Dlaczego okłamujesz siebie? Kłamstwo niszczy Twoje życie! | worldmaster.pl
#

Jedno kłamstwo wobec bliskich tu. Jedno kłamstwo wobec siebie tam. Oszukiwanie dziś, okłamywanie jutro… Ciągły fałsz, ciągła obłuda, a potem płacz… Płaczemy, bo zostajemy sami. Łkamy, bo nie możemy osiągnąć swoich marzeń. Brutalna prawda? Och! Wcale nie! To rzeczywistość tych, którzy nie potrafią zdobyć się na szczerość!

okłamywanie siebie

Jesteśmy kłamcami. Wszyscy. Wybacz drogi czytelniku, jeśli w tym momencie uraziłem Twoje uczucia, jednak proszę, zachowaj swoje pochopne i emocjonalne działania na później. Teraz zajmij się myśleniem i chwilą refleksji nad swoim własnym życiem. Zastanów się, czy to, co właśnie przed chwilą zakomunikowałem, nie jest prawdą. Jestem niemal pewien, że teraz nie jesteś już tak bardzo przekonany, co do swojego zdania, mam rację? Tak myślałem…

Jesteśmy oszustami. Kłamiemy każdego dnia. Robimy to w mniej lub bardziej świadomy sposób, ale drobne oszustwa, które w naszych oczach zazwyczaj nie znaczą więcej, niż cichy dźwięk muchy przelatując tuż obok naszego nosa, są z nami cały czas. Mówimy nieprawdę, bo oczekujemy własnych korzyści. Okłamujemy szefa lub nauczyciela w szkole, bo pragniemy wolnego dnia od pracy lub edukacji. Oszukujemy rodziców, bo nasza niespokojna młodzieńcza dusza rwie się do wolności i skosztowania „dorosłego” życia. Łżemy, bo boimy się odpowiedzialności za swoje czyny. Zmyślamy, aby przypodobać się innym i wkupić się w łaski otoczenia, do którego normalnie nie mielibyśmy szans się dostać. Opowiadamy bajki, aby zainteresować swoją potencjalną drugą połówkę, tak skrzętnie wypatrzoną z tłumu innych osób. Nawet robienie nieustannych zmyłek przed nachalnymi telefonami, próbującymi wbrew naszemu zdaniu, coś nam sprzedać jest…

Nie, nie, nie. Nie przesadzajmy. Takie uciekanie się kłamstw, można akurat zrozumieć. Jednak wracając do tematu!

Nie zmierzam do tego, aby pokazać wszem wobec brzydką naturę człowieka, która paradoksalnie to człowieczeństwo podkreśla. W gwoli ścisłości kłamstwo jest zjawiskiem ambiwalentnym i może mieć też swoją dobrą stronę. Objawia się, chociażby przy kłamaniu, które nie ma na celu szkodzenia drugiej osobie, a wręcz przeciwnie – ma za zadanie chronić ją i jej uczucia. Określamy je jako tzw. białe kłamstwo, które definitywnie nie jest tematem dzisiejszego tekstu.

Wbrew pozorom, istnieje coś gorszego i straszniejszego od przytoczonych przeze mnie sytuacji, w których tak ochoczo oddajemy się łganiu wobec innych.

Czarna strona życia. Kłamstwo wobec siebie.

Od oszukiwania innych, o wiele bardziej destrukcyjnym zjawiskiem jest oszukiwanie siebie. Choć brzmi to dość kuriozalnie, to w rzeczywistości jest bardzo często spotykane. Wydawać by się mogło, że przecież okłamywanie samego siebie nie jest możliwe, prawda? Bo przecież jak można oszukać kogoś, kto zna nasze myśli i jest z nami nieustannie? Jak widać – można. I to głównie za sprawą wpajania sobie fałszywych przekonań, myśli i tym samym – nieustannego oszukiwania swojej własnej głowy. W końcu, czego to My – ludzie, nie wymyślimy, aby tylko uciec od odpowiedzialności przed sobą, czy przed czekającą nas pracą?

O ile okłamywanie innych możemy nazwać aktem niegodnym lub niemoralnym, o tyle okłamywanie siebie, można nazwać już zachowaniem destrukcyjnym. Nie zamierzam używać tutaj słowa „głupim” lub „idiotycznym”, bo nie chcę wyjść na osobę, karcącą innych za nie życie w zgodzie ze sobą. Przecież każdy z nas posiada własną moralność oraz świadomość życia, więc nie mnie jest oceniać postępowania innych ludzi.

Tak naprawdę poprzez oszukiwanie siebie można stracić i to bardzo wiele. Każdy doskonale wie, jak kończy się okłamywanie przyjaciół, rodziny, czy bliskich. Zazwyczaj oznacza to wrogość, złość i w najgorszym wypadku – zerwany kontakt. Zastanówmy się więc wszyscy, jak może wyglądać nasze życie, kiedy oszukiwanie człowieka, na którego jesteśmy wiecznie zdani stanie się ponurą codziennością? Mówię to oczywiście o nas samych.

Oszukiwanie siebie stoi na drodze do spełnionego życia.

Zrobienie w życiu czegokolwiek bez pokochania siebie i zaakceptowania swojego aktualnego życia, graniczy z cudem. A niewątpliwie kłamstwo stosowane wielokrotnie wobec swojej osoby nie sprawi, że nagle tą miłością do siebie zapałamy. Wręcz przeciwnie. O wiele szybciej uzyskamy frustracją, smutek i niechęć, a odraza odczuwana do siebie jest już piekielnym zjawiskiem, które rzadko kiedy kończy się dobrze.

Nie możemy okłamywać siebie. Poprzez takie działanie tworzymy wokół siebie fikcyjny świat, który nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. W ten sposób otrzymujemy fałszywe uczucia, fałszywych ludzi, fałszywe nagrody i fałszywe sukcesy. Kłamstwo użyte raz może pociągnąć za sobą lawinę zdarzeń, w którym prawdziwych zjawisk może nie być zbyt wiele. Zwróćcie uwagę, że nie da się osiągnąć sukcesu, czy po prostu godnie żyć, kiedy wiecznie nie mówimy sobie prawdy. To jest po prostu nie do wytrzymania! Aby cokolwiek w swoim życiu zrobić, cokolwiek osiągnąć i stać się dobrym człowiekiem, musimy żyć w świecie takim, jakim jest. A co nam pozostanie po rzeczywistości zakłamanej przez nasze własne słowa i fałszywe przekonania?

kłamstwo

Fikcja czy rzeczywistość? Co jest prawdą, a co kłamstwem?

Dlaczego kłamiemy?

Kłamstwo w zdecydowanej większości przypadków jest złe. Nieważne, czy używamy go wobec matki, przyjaciela, czy siebie. Ta niewinna z pozoru rzecz – ta maleńka fałszywość w przekazywanych informacjach – pociąga za sobą konsekwencje, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Doskonale rozumiem sam mechanizm tego czynu i powody, które nami kierują, kiedy go używamy. Zwyczajnie tak nam jest wygodniej. Kłamstwo oznacza ucieczkę przed odpowiedzialnością i zazwyczaj podyktowane jest albo strachem, albo lenistwem. Boimy się wyrzec komuś prawdę, bo nie wiemy, jak zareaguje. Okłamujemy innych, bo nie chce nam się czegoś zrobić, a zastosowanie kolejnej fałszywej wymówki jest zwyczajnie wygodniejsze. Oszukujemy siebie, bo czujemy trwogę przed zaakceptowaniem pewnych faktów, które być może – nie są zbyt korzystne. Nie żyjemy tak, jak chcemy, bo boimy się ryzyka. Robimy to, bo wolimy żyć komfortowo w swoim własnym świecie i nie wychodzić poza to, co znane i bezpieczne.

Nie chcę napisać, że to całkiem naturalne zjawisko, bo wtedy zabrzmi to, jak akceptacja takiego stanu rzeczy, a zgadzać się na kłamstwo nie powinniśmy. Dlatego podkreślę tylko, że niestety, ale kłamstwo stało się obecnie zdecydowanie zbyt mocno powszechne. Kłamiemy na każdym kroku i oszukujemy niestety nie tylko innych, ale także siebie. A jeśli tworzymy wokół siebie fałszywą rzeczywistość, to wtedy i my sami stajemy się fałszywi wobec innych. Błędne koło – jeden sznurek pociąga za kolejny.

Paradoks kłamstwa.

