Czy ludzie sukcesu są szaleni?! | worldmaster.pl
#

Zauważyliście, że ludzie sukcesu nie są do końca normalni? Ich sposób działania oraz całe życie nierzadko zakrawa na czyste szaleństwo! To, co robią, wykracza bardzo często poza racjonalne myślenie ludzi, którzy stanowią przytłaczająca większość. Jednak, czy to oznacza, że to właśnie oni powinni się zmienić, czy wręcz przeciwnie? Może to my powinniśmy zmienić swój sposób myślenia i zacząć rozumować na trochę większą skalę? Kto ma tutaj rację? Światowy szaleniec jak Elon Musk, czy nikomu szerszej nieznany Pan Kowalski?


Temat ludzi sukcesu fascynuje mnie już od dłuższego czasu. Choć nie mogę powiedzieć, że drewniane regały w moim pokoju uginają się od biografii osób, postrzeganych za wielkich tego świata, to myślę, że przynajmniej w swoich własnych oczach, mogę się uznać za pasjonata studiowania ich historii oraz życia. Mechanizmy, dzięki którym osiągnęli swój sukces i droga do niego prowadząca jest niesamowicie interesująca i niezwykle pouczająca. Jednak rzecz, dzięki której pokochałem czytać o innych ludziach, to możliwość zgłębiania ich osobowości, charakteru i zachowania.

To właśnie ta niespotykana okazja, do wnikliwego dotarcia do wnętrza wszystkich osób postrzeganych za ludzi sukcesu, spowodowała moją wielką fascynację tym tematem. Sukces, jaki osiągnęli i ścieżka, którą wytyczyli, są naprawdę nieziemskie, jednak od zawsze – nawet w sposób podświadomy – mój umysł bardziej skupiał się na tym, jacy oni byli, jak się zachowywali i co czuli w konkretnych momentach. Zjawisko radzenia sobie z porażkami, a także ze zwycięstwami czy ich dzieciństwo, są dla mnie czynnikiem bardziej interesującym niż ich kolejne wielkie dzieła. Nie uznajcie, że dyskredytuje to, co uczynili, stawiając na piedestale to, jacy wtedy byli. Chciałbym tylko ukazać Wam, że to historia ludzi sukcesu i ich wnętrza, wielce fascynuje mnie bardziej, niż historia ich sukcesu. Nie zmienia to jednak faktu, że jakikolwiek rozdział biografii, poświęcony czemukolwiek, znika w moim przypadku w zastraszającym tempie, czytelniczego transu.

Dodając jeden z postów na moim prywatnym koncie na Instagramie całkiem przypadkiem wysunąłem tezę, która stała się gruntownym fundamentem, na którym opiera się ten tekst. Trzymając się w ostatnich tygodniach kurczowo biografii Elona Muska, wystosowałem pewną hipotezę, jakoby każdy człowiek sukcesu, postrzegany za „wielkiego” tego świata, miał coś z szaleńca.

Elon Musk – szaleniec w ludzkiej skórze.

elon musk

Źródło: www.whatnext.pl

Trudno o lepszy przykład argumentujący moją tezę niż Musk. Facet, który już zrewolucjonizował świat i który ma zamiar czynić to nadal, na większą – niespotykaną dotąd skalę. Jest to mężczyzna, który ma tak wielkie plany i ambicje, że wielu postrzega go w roli cyrkowego błazna lub prawdziwego szaleńca. Jego zamiary kolonizacji Marsa i szukania miejsca we wszechświecie dla ludzi, wydają się istnymi mrzonkami, jednak warto zdać sobie sprawę, że mówiono o nim to samo, w przypadku projektów dotyczących jego firm SpaceX oraz Tesla, które od kilku lat robią istną furorę na rynku kosmicznym, jak i samochodowym.

Musk jest osobą szaloną nie tylko pod kątem swoich niewybrednych ambicji, ale także z perspektywy własnej osobowości. Niesamowicie wymagający w stosunku do ludzi, którzy go otaczają i od siebie samego. Piekielnie mądry, kierujący się w życiu momentami tak chorymi zasadami, że dla zwykłego śmiertelnika są one nie do przyjęcia, a co dopiero do wdrożenia w życie. Dziwny i różniący się od innych ludzi oraz myślący w kompletnie innych kategoriach. Przez wielu postrzegany za szaleńca. Z jednej strony, trudno się temu dziwić, ale jednak od lat skrupulatnie realizuje swoje cele, wprowadzając swoje niecodzienne ambicje do życia nas wszystkich.

Szaleństwo wśród wielkich ludzi to normalność.

