popularne połączenie nazywane zestawem dyskotekowym lub plażowym), ile tylko chcecie! A Wy drogie Panie, możecie przetrenować swoje pośladki na tyle różnych sposób i w tylu różnych wariantach, ile tylko zdołacie wymyślić! Choć brzmi to dość dziwnie, bo przecież w ten sposób czerpiemy radość z zadawania sobie bólu mięśniowego, to jednak tylko Ci, którzy kiedykolwiek trenowali, wiedzą jak przyjemny i zwłaszcza satysfakcjonujący potrafi być ból, ukierunkowany w odpowiednie miejsca.

Daj sobie chwilę spontaniczności!

W planowaniu swoich ewentualnych odstępstw od wytyczonego planu w konkretnym celu, nie zapominajmy również o aspekcie treningowym. Choć pomijanie go, wzięło się zapewne z przekonania, jakoby to czynnik żywieniowy był ważniejszy, to o wykonywane ćwiczenia również należy zadbać. Nie tylko pod kątem rygorystycznego trzymania się planu, ale także pozwolenia sobie na pewną dozę spontaniczności. W końcu czym byłoby nasze życie bez nutki szaleństwa i improwizacji? Pozwalając sobie od czasu do czasu popuścić wodzę fantazji i na moment zejść z obranej ścieżki, dostarczamy swojemu ciału oraz głowie, niezliczonych pokładów satysfakcji, radości i dzikiego szczęścia, graniczącego z euforią. Dlatego, jeśli i Ty czujesz się znużony swoim treningiem, to na kolejnej sesji zapomnij o swoim planie! Idź i zrób to, na co tylko masz ochotę! Zaszalej, zabaw się! Niech trening przestanie być dla Ciebie reżimem, a ponownie zacznie świecić jako miejsce szczęścia i czasu tylko dla Ciebie.

Ciągle znajdujemy się w pogoni za czymś. Za marzeniami, lepszą pracą, świetną sylwetką. Trwamy w transie, coraz bardziej zatracając się w swoich dążeniach. Towarzyszy nam uczucie niezniszczalności i nietykalności. Końcowy cel absorbuje nas do tego stopnia, że zapominamy o całym świecie i rzeczach dziejących się dookoła nas. Przestajemy dostrzegać czynnik, od którego zależy wszelkie nasze działanie. Jest nim zdrowie – tak często pomijane i nieodpowiedzialnie spychane na drugi plan.

Nasze myśli są ukierunkowane wyłącznie na osiągnięcie swojego szczytu. Nie mamy czasu zająć się rzeczami przyziemnymi. Tymi, które stanowią podwaliny naszego sukcesu. Prychamy z pogardą na samą myśl o nich i traktujemy je w kategoriach prymitywnych rzeczy, którym daleko do naszego niebiańskiego marzenia. W końcu zapomniany czynnik, determinujący całe nasze życie postanawia o sobie przypomnieć, nie mogąc znieść dłużej naszej ignorancji i zaniedbania. Wtedy nagle budzimy się z naszego cudownego snu  i jesteśmy zaskoczeni, że mogliśmy być aż tak obojętni.

Zdrowie jest najważniejszym czynnikiem w naszym życiu.

Nie ma rzeczy, o którą moglibyśmy dbać bardziej niż o nie. Choć z pozoru może wydawać się to zbyt pospolitą sprawą, aby zajmować nią swoje myśli, to po dłuższej refleksji nasuwają się jasne i jednoznaczne wnioski. Od stanu naszego zdrowia zależy całe nasze życie, a tym samym – wszelkie nasze marzenia, działania oraz wartości, którymi się kierujemy. Żyjąc w czasach, gdzie gloryfikowane jest prześciganie innych oraz zajmowanie czołowych lokat, znajdujemy się w swoistym śnie. Bezwładzie, w którym jedyną dopuszczalną czynnością jest walka, pogoń i praca. Świadomie wygłuszamy i unikamy jakichkolwiek komunikatów wysyłanych nam przez umysł, dotyczących naszego zdrowia.

medytacja, Zdrowie jest najważniejszym czynnikiem w naszym życiu.