Prawdopodobnie, początkowo kłamstwo oszczędzi nam wielu nerwów i utraty sił. Jednak nasze życie nie trwa jeden dzień czy tydzień. Jest ono na całe szczęście zazwyczaj rozciągnięte mocno w czasie i właśnie tak samo powinniśmy spoglądać na wszelkie działania, jakich się podejmujemy. To zabawne, że ciągle mówi się o cierpliwości i wytrwałości, ale nikt nie wspomina, że kłamstwo jest idealną oznaką braku tychże dwóch wartości. Oszukiwanie to przejaw braku cierpliwości i patrzenia na siebie tylko przez pryzmat krótkoterminowy. Bo w istocie mówienie nieprawdy chroni nas przed negatywnymi emocjami, ale tylko w wymiarze małego wycinka czasu.

Jednak w dłuższej perspektywie, zapewni nam to tyle niechcianej rozrywki, że prędzej nabawimy się wrzodów żołądka, depresji i permanentnego stresu, niż uśmiechu i ulgi. Choć prawda w niektórych przypadkach może boleć i jej użycie może wywoływać niemały stres, to myślę, że całkiem logicznym rozwiązaniem jest, przełamać się w danej chwili i odczuć wszystko, co stresujące, przez kilka minut, niż pójść na skróty, nie wychodzić ze swojego komfortu, okłamać, a potem męczyć się przez wiele długich dni, prawda?

Okłamywanie siebie potrafi być skrzętnie skrywane.

Wszystko sprowadza się do odwagi i odpowiedzialności. Nie uważam, że każdy musi taki być, ale wiem, że każdy z Was ma w sobie cząstkę tych dwóch cnót. Proszę. Bądźmy odważni i realnie spoglądajmy na swoje działania. Nie zakłamujmy swojej własnej rzeczywistości tylko dlatego, że się czegoś boimy. Nasz umysł jest bardzo sprytny i czasami tak kieruje naszymi myślami, że stosuje różne fortele w postaci kuszących wymówek, czy wyjaśnień, które w rzeczywistości – nie są zgodne z prawdą. Dlatego poddawajcie wątpliwościom wszystkie niepewne swoje myśli. Zastanawiajcie się, czy to, co robicie, faktycznie jest dobre i w istocie współgra z Waszym życiem oraz planami.

oszukiwanie

Jeśli chcecie być światowej sławy pisarzami, ale wiecznie tylko czytacie książki i nie piszecie, bo ktoś Wam kiedyś powiedział, że dobry pisarz wiele czyta (w istocie dobry pisarz czyta bardzo dużo, co jest rewelacyjne, ale nigdy nie będzie pisarzem, kiedy w końcu nie zacznie pisać), to coś jest nie w porządku, prawda? Właśnie w ten sposób także oszukujecie swój umysł i to w dość przewrotny sposób. Z pozoru robicie coś dobrego i pożytecznego, ale tak naprawdę, stosujecie tylko kolejne kłamstwo wobec siebie, które jest przejawem Waszego braku odwagi i lenistwa. Nie działacie i tym samym nie zbliżacie się do swoich marzeń, ale żyjecie w bańce nieświadomości, bo przecież – „czytacie”. Ale, czy aby na pewno jest to rzecz, której powinniście oddawać się w zupełności?

Jak widzicie – nasz umysł ma wiele zakamarków, w których może ukryć prawdę. Czasami robi to tak sprytnie, że dopiero po długim czasie udaje nam się ją znaleźć, a wtedy jesteśmy zszokowani, że mogliśmy być aż tak bardzo ślepi. Nie przejmujcie się tym. Po prostu starajcie się jak najszybciej usunąć kłamstwo ze swojego życia i żyć w zgodzie z prawdą, którą przecież sami kreujecie.

Kiedy jesteśmy zmuszani do kłamstwa…

Czasami okłamujemy siebie świadomie i to jest już o wiele bardziej przykre. Zasypujemy się komunikatami, że „musimy” coś zrobić, mimo że tego nie chcemy. Pragniemy zmian, ale tkwimy dalej w jednym miejscu, bo „tak trzeba”. Właśnie szkopuł w tym, że nic nie musicie i nic nie trzeba.

Rozumiem, że zmiana pracy przy utrzymywaniu całej rodziny może być ryzykiem, ale czy uważacie, że bycie sfrustrowanym człowiekiem, okłamującym samego siebie poprzez twierdzenie, że „jakoś wytrwam”, odbija się korzystnie na Waszych bliskich? Czy nie woleliby oni, żebyście zarabiali troszkę mniej, ale byli za to częściej uśmiechnięci i szczęśliwi? To jest kolejny problem, który dotyczy wciskania sobie bajek – to zawsze odbija się także na otoczeniu. Dzieje się to w dość prosty sposób. Kłamstwo wobec siebie oznacza zawsze frustrację i nieszczęście. Potem wszelkie negatywne uczucia potrzebują ujścia i zazwyczaj je znajdują – w kontaktach z innymi osobami. Wtedy nie jesteśmy już tylko kłamcami, ale stajemy się także gburami, złośliwcami i osobami, z którymi nikt nie chce utrzymywać kontaktu.

Obiecuję, że już powoli kończę! Wytrzymajcie jeszcze chwilkę! 

Kłamstwo to nie życie. To fałszywy świat.

Słuchajcie. Nie możecie żyć w wiecznym kłamstwie, bo to nie jest prawdziwe życie. To jest fikcja, która nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Okłamywanie siebie jest aktem niegodnym człowieka, którym mamy przyjemność się nazywać. Rozumiem, że czasami kierują nami dobre intencje, ale są to wyjątki potwierdzające regułę. Spróbuj otrzymany od mamy prezent na swoje urodziny zniszczyć na jej oczach i wyrzucić do kosza. Nie zrobisz tego, prawda? Dlaczego więc okłamujesz siebie i niszczysz swoje życie, które otrzymałeś w prezencie? To jest tak bardzo nielogiczne i głupie, że nie wiem, jak mam dalej próbować przekonywać Was, żebyście tego nie robili. Nie piętnuje nikogo, kto to robi, ale zwyczajnie proszę, żebyście przestali tego dokonywać.

prawda

Zacznijcie żyć, tak jak chcecie Wy sami. Koniec z kłamstwami dotyczącymi pracy, której nie znosicie. Koniec z łganiem odnośnie własnych uczuć i emocji. Skończcie z oszukiwaniem siebie, że robicie to, co kochacie, a w rzeczywistości jesteście wiecznie smutni i sfrustrowani. Przestańcie okłamywać swój własny umysł, że zbliżacie się do marzeń, skoro nawet nie podjęliście próby dojścia do nich. Skończcie z gierkami, kłamstwami i oszukiwaniem.

Siebie nie możecie oszukać, bo niby kto ma na tym skorzystać? Okłamujący, czy okłamywany? Jesteście jedną osobą, z którą spędzicie wszystkie dni, aż do swojej śmierci, więc nauczcie się żyć w zgodzie z sobą, bo jeśli Wy tego nie osiągnięcie, to nikt inny za Was tego nie zrobi.

Coraz bardziej przekonuje się, że baczna obserwacja jest jednym z większych przywilejów, jakim może zostać obdarowany człowiek. W moim przypadku nie dostarcza mi ona tylko materiałów na kolejne teksty, które nierzadko pojawiają się we mnie pod wpływem zwykłych, codziennych sytuacji. Stanowi ona dla mnie także ciekawe przeżycie zjawisk, które mogę dostrzec u innych osób. Pozwala mi to również zauważyć pewne silne powtarzalności, pojawiające się u naprawdę sporej grupy ludzi.

Jak obserwacja wpływa na moje życie?

