Rób to co niemożliwe. Do what you can’t – Casey Neistat | worldmaster.pl
#

Zainspirowana filmem – Rób to co niemożliwe – Caseya Neistata – „Do what you can’t”, który w lutym ukazał się na jego kanale YouTube.

Sięgam więc po swoją formę przekazu, czyli słowo.

Dlaczego film tak mnie zainspirował?

Przede wszystkim Casey pozuje jedną fantastyczną rzecz do jakiej mamy dostęp teraz, internet – a co za tym idzie środki przekazu i możliwości.

Każdy z nas może coś nagrać, coś stworzyć, coś napisać – stać się twórcą. Bez względu na to czy umiesz dobrze pisać, czy masz tylko pomysł, czy chcesz coś zrobić. Pomimo, że wiele osób wcześniej powiedziało Ci, że się do tego nie nadajesz. Zrób to.

Zainspirowana filmem – Rób to co niemożliwe – Caseya Neistata – „Do what you can’t”, który w lutym ukazał się na jego kanale YouTube.

W tej chwili masz naprawdę nieograniczone możliwości. Możesz dowiedzieć się wszystkiego i poznać każdego. Bez względu na pochodzenie, pieniądze, znajomości, możesz zacząć coś tworzyć i pokazać to światu na wiele różnych sposobów.

Oczywiście nie chodzi tylko o to żeby wrzucić po prostu coś do internetu. Jeśli masz pomysł i chcesz go zrealizować. Twoja ciężka praca, umiejętności, które teraz masz i które zdobędziesz po drodze – to wszystko ogromnie się liczy.

W szkole, w pracy, w domu – mnóstwo ludzi powie Ci, że nie możesz, że to się nie uda, że nie warto, że czegoś Ci brakuje.

Dwa lata temu nawet przez myśl by mi nie przeszło, że przeprowadzę się do innego kraju. Będę swobodnie rozmawiać po angielsku z ludźmi z całego świata i z rodowitymi Anglikami czy Szkotami (gdzie po latach nauki, wstydziłam się mówić najprostszych zdań). Nie pomyślałabym nawet, że wszelkie formalności załatwię sama, a w 1,5 tyg znajdę nie jedną, dwie prace.

Pomysł.

Dwa lata.

Co w Twoim życiu może się zadziać w pół roku, rok, dwa lata ?

Nikt nie pozna się na tym co robisz, na Twoim talencie, na Twoich pomysłach, ideach, marzeniach, jeśli będziesz trzymał je tylko dla siebie.

Żaden pomysł nie zostanie zrealizowany jeśli będzie siedział tylko w Twojej głowie.

W szkole, w pracy, w domu – mnóstwo ludzi powie Ci, że nie możesz, że to się nie uda, że nie warto, że czegoś Ci brakuje.

I co z tego?

Pokaż go innym.

Pozwól innym zobaczyć na co Cię stać.

Mów, twórz, działaj.

Zapraszam po więcej na mój blog:

monikagozdz.pl/blog

Każdy codziennie otrzymuje 24 godziny,  które musi zagospodarować na pracę, odpoczynek, zajęcia dodatkowe, obowiązki, przyjemności.

Czasem wydaje nam się, że mamy go dużo, czasem, że nam go brakuje.

Myślę, że niestety w większości przypadków występuje druga opcja i nie wiadomo dlaczego, czas ciągle przyśpiesza. Tak jakby ktoś go specjalnie podkręcał, byśmy jeszcze szybciej, intensywniej w większym stresie pędzili nie wiadomo dokąd. Zaczyna pojawiać się obawa, że czegoś nie zdążymy. Stres, ile jeszcze rzeczy do wykonania. Lęk przed pomyłką. Niepewność czy wszystko zostało wykonane. Wszystkie te negatywne uczucia zaczynają być częścią naszego życia. Dopadają nas każdego dnia- rano, wieczorem. Nie chcą nas opuścić nawet podczas wolnego czasu czy nawet wakacji. Jemy szybkie śniadanie, piszemy szybkie wiadomości, odbywamy szybkie spotkania.

Czemu czas tak szybko płynie?

Wydaje mi się, że pierwszą przyczyną tego złudzenia jest fakt, że wyznaczamy sobie wiele celów. Najlepiej do zrealizowania na już. Wiadomo, musimy pracować, bo trzeba mieć za co żyć. Jednak zakładamy sobie, że musimy dużo pracować, żeby zapewnić jak najlepszy byt. Dobre auto, piękny dom, wspaniałe wakacje. Zatem tyramy dzień w dzień jak ten wół. Biegając z pracy do pracy. Zapominając, w ogóle o odpoczynku, chwili dla siebie, rodziny. Priorytetem stają się tylko rzeczy materialne, które każdego dnia pokazywane są nam w różnoraki sposób.

Masa przekazów, które mają za zadanie nas ogłupić, oślepić, zaprogramować. Pracuj, bo chcesz to mieć, bo jest Ci to potrzebne. Pracuj, bo to jest świetne. Zaczynamy łapać temat i wyznaczać sobie wielkie cele do których dążymy. Oczywiście, nie mówię, że to złe. Cele w życiu są bardzo ważne. Ale czy nie masz wrażenia, że czasem są wyolbrzymione lub przesadzone? Bo droższe, bo większe, bo lepsze. Muszę to mieć! Wszystko to powoduje nałożenie na oczy klapek i nastawienie na realizację celu. Przyjmujemy tryb zadaniowca i GOŁ!

Zadaniowość. Wspaniałe słowo XXI wieku. Cholerny kolejny przyśpieszacz czasu! Od rana w głowie tli się miliony myśli. Co dziś zrobić, gdzie zadzwonić, co powiedzieć. Okazuje się, że wszystkie zadania już w sumie powinniśmy wykonać na przedwczoraj. Nawet dzień wolny zapełniony jest tysiącem zadań do wykonania, bo w końcu można nadrobić zaległości. Kiedy zaś usiądziemy na chwilę, łapie nas wrażenie, że nie możesz marnować czasu, bo nic nie zostało zrobione. Zatraceni w zadaniach, znów dajemy się pochłonąć w wirze czasu, który nieubłaganie ucieka.

