III. Kobieta z bliznami - Jolanta Golianek | worldmaster.pl
#

III. Kobieta z bliznami

Odwiedziny pewnej osoby (nie mogę napisać jakiej) nie należały do najmilszych. Nie, nie chcę wyjść teraz na wredną. To są moje wspomnienia, to co zapamiętałam. Ta kobieta przyjechała razem z moim mężem, który nie widział świata poza mną. Byłam dla niego wszystkim, jego księżniczką, jego kobietą. Tamta osoba musiała mnie zobaczyć, zobaczyć jak wyglądam cała. Była taka ciekawa. Nawet się nie zapytała, czy może, czy może podnieść prześcieradło i zobaczyć jak wyglądam. Po prostu musiała, taka dziecinna ciekawość. Czułam się taka bezbronna, jak małe dziecko. Nic nie mogłam zrobić, nie mogłam się bronić, nic, nic, nic… Łzy cisnęły mi się do oczu. Chciałam, żeby jak najszybciej wyszła z tego pokoju i więcej nie weszła.

Podczas długiego leczenia klinicznego, ta kobieta uważała, że muszę pokazywać jak wygląda moje ciało. Całe szczęście, że umiałam już wtedy się bronić. Słownie, ale umiałam. Wieczorem jak odjeżdżali, powiedziałam mężowi co zrobiła, że nie chcę, żeby to znowu się powtórzyło. Nie chcę, aby poza nim ktokolwiek mnie oglądał.

Dzisiaj się zastanawiam, dlaczego to zrobiła?

Moja babcia jak pierwszy raz przyjechała do mnie, nie była ciekawa jak wyglądam, tylko cieszyła się, że żyję. Nie ważne było dla niej jak wyglądam, bo to w tej chwili nie było najważniejsze.

Leczenie nie szło do przodu. Naskórek się nie naradzał. Podjęto decyzję, że poddadzą mnie dermabrazji mechanicznej. Zabieg wykonuje się w znieczuleniu ogólnym, jest to mechaniczne ścieranie naskórka. Po wybudzeniu chyba trzy dni chodziłam w opatrunkach. Trzy dni spokoju. Nikt mnie nie dotykał, nie zmieniał opatrunków, pod dostatkiem morfiny, mąż obok. Zrobiło się błogo, bo w końcu ból był mniejszy.

kobieta z bliznami jolanta golianek III. kobieta z bliznami naga granica bólu

newsweek.pl

Powinnam mieć wtedy przeczucie, że to cisza przed burzą. Burzą stulecia, której nie zapomnę do końca życia.

To była sobota, tego dnia mąż nie mógł przyjechać, a ja sama powiedziałam, że dam sobie radę. Chciałam, żeby odpoczął bo od kilkunastu dni, dzień w dzień przejeżdżał 200 km.

Zaprowadzono mnie do łazienki, kazali się rozebrać, napuścili wody do wanny. Kazali mi tak długo leżeć, aż opatrunki się zamoczą. Zostałam sama. Woda była ciepła, ale ja cała się trzęsłam. Byłam wystraszona. Nie wiedziałam, co mnie czeka i jaki dramat za chwilę przeżyję. Nie wiem jak długo leżałam, ale w końcu wcisnęłam guzik i zjawił się personel medyczny. Opatrunki nie zamoczyły się, tak jak powinny. Zaczęto je ze mnie zrywać z żywcem. Jakby człowieka ze skóry obdzierali.

Niewiarygodne

Pewnie czytasz i nie wierzysz, że można to wszystko wytrzymać. Okazuje się, że można. Nie znamy do końca naszych możliwości, naszego ciała, nawet nie przypuszczamy ile mamy siły i jakie pokłady chęci do życia, że organizm w chwili zagrożenia, jest wstanie to wszystko wytrzymać.

Dwie pielęgniarki i lekarka. Bez żadnego znieczulenia. Stałam tak między nimi, a jedna za drugą zrywały: z klatki piersiowej i szyi. Krew się lała, ja tak krzyczałam, że na parterze było mnie słychać. Nie płakałam, ani jedna łza mi nie popłynęła. Zachowywałam się jak nienormalny człowiek, jakbym znajdowała się w dziwnym stanie psychicznym. Ja się śmiałam i krzyczałam i patrzyłam na to wszystko. Nie wiem jak one to wytrzymały, ale chyba nie było im do śmiechu i zdały sobie sprawę, co się dzieje.