Nie ukrywam, że to właśnie zwykłe codzienne sytuacje  stanowią podwaliny pod WIELE napisanych przeze mnie tekstów i wyróżnienie słowa „wiele” nie jest przypadkowe. Jednak nigdy nie mogłoby do tego dojść, gdyby nie obserwacja tego, co się dzieje w świecie mnie otaczającym. Co więcej, warto również zdać sobie sprawę, że samo patrzenie na niewiele się zda, jeśli nie będziemy w stanie wyprowadzić z danej sytuacji odpowiednich wniosków. Dlatego za każdym razem sytuacja, którą uda mi się zaobserwować, stanowi dla mnie  materiał rozważań na kolejną część dnia, tygodnia lub nawet miesiąca. Dopiero po odpowiednim czasie, który mogę poświecić na ustosunkowanie się do zaistniałej sytuacji, przelewam własne myśli na papier.

obserwacja

Z tego więc powodu tak często używam słów typu „zaobserwowałem”, „zauważyłem” czy „spostrzegłem”. Nie da się ukryć, że bardzo często moje teksty dotyczą zwykłego, codziennego życia i bierze się to po prostu z mojej obserwacji otaczającego mnie świata. Dlatego cokolwiek piszę i cokolwiek przekazuje Wam, jest moim własnym, subiektywnym zdaniem, z którym zgadzać się nie musicie. W tym miejscu warto zaznaczyć, że cokolwiek widzimy, słyszymy, czujemy, czy doświadczamy, zawsze poddajemy pod własną ocenę. Porównujemy to do swoich zasad, wartości oraz reguł, którymi kierujemy się w życiu. Tym samym, każdy z nas może mieć różne opinie na te same lub bardzo podobne zjawiska. Obserwator światowej klasy ze mnie żaden i nie uważam, żebym osiągnął w tym mistrzostwo. Gdyby tak było, pewnie zawodowo zajmowałbym się, chociażby obserwowaniem ptaków, a tak przecież nie jest… Jednak przekonałem się już nie raz, że tę umiejętność warto pielęgnować!

Zalety bycia uważnym obserwatorem.

W dzisiejszym tekście chciałbym skupić się głównie na samej czynności obserwacji. Nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę, ale dzięki niej możecie uniknąć wielu potencjalnych przeszkód oraz trudności, wynikających z codziennego życia.

Dlaczego więc obserwacja otoczenia jest taka świetna? Poniższe punkty wszystko Wam wyjaśnią!

  1. Unikasz wielu porażek, bo uczysz się na błędach innych.

    Każdy ciągle powtarza, że trzeba uczyć się na własnych błędach. Ja także nagminnie o tym piszę! Nadal twierdzę, że nic tak nie uczy, jak własna porażka, ale nie oznacza to jednak, że celowo powinniśmy te porażki ponosić. Z tego więc powodu, czasami warto podpatrywać innych i tym samym przekonać się, jak radzić sobie z porażkami lub co robić, kiedy już nas dopadną.

  2. Uczysz się od innych.

    Punkt trochę powiązany z poprzednim, ale poruszający o wiele szerszy aspekt. To nie tajemnica, że życie innych osób – szczególnie tych, którzy znajdują się w miejscu, o którym my marzymy – potrafi nas wiele nauczyć oraz zainspirować. Jednak, aby mogło do tego dojść, nie możemy tak po prostu przechodzić obok nich i bezrefleksyjnie się na nich patrzeć. Rzetelna obserwacja ich życia, zachowań, gestów, sposobu poruszania się i wykonywania określonych czynności, może nauczyć nas o wiele więcej, niż jakakolwiek książka.

  3. Jesteś przygotowany na wiele zaskakujących ewentualności.

    Duże grono ludzi bardzo głośno lamentuje, że spotkało ich coś złego. Zazwyczaj jest to coś, na co nie byli przygotowani i zostali zaskoczeni. Nie twierdzę, że to kłamstwo, ale jestem przekonany, że w zdecydowanej większości przypadków, mogliby uniknąć tego typu sytuacji, gdyby trochę bardziej wgłębili się w temat, który jest przedmiotem ich działania. Obserwacja pozwala ujrzeć więcej, bardziej zrozumieć dane zjawisko, a tym samym – być gotowym na to, czego inni się nie spodziewają.

  4. Stajesz się człowiekiem wszechstronnym.

    Któż nas nie chciałby być dobrym z każdej możliwej dziedziny? Choć nie twierdzę, że to możliwe, to sama obserwacja pozwala nam stać się człowiekiem renesansu o wielu zaskakujących talentach i właściwościach. Dobra obserwacja zapewnia nam wiedzę, którą niejako pochłaniamy od innych, nieświadomych tego osób. W domu podpatrujemy gotującą cudowne przysmaki żonę, w pracy obserwujemy etykę pracy szefa, na sali treningowej przyglądamy się trenującym kulturystom, a na spacerze z psem właścicielom czworonogów, którzy radzą sobie ze swoimi pupilami lepiej niż my. Wieczorem wyciągamy z całego dnia wnioski i zyskujemy informacje, których nie potrafilibyśmy znaleźć w żadnej możliwej książce świata, bo biorą się one z doświadczenia naszego oraz innych ludzi.

  5. Zapewniasz sobie szacunek innych.

    Zapewne, jeśli obserwujesz, to także potrafisz dobrze słuchać. W ten sposób potrafisz tak umiejętnie pokierować komunikatami, aby trafiły one w sposób właściwy do odbiorcy. Nie mam na myśli fałszywych komplementów, ale zapewnianie rozmówcy komfortu rozmowy, wynikającego ze zrozumienia jego intencji, życia oraz zainteresowań.

  6. Zapewniasz sobie wrogość innych – i bardzo dobrze!

    To dość kontrowersyjny punkt, ale myślę, że w ogólnym rozrachunku całkiem ważny. Dobry obserwator ma to do siebie, że potrafi dostrzec w ludziach wiele rzeczy, które są dość skrzętnie ukrywane. Jeśli są to cechy dobre, wtedy punkt poprzedni jest jak najbardziej realny. Gorzej, jeśli spotykamy z kłamstwem, obłudą lub hipokryzją. Wtedy nasza niechęć do danego osobnika wzrasta, a my zwyczajnie unikamy z taką osobą kontaktu. A przynajmniej zrobić to powinniśmy. W tej sytuacji bardzo często można spotkać się z wrogością lub agresją tejże osoby, która nie rozumie, o co tak naprawdę nam chodzi i co nam się nie podoba. Cóż… To chyba jasne, że nie powinniśmy przejmować się opiniami tego rodzaju ludzi, prawda?

  7. Podążasz własnym szlakiem.

    Z moich obserwacji wynika, że zazwyczaj ludzie, którzy potrafią dostrzegać wiele ukrytych niuansów, ścieżek rozwoju lub zaskakujących cech u innych, są tymi, którzy na ogół postrzegani są, jako „inni”. W tym jednak znaczeniu jest to określenie bardzo pożądane i dobre. Osoby obserwujące innych są zwyczajnie bardziej świadome swojego istnienia. Potrafią wyciągać odpowiednie wnioski i przekładać pozyskane informacje na swoje codzienne życie. Tym samym stają się ludźmi, którzy dzięki świadomości otoczenia, stają się panami swojego losu.

  8. Zyskujesz spokojniejsze życie.

    Nie trwonisz czasu na nic niewnoszące kłótnie ani potyczki słowne. Jesteś bardziej opanowany, bo obserwacja zapewniła Ci poznanie wielu mechanizmów, które kierują naszym życiem. Wiesz, co jest dobre, a co nie. Dodatkowo, jeśli znasz danego człowieka, to zdajesz sobie sprawę, jak się zachować w kontaktach z nim. Potrafisz tak dostosować swój komunikat, aby zawsze realizować swoje marzenia i nie marnować sił na mało wartych ludzi lub idiotyczne rzeczy. Stajesz się prawdziwym mistrzem w swoim fachu i nie potrzebujesz żadnego mentora, który musiałby Ci pomagać. Sam nim dla siebie jesteś i to wszystko – dzięki innym, którzy dostarczają Ci wyjątkowo dużo materiału do analizy i wyciągania odpowiednich wniosków.

obserwator

Zacznij obserwować i przekonaj się sam o pozostałych zaletach!

Powyższych punktów mogłoby być zdecydowanie więcej. Jednak nie chodzi o to, żeby pokazywać wszystkie zalety obserwacji otoczenia. Przecież najlepiej smakuje to, co nie jest do końca poznane, tak? Dlatego zachęcam, żeby brakujące korzyści płynące z odpowiedniego przyglądania się rzeczywistości, każdy z Was uzupełnił w swoim własnym zakresie. Spróbujcie i przekonajcie się, jak wiele dobrego może wnieść do waszego życia obserwacja ludzi oraz ich zachowań. Gwarantuje Wam, że niejednokrotnie będziecie w szoku, kiedy na koniec każdego dnia, zaczniecie wyciągać swoje własne wnioski i dostrzeżecie, że pewne mechanizmy u wielu osób są niesamowicie bliźniaczo podobne.

Chciałbym Wam tylko zasugerować, żebyście uważali, aby Wasza obserwacja nie zamieniła się w ślepe podążanie za kimś lub za czymś. Waszym jedynym zadaniem jest tylko baczne obserwowanie i wyciąganie odpowiednich wniosków. Nie chodzi o to, że macie być tacy sami, jak ktoś w Waszym otoczeniu albo zawsze słuchać jego zdania. Po prostu patrzcie. Podglądajcie i słuchajcie.