No ale zaraz!

Przecież ja odpoczywam przed telewizorem, poleżę, poscrolluję Facebooka. Ile razy zdarzyło Ci się wziąć na chwilę telefon i zmarnować Twój cenny czas na bezmyślnym przeglądaniu portali? Bądź na graniu na komputerze, czy też oglądaniu kolejnego odcinka “Trudnych spraw”? Technologia zaczyna władać naszym życiem i przejmować dużą część czasu. A patrząc na zegarek wydaje nam się, że tak szybko ucieka. Odpaliliśmy internet na chwilę, a już siedzimy w nim od 45 minut. Włączyliśmy telewizor, a tu już ta godzina! Nic nie zrobiłam/zrobiłem! Nie dziw się. Każda rzecz na której się skupisz, zabierze Twój czas.

Bądź obecny we własnym życiu!

Pogoń za dobrobytem, zaspokojeniem potrzeb materialnych tak potrafi nas pochłonąć, że zapominamy o tym, co jest najważniejsze. Rodzina, bliscy, przyjaciele, nasza osoba. A my- nie mamy wciąż czasu. Na rozmawianie, słuchanie, bycie. “Nie mam czasu, może za tydzień, a może miesiąc Cię odwiedzę”. Redukujemy czas, po to by mieć go więcej na ZADANIA. Rezygnujemy z rozmów, spotkań, hobby, zainteresowań. A przecież to część naszego życia, której nie powinniśmy zaniedbywać. Każdy z naszych bliskich potrzebuje naszego czasu. Czy to mąż, żona, dziecko, mama, tata, babcia, dziadek, siostra, brat, przyjaciel. Każdy chce porozmawiać. Zapytać jak się czujemy, co robimy. Po prostu pobyć w naszym towarzystwie. Obejrzeć film, wyjść gdzieś, pobawić się, pośmiać, czy chociażby zjeść wspólny posiłek. Bez telefonów, tabletów, laptopów. Tylko Ty i bliskie Ci osoby.

“Przychodzi syn do taty i mówi -Tato, ile kosztuje godzina Twojej pracy? Na co tata odpowiada -100 zł Synu, a czemu pytasz? Na co syn – A jeśli dam Ci 100zł, poświęcisz mi godzinę?”

Ale i MY jako jednostka też potrzebujemy czasu dla siebie samego. Na regenerację, odprężenie. Chwilę dla swojego ciała i duszy, które wymagają odpoczynku, bo inaczej się wykończą.
Obudźmy się! Zanim będzie za późno! Mąż odejdzie, ktoś z rodziny umrze, dzieci dorosną lub my sami zachorujemy. Życie w pędzie grozi różnego rodzaju chorobami: nerwice, depresje, zawały, udary. NIE DAJ SIĘ! Masz jedno życie! A bliscy też nie są wieczni. Czy musi się zdarzyć jakaś tragedia, by ich zauważyć ?

Czemu dajemy się porwać w ten pęd?

Mamy wrażenie, że jeśli na chwilę się zatrzymamy to wszystkie plany runą. Kariera nie pójdzie na przód, nic się nie nauczymy. Przepychamy się ze wskazówkami, próbując je niby zatrzymać. Jednak, gdy na chwilę udaje nam się “nic nie robić” to dopada nas niepokój, od którego natychmiast musimy uciec w zadania. Spróbuj w domu usiąść bez telefonu, telewizora i innych technologii, bez celów, zadań, bez działań. Ile wytrzymasz? Jesteśmy uzależnieni od czasu i ciągłej pracy.

Strach przed  się autorefleksją

Odnoszę wrażenie, że unikamy zastanawiania się nad sobą – bo się tego boimy. Uciekamy od pytań typu “Co ma dla mnie sens?”; “Czego potrzebuję?” “Co chciałabym/chciałbym?” i zastępujemy je stwierdzeniem “Co muszę zrobić?”. Ja Ci powiem- NIC NIE MUSISZ! Autorefleksja jest nam bardzo potrzebna, aby zbudować własną tożsamość. Trzeba oprócz radości z życia, przyjemności, poczuć też frustrację, niepokój, ból by zrozumieć siebie. Jest to częścią naszego życia i nas. Inaczej nie poznamy swoich potrzeb, pragnień, ograniczeń. A wszystko to po to, by iść swoją drogą. Autorefleksja jest potrzebna każdego dnia, po zwycięstwie i porażce. Nie bój się jej. Nie uciekaj przed nią w zadania. Poświęć jej chwilę. Dzięki niej możemy poznać siebie. Może wtedy zrozumiemy, że nasz czas ucieka nam przez palce i coś zmienimy.

Zatrzymaj czas! Zapytasz -“Jak?”

STOP!
Usiądź.
Odpocznij.
Złap oddech.
Wyjdź na spacer!
Poczuj, jak zimne powietrze przechodzi przez Twoje nozdrza i płynie przez całe Twoje ciało. Jak Twój nos zaczyna robić się z minuty na minutę coraz zimniejszy od chłodu. Jak Twój umysł zaczyna się dotleniać. Wsłuchaj się jak ptaki ćwierkają, jak drzewa się gibają pod wpływem wiatru. Przestań myśleć nad tym co trzeba, co się powinno. Zapomnij na chwilę o obowiązkach, zadaniach, czasie. Jesteś teraz tylko Ty. I nagle…. czas spowalnia.  Kontakt z naturą zdecydowanie to ułatwia. Patrzenie w niebo, oddychanie świeżym powietrzem, spacer po lesie.