Przykładów szaleństw ludzi sukcesu jest o wiele więcej i myślę, że w każdej biografii, każdego człowieka reprezentującego to zaszczytne grono, znalazłby się niemały fragment, potwierdzający moje słowa. W przypadku wielu z nich byłaby to zapewne i cała książka. Choćby sam Richard Branson, wielki przedsiębiorca i właściciel całej marki Virgin, wielokrotnie ryzykował nie tylko własne zdrowie, ale także i życie, żeby spełnić swoje sportowe ambicje. Sami przyznacie,  że już sama próba przepłynięcia Pacyfiku łodzią czy przelecenia całego świata balonem nie jest do końca normalna, prawda? Nie wspominając już o jego rzuceniu szkoły w wieku 16 lat.

Micheal Jordan i jego tzw. „trash-talking” (forma agresji słownej, mająca za zadanie „złamać” przeciwnika i obniżyć jego pewność siebie, a tym samym prezentowany poziom umiejętności) przeszedł niemalże do historii, przylepiając mu łatkę szaleńca. Również Mike Tyson i jego… Cóż. W jego przypadku nie ma konkretnej rzeczy. Cała jego kariera profesjonalnego boksera była jednym, istnym szaleństwem. Obłędem, który dał mu miejsce na samym szczycie nie tylko boksu, ale i całego świata.

Być szalonym, znaczy być innym.

W tym momencie zapewne wielu z Was głowi się, czy to właśnie szaleństwo jest czynnikiem predysponującym do osiągania sukcesów? To jest trudne pytanie i nie ma na nie jednoznacznej odpowiedzi. Jestem jednak pewien, że sam czynnik szaleństwa nie dyktuje tego, kto realizuje swoje marzenia, a kto nie. Gdyby tak było, to większość ludzi byłaby postrzegana za ludzi sukcesu, a tak przecież nie jest. Myślę, że szaleństwo wielkich tego świata nie jest czymś w rodzaju opętania, czy dzikiego obłędu.

myślenie

Moim zdaniem ich szaleństwo zawsze sprowadza się do tego, że potrafią oni myśleć, marzyć i w końcu realizować to, o czym nikomu innemu się nawet nie śniło. Właśnie dlatego, oni wszyscy postrzegani są za szalonych i zdecydowanie odbiegających od norm zdrowego rozsądku. Są oplątani własnymi wizjami oraz ambicjami do tego stopnia, że potrafią dostrzec to, co znajduje się za horyzontem pozostałych ludzi. To wizjonerzy. Ludzie jak Elon Musk, zmieniający świat, jego postrzeganie oraz możliwości.

Rodzi się tutaj jednak pewne pytanie. Bardzo fundamentalne i podstawowe w tym momencie mojego tekstu.

Czy to szaleństwo i inność ludzi sukcesu predysponuje ich do sukcesu, czy to nasze postrzeganie ich za szaleńców, uniemożliwia nam stanięcie tuż obok nich w szeregu?

To nie jest łatwe pytanie i zdecydowanie nie ma na nie łatwej odpowiedzi. Jestem daleki od twierdzenia, że wystarczy być szalonym, aby spełniać swoje marzenia. Niemniej jednak ta inność wielkich ludzi oraz ich dar dostrzegania tego, co niedostrzegalne dla innych, pozwala im realizować swoje najskrytsze projekty, znajdujące się w ciemnych zakamarkach ich umysłów. Wielkie dzieła, które realizują, są przez nas – zwykłych ludzi, postrzegane za dziwne, odmienne i zdecydowanie niepojęte oraz szalone. Uświadomić sobie warto, że dla nich jest to całkiem normalne. Po prostu spełniają swoje kolejne ambicje, które powstały w ich głowie. Nie postrzegają tego w kategoriach szaleństwa i opętania rządzą sukcesu. Jest to coś normalnego i dość codziennego. Tylko dla nas – tych, którym daleko do sukcesu Muska, Gatesa czy Jobsa, zdawać się może, że to, co stworzyli lub tworzą, jest szalone.

W gruncie rzeczy narzucamy na siebie ograniczenia i wstawiamy swój umysł w ciasne pudełko, które uniemożliwia nam kreatywne myślenie, odbiegające od schematów. Umieszczamy go tam na siłę przez lata edukacji i nieefektywnego życia, słuchając nie tych, których słuchać powinniśmy. W efekcie to, co czynią ludzie sukcesu, wydaje nam się być czymś kuriozalnie dziwnym. Niepojętym dla naszego ciasnego umysłu.

Kto tu naprawdę jest obłąkany?