Nawet mi nie przeszkadzało, że stoję tam między nimi naga. Calutka naga. Jakbym czuła, że jestem gdzie indziej i że to nie moje ciało. Jakbym wyszła na chwilę z ciała i obserwowała to wszystko z boku.

Później mężowi przekazano, że to był błąd i że faktycznie można było mnie uśpić. Wytarto mnie z krwi, nałożono opatrunki. Ja jak w jakimś amoku krzyczałam „zostawcie mnie”. Pozwolono mi wrócić do sali. Nikt mnie nie odprowadził, nikt nie trzymał za rękę. Szłam sama, krok po kroku kurczowo podtrzymując się ściany. Musiałam przejść długi korytarz, po drodze mijając wszystkie sale z pacjentami. I nagle zderzenie. Ten wzrok innych, współczujący. Nie wytrzymałam, łzy popłynęły mi teraz same. Krok za krokiem, dłonią podtrzymywałam się ściany i myślałam, żeby tylko nie upaść, bo podnieść już się nie dam rady. Jest, jest moja sala, moje łóżko, moje okno. Nie chcę żyć, już więcej nie dam rady. Jedna myśl, wejść na parapet i skoczyć. Jest wysoko, na dole beton, na pewno nie przeżyję. Chcę skoczyć. Mam dosyć. Kurwa, nie mam siły. Łzy lecą, nie wiem co się dzieje…

Ile jeszcze?

Nie wiem, jak znalazłam się w łóżku i jak długo spałam. Ból jest mniejszy, ale dokucza. Dostaję większe dawki morfiny. Jest ciemno. Dostałam gorączki. Podają pyralginę i odjeżdżam. Jeszcze zdążyłam powiedzieć, że nic nie widzę, że coś jest nie tak. Ciemno. Widzę ciemność i słyszę tylko jakieś głosy.

Widzę jasność, piękną polanę, zielono jest, jakaś góra i budynek. Jest pięknie. Jak w bajce. Przed budynkiem widzę brata, ale przecież on nie żyje. Gdzie ja jestem? Czy umarłam? Macha do mnie, każe wracać. To nie twój czas, masz dzieci, musisz wrócić. Tam jest tak pięknie, chcę zostać i ta jasność. Czuję się bezpiecznie. Nic nie boli i mam swoje piękne ciało. To chyba niebo.

Słyszę głosy, krzyki, kroki, ktoś świeci mi w oczy. Wróciłam, jestem. Okazało się, że jestem uczulona na pyralginę.

Ile jeszcze muszę wytrzymać, ile jeszcze muszę znieść? Gdzie jest granica bólu, wytrzymałości? Czy człowiek jest wstanie, aż tyle znieść?

I. Kobieta z bliznami

II. Kobieta z bliznami

IV. Kobieta z bliznami

 

Kim są ludzie sukcesu? Ich poprawne zdefiniowanie potrafi nastręczać nie lada trudności. W końcu samo słowo „sukces” także nie jest do końca jasne. Co ono tak naprawdę znaczy? Co możemy określać, jako wielkie osiągnięcie? I w końcu najważniejsze pytanie – co determinuje, że możemy mówić o sobie „człowiek sukcesu”? Ambicja? Czy może zupełnie coś innego? Wiele pytań, ale jeszcze więcej odpowiedzi. Tutaj! W tym tekście!

Czy kiedykolwiek zadawałeś sobie nieśmiałe pytanie, brzmiące: „Czy jestem człowiekiem sukcesu?”. Zapewne Twoja odpowiedź nie była wcale tak jednoznaczna, a Ty nie potrafiłeś znaleźć w sobie wystarczająco dużo siły i wiedzy, aby móc na nie pewnie odpowiedzieć. Możliwe, że podświadomie z wielkim utęsknieniem oczekiwałeś, że zostaniesz tak określony przez kogokolwiek, a tym samym Twój wewnętrzny spór zostanie rozwiązany. Jeśli cały czas toczysz ze sobą debatę dotyczącą postrzegania samego siebie we własnych oczach, to znalazłeś się w idealnym miejscu. Przeczytaj kolejne linijki słów i już dziś przekonaj się, czy możesz nazwać siebie pełnoprawnym członkiem, elitarnego klubu sukcesu.