Nie chcemy ich słyszeć, bo oznacza to dla nas wizyty u lekarzy, badania i szereg czynności, na które przecież nie mamy czasu. Ciągle powtarzamy sobie, że z kolejnym zrealizowanym projektem, zyskamy trochę czasu dla siebie i wtedy należycie zadbamy o swój stan. Ten moment nigdy nie nadchodzi. Wraz z pogarszającym się stanem zdrowia, my nieustannie przyspieszamy, ciężko pracując.  Żyjemy na krawędzi aż do momentu, w którym nasz organizm nie postanowi gwałtownie zwrócić na siebie uwagę, doprowadzając nas do skraju istnienia. To może być zawał, wylew, a nawet zwykła grypa. Jednak nie wykluczone, że oznaczać może to dla nas także śmierć. Koniec życia, który zrodzi wiele rozpaczliwych pytań bliskich osób, nie wiedzących jak mogło do tego dojść.

Można zaradzić temu czarnemu scenariuszowi. Wystarczy w swojej codziennej wędrówce na szczyt, choć na chwilę zatrzymać się i zagłębić się w świadomość własnego ciała. Zadać sobie pytania brzmiące: „Czy nic mnie nie boli?” i „Czy czuję się dobrze?”. Przeprowadzić szczerą rozmowę z własnym wnętrzem. W przypadku wątpliwości czy negatywnych objawów, należy natychmiast przedsięwziąć odpowiednie kroki i zaradzić temu problemowi.

Zobacz, jak niszczysz sobie życie.

Pomimo oczywistych i klarownych sygnałów wysyłanych nam przez ciało w momencie, gdy coś zaczyna je atakować, my nadal pozostajemy głusi na jego wezwania. Traktujemy zdrowie jako coś znajdującego się obok życia. Czynnik niewart naszej uwagi i czasu. Tak bardzo się do niego przyzwyczailiśmy, że przestajemy zauważać i doceniać czas, kiedy znajduje się ono na rewelacyjnym poziomie. Błędnie zakładamy, że zdrowie jest czymś trwałym i zawsze musi być ono doskonałe. Dopiero kiedy zaczyna go brakować lub jego poziom drastycznie się obniża, robimy wielkie, zdziwione oczy i szukamy przyczyn wszędzie, tylko nie w sobie.

Błędy popełniane w aspekcie żywieniowym, nieodpowiednia regeneracja oraz sen, stres, używki, zmartwienia, życiowy pęd oraz pogoń za ideałami, presja ze strony czasu oraz innych ludzi. Wszystkie te czynniki, pojawiające się w naszym życiu w sposób ciągły i przewlekły, prowadzą do pogorszenia stanu zdrowia. Paradoksalnie nawet trening i aktywność, która powinna zdrowie poprawiać, również może przyczynić się do jego pogorszenia. Popularne powiedzenie: „W zdrowym ciele, zdrowy duch”, odnosi się do osób trenujących rekreacyjnie, aby zaspokoić potrzeby własnego ciała oraz umysłu. W erze powszechnego idealizmu i perfekcjonizmu, trening amatorów bardziej przypomina wojskowy reżim, aniżeli zdroworozsądkowy plan działania, niosący poprawę zdrowia.

Ekstremiści zdrowego stylu życia mogą w tym momencie dojść do niewłaściwych wniosków. Prawdopodobnie w ich mniemaniu wszystko, co nas otacza, może powodować pogorszenie stanu zdrowia. Jakość powietrza, żywność, trening, ruch, sen, ludzie dookoła nas. Wszystko! Takie myślenie ma w sobie oczywiście pewną logikę, jednak odwołując się do kwestii żywieniowych, pragnę zwrócić uwagę, że nawet z pozoru niepozorna i przyjazna dla zdrowia woda, w nadmiarze może być przyczyną śmierci. O ile w pewnych sytuacjach jesteśmy w stanie definitywnie wskazać czynnik negatywny, o tyle w większości kluczem do zachowania dobrego zdrowia, będzie zwyczajnie odpowiednia dawka danej rzeczy lub danego zjawiska.