Prawdą jest, że istotnym czynnikiem, który determinuje sukces, jest nie tyle szaleństwo, ile brak własnych ograniczeń i negatywnych myśli. Zapewne, gdyby Musk zadręczał się destrukcyjnymi myślami, nigdy nie doprowadziłby Tesli do punktu, w którym się znajduje obecnie. Widmo bankructwa zjadłoby go od środka, wypluwając z obrzydzeniem po jakimś czasie. W rzeczywistości Elon Musk nigdy nie stracił swojej hardości ducha i zawsze podążał wytyczoną ścieżką. Robił to, bo był wystarczająco szalony, aby nie narzucać na siebie żadnych ograniczeń i wierzyć w swoją własną wizję samochodu przyszłości.

tesla

Źródło: www.electrek.co

Uważam, że jedynym szaleństwem w całym tym zestawieniu jest nie zachowanie ludzi sukcesu, ale nas wszystkich – tych pozostałych. Szalone, że potrafimy tak bardzo ograniczać swoje myślenie i postrzeganie świata. Nasz światopogląd sprowadza się do siedzenia za biurkiem, wypełniania dokumentów, oglądania filmów i powtarzania oświeconych mądrości z serwisów informacyjnych i plotkarskich, które notabene niewiele się od siebie różnią. Jesteśmy pełnosprawni fizycznie, ale zdecydowanie ograniczeni umysłowo z powodu własnych poglądów oraz zasad. Nie potrafimy przyjąć do wiadomości, że na świecie są ludzie oraz miejsca, które są niezwykłe i wystarczająco piękne, aby można było zrobić z nich coś nieziemskiego. Coś, co nie mieści się w poznanych dotychczas kanonach.

To my jesteśmy obłąkani. Opętani normalnością i brakiem perspektyw. Nasze myślenie ogranicza się do tak trywialnych rzeczy, jak jedzenie czy sen, podczas gdy Elon Musk i jego zespół, który skrupulatnie stworzył, potrafił i potrafi pracować nadal po 16, a nawet 20 godzin dziennie, urzeczywistniając to, co my uważamy za szalone.

Bądź wizjonerem i wytyczaj szlaki.

Zastanówmy się nad tym wszystkim dogłębnie. Wszyscy jesteśmy ludźmi, wszyscy mamy takie same możliwości fizyczne, ale tylko garstka potrafi coś z tym zrobić i wywindować się na prawdziwe szczyty tego świata. Czy to nie dziwne, że pomimo tych samych cech, jedni w życiu tylko przegrywają, a inni na końcu wygrywają?  Wszystko sprowadza się do umysłu i osobowości. To dlatego właśnie tak bardzo fascynuje mnie to zagadnienie oraz cały temat i historie ludzi sukcesu. Ich wnętrze, charakter i zachowanie determinuje sukces, który osiągają. To właśnie te czynniki stoją murem za chwiejnymi pomysłami i chorymi ambicjami, które wprowadzają w życie.

Odmienność, z jaką spoglądają na świat. Ich inność oraz kreatywność, za którą nieraz byli prześladowani i mieszani z błotem. Niesłychana i niepojęta etyka pracy oraz chęć urzeczywistniania własnych ogromnych ambicji, predysponuje ich do miana ludzi sukcesu. Na pewno mają w sobie wystarczającą nutkę szaleństwa. W końcu nie da się ukryć, że należy być odrobinę szalonym, aby wyjść poza utarte schematy i dążyć do czegoś, czego nikt inny dotychczas nie zrobił. Życie pioniera jest szalone, bo wytycza niepojętą i niemożliwą do przejścia wcześniej ścieżkę. Jednak warto to robić, bo możliwość oglądania jak dotąd nieprzejednana droga, zamienia się w uczęszczany szlak, jest niezwykłym zjawiskiem.

Ludzie sukcesu to pasjonujący temat. Mógłbym o nich nie tylko pisać i mówić godzinami, ale także i czytać. Ich droga do sukcesu jest zawsze kręta i wyboista, ale zawsze znajdują odpowiednią trasę. Historia, którą sobą reprezentują, potrafi unieść na skrzydłach motywacji niejedną osobę, chcącą podążać ich drogą…

Jednak to właśnie w tym tkwi cały sęk…

Nie możesz być pionierem, jeśli będziesz czyjąś kopią.