Miejmy uszy i oczy szeroko otwarte, bo to, co dzieje się dookoła nas, potrafi być bardzo pouczające.

Przewrotny tytuł, prawda? W końcu rozwój osobisty jest ostatnio aż zanadto popularny. Czytanie kolejnej książki o życiu to podobno prawdziwy wyczyn! Wszędzie tylko ta nauka i wiedza… Niestety to wszystko skutecznie przyćmiewa rzecz, która w sukcesie jest najważniejsza. Mam na myśli czyste i niczym nieskrępowane działanie.

Nie chcę się ciągle powtarzać, ale znowu muszę napisać to klasyczne już dla mnie sformułowanie. ZAOBSERWOWAŁEM ciekawe zjawisko, które nieustannie przewija się w naszych codziennych kuluarach. Ba! Ja sam bardzo często łapię się na tym, że nieświadomie wpadam w jego sidła!

Widzę to w mojej rodzinie, w gronie moich przyjaciół, w komentarzach w mediach społecznościowych, czy u obcych ludzi, z którymi mam przyjemność rozmawiać. Wszystko sprowadza się do tego, że osoby, które mają marzenia i chcą je spełniać, nieustannie chcą wiedzieć więcej, uczyć się więcej i poznawać więcej. To nie jest złe! W końcu rozwój osobisty jest bardzo ważny i stanowi naprawdę istotny czynnik w drodze do realizacji swojego życia.

Problem w tym wszystkim jest jednak taki, że poprzez samo czytanie, nikt jeszcze świata nie zdobył, prawda?

Kupujemy tony książek. Przeglądamy przez długie godziny masę tekstów. Słuchamy tysięcy minut podcastów i oglądamy niezliczone ilości filmów. Ciągle nakręcamy się, motywujemy do działania, zdobywamy wiedzę i poszerzamy swoje horyzonty. Wszystko po to, żeby…

No właśnie. Po co?

Nauka jest zawsze narzędziem do celu.

Nie powiecie mi chyba, że uczycie się tylko dlatego, żeby tę wiedzę mieć. Nie znam osoby, która nie zgłębiałaby danego tematu, nie oczekując z tego potencjalnych korzyści. Nawet tych najmniejszej. W ten sposób otrzymujemy panią domu, która czyta na forach internetowych o myciu talerzy i efektywnym sprzątaniu sypialni. Pana Kowalskiego, który zgłębia daną dziedzinę, żeby móc prowadzić ożywione dyskusje z sąsiadem. Biznesmena, który słucha o produktywności, bo chce podnieść jakość swojej pracy i swoich pracowników. Sportowca, który ogląda filmiki dotyczące jego dyscypliny, bo chce być w niej jeszcze lepszy. Wszyscy uczymy się w jakimś wyższym, szczytniejszym dla nas celu. Dlaczego więc jesteśmy w tym tak bardzo bierni, że zamiast działać, nieustannie tkwimy w jednym i tym samym miejscu?

rozwój osobisty

O wzięciu się do roboty pisałem już w innym tekście. Tam jednak poruszałem aspekt siedzenia, wyłącznego marzenia o sukcesie i nic nierobienia. W tamtym przypadku wszystko było z pozoru łatwe, prawda? W końcu nietrudno odróżnić osobę, która narzeka i tylko mówi, od tej, która działa. Pierwsza jest postrzegana za życiową porażkę i marudę, a druga za osobę produktywną i rezolutną. Problem tworzy się natomiast wtedy, kiedy zaczynamy źle rozumieć działanie i postępujemy asekuracyjnie, bojąc się porażki lub niepowodzenia.

Wykorzystuj nabytą wiedzę.

Dla wielu z nas działanie sprowadza się do czytania, słuchania, oglądania i innych rzeczy, które tak naprawdę są bierne! Właśnie tak! To nie są czynności, które w sposób bezpośredni przybliżają Cię do Twojego celu i radzę Ci to sobie uzmysłowić, bo w przeciwnym wypadku… Nici z Twojego sukcesu. Podkreślę to raz jeszcze, bo uważam, że jest to bardzo ważne! Rozwój osobisty, objawiający się czytaniem, słuchaniem, czy oglądaniem, szczególnie mądrzejszych i bardziej doświadczonych od siebie, jest niezbędnym filarem na drodze do sukcesu. Nie twierdzę, że to coś złego, kiedy w długie zimowe wieczory oddajesz się ponętnej lekturze na temat biznesu czy zarządzania czasem. Chwała Ci za to, że się rozwijasz i pragniesz być lepszym człowiekiem!

Jednak zwróćcie proszę wszyscy uwagę na to, czy poświęcacie wystarczająco dużo czasu na samą czynność działania. Odpowiedzcie przed sobą, czy próbujecie i wprowadzacie w życie to, o czym przeczytaliście lub to, co zobaczyliście. Odnosząc się do początkowej części tekstu – nikt nie uczy się po to, żeby ta wiedza kurzyła się w zakamarkach umysłu. Zawsze mamy w tym wyższy cel, więc powiedzcie mi proszę, dlaczego postępujemy tak bardzo nielogicznie i wiecznie coś czytamy, skoro nigdy nie wprowadzamy tego w codzienne życie?

„Twój los kształtuje się w momencie podejmowania decyzji”. – Anthony Robbins

Działanie, a nie czytanie!

Jeśli wasz rozwój osobisty jest bierny, a Wy nigdy nie testujecie tego, czego się nauczyliście, to równie dobrze możecie położyć się przed telewizorem i obejrzeć kolejny odcinek meksykańskiej telenoweli, w której każdy jest kochankiem każdego, a wartka akcja rozciąga się na tysiące odcinków… Skoro rozwijacie się po to, aby wygłaszać tylko swoje oświecone mądrości, to proszę Was! Oszczędźcie bliskim, swoich jakże wielmożnych pouczających rad, które nikogo nie obchodzą. Wiecie dlaczego? Bo nigdy ich nie spróbowaliście i nigdy nie wprowadziliście ich w życie, a zaufajcie mi, że inni to widzą. W mniejszym lub większym stopniu, ale widać, kiedy stosujecie się do tego, o czym mówicie, a kiedy nie.

To tak samo, kiedy otyły dietetyk wygłasza swoje rady i mądrości. Nie wsadzę tym stwierdzeniem kija w mrowisko i sprostuje to, co mam na myśli. Ta osoba może być najlepsza pod słońcem i być najlepszym znawcą na świecie, ale jej wygląd nie będzie przemawiał za jej słowami. I choćby była to osoba najdoskonalsza w swoim fachu, to zawsze pierwsze wrażenie będzie nie do końca działało na jej korzyść.

Albo wyobraźcie sobie, że czytacie o treningu siłowym i zdrowym odżywianiu, ale nic w tym kierunku nie robicie, a oczekujecie efektów. Chodzicie na siłownię, ale tylko po to, żeby popatrzeć, jak ćwiczą inni i liczycie, że dzięki temu zbudujecie solidną sylwetkę. Brzmi śmiesznie i zabawnie? Świetnie! To teraz dokonaj przeglądu własnych zachowań w innych, codziennych sytuacjach i zobacz, czy nie robisz dokładnie tego samego, chcąc spełniać swoje marzenia.

Najlepszą lekcją jest doświadczenie.

Boimy się działać. Jesteśmy otępieni i leniwi. O wiele wygodniej jest nam mówić o sukcesie, niż się za niego realnie zabrać. Wolimy czytać, słuchać i oglądać, bo to nie kosztuje nas wielu sił, ani utraconych nerwów. Przecież, co takiego może nam się stać podczas czytania lektury? Zatniemy się kartką? Książka spadnie nam głowę? Czym są te „trudności” w porównaniu do utraconego majątku, nieprzespanych nocy i izolacji?

książki

Właśnie o to w tym wszystkim chodzi. O wiele bardziej pragniemy żyć komfortowo w ciepłym kąciku i tylko marzyć o swoim sukcesie, niż faktycznie wziąć się w garść i zacząć działać. To jest paradoksalne zjawisko, ale w istocie tak jest. Nie musicie przyznawać mi racji, ale proszę, przyznajcie ją przed sobą, bo jestem pewien, że zdecydowana większość z Was właśnie tak żyje. Pozostała mniejszość może być z siebie dumna, ale nie powinna zapominać także o tym, że rozwój osobisty jest konieczny, jednak zawsze powinien iść w parze z działaniem.