Przede wszystkim, należy uświadomić sobie, że każdy z nas ma inne postrzeganie znaczenia słowa „sukces”. Determinuje je nie tylko nasze doświadczenie życiowe, ale także wartości, zasady oraz głównie ambicje, jakimi się kierujemy. Sukces Pana Kowalskiego może być codziennością Pani Jadzi z warzywniaka. Nasze własne postrzeganie siebie, swoich osiągnięć oraz przede wszystkim stawiane sobie cele, warunkują, jak się oceniamy.

ambicja

Sukces jest zawsze warunkowany przez czynności, osobiście przez nas wybrane.

Twoja własna, wewnętrzna definicja sukcesu, może zakładać przebiegnięcie 5 kilometrów każdego dnia. Wykonywanie tej czynności codziennie, stawia Cię w Twoich własnych oczach w panteonie ludzi sukcesu. Czujesz się spełniony oraz szczęśliwy, bo każdego dnia osiągasz sukces, poprzez skrupulatne realizowanie swoich celów. Jednak dla Pana Marka sukcesem może być wygranie szachowego turnieju. Dla osoby z zewnątrz, drugi przypadek definiuje sukces na płaszczyźnie bardziej złożonej, a tym samym ambitniejszej, bo rodzi to jednak większe trudności w jego realizacji i wydłuża drogę do jego osiągnięcia.

Rozpatrywanie zjawiska sukcesu jest bardzo złożoną sprawą. Kiedy to robimy, warto pamiętać o dwóch, ważnych rzeczach.

  • Po pierwsze, umieścić definicję sukcesu w określonym kontekście.
  • Po drugie, zwrócić uwagę na własne postrzeganie sukcesu.

Pierwszy przypadek dotyczy uwzględniania w swoich rozważaniach predyspozycji oraz uwarunkowań osób, których ewentualny sukces może dotyczyć. Chodzenie będzie codziennością dla dorosłego, zdrowego człowieka, ale będzie niewiarygodnym sukcesem dla małego, dopiero raczkującego dziecka. Posługując się wcześniejszym przykładem – przebiegnięcie 5 kilometrów dla osoby otyłej i nieaktywnej, może być większym sukcesem, niż wygranie turnieju szachowego przez Pana Marka, który jest profesjonalnym szachistą. Nawet jeśli z pozoru, wydawać nam się by mogło, że to ta druga czynność jest ambitniejsza i bardziej problematyczna.

Tutaj także objawia się drugi przypadek rozpatrywania zjawiska sukcesu – nasze własne postrzeganie go i reguły, którymi kierujemy się w życiu. Zazwyczaj to osoba trzecia kreuje opinie na temat tego, czy można uznać kogoś za człowieka sukcesu, czy też nie. Niestety zapominamy, że opiniotwórca, także ma własne zasady, którymi się kieruje. Dlatego wracając do przykładu biegu oraz szachów, inny werdykt w kwestii większego osiągnięcia wyda zwolennik biegania, a inny – zwolennik szachów. Również sposób myślenia, umiejętność empatii i wejścia w skórę drugiego człowieka, będzie implikowała nasze postrzeganie ludzi sukcesu.

Ludzie sukcesu. Jak definiuje ich życie?

Aby tekst ten nie przypominał wykładu ze starożytnej filozofii z istną dżunglą wiadomości, powiązań, zależności i wszystkiego, co filozofowie zapewne kochają, warto pochylić się nad zjawiskiem sukcesu w sposób życiowy.

Conor McGregor - człowiek sukcesu

Źródło: www.mmarocks.pl

Często w swoich tekstach używałem i zapewne nadal będę używał stwierdzenia – „ludzie sukcesu”. Nie da się ukryć, że te dwa słowa wywołują w nasz wszystkich określoną i bliźniaczo podobną reakcję. Czytając je, nasz umysł podsuwa nam obrazy najpopularniejszych gwiazd sportu, wpływowych ludzi i najbogatszych tego świata. Przewijają nam się twarze Elona Muska, Billa Gates’a czy Cristiano Ronaldo. Naturalne jest, że możemy dysponować inną definicją sukcesu, jednak pewne jest, że ludzie sukcesu dla każdego z nas oznaczają znanych i podziwianych tego świata. Ludzi, którzy dokonali wyczynów światowego formatu i stali się zapamiętani na zawsze.

Myślę, że to całkiem sprawiedliwy osąd i odpowiedni werdykt.

A co jeśli…

…stając teraz niejako w opozycji do swoich słów – zaskoczę Cię!? Siedzisz? Świetnie! W takim razie posłuchaj!