Wszystko w naszych rękach.

Aby zachować właściwy poziom zdrowia, powinniśmy kierować się zdrowym rozsądkiem. Warto uświadomić sobie, że zdrowie nie odnosi się tylko do ciała i cech fizycznych, ale także do naszej psychiki, stosunku do społeczeństwa czy nawet kwestii duchowych. Pojęcie to jest bardziej złożone, aniżeli mogłoby nam się wydawać. Dlatego należyte zadbanie o jego stan, może nastręczać pewne trudności. Nie oznacza to jednak, że stoimy na przegranej pozycji. Nic bardziej mylnego!

zdrowie, stan zdrowia

Od nas zależy, jak wygląda nasze zdrowie. Niektóre czynniki znajdują się poza strefą naszych wpływów, ale swoim odpowiednim działaniem, możemy zminimalizować ryzyko wystąpienia chorób oraz obniżenia stanu zdrowia. Z pozoru mała zmiana naszego jadłospisu na bardziej wartościowy, może zaowocować lepszą sylwetką. Dzięki temu zmienią się nasze przekonania oraz wzrośnie pewność siebie. W następstwie tego możemy bardziej otworzyć się do ludzi i tym samym zyskać wielu nowych przyjaciół, którzy skutecznie zniwelują naszą dotychczasową izolację lub skrytość.  Jak widać, jedno działanie pociąga za sobą całą lawinę zdarzeń w innych aspektach zdrowotnych. Warto mieć to uwadze.

Przestrzegałbym przed myśleniem o swoim stanie zdrowia w sposób małocząsteczkowy i zbyt szczegółowy. Takie działanie zostawmy lekarzom i specjalistom. My, starajmy się być maksymalnie świadomi swojego ciała, umysłu oraz postrzegania świata, odpowiednio reagując na otrzymane sygnały od niego wysyłane. W końcu to My sami znamy swoje ciało najlepiej i to My, dzięki swoim działaniom, możemy o nie maksymalnie zadbać.

Pierwszym krokiem do odpowiedniego zadbania o zdrowie, nie są wcale badania czy wizyta u lekarza. To głębokie uświadomienie sobie ważności tego czynnika i rozpoczęcia zwracania na niego swojej uwagi. Wbrew pozorom, to wcale nie jest tak oczywiste zadanie. W ciągu dnia nasze myśli są tak zaprzątnięte pracą, rodziną i obowiązkami, że czasami brakuje tam miejsca na chwilę oddechu i zwrócenia uwagi na własny stan.

Małe, ale znaczące zmiany.

Od zdrowia zależy wszystko. Gdy go zabraknie, niemożliwa staje się realizacja jakichkolwiek marzeń. Czynność, która do tej pory była przez nas wykonywana automatycznie, w chorobie jest często niewykonalna. To zatrważające, jak zdrowie i jego odpowiedni poziom, może wpływać na postrzeganie otaczającego nas świata. Codzienność zamienia się dla nas w tor przeszkód nie do przebycia. Nieustannie napotykają nas trudności, bóle i problemy. Dopiero wtedy potrafimy docenić wartość naszej witalności i jej wpływ na nasze codzienne działania.

Uzmysłowienie sobie potęgi dobrego zdrowia już teraz, może uchronić nas wszystkich przed jego utratą. Naturalnie, nawet pomimo odpowiedniego postępowania, nie możemy być pewni jego wiecznego, dobrego stanu. Przecież nadal istnieją choroby, na które nie znaleziono lekarstwa i które żerują w naszym ciele, w ciszy. Jednak nasze poczynania, mogą ryzyko ich występowania mocno zminimalizować.

stan zdrowia, Dlaczego powinieneś zadbać o zdrowie?