Jeśli chcesz być drugim Muskiem to wiedz, że nigdy nie będziesz pierwszy. Zawsze będziesz w cieniu tego, który ten szlak wytyczył i był na tyle szalony, aby to zrobić. Ludzi sukcesu cechuje szaleństwo robienia tego, czego nikt inny wcześniej nie dokonał – przynajmniej na tak wielką skalę. Chcąc należeć do tego grona, musisz być na tyle opętany własną wizją przyszłości, aby także stworzyć coś niespotykanego. Zadowalając się drugim miejscem, od razu stawiasz się w szeregu nie ludzi sukcesu, ale aspirujących do tego miana. Nawet jeżeli jesteś bliżej swojego marzenia, niż ktokolwiek inny.

Dlatego właśnie, to zgłębianie ich wnętrza oraz osobowości, może dać lepsze oraz ciekawsze rezultaty. Obserwowanie i odnotowywanie ich zachowań w określonych sytuacjach życiowych, możemy w pewnym stopniu przenieść na własne życie i stopniowo z nich korzystać, dopasowując do własnych realiów. W ten sposób nie stworzymy drugiego PayPala, ale pamiętając o jakże trudnej osobowości Muska i jego zachowaniach, możemy wytyczyć własny szlak, tworząc tym samym coś zupełnie innego – dotąd niezrobionego.

Żyjmy i myślmy na wielką skalę jak ludzie sukcesu.

szaleństwo

Nie da się ukryć, że ludzie sukcesu są inni i szaleni w naszych oczach. To właśnie ten czynnik powoduje, że nie potrafimy zrobić tego, co oni. Ich wizje, oceniamy jako wyimaginowane senne mary. Kiedy my postrzegamy ich jako niepoprawnych wizjonerów i obłąkanych przedsiębiorców, oni w tym czasie pracują i wprowadzają w życie swoje nieograniczone ambicje. To jest granica dzieląca Nas – śmiertelników, od Nich – istnych bogów chodzących po ziemi i zmieniających świat. Zmieńmy swoje myślenie i wyrzućmy z głowy wszelkie ograniczenia. Zacznijmy myśleć i samemu kreować własny światopogląd. Wytyczajmy osobiste ścieżki i obserwujmy, jak radzili sobie z tym zadaniem, wielcy tego świata. Bądźmy inni, odrzućmy wszelkie schematy. Myślmy bezpardonowo, nie zważając na ograniczenia i zasady. Dopóki żyjemy, możemy wszystko i w momencie, gdy sobie to uświadomimy oraz zaczniemy realizować własne ambicje, cały świat może okazać się wcale nie szalony i nie niepojęty, ale pełen barw możliwych do eksploracji.

Nie możemy robić tego, co większość, oczekując życia, jakie ma mniejszość.

Jestem dumny z bycia autorem powyższych słów, bo jest to żelazna zasada, którą powinniśmy się kierować. Słuchając i podążając za ludźmi bez ambicji i wizji, sami tacy będziemy. Nie możemy żyć w ograniczonym środowisku i robić nieograniczone rzeczy. Zawsze ktoś sprowadzi nas do swojego poziomu.

Żyjmy bez ograniczeń. Myślmy, jak ludzie sukcesu i podążajmy nie za ich drogą, ale za nimi, bo to oni tę drogę utorowali. Uczmy się od nich, ale wytyczajmy własne szlaki. Bądźmy inni, bądźmy wspaniali…

Bądźmy szaleni!

Gdybyśmy tylko czas poświęcony na mówienie o sukcesie, przeznaczyli na działanie, moglibyśmy o wiele łatwiej zrealizować swój cel oraz marzenia. Niestety, jak pokazuje całe nasze środowisko oraz otoczenie – nie chcemy tego robić. Wielokrotnie podczas przeglądania tak dobrze znanych aplikacji, jak Snapchat czy Instagram lub zwyczajnie podczas codziennego życia dostrzegłem rzecz, która przynajmniej mnie – strasznie razi nie tylko w oczy, ale także w tę racjonalną część mojego umysłu.

To, co robimy, nijak ma się do tego, o czym marzymy.

Z pozoru to są bardzo proste słowa. Zakomunikowane komukolwiek w oczy, zapewne nie wywołałyby większej reakcji ze strony odbiorcy. Jednak po ich gruntownym przemyśleniu, może nas dobitnie uderzyć ich dosadność oraz precyzja, docierająca do nas z pełną mocą. Zanim ktokolwiek, cokolwiek sobie pomyśli, pragnąłbym, aby najpierw każdy przez krótkie pięć minut, zastanowił się nad sensem tego stwierdzenia. Tu nie chodzi o użycie mądrych słów, przypominających tanią motywację. To jest życie, które niestety w większości odzwierciedla prawdę, zawartą w napisanym przeze mnie zdaniu.