To wszystko pozwoli  spowolnić Twój czas. Wspaniałym sposobem jest także medytacja, którą możesz wykonywać w każdym miejscu. W domu, na dworzu, w pracy, w samochodzie. Dzięki niej Twoje ciało również się odpręży, a czas unormuje. Są szkoły medytacji, a jeśli nie masz czasu na Youtubie jest pełno nagrań, dzięki którym zrobisz to prawidłowo. Dla początkujących polecam także nagranie Kamili Surmy, które trwa zaledwie 8 minut. Ściągniesz je tutaj.

zagospodarować na pracę, odpoczynek, zajęcia dodatkowe, obowiązki, przyjemności

Aby spowolnić czas musimy sami poczuć, że nie chcemy żyć w tym pędzie i potrzebujemy innego sposobu na to przeżywanie. Na początku możemy odczuwać niepokój, zagubienie, ponieważ jesteśmy przyzwyczajeni do szybkości i ciągłego działania. Ale z czasem…  uczymy się po prostu żyć, być, przeżywać. SPRÓBUJ! Nie pozwól by życie uciekło Ci przez palce. Nie zaplanujesz wszystkiego, nie zrobisz wszystkiego. Czasem trzeba odpuścić.

Zawsze będę uparcie twierdził, że życie to doskonały nauczyciel. Wystarczy być tylko uważnym obserwatorem, żeby uczyć się z codzienności. Często zdarza się, że doświadczamy konkretnego wydarzenia, które na pozór wydaje się niczym ważnym, ale w rzeczywistości może nas wiele nauczyć. Dlatego dziś chciałbym podzielić się z Wami prawdziwą historią. Będzie to opowieść, która choć normalna – pobudziła mnie do myślenia i skłoniła do refleksji, z której to wypłynął właśnie ten tekst. Niewątpliwie na to, że tak mocno zarysowała się ona w mojej pamięci, miał znaczenie także stres, który w tamtej chwili mi towarzyszył.


Historia na faktach!

Jakiś czas temu wybrałem się z moją mamą do oddalonego o kilkaset kilometrów miasta. Jak to na ogół bywa w takich sytuacjach, oboje nie znaliśmy go na tyle, aby móc bez żadnego wsparcia do niego dotrzeć. W tym więc celu uruchomiliśmy nawigację i wraz z metalicznym głosem, wydobywającym się z telefonu, wyruszyliśmy w trasę.

I to właśnie ten wyjazd sprawił nam nie lada kłopoty.

Przyjechaliśmy drogą, którą już raz się poruszaliśmy. Nie było dużo okazji do pomyłek, więc do celu dotarliśmy względnie bez żadnych niespodzianek. Pobyt w mieście również przebiegł bez komplikacji. Wszystko za sprawą siostry obeznanej z miastem i znającej jego najmniejszy zakątek. Muszę przyznać – była lepsza niż GPS! Gorzej jednak było z wyjazdem, gdzie znowu byliśmy zdani tylko na siebie. Aczkolwiek rozochoceni towarzystwem naszej przyjaciółki (nawigacji GPS), postanowiliśmy wybrać nową trasę. Może trudniejszą, ale na pewno szybszą.

Ach ten nieustanny pęd!

Oszukać przeznaczenie…

Wszystko byłoby dobrze, gdybyśmy oboje nie próbowali być mądrzejsi od naszego towarzysza podróży, który zapewne, gdyby mógł, mocno by się na nas zdenerwował. W pewnym momencie nie posłuchaliśmy go. Zgodnie uznaliśmy, że się myli. W końcu to tylko maszyna, mówiliśmy. To nie to samo, co my – ludzie! Twierdziliśmy z dumą.

Już po kilku minutach żałowaliśmy swoich słów. Pobłądziliśmy niesamowicie, a trasa, która miała być rzekomo szybsza, odbiła się nam czkawką. Zmarnowaliśmy kilkadziesiąt minut na szukaniu odpowiedniego rozwiązania. Jakby tego było mało, w pewnym momencie znaleźliśmy się na drodze ekspresowej, z której nijak nie można było zjechać. Tylko przed siebie! Problem w tym, że nie wiedzieliśmy, czy „przed siebie” oznacza drogę do domu, czy w kompletnie innym kierunku.

stres

Teraz możecie się z tego śmiać (sam to robię!), ale wtedy nie było nam do śmiechu. Jechaliśmy zestresowani, zdezorientowani i pogodzeni z tym, że nasza orientacja w terenie nie należy do najlepszych. Nie ukrywam, że się przejmowałem. Negatywne myśli zaczęły mnie oplatać i wysysać ze mnie absolutną radość życia. Radość, choćby z tego, że mogę jechać samochodem i spędzać miło czas z bliską mi osobą. Jeśli uważacie, że przesadzałem, to musielibyście zobaczyć moją mamę! Nie dość, że zestresowana to jeszcze zdenerwowana! Oczywiście na kogo? Pewnie, że na mnie! Bo kto chciał wybrać inną, nową i „super-szybką” drogę? Pewnie, że ja!

Możecie sobie tylko wyobrazić, że to nie pomagało mi ten stres przezwyciężyć…

Refleksja z Happy Endem.

Im dłużej jechaliśmy, tym z upływem kolejnych minut, uświadamiałem sobie pewną rzecz. Otóż nie mieliśmy innego wyjścia. Wcześnie była taka opcja, ale kiedy znaleźliśmy się już na drodze bez żadnego zjazdu, jedynym wyborem było podążanie przed siebie. Skoro więc nie było żadnej alternatywy (bo przecież nie zacznę jechać na wstecznym), to dlaczego w ogóle mamy się tym przejmować? Dlaczego mamy płakać i lamentować nad czymś, nad czym nie mamy już żadnego wpływu?

Jak to powiedzieliby zwłaszcza starsi ludzi – mleko się rozlało, więc nie ma sensu już nad nim płakać.

Kiedy to do mnie dotarło, mogę Wam powiedzieć z ręką na sercu, że wszystko się nagle ułożyło. Stres odpuścił. Negatywne myśli poszły w zapomnienie, a po kilku minutach perswadowania mamie tego punktu widzenia, jej zdenerwowanie także się rozpłynęło. W końcu nie mogliśmy zrobić niczego innego, jak tylko jechać przed siebie. Musieliśmy to zaakceptować, bo innej drogi nie było, a nerwy i stres w niczym by nie pomogły.

Wiecie, co okazało się po kilku kilometrach? Nie uwierzycie!