Wcale nie musimy wprowadzać rewolucji w swoim życiu, aby stan naszego zdrowia wywindował się znacznie w górę. Oprócz świadomego życia, chęci zmian oraz postanowienia poprawy, wystarczą małe, codzienne rzeczy. Zmiana nawyków żywieniowych na zdrowsze, umiarkowana aktywność, dbałość o sen, wzięcie odpowiedzialności za swoje myśli i zadbanie o kontakt z innymi ludźmi. Te wszystkie czynniki mogą nie tylko skutecznie poprawić stan zdrowia, ale także utrzymać je w doskonałej kondycji na długie lata. Przestrzegałbym jednak wszystkich tych, których ciało znajduje się w naprawdę kiepskim stanie, do próby jego poprawy poprzez „jedzenie marchewki, zamiast batonika”. Nie twierdzę, że to błędne działanie, jednak w takich przypadkach, rozsądną opcją będzie skontaktowanie się ze specjalistą i zdanie się na jego umiejętności oraz wiedzę.

Dbajmy o siebie! Dbajmy o swój stan zdrowia!

Zdrowie ciągle dba o nas i odpowiada za realizacje naszych pragnień. Bez niego osiągnięcie czegokolwiek byłoby niemożliwe. Smutną prawdą jest, że wielu z nas potrafi je dostrzec dopiero wtedy, gdy je straci. Proszę, nie czekajmy, aż zostaniemy dotknięci chorobą. Zawalczmy o nie już teraz. Ono cały czas troszczy się o nasz byt i zapewnia nam świetlaną przyszłość. Odpłaćmy się tym samym! Zadbajmy o nie, poprzez wprowadzanie świadomych zmian na lepsze, w każdym możliwe aspekcie życia oraz kontrolowanie jego poziomu, poprzez kontaktowanie się ze specjalistami.

Zdrowie to jedyne, co mamy. Jest to także jedyna rzecz, która w zupełności wystarcza nam do osiągnięcia wszystkiego, czego tylko chcemy. Można być zdrowym bez sukcesu, ale spełnienie marzeń bez zdrowia, wydaje się  już niemożliwe. Choć zdaje się trywialne w dobie powszechnej gratyfikacji szybkości i pędu, to jest ono podstawą naszego istnienia. Stanem, przed którego utratą powinniśmy się z całych sił wystrzegać. Zadbanie o zdrowie to pierwszy, ale jakże znaczący i zarazem największy krok, w drodze do lepszego i spełnionego życia.

Brzmi dość dziwnie. Rzekłbym – egzotycznie. Przypomina tajemniczy skrót, który określa tajne wojskowe raporty, niedostępne dla oka zwykłego śmiertelnika. W rzeczywistości NEAT jest naszą codziennością. Wskaźnikiem, który sam tworzymy. To spontaniczna aktywność fizyczna, która może być kluczem do wymarzonej sylwetki.

Planując rozpoczęcie swojej podróży do rewelacyjnego ciała, zazwyczaj uwzględniamy wszystkie aspekty w najdrobniejszych szczegółach. Poprzez to stwierdzenie, mam na myśli dietę oraz trening. Wydaje się, że to właśnie te dwa składniki odpowiadają za końcowy sukces. Rozumowanie to jest oczywiście poprawne i zawiera w sobie dużo prawdy. Nie można odbierać roli, jaką odgrywają w naszym działaniu te dwa komponenty. To właśnie dzięki odpowiedniemu żywieniu tracimy zbędne kilogramy. Natomiast odpowiedni trening dba o modelowanie naszego ciała, zwiększanie jego kondycji i sprawności, oraz wspomaga nasze żywieniowe poczynania. Dieta oraz trening idą ze sobą w parze i choć nie można rzec, że są nierozłączne to jednak tylko, kiedy występują razem, pokazują nam pełnię swoich możliwości.

Wszakże zaprezentowany tok myślenia jest prawidłowy, to warto wybiec ze swoimi myślami trochę dalej. Spojrzeć na siebie nie tylko przez pryzmat tych dwóch czynników. O ile nie podlega dyskusji, znaczenie odpowiedniego komponowania posiłków oraz dobrze zaplanowanego treningu, o tyle występuje jeszcze jeden, bardzo ważny czynnik. Często przez nas pomijany i nieuwzględniany w planach.