Znajdź odpowiedź na poniższe pytania.

  • O czym marzysz?

O karierze piłkarza, a może modelki przechadzającej się swobodnym krokiem po Paryskich wybiegach? Może pragniesz otrzymać tytuł doktora w ulubionej dziedzinie, zarabiać wiele pieniędzy, stać się sławnym lub po prostu być dobrym ojcem? Tak naprawdę rodzaj i skala Twojego marzenia, nie jest wcale, aż tak ważna. To pytanie także nie jest tym, które powinieneś zadawać sobie każdego wieczora. Istnieje ważniejsze, które na zawsze powinno być w Twojej głowie i o którym ciągle powinieneś sobie przypominać, szczególnie wtedy, gdy masz do podjęcia życiową decyzję.

  • Czy Twoje działania, zbliżają Cię do spełniania Twoich marzeń?

Co robisz, aby być dobrym ojcem, o czym przecież tak bardzo marzysz? Jakie kroki podejmujesz, aby stać się najlepszym dziennikarzem w historii kraju? Jak działasz, chcąc stać się modelką lub kulturystą wszech czasów?

  • Nie wiesz? Jeszcze nie zacząłeś? Rozpoczniesz od jutra?

Przykro mi. Właśnie powoli przegrywasz swoje życie, oszukując samego siebie. Nie ma gorszego zjawisko od bycia kłamcą wobec własnej osoby. Dopóki nie zaczniesz ze sobą współpracować, nigdy nie osiągniesz tego, o czym marzysz. Zadane wcześniej pytanie wyryj sobie dokładnie w pamięci. Powtarzaj je i odpowiadaj na nie zawsze przed snem lub wczesnym rankiem tuż po przebudzeniu. Miej je zawsze w głowie, a dzięki temu przedsięwzięte przez Ciebie kroki, zawsze będą odpowiadały Twoim celom.

Wymówki na drodze do marzenia.

To naprawdę zatrważające, jak bardzo potrafimy łamać własne zasady i reguły, mające prowadzić nas do osiągnięcia marzeń lub celu, tylko dla uzyskania chwilowych przyjemności. Na każdym kroku spotykam komentarze i opinie ludzi, którzy oskarżycielskim tonem głoszą swoje mądrości, jakoby nie mogli spełnić swojego marzenia, bo muszą chodzić do pracy, realizować projekty dla tego beznadziejnego szefa czy opiekować się wiecznie płaczącymi dziećmi. Czy to nie jest trochę zabawne? Przecież to są tylko kolejne wymówki tworzone w głowie, wynikające z obawy przed podjęciem decyzji o pójściu w nieznane. Bo właśnie tak wygląda realizacja marzeń. To jedna wielka droga, której końca nie widzisz i nie wiesz, co czeka Cię na jej skraju, a nawet w trakcie jej trwania. Śmiem twierdzić, że to właśnie dlatego spełnianie marzeń jest tak fascynujące. Okazać się może, że po intensywnej pracy nie osiągniesz nic, ale równie dobrze, może zdobyć więcej, niż mógłbyś przypuszczać.

Ludzie, nierealizujący swoich marzeń i których działanie kompletnie mija się z tym, o czym skrycie fantazjują, stosują liczne fortele. Robią to, bo się boją lub są zwyczajnymi kłamcami, zalewającymi potokiem słów głowy chłonnych słuchaczy swoich wielkich planów. To nie przypadek, że każdy z nas zna osobę, która tylko mówi, snuje wielkie marzenia, ale nie robi nic w kierunku ich zrealizowania.

działanie

Odnoszę nieodparte wrażenie, że wielu ludzi postrzega osiąganie marzeń, jako przyjemny spacerek po zielonej łące w ciepłych promykach słońca. Obrazowo mówiąc – musi być łatwo, szybko i przyjemnie, bo inaczej nigdy się do tego nie zabiorą. I właśnie tak się dzieje. Boimy się zmian. Boimy się ciężkiej pracy. Boimy się braku komfortu i pójścia w nieznane. Wszelka próba wyperswadowania takiego działania oraz myślenia, kończą się krótkim, ale agresywnym:

„A co Ty możesz wiedzieć!?”

Nie chcemy pracować po kilkanaście godzin dziennie. Wylewać hektolitrów potu na treningach i odmawiać znajomym wyjścia na miasto. Oszukujemy innych i samych siebie, że chcemy realizować swoje marzenia, ale tak naprawdę jedyne czego chcemy to żyć wygodnie i komfortowo. Żadne działanie, nie prowadzi nas do realizacji marzeń, ale my nadal uparcie twierdzimy, że je mamy i pragniemy ich z całych sił! Gdzie znajduje się tutaj logika!? 