Nasz kierunek jazdy był poprawny! Kiedy już nasza przyjaciółka nawróciła się i postanowiła jednak z nami współpracować, zrozumieliśmy, że poruszamy się w dobrą stronę. W stronę domu. Uśmiech, jaki wykwitł na twarzy mojej mamy, był nie do opisania. Koniec końców wszystko skończyło się dobrze, a my spokojnie – choć wcale nie tak szybko – dotarliśmy do celu.

Lekcja życia numer… ?

Nie myślcie, że przytoczyłem Wam tę prawdziwą historię, tylko dlatego, aby podzielić się z Wami własną niefrasobliwością na drodze. Albo, że zamieniam swoje teksty w prywatny pamiętnik! Ta opowieść ma swój cel i zadanie do spełnienia. Istotnie była to dla mnie prawdziwa lekcja życia. Ma Wam ona pokazać jedną, niezniszczalną prawdę o naszym życiu, o której zdecydowanie zbyt często zapominamy. W efekcie marnujemy swoje siły, czas i tak bardzo cenną w dzisiejszym czasie – energię życiową. Ta prawda brzmi dokładnie tak samo, jak tytuł tego tekstu.

Nie przejmuj się rzeczami, na które nie masz wpływu!

Jak wszystko, wydawać się to może dość proste. Przecież, co takiego jest w tym trudnego? Kilka słów, jedno zdanie. Banalne! Jednak samo przeczytanie tych słów na niewiele się zda. Chodzi o ich zrozumienie i wprowadzenie w życie, a z tym jest już większy kłopot.

Martwimy się wieloma rzeczami. Przejmujemy się każdego dnia, a stres towarzyszy nam nazbyt często. Trudno się temu dziwić, skoro nasze życie i cały obecny świat nieustannie przyspiesza, i zarzuca nas kolejnymi wymaganiami, którym ciężko sprostać. Wiele osób popada w nerwicę, depresję lub zmaga się z chronicznym stresem. W rezultacie niszczy to ich życie i zabiera z niego jakąkolwiek radość. Pozostaje tylko ciemność i uczucie niepokoju, rozciągające się w naszym wnętrzu…

Nie przejmuj się rzeczami, na które nie masz wpływu

Oczywiście ze stresem można walczyć, są ku temu odpowiednie techniki, ale to nie jest celem tego tekstu. Jak widzicie i zapewne wiecie –w życiu mamy już wystarczająco wiele zmartwień, więc dokładanie do nich kolejnych nie ma większego sensu. To tak samo, jak wpychanie kolejnego kęsa ziemniaków przez babcię. Skoro jesteście już pełni i pękacie z przejedzenia, to po co wkładać w siebie kolejną porcję? Tak samo jest ze zmartwieniami. Jeśli jest ich już w nas dużo, to dlaczego mamy je sobie jeszcze dokładać, skoro nie musimy tego robić?

Nie pozwól, aby zjadł Cię stres.

Zwróćcie uwagę, że przejmowanie się rzeczami, na które nie mamy wpływu, nie jest rozsądne. Powiem więcej. To może być niesamowicie niszczycielskie względem naszego całego życia. Bo wyobraźcie sobie, że przejmujecie się wszystkim i wszystkimi. Tym, co ktoś sobie o Was pomyśli. Tym, czy pani od historii zrobi test. Albo, czy Wasz szef będzie w dobrym humorze. Tym, czy będzie padało, czy świeciło słońce. Tym, czy Wasz pies pozna Was po powrocie z wakacji… Ta ostatnia sytuacja wydaje się kuriozalna, ale w mocnym stadium przejmowania się wszystkim dookoła, takie pozorne błahostki, również mogą występować.

Nie dość, że w ten sposób wiecznie zatruwamy swoje życie negatywnymi emocjami, to na dodatek pochłania to całą naszą energię oraz czas, którzy moglibyśmy przeznaczyć, chociażby na okazywanie radości! Doskonale rozumiem, że czasami rzecz, nad którą nie mamy kontroli, a która powoduje nasze zmartwienia, może być naprawdę wielka i przytłaczająca. Takim wydarzeniem może być na przykład śmierć bliskiej osoby. Trudno wtedy komukolwiek powiedzieć, żeby nie płakał, bo „mleko i tak już się rozlało”.

Nie polecam tego robić.

Nawet śmierć można przeżyć. Potrzeba tylko czasu.

Zauważcie, że nawet i w tym aspekcie wieczne pogrążania się w depresji i żałobie także na niewiele się zda. W końcu tym sposobem życia zmarłej osoby nie przywrócimy. W ogóle nie możemy tego zrobić. Dlatego właśnie myślę, że wiele osób potrafi radzić sobie po śmierci najbliższych. Nie od razu, ale stopniowo, dzień po dniu godzi się z tym, co się stało. Oddaje należyty szacunek i na swój sposób – żegna się ze zmarłą osobą. Systematycznie zaczyna rozumieć, że pogrążanie się w płaczu, nic już nie zmieni, a zmarły lub zmarła, na pewno nie pragnęłaby, abyśmy zamieniali swoje życie w morze łez.

W efekcie żałobnik ponownie zaczyna żyć. Rozumie, że skoro nie może już nic zmienić, to pora wrócić do normalnego funkcjonowania. Oczywiście, że w jego sercu już na zawsze może pozostać mały cień, ale po takiej stracie jest to coś naturalnego. Chodzi o to, aby uświadomić sobie, że w pewnym momencie trzeba powiedzieć sobie:

Dość. Wypływam na powierzchnię.

Potrafię zrozumieć stres, wynikający z sytuacji, na które nie mamy wpływu. To taka naturalna reakcja obronna naszego ciała. Wzmożona czujność, napięcie, wyrzut adrenaliny. Jeśli zdarza się raz na jakiś czas – świetnie! Nasz organizm pracuje prawidłowo i wytwarza mechanizm przetrwania. Jeśli jednak występuje to bez przerwy, wtedy mamy problem. Obrazowo pisząc – prędzej, czy później nasze ciało przemęczy się wiecznym „stanem czuwania” i krótko mówiąc – wypali się. Dlatego, jeśli tylko możemy, powinniśmy stres redukować. I właśnie w tym celu warto przestać przejmować się rzeczami, które są gdzieś poza naszym zasięgiem. Choć doskonale rozumiem, że mogą być one często ciężkie, trudne i złe, to bez względu na to, co zrobimy i jak zareagujemy, one zawsze będą takie same. Będą istniały dalej w tej samej formie i bez wpływu pozostanie nasze działanie.