Ja i Ty drogi czytelniku, także możemy należeć do tej grupy! Nie jest to zuchwałe gadanie bez żadnych podstaw. Wracając do naszej filozoficznej części tekstu pamiętajmy, że każdy z nas definiuje sukces na podstawie własnych ambicji, celów oraz uwarunkowań. Wcale nie musimy mieć majątku liczonego w miliardach, aby być ludźmi sukcesu. Nie potrzebujemy być bożyszczem setek milionów młodych chłopców, marzących o karierze piłkarza. Oczywiście, że i dla nas byłby to ogromny sukces, jednak możemy zdobyć takowe określenie również w inny sposób, który sami sobie zdefiniujemy.

Jeśli naszym celem jest awans w pracy, to w momencie jego osiągnięcia, sami będziemy postrzegali siebie jako człowieka sukcesu. Zrealizowaliśmy swój cel, podążamy do przodu i wspinamy się po szczeblach życia. Spełniamy swoje własne warunki, odpowiadające za definicję sukcesu, więc mamy wszystko, co jest nam potrzebne, do patrzenia na siebie przez pryzmat tryumfu i wygranej.

ludzie sukcesu

Każdy z nas może być człowiekiem sukcesu. Różnica polega tylko na skali jego natężenia i posiadania własnych ambicji. Zwróćmy uwagę, że szeroko znani ludzie sukcesu są tak postrzegani nie tylko przez siebie, ale przez dużą część społeczeństwa. To właśnie owa popularność oraz zgodność, co do ich określania przez wielu ludzi, czyni z nich zwycięskie jednostki.

Sprzeczność.

Porównując osiągnięcia Elona Muska do zdobyczy Pana Kowalskiego, możemy zaobserwować pewien paradoks. Pan Kowalski sam może się uznać za człowieka sukcesu, bo takie ma ambicje i kieruje się określonymi przez siebie zasadami. Nie jest jednak uznany za zwycięskiego człowieka przez społeczeństwo, gdyż ono kieruje się zupełnie innymi wartościami. W ich opinii „człowiek sukcesu” musi dokonać czegoś wręcz spektakularnego. Natomiast w przypadku Elona Muska, sytuacja może być zgoła odwrotna. Przez świat jest postrzegany za jednostkę, która osiągnęła i dokonała niebotycznych dzieł, ale on sam może siebie tak nie widzieć. Dlaczego?

Bo ma wobec siebie większe wymagania niż społeczność i jego ambicja wykracza poza ambicje większości.

Ambicja.

To właśnie ona determinuje sukces i jego postrzeganie. Także nasze własne zasady oraz wartości, którymi określamy prawdziwe zwycięstwo, wpływa na jego definicję oraz rejestrowanie ludzi sukcesu. Nie ma nic złego w postrzeganiu własnych osiągnięć w kategoriach tryumfu. To może być świetna gratyfikacja za wcześniejszy trud lub docenienie siebie za to, czego dokonaliśmy. Nie wzbraniam przed takim działaniem i jestem głęboko przekonany, że posiadanie odpowiednio wysokiej samooceny oraz bycie wdzięcznym za czynniki nas otaczające, prowadzi do zdrowej sytuacji życiowej. Dzięki temu potrafimy spojrzeć na siebie i swoje dokonania przychylnym okiem i dostrzec w nich prawdziwą wspaniałość, mogącą zaowocować przyszłymi sukcesami. W końcu wieczne niezadowolenie z siebie nie może zaprowadzić nas do niczego dobrego. Szczególnie jeśli rodzi to problemy z natury braku pewności siebie i wiecznego karania się za własne niedoskonałości.

sukces

Niemniej jednak pragnę zwrócić uwagę, że wszyscy ludzie sukcesu są postrzegani tak przez społeczeństwo, dlatego że prawdopodobnie mają od nich większe ambicje. To one zaprowadziły ich do obecnego miejsca i to one determinują, jak ich widzimy. Choć same ambicje będą niczym, jeśli nie połączymy ich z ciężką pracą i odpowiednim poświęceniem, to jednak dzięki nim, możemy zmienić swój sposób myślenia na „większy”, „mocniejszy” i zdecydowane bardziej zuchwały.

Przestrzegałbym jednak przed zbyt mocno wygórowanymi ambicjami. Warto mieć je duże, ale lepiej, aby były one realne oraz dostosowane do naszego życia. Gdyby moją własną ambicją było zbudowanie rakiety i podążanie śladami Muska, to całe moje życie byłoby wieczną frustracją. Nie tylko dlatego, że nie mam pojęcia na ten temat, ale także dlatego, że nie jest to dziedzina życia, którą bym się pasjonował.