Obudź w sobie ogień pożądania!

Nie jestem Alfą i Omegą. Zapewne jestem młodszy niż większość czytelników. Jednak dysponuje w sobie odpowiednią dozą świadomości, aby każdego dnia przypominać sobie swoje marzenia, rewidować je, a potem zastanawiać się, czy to, co robię każdej godziny, dnia, tygodnia, miesiąca, roku – przybliża mnie do ich realizacji. To nie jest rewolucyjne podejście, ale zdrowe i rozsądne potraktowanie siebie samego, z odpowiednim szacunkiem.

Warto również przez moment zastanowić się, czy cele, do których dążymy, należą do nas, czy do osób w naszym otoczeniu. Czy ich wyznaczenie było podyktowane własnymi pragnieniami, czy opiniami i przekonaniami innych osób? Jeśli po szczerej i wnikliwej analizie uznasz, że są Twoje, to właśnie wykonałeś pierwszy krok na drodze ku ich spełnieniu. Natomiast, gdy po burzliwych rozmyślaniach stwierdzisz, że należą one do kogoś innego, to radzę Ci czytelniku całkiem szczerze, abyś natychmiast wyrzucił je ze swojej głowy i  o nich zapomniał. Chyba że interesuje Cię życie wiecznie niezadowolonego i sfrustrowanego człowieka, co w dzisiejszych czasach staje się powoli normą, aniżeli dziwną przypadłością.

Myślę, że zbyt bardzo wolimy oddawać się krótkoterminowym i nieperspektywicznym przyjemnością, niż dążeniu do niepewnego i odległego marzenia. To nie tylko wynika ze słabości ludzkiej natury, bo przecież wielu udaje się osiągać szczyty. To także rezultat naszego nastawienia oraz pragnienia zrealizowania tego, co sobie wyznaczyliśmy.

Ten cel musi być silny. Powinien rozbudzać w nas wiele emocji. Prawdziwych żądzy i pragnienia zdobycia go. To musi być prawdziwy ogień, buchający z naszego wnętrza, a nie nikły płomyczek, który znajduje się w duszy tak wielu ludzi…

Na bycie tym, o kim marzysz, musisz zasłużyć.

marzenia

Tak naprawdę nie chcesz zrealizować swoich marzeń. Nie pragniesz ich. Wolisz codzienne, marne egzystowanie i trwanie w myśli o swoim marzeniu, zamiast podjęciu ku niemu działań. O wiele większą radością napełnia Cię mówienie wszem wobec o tym, co masz zamiar osiągnąć, niż faktycznie dążenie do tego. To bardzo niezdrowe podejście, ale zaufajcie, że zaobserwowane u wielu ludzi. Myślę, że u większości większą ekscytację wywołuje snucie fantastycznych wizji o czekającym wielkim celu, niż faktyczne działanie prowadzące do jego realizacji. Odwołując się do tego, co już zostało napisane – poprzez takie zachowanie oszukujemy swój umysł, jakoby już bylibyśmy spełnieni, a to wszystko bez kiwnięcia nawet palcem i wyjścia ze swojej ukochanej strefy komfortu.

Wybaczcie, że musicie usłyszeć to ode mnie, ale jeśli postępujecie w ten sposób, to nie zasługujecie na życie, o którym marzycie.  

Nie zasługujecie na bycie piłkarzami, lekarzami czy sławnymi ludźmi. Nie macie prawa być bogaci, popularni czy wykształceni. Nie możecie tego osiągnąć, jeśli nie robicie nic w tym kierunku. Nadal możecie fantazjować razem z podobnymi Wam znajomymi. Opowiadajcie sobie dalej całkiem niezłe bajeczki o tym, czego to Wy nie dokonacie. Jednak to nadal donikąd nie prowadzi. Zrobilibyście lepszy pożytek z tych kilku godzin bezproduktywnych pogaduszek, gdybyście przeznaczyli je na trening, naukę czy cokolwiek, przybliżającego Was do upragnionych celów.

Przykro mi, ale postępując w ten sposób, jesteś przegranym. Przepraszam, ale zapewne odnosisz taką samą porażkę życiową jak Ci, którzy z wielkim upodobaniem słuchają Twoich tanich wywodów. Mogę Ci polecić, abyś natychmiast złapał i nie puszczał osoby, która kiedykolwiek zada Ci poniższe pytanie.

„Co robisz, w kierunku realizacji swoich marzeń?”