Świata nie zbawisz, ale siebie – owszem.

Czy możemy zmienić to, co pomyślą sobie o nas inni? Czy można mieć wpływ na pogodę? Można jakkolwiek wpłynąć na to, czy w drodze do pracy będzie korek? Nie! Ale zawsze możemy mieć wpływ na to, jak zareagujemy na te wszystkie „rewelacje”. Zamiast więc martwić się i stresować, polecam trzeźwo myśleć. To nie tylko zapewni Wam trochę więcej spokoju, ale także, być może dzięki temu znajdziecie rozwiązanie.

Choć nie mamy wpływu na pogodę, możemy ubrać adekwatny strój do panujących warunków. Choć korek w drodze do pracy jest poza naszym zasięgiem, to zawsze możemy wcześniej znaleźć inną trasę.

Jak widzicie, czasami można znaleźć rozwiązanie z sytuacji, lub chociaż zrobić coś, co ten stres zredukuje. Zanim jednak do tego dojdzie, musimy zacząć od siebie. Musimy zmienić swoje nastawienie do tego, na co nie mamy wpływu. To i tak dzieje się poza nami. Nie ważne, czy będziemy brali w tym udział, czy nie. Pogoda zawsze będzie taka sama. Ludzie dalej będą gadali, a drogi ekspresowe, czy autostrady dalej będą proste jak stół i nie da się na nich tak po prostu zawrócić!

Nie przejmuj się rzeczami, na które nie masz wpływu!

nie przejmuj się

Polecam się więc nad wszystkim zwyczajnie zreflektować. Naprawdę nie ma większego sensu przejmować się rzeczami, na które wpływu mieć nie możemy. Zwyczajnie je zaakceptujemy i zamiast zamartwiać się, poszukajmy ewentualnego rozwiązania, mogącego zminimalizować ewentualne szkody. Jednak przede wszystkim, uśmiechnijmy się. Choćbyśmy podążali z silnym nurtem rzeki, wprost  ku przepaści. W końcu, skoro i tak czeka nas zguba, to chyba lepiej robić to z uśmiechem na ustach, niż ponurym wyrazem twarzy, prawda?

Ale spokojnie!

Zguba wcale nie musi na nas czekać! Bo nigdy nie wiadomo, czy za kolejnym zakolem rzeki, z której prądem się poruszamy i tłuczemy o boki, nie pojawi się coś, co nagle odmieni naszą sytuację na lepsze.

Innymi słowy, mówiąc:

Nigdy nie wiadomo, czy droga ekspresowa, na którą wjedziesz, nie okaże się tą prawdziwą, która zaprowadzi Cię do domu!

Nawet jeśli trafiłeś na nią zupełnie przypadkowo!

Od dzieciństwa jesteśmy uczeni, że czegoś nie wypada robić, mówić, myśleć. Powodem tego są przekonania rodziców, dziadków czy ogólnie innych osób, które nas do tego nawołują.

Z pewnością nie raz każdy z nas spotkał się z taką sytuacją. Chociażby kiedy jako dzieci powiedzieliśmy coś “czego nie wypada” i zostaliśmy pouczeni.

Prosty przykład, gdy dziecko mówi do mamy: “Mamusiu, a czemu ta Pani jest taka nie miła?” na co w odpowiedzi słyszy : “Cicho, nie mów tak, bo nie wypada”. Yhym. A czy wypada być nie miłym? I to do takiego stopnia, że zauważa to małe dziecko? Dlaczego uczymy dziecko, aby nie wyrażało swojej szczerej opinii, która może być niezbyt przyjemna? Dlaczego mówimy to co należy, nawet jeśli jest to niezgodne z prawdą? Czy szczerość nie powinna być ważniejsza?

“Lepsza jest gorzka prawda, niż najpiękniejsze kłamstwo”

 

Myślę, że to dość ważne. Nie mówiąc wprost tego co myślimy, wyrabiamy w sobie odruch kłamstwa. Następnie uczymy tego swoje dzieci. A przecież maluchy są szczere do bólu. I to jest niesamowite. Nie boją się mówić prawdy, ani tego co myślą. Wyrażają swoją szczerą opinie, na podstawie tego co się dowiedziały, co widzą, co czują. Niestety, w ciągu dorastania zostaje im to wybite z głowy po to, aby podporządkować się innym, być dobrym dla innych, zachowywać się „kulturalnie”. A czy zwrócenie komuś uwagi jest oznaką braku kultury?

Bycie kulturalnym, dobrym, wcale tego nie wyklucza. Tak samo jak bycia szczerym i wyrażania własnej opinii. Jest to wyłącznie kwestia odpowiedniego doboru słów, jak i tonu wypowiedzi. Jeśli ktoś jest dla nas niemiły i arogancki, dlaczego mamy to akceptować? Wystarczy w ładny sposób zwrócić mu uwagę. “Rozumiem, że ma Pani dużo pracy i zapewne jest zmęczona. Wierzę, że takich ludzi przewija się w ciągu dnia sporo. Pewnie przez to jest Pani tak rozdrażniona”. W takiej sytuacji nie tylko dajemy Pani do zrozumienia, że z nieznanych powodów jest niemiła, ale także wykazujemy współczucie  i zainteresowanie jej osobą. Jednak wymaga to od nas zupełnie innego podejścia. Oczywiście, bardzo często możemy po drugiej stronie spotkać agresywną odpowiedź. Jednak, mocno wierzę, że mimo wszystko może coś do tej osoby trafi i skłoni ją do refleksji.