„Jeśli nie masz pojęcia o diamentach, poznaj jubilera”. – Warren Buffet

Dla wszelkich leniwych fanatyków rozwoju osobistego, których półki uginają się od książek mówców motywacyjnych i inspirujących person, nie mam zbyt dobrej wiadomości. Nie wiem, czy sobie zdajecie z tego sprawę, ale najlepsza nauka płynie z własnego doświadczenia. Czyli, dopóki nie spróbujecie, to się nie przekonacie, a najlepszą lekcję można wyciągnąć, ucząc się na własnych błędach i całym swoim życiu. A powiedzcie mi, jak chcecie tego dokonać, skoro ciągle potraficie tylko uczyć się o sukcesach innych, zamiast w końcu zacząć realizować swój własny?

Rozwój osobisty i ogromna pułapka.

Jeszcze jedna książka. Jeszcze jeden film. Kolejny kurs! Kolejne szkolenie! Następny podcast! Następna biografia! Więcej! Więcej!

DOSYĆ! WEŹ SIĘ W GARŚĆ!

Przerwij w końcu to błędne koło wpadania we własne sidła pozorowanego rozwoju osobistego. Wielu tak naprawdę sądzi, że się rozwija, a w rzeczywistości tylko boi się podjęcia definitywnych kroków. Okłamują samych siebie i żyją w wiecznym kłamstwie. Wiecie, jak to się kończy? Tak, dokładnie! Moim jednym z ulubionych słów! Frustracją! Skupcie się na sobie i swoich działaniach. Chociaż z sobą bądźcie chorobliwie szczerzy i przyznajcie się, czy to, co robicie, istotnie zbliża Was do marzeń.

nauka

Przestańcie w końcu rozpowiadać, że wraz z kolejną książką, zaczniecie działać. Nie zaczniecie, bo brakuje Wam odwagi. Jeśli ktoś Wam mówi, że zacznie cokolwiek „od poniedziałku”, „od jutra”, czy „od czegokolwiek” to tak naprawdę nigdy tego nie zrobi. Osoba pragnąca zmian z całych sił, wprowadza je w życie natychmiast!

Tak samo działają osoby realnie się rozwijające. Z każdą kolejną przeczytaną stroną, obejrzaną minutą filmu, czy sekundą następnego szkolenia, wprowadzają nabytą wiedzę w życie. Nie czekają do jutra, następnego miesiąca, czy końca źródła informacji. Są tak bardzo spragnieni sukcesu i wiedzy, że działają natychmiast! Właśnie o to w tym chodzi i to odróżnia ludzi, którzy działają, od tych, którzy się tylko rozwijają.

Zgadnijcie, którzy w ostatecznym rozrachunku osiągną więcej i nabędą większą wiedzę?

Prośba…

Chciałbym, a nawet pragnąłbym, żeby każda ambitna osoba (szczególnie ta młoda, która ze względu na mój wiek jest mi wyjątkowo bliska), wzięła sobie do serca ten tekst. Zaufajcie mi proszę, że ja nie jestem kaznodzieją lub ekspertem. Odcinam się od łatki „motywatora” i osoby głoszącej „wieczny optymizm”. Nie wiem, jak mógłbym się określać, ale wiem, że to, co piszę, jest zgodne z moim własnym sumieniem i z tym, co obserwuje u wielu ludzi otaczających mnie i moich bliskich.

Spójrzcie na swoje życie obiektywnie. Powinniście być z siebie dumni, że się rozwijacie i to jest naprawdę pierwszy, bardzo ważny krok na drodze do sukcesu. Jednak zrozumcie, że nigdy go nie osiągnięcie, jeśli nie zaczniecie działać. Rozwój osobisty jest świetny, ale tylko wtedy, kiedy nabytą wiedzę, wprowadzamy w życie i próbujemy ją. Nie bójmy się porażek i popełnianych błędów. Co takiego może nam się stać? Uczmy się na nich. Odważmy się walczyć o takie życie, o którym wiecznie czytamy, słuchamy i które nieustannie oglądamy.

Sukces wymaga ruchu.

czytanie

Zostawiam Was z tym tekstem, ale mam nadzieję, że Wy nie zostawicie go tutaj samotnego. Liczę, że będziecie do niego wracać bardzo często i przynajmniej raz w tygodniu, poświęcicie mu kilka minut swojego cennego życia. Przeczytajcie go zawsze podczas podsumowywania wykonanych przez siebie tygodniowych zadań. Zobaczcie, czy faktycznie działacie, czy tylko czytacie o działaniu. Nie można osiągnąć sukcesu, tylko na niego patrząc. Swoje marzenia możemy zrealizować tylko wtedy, kiedy zaczniemy realnie działać. Nauka to zajęcie bierne. Natomiast działanie na podstawie nabytych informacji jest rzeczą, której pożądać powinniśmy wszyscy bez wyjątku.

Na sam koniec, napiszę coś, co od samego patrzenia wywołuje u mnie ból serca, ale wiem, że jest tutaj potrzebne, aby przynajmniej części z Was uświadomić pewną rzecz.

Jeśli kolejna książka lub dostęp do Internetu, służy Wam tylko do pozyskiwania wiedzy, której nigdy nie wprowadzacie w życie, to lepiej będzie, kiedy wyrzucicie lekturę i odłączycie Internet. Te rzeczy wywołują w Was więcej szkód niż pożytku. Nie są Wam potrzebne, skoro nie macie zamiaru wprowadzać je w swoją codzienność. Marnujecie tylko ich potencjał.

Chciałbym, żeby przynajmniej raz w życiu każdy z nas, spróbował zacząć dążyć do życia, o którym z tak wielkim uwielbieniem czyta, i przekonał się, jak wielką siłę ma to działanie.

Nie lamentujmy, kiedy poczujemy zwątpienie. Nie płaczmy, kiedy pojawi się chwila słabości i ogarnie nas smutek. To przecież także jest część naszego planu! Może się to wydawać dziwne, bo dlaczego niby mielibyśmy akceptować coś, co jest z pozoru złe? Zaufajcie mi proszę, że to jest jednak bardzo zdrowe podejście. A jeśli nie wierzycie mi, to mam nadzieję, że będziecie w stanie uwierzyć takim postaciom, jak Tim Ferris, czy Micheal Masterson, których słowa zostały zacytowane w tym tekście. Cieszę się, że po raz kolejny możemy się spotkać w tym miejscu i po raz kolejny, chcę Cię drogi czytelniku zaprosić na kilka minut lektury. Jestem przekonany, że dzięki niej inaczej spojrzysz na niektóre aspekty swojego własnego życia i tym samym – staniesz się lepszym człowiekiem.


Przychodzi niepostrzeżenie. Zakrada się do nas po cichutku, zważając, aby nie obudzić w nas żadnych podejrzeń. Nie wykonuje żadnych gwałtownych ruchów i bacznie nas obserwuje, przygotowując się do zadania ciosu. Nagłym skokiem chwyta nas za gardło i wysysa z nas resztki energii. Jesteśmy tak zszokowani, że potrzebujemy nawet czasu, aby uświadomić sobie, co się właśnie wydarzyło.

To nie potwór z dzieciństwa czyhający na nasze życie pod łóżkiem czy dzikie zwierzę pokazujące swój instynkt. To zwątpienie, które dopada nas w chwilach, kiedy najmniej się tego spodziewamy.

Początki są proste. Trudności pojawiają się później.

Wszyscy dookoła nieustannie mówią o budowaniu pewności siebie, odwagi, silnej woli i zasadniczo – całej tej cudownej bańki, która w rzeczywistości nigdy nie jest szczelna, i nigdy nie jest nas w stanie uchronić przed wszelkimi zarazkami, znajdującymi się poza nią. Bardzo często wszystko idealizujemy. Myślimy tylko w systemie zero-jedynkowym. Postrzegamy swoje własne dążenia do spełnienia celów jako coś albo idealnego, albo kompletnie zepsutego. Dlatego to dość naturalne, że krocząc zaplanowaną ścieżką, w ogóle nie dopuszczamy do siebie myśli, że moglibyśmy się poddać. Wierzymy z całych sił w to, co robimy i pod żadnym pozorem nie wątpimy w podjęte działania.

Początkowo buzująca adrenalina w naszych żyłach i ogromne podniecenie wynikające z obrania odpowiedniej drogi, skutecznie wzmacniają wszelkie pozytywne aspekty dążeń. Jakiekolwiek negatywne emocje zostają usunięte w kąt i stłumione przez to, co pozytywne. Tak, początki bywają naprawdę sielskie i nierzadko bezproblemowe. Przynajmniej w naszym własnym odczuciu.