Przestań oszukiwać samego siebie. Zmień swoje zapatrywania na przyszłość i zacznij w końcu działać lub zamilknij, i chociaż uszanuj swoje słowa, które zapewne nigdy nie staną się rzeczywistością.

Bądź ze sobą szczery i realnie wyznacz swój cel.

Najciekawsze w omawianym przypadku jest fakt, że główni zainteresowani nie widzą w swoim zachowaniu niczego złego. Rozpowiadają dookoła, że chcą być modelkami, chcą schudnąć, podróżować, odbyć wiele ciekawych przygód, ale jedyne, co potrafią robić to ślęczeć na nic niewnoszących do ich życia wykładach, narzekać, imprezować, leżeć i zasadniczo – nie robić żadnej rzeczy, prowadzącej do osiągania założonych celów.

Z łatwością można to zaobserwować w mediach społecznościowych. Ludzie, którzy otwarcie mówią o przyszłej wielkiej karierze kogokolwiek, ale wiecznie imprezują i marnują swój czas. Osoby, które pragną być „gwiazdami”, ale jakoś nie po drodze im z ciężką pracą. Momentami przybiera to naprawdę groteskowy wymiar. Zakrawa wręcz o prawdziwą paranoję, przypominającą istne rozdwojenie jaźni… Przykro jest na to wszystko patrzeć i chciałbym, abyśmy wszyscy zaczęli w końcu zwracać uwagę na to, czy nasze czyny, odpowiadają naszym marzeniom.

Jeśli ten tekst mojego autorstwa, nie jest pierwszym, który czytacie, to doskonale wiecie, że bardzo sobie cenię Gary’ego Vaynerchuka nie tylko jako mentora i przedsiębiorcę, ale głównie jako człowieka. To właśnie on wystosował pytanie, które zapamiętałem na bardzo długo:

„Does your work ethic, match your ambitions?”

To nic złego, że Twoim marzeniem jest praca w biurze, spędzanie czasu z dziećmi i wolne weekendy! To świetnie i nikomu nic do tego, co Ty sobie założyłeś. Jednak proszę, upewnij się, że to, co mówisz i o czym marzysz, odpowiada Twoim działaniom. Bo często widzę ludzi, którzy żyją w powyższy sposób, ale nieustannie powtarzają, że chcą być najbogatsi, sławni, wielcy i popularni… Powiedzcie mi jak!? W jaki sposób!?

Właśnie dlatego mocno szanuję osoby, które nie biorą udziału w przekrzykiwaniu się i nieustannym rzucaniu swoimi wielkimi marzeniami. Ci ludzie, ten idiotycznie stracony czas, wolą poświęcić na realizacje tego, o czym tak zawzięcie fantazjują inni.

Koniec czytania. Weź się do roboty! Natychmiast!

weź się do roboty

Wyszedł z tego naprawdę długi artykuł. Bardzo mocno gryzł mnie ten temat od środka jak złośliwa zadra znajdująca się pod paznokciem. Mam nadzieję, że każdy wytrwał do tego momentu i jasno zrozumiał mój przekaz. Nie mnie jest oceniać i podważać sens życia każdego z Was. Chcę Wam tylko wskazać, żebyście przypadkiem nie wpadli w pułapkę zalewania umysłu kłamstwami. Naprawdę mocno szanuje każdego, kto ma marzenia. Nieistotne, jakie one są. Chodzi o sam akt dążenia do nich. Nie musisz ich osiągać, aby czuć się szczęśliwy. Jestem niemalże przekonany, że to droga do nich, powinna sprawić Ci większą frajdę, niż sam fakt ich osiągnięcia. Najważniejsze jest działanie i postępowanie zgodnie z własnymi przekonaniami. Nie ma sensu w realizowaniu marzeń rodziców, bo nawet jeśli nam się uda, to nigdy nie będziemy szczęśliwy. Skrupulatnie wybierajmy to, co należy do nas, a potem działajmy… To właśnie ta czynność jest podstawą.

Proszę, szanuj swoje słowa i siebie samego. Zanim coś obwieścisz całemu światu, upewnij się, że to o czym mówisz, pasuje do tego, do czego dążysz. Na świecie znajduje się wystarczająco smutnych i sfrustrowanych, kłamliwych osób. Nie dołączaj do tej grupy! Myśl, jasno wytyczaj kierunki rozwoju i działaj, aby osiągać to, co sobie wyznaczyłeś.

Wyjdź, proszę z przegranego obozu kłamstwa i dołącz do grupy zwycięstwa, która czas przeznaczony na mówienie, woli wykorzystać na działanie.