Wyrażanie opinii

Idealny przykład nieszczerych opinii znajdziemy w branży gastronomicznej. Zastanów się ile razy zjadłeś coś co niekoniecznie Ci smakowało, ale kiedy kelner zapytał „Czy wszystko w porządku? Smakuje Pani/Panu?” Twoja odpowiedź była twierdząca? Jeśli potrafisz wyrazić szczerą opinie, bardzo Ci gratuluję! To rzadko spotykane. A szkoda… No bo jeśli przychodzi klient i po zjedzonym daniu kelnerka pyta o opinie, a w odpowiedzi otrzymuje informacje “wszystko w porządku” to jest pewna, że wszystko było w porządku. Taką informacje przekazuje dalej. I tak koło się toczy. Klient wychodzi niezadowolony, a restauracja cieszy się, że wszystko było w porządku. Tyle, że ten klient nigdy nie wraca i nie wiadomo w sumie czemu…

Gdyby klient wyraził szczerą opinię z pewnością byłaby ona wartościowa dla restauracji. W końcu na postawie opinii tworzona jest kuchnia. Jeśli raz, drugi, trzeci klienci zwracają uwagę na tę samą rzecz, można wnioskować, że coś jest nietak i warto to zmienić. Jeśli każdy z klientów wyrażałby swoją szczerą opinię, zdecydowanie łatwiej restauracji byłoby coś poprawić. Nikt przecież nie jest jasnowidzem. Takie przykłady spotkamy nie tylko w restauracji, ale i w wielu innych miejscach, które odwiedzamy, ale i codziennym życiu.

być nie miłym ,szczerość, uczymy dzieckoPodporządkowywanie opinii

„Nie powiem, że film był fajny, bo nikomu się nie podobał- wyjdę na idiotkę!”
Czemu podporządkowujemy swoją opinię pod innych? Nie potrafimy mieć swojego zdania? Każdy jest inny i coś innego mu się podoba. Inna dziewczyna, chłopak, inne mieszkanie, inny wystrój, inna muzyka, inne miasto. Wszystko. Nie znaczy to, że ktoś jest gorszy. Dobrze mieć swoje zdanie, nawet jeśli jest inne. Warto je także wyrażać. Kiedy ktoś powie Ci, że jesteś głupi, bo tak myślisz- zlej to. To on jest głupi, że widzi tylko to co on uważa za słuszne. Nie można narzucać komuś co ma myśleć, lubić, jeść, słuchać, ubierać. To indywidualny wybór każdej jednostki na tej ziemi. Dlatego nie bój się i bądź szczery w wyrażaniu swojej opinii!

Opinie w internecie

Internet ułatwił wyrażanie swoich opinii, czasem aż nad szczerych. Hejterstwo niekiedy sięga zenitu. W wirtualnym świecie roi się od złości i negatywnych komentarzy. Czasem mam wrażenie, że ludzie w ten sposób po prostu się wyżywają. Niby niewidoczni. Znający się na wszystkim. W końcu mogą wyrazić swoją opinie, skrytykować oraz wylać swe żale. Zastanawiam się tylko, czy również w życiu realnym są takimi szczerymi i walecznymi osobami? Wydaje mi się, że niestety nie. I zdecydowana większość tylko w internecie czuje się tak swobodnie. Skoro potrafimy robić to w internecie, nauczmy się to robić w życiu realnym.

Konsekwencje nieszczerości

Nieszczerość ciągnie za sobą wiele konsekwencji. Chociażby w relacjach. Jeśli kobieta jest z czegoś niezadowolona, ale nie powie konkretnie o co jej chodzi, to skąd ten biedny chłop ma to wiedzieć? Kobiety, pobudka! Bądź szczera wobec swojego faceta i powiedz wprost co Ci nie pasuje! Tak samo działa to w drugą stronę. Facecie!

Kobieta pyta Cię o opinię odnośnie stroju, fryzury- szczerze się wypowiedz. W końcu ona robi to dla Ciebie! Kiedy przyjaciółka pyta Cię jak wygląda w tym swetrze, powiedz jej co naprawdę sądzisz. W końcu ufa Ci i wierzy, że chcesz dla niej jak najlepiej. W związku z tym, liczy, że Twoja opinia będzie szczera. Mówiąc od razu, czy coś jest dobre, czy złe, zawsze jest szansa na poprawę. Czy to w ubiorze, jedzeniu, wystroju, czy czymkolwiek innym. Każdemu może zdarzyć się pomyłka, błąd. Jesteśmy tylko ludźmi. Nie jesteśmy nieomylni, dlatego chcemy by, inni wyrażali swoje zdanie, z innej perspektywy. A szczerość w nich jest bardzo ważna!

być nie miłym ,szczerość, uczymy dziecko

Zatem, nauczmy się być szczerzy. To ułatwi życie nam, naszym bliskim i wszystkim ludziom dookoła. Szczerość jest bardzo ważna, ale i cenna. Wiem, że czasem nie jest łatwo mówić prawdę- boimy się kogoś reakcji, nie chcemy kogoś urazić lub sprawić mu przykrości. Wolimy milczeć, bądź uśmiechać się i udawać, że wszystko jest super. Myślę, że jeśli się przełamiemy i odpowiednio się wypowiemy będzie to tylko korzyścią. Dla nas- że daliśmy szczerą opinie i dla kogoś- że otrzymał prawdziwy feedback. A jeśli chcemy czyjejś opinii liczmy się również z tym, że nie zawsze będzie ona pozytywna. Najważniejsze, aby była SZCZERA!

Tożsamość każdego człowieka to bardzo delikatny temat. Nikt nie chce jej zgubić, jednak chcąc podobać się każdemu, możemy ją zatracić. To się wiąże niejako z pułapką perfekcjonizmu, w którą często wpadamy. Chcemy nie tylko robić wszystko najlepiej, ale także podobać się wszystkim dookoła. To zachowanie mogą także potęgować poszczególne cechy charakteru, takie jak: uległość, wrażliwość, łagodność. Dodatkowo przyjęło się, że egoizm jest czymś chorobliwie złym. W końcu to zazwyczaj Ci najbardziej ułożeni i niesprawiający żadnych problemów są tymi, których wszyscy chwalą. Nie chcę jednak wysuwać teorii, że należy być złym i niepoprawnym lub to Ci negatywnie nastawieni, zawsze są nielubiani przez środowisko. Wszystko zależy tak naprawdę od własnych, specyficznych właściwości jednostki oraz jej otoczenia. Nie da się jednak ukryć, że Ci posłuszni, za wszelką cenę chcący być lubianymi przez wszystkich dookoła, są tymi najlepiej postrzeganymi.