Dopiero po upływie określonego czasu, gdy zagłębiamy się coraz głębiej w las możliwości, ale także i obowiązków, zadań oraz trudności, zaczynamy dostrzegać pewne problemy. Uświadamiamy sobie, że adrenalina zaczyna odpływać z naszego ciała. Nasza zuchwałość oraz bezpardonowa odwaga powoli ustępuje miejsca rozsądkowi i rzeczywistości. Często zgubna nieuzasadniona moc wiary, zaczyna słabnąć, a w jej miejsce zaczyna pojawiać się uczucie dotąd nieznane.

Zwątpienie i smutek.

Czterdziestoletni Tim Ferriss, amerykański przedsiębiorca, znany mówca, specjalista od efektywnej pracy i autor bestselleru pt. „4-godzinny tydzień pracy”, powiedział:

„Sporadyczne napady smutku i zwątpienia we własne siły są integralną częścią budowania czegoś nadzwyczajnego”

Niemożliwością jest bycie nieustannie szczęśliwym, spełnionym i zadowolonym z obranej ścieżki rozwoju. Choćbyśmy wierzyli w to, co robimy najmocniej na świecie i sprawiałoby nam to niesamowitą radość, to prędzej czy później pojawi się słabszy moment. Chwila zwątpienia, która będzie trwała krócej lub dłużej, w zależności od przypadku i od naszej wewnętrznej siły.

tim ferriss

Źródło: www.thriveglobal.com

Bardzo zaskakującym, a zarazem dziwnym zjawiskiem jest obserwowanie ludzi, którzy chcą wejść na szczyt, nawet się przy tym nie męcząc i nie brudząc sobie rąk. Jak można oczekiwać osiągnięcia czegoś wielkiego bez jakichkolwiek trudności? Nie tylko tych fizycznych, ale przede wszystkim przeszkód pojawiających się w naszym wnętrzu. Jak można wymagać od siebie dokonania czegoś podziwianego przez cały świat, jeśli zakładamy, że dokonamy tego bez szwanku i ani jednej chwili słabości?

Myślicie, że ludzie po przekroczeniu linii mety maratonu, byliby tak samo szczęśliwi i usatysfakcjonowani, gdyby nie doznali po drodze co najmniej kilku poważnych kryzysów, nagabujących ich do zejścia z trasy? Nie tylko sam fakt przebiegnięcia tego dystansu wywołuje radość i szacunek, ale także pokonanie wszelkich ograniczeń i słabości ciała!

Chwila słabości jest czymś normalnym!

Zwątpienie to część naszego sukcesu. Każdy słabszy dzień, w którym zdaje nam się, że smutek pochłania nas w całości to nadal kolejne 24 godziny na drodze do celu. Z tą jedyną różnicą, że są one cięższe i nie przebiegają według naszego wyimaginowanego schematu, niemającego uzasadnienia w rzeczywistości. Nie możemy postrzegać swojej drogi w kategoriach – „wszystko idzie świetnie” i „za ciężko, poddaje się”. To budzi bardzo niezdrowe relacje z działaniami, jakich się podjęliśmy.

Zrozummy proszę, że chwila słabości nie jest czymś złym ani wstydliwym. Nie oznacza ona, że to my jesteśmy słabi i nie potrafimy radzić sobie z codziennymi problemami. Sugeruje nam jedynie, że ścieżka, po której się wspinamy nie jest tak łatwa, jak przypuszczaliśmy i wymaga od nas jeszcze większych nakładów pracy. Kompletnie źle postrzegamy wszelkiego rodzaju porażki oraz chwilę zwątpienia, czy smutku. Wstydzimy się ich. Chowamy je przed światem. Nie potrafimy sobie uświadomić, że każdy ma momenty zawahania, gdzie dotychczasowa droga usłana różami, zamienia się w szlak najeżony ich kolcami.

Nierzadko w takich chwilach postrzegamy siebie jako nieudaczników. Negatywne myśli oplatają naszą głową i całe nasze ciało, paraliżując nas. Zapominamy, czego dokonaliśmy i nie potrafimy racjonalnie myśleć. Smutek i zwątpienie zrodzony z trudności szlaku, po którym stąpamy, zostaje zamieniony w przygnębienie prowadzące do obniżenia pewności siebie i depresji. Naturalną rzecz, jaką jest gorszy moment w życiu i chwila słabości, przenosimy na całe nasze istnienie, czyniąc z tego o wiele większy problem, niż nim jest w rzeczywistości. W rezultacie nie potrafimy znaleźć rozwiązania, aby wyrwać się z negatywnych myśli. Dodatkowo coraz mocniej się w nich pogrążamy.

chwila słabości

Rozwiązanie jest bardzo proste, ale wymaga od nas konsekwencji.

Naucz się sobie wybaczać.

Gdy jesteśmy smutni, a zwątpienie ogarnia nas w całości, zazwyczaj również złościmy się na siebie. Obwiniamy się za nieumiejętność przezwyciężania trudności, za brak wiary, brak odpowiedniego entuzjazmu czy pogorszoną efektywność pracy. Złość to dość integralna część zwątpienia. Jest to swoista reakcja organizmu na niezgadzanie się z czymś, czego nie planowaliśmy, a co zaburzyło i spowolniło nasze działania. W takich sytuacjach zawsze powinniśmy sobie zwyczajnie wybaczyć. Tak samo, jak czynimy to ludziom, którzy wyrządzają nam krzywdę (a robimy to, prawda?). Powiedzmy sobie to samo, co mówi własnej osobie Mark Morgan Ford, znany również jako Micheal Masterson, o czym pisze w swojej książce „Obietnica sukcesu”:

„To normalne, że jesteś zły na siebie. Ale nie musi tak być. Możesz mieć to za sobą. A jutro lepiej nad wszystkim zapanujesz”.

Zróbmy dokładnie to samo. Wybaczmy sobie chwilową słabość. Zaakceptujmy ją, zróbmy tyle, ile jesteśmy w stanie i przejdźmy z tym do porządku dziennego. Nie obwiniajmy się za coś, na co nie mamy wielkiego wpływu. Jutro też jest dzień. Pojutrze także!

Myśl racjonalnie.

Nie chodzi tylko o zaakceptowanie smutku i zwątpienia. Należy znaleźć źródło takiego stanu rzeczy i zaradzić temu problemowi. W wielu przypadkach nie ma to nawet żadnego wspólnego podmiotu z marzeniem, które chcemy spełnić. Być może winowajcą negatywnych uczuć nie jest wcale droga ani tym bardziej my sami, tylko kłótnia z bliską osobą, brak akceptacji ze strony rówieśników czy przytłoczenie wynikające z odpowiedzialności za wychowanie dwójki dzieci? Nie możemy dać się porwać zwątpieniu i smutkowi, roztaczając je na całą naszą codzienność.

Szukajmy rozwiązań i nie traćmy głowy. Choć to zrozumiałe, że w pierwszej chwili szok wywołany niespodziewanymi emocjami spowolni czas naszej reakcji, to jednak nadal pozostaje nam go wystarczająco dużo, aby podjąć należyte kroki. Nie traktujmy smutku, zwątpienia, czy jakiegokolwiek uczucia w kategoriach zła absolutnego. To część naszej drogi. Chcielibyście, aby Wasze dążenia były tylko sielskim spacerkiem bez żadnych przeszkód? Wiecie, dlaczego nie powinniście tego pragnąć?

To, co przychodzi bez trudu, jest mało wartościowe.

Jak możemy nadać czemuś potężnie mocne znaczenie, skoro nie kosztowało nas to żadnego wysiłku? Przypominając sobie to, co powiedział Tim Ferriss – smutek i zwątpienie to część planu, który prowadzi do osiągnięcia czegoś niezwykłego! Przestrzegałbym przed wpadnięciem w błędne koło rozpaczy, myśląc w kategoriach, iż „tak musi być!” i biernego zaakceptowania wszelkich trudności pozbawiających nas tchu. Być może Twoim problemem z negatywnymi emocjami jest niepoprawnie obrana droga. Może pomyliłeś góry, na którą chcesz się wspiąć? A może jesteś w zupełnie innym miejscu, niżbyś pragnął być? Rozważ wszelkie możliwości i poszukaj źródła Twojego problemu.