NEAT – Non-Exercise Thermogenesis Activity.

Czynnik ten obejmuje w swoim zakresie kalorie, które wydatkujemy na czynności niezwiązane ze spaniem, jedzeniem oraz zaplanowanym treningiem. Jest to wszelka spontaniczna aktywność fizyczna, wykonywana w ciągu dnia. Nie jest zaplanowana jak trening. Jej końcowa wartość wynika z naszych codziennych zachowań, wyborów oraz decyzji.

Biegnąc na autobus, sprzątając dom, prasując, spacerując, kosząc trawę – wszystkie te czynności składają się na końcowy wynik NEAT’u. Nawet nadpobudliwe zachowanie, nadmierne gestykulowanie czy niespokojne siedzenie, również ma wpływ na ten element. 

Bardzo często jest on winowajcą naszych zagadkowych pytań, na które nie możemy znaleźć odpowiedzi. Być może to właśnie on jest sprawcą tego, że nie możesz schudnąć lub przytyć. Nie dowartościowujemy go, gdyż stanowi on dla nas codzienność. Kto by zastanawiał się nad tym, ile kalorii spala podczas wchodzenia po schodach, pielenia ogródka czy sprzątania domu?

spontaniczna aktywność fizyczna

Sprzątanie to nie tylko czysty dom. To także dodatkowo spalone kalorie!

Nie jesteśmy w stanie dokładnie oszacować wartości spalonych kalorii z tego tytułu. Czyha na nas tutaj największy margines błędu. Przewidzenie, jak będzie wyglądała nasza aktywność fizyczna w ciągu dnia poza treningiem, jest niemożliwe do zrealizowania. Nikt nie jest w stanie przewidzieć, że czeka go pościg za autobusem i tym samym zwiększenie wydatku kalorycznego. Ponadto osoby cięższe i większe spalą więcej kalorii niż osoby chudsze i drobniejsze. To naturalne, że nasz organizm wyda więcej energii na przeniesienia ciała o wadze 100 kilogramów z punktu A do punktu B, niż ciała ważącego połowę tej wartości.

Może się okazać, że NEAT z powodzeniem zastąpi wszelki trening dodatkowy, w postaci biegania lub jazdy na rowerze, jeśli stanowi on dla nas formę spalania dodatkowych kalorii, a nie poprawę kondycji, sprawności lub wytrzymałości. Aktywna osoba, pracująca fizycznie w ciągu dnia i utrzymująca wysoki wskaźnik ruchu, może mieć niebotycznie wysokie zapotrzebowanie na energię.

Wróg czy przyjaciel?

NEAT może być wielkim sprzymierzeńcem w walce o lepszą sylwetkę, lecz może być też największym wrogiem. Często przez nas niedocenianym. Osoba pracująca na co dzień w biurze, która niemal przez osiem godzin siedzi, a po powrocie do domu kontynuuje to, co rozpoczęła w pracy, będzie miała bardzo niski wskaźnik kalorii spalonych w ciągu dnia, z tytułu aktywności spontanicznej. W takim przypadku NEAT okazuje się być w obozie wroga. Jednak jego obecność po naszej stronie może być istotnym czynnikiem, składającym się na naszą końcową, wymarzoną sylwetkę.

neat

Uświadomienie sobie wartości, jaką ma w sobie NEAT, da nam odpowiedzi na wiele frustrujących pytań. Zapobiegnie również niewłaściwym działaniom spowodowanym niewiedzą. Zbyt często wydaje nam się, że jesteśmy osobami aktywnymi. Trzy treningi tygodniowo, sobotnie bieganie i codzienny, krótki spacer na przystanek autobusowy, czyni nas w naszych oczach, osobę naprawdę czynną. W rzeczywistości bardzo często przeszacowujemy nasze ogólne zapotrzebowanie kaloryczne. Wynika to z przeceniania wartości, jaką przypisujemy naszej aktywności. Zarówno tej zaplanowej, jak i spontanicznej. Nie spodziewajmy się, że przeciętna osoba, spędzając większą część swojego dnia siedząc, będzie miała wysokie zapotrzebowanie kaloryczne. Prawdopodobnie mieści się ona w średniej wartości tego wskaźnika, co nie jest złe. Najważniejszą kwestią pozostaje dostosowanie swojego spożycia kalorii, do wartości, której potrzebujemy.