Można by sądzić, że zmienianie świata na lepsze jest zarezerwowane tylko dla wąskiej grupy społeczeństwa. Ludzi, którzy królują w rankingach popularności. Jednostek, których zgromadzony majątek przyprawia o zawrót głowy. Innowatorów, wprowadzających rozwiązania do naszego życia, o których nie śmieliśmy nawet śnić. Dla ogromnych korporacji, które nierzadko nie tylko posiadają istny monopol na określony produkt, ale także kreują trendy oraz wzorce, za którymi podążają miliony. Wydawać by się mogło, że zmieniać świat może tylko człowiek, który jest bogaty, sławny i posiada silną pozycję w świecie, która kwalifikuje go do wielkich i chwalebnych czynów.

W tak skonstruowanej rzeczywistości, z pozoru tylko nieliczni są predysponowani do tego, aby zmieniać świat i czynić go lepszym – przynajmniej z ich perspektywy, gdyż jest to pojęcie dość mocno względne. Niemniej jednak w naszym rozumowaniu utarł się schemat myślenia, jakoby do wpływania na losy świata, potrzeba wielkiej gotówki, sławy i władzy.

Nic bardziej mylnego!

Naturalnie, że im popularniejsi jesteśmy i im bardziej jesteśmy znani całemu światu, tym nasz wpływ jest większy. Zwyczajnie nasze działania dotrą do większego grona osób. Również sama moc środków służących do zmiany świata lub ich wartość, będzie prawdopodobnie większa w przypadku posiadania odpowiedniego majątku. Tym samym metamorfoza naszego globu będzie dla nas łatwiejsza. Jednak zdecydowanie nie jest to proces zarezerwowany tylko dla tych najbogatszych i najpopularniejszych.

Jak możesz zmieniać świat w każdej chwili?

Świat tworzymy My – ludzie. Jednostki, które tworzą grupy, społeczności i kraje. Wszyscy nazywamy się istotami myślącymi i rozwiniętymi, które mogą w sposób świadomy decydować o własnym losie i własnych wyborach. To właśnie my jesteśmy światem. To my tworzymy to miejsce takim, jakim jest. Bez nas byłaby to tylko opustoszała planeta, nienadająca się do życia. Kawałek nic nieznaczącej materii w obliczu całego, potężnego wszechświata.

zmienianie świata na lepsze

Żyjemy, tworzymy i sami kreujemy świat takim, jaki przedstawia się naszym oczom. Za wszystko, co się w nim dzieje jesteśmy odpowiedzialni my. Nie tylko za zjawiska pozytywne, ale również za te negatywne. Za wojny, głód, ubóstwo, niesprawiedliwość też jest odpowiedzialny człowiek. Dlatego w obliczu tego wszystkiego, tak ważne jest, aby starać się każdego dnia, czynić świat lepszym.

Aby tego dokonać, wcale nie musimy nazywać się Elon Musk, Steve Jobs, Roger Federer czy Donald Trump. Choć może wydawać się to szalone i niedorzeczne, ale każdy z nas, każdego dnia, może zmieniać świat na lepsze!

Świat tworzą ludzie. Więc aby zmieniać świat, należy zmieniać ludzi. Niekoniecznie w sensie dosłownym, gdyż każdy człowiek ma być prawo takim, jakim jest i jakim uważa być za słuszne. Jednak chodzi o zmienianie ludzi w kontekście ich niewłaściwego podejścia do życia. Chodzi o zamianę negatywnego podejścia w pozytywne życie.

Koniec z „Ja”. Czas na „Ty”.

Rozejrzyj się drogi czytelniku. Jak często spotkałeś się podczas podążania ulicą, że ktoś się do Ciebie uśmiechnął zupełnie bez powodu? Ile razy pani ekspedientka w sklepie powiedziała Ci „Miłego dnia”, nie dlatego, że musiała, ale dlatego, że tak czuła? A ile razy ty wykonałeś taki uczynek?

Ludzie chodzący na ulicach to ponure zombie, zatopieni nie w ciele swojej ofiary, ale we własnych, negatywnych myślach. Ciągle analizujemy, pogrążeni w swoich problemach. Skupiamy się nie na tym, co cenne i wartościowe, ale na tym, co płytkie i w ogólnym rozrachunku nic niewarte. Nieustannie chodzimy smutni, snujemy się po ulicach, miastach i centrach handlowych, bardziej zapatrzeni w ekran smartfonów, niż w drugiego człowieka. Nie interesują nas śpiewające ptaki, nieziemsko pachnące kwiaty czy drugi człowiek przechodzący tuż