Jeśli czujesz, że to, co robisz, ma sens, wierzysz w to i sprawia Ci to radość, a mimo to negatywne emocje zwątpienia wyrastają na Twojej drodze, to wiedz, że jesteś na wręcz wspaniałej ścieżce do zdobycia wymarzonego szczytu! Myśl logicznie i nie ulegaj emocjom. Rozważ wszelkie możliwości i szukaj źródeł Twojego niezadowolenia oraz chwilowego przygnębienia. Przeciwdziałaj im, wyciągaj wnioski i za nic w świecie, nie utożsamiaj z nimi swojej własnej wartości.

Zaakceptuj swoje emocje.

zaakceptuj swoje emocje

Smutek i zwątpienie pojawiają się częściej, niż byśmy mogli przypuszczać. Są sprytni, bo zjawiają się w momentach, kiedy obrana ścieżka rozwoju wydaje się czysta i łatwa, jak nigdy wcześniej. Nie da się ich uniknąć, ale można zmienić swój stosunek do nich. To od nas zależy, jak je postrzegamy i tylko my mamy władze, jaki wpływ wywrą na naszym życiu. Sprowadzą je do niewartego uwagi podmiotu, czy nawet go nie zadrasną, zostawiając w spokoju? Od nas zależy decyzja. Naszym wyborem jest, czy damy się zrzucić z drabiny marzeń, czy będziemy się jej kurczowo trzymać, wierząc, że możemy dotrzeć na jej ostatni szczebel.

Nie uważam, że nie powinniśmy walczyć o wspomnianą na początku „pierwotną adrenalinę” czy „moc wiary”. Zawsze powinniśmy starać się, utrzymać je na możliwie najwyższym poziomie, ale nie próbować żyć w idealizowanym świecie, nie dopuszczając do siebie myśli o potencjalnych trudnościach! Negatywne emocje pojawią się zawsze. Chwila słabości może dopaść nas na każdym kroku. Bez względu na to, gdzie się znajdziemy i kim się staniemy. Nie sposób ich uniknąć, ale mamy ogromny wpływ na to, jak je będziemy postrzegać.

To od nas zależy czy smutek i zwątpienie staną się integralną częścią planu, prowadzącego do budowania niezwykłych rzeczy, czy będą jego ostatnim przekleństwem, kończąc go w momencie, kiedy się tylko pojawią.

Gdybyśmy tylko czas poświęcony na mówienie o sukcesie, przeznaczyli na działanie, moglibyśmy o wiele łatwiej zrealizować swój cel oraz marzenia. Niestety, jak pokazuje całe nasze środowisko oraz otoczenie – nie chcemy tego robić. Wielokrotnie podczas przeglądania tak dobrze znanych aplikacji, jak Snapchat czy Instagram lub zwyczajnie podczas codziennego życia dostrzegłem rzecz, która przynajmniej mnie – strasznie razi nie tylko w oczy, ale także w tę racjonalną część mojego umysłu.

To, co robimy, nijak ma się do tego, o czym marzymy.

Z pozoru to są bardzo proste słowa. Zakomunikowane komukolwiek w oczy, zapewne nie wywołałyby większej reakcji ze strony odbiorcy. Jednak po ich gruntownym przemyśleniu, może nas dobitnie uderzyć ich dosadność oraz precyzja, docierająca do nas z pełną mocą. Zanim ktokolwiek, cokolwiek sobie pomyśli, pragnąłbym, aby najpierw każdy przez krótkie pięć minut, zastanowił się nad sensem tego stwierdzenia. Tu nie chodzi o użycie mądrych słów, przypominających tanią motywację. To jest życie, które niestety w większości odzwierciedla prawdę, zawartą w napisanym przeze mnie zdaniu.

Znajdź odpowiedź na poniższe pytania.

  • O czym marzysz?

O karierze piłkarza, a może modelki przechadzającej się swobodnym krokiem po Paryskich wybiegach? Może pragniesz otrzymać tytuł doktora w ulubionej dziedzinie, zarabiać wiele pieniędzy, stać się sławnym lub po prostu być dobrym ojcem? Tak naprawdę rodzaj i skala Twojego marzenia, nie jest wcale, aż tak ważna. To pytanie także nie jest tym, które powinieneś zadawać sobie każdego wieczora. Istnieje ważniejsze, które na zawsze powinno być w Twojej głowie i o którym ciągle powinieneś sobie przypominać, szczególnie wtedy, gdy masz do podjęcia życiową decyzję.

  • Czy Twoje działania, zbliżają Cię do spełniania Twoich marzeń?

Co robisz, aby być dobrym ojcem, o czym przecież tak bardzo marzysz? Jakie kroki podejmujesz, aby stać się najlepszym dziennikarzem w historii kraju? Jak działasz, chcąc stać się modelką lub kulturystą wszech czasów?

  • Nie wiesz? Jeszcze nie zacząłeś? Rozpoczniesz od jutra?

Przykro mi. Właśnie powoli przegrywasz swoje życie, oszukując samego siebie. Nie ma gorszego zjawisko od bycia kłamcą wobec własnej osoby. Dopóki nie zaczniesz ze sobą współpracować, nigdy nie osiągniesz tego, o czym marzysz. Zadane wcześniej pytanie wyryj sobie dokładnie w pamięci. Powtarzaj je i odpowiadaj na nie zawsze przed snem lub wczesnym rankiem tuż po przebudzeniu. Miej je zawsze w głowie, a dzięki temu przedsięwzięte przez Ciebie kroki, zawsze będą odpowiadały Twoim celom.

Wymówki na drodze do marzenia.

To naprawdę zatrważające, jak bardzo potrafimy łamać własne zasady i reguły, mające prowadzić nas do osiągnięcia marzeń lub celu, tylko dla uzyskania chwilowych przyjemności. Na każdym kroku spotykam komentarze i opinie ludzi, którzy oskarżycielskim tonem głoszą swoje mądrości, jakoby nie mogli spełnić swojego marzenia, bo muszą chodzić do pracy, realizować projekty dla tego beznadziejnego szefa czy opiekować się wiecznie płaczącymi dziećmi. Czy to nie jest trochę zabawne? Przecież to są tylko kolejne wymówki tworzone w głowie, wynikające z obawy przed podjęciem decyzji o pójściu w nieznane. Bo właśnie tak wygląda realizacja marzeń. To jedna wielka droga, której końca nie widzisz i nie wiesz, co czeka Cię na jej skraju, a nawet w trakcie jej trwania. Śmiem twierdzić, że to właśnie dlatego spełnianie marzeń jest tak fascynujące. Okazać się może, że po intensywnej pracy nie osiągniesz nic, ale równie dobrze, może zdobyć więcej, niż mógłbyś przypuszczać.

Ludzie, nierealizujący swoich marzeń i których działanie kompletnie mija się z tym, o czym skrycie fantazjują, stosują liczne fortele. Robią to, bo się boją lub są zwyczajnymi kłamcami, zalewającymi potokiem słów głowy chłonnych słuchaczy swoich wielkich planów. To nie przypadek, że każdy z nas zna osobę, która tylko mówi, snuje wielkie marzenia, ale nie robi nic w kierunku ich zrealizowania.

działanie

Odnoszę nieodparte wrażenie, że wielu ludzi postrzega osiąganie marzeń, jako przyjemny spacerek po zielonej łące w ciepłych promykach słońca. Obrazowo mówiąc – musi być łatwo, szybko i przyjemnie, bo inaczej nigdy się do tego nie zabiorą. I właśnie tak się dzieje. Boimy się zmian. Boimy się ciężkiej pracy. Boimy się braku komfortu i pójścia w nieznane. Wszelka próba wyperswadowania takiego działania oraz myślenia, kończą się krótkim, ale agresywnym:

„A co Ty możesz wiedzieć!?”

Nie chcemy pracować po kilkanaście godzin dziennie. Wylewać hektolitrów potu na treningach i odmawiać znajomym wyjścia na miasto. Oszukujemy innych i samych siebie, że chcemy realizować swoje marzenia, ale tak naprawdę jedyne czego chcemy to żyć wygodnie i komfortowo. Żadne działanie, nie prowadzi nas do realizacji marzeń, ale my nadal uparcie twierdzimy, że je mamy i pragniemy ich z całych sił! Gdzie znajduje się tutaj logika!? 

Obudź w sobie ogień pożądania!

Nie jestem Alfą i Omegą. Zapewne jestem młodszy niż większość czytelników. Jednak dysponuje w sobie odpowiednią dozą świadomości, aby każdego dnia przypominać sobie swoje marzenia, rewidować je, a potem zastanawiać się, czy to, co robię każdej godziny, dnia, tygodnia, miesiąca, roku – przybliża mnie do ich realizacji. To nie jest rewolucyjne podejście, ale zdrowe i rozsądne potraktowanie siebie samego, z odpowiednim szacunkiem.