Nie bez znaczenia pozostają wszelkie małe decyzje, które podejmujemy w ciągu dnia, a które składają się na NEAT. To nasze własne wybory mogą albo go zwiększyć, albo zmniejszyć. Wybierając schody zamiast windy lub rower zamiast samochodu, spalamy dodatkowe kalorie.

To istotna składowa naszego planowania kształtowania sylwetki, jednak pamiętajmy, że ma ona największe znaczenie, gdy połączymy ją z rozsądnym żywieniem oraz odpowiednim treningiem. Nawet ciężka praca fizyczna w połączeniu z częstym treningiem, nie pozwoli nam uzyskać żadnych efektów, jeśli nie uwzględnimy w swoich działaniach racjonalnego żywienia. Wysokie spalanie kalorii pozostanie bez znaczenia w kontekście chudnięcia, jeśli będziemy dostarczali sobie większą ilość kalorii, niż wydatkujemy. 

Niezaplanowana aktywność fizyczna to nasza codzienność!

Aspekt ten zazwyczaj nie kosztuje nas dodatkowych nakładów czasu, ani nie eksploatuje naszych sił w takim stopniu, jak choćby trening siłowy. NEAT to niedzielny spacer wraz z bliskimi. To stanie, zamiast siedzenia. Granie z dziećmi w piłkę nożną, zamiast oglądania filmu. Przyjemność z jego wykonywania to rzecz o wiele ważniejsza niż sam proces spalania kalorii.  

aktywność fizyczna

To najlepszy wskaźnik do ocenienia jak bardzo aktywni jesteśmy. Trenowanie wcale nie musi nas takimi czynić. Nawet codzienny dwugodzinny trening, nie sprawia, że jesteśmy aktywnymi ludźmi tym bardziej, jeśli przez pozostałą część dnia leżymy. Być może jesteśmy wyśmienici w danej dyscyplinie sportu, ale niekoniecznie aktywni.

Ten błędny punkt widzenia, często przyjmują osoby początkujące. Fałszywie myślą, że trening, co drugi dzień, jest w stanie zniwelować ich „dietetyczne grzechy” i siedzący tryb życia. W rzeczywistości kończy się to frustracją, rozczarowaniem i szukaniem powodów porażki tam, gdzie jej nie ma.

NEAT to czynnik, który może być naszym sprzymierzeńcem, ale także wrogiem. Tylko od nas zależy, po której stronie bariery się on znajduje. Nasze drobne wybory każdego dnia, determinują czy wspomoże proces spadku wagi ciała, czy mu zaszkodzi. Dokładnie w tym miejscu, doszukiwałbym się „magicznych” zdolności osób, które oskarżane są o zadziwiająco szybki metabolizm i uważane za jednostki, które mogą zjeść wszystko, a ich waga ani drgnie ku górze.

Zwróćmy na niego większą uwagę, ale postępujmy z nim dokładnie tak, jak jest określany. NEAT to spontaniczna aktywność fizyczna niewynikająca z treningu. Wydatek energetyczny, który nie obejmuje snu, ani jedzenia. Dlatego my również, powinniśmy korzystać z niego spontanicznie i wykorzystać jego największą  zaletę – korzystać z niego mimochodem, nie planować. Wykorzystywać, aby cieszyć się z życia. Korzystać z jego uroków, poprzez aktywne spędzanie czasu. Doskonalenie swojej sylwetki oraz zdrowia, niech będzie miłym skutkiem ubocznym naszej codziennej aktywności.

#kolejne artykuły