Walcz, bo warto!

Człowiekiem sukcesu może być każdy z nas. Bez względu na to, co robimy i kim jesteśmy. Jedyną różnicą jest skala natężenia tego zjawiska i postrzegania go przez innych oraz głównie nas samych. Czynnikiem, który go determinuje, nie jest tylko ambicja, ale także własne zasady oraz indywidualne predyspozycje. Nie da się jednak ukryć, że ci, którzy są powszechnie znani i podziwiani, rzeczywiście należą do tego grona. Swoją pozycję zawdzięczają nie tylko wygórowanym celom, ale także ciężkiej pracy i poświęceniu. Dlatego pomimo tego, że w każdej chwili możemy nazwać się człowiekiem sukcesu, to stanie się nim w odniesieniu do całego świata, wymaga od nas nie lada pracy i nieziemskich wyrzeczeń. Nie oznacza to jednak, że nie powinniśmy o to walczyć.

Być może za parę lat, to właśnie My – dzisiejsi ludzie sukcesu własnych oczu, będziemy stanowili definicję tego zjawiska w skali światowej. Przekonajmy się! 

Witaj drogi czytelniku. Jak się miewa Twoja ukochana mama? Przeprosiłeś ją, za swoje bezpodstawne zdenerwowanie? Kiedy ostatni raz, bliska osoba usłyszała Twój głos? Kiedy ostatni raz powiedziałeś im, że ich kochasz? Nie pamiętasz? Szkoda… Twoi bliscy nie są wieczni, a czas nieubłaganie zmierza ku końcowi…

Dziś chciałbym zabrać Cię w niesamowitą podróż po Twojej własnej wyobraźni. Chcę opowiedzieć Ci pewną, wyimaginowaną przeze mnie historię, która w każdej chwili może stać się rzeczywistością i dotknąć Ciebie, mnie lub każdego na tym świecie. Czy jesteś gotowy ją usłyszeć? Czy ofiarujesz mi swój wartościowy czas na wysłuchanie jej i tego, co mam Ci do przekazania?

Zapewne jak każdy, masz w swoim życiu kogoś bliskiego. Z kimś, z kim dzielisz swoje życie, sukcesy, porażki, marzenia oraz czas. Osobę, która zna Cię lepiej niż ktokolwiek inny. Zazwyczaj mówimy na nią mama, żona, siostra lub tata, mąż, brat czy przyjaciel. Jednak pomimo bliskości, jaka Was łączy i zażyłych relacji, zdarzają się dni, a nawet całe tygodnie lub miesiące, gdzie dotąd ta bliska osoba denerwuje Cię.  Doprowadza do prawdziwego, istnego szału. Zupełnie bez powodu.

Bliska osoba. Ostoja życia czy przeszkoda?

bliska osoba

Nie bez znaczenia pozostaje odpowiedzenie sobie na pytanie, skąd bierze się Twoja niechęć do osoby w Twoim otoczeniu i co ją powoduje. Może jest to różnica poglądów wynikająca z rozbieżności wieku, innej płci lub sposobu wychowania? A może Twoja złość, to tylko frustracja wynikająca z niezrealizowanego projektu w pracy, odrzucenia przez adorowaną osobę albo zwyczajnie, gorszego okresu w życiu?

Niestety, prawdopodobnie nie próbujesz znaleźć źródła. Sam nie wiesz, co się dzieje, ale nie potrafisz odnaleźć przyczyny swojego bezczelnego i dziwnego zachowania. Przecież ten człowiek, ta ukochana bliska osoba, która ciągle przyjmuje Twoje ciosy, nie robi nic innego niż do tej pory. Nadal jest taka sama, jaka była wcześniej, a mimo to Ty zachowujesz się w stosunku do niej inaczej. Gorzej i oschlej. Irytuje Cię każdy jej ruch. Każda niedoskonałość, na którą wcześniej nie zwracałeś uwagi. Każde niepoprawnie wypowiedziane słowo lub zdanie, w którym Ty doszukujesz się ukrytego podtekstu, rzekomo uderzającego w Twoją osobę oraz godność.

Wszystko krytykujesz, wszystko bierzesz do siebie zbyt dosłownie, wytykasz błędy podniesionym głosem, zupełnie nie zwracając uwagi na to, że Ty robisz dokładnie to samo. Stajesz się hipokrytą bez skrupułów. Nie liczysz się z uczuciami drugiego człowieka. Mama, tata, przyjaciel – jakakolwiek bliska osoba, staje się dla Ciebie nic nieznaczącym pyłkiem, unoszącym się na wietrze.

Tkwisz w takim stanie, dopóki nie znajdziesz rozwiązania swoich problemów, a następnie nie przeprosisz osoby, z którą łączy Cię tak szczególnie silna więź. Przebłagasz u niej wybaczenie za to, co musiała wysłuchiwać i przez co musiała przejść. Kiedy złość i rozdrażnienie panuje nad nami, my przestajemy panować nad sobą. Często wypowiadamy słowa, których potem żałujemy.

Historia, która może stać się rzeczywistością.

Ty również mogłeś niejednokrotnie powiedzieć w amoku szaleńczego zdenerwowania coś, co doszczętnie dotknęło Twoją bratnią duszę. Być może była to Twoja własna, ukochana i wspaniała mama. Mogłeś wypowiedzieć słowa, które ugodziły ją prosto w serce. Spowodowały prawdziwy ból w takim stopniu, że musiała ochłonąć, wychodząc z mieszkania na zewnątrz.

Kiedy emocje już opadły, a w powietrzu bitewny kurz, wywołany Twoją niezrozumiałą tyradą, jeszcze się unosi, zaczynasz żałować tego, co rzekłeś. Uświadamiasz sobie, jak wielkim głupcem byłeś i stawiasz sobie jedno, bardzo ważne pytanie, na które nie potrafisz znaleźć odpowiedzi:

„Jak mogłem zrobić to własnej mamie, która zawsze jest dla mnie taka dobra?”.

Doskonale zdajesz sobie sprawę, że czas nieubłaganie kroczy przed siebie i nie da się go cofnąć. Wiesz także, że przeszłości nie można zbyt długo rozpamiętywać, bo można się w niej zatracić i stracić kontakt z rzeczywistością. Dlatego więc, z wyrzutami sumienia i łzami w oczach, układasz sobie w głowie formułę swoich szczerych przeprosin, które wyrzekniesz wprost do ucha ukochanej rodzicielki. Wiesz doskonale, że może tak szybko nie zapomni o Twoim zachowaniu, ale na pewno Ci wybaczy.

Mija jednak pół godziny, godzina, a potem kolejna, a Twoja mama nie wraca. Jesteś sam w domu, zbliża się wieczór i zaczynasz się martwić, czy aby na pewno Twoje słowa nie wywołały w niej większego spustoszenia, niż mógłbyś przypuszczać. W końcu przełamujesz się i postanawiasz do niej zadzwonić z szybko bijącym sercem. Czujesz strach zmieszany z wielką skruchą rozlewającą się po całym Twoim ciele. Nogi Ci miękną, ale…

Mama nie odbiera.

Na samą myśl, że zapewne nie słyszy dźwięku swojego telefonu, siedząc samotnie w pobliskiej kawiarni, pośród gwaru szczęśliwych rozmów otaczających ją obcych ludzi, czujesz dojmujące ukłucie żalu w sercu. To Ty jesteś sprawcą tego całego zdarzenia. Jeszcze raz powtarzasz słowa przeprosin i przed samym sobą przysięgasz solenną poprawę, że nigdy więcej nie dopuścisz do zaistnienia podobnej sytuacji.

„Halo? Mama?”

W końcu po parunastu minutach od Twojego telefonu, widzisz na wyświetlaczu swojego białego smartfona uśmiechniętą, tak dobrze znaną Ci twarz, pod którą widnieje podpis: „Mama”. Przez głowę, przelatuje Ci szybka i ulotna myśl, która pojawiła się po zobaczeniu jej fotografii:

„Od dziś dążę do tego, aby moja mama zawsze wyglądała tak, jak na tym zdjęciu”.

Odbierasz telefon i z niepewnością w głosie, mówisz cicho: „Mamo?”, ale w słuchawce nie słyszysz tak dobrze znanego i kochanego głosu, który uspokajał Twoje zszargane nerwy, gdy jeszcze byłeś dzieckiem. Głosu, który tak wiele razy pocieszał Twoją zranioną duszę i wypowiadał szczere słowa: „Kocham Cię”.

Słowa wypowiada mężczyzna, którego nie znasz. Przedstawia się, a Ty słyszysz w jego barwie głosu skruchę, dojmujący smutek i skrępowanie. Mówi ciszej niż powinien. Myślisz, że to tylko zabawny żart ze strony Twojej mamy, chcącej się na Tobie zrewanżować, jednak po chwili uświadamiasz sobie, że…

Jej głosu, już nigdy więcej w życiu nie usłyszysz.

Mężczyzna, okazuje się policjantem, jednak dla Ciebie na zawsze zostanie zapamiętany jako istny posłaniec śmierci. Informuje Cię, że kobieta, którą kochałeś ponad życie, zginęła na przejściu dla pieszych, wpadając pod rozpędzony samochód, kierowany przez pijanego mężczyznę.

Już więcej nie powiesz jej, jak bardzo ją kochasz. Nie wyznasz jej tego, co do niej czujesz i nie przeprosisz ją za to, co jej chwilę wcześniej uczyniłeś… Wszystko przepadło. Zostały już tylko niewypowiedziane słowa, łzy spływające delikatną kaskadą po Twoich policzkach, słony smak w ustach i ogromny żal w sercu…

Czas nieustannie przelatuje nam przez palce…

czas

To tylko wymyślona przeze mnie historia, która może stać się realną w każdym momencie naszego życia. Proszę, nie traćmy czasu danego nam z bliskimi na denerwowanie się na nich. Wykorzystajmy te wspólne chwile, najlepiej jak potrafimy. Nigdy nie wiemy, czy słowa, które wypowiemy do ukochanej osoby, nie będą ostatnimi, które ona od nas usłyszy.

Spotkajmy się z tymi, z którymi jesteśmy skłóceni. Powiedzmy magiczne „przepraszam”. Przyznajmy się do winy, jeśli to my jesteśmy winowajcami. Porozmawiajmy, zakopmy wojenny topór, dojdźmy do porozumienia. Schowajmy swoją dumę i pierwsi wyciągnijmy dłoń na przebaczenie. Dłoń, która jest początkiem ku lepszemu. Nie denerwujmy się, ale kochajmy siebie nawzajem. Nie czekajmy z okazywaniem uczuć! Czas, który został nam dany, nie jest przez nikogo poznany. Może dobiec końca w każdej chwili, a po jego zakończeniu nie będzie już miejsca na to, aby naprawić krzywdy wyrządzone innym.

Gdy bliska osoba sprawi, że ponownie zawrze Wam krew w żyłach, przywołajcie sobie do głowy historię, którą Wam opowiedziałem i odpowiedzcie sobie we własnych myślach na pytanie:

„Jak się będę czuł i jak wyglądać będzie moje życie, gdy tej osoby zabraknie?”.

Mbappé – narodziny legendy? Wczoraj miałem szczęście oglądać fenomenalny film biograficzny z 2016 roku, który polecam każdemu: “Pelé – narodziny legendy”. Przedstawiający losy młodego Edsona Arantesa do Nascimento oraz jego drogę do sławy, która nie była łatwa. Biografia Pelé jest przykładem, że są na świecie jednostki wybitne, które mamy szczęście oglądać oraz podziwiać ich geniusz piłkarski.

pele

Źródło: teleman.pl

 

Osobiście z racji wieku nie miałem okazji na żywo obserwować Pelé w akcji i nie ukrywam ze zdziwieniem oglądałem jego poczynania na boisku oraz sztuczki jakimi zadziwiał świat w latach 60-tych i 70-tych ubiegłego wieku. Teraz wiem, że jego styl był wzorem dla bardzo wielu wybitnych piłkarzy.

Ronaldo vs. Messi

Obserwując ostatnie mecze mundialowe byłem smutny i jednocześnie rozczarowany występami zarówno Messiego jak i Ronaldo. Messiego uważam za geniusza piłki nożnej a Ronaldo za piłkarza perfekcjonistę, który dzięki swojej tytanicznej pracy potrafił podbić świat. I odpadnięcie tych dwóch piłkarzy z mundialu było dla mnie osobiście smutne.

ronaldo-vs-messi

Źródło: theweek.co.uk

Obserwując prawdopodobnie mundialowy zmierz bohaterów, których śledziłem losy od lat, na horyzoncie piłkarskiego olimpu zobaczyłem gwiazdę. Talent , objawienie, które dało mi nadzieję: Kylian Sanmi Mbappé Lottin.

To właśnie 19 letni Mbappé zapewnił reprezentacji Francji zwycięstwo w meczu z Argentyną, strzelając dwie bramki oraz przyczyniając się do gola strzelonego z karnego przez Grizmanna. Francja pokonała Argentynę po pięknym meczu 4:3.

Mbappé podobnie jak Pele zadebiutował w dorosłym footballu w bardzo młodym wieku, mając zaledwie 16 lat. 2 grudnia 2015 roku, zmieniając Fábio Coentrão w 88. minucie zremisowanego 1:1 meczu z Caen. Stając się najmłodszym debiutantem w historii klubu AS Monaco FC, pobijając tym samym rekord ustanowiony przez Thierry’ego Henry’ego.

20 lutego 2016 roku Mbappé zdobył swoją pierwszą bramkę dla AS Monaco FC, podczas wygranego 3:1 spotkania z Troyes. W ten sposób pobił kolejny rekord należący Henry’ego, stając się najmłodszym strzelcem gola w historii klubu.

mbappe-narodziny-legendy

Źródło: rtvbn.com

Mbappé zadebiutował w reprezentacji Francji 25 marca 2017 w wygranym 3:1 meczu z Luksemburgiem. 31 sierpnia 2017 został wypożyczony z AS Monaco do Paris Saint-Germain do końca sezonu 2017/2018. Oprócz niewiarygodnych umiejętności piłkarskich ma także bardzo dobre serce. Postanowił zrzec się swojego honorarium za występy w mundialu w Rosji i przeznaczyć je na cele charytatywne.

Mbappé – narodziny legendy?

Analogia z biografią Pele jest uderzająco podobna. Czy zdobędzie sławę i tytuły? Jeszcze nie wiemy. Jedno jest pewne, są następcy wielkich, wydawałoby się niezastąpionych bogów footballu. Warto ich obserwować i podziwiać za niebywały talent i umiejętności, które zapierają dech w piersi. Takie osobowości jak Mbappé sprawiają, że kochamy piłkę nożną.

Żródło: Soccerway

Odeszła Pierwsza Dama polskiego sportu, Pani Irena Kirszenstein-Szewińska. Lekkoatletka, olimpijka, specjalistka w biegach sprinterskich oraz w skoku w dal, działaczka krajowych oraz międzynarodowych organizacji sportowych. Dama Orderu Orła Białego. Jedna z najwidniejszych polskich sportsmenek w historii.

odeszła-pierwsza-dama-polskiego=sportu

Żródło: prk24.pl

“Odeszła Pani Irena Szewińska – Pierwsza Dama polskiego sportu i Dama Orderu Orła Białego. Zdobywczyni 7 medali olimpijskich, wielokrotna rekordzistka świata. Wielka strata i wielki żal. Szanowna Pani Ireno, dziękujemy! Na zawsze pozostanie Pani w naszej wdzięcznej pamięci!” – napisał na Twitterze prezydent Andrzej Duda.

Siedmiokrotna medalistka igrzysk olimpijskich (3 medale złote, 2 srebrne i 2 brązowe) oraz dziesięciokrotna medalistka mistrzostw Europy (10 medali na otwartym stadionie i 3 w hali)

Agencja prasowa United Press International  w 1974 wybrała Panią Irenę Szewińską najlepszą sportsmenką na świecie. Specjalnością naszej sportsmenki były biegi sprinterskie oraz skoki w dal. Zdobyła 7 medali olimpijskich oraz trzynastokrotnie była medalistką mistrzostw Europy. Irena Szewińska dwukrotnie w sztafecie oraz ośmiokrotnie indywidualnie poprawiała rekordy świata.

Sławę przyniósł jej występ na olimpiadzie w Tokio w 1964 roku. Wówczas, mając 18 lat, wywalczyła w biegu na 200 metrów oraz w skoku w dal, srebrne medale. Na tej samej olimpiadzie wraz z Ewą Kłobukowską, Teresą Ciepły oraz Haliną Górecką zdobyła złoto w sztafecie sprinterskiej.

Kolejne sukcesy i medale nasza sportsmenka zdobyła na igrzyskach w Meksyku w 1968 roku oraz w Monachium w 1972 roku.

Odeszła Pierwsza Dama polskiego sportu

Przeszła do historii na Olimpiadzie w Montrealu w 1976 roku, gdy biegu na 400 metrów zdobyła złoty medal, ustanawiając z czasem 49,29 rekord świata. Do tej pory żadnej z polskich sportsmenek nie udało się pobić tego rekordu.

Pani Ireno. Dziękujemy.

Źródło: IAR/ar

#kolejne artykuły