Czy warto podobać się każdemu?

Poprzez mówienie „przypodobać się otoczeniu” lub „chęć bycia lubianym przez wszystkich”, mam na myśli takie zachowania, które polegają w głównej mierze na przypochlebianiu się. Co za tym idzie – także na nie robieniu niczego, co mogłoby „urazić” drugą osobę. Oczywiście, że nie twierdzę, iż pomaganie innym, mówienie im komplementów, czy poświęcanie im czasu, jest złe! Wręcz przeciwnie! To bardzo dobra oznaka tego, że jesteś dobrym człowiekiem.

Jednak – choć może zabrzmi to dziwnie, a nawet w pewnym stopniu złowieszczo – nie można żyć w ten sposób cały czas. Powód nasuwa się sam. Robiąc to, nigdy nie będziemy mieli możliwości, aby wyrazić własne zdanie i ukazać własną tożsamość.

egoizm

To właśnie o tę tożsamość mi chodzi. Poprzez wieczne chęci udogadniania innym i przypochlebiania się im, raczej nigdy nie wejdziemy z nimi w jakąkolwiek wymianę zdań. Tym samym – zawsze będziemy się z nimi zgadzać. Idąc dalej tym tokiem rozumowania, przytoczę jeden z lepszych przykładów. W ten sposób możemy otrzymać wręcz zaszczute przez rodziców dziecko, które aby tylko się im przypodobać, boi się wyrazić własne zdanie. Nieważne, czy będzie chodzić o plany na piątkowy wieczór, czy plany na studia. W obu tych przypadkach to ostatecznie rodzice podejmą decyzję, która będzie dotyczyła bezpośrednio nastolatka. Co to dla niego oznacza? Kreowanie rzeczywistości, która nie jest jego, ale osób, którym za wszelką cenę chce się spodobać.

Naturalnie, że rodziców trzeba słuchać (przynajmniej do pewnego momentu w życiu), a już na pewno warto brać pod uwagę ich zdanie. Tak samo, jak zdanie bliskich, przyjaciół, czy nawet nauczycieli w szkole lub osób, zajmujących w pracy wyższe od nas stanowisko, do którego aspirujemy. Myślę, że warto nawet czasami słuchać zupełnie przypadkowe osoby! Kto wie? Może mają nam one coś cennego do przekazania.

Bezmyślne przywiązanie.

Jednak słuchanie różni się od ślepego posłuszeństwa. Poprzez ślepe posłuszeństwo, gubimy swoją tożsamość. Czynnik, który jest tak bardzo ważny w kreowaniu swojej rzeczywistości. Jeśli nie odnajdziemy jej na początku naszego życia, to może okazać się, że nasze późniejsze wybory będą już na zawsze naznaczone brakiem, poczucia spójnego „ja”.

Myślę – i jest to tylko moje zdanie – że taka chęć podobanie się wszystkim, tę tożsamość nam odbiera. Usiłowanie za wszelką cenę dogodzić otoczeniu nie może być dobre. W takich sytuacjach zawsze musimy pójść na kompromis, który zazwyczaj sprowadza się do porzucenia własnego toku rozumowania i własnego punktu widzenia. Stajemy się pustymi pochlebcami, a następnie także ludźmi, bez własnego poglądu na życie. Egzystujemy, trwamy, ale dlatego, że nie znamy siebie – ciężko jest nam cokolwiek w życiu osiągnąć.

Egoizm, a życie.

Być może zabrzmi to samolubnie, ale uważam, że egoizm także powinien być w naszym życiu obecny. Kiedy wiecznie będziemy zajmować się innymi – nawet tymi, którzy nie mają dla nas większego znaczenia – wtedy może zabraknąć nam czasu na rozwój swojej osoby. Prawdą jest, że warto nieść szczęście i radosne uczucia innym. Jednak nie będziemy tego w stanie zrobić, dopóki w naszym wnętrzu nie zapanuje harmonia. A z kolei ona będzie mogła zaistnieć dopiero wtedy, gdy będziemy mogli poprawnie określić swoją tożsamość. Jak już wiadomo, aby to zrobić, nie można ślepo podążać za każdym i być popychanym to tu, to tam, byle tylko zyskać czyjąś sympatię. Aby być szczęśliwym i móc dzielić się szczęściem z innymi, musimy w pewnym stopniu najpierw skupić się na sobie i poszukaniu własnego, życiowego celu. Paradoksalnie poprzez początkowy egoizm, będziemy mogli służyć ludziom w późniejszej fazie rozwoju.

Niestety nigdy nie będziemy mogli tego osiągnąć, jeśli będziemy trwali w stanie – „Chcę podobać się każdemu”. To zjawisko nie byłoby jeszcze aż tak bardzo destrukcyjne, gdyby dotyczyło tylko bliskich nam osób. Wpadamy jednak często w skrajności. Naprawdę znam wiele osób, które przejmują się tym, co może pomyśleć o nich ekspedientka w sklepie lub ktokolwiek spotkany na ulicy. Nie chodzi mi o to, że mamy zachowywać się jak gburowate istoty bez uczuć! Mam na myśli, abyśmy czasami zastanowili się, czy nasze zachowania są podyktowane szczerą chęcią niesienia pomocy lub radości, czy tylko próbą uspokojenia swojego sumienia i pozyskania czyjejś sympatii na siłę?