Warto również przez moment zastanowić się, czy cele, do których dążymy, należą do nas, czy do osób w naszym otoczeniu. Czy ich wyznaczenie było podyktowane własnymi pragnieniami, czy opiniami i przekonaniami innych osób? Jeśli po szczerej i wnikliwej analizie uznasz, że są Twoje, to właśnie wykonałeś pierwszy krok na drodze ku ich spełnieniu. Natomiast, gdy po burzliwych rozmyślaniach stwierdzisz, że należą one do kogoś innego, to radzę Ci czytelniku całkiem szczerze, abyś natychmiast wyrzucił je ze swojej głowy i  o nich zapomniał. Chyba że interesuje Cię życie wiecznie niezadowolonego i sfrustrowanego człowieka, co w dzisiejszych czasach staje się powoli normą, aniżeli dziwną przypadłością.

Myślę, że zbyt bardzo wolimy oddawać się krótkoterminowym i nieperspektywicznym przyjemnością, niż dążeniu do niepewnego i odległego marzenia. To nie tylko wynika ze słabości ludzkiej natury, bo przecież wielu udaje się osiągać szczyty. To także rezultat naszego nastawienia oraz pragnienia zrealizowania tego, co sobie wyznaczyliśmy.

Ten cel musi być silny. Powinien rozbudzać w nas wiele emocji. Prawdziwych żądzy i pragnienia zdobycia go. To musi być prawdziwy ogień, buchający z naszego wnętrza, a nie nikły płomyczek, który znajduje się w duszy tak wielu ludzi…

Na bycie tym, o kim marzysz, musisz zasłużyć.

marzenia

Tak naprawdę nie chcesz zrealizować swoich marzeń. Nie pragniesz ich. Wolisz codzienne, marne egzystowanie i trwanie w myśli o swoim marzeniu, zamiast podjęciu ku niemu działań. O wiele większą radością napełnia Cię mówienie wszem wobec o tym, co masz zamiar osiągnąć, niż faktycznie dążenie do tego. To bardzo niezdrowe podejście, ale zaufajcie, że zaobserwowane u wielu ludzi. Myślę, że u większości większą ekscytację wywołuje snucie fantastycznych wizji o czekającym wielkim celu, niż faktyczne działanie prowadzące do jego realizacji. Odwołując się do tego, co już zostało napisane – poprzez takie zachowanie oszukujemy swój umysł, jakoby już bylibyśmy spełnieni, a to wszystko bez kiwnięcia nawet palcem i wyjścia ze swojej ukochanej strefy komfortu.

Wybaczcie, że musicie usłyszeć to ode mnie, ale jeśli postępujecie w ten sposób, to nie zasługujecie na życie, o którym marzycie.  

Nie zasługujecie na bycie piłkarzami, lekarzami czy sławnymi ludźmi. Nie macie prawa być bogaci, popularni czy wykształceni. Nie możecie tego osiągnąć, jeśli nie robicie nic w tym kierunku. Nadal możecie fantazjować razem z podobnymi Wam znajomymi. Opowiadajcie sobie dalej całkiem niezłe bajeczki o tym, czego to Wy nie dokonacie. Jednak to nadal donikąd nie prowadzi. Zrobilibyście lepszy pożytek z tych kilku godzin bezproduktywnych pogaduszek, gdybyście przeznaczyli je na trening, naukę czy cokolwiek, przybliżającego Was do upragnionych celów.

Przykro mi, ale postępując w ten sposób, jesteś przegranym. Przepraszam, ale zapewne odnosisz taką samą porażkę życiową jak Ci, którzy z wielkim upodobaniem słuchają Twoich tanich wywodów. Mogę Ci polecić, abyś natychmiast złapał i nie puszczał osoby, która kiedykolwiek zada Ci poniższe pytanie.

„Co robisz, w kierunku realizacji swoich marzeń?”

Przestań oszukiwać samego siebie. Zmień swoje zapatrywania na przyszłość i zacznij w końcu działać lub zamilknij, i chociaż uszanuj swoje słowa, które zapewne nigdy nie staną się rzeczywistością.

Bądź ze sobą szczery i realnie wyznacz swój cel.

Najciekawsze w omawianym przypadku jest fakt, że główni zainteresowani nie widzą w swoim zachowaniu niczego złego. Rozpowiadają dookoła, że chcą być modelkami, chcą schudnąć, podróżować, odbyć wiele ciekawych przygód, ale jedyne, co potrafią robić to ślęczeć na nic niewnoszących do ich życia wykładach, narzekać, imprezować, leżeć i zasadniczo – nie robić żadnej rzeczy, prowadzącej do osiągania założonych celów.

Z łatwością można to zaobserwować w mediach społecznościowych. Ludzie, którzy otwarcie mówią o przyszłej wielkiej karierze kogokolwiek, ale wiecznie imprezują i marnują swój czas. Osoby, które pragną być „gwiazdami”, ale jakoś nie po drodze im z ciężką pracą. Momentami przybiera to naprawdę groteskowy wymiar. Zakrawa wręcz o prawdziwą paranoję, przypominającą istne rozdwojenie jaźni… Przykro jest na to wszystko patrzeć i chciałbym, abyśmy wszyscy zaczęli w końcu zwracać uwagę na to, czy nasze czyny, odpowiadają naszym marzeniom.

Jeśli ten tekst mojego autorstwa, nie jest pierwszym, który czytacie, to doskonale wiecie, że bardzo sobie cenię Gary’ego Vaynerchuka nie tylko jako mentora i przedsiębiorcę, ale głównie jako człowieka. To właśnie on wystosował pytanie, które zapamiętałem na bardzo długo:

„Does your work ethic, match your ambitions?”

To nic złego, że Twoim marzeniem jest praca w biurze, spędzanie czasu z dziećmi i wolne weekendy! To świetnie i nikomu nic do tego, co Ty sobie założyłeś. Jednak proszę, upewnij się, że to, co mówisz i o czym marzysz, odpowiada Twoim działaniom. Bo często widzę ludzi, którzy żyją w powyższy sposób, ale nieustannie powtarzają, że chcą być najbogatsi, sławni, wielcy i popularni… Powiedzcie mi jak!? W jaki sposób!?

Właśnie dlatego mocno szanuję osoby, które nie biorą udziału w przekrzykiwaniu się i nieustannym rzucaniu swoimi wielkimi marzeniami. Ci ludzie, ten idiotycznie stracony czas, wolą poświęcić na realizacje tego, o czym tak zawzięcie fantazjują inni.

Koniec czytania. Weź się do roboty! Natychmiast!

weź się do roboty

Wyszedł z tego naprawdę długi artykuł. Bardzo mocno gryzł mnie ten temat od środka jak złośliwa zadra znajdująca się pod paznokciem. Mam nadzieję, że każdy wytrwał do tego momentu i jasno zrozumiał mój przekaz. Nie mnie jest oceniać i podważać sens życia każdego z Was. Chcę Wam tylko wskazać, żebyście przypadkiem nie wpadli w pułapkę zalewania umysłu kłamstwami. Naprawdę mocno szanuje każdego, kto ma marzenia. Nieistotne, jakie one są. Chodzi o sam akt dążenia do nich. Nie musisz ich osiągać, aby czuć się szczęśliwy. Jestem niemalże przekonany, że to droga do nich, powinna sprawić Ci większą frajdę, niż sam fakt ich osiągnięcia. Najważniejsze jest działanie i postępowanie zgodnie z własnymi przekonaniami. Nie ma sensu w realizowaniu marzeń rodziców, bo nawet jeśli nam się uda, to nigdy nie będziemy szczęśliwy. Skrupulatnie wybierajmy to, co należy do nas, a potem działajmy… To właśnie ta czynność jest podstawą.

Proszę, szanuj swoje słowa i siebie samego. Zanim coś obwieścisz całemu światu, upewnij się, że to o czym mówisz, pasuje do tego, do czego dążysz. Na świecie znajduje się wystarczająco smutnych i sfrustrowanych, kłamliwych osób. Nie dołączaj do tej grupy! Myśl, jasno wytyczaj kierunki rozwoju i działaj, aby osiągać to, co sobie wyznaczyłeś.

Wyjdź, proszę z przegranego obozu kłamstwa i dołącz do grupy zwycięstwa, która czas przeznaczony na mówienie, woli wykorzystać na działanie.

#kolejne artykuły