Zainspiruj się #1 | worldmaster.pl
#

To jest tekst dla ludzi, którzy nie lubią monotonii. Dla Was, którzy szukają nowych wyzwań, doświadczają, inspirują się. To wszystko znajdziecie w nowym cyklu na moim blogu pod nazwą #zainspirujsię.

Artykuły będą miały na celu pokazanie ciekawych wydarzeń, książek, filmów, ludzi czy spotkań, które mogą was zainspirować do czegoś nowego. Sama wciąż szukam, czytam, oglądam, rozmawiam. Często to Wy pokazujecie mi wiele dobra, które znajduje się wokół nas i wiele z tego biorę dla siebie. Tym razem, to ja chcę podzielić się z Wami tym, co miało na mnie duży wpływ, skłoniło do refleksji, zainspirowało do czegoś nowego. I ciekawa jestem, czy weźmiecie coś z tego dla siebie.

 

Dźwięki:

  • Album Migration Bonobo, angielskiego producenta i kompozytora. To kolejny album muzyka, który wywarł na mnie wielkie wrażenie. Przy jego twórczości można pracować, odpoczywać, relaksować się, robić porządki. Album budzi we mnie wiele refleksji na temat życia, odczuwania, bycia tu i teraz ale to moje osobiste wrażenia. Szczególnie lubię słuchać utworów z Migration po ciężkim dniu. Muzyka nie jest przybijająca, raczej delikatna, momentami ambientowa i podnosi mnie na duchu. Artysta w idealny sposób łączy elektroniczne brzmienia, downtempo, basy i jedwabiste wokale, jednocześnie owiewając to wszystko nutą tajemniczości.

Kino:

  • Demakijaż – Festiwal Kina Kobiet, to coś więcej niż tylko projekcje filmowe. To pięć dni z filmami, koncertami, spotkaniami i debatami. Nazwa wzięła się z wkurzenia na sztuczne, jednostronne obrazy kobiet, generujące uprzedzenia i dyskryminację. Organizatorkom zależy na pokazaniu różnorodności, która tkwi w kobietach. Złamaniu ich stereotypowego postrzegania przez społeczeństwo. W tym roku odbędzie się już trzecia edycja festiwalu, której tematem przewodnim jest bunt. O poprzednich edycjach możecie przeczytać w wywiadach z organizatorkami, które przeprowadziłam tutaj i tutaj.
    Dla mnie jest to dobry czas, dający dużo mocy i energii. To czas spotkań z innymi, wartościowymi kobietami ale także ze samą sobą. Filmy i wydarzenia towarzyszące zachęcają do refleksji nad tym, co wkurza, blokuje i usadza na miejscu.
    Festiwal odbywa się każdego roku w Centrum Kultury w Lublinie w październiku. Wstęp na wszystkie wydarzenia jest bezpłatny.

projekt – Agata Witkoska

Do poczytania:

  • Magazyn Psychologiczny BANG! Nie ukrywam, że to moje ostatnie odkrycie, które dało mi masę inspiracji do działania na polu zawodowym ale również osobistym. W najnowszym numerze znajdziecie również mój artykuł dotyczący tego czym się zajmuję, czyli edukacja, szacunek i drugi człowiek. Magazyn jest bezpłatny i możecie do pobrać tutaj

Ciekawi ludzie:

  • Dzisiaj chciałam Wam przedstawić bardzo ciekawą osobę, która zajmuje się grywalizacją.  To Grzegorz Olifirowicz. Zanim jednak podlinkuję Wam jego kanał na Youtube, chciałabym nieco opowiedzieć o moich wrażeniach. Grzegorza poznałam kilka lat temu, kiedy prowadził warsztaty z design-thinking. Wtedy po raz pierwszy, osobiście miałam do czynienia z osobą, która zajmuje się grywalizacją zawodowo. Po warsztacie nasze drogi się rozeszły ale pozostała znajomość internetowa. Jednak w tym roku w wyniku wielu sytuacji umówiliśmy się na spotkanie, aby omówić kilka kwestii zawodowych. I powiem tyle!  WOW! Człowiek energia! Grzegorz odblokował we mnie ostatnio bardzo zamkniety obszar kreatywności. Pomysły do tej pory same napływają mi do głowy. Na wiele rzeczy patrzę z innej perspektywy, szukam niekonwencjonalnych rozwizań. Z drugiej strony, dostałam od niego gigantyczne pokłady uważności oraz gotowych rozwiązań, które wprowadziłam w życie. Część z nich jeszcze jest w szufladzie ale uwierzcie, to sierpniowe spotkanie rezonuje we mnie do tej pory! Bardzo Wam polecam jego usługi jak również vloga, którego możecie obejrzeć tutaj

 

A Wy macie inspirujące rzeczy, którymi chcielibyście podzielić się w komentarzu?

Pomiędzy długimi godzinami w pracy, spotkaniami biznesowymi a czasem dla rodziny, w Twoim kalendarzu nie ma czasu dla Ciebie. Czy pamiętasz kiedy ostatni raz miałeś/aś godzinę lub trzy dla siebie? Jeśli zastanawiasz się nad tym pytaniem dłużej niż kilka sekund, to ten artykuł jest dla Ciebie.

Pamiętaj, żeby zadbać o innych, trzeba najpierw zadbać o siebie.

Czy w tych wszystkich swoich aktywnościach widzisz siebie? Masz na uwadze działania, które przyniosą Ci radość lub przyjemność? Czy potrafisz zaopiekować się sobą?

Lubimy pomagać innym. A czy lubimy pomagać też samym sobie? Oczywiście tutaj każda osoba odpowie inaczej. Dbając o siebie, własne zdrowie, samopoczucie fizyczne i psychiczne ładujemy nasze wewnętrzne “baterie”.

Jak spędzasz wolny czas?

To bardzo ważne pytanie. Znam osoby, które w wolnym czasie “podganiają robotę”, nadrabiają zaległości, lub tylko zerkają na pocztę, żeby sprawdzić czy nie dostali “ważnego, służbowego” maila. Osoby, które ciągle pracują i skupiają się tylko na pracy, są mniej efektywne oraz spada im poziom kreatywności (najlepsze pomysły powstają jak już się nie myśli o pracy – informacja potwierdzona przez mojego męża :)).
Jeszcze jakiś czas temu, sama należałam do tych osób. Nie zdawałam sobie sprawy, że nawet takie drobnostki, które przed chwilą wspomniałam, mają znaczenie jak odpoczywam. Teraz jest zupełnie inaczej, chociaż przestawienie się na bycie tu i teraz i zostawienie pracy w pracy, było dla mnie bardzo trudne.

Kilka propozycji, żeby zadbać o siebie.

Przede wszystkim, zacznij powoli odpuszczać. Spróbuj w wolnym czasie zrobić coś dobrego dla siebie. Wyjdź na spacer bez telefonu, pójdź na koncert, pobiegaj, wybierz się na przejażdżkę rowerową. Zrób coś o czym marzysz od dłuższego czasu.

Spędzając czas z bliskimi osobami postaraj się nie sprawdzać co chwilę poczty czy social mediów. Pomyśl, kiedy ostatni raz robiłeś_aś coś kreatywnego lub coś nowego. Może warto poszukać w internecie jakie rozrywki są dostępne w Twoim mieście. Może w pobliżu są miejsca, w których nigdy nie byłeś_aś? Escape Room, sala pełna trampolin, aqua aerobic czy warsztaty fotografii nocnej. To tylko kilka propozycji na zrobienie czegoś kreatywnego lub nauczenie się czegoś nowego.

Self-care.

To osiągnięcie harmonii i zrównoważenia na poziomie ciało-umysł. To przede wszystkim dbałość o siebie oraz psychiczno-fizyczne elementy naszego życia. Mówiąc o self-care, ważnym dla mnie aspektem jest podejmowanie świadomych decyzji o swoim życiu. Decyzje te wymagają od nas wysiłku i nie zawsze są łatwe. Pewnie zastanawiacie się do czego chcę tu nawiązać. Między innymi do relacji, które są naszymi wampirami energetycznymi, nie służą nam i spotkania z pewnymi osobami sprawiają, że w rzeczywistości obniża nam się samopoczucie. Warto tutaj przemyśleć, które relacje dają nam energię, radość i siłę, a które ciągną nas w dół. Według mnie warto pójść tutaj za głosem rozsądku a nie za głosem innych osób czy coś wypada lub nie. Na pewno wypada dobrze się czuć ze samym_samą sobą jak i z kontaktach z innymi. Ogranicz lub zamknij relacje, które nie są dla Ciebie dobre, nie musisz się nikomu z niczego tłumaczyć. To Twoje życie i weź za nie pełną odpowiedzialność.

To o czym napisałam wyżej może być dla wielu osób kontrowersyjne, nazwane egoizmem. Ale czy życie dla spełniania oczekiwań innych osób jest dobrym życiem, czy dostosowywanie się i uleganie innym osobom przynosi nam radość?

Czy umiesz być ze samym/samą sobą?

Pomyśl o rozmowie ze sobą – dialogu wewnętrznym. To również wiąże się z odpuszczaniem. Bo z drugiej strony jak sobie powiemy tak surowo, sztywno, czy bez refleksji: „odpuść”, to za bardzo nie podziała. Musimy bardziej wejść w kontakt ze sobą, swoim ciałem które pokazuje nam, że jesteśmy zmęczeni_one, a może przede wszystkim być w kontakcie, ze swoimi myślami, emocjami.

Postarajmy się być bliżej siebie, spróbujmy zrozumieć, dlaczego tak działamy, czy to co sobie robimy, jest dla nas dobre, a jeśli to nam nie służy, to zastanówmy się dlaczego tak robimy, i nie oceniajmy się w tym. Zaakceptujmy swoje ograniczenia i doceniajmy za próby.

Kończąc ten ważny dla mnie tekst, chciałabym zostawić Was ze wszystkimi pytaniami, które tu zadałam. Być może wpłyną one na poprawę jakości waszego życia i znalezienie czasu na odpoczynek.

Wiele osób nie potrafi poradzić sobie z porażką. Dołują się, rozpamiętują popełnione błędy, skupiają się na złym. A gdyby tak wyciągali z nich wnioski? Czy ich jakość życia uległaby zmianie?

Na pewno. I wiem to z własnego doświadczenia. Od dłuższego czasu przymierzałam się do napisania tego artykułu. Po pierwsze dlatego, że sama mam masę porażek za sobą (i dalej je popełniam :)). Po drugie chciałam, aby osoby zaczynające swoją przygodę trenerską (czy każdą inną), nie zrażały się po pierwszych popełnionych błędach.

Na początku moje porażki były dla mnie bolesne, żyłam tylko nimi, nie skupiałam się na tym dobrym, lecz na tym złym. Oj, jak wtedy mnie to pochłaniało. Poza tym nie wyciągałam z nich wniosków. Bałam się oceniania. A osobą, która oceniała mnie najbardziej – byłam ja sama.

Kiedyś na jednym z pierwszych warsztatów, który prowadziłam ustawiłam krzesła w okręgu. Dopiero po szkoleniu zorientowałam się, że coś zrobiłam źle. Krzeseł było znacznie więcej niż osób uczestniczących. W związu z tym, że warsztat był prowadzony w szkole, miałam do czynienia z uczniami i uczennicami. Osoby usiadły w swoich grupkach, a osoby, które nie były w klasie lubiane – usiadły na uboczu. Serio! Nie wiem jak wtedy mogłam tego nie zauważyć. Dzisiaj bym na to zareagowała od razu. Później po tym warsztacie długo myślałam sobie, kurcze, będę złą trenerką, taki fuckup z samego początku, co inni o mnie pomyślą. Wiem, że to wynikało z wielu czynników, m.in. ze stresu, który mnie zjadał tamtego dnia. A od tamtego czasu – za każdym razem zwracam uwagę na liczbę krzeseł 🙂

Zaprzyjaźnij się z porażką!

Sztuką nie jest zatajanie swoich porażek. Sztuką jest ich analizowanie  i wyciąganie z nich wniosków na przyszłość. Wiem też, że to nie jest łatwe i nie przychodzi od razu. To wymaga wiele wysiłku od nas samych. Ale z doświadczenia mogę powiedzieć, że warto!

Jednym z ćwiczeń, które mogę Ci zaproponować jest analiza faktów. Możesz do tego użyć notatnika. Osądy i oceny odsuń na bok i skup się na faktach. Przeanalizuj na kartce fakty, zbierz dane, pomyśl co zaważyło na tym, że dana sytuacja była taka a nie inna. Zamiast myśleć np.: „Jestem beznajdziejny/beznadziejna”, weź pod uwagę różne aspekty, które wtedy na ciebie wpływały. Może byłeś/aś zestresowana, być może byłeś/aś za słabo przygotowany/a merytorycznie. Think about it!

Im mniej czasu poświęcisz na obwinianie siebie i innych, tym szybciej wrócisz do gry.  Bogatszy/a o doświadczenia i wiedzę. Nie bój się – stres jest naturalną rekcją organizmu, więc postaraj się myśleć o sobie dobrze. Mi to pomaga i wtedy mój stres się minimalizuje. Lęk przed nowym wyzwaniem pojawia się bardzo często, jednak za każdym razem słabnie, kiedy nabierasz nowego doświadczenia.

Innym sposobem może być rozmowa z osobą postronną, która na całą sytuację spojrzy obiektywnie z boku i nie będzie myślała tylko emocjami? Przedyskutujcie to, co się stało.

A co, jeśli popełniamy porażki prowadząc szkolenia?

Jednym z ćwiczeń, które często robię na warsztatach, jest właśnie przyznawanie się do porażki. Podczas tworzenia kontraktu, proponuję taką zasadę, aby osoba, która popełniła błąd lub jakąś porażkę, krzyknęła głośno: „PORAŻKA”, a wtedy wszystkie osoby obecne na sali biją jej brawo. To ćwiczenie pomaga moim warsztatowiczom i warsztatowiczkom oswoić się z tym, że porażka nie jest niczym złym i że warto się do niej przyznawać i dzielić nią z innymi. Zauważyłam, że dając sobie takie przyzwolenie na warsztatach, osoby uczestniczące otwierają się i bardziej angażują się w pracę warsztatową, nie obawiając się oceniania przez innych.

Z własnego doświadczenia wiem, że wyciąganie wniosków z porażek poprawia komfort psychiczny i jakość życia. Gdybym tego nie robiła, na pewno nie byłabym dzisiaj w tym miejscu.
Jaki będzie Twój pierwszy krok w zaprzyjaźnieniu się z porażką? Może masz jakieś inne sposoby wyciągania wniosków?

Wszyscy znamy to obezwładniające uczucie wyboru. Myśli kotłują się w naszej głowie, a my próbujemy rozpaczliwie poszukać tego jedynego wyjścia z sytuacji. Trwamy w tym stanie. Tkwimy w nim, nie mogąc rozstrzygnąć wewnętrznego sporu. Decyzja zostaje niepodjęta, a my popadamy w coraz większą frustrację. Rozpatrujemy wszystko pod przeróżnymi kątami i oczekujemy znalezienia najlepszego rozwiązania.

Zdradzić Wam maleńką tajemnicę?

Nie istnieje coś takiego jak najlepsze rozwiązanie. Zwyczajnie go nie ma.

Decydowanie – proste, czy trudne?

Decyzja jest obecna w naszym życiu zawsze. Podejmujemy ją częściej, niż myślimy. Robimy to świadomie lub podświadomie. Jeśli ktoś pyta nas, czy chcemy wyjść na miasto, wtedy nasza odpowiedź będzie świadomie podjętą decyzją. Może mniej lub bardziej trafna, ale coś ustaliliśmy. Natomiast, kiedy jesteśmy głodni, to jeśli mamy taką możliwość, po prostu jemy. Nie zastanawiamy się, czy jeść, czy nie jeść. Ewentualnie może pojawić się problem, co zjeść, ale raczej nie, czy w ogóle coś skonsumować. W tym przypadku – i w wielu innych – choć nasza decyzja skutkuje pewnymi działaniami, została ona podjęta w wyniku swoistego naturalnego odruchu, który swoje podłoże ma w czynnikach, czy to ewolucyjnym (muszę jeść, aby przekazać dalej swoje geny), czy to biologicznym (muszę jeść, bo tego wymaga mój organizm).

decyzja

Jak już się pewnie trafnie domyśliliście i zauważyliście również z własnych obserwacji – jedna decyzja może być prostsza, a druga o wiele trudniejsza. Ta rozbieżność bierze się przede wszystkim ze złożoności następstw, jakie będzie implikował nasz wybór. Jeśli konsekwencjami decyzji, którą mamy zamiar podjąć, będzie zamówienie jedzenia w restauracji, które nie będzie nam smakowało, to raczej nie stracimy zbyt wiele. Co najwyżej zrazimy się do konkretnego produktu i utracimy pewną część gotówki. Natomiast, wyobraźcie sobie, że jesteście chirurgami, przeprowadzającymi ważną operację. Wybór, który się pojawił, jest trudniejszy, bo jego następstwem może być albo życie pacjenta, albo jego śmierć.

Rozumiecie tę subtelną różnicę?

  • Im problem jest mniej złożony i rodzi mniej poważne konsekwencje, tym nasze decyzja powinna być prostsza, a już na pewno mniej znacząca.

Trudności rodzą się wtedy, kiedy nam zależy.

W rzeczywistości jednak wszyscy wiemy, jak to wygląda. Kobiety godzinami zastanawiają się, co na siebie włożyć, a panowie nie potrafią zdecydować się, które piwo powinni kupić. Jasno widać, że choć z pozoru decyzje te są proste, bo nie zależą od nich żadne wyższe wartości, to jednak bardzo często, trudno jest nam je podjąć. Właśnie one bardzo często otaczają nas każdego dnia. Spotykamy je w sklepie, w pracy, w domu, podczas biegania, czy bawienia się dzieckiem.

Co więc powoduje, że tak ciężko jest nam zadecydować i przedsięwziąć odpowiednie kroki?

Nasz stosunek do decyzji i nasze nastawienie do konsekwencji jej podjęcia.

przywiązanie

Ta sama decyzja, ale różne skale przywiązania.

Myślę, że w przeważającej części, ta sytuacja powtarza się w każdym domu wielokrotnie. Zastanówmy się, ile razy staliśmy na rozstaju dróg i męczyła nas sprawa, która dla naszych bliskich była aż nader oczywista. Przykładem może być jakże błahy powód, doboru odpowiedniego ubioru. Nie ukrywam, że w tym aspekcie główny problem mają panie, choć uważam, że panowie z roku na rok, sukcesywnie je gonią. Zwróćmy uwagę, że kiedy żona skarży się mężowi, iż „nie wie, co na siebie włożyć”, wtedy mąż niemal od razu potrafi podjąć decyzję. Abstrahuję od sytuacji, kiedy robi to dla świętego spokoju. Jednak jest tak, że to, co dla kobiety wydaje się nierozwiązalnym problemem w tej sytuacji, dla faceta, jest tak samo proste, jak to, że po nocy mamy dzień.

Natomiast cała sytuacja może się odwrócić, kiedy przychodzi do kupna wiertarki. Mężczyzna może przez pół dnia chodzić po sklepie i szukać tego jedynego, najlepszego urządzenia. Kobieta w tej samej sytuacji nie zastanawiałaby się, tylko skonsultowała się z pracownikiem sklepu. Tym samym – natychmiast rozwiązałaby problem. Naturalnie, że w tego typu sytuacjach, do głosu może również dochodzić męska duma lub chęć zaimponowania swoją wiedzą na temat wiertarek. Jednak nie wyklucza to faktu, iż w tej sytuacji, wiertarka dla mężczyzny oznacza to samo, co dla kobiety odpowiedni ubiór w przykładzie poprzednim.

Tak więc kolejnym czynnikiem, który determinuje, jak wygląda skala trudności decyzji, jest nasz stosunek do tego, co będzie ona implikowała.

  • Im bardziej nam na czymś zależy, tym prawdopodobnie bardziej będziemy chcieli, aby decyzja była jak najlepsza, bo wiemy, że konsekwencja jest dla nas ważna.

Im więcej wiesz, tym więcej masz wątpliwości.

Warto również wspomnieć, że decyzja zależy także od znajomości dziedziny, której ona dotyczy. Choć to nie reguła, ale zazwyczaj jest tak, iż im bardziej znamy dany temat i im bardziej zdajemy sobie sprawę z jego rozległości, tym bardziej decyzja będzie od nas wymagająca. Analogicznie, kiedy jesteśmy laikami, i nie mamy o czymś pojęcia, wtedy możemy wyjść do często niewłaściwego przekonania, że nasza decyzja jest prosta i mało znacząca w skutkach.

(Zahacza to w pewnym stopniu o efekt Dunninga-Krugera, o którym szerszej rozpisywałem się w TYM tekście).

Przepisywanie konkretnych lekarstw pacjentowi przez lekarza nieudolnego i niedokształconego, będzie dla niego zapewne mało ważną decyzją, jeśli nie będzie świadom ich potencjalnych skutków ubocznych. Natomiast w sytuacji, gdy mamy do czynienia ze specjalistą wykwalifikowanym w swoim zawodzie, decyzja ta będzie na pewno trudniejsza, gdyż będzie on w pełni wiedział o tym, jakie następstwa może powodować jego decyzja.

Decyzja to odpowiedzialność.

W tym miejscu dochodzimy również do kwestii autorytetu w znanym nam świecie. Wielu błędnie postrzega za swój autorytet ludzi, których decyzje, rzutujące na życie oraz codzienność innych osób, przypominają przykład z niedokształconym lekarzem. Rzekome autorytety nie zdają sobie sprawy, jak wielką skalę mają ich zachowania. Zdarza się – i to dość często – że nie są świadomi władzy, jaką trzymają w dłoniach. Tym samym, decyzja przez nich podjęta w sposób nieprzemyślany i nieodpowiedzialny, ingeruje w życie wielu innych ludzi. Z czego oczywiście i oni, nie zdają sobie także sprawy.

odpowiedzialność

Odwołując się tym przykładem do świata dietetyki, łatwo jest to zobrazować. W sytuacji, gdy osoba bardzo popularna z rzeszą fanów, ogłosi światu, iż olej kokosowy jest najlepszym możliwym rodzajem tłuszczu do smażenia, wtedy możemy się spodziewać, że Ci fani – a przynajmniej ich część – zacznie na umór spożywać właśnie ten rodzaju tłuszczu. Jednak ani oni, ani tym bardziej tak zwany autorytet, nie zdają sobie sprawy z długofalowych konsekwencji  takiego zachowania. O ile od obserwatorów tego wymagać nie można, o tyle od autorytetu już tak. Nie zmienia to natomiast faktu, że każdy ma swój rozum i swój zdrowy rozsądek. Warto więc robić z niego użytek.

Czas sądzi wybór.

Na samym początku wspomniałem, że nie ma najlepszego rozwiązania. Swoje stanowisko wciąż podtrzymuję. Nam się może tylko wydawać, że decyzja, którą podjęliśmy, jest najznakomitsza. W rzeczywistości może być ona co najwyżej najtrafniejsza w danym przedziale czasu.

Najprostszym wyjaśnieniem moich słów jest zastanowienie się nad własną przeszłością. Ile decyzji w niej podjęliśmy, które istotnie rzutowały na naszą przyszłość? Zapewne wiele. A ile z nich byśmy zmienili i podjęli inny wybór, nawet jeśli wtedy wydawało nam się, iż wybieramy najlepszą opcję? Również wiele. Tego jestem pewien. W ten sposób dochodzimy do pewnego wniosku.

  • Nie można podjąć najlepszej decyzji, którą będziemy postrzegali w ten sam sposób przez całe nasze życie.

Choćby z tego powodu, że nasz światopogląd i doświadczenia ulegają zmianie. Wszystko, co robimy w życiu, przesiewamy przez to, co już wiemy i wiedzieć chcemy.

Dlatego dziś możemy uważać, że decyzja o podjęciu studiów była najlepszą z możliwych. Jednak za dziesięć lat, równie dobrze możemy stwierdzić, że z perspektywy czasu, można było zrobić coś lepiej. To jest bardzo naturalna sytuacja.

Ponadto nie jesteśmy jasnowidzami. Nie wiemy więc, czy podjęta przez nas decyzja, była lepsza od tej, którą odrzuciliśmy. Nam może się tylko wydawać, że kupno Mercedesa było lepsze niż kupno BMW, jednak czy taka jest prawda? Skądże. Nawet gdybyśmy po roku, cofnęli się i zakupili również BMW, i tak nie wiedzielibyśmy, co było lepsze. Choćby z tego powodu, że minął rok, a więc znajdujemy się już w zupełnie innej sytuacji, z innymi doświadczeniami.

Czym jest FOMO?

Odnoszę nieodparte wrażenie, że nasza opieszałość i niemożność w dokonaniu wyboru bierze się właśnie z chęci niedoświadczenia stanu, w którym dotrze do nas, iż „mogliśmy zrobić coś lepiej”.  Za wszelką cenę próbujemy bronić się przed niewłaściwie podjętą decyzją. Moje subiektywne odczucie podpowiada mi, że ta cecha została ugruntowana na fundamencie strachu przed porażką i lękiem przed utraceniem jakiejś możliwości.

W terminologii psychologicznej lub medycznej (ciężko w mojej ocenie jest przyporządkować to do jednej kategorii) określa się takie zachowanie, jako FOMO. W języku angielskim oznacza to: Fear of Missing Out. Natomiast po polsku to po prostu lęk przed tym, co nas omija. Nie chciałbym dziś zagłębiać się w wyjaśnianie tego zjawiska, które niewątpliwie jest interesujące. Może wyjaśnić, dlaczego obsesyjnie spoglądamy na telefon lub przeglądamy media społecznościowe.

  • FOMO może być również wytłumaczeniem, dlaczego nie potrafimy podjąć decyzji.

wybór

Strach przed tym, co nas omija, obezwładnia nas. Myślimy o wyborze pracy, ale potem dociera do nas, że w ten sposób ograniczamy kontakty z rodziną. Czyli omija nas życie rodzinne. Możemy mieć trudności z decyzją dotyczącą wyjazdu na wakacje, bo zdajemy sobie sprawę, że wybierając Grecję, omija nas Hiszpania ze swoimi wspaniałościami. Od razu pragnę uprzedzić, że myślenie w kategoriach: „Wybiorę dwie możliwości” nie sprawdza się. Po pierwsze dlatego, że możliwość wyboru wszystkich opcji, wyklucza podejmowanie decyzji. Po drugie, wybór wszystkich opcji, może nastręczać kolejne trudności. Wtedy FOMO może dotyczyć kwestii pieniężnych i przejawiać się jako strach przed tym, co nas ominie, gdy już w lipcu wydamy wszystkie oszczędności przewidziane na cały rok.

Walka trwa całe życie.

W obliczu całego tekstu nasuwa się jedno, bardzo ważne pytanie.

Czy można z tym walczyć?

Można. Jak ze wszystkim. Jednak nie spodziewajmy się, iż będzie to proces skończony. Myślę, że jak wszystko, co dotyczy nas i naszego wnętrza, musi podlegać ścisłej kontroli przez całe życie. Tak samo, jak szczęścia nie można zachować na zawsze, tak również nie każda decyzja będzie dla nas łatwa. Nawet jeśli nauczymy się je podejmować.

W kuluarach mawia się, że pierwsza myśl jest najlepsza. Historia pokazuje wiele przypadków, które potwierdzają tę hipotezę. Jednak uważam, że jest także wiele opowieści, które jej zaprzeczają. Mamy tendencję do wybierania tych argumentów, które potwierdzają naszą tezę i odrzucania tych, które jej zaprzeczają. Stąd bierze się między innymi odmienne stanowisko w tej sprawie.

Ile opinii, tyle możliwych ścieżek.

Część osób uważa, że decyzja powinna być spontaniczna i wypływać z naszego „serca”. Natomiast inni są zwolennikami gruntownego przemyślenia konsekwencji, które nas czekają. I w tym aspekcie racja znajduje się po dwóch stronach. Z jednej strony, spontaniczność może okazać się trafna i tym samym uchroni nas od męczących rozmyślań. Jednak równie dobrze, możemy popełnić błąd, który będzie dla nas tym boleśniejszy, iż będzie on nieprzemyślany. Analogicznie im dłużej się nad czymś zastanawiamy, tym więcej niestworzonych scenariuszy tworzymy. Zdarza się, że koniec końców wracamy do punktu wyjścia i podejmujemy decyzję, o której myśleliśmy na samym początku. Jednak gruntowne rozmyślania, mogą wzbudzić w nas wnioski oraz wątpliwości, które w znacznym stopniu pomogą nam w podjęciu wyboru.

Można również dostrzec, że jedna grupa ludzi, woli rozstrzygać problemy w pojedynkę, a druga przy wsparciu osób trzecich. Nie zdziwię nikogo, gdy napiszę, że obie strategie są tak samo dobre, jak i niewłaściwe. Rozwiązywanie problemu w pojedynkę oznacza tylko nasz punkt widzenia. Ponadto powoduje, że tylko my jesteśmy odpowiedzialni za swoje czyny i nie pozwala spojrzeć na dany problem z dystansu. Po drugiej stronie mamy wybór, którego podjęcie konsultujemy z bliskimi. Choć na pierwszy rzut oka, wydaje się, że pomoc rodziny nie może zaszkodzić (chyba że decyzja dotyczy ich bezpośrednio), to jednak po głębszej analizie można dojść do pewnych wniosków. Czy w przypadku błędnej decyzji, będziemy winić siebie, czy innych? Odpowiednio – czy w przypadku dobrej decyzji, przypiszemy sobie zasługi, czy innym? I przede wszystkim, czy ktokolwiek oprócz nas, może być lepiej przystosowany do podjęcia decyzji, która nas dotyczy?

szachy

Decydujesz się, czy wciąż robisz uniki?

Problemów z podjęciem odpowiedniej decyzji jest mnóstwo. Potencjalnych rozwiązań i rzekomych technik – jeszcze więcej. Radziłbym zachować w tym wszystkim zdrowy rozsądek. Przeczytanie czegoś w Internecie, na pierwszym lepszym blogu, nie oznacza, iż jest to prawda objawiona. Przede wszystkim kierujmy się własnym rozumem. Połączmy to z sumieniem i własnymi przekonaniami.

Uważam, że do podjęcia decyzji, wcale nie potrzebujemy wielu treningów, nauki schematów lub uczestnictwa w szkoleniach. Wystarczy kompletne wyłączenie się od tego, co nie dotyczy bezpośrednio nas i implikacji decyzji, którą mamy zamiar podjąć. Jeśli więc stoimy przed wyborem pary butów, z sześciu możliwych, to nie myślmy o tym, co pomyśli sobie ktoś z naszego otoczenia, kiedy wybierzemy buty A, a co jeśli wybierzemy buty B. Zamiast tego, skupmy się na tym, co my będziemy o sobie sądzić i jakie następstwa będzie miał dla nas nasz wybór.

Włączmy w to wszystko jeszcze konsekwencję w działaniu. Uchroni nas ona przed wątpliwościami już po podjęciu decyzji. Nauczmy się również odpowiedzialności za to, co wybierzemy, a myślę, że i nasze życie będzie spokojniejsze. Nawet ze świadomością, że decyzja, którą podjęliśmy, wcale nie jest najlepsza, ale najtrafniejsza dla nas w danym czasie i przede wszystkim – jest ona nasza.

To nasz wybór i nasza decyzja. Nikt inny nie może za nas podjąć. Uciekanie się do wymówek i próba przeczekania na nic się nie przyda. Możliwości wyboru raczej nigdy nie połączą się w magiczny sposób, aby ułatwić nam decyzję. Tkwienie więc na rozstaju dróg i zbyt długie rozmyślanie, może paradoksalnie być gorszym rozwiązaniem, niż podjęcie decyzji błędnej lub nieodpowiedniej.

Jeśli miałbym do wyboru zmarnowanie sobie życia, próbując podjąć decyzję, a zmarnowanie sobie życie, błędną decyzją, to chyba wolałbym wybrać to drugie.

A Wy?

Codziennie podejmujemy różnego rodzaju decyzję. Poczynając od tego czy wstać, o której, w co się ubrać, co zjeść na śniadanie i wiele innych.

Decyzję podejmujemy w domu, w pracy, we wszystkich sferach swojego życia. Jedne są kluczowe, inne mniej ważne. Jednak każda wymaga wyboru. Niektórym przychodzi to łatwiej, innym zaś bardzo ciężko.

Sposób podejmowania decyzji wyrabiamy w sobie przez całe życie i ma na to wpływ wiele elementów: doświadczenie, wiedza, opinia publiczna, wartości życiowe, religia, poglądy. Oprócz tego rodzina, osoby bliskie, strach przed krytyką, porażką, lęk, niepewność. Ze względu na to, że jest tak dużo czynników wpływających na ostateczne słowo, trzeba mieć na uwadze, że podjęta decyzja jest najlepszą według Ciebie w danym momencie.

Dlaczego według Ciebie i w danym momencie?

Ponieważ rozpatrując jaką kol wiek decyzję i biorąc pod uwagę rzeczy o których wspomniałam wyżej, rozwiązania mogą się od siebie różnić z wielu względów. Radząc się kogoś, każdy patrzy ze swojej perspektywy, doświadczenia, wiedzy. Ile ludzi tyle zdań. Coś może być zgodne z Twoimi wartościami, ale nie koniecznie z opinią publiczną.  Dlatego decyzja powinna być najlepsza dla Ciebie i zgodna z Twoimi wartościami. Jeśli chodzi o czas podejmowania decyzji to wszystko tak szybko się zmienia, że dziś coś jest wspaniałe, a jutro już może być wielkim błędem. Porównałabym tutaj życie do takiej giełdy, gdzie jednego dnia akcje rosną, jest szał, euforia, inwestowanie, a kolejnego wielki krach.
Dlatego … „Kuj żelazo póki gorące”
Odkładanie decyzji w czasie ma również swoje konsekwencje. Ta cała obawa i strach tak nas paraliżują. W końcu okazuje się, że już „po ptokach”. Dziewczyna, którą chciałeś zaprosić na studniówkę idzie z innym. Pracodawca, u którego chciałaś pracować, już usunął ogłoszenie, bo kogoś znaleziono. A firma, którą chciałeś założyć, właśnie rozkręca Twój sąsiad. I potem plujemy sobie w twarz, czemu nie zdecydowaliśmy się wcześniej…

Wczo­raj do Ciebie nie na­leży. Jut­ro niepew­ne. Tyl­ko dziś jest twoje. – Jan Paweł II


Dlaczego boimy się podejmować decyzje?

Wydaje nam się, że gdy ktoś pomoże nam w podjęciu decyzji, będzie współodpowiedzialny za nią- w razie porażki. Łatwiej wówczas powiedzieć „Tak postanowiliśmy. Tak musieliśmy. Taką podjęliśmy decyzję”, niżeli obarczyć się całościową winą. Jednak to my jako jednostka postąpiliśmy tak, a nie inaczej. Wybraliśmy tę drogę, a nie inną. Z pośród kilku rozwiązań wybraliśmy właśnie to z pewnego (czasem może i nieznanego) powodu. Zatem chyba najbardziej boimy się odpowiedzialności, ale i porażki..

Bo… Jaką mam pewność, że to dobra decyzja?

Czy gdybyśmy mieli pewność, że małżeństwo będzie udane, stresowalibyśmy się przed ślubem?
Czy gdybyśmy wiedzieli, że nasza nowa firma będzie dobrze prosperowała, to martwilibyśmy się o jej funkcjonowanie?
Otóż tak. Pojawiłyby się kolejne pytania, które wciąż nie dałyby pewności, że owa decyzja jest dobrą. I koło się zamyka. Nigdy nie będziemy mieć takiej pewności, bo całe życie jest niepewne. Nigdy nie wiemy co wyskoczy zza rogu. Dlatego trzeba to zaakceptować i nie pogrążać się w wymyślaniu tysięcy scenariuszy. Wiem, że czasem decyzje bywają bardzo trudne. Trzeba je przemyśleć wzdłuż w szerz i jeszcze dookoła. Jednak warto pamiętać, że nie można się całe życie bać, odkładać pewnych rzeczy, a czasem dobrze jest nawet zaryzykować. Pasuje mi tutaj pewne przysłowie “Lepiej spróbować i żałować, niż żałować, że się nie spróbowało”.

Zatem jak podejmować decyzje?

Nie ma żadnego sprawdzonego sposobu, który dawałby 100% pewności, że podjęta decyzja będzie słuszną, poprawną i niezawodną. Każdy mierzy się z decyzjami po swojemu i wypracowuje swój własny sposób. Ja zaś zdradzę Ci dziś mój sposób, dzięki któremu łatwiej podejmuje decyzje.

  1. Wypisuję plusy i minusy każdej z możliwości – przy kilku opcjach jestem w stanie zobaczyć, która ma więcej plusów, a która minusów – jakie są cechy danej decyzji, co mi ona da lub odbierze.
  2. Rozmawiam z bliskimi osobami –wysłuchują mojego zdania, a następnie ja ich, dzięki czemu uzyskuję opinie z innej perspektywy. WAŻNE! Nie pozwalam by narzucano mi rozwiązanie.
  3. Sięgam po radę osoby, która może się na tym znać (zależy jakiego rodzaju jest to decyzja. Jaka by nie była zawsze jest ktoś kto będzie się na tym znał i może udzielić informacji czy to dobry wybór) – Znajduję osobę, która jest w fachu, robi to, zna się na tym.
    Przykład: Kupujesz dom – znajdź znajomego, który zna się na nieruchomościach, albo chociaż na budowlance by pomógł ocenić Ci stan mieszkania. Jeśli kupujesz auto, zabierz fachowca ze sobą na spotkanie lub po prostu jedź autem do warsztatu na kontrolę. Chcesz iść na jakieś studia, lecz nie wiesz czy to dobry kierunek? Zapytaj kogoś kto pracuje w tej branży. Dowiedz się czy jest to opłacalne, czy łatwo znaleźć pracę oraz jakie predyspozycje są ważne. Dzięki temu Twoja decyzja będzie poparta fachową opinią
  4. Korzystam z intuicji – dzięki pracy nad intuicją z moją trenerką nauczyłam się wykorzystywać intuicję i korzystać z jej rad. To dobra przyjaciółka. Jest to świetny sposób i bardzo przydatny w tych prostych codziennych sprawach, jak i bardzo ważnych i trudnych. Jednak wymaga czasu oraz treningu. Jeśli jesteś ciekaw jak to się dzieje, zapraszam na stronę Kamili, gdzie dowiesz się więcej na ten temat.

Reasumując jedne decyzje bywają banalne inne są katorgą.

Wszystkie natomiast wymagają naszego zaangażowania mniejszego lub większego. Jednak to my powinniśmy je podejmować. Nawet jeśli są nie do końca trafne. Weźmy pod uwagę, że z iluś rozwiązań wybraliśmy właśnie to. I choć czasem jesteśmy tym faktem zniesmaczeni, niezadowoleni z jej konsekwencji, a nawet przeklinamy swój wybór, warto dostrzec to, że wynikał on z naszych wartości. A jeśli konsekwencje bolą, to może warto się nad tym pochylić i wyciągnąć wnioski. Może to być początkiem nowych wyborów.

POWODZENIA!

#kolejne artykuły