Nie zakładaj fałszywych masek.

tożsamość

Przecież nie każdy musi nas lubić. Nie oznacza to jednak, że każdy, kto nas nie lubi, musi nas nienawidzić. Spójrzmy na swoje życie. Jest w nim wiele osób, które po prostu są. Ani ich nie lubimy, ani ich nienawidzimy. Są neutralni. Obecni w naszym życiu bardzo sporadycznie i odgrywający w nim tak małą rolę, że nie sposób określić wobec nich żadnych, konkretnych i szczerych uczuć. W ten sam sposób wiele osób postrzega także nas i nie ma w tym nic złego! Każdy dysponuje innym systemem preferencji, bo każdy jest inny. Dlatego, jeśli za wszelką cenę próbujemy pozyskać sympatię każdego, bo „tak czujemy się lepiej”, to może okazać się, że nigdy nie zaznamy prawdziwie, trwałej relacji.

Dlaczego?

Bo będziemy się wiecznie zmieniać. Dostosowywać do kolejnej, napotkanej osoby, która będzie „musiała” nas polubić. Tym samym kompletnie zagubimy swoją tożsamość. Może dojść do tego, że sami nie będziemy już wiedzieli, kiedy jesteśmy sobą, a kiedy po raz kolejny bezrefleksyjnie zgadzamy się z innymi. A to przecież bycie oryginalnym i jedynym w swoim rodzaju, czyni z nas tak bardzo wyjątkowymi ludźmi. To unikalna tożsamość odróżnia nas wszystkich od siebie. Jeśli więc sami nie wiemy, kim jesteśmy, to jak możemy oczekiwać, że kiedykolwiek nawiążemy trwały i szczery związek, w którym przecież o to poznanie siebie chodzi?

Łatwo jest zgubić własną tożsamość.

Chęć podobania się wszystkim dookoła ma swoje miejsce w naszym wnętrzu. Być może to niewłaściwe przekonanie wywołały przykre wspomnienia, gdzie nikt nas nie lubił w danym czasie i otoczeniu, a może to doświadczenia związane z poczuciem izolacji, powodują takie zachowanie? Trudno jest odpowiedzieć na to pytanie. Zawsze jednak ta odpowiedź znajduje się w nas. To nie jest tak, że jest to wiedza tajemna, której rozwiązania nigdy nie znajdziemy. Wręcz przeciwnie! Możemy to zrobić, ale wymaga to od nas nie lada poświęcenia. Skupienia, powrotu do przeszłości – często bolesnej, zredefiniowania swoich poglądów oraz wartości, a także nierzadko również grona osób, w którym przebywamy.

Uważam, że jeśli za wszelką cenę chcemy, aby wszyscy lubili nas, to tak naprawdę nigdy nie będziemy wiedzieli, czy ktoś lubi nas szczerze. Będzie to niewykonalne dlatego, że prawdopodobnie to my i nasze zmienne zachowanie będzie prowodyrem tej relacji. Jaka więc ona będzie, kiedy przestaniemy o nią zabiegać, zajęci przypochlebianiem się innym? Nie wiadomo, ale wątpię, aby była dozgonna i prawdziwie cenna. Zwyczajnie nie można podobać się każdemu! Próba osiągnięcia tego stanu może być opłakana w skutkach. Zagubienie własnej tożsamości to tylko jeden z nich. Do tego śmiało można dołączyć osamotnienie, poczucie beznadziejności, fałszywe poczucie szczęścia i wpadnięcie w niewłaściwe otoczenie. W końcu nigdy nie wiadomo do czego doprowadzi nas, nasz uległy charakter…

Trzeba walczyć o swoją tożsamość i trzeba mieć swoje zdanie. To ona kreuje naszą rzeczywistość. Jednak jej odnalezienie może być ciężkie, kiedy nieustannie chcemy się komuś przypodobać. Dość naturalne jest, że czyniąc to, automatycznie – na ogół – się z taką osobą zgadzamy. A jeśli to robimy, to prawdopodobnie porzucamy własne poglądy i własne zdanie. Tym samym stajemy się fałszywi i sprzeniewierzamy się własnym zasadom i wartościom. Nasza tożsamość odchodzi w zapomnienie, a my sami gubimy się w swoim postępowaniu.

Jeden szczery, czy stu niezaangażowanych?

Warto być dobrym dla innych i warto innym pomagać. Jednak w tym wszystkim nie zapominajmy także o sobie. Jeśli wszyscy Cię lubią, to nie ma w tym nic złego! Może właśnie jesteś tak cudowną osobą, której nie lubić się nie da! Ciesz się! Jednak raduj się tym do momentu, kiedy jesteś pewny/pewna, że postępujesz w zgodzie ze sobą. Należy rozróżnić miłe osoby, które są lubiane za to, kim są, od tych, którzy są lubiani za to, kim są w danej chwili, w danym otoczeniu i w danej sytuacji. Nie twierdzę, że ktoś jest fałszywy, jeśli chce, aby go wszyscy lubili. Jestem jednak przekonany, że w ten sposób zatraca swoją tożsamość na rzecz relacji, która zazwyczaj nie ma większego znaczenia.

W końcu te prawdziwe znajomości nie powinny wymagać od nas robienia czegokolwiek „na siłę”, przywdziewając przy tym fałszywe przekonania, prawda?

podobać się

Nie ma niczego złego w tym, że nie każdy nas lubi. Każdy z nas jest inny i to pewne, że zawsze znajdzie się osoba, której nie będzie podobało się to, jak mówimy, jak chodzimy lub jak się zachowujemy. Machnijmy na to ręką! Przede wszystkim pamiętajmy o tym, aby postępować w zgodzie ze sobą. Przecież nie wszyscy na ulicy muszą mieć o nas pozytywne zdanie. Czy nie lepiej jest, aby kochało nas szczerze 10 osób, zamiast niepewnie lubiło 100?

Stawiajmy na szczere i prawdziwe relacje. Nie bójmy się podążać za swoim własnym, wewnętrznym „ja”. Egoizm też może być dobre. Myślę, że do pewnego stopnia jest konieczny. Zajmijcie się swoim życiem i relacjami z tymi ludźmi, którym nie musicie się przypochlebiać. To właśnie te relacje przychodzą dość naturalnie i nie wymagają od nas porzucania własnej tożsamości.

#kolejne artykuły