Słuchanie. Umiejętność, za którą pokochają Cię ludzie. | worldmaster.pl
#

Tytułowa umiejętność to coś więcej niż puste słowa. Aktywne słuchanie innych pozwala nam sprawić, że nasz rozmówca staje się i czuje się ważny. Obdarowujemy go w ten sposób swoją uwagą, której każdy z nas w dość naturalny sposób łaknie. Jednak nawet i w tym aspekcie są pewne meandry, które poznać zwyczajnie musimy. Właśnie tego wszystkiego dowiecie się z poniższego tekstu.


Jeśli powiedziałbym Wam teraz, że znalazłem metodę, dzięki której staniecie się lubiani oraz postrzegani jako świetni rozmówcy, to czy mi uwierzycie? Nie będę krzyczał Eureka jak Archimedes, bo nie ma ku temu potrzeby. To nie żadna rewolucyjna technika, którą mam wrażenie, że z tak wielką zaciętością poszukujemy. W końcu nie da się ukryć, że każdy z nas pragnie po prostu uwagi, prawda?

Odnoszę wrażenie, że trochę utrudniamy sobie życie w kontaktach z innymi ludźmi. Mówimy czułe słówka, głosimy pochwały (całe szczęście, jeśli są one szczere!), przypochlebiamy się i kupujemy prezenty. Co gorliwsi, kupują podręczniki, dzięki którym mają zamiar rozgryźć mowę ciała swojego rozmówcy oraz wręcz uczą się pożądanych regułek i fraz w kontaktach z innymi. Każda z tych rzeczy ma swoje miejsce w relacji (może z wyjątkiem uczenia się utartych frazesów na pamięć), jednak żadna z nich nie jest w stanie zastąpić tego, co jest faktycznie najbardziej pożądane.

Prawda, która pozwoli otworzyć Ci oczy.

Prawdą jest, że każdy z nas najmocniej interesuje się samym sobą. I proszę, aby wszelcy altruiści wstrzymali się ze swoimi burzliwymi wnioskami i przemyśleli gruntownie tę sprawę. Pod tym względem jesteśmy egoistami i nie widzę w tym nic złego. Jestem zdania, że dopóki nie zadbamy o siebie i swoje szczęście to nie możemy go w odpowiedni sposób, nieść drugiemu człowiekowi. Oczywiście są wyjątki, ale rzadko się to zdarza. Z tego więc powodu chcąc tego, czy nie, ale kochamy mówić o sobie. Nie zawsze i nie w każdej sytuacji (introwertycy i osoby nieśmiałe wiedzą, o czym mówię!), jednak o wiele łatwiej dyskutuje nam się o swoich osiągnięciach – szczególnie tych dobrych – niż o sukcesach kogoś innego.

słuchanie innych

Znacie to ze swojego życia, kiedy spotykają się dwie młode mamy wesołych 10-latków i wręcz przekrzykują się w tym, który z ich synów jest lepszy? No właśnie. One także traktują swoich synów i ich osiągnięcia, jako swoje własne i z wielkim upodobaniem chwalą się ich życiem. Robią to dość naturalnie i jestem pewien, że w ich zamiarach nie ma żadnej złośliwości. Po prostu taka jest nasza natura, która pragnie być zawsze przed innymi.

„Ludzie, którzy myślą tylko o sobie są beznadziejnie niewykształceni. Są niewykształceni bez względu na to, jak długo chodzili do szkół”.- Nicholas Murray Butler

Ten amerykański filozof oraz laureat pokojowej nagrody Nobla, który umarł przed ponad 70 laty, nie mógł się mylić. Albo inaczej. Mógł się mylić, ale w tym wypadku tego nie zrobił. O ile bycie egoistą jest do pewnego stopnia normalne, a nawet dobre, o tyle ciągłe myślenie o sobie nigdy nie zapewni nam szacunku oraz miłości innych. A choćbyśmy podążali twardo swoim własnym szlakiem, to bez dobrych relacji z kimkolwiek, daleko nie dojdziemy.

Słuchanie – klucz do serca ludzi.

Każdy z nas chce być lubiany i kochany. Pragniemy nawiązywać nowe relacje i stawać się dobrymi ludźmi, którzy są cenieni przez innych. Człowiek pragnie uznania i najprostszą drogą do jego pozyskania, jest obdarowywanie nim innych. Pytacie więc teraz, jak tego dokonać? Och! Bardzo prosto!

Słuchanie to umiejętność, której powinien nauczyć się każdy z nas. Bez znaczenia kim jesteś i kim pragniesz się stać. Nie ma tutaj żadnego podziału na to, jakie stanowisko piastujesz i o czyje względy zabiegasz. Słuchanie jest wartością, która w każdym możliwym momencie Twojego życia może zabrać Cię w nowe i lepsze miejsce. Co więcej! Będziesz tam nie sam, ale wraz z grupą oddanych Ci ludzi, którzy będą widzieli w Tobie prawdziwego i szczerego przyjaciela.

Słuchanie innych i fenomen tego zjawiska w obliczu tego, co zostało napisane do tej pory, wydaje się dość prosty. Pragniemy uwagi, a poprzez słuchanie, obdarowujemy ją drugiego człowieka. Wtedy nasz rozmówca czuje się ważny i ma świadomość, że to, co mówi, jest przez nas doceniane. Zauważcie sami, że o wiele łatwiej rozmawia nam się z tymi, którzy nie przerywają nam w połowie zdania lub są skupieni tylko na konwersacji z nami. Każdy wie, jak piekielnie trudny może być dialog z osobą, która oprócz rozmowy, pochłonięta jest także innymi sprawami. Słuchanie innych pozwala obdarować rozmówcę ważnością. Człowiek, który opowiada nam pasjonującą historię, odczuwa wyraźną chęć mówienia i sympatię do nas, kiedy jesteśmy szczerze zainteresowani tym, co nam przekazuje. Rozmowa przebiega wtedy płynniej i w przyjemnej atmosferze. Mówiący jest szczęśliwy, że znalazł słuchacza, a słuchający jest zadowolony, że może słuchać mówiącego. Każdy wynosi z takiego układu pewną korzyść.

Jednak słuchanie, aby było dobre, powinno spełniać także pewne kryteria, dzięki któremu będzie odpowiednio odbierane.

„Uważna słuchanie jest bowiem najlepszym komplementem dla mówiącego”. – Dale Carnegie

Najważniejsza zasada.

Przede wszystkim, podstawową zasadą jest, że powinniśmy, a nawet musimy być w tym szczerzy! Słuchanie innych powinno być zgodne z tym, co sami czujemy. Jeśli tylko udajemy zainteresowanie i robimy to w celu uzyskania jawnych korzyści, to prędzej, czy później, ale nasza fałszywość wyjdzie na jaw i zamiast pozyskania przyjaciela, narobimy sobie tylko wrogów. Poza tym, będziemy się frustrowali, słuchając czegoś, czego słuchać kompletnie nie mamy ochoty. Zaufajcie mi proszę, że to widać, kiedy ktoś zupełnie udaje swoje zainteresowanie, a w rzeczywistości liczy na potencjalne zyski ze swojego kłamliwego zachowania.

Aktywne słuchanie objawia się także pełną akceptacją naszego rozmówcy i poszanowaniem jego praw oraz emocji. Dopóki tego nie zrobimy, nasza rozmowa nie może przebiegać pomyślnie. Dlaczego? Bo zwyczajnie nasz umysł będzie płatał nam figle i podsuwał nam wiecznie negatywne obrazy naszego rozmówcy. W ten sposób będziemy pałali do niego niewłaściwymi emocjami i nasze zachowanie – a także słuchanie – nie będzie ani właściwe, ani odpowiednie do pozyskania jego sympatii.

aktywne słuchanie

Ten rodzaj słuchania zapewnia nam sympatię drugiego człowieka i jestem pewien, że w zdecydowanej większości przypadków tak właśnie będzie. Jeśli tylko wyrazicie komuś szczere uznanie oraz zainteresowanie, połączone z poszanowaniem jego praw i emocji, to zawsze będziecie jawili się jako dobrzy rozmówcy, a może także i świetni przyjaciele. Proszę, zauważacie sami, że nawet podświadomie w swoich kontaktach towarzyskich lgniemy bardziej do tych osób, które poświęcają nam więcej uwagi, prawda?

Dobry przyjaciel to ktoś, kto umie słuchać.

Zwróćcie także uwagę, że jedną z najbardziej pożądanych cech dobrego przyjaciela, jest umiejętność „wysłuchiwania problemów” i przyjmowania „zwierzeń”. Przyjaciel to osoba, która zawsze Cię wysłucha i wesprze w Twoich życiowych trudnościach. Osobiście nie wyobrażam sobie mieć przyjaciela, który w momencie mówienia mu o swoich problemach przerywałby mi, zajmowałby się czymś innym lub zwyczajnie, sprawiał wrażenie niezainteresowanego. Właśnie dlatego słuchanie innych ludzi jest tak bardzo pożądaną cechą w kontaktach międzyludzkich. Jednak nie zapominajmy, że nie chodzi tylko o samo słuchanie, ale o aktywną formę tej umiejętności!

Relacje międzyludzkie powinny być naturalne.

Bardzo długo zastanawiałem się, czy dodać ten rozdział w tym tekście. Nadal nie jestem pewien swojej decyzji, ale uznałem, że tak będzie lepiej. Chyba. Mój problem wziął się z tego, że akt słuchania innych i okazywania im zainteresowania, postrzegam jako umiejętność, którą każdy z nas powinien odnaleźć w sobie w sposób naturalny. Nie poprzez czytanie książkowych regułek i wskazówek. Nie poprzez wysłuchiwanie rad psychologów i speców od rozwoju osobistego. W ogóle jestem zdania, że wszystko, co dotyczy drugiego człowieka, powinno brać się z nas samych, a nie z podręczników, czy blogów. Tylko w ten sposób możemy być z innymi w pełni szczerzy i oddani.

relacje międzyludzkie

Choć to jest dość przewrotne spojrzenie na relacje międzyludzkie, to uważam, że jest to pogląd bardzo zdrowy. Oczywiście, że warto sugerować się tym, co mają do powiedzenia mądrzejsi i bardziej doświadczeni od nas. Jednak „sugerować się” to nie to samo, co „ślepo ufać”. A właśnie mam nieodparte wrażenie, że dla wielu, kontakt z innymi ludźmi to nic innego, jak tylko kolejny test i próba. Oczywiście, że powinniśmy wprowadzać w życie to, czego się dowiemy, ale w relacjach z innymi, stosowanie takiej „książkowej wiedzy” bez żadnego zastanowienia i refleksji, będzie po prostu sztuczne.

Niemniej jednak mam nadzieję, że wyciągnięcie z tego rozdziału odpowiednie wnioski i sugerując się nim, zmienicie swoje postępowanie względem drugiego człowieka w sposób szczery i prawdziwy.

Jak powinno wyglądać aktywne słuchanie innych?

Aktywne słuchanie rozmówcy powinno objawiać się przede wszystkim poniższymi zachowaniami:

  • Zachęcaj do mówienia – powinniśmy robić to w sposób delikatny i taktowny. Pod żadnym pozorem nasza zachęta nie może być nachalna. Powinniśmy wyrazić troskę i szczere zainteresowanie zagadnieniem, o którym mówi nasz rozmówca. W ten sposób poczuje on się realnie zobowiązany do kontynuowania swojej wypowiedzi i tym samym – pogłębiania z nami wspólnych relacji.
  • Nie przerywaj i powstrzymuj się od opinii – bądź cierpliwy w swoim słuchaniu. Trzymaj swoje popędy do mówienia na wodzy i pohamuj swoje wielkie ambicje do wygłaszania rad oraz wskazówek. Rozmówca nie zawsze musi ich pragnąć, a jeśli będzie ich potrzebował, to sam Cię o tym poinformuje. Po prostu bądź przy nim. Słuchaj go ze szczerym zainteresowaniem i pokaż mu, że jesteś tutaj tylko dla niego i to na nim skupiasz całą swoją uwagę.
  • Pamiętaj o kontakcie niewerbalnym – w skład tego podpunktu wchodzi wszystko to, co nie jest słowami. Kontakt wzrokowy, uśmiech, gestykulacja, potakiwanie, a nawet sposób siedzenia. To wszystko może mieć znaczenie i nie powinno się o tych rzeczach zapominać. Szczególnie naciskałbym na kontakt wzrokowy, który potrafi otworzyć wiele zamkniętych w sobie dusz.

Jak widzicie, słuchanie innych jest prawdziwym majstersztykiem, którego zrozumienie, potrafi otworzyć nam wiele furtek do serc i umysłów, ludzi, których pragniemy i kochamy. Choć może zabrzmieć to płytko i dość rzeczowo, to dzięki okazywaniu zainteresowania innym, możemy zbudować sobie drogę do sławy i lepszego życia. Zdecydowanie zbyt często skupiamy się tylko na sobie. Egoizm jest w pewnym zakresie potrzebny, ale jeśli kierujemy się nim w kontaktach z innymi ludźmi, to nie wróżę nikomu wielu przyjaciół oraz zyskania sympatii innych.

Jak zyskać szacunek rozmówcy? Skup się na nim!

Proszę jednak, żebyśmy nie byli w tym wszystkim tak bardzo rzeczowi i „książkowi”. Relacje międzyludzkie charakteryzuje duża doza spontaniczności. Aby były one trwałe i prawdziwe, musi objawiać się w nich szczerość. Jak już wspominałem, to widać, kiedy ktoś interesuje się nami w celu pozyskania dla siebie korzyści. W tym miejscu chcę Wam udzielić moją małą radę, którą możecie kierować się podczas kontaktów z kimkolwiek. Podczas rozmowy, nie myślcie o żadnych korzyściach lub próbie uzyskania czegoś. Skupcie się tylko na swoim rozmówcy i na tym, co ma on Wam do przekazania. Tylko w taki sposób możecie uzyskać szczery szacunek innych ludzi. A przecież o to nam właśnie chodzi.

słuchanie

Milcz i słuchaj.

Aktywne słuchanie innych ludzi to umiejętność, która pozwala pozyskać nam sympatię wielu. Dzięki niej stajemy się lepszymi ludźmi. Zostajemy postrzegani, jako ludzie prawdziwie interesujący i powszechnie lubiani. I naprawdę nie potrzeba do tego ogromnej filozofii oraz kombinacji. Wydawać by się mogło, że z pozoru coś tak bardzo banalnego, nie może pozwolić nam stać się dobrym rozmówcą. W końcu, aby nim być, trzeba mówić, tak? No właśnie nie do końca.

Szczere zainteresowanie drugim człowiekiem stawia nas na piedestale w jego oczach. Urastamy do rangi jego przyjaciela, o którym nigdy nie zapomni. Dlatego, zamiast wiecznie mówić i wyrażać swoje opinie, zamilknijmy na moment. Zamieńmy się w słuch. Skupmy się na tym, co mówi drugi człowiek i oddajmy mu należyty szacunek, poprzez aktywne słuchanie.

Chcesz być lubiany i szanowany? Słuchaj innych!

Kontrola postępów i kształtowanie sylwetki powinny iść zawsze ze sobą w parze. Tylko w ten sposób nasze działania mogą być rozsądne. Dzięki temu zyskujemy klarowany wgląd w nasze poczynania. Sylwetka przestaje mieć przed nami tajemnice, a waga ciała nie jest już jedynym wyznacznikiem osiągniętej formy. Spróbujcie sami i przekonajcie się, że 5 sposobów, które podaje w tym tekście, pozwolą Wam lepiej kontrolować osiągane rezultaty!

W procesie kształtowania sylwetki chodzi o efekty. Nie da się ukryć, że rozpoczynamy swoją przygodę z ciężarami lub zdrowszym odżywianiem, bo oczekujemy wymiernych rezultatów. Niektórzy z nas chcą schudnąć, inni zbudować trochę mięśni, a jeszcze inni być zdrowsi. Jednak, aby móc sprawować nad tym wszystkim kontrolę, potrzebujemy odpowiednich narzędzi. W tym jednak wypadku nie chodzi o wyspecjalizowane metody, ale o działania, które każdy z nas może wykonać w domowym zaciszu.

Błąd, który wszyscy popełniamy.

Uważam, że czasami źle do tego wszystkiego podchodzimy. Ufamy tylko jednej zmiennej – zazwyczaj jest to waga ciała – i bardzo nierozsądnie ślepo za nią podążamy. W rezultacie podejmujemy nieodpowiedzialne i zbyt pochopne decyzje. Biorą się one z naturalnego wahania się wagi ciała w ciągu dnia lub tygodnia. Szczególnie na początku nie zdajemy sobie sprawy, że na przestrzeni dni nasza waga może zmieniać się nawet o kilka kilogramów. Nie będzie to miało jednak wiele wspólnego z utratą tłuszczu, czy mięśni. W zdecydowanej większości przypadków za taki stan rzeczy odpowiedzialna jest retencja wody, czyli jej nadmierne gromadzenie się w naszym ciele. Niestety w wielu głowach szczególnie osób początkujących, utarło się przeświadczenie, jakoby to właśnie waga ciała była najdoskonalszą formą sprawdzania ewentualnych efektów. Trudno się temu dziwić skoro jest ona z nami od dzieciństwa i cały czas przetacza się w naszym życiu.

waga ciała

Jak widać, powierzanie swoich efektów jednej formie kontroli postępów, jest dość nierozważne. Szczególnie tak mocno niestabilnej. O wiele lepiej jest w swoich rozważaniach wziąć pod uwagę jedną, dwie, a nawet więcej zmiennych. W ten sposób możemy wyciągać wnioski, czy nasze ciało faktycznie się zmienia i czy powinniśmy wprowadzać małe modyfikacje.

Kontrola postępów.

W waszych głowach może się w tym momencie zrodzić pytanie:

„Ale po co mi ta cała kontrola postępów mojej sylwetki?”

Odpowiedź jest bardzo prosta!

Dzięki temu zyskujemy jasny obraz zmian, jakie się w nas dokonują na przestrzeni danego czasu. Z kolei to prowadzi do podejmowania właściwych decyzji, zmierzania prosto do celu i większej motywacji do działania. W końcu nie da się zaprzeczyć, że najbardziej motywują nas efekty. Skoro więc nie będziemy ich śledzić, to poziom naszego zaangażowania, również może spaść. Nie uważam, że powinniśmy robić to obsesyjnie, bo takie zachowanie także może być destrukcyjne, ale kontrola postępów dokonywana raz na tydzień lub dwa tygodnie, jest bardzo rozsądna. Pozwala nam uzyskać informacje, z których wyciągnięcie wniosków prowadzi do podjęcia rozważnych decyzji, wpływających w ogólnym rozrachunku na przebieg całego procesu kształtowania sylwetki.

Z całą więc odpowiedzialnością za swoje słowa mogę powiedzieć, że kontrola postępów i kształtowanie sylwetki to dwa nierozłączne elementy. Zapewnia nam ona komfort działania oraz poczucie sprawowania kontroli nad swoimi poczynaniami. Niweluje w bardzo dużym stopniu wszelki margines błędu oraz nie pozwala nam działać zbyt pochopnie. Tym samym cała nasza sylwetkowa droga jest zdrowsza, rozsądniejsza i płynniejsza. Wcale nie uważam, że regularna kontrola postępów jest wymogiem, ale jestem wprost przekonany, że dzięki niej nie tylko zyskamy ogromną satysfakcję, ale także szybciej i lepiej osiągniemy końcowy sukces.

5 sposobów na sprawdzanie swoich efektów!

Jak już wspominałem, jeden wskaźnik (zazwyczaj jest to waga ciała) nie jest w stanie precyzyjnie określić, jak zmienia się nasze ciało na przestrzeni czasu. Dlatego warto uświadomić sobie, że istnieją również inne sposoby, dzięki którym kontrola postępów będzie dokładniejsza.

W dzisiejszym tekście chcę je Wam wszystkim przybliżyć i pokrótce wyjaśnić. Każda z poniższych rzeczy może być dokonywana w warunkach domowych i nie wymaga ona żadnego, specjalistycznego sprzętu (chyba że nazwiemy tak wagę czy zwykły centymetr krawiecki). Mam ogromną nadzieję, że wyciągnięcie z tego tekstu ogromną wartość i od tej pory wszelkie wasze działania sylwetkowe, nabiorą jeszcze większego rozmachu, poprzez efektywniejszą kontrolę własnych efektów.

  1. Waga ciała.

Jest to wskaźnik bardzo ważny i mogący dać nam sporą dawkę informacji, ale niestety w dużej mierze zależy od wielu czynników zewnętrznych. Wystarczy krótszy sen nocny, a co za tym idzie większe zmęczenie, aby waga naszego ciała wzrosła poprzez większe gromadzenie się w nim wody. Z drugiej jednak strony, zazwyczaj po dobrze zakrapianej zabawie, waga ciała jest mniejsza poprzez odwodnienie, którego przyczyną jest alkohol. Takich przykładów i skoków wagi na przestrzeni tygodnia, a nawet dnia, jest mnóstwo. Niemniej jednak można sprawić, aby waga ciała i jej pomiar był dość miarodajny.

Można ważyć się raz na tydzień lub dwa tygodnie, ale można także ważyć się codziennie i po upływie tygodnia, wyciągnąć średnią wartość masy ciała. Który sposób jest lepszy? Trudno powiedzieć. Jeśli dość emocjonalnie reagujesz na wszelkie wahania swojej wagi, wtedy polecam sposób pierwszy. Im rzadziej będziesz się ważył/ważyła, tym będziesz spokojniejszy/spokojniejsza. Drugi sposób daje nam natomiast większe pole do popisu i obdarowuje nas większą ilością informacji. Mamy pełny wgląd w to, jak nasza waga ciała zmienia się na przestrzeni każdego dnia.

Pamiętajmy proszę, że pomiar masy ciała powinien odbywać się na czczo, najlepiej po porannej toalecie i w samej bieliźnie. Chodzi o to, żeby wynik był miarodajny i zawsze dokonywał się w tych samych lub zbliżonych warunkach. Tylko w ten sposób można porównywać go z poprzednimi wartościami. W końcu zachodzi istotna różnica, między ważeniem się z samego rana bez przyjęcia pokarmu, a po sutym obiedzie i wypiciu dwóch litrów wody, prawda?

  1. Obwody ciała.

Jedna z doskonalszych form kontroli postępów. Jedynym znaczącym marginesem błędu, może być tutaj sam błąd pomiaru, który czasami się zdarza. Kontrola postępów dokonywana w ten sposób przekazuje nam niezbędne informacje, jak kształtuje się nasze ciało. Ma tę przewagę nad samym ważeniem się, że wyklucza w zasadzie wszelkie niechciane wahania wody w organizmie. Poza tym z własnego doświadczenia wiem, że bardzo często zdarza się, iż waga ciała stoi w miejscu, a ze zbyt dużego brzucha uciekają kolejne centymetry. Jest to doskonały przykład tego, że sugerując się samą wagą, podjęlibyśmy niewłaściwe działania w momencie, kiedy żadne tak naprawdę nie są wskazane.

kontrola postępów

Sugerowałbym sprawdzać obwody ciała w pięciu różnych miejscach:

bicepsy (napięte, w najgrubszym miejscu – warto się trochę dowartościować)

klatka piersiowa (głęboki wdech, a następnie pomiaru dokonujemy na wydechu, kiedy powietrze opuści płuca)

talia (nieznacznie powyżej pępka)

uda (około dwóch trzecich długości uda, patrząc od strony kolana)

łydki (w najgrubszym miejscu, stojąc prosto).

Oczywiście można tutaj również dodać takie miejsca jak przedramiona, kark, pośladki (biodra), czy nawet obwód dużego palca u prawej stopy. Z tym ostatnim – żartowałem. Nie róbcie tego. Serio.

Obwody ciała powinny być mierzone o tym samym czasie, co ważenie się. Z tą jednak różnicą, że wszelkich pomiarów warto dokonywać w zasadzie tylko co tydzień, a nawet dwa tygodnie. Nie widzę sensu w robieniu tego każdego dnia.

  1. Sylwetka.

Bardzo subiektywna metoda sprawdzania własnych efektów. W tym celu polecam skorzystać z pomocy zaufanej osoby, która nie będzie się bała, powiedzieć nam prawdy. Nie ma nic gorszego niż kolejna ciotka powtarzająca jak mantrę, że schudliśmy i wyglądamy świetnie, kiedy tak naprawdę przybyło nam kolejnych 10 kilogramów…

Pisząc „sylwetka”, mam na myśli jej ogólny wygląd. W tym celu bardzo gorąco zachęcam każdego, aby co tydzień lub dwa tygodnie tuż po skorzystaniu z dwóch, omówionych już sposobów kontroli postępów, robił sobie zdjęcia. Najlepiej zawsze w tym samym miejscu i w tej samej pozycji. Dzięki temu obraz będzie prawidłowy i śmiało będzie go można porównywać do wyników z poprzednich tygodni.

Ta kontrola postępów zapewnia nam całościowy wgląd w sylwetkę. Wyklucza jakikolwiek margines błędu. Przecież oczy nas nie oszukują, kiedy porównując swoją sylwetkę „z dzisiaj”, z tą sprzed czterech tygodni, widzimy, że zdecydowanie ubyło nam w pasie, prawda? Dlatego, pomimo że jest to metoda mocno subiektywna, uważam, że jest nie tylko najzdrowsza, ale też najdoskonalsza. W końcu kształtowanie sylwetki nie sprowadza się do cyferek na wadze albo centymetrze, ale do tego, co my widzimy w lustrze, a inni, patrząc na nas.

Proszę Was jednak wszystkich bardzo serdecznie, żeby każda przechadzka obok lustra, nie kończyła się wiecznym oglądaniem siebie. To jest chore! Róbcie sobie zdjęcia w jeden, wyznaczony do tego dzień, co ustalony czas, jak pisałem o tym powyżej. W ten sposób jasno widzicie, jak wyglądaliście kiedyś i jak wyglądacie teraz. Poza tym buduje to w Was zdrowe podejście do procesu zmiany sylwetki, bo nie porównujecie się do kogoś, tylko do siebie z przeszłości.

  1. Samopoczucie.

Powoli wchodzimy na grząski grunt wewnętrznych odczuć. Uważam jednak, że i te czynniki są bardzo potrzebne w drodze do lepszego ciała. W końcu kształtowanie sylwetki powinno współgrać z tym, jak żyjemy lub jak żyć chcemy. Jeśli ktoś uzyskuje rewelacyjne efekty, jego sylwetka jest olśniewająca, ale wiecznie się męczy, a jego psychika sięga dna, to coś jest nie w porządku. Dlatego zawsze tak bardzo nalegam, aby każdy, kto ma zamiar pracować nad swoim ciałem, zwracał uwagę na swoje własne samopoczucie oraz emocje, jakie kierują nim na co dzień.

Wszystko ma znaczenie i wszystko może o czymś świadczyć.

Jeśli jesteś rozdrażniony i zły, to być może jesz za mało kalorii.

Jeśli chodzisz smutny i przygnębiony, to może ten styl życia nie jest dla Ciebie i pora przedefiniować swoje poglądy?

Jeśli masz mało energii, to warto może przemodelować swój plan żywienia?

Z drugiej jednak strony, jeśli jesteś szczęśliwy i zadowolony, i nie czujesz, jakbyś był na diecie, a efektów nie ma, to może… Faktycznie na niej nie jesteś?

Wszystko sprowadza się do poprawnego zrozumienia swoich emocji i nastroju. W tym aspekcie wielu ludzi ma poważny problem, bo choć to zaskakujące, ale nie zna siebie w takim stopniu, aby poprawnie określić powód, który powoduje konkretny nastrój. Nie ukrywam, że wymaga to od nas pewnego zastanowienia się. Postawienie sobie odpowiednich pytań będzie na pewno pomocne.

„Jak się czuję, kiedy zjem posiłek?”

„Jak się czuję, kiedy idę trening, a jak, kiedy już go wykonam?”

„Czy mam ochotę trenować i czy sprawia mi to przyjemność?”

„Czy odczuwam satysfakcję po kolejnym, udanym dniu na diecie?”

Choć ocena samopoczucia nie zapewnia nam bezpośredniego wglądu w kształtowanie sylwetki, to jest ona niezbędna, aby ten proces mógł przebiegać odpowiednio sprawnie.

  1. Zdrowie.

Poprzednio napisałem, że wielu ludzi ma problem z poprawną oceną swojego samopoczucia? Przepraszam! W poniżej omawianym aspekcie dzieją się dopiero prawdziwe cuda!

Otumanieni herezjami głoszonym przez pseudo motywatorów, zasypujących wszystkich kwestiami typu „no pain, no gain”, wchodzą w świat kształtowania sylwetki, zaciskają zęby i nie zwracają uwagi na nic, poza końcowym celem. W efekcie wypalają się psychicznie, nabawiają się kontuzji i rzucają to wszystko z grymasem frustracji na twarzy. Znajome?

Niewątpliwie, kiedy wszystko jest w porządku, czujemy niepohamowaną euforię. Jednak, kiedy zaczynamy odczuwać ból, a zewsząd dobiegają nas głosy – „Nigdy nie możesz się poddać”, wtedy na siłę próbujemy wyplenić ten poddańczy głos z naszej głowy. Tyle tylko, że to nie jest głos porażki, ale głos rozsądku. Mamy ogromną trudność w odróżnieniu bólu, wynikającego z ciężkiego treningu lub ogólnego zmęczenia, od bólu, zwiastującego uraz lub kontuzję. Dla wielu to ta sama rzecz. W efekcie forsują swój organizm do granic możliwości, aż w pewnym momencie tę granicę przekraczają… Z opłakanym skutkiem.

Aby poprawnie kształtować swoje ciało, potrzebujemy dobrego zdrowia. To nie tylko zapewnia nam komfort działania, ale także ułatwia nam kształtowanie sylwetki. Jak myślicie, kto będzie miał łatwiej? Osoba, której zdrowie jest na wysokim poziomie, czy ta z zaburzeniami tarczycy? Człowiek, który ma sprawny organizm, czy taki, który cierpi na insulinooporność? Zauważmy także, że są to problemy, które na ogół nie biorą się same z siebie. To my jesteśmy zazwyczaj za nie odpowiedzialni swoim niewłaściwym działaniem.

kształtowanie sylwetki

Zadaj sobie pytania!

Polecam więc każdemu, aby wsłuchał się w swoje ciało i postępował z nim w zgodzie. Każdego ranka, każdy z nas powinien zamknąć na chwilę oczy (nie w celu kontynuowania snu), poczuć swoje ciało w pełni i zadać sobie przynajmniej kilka pytań, typu:

„Jak się dziś czuję?”

„Czy coś mnie boli?”

„Jeśli tak, to gdzie znajduje się ból?”

„Czy się wyspałem?”

„Czy zdrowie mi dopisuje?”

A także pamiętając, że zdrowie dotyczy również aspektów psychicznych:

„Czy jestem szczęśliwy?”

„Czy to, co robię, sprawa mi satysfakcję?”

Wszystko sprowadza się do tego, aby móc przed sobą szczerze odpowiedzieć, jak wygląda nasze ciało i w jakim stanie, się ono znajduje. Nikt nie zna go tak, jak my, dlatego właśnie my, z zaskakującą precyzją możemy zadbać o swoje zdrowie – czynnik, który jest niezbędny w drodze do lepszej sylwetki.

Kształtowanie sylwetki – możesz nad tym zapanować.

To jeden z dłuższych tekstów, ale jak sami widzicie – kontrola postępów w kształtowaniu sylwetki to temat dość rozległy i naprawdę szeroki. Nie da się go tak po prostu opowiedzieć. Wiele niuansów wymaga wyjaśnień i odpowiedniego zobrazowania. Mam jednak nadzieję, że od teraz staliście się bardziej świadomi, że kontroli należy poddawać nie tylko efekty, ale także całe swoje działanie, zmierzające do doskonalszego ciała. Jeśli pozwolicie to chętnie udzielę Wam jeszcze jednej rady.

Wykonujcie wszystkie powyższe rzeczy. Każda kontrola postępów wymieniona powyżej jest cenna i powinna znaleźć się w Waszym planie. Gwarantuję Wam, że wszystko nie zajmie Wam więcej niż 15 minut. Wykonujcie wszystkie te rzeczy w ten sam dzień i o tej samej porze. Otwieracie oczy, sprawdzacie stan swojego ciała, zdrowia oraz samopoczucia. Dokonujecie analizy tego, co się z Wami i Waszym ciałem dzieje lub działo. Następnie wędrujecie do toalety i robicie to, co do was należy. Potem rozbieracie się do bielizny i wskakujecie na wagę. Po zejściu z niej mierzycie obwody swojego ciała, a na końcu robicie kilka zdjęć w lustrze. I to tyle!

zdrowie

Pamiętajcie jednak proszę, żeby przeglądu swojego samopoczucia i zdrowia dokonywać każdego dnia. Nie chodzi tu już nawet o kształtowanie sylwetki. To jest Wasze życie, które jest najcenniejsze, więc myślę, że warto poświęcić te kilkanaście minut, aby móc o nie należycie zadbać.

Jestem dobrej myśli, że sobie z tym wszystkim poradzicie i wyciągnięcie z tego tekstu naprawdę wiele. Te pięć punktów mogą zmienić w Waszym dążeniu do lepszego ciała bardzo dużo. Wprowadźcie je do swojego planu i przekonajcie się, że słowa tutaj przeze mnie napisane, nie są bezwartościowe.

Ważmy się, mierzmy, róbmy sobie zdjęcia i stawiajmy sobie odpowiednie pytania!

Tylko tyle i aż tyle!

Jedno kłamstwo wobec bliskich tu. Jedno kłamstwo wobec siebie tam. Oszukiwanie dziś, okłamywanie jutro… Ciągły fałsz, ciągła obłuda, a potem płacz… Płaczemy, bo zostajemy sami. Łkamy, bo nie możemy osiągnąć swoich marzeń. Brutalna prawda? Och! Wcale nie! To rzeczywistość tych, którzy nie potrafią zdobyć się na szczerość!

okłamywanie siebie

Jesteśmy kłamcami. Wszyscy. Wybacz drogi czytelniku, jeśli w tym momencie uraziłem Twoje uczucia, jednak proszę, zachowaj swoje pochopne i emocjonalne działania na później. Teraz zajmij się myśleniem i chwilą refleksji nad swoim własnym życiem. Zastanów się, czy to, co właśnie przed chwilą zakomunikowałem, nie jest prawdą. Jestem niemal pewien, że teraz nie jesteś już tak bardzo przekonany, co do swojego zdania, mam rację? Tak myślałem…

Jesteśmy oszustami. Kłamiemy każdego dnia. Robimy to w mniej lub bardziej świadomy sposób, ale drobne oszustwa, które w naszych oczach zazwyczaj nie znaczą więcej, niż cichy dźwięk muchy przelatując tuż obok naszego nosa, są z nami cały czas. Mówimy nieprawdę, bo oczekujemy własnych korzyści. Okłamujemy szefa lub nauczyciela w szkole, bo pragniemy wolnego dnia od pracy lub edukacji. Oszukujemy rodziców, bo nasza niespokojna młodzieńcza dusza rwie się do wolności i skosztowania „dorosłego” życia. Łżemy, bo boimy się odpowiedzialności za swoje czyny. Zmyślamy, aby przypodobać się innym i wkupić się w łaski otoczenia, do którego normalnie nie mielibyśmy szans się dostać. Opowiadamy bajki, aby zainteresować swoją potencjalną drugą połówkę, tak skrzętnie wypatrzoną z tłumu innych osób. Nawet robienie nieustannych zmyłek przed nachalnymi telefonami, próbującymi wbrew naszemu zdaniu, coś nam sprzedać jest…

Nie, nie, nie. Nie przesadzajmy. Takie uciekanie się kłamstw, można akurat zrozumieć. Jednak wracając do tematu!

Nie zmierzam do tego, aby pokazać wszem wobec brzydką naturę człowieka, która paradoksalnie to człowieczeństwo podkreśla. W gwoli ścisłości kłamstwo jest zjawiskiem ambiwalentnym i może mieć też swoją dobrą stronę. Objawia się, chociażby przy kłamaniu, które nie ma na celu szkodzenia drugiej osobie, a wręcz przeciwnie – ma za zadanie chronić ją i jej uczucia. Określamy je jako tzw. białe kłamstwo, które definitywnie nie jest tematem dzisiejszego tekstu.

Wbrew pozorom, istnieje coś gorszego i straszniejszego od przytoczonych przeze mnie sytuacji, w których tak ochoczo oddajemy się łganiu wobec innych.

Czarna strona życia. Kłamstwo wobec siebie.

Od oszukiwania innych, o wiele bardziej destrukcyjnym zjawiskiem jest oszukiwanie siebie. Choć brzmi to dość kuriozalnie, to w rzeczywistości jest bardzo często spotykane. Wydawać by się mogło, że przecież okłamywanie samego siebie nie jest możliwe, prawda? Bo przecież jak można oszukać kogoś, kto zna nasze myśli i jest z nami nieustannie? Jak widać – można. I to głównie za sprawą wpajania sobie fałszywych przekonań, myśli i tym samym – nieustannego oszukiwania swojej własnej głowy. W końcu, czego to My – ludzie, nie wymyślimy, aby tylko uciec od odpowiedzialności przed sobą, czy przed czekającą nas pracą?

O ile okłamywanie innych możemy nazwać aktem niegodnym lub niemoralnym, o tyle okłamywanie siebie, można nazwać już zachowaniem destrukcyjnym. Nie zamierzam używać tutaj słowa „głupim” lub „idiotycznym”, bo nie chcę wyjść na osobę, karcącą innych za nie życie w zgodzie ze sobą. Przecież każdy z nas posiada własną moralność oraz świadomość życia, więc nie mnie jest oceniać postępowania innych ludzi.

Tak naprawdę poprzez oszukiwanie siebie można stracić i to bardzo wiele. Każdy doskonale wie, jak kończy się okłamywanie przyjaciół, rodziny, czy bliskich. Zazwyczaj oznacza to wrogość, złość i w najgorszym wypadku – zerwany kontakt. Zastanówmy się więc wszyscy, jak może wyglądać nasze życie, kiedy oszukiwanie człowieka, na którego jesteśmy wiecznie zdani stanie się ponurą codziennością? Mówię to oczywiście o nas samych.

Oszukiwanie siebie stoi na drodze do spełnionego życia.

Zrobienie w życiu czegokolwiek bez pokochania siebie i zaakceptowania swojego aktualnego życia, graniczy z cudem. A niewątpliwie kłamstwo stosowane wielokrotnie wobec swojej osoby nie sprawi, że nagle tą miłością do siebie zapałamy. Wręcz przeciwnie. O wiele szybciej uzyskamy frustracją, smutek i niechęć, a odraza odczuwana do siebie jest już piekielnym zjawiskiem, które rzadko kiedy kończy się dobrze.

Nie możemy okłamywać siebie. Poprzez takie działanie tworzymy wokół siebie fikcyjny świat, który nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. W ten sposób otrzymujemy fałszywe uczucia, fałszywych ludzi, fałszywe nagrody i fałszywe sukcesy. Kłamstwo użyte raz może pociągnąć za sobą lawinę zdarzeń, w którym prawdziwych zjawisk może nie być zbyt wiele. Zwróćcie uwagę, że nie da się osiągnąć sukcesu, czy po prostu godnie żyć, kiedy wiecznie nie mówimy sobie prawdy. To jest po prostu nie do wytrzymania! Aby cokolwiek w swoim życiu zrobić, cokolwiek osiągnąć i stać się dobrym człowiekiem, musimy żyć w świecie takim, jakim jest. A co nam pozostanie po rzeczywistości zakłamanej przez nasze własne słowa i fałszywe przekonania?

kłamstwo

Fikcja czy rzeczywistość? Co jest prawdą, a co kłamstwem?

Dlaczego kłamiemy?

Kłamstwo w zdecydowanej większości przypadków jest złe. Nieważne, czy używamy go wobec matki, przyjaciela, czy siebie. Ta niewinna z pozoru rzecz – ta maleńka fałszywość w przekazywanych informacjach – pociąga za sobą konsekwencje, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Doskonale rozumiem sam mechanizm tego czynu i powody, które nami kierują, kiedy go używamy. Zwyczajnie tak nam jest wygodniej. Kłamstwo oznacza ucieczkę przed odpowiedzialnością i zazwyczaj podyktowane jest albo strachem, albo lenistwem. Boimy się wyrzec komuś prawdę, bo nie wiemy, jak zareaguje. Okłamujemy innych, bo nie chce nam się czegoś zrobić, a zastosowanie kolejnej fałszywej wymówki jest zwyczajnie wygodniejsze. Oszukujemy siebie, bo czujemy trwogę przed zaakceptowaniem pewnych faktów, które być może – nie są zbyt korzystne. Nie żyjemy tak, jak chcemy, bo boimy się ryzyka. Robimy to, bo wolimy żyć komfortowo w swoim własnym świecie i nie wychodzić poza to, co znane i bezpieczne.

Nie chcę napisać, że to całkiem naturalne zjawisko, bo wtedy zabrzmi to, jak akceptacja takiego stanu rzeczy, a zgadzać się na kłamstwo nie powinniśmy. Dlatego podkreślę tylko, że niestety, ale kłamstwo stało się obecnie zdecydowanie zbyt mocno powszechne. Kłamiemy na każdym kroku i oszukujemy niestety nie tylko innych, ale także siebie. A jeśli tworzymy wokół siebie fałszywą rzeczywistość, to wtedy i my sami stajemy się fałszywi wobec innych. Błędne koło – jeden sznurek pociąga za kolejny.

Paradoks kłamstwa.

Prawdopodobnie, początkowo kłamstwo oszczędzi nam wielu nerwów i utraty sił. Jednak nasze życie nie trwa jeden dzień czy tydzień. Jest ono na całe szczęście zazwyczaj rozciągnięte mocno w czasie i właśnie tak samo powinniśmy spoglądać na wszelkie działania, jakich się podejmujemy. To zabawne, że ciągle mówi się o cierpliwości i wytrwałości, ale nikt nie wspomina, że kłamstwo jest idealną oznaką braku tychże dwóch wartości. Oszukiwanie to przejaw braku cierpliwości i patrzenia na siebie tylko przez pryzmat krótkoterminowy. Bo w istocie mówienie nieprawdy chroni nas przed negatywnymi emocjami, ale tylko w wymiarze małego wycinka czasu.

Jednak w dłuższej perspektywie, zapewni nam to tyle niechcianej rozrywki, że prędzej nabawimy się wrzodów żołądka, depresji i permanentnego stresu, niż uśmiechu i ulgi. Choć prawda w niektórych przypadkach może boleć i jej użycie może wywoływać niemały stres, to myślę, że całkiem logicznym rozwiązaniem jest, przełamać się w danej chwili i odczuć wszystko, co stresujące, przez kilka minut, niż pójść na skróty, nie wychodzić ze swojego komfortu, okłamać, a potem męczyć się przez wiele długich dni, prawda?

Okłamywanie siebie potrafi być skrzętnie skrywane.

Wszystko sprowadza się do odwagi i odpowiedzialności. Nie uważam, że każdy musi taki być, ale wiem, że każdy z Was ma w sobie cząstkę tych dwóch cnót. Proszę. Bądźmy odważni i realnie spoglądajmy na swoje działania. Nie zakłamujmy swojej własnej rzeczywistości tylko dlatego, że się czegoś boimy. Nasz umysł jest bardzo sprytny i czasami tak kieruje naszymi myślami, że stosuje różne fortele w postaci kuszących wymówek, czy wyjaśnień, które w rzeczywistości – nie są zgodne z prawdą. Dlatego poddawajcie wątpliwościom wszystkie niepewne swoje myśli. Zastanawiajcie się, czy to, co robicie, faktycznie jest dobre i w istocie współgra z Waszym życiem oraz planami.

oszukiwanie

Jeśli chcecie być światowej sławy pisarzami, ale wiecznie tylko czytacie książki i nie piszecie, bo ktoś Wam kiedyś powiedział, że dobry pisarz wiele czyta (w istocie dobry pisarz czyta bardzo dużo, co jest rewelacyjne, ale nigdy nie będzie pisarzem, kiedy w końcu nie zacznie pisać), to coś jest nie w porządku, prawda? Właśnie w ten sposób także oszukujecie swój umysł i to w dość przewrotny sposób. Z pozoru robicie coś dobrego i pożytecznego, ale tak naprawdę, stosujecie tylko kolejne kłamstwo wobec siebie, które jest przejawem Waszego braku odwagi i lenistwa. Nie działacie i tym samym nie zbliżacie się do swoich marzeń, ale żyjecie w bańce nieświadomości, bo przecież – „czytacie”. Ale, czy aby na pewno jest to rzecz, której powinniście oddawać się w zupełności?

Jak widzicie – nasz umysł ma wiele zakamarków, w których może ukryć prawdę. Czasami robi to tak sprytnie, że dopiero po długim czasie udaje nam się ją znaleźć, a wtedy jesteśmy zszokowani, że mogliśmy być aż tak bardzo ślepi. Nie przejmujcie się tym. Po prostu starajcie się jak najszybciej usunąć kłamstwo ze swojego życia i żyć w zgodzie z prawdą, którą przecież sami kreujecie.

Kiedy jesteśmy zmuszani do kłamstwa…

Czasami okłamujemy siebie świadomie i to jest już o wiele bardziej przykre. Zasypujemy się komunikatami, że „musimy” coś zrobić, mimo że tego nie chcemy. Pragniemy zmian, ale tkwimy dalej w jednym miejscu, bo „tak trzeba”. Właśnie szkopuł w tym, że nic nie musicie i nic nie trzeba.

Rozumiem, że zmiana pracy przy utrzymywaniu całej rodziny może być ryzykiem, ale czy uważacie, że bycie sfrustrowanym człowiekiem, okłamującym samego siebie poprzez twierdzenie, że „jakoś wytrwam”, odbija się korzystnie na Waszych bliskich? Czy nie woleliby oni, żebyście zarabiali troszkę mniej, ale byli za to częściej uśmiechnięci i szczęśliwi? To jest kolejny problem, który dotyczy wciskania sobie bajek – to zawsze odbija się także na otoczeniu. Dzieje się to w dość prosty sposób. Kłamstwo wobec siebie oznacza zawsze frustrację i nieszczęście. Potem wszelkie negatywne uczucia potrzebują ujścia i zazwyczaj je znajdują – w kontaktach z innymi osobami. Wtedy nie jesteśmy już tylko kłamcami, ale stajemy się także gburami, złośliwcami i osobami, z którymi nikt nie chce utrzymywać kontaktu.

Obiecuję, że już powoli kończę! Wytrzymajcie jeszcze chwilkę! 

Kłamstwo to nie życie. To fałszywy świat.

Słuchajcie. Nie możecie żyć w wiecznym kłamstwie, bo to nie jest prawdziwe życie. To jest fikcja, która nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Okłamywanie siebie jest aktem niegodnym człowieka, którym mamy przyjemność się nazywać. Rozumiem, że czasami kierują nami dobre intencje, ale są to wyjątki potwierdzające regułę. Spróbuj otrzymany od mamy prezent na swoje urodziny zniszczyć na jej oczach i wyrzucić do kosza. Nie zrobisz tego, prawda? Dlaczego więc okłamujesz siebie i niszczysz swoje życie, które otrzymałeś w prezencie? To jest tak bardzo nielogiczne i głupie, że nie wiem, jak mam dalej próbować przekonywać Was, żebyście tego nie robili. Nie piętnuje nikogo, kto to robi, ale zwyczajnie proszę, żebyście przestali tego dokonywać.

prawda

Zacznijcie żyć, tak jak chcecie Wy sami. Koniec z kłamstwami dotyczącymi pracy, której nie znosicie. Koniec z łganiem odnośnie własnych uczuć i emocji. Skończcie z oszukiwaniem siebie, że robicie to, co kochacie, a w rzeczywistości jesteście wiecznie smutni i sfrustrowani. Przestańcie okłamywać swój własny umysł, że zbliżacie się do marzeń, skoro nawet nie podjęliście próby dojścia do nich. Skończcie z gierkami, kłamstwami i oszukiwaniem.

Siebie nie możecie oszukać, bo niby kto ma na tym skorzystać? Okłamujący, czy okłamywany? Jesteście jedną osobą, z którą spędzicie wszystkie dni, aż do swojej śmierci, więc nauczcie się żyć w zgodzie z sobą, bo jeśli Wy tego nie osiągnięcie, to nikt inny za Was tego nie zrobi.

Coraz bardziej przekonuje się, że baczna obserwacja jest jednym z większych przywilejów, jakim może zostać obdarowany człowiek. W moim przypadku nie dostarcza mi ona tylko materiałów na kolejne teksty, które nierzadko pojawiają się we mnie pod wpływem zwykłych, codziennych sytuacji. Stanowi ona dla mnie także ciekawe przeżycie zjawisk, które mogę dostrzec u innych osób. Pozwala mi to również zauważyć pewne silne powtarzalności, pojawiające się u naprawdę sporej grupy ludzi.

Jak obserwacja wpływa na moje życie?

Nie ukrywam, że to właśnie zwykłe codzienne sytuacje  stanowią podwaliny pod WIELE napisanych przeze mnie tekstów i wyróżnienie słowa „wiele” nie jest przypadkowe. Jednak nigdy nie mogłoby do tego dojść, gdyby nie obserwacja tego, co się dzieje w świecie mnie otaczającym. Co więcej, warto również zdać sobie sprawę, że samo patrzenie na niewiele się zda, jeśli nie będziemy w stanie wyprowadzić z danej sytuacji odpowiednich wniosków. Dlatego za każdym razem sytuacja, którą uda mi się zaobserwować, stanowi dla mnie  materiał rozważań na kolejną część dnia, tygodnia lub nawet miesiąca. Dopiero po odpowiednim czasie, który mogę poświecić na ustosunkowanie się do zaistniałej sytuacji, przelewam własne myśli na papier.

obserwacja

Z tego więc powodu tak często używam słów typu „zaobserwowałem”, „zauważyłem” czy „spostrzegłem”. Nie da się ukryć, że bardzo często moje teksty dotyczą zwykłego, codziennego życia i bierze się to po prostu z mojej obserwacji otaczającego mnie świata. Dlatego cokolwiek piszę i cokolwiek przekazuje Wam, jest moim własnym, subiektywnym zdaniem, z którym zgadzać się nie musicie. W tym miejscu warto zaznaczyć, że cokolwiek widzimy, słyszymy, czujemy, czy doświadczamy, zawsze poddajemy pod własną ocenę. Porównujemy to do swoich zasad, wartości oraz reguł, którymi kierujemy się w życiu. Tym samym, każdy z nas może mieć różne opinie na te same lub bardzo podobne zjawiska. Obserwator światowej klasy ze mnie żaden i nie uważam, żebym osiągnął w tym mistrzostwo. Gdyby tak było, pewnie zawodowo zajmowałbym się, chociażby obserwowaniem ptaków, a tak przecież nie jest… Jednak przekonałem się już nie raz, że tę umiejętność warto pielęgnować!

Zalety bycia uważnym obserwatorem.

W dzisiejszym tekście chciałbym skupić się głównie na samej czynności obserwacji. Nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę, ale dzięki niej możecie uniknąć wielu potencjalnych przeszkód oraz trudności, wynikających z codziennego życia.

Dlaczego więc obserwacja otoczenia jest taka świetna? Poniższe punkty wszystko Wam wyjaśnią!

  1. Unikasz wielu porażek, bo uczysz się na błędach innych.

    Każdy ciągle powtarza, że trzeba uczyć się na własnych błędach. Ja także nagminnie o tym piszę! Nadal twierdzę, że nic tak nie uczy, jak własna porażka, ale nie oznacza to jednak, że celowo powinniśmy te porażki ponosić. Z tego więc powodu, czasami warto podpatrywać innych i tym samym przekonać się, jak radzić sobie z porażkami lub co robić, kiedy już nas dopadną.

  2. Uczysz się od innych.

    Punkt trochę powiązany z poprzednim, ale poruszający o wiele szerszy aspekt. To nie tajemnica, że życie innych osób – szczególnie tych, którzy znajdują się w miejscu, o którym my marzymy – potrafi nas wiele nauczyć oraz zainspirować. Jednak, aby mogło do tego dojść, nie możemy tak po prostu przechodzić obok nich i bezrefleksyjnie się na nich patrzeć. Rzetelna obserwacja ich życia, zachowań, gestów, sposobu poruszania się i wykonywania określonych czynności, może nauczyć nas o wiele więcej, niż jakakolwiek książka.

  3. Jesteś przygotowany na wiele zaskakujących ewentualności.

    Duże grono ludzi bardzo głośno lamentuje, że spotkało ich coś złego. Zazwyczaj jest to coś, na co nie byli przygotowani i zostali zaskoczeni. Nie twierdzę, że to kłamstwo, ale jestem przekonany, że w zdecydowanej większości przypadków, mogliby uniknąć tego typu sytuacji, gdyby trochę bardziej wgłębili się w temat, który jest przedmiotem ich działania. Obserwacja pozwala ujrzeć więcej, bardziej zrozumieć dane zjawisko, a tym samym – być gotowym na to, czego inni się nie spodziewają.

  4. Stajesz się człowiekiem wszechstronnym.

    Któż nas nie chciałby być dobrym z każdej możliwej dziedziny? Choć nie twierdzę, że to możliwe, to sama obserwacja pozwala nam stać się człowiekiem renesansu o wielu zaskakujących talentach i właściwościach. Dobra obserwacja zapewnia nam wiedzę, którą niejako pochłaniamy od innych, nieświadomych tego osób. W domu podpatrujemy gotującą cudowne przysmaki żonę, w pracy obserwujemy etykę pracy szefa, na sali treningowej przyglądamy się trenującym kulturystom, a na spacerze z psem właścicielom czworonogów, którzy radzą sobie ze swoimi pupilami lepiej niż my. Wieczorem wyciągamy z całego dnia wnioski i zyskujemy informacje, których nie potrafilibyśmy znaleźć w żadnej możliwej książce świata, bo biorą się one z doświadczenia naszego oraz innych ludzi.

  5. Zapewniasz sobie szacunek innych.

    Zapewne, jeśli obserwujesz, to także potrafisz dobrze słuchać. W ten sposób potrafisz tak umiejętnie pokierować komunikatami, aby trafiły one w sposób właściwy do odbiorcy. Nie mam na myśli fałszywych komplementów, ale zapewnianie rozmówcy komfortu rozmowy, wynikającego ze zrozumienia jego intencji, życia oraz zainteresowań.

  6. Zapewniasz sobie wrogość innych – i bardzo dobrze!

    To dość kontrowersyjny punkt, ale myślę, że w ogólnym rozrachunku całkiem ważny. Dobry obserwator ma to do siebie, że potrafi dostrzec w ludziach wiele rzeczy, które są dość skrzętnie ukrywane. Jeśli są to cechy dobre, wtedy punkt poprzedni jest jak najbardziej realny. Gorzej, jeśli spotykamy z kłamstwem, obłudą lub hipokryzją. Wtedy nasza niechęć do danego osobnika wzrasta, a my zwyczajnie unikamy z taką osobą kontaktu. A przynajmniej zrobić to powinniśmy. W tej sytuacji bardzo często można spotkać się z wrogością lub agresją tejże osoby, która nie rozumie, o co tak naprawdę nam chodzi i co nam się nie podoba. Cóż… To chyba jasne, że nie powinniśmy przejmować się opiniami tego rodzaju ludzi, prawda?

  7. Podążasz własnym szlakiem.

    Z moich obserwacji wynika, że zazwyczaj ludzie, którzy potrafią dostrzegać wiele ukrytych niuansów, ścieżek rozwoju lub zaskakujących cech u innych, są tymi, którzy na ogół postrzegani są, jako „inni”. W tym jednak znaczeniu jest to określenie bardzo pożądane i dobre. Osoby obserwujące innych są zwyczajnie bardziej świadome swojego istnienia. Potrafią wyciągać odpowiednie wnioski i przekładać pozyskane informacje na swoje codzienne życie. Tym samym stają się ludźmi, którzy dzięki świadomości otoczenia, stają się panami swojego losu.

  8. Zyskujesz spokojniejsze życie.

    Nie trwonisz czasu na nic niewnoszące kłótnie ani potyczki słowne. Jesteś bardziej opanowany, bo obserwacja zapewniła Ci poznanie wielu mechanizmów, które kierują naszym życiem. Wiesz, co jest dobre, a co nie. Dodatkowo, jeśli znasz danego człowieka, to zdajesz sobie sprawę, jak się zachować w kontaktach z nim. Potrafisz tak dostosować swój komunikat, aby zawsze realizować swoje marzenia i nie marnować sił na mało wartych ludzi lub idiotyczne rzeczy. Stajesz się prawdziwym mistrzem w swoim fachu i nie potrzebujesz żadnego mentora, który musiałby Ci pomagać. Sam nim dla siebie jesteś i to wszystko – dzięki innym, którzy dostarczają Ci wyjątkowo dużo materiału do analizy i wyciągania odpowiednich wniosków.

obserwator

Zacznij obserwować i przekonaj się sam o pozostałych zaletach!

Powyższych punktów mogłoby być zdecydowanie więcej. Jednak nie chodzi o to, żeby pokazywać wszystkie zalety obserwacji otoczenia. Przecież najlepiej smakuje to, co nie jest do końca poznane, tak? Dlatego zachęcam, żeby brakujące korzyści płynące z odpowiedniego przyglądania się rzeczywistości, każdy z Was uzupełnił w swoim własnym zakresie. Spróbujcie i przekonajcie się, jak wiele dobrego może wnieść do waszego życia obserwacja ludzi oraz ich zachowań. Gwarantuje Wam, że niejednokrotnie będziecie w szoku, kiedy na koniec każdego dnia, zaczniecie wyciągać swoje własne wnioski i dostrzeżecie, że pewne mechanizmy u wielu osób są niesamowicie bliźniaczo podobne.

Chciałbym Wam tylko zasugerować, żebyście uważali, aby Wasza obserwacja nie zamieniła się w ślepe podążanie za kimś lub za czymś. Waszym jedynym zadaniem jest tylko baczne obserwowanie i wyciąganie odpowiednich wniosków. Nie chodzi o to, że macie być tacy sami, jak ktoś w Waszym otoczeniu albo zawsze słuchać jego zdania. Po prostu patrzcie. Podglądajcie i słuchajcie.

Miejmy uszy i oczy szeroko otwarte, bo to, co dzieje się dookoła nas, potrafi być bardzo pouczające.

Przewrotny tytuł, prawda? W końcu rozwój osobisty jest ostatnio aż zanadto popularny. Czytanie kolejnej książki o życiu to podobno prawdziwy wyczyn! Wszędzie tylko ta nauka i wiedza… Niestety to wszystko skutecznie przyćmiewa rzecz, która w sukcesie jest najważniejsza. Mam na myśli czyste i niczym nieskrępowane działanie.

Nie chcę się ciągle powtarzać, ale znowu muszę napisać to klasyczne już dla mnie sformułowanie. ZAOBSERWOWAŁEM ciekawe zjawisko, które nieustannie przewija się w naszych codziennych kuluarach. Ba! Ja sam bardzo często łapię się na tym, że nieświadomie wpadam w jego sidła!

Widzę to w mojej rodzinie, w gronie moich przyjaciół, w komentarzach w mediach społecznościowych, czy u obcych ludzi, z którymi mam przyjemność rozmawiać. Wszystko sprowadza się do tego, że osoby, które mają marzenia i chcą je spełniać, nieustannie chcą wiedzieć więcej, uczyć się więcej i poznawać więcej. To nie jest złe! W końcu rozwój osobisty jest bardzo ważny i stanowi naprawdę istotny czynnik w drodze do realizacji swojego życia.

Problem w tym wszystkim jest jednak taki, że poprzez samo czytanie, nikt jeszcze świata nie zdobył, prawda?

Kupujemy tony książek. Przeglądamy przez długie godziny masę tekstów. Słuchamy tysięcy minut podcastów i oglądamy niezliczone ilości filmów. Ciągle nakręcamy się, motywujemy do działania, zdobywamy wiedzę i poszerzamy swoje horyzonty. Wszystko po to, żeby…

No właśnie. Po co?

Nauka jest zawsze narzędziem do celu.

Nie powiecie mi chyba, że uczycie się tylko dlatego, żeby tę wiedzę mieć. Nie znam osoby, która nie zgłębiałaby danego tematu, nie oczekując z tego potencjalnych korzyści. Nawet tych najmniejszej. W ten sposób otrzymujemy panią domu, która czyta na forach internetowych o myciu talerzy i efektywnym sprzątaniu sypialni. Pana Kowalskiego, który zgłębia daną dziedzinę, żeby móc prowadzić ożywione dyskusje z sąsiadem. Biznesmena, który słucha o produktywności, bo chce podnieść jakość swojej pracy i swoich pracowników. Sportowca, który ogląda filmiki dotyczące jego dyscypliny, bo chce być w niej jeszcze lepszy. Wszyscy uczymy się w jakimś wyższym, szczytniejszym dla nas celu. Dlaczego więc jesteśmy w tym tak bardzo bierni, że zamiast działać, nieustannie tkwimy w jednym i tym samym miejscu?

rozwój osobisty

O wzięciu się do roboty pisałem już w innym tekście. Tam jednak poruszałem aspekt siedzenia, wyłącznego marzenia o sukcesie i nic nierobienia. W tamtym przypadku wszystko było z pozoru łatwe, prawda? W końcu nietrudno odróżnić osobę, która narzeka i tylko mówi, od tej, która działa. Pierwsza jest postrzegana za życiową porażkę i marudę, a druga za osobę produktywną i rezolutną. Problem tworzy się natomiast wtedy, kiedy zaczynamy źle rozumieć działanie i postępujemy asekuracyjnie, bojąc się porażki lub niepowodzenia.

Wykorzystuj nabytą wiedzę.

Dla wielu z nas działanie sprowadza się do czytania, słuchania, oglądania i innych rzeczy, które tak naprawdę są bierne! Właśnie tak! To nie są czynności, które w sposób bezpośredni przybliżają Cię do Twojego celu i radzę Ci to sobie uzmysłowić, bo w przeciwnym wypadku… Nici z Twojego sukcesu. Podkreślę to raz jeszcze, bo uważam, że jest to bardzo ważne! Rozwój osobisty, objawiający się czytaniem, słuchaniem, czy oglądaniem, szczególnie mądrzejszych i bardziej doświadczonych od siebie, jest niezbędnym filarem na drodze do sukcesu. Nie twierdzę, że to coś złego, kiedy w długie zimowe wieczory oddajesz się ponętnej lekturze na temat biznesu czy zarządzania czasem. Chwała Ci za to, że się rozwijasz i pragniesz być lepszym człowiekiem!

Jednak zwróćcie proszę wszyscy uwagę na to, czy poświęcacie wystarczająco dużo czasu na samą czynność działania. Odpowiedzcie przed sobą, czy próbujecie i wprowadzacie w życie to, o czym przeczytaliście lub to, co zobaczyliście. Odnosząc się do początkowej części tekstu – nikt nie uczy się po to, żeby ta wiedza kurzyła się w zakamarkach umysłu. Zawsze mamy w tym wyższy cel, więc powiedzcie mi proszę, dlaczego postępujemy tak bardzo nielogicznie i wiecznie coś czytamy, skoro nigdy nie wprowadzamy tego w codzienne życie?

„Twój los kształtuje się w momencie podejmowania decyzji”. – Anthony Robbins

Działanie, a nie czytanie!

Jeśli wasz rozwój osobisty jest bierny, a Wy nigdy nie testujecie tego, czego się nauczyliście, to równie dobrze możecie położyć się przed telewizorem i obejrzeć kolejny odcinek meksykańskiej telenoweli, w której każdy jest kochankiem każdego, a wartka akcja rozciąga się na tysiące odcinków… Skoro rozwijacie się po to, aby wygłaszać tylko swoje oświecone mądrości, to proszę Was! Oszczędźcie bliskim, swoich jakże wielmożnych pouczających rad, które nikogo nie obchodzą. Wiecie dlaczego? Bo nigdy ich nie spróbowaliście i nigdy nie wprowadziliście ich w życie, a zaufajcie mi, że inni to widzą. W mniejszym lub większym stopniu, ale widać, kiedy stosujecie się do tego, o czym mówicie, a kiedy nie.

To tak samo, kiedy otyły dietetyk wygłasza swoje rady i mądrości. Nie wsadzę tym stwierdzeniem kija w mrowisko i sprostuje to, co mam na myśli. Ta osoba może być najlepsza pod słońcem i być najlepszym znawcą na świecie, ale jej wygląd nie będzie przemawiał za jej słowami. I choćby była to osoba najdoskonalsza w swoim fachu, to zawsze pierwsze wrażenie będzie nie do końca działało na jej korzyść.

Albo wyobraźcie sobie, że czytacie o treningu siłowym i zdrowym odżywianiu, ale nic w tym kierunku nie robicie, a oczekujecie efektów. Chodzicie na siłownię, ale tylko po to, żeby popatrzeć, jak ćwiczą inni i liczycie, że dzięki temu zbudujecie solidną sylwetkę. Brzmi śmiesznie i zabawnie? Świetnie! To teraz dokonaj przeglądu własnych zachowań w innych, codziennych sytuacjach i zobacz, czy nie robisz dokładnie tego samego, chcąc spełniać swoje marzenia.

Najlepszą lekcją jest doświadczenie.

Boimy się działać. Jesteśmy otępieni i leniwi. O wiele wygodniej jest nam mówić o sukcesie, niż się za niego realnie zabrać. Wolimy czytać, słuchać i oglądać, bo to nie kosztuje nas wielu sił, ani utraconych nerwów. Przecież, co takiego może nam się stać podczas czytania lektury? Zatniemy się kartką? Książka spadnie nam głowę? Czym są te „trudności” w porównaniu do utraconego majątku, nieprzespanych nocy i izolacji?

książki

Właśnie o to w tym wszystkim chodzi. O wiele bardziej pragniemy żyć komfortowo w ciepłym kąciku i tylko marzyć o swoim sukcesie, niż faktycznie wziąć się w garść i zacząć działać. To jest paradoksalne zjawisko, ale w istocie tak jest. Nie musicie przyznawać mi racji, ale proszę, przyznajcie ją przed sobą, bo jestem pewien, że zdecydowana większość z Was właśnie tak żyje. Pozostała mniejszość może być z siebie dumna, ale nie powinna zapominać także o tym, że rozwój osobisty jest konieczny, jednak zawsze powinien iść w parze z działaniem.

„Jeśli nie masz pojęcia o diamentach, poznaj jubilera”. – Warren Buffet

Dla wszelkich leniwych fanatyków rozwoju osobistego, których półki uginają się od książek mówców motywacyjnych i inspirujących person, nie mam zbyt dobrej wiadomości. Nie wiem, czy sobie zdajecie z tego sprawę, ale najlepsza nauka płynie z własnego doświadczenia. Czyli, dopóki nie spróbujecie, to się nie przekonacie, a najlepszą lekcję można wyciągnąć, ucząc się na własnych błędach i całym swoim życiu. A powiedzcie mi, jak chcecie tego dokonać, skoro ciągle potraficie tylko uczyć się o sukcesach innych, zamiast w końcu zacząć realizować swój własny?

Rozwój osobisty i ogromna pułapka.

Jeszcze jedna książka. Jeszcze jeden film. Kolejny kurs! Kolejne szkolenie! Następny podcast! Następna biografia! Więcej! Więcej!

DOSYĆ! WEŹ SIĘ W GARŚĆ!

Przerwij w końcu to błędne koło wpadania we własne sidła pozorowanego rozwoju osobistego. Wielu tak naprawdę sądzi, że się rozwija, a w rzeczywistości tylko boi się podjęcia definitywnych kroków. Okłamują samych siebie i żyją w wiecznym kłamstwie. Wiecie, jak to się kończy? Tak, dokładnie! Moim jednym z ulubionych słów! Frustracją! Skupcie się na sobie i swoich działaniach. Chociaż z sobą bądźcie chorobliwie szczerzy i przyznajcie się, czy to, co robicie, istotnie zbliża Was do marzeń.

nauka

Przestańcie w końcu rozpowiadać, że wraz z kolejną książką, zaczniecie działać. Nie zaczniecie, bo brakuje Wam odwagi. Jeśli ktoś Wam mówi, że zacznie cokolwiek „od poniedziałku”, „od jutra”, czy „od czegokolwiek” to tak naprawdę nigdy tego nie zrobi. Osoba pragnąca zmian z całych sił, wprowadza je w życie natychmiast!

Tak samo działają osoby realnie się rozwijające. Z każdą kolejną przeczytaną stroną, obejrzaną minutą filmu, czy sekundą następnego szkolenia, wprowadzają nabytą wiedzę w życie. Nie czekają do jutra, następnego miesiąca, czy końca źródła informacji. Są tak bardzo spragnieni sukcesu i wiedzy, że działają natychmiast! Właśnie o to w tym chodzi i to odróżnia ludzi, którzy działają, od tych, którzy się tylko rozwijają.

Zgadnijcie, którzy w ostatecznym rozrachunku osiągną więcej i nabędą większą wiedzę?

Prośba…

Chciałbym, a nawet pragnąłbym, żeby każda ambitna osoba (szczególnie ta młoda, która ze względu na mój wiek jest mi wyjątkowo bliska), wzięła sobie do serca ten tekst. Zaufajcie mi proszę, że ja nie jestem kaznodzieją lub ekspertem. Odcinam się od łatki „motywatora” i osoby głoszącej „wieczny optymizm”. Nie wiem, jak mógłbym się określać, ale wiem, że to, co piszę, jest zgodne z moim własnym sumieniem i z tym, co obserwuje u wielu ludzi otaczających mnie i moich bliskich.

Spójrzcie na swoje życie obiektywnie. Powinniście być z siebie dumni, że się rozwijacie i to jest naprawdę pierwszy, bardzo ważny krok na drodze do sukcesu. Jednak zrozumcie, że nigdy go nie osiągnięcie, jeśli nie zaczniecie działać. Rozwój osobisty jest świetny, ale tylko wtedy, kiedy nabytą wiedzę, wprowadzamy w życie i próbujemy ją. Nie bójmy się porażek i popełnianych błędów. Co takiego może nam się stać? Uczmy się na nich. Odważmy się walczyć o takie życie, o którym wiecznie czytamy, słuchamy i które nieustannie oglądamy.

Sukces wymaga ruchu.

czytanie

Zostawiam Was z tym tekstem, ale mam nadzieję, że Wy nie zostawicie go tutaj samotnego. Liczę, że będziecie do niego wracać bardzo często i przynajmniej raz w tygodniu, poświęcicie mu kilka minut swojego cennego życia. Przeczytajcie go zawsze podczas podsumowywania wykonanych przez siebie tygodniowych zadań. Zobaczcie, czy faktycznie działacie, czy tylko czytacie o działaniu. Nie można osiągnąć sukcesu, tylko na niego patrząc. Swoje marzenia możemy zrealizować tylko wtedy, kiedy zaczniemy realnie działać. Nauka to zajęcie bierne. Natomiast działanie na podstawie nabytych informacji jest rzeczą, której pożądać powinniśmy wszyscy bez wyjątku.

Na sam koniec, napiszę coś, co od samego patrzenia wywołuje u mnie ból serca, ale wiem, że jest tutaj potrzebne, aby przynajmniej części z Was uświadomić pewną rzecz.

Jeśli kolejna książka lub dostęp do Internetu, służy Wam tylko do pozyskiwania wiedzy, której nigdy nie wprowadzacie w życie, to lepiej będzie, kiedy wyrzucicie lekturę i odłączycie Internet. Te rzeczy wywołują w Was więcej szkód niż pożytku. Nie są Wam potrzebne, skoro nie macie zamiaru wprowadzać je w swoją codzienność. Marnujecie tylko ich potencjał.

Chciałbym, żeby przynajmniej raz w życiu każdy z nas, spróbował zacząć dążyć do życia, o którym z tak wielkim uwielbieniem czyta, i przekonał się, jak wielką siłę ma to działanie.

#kolejne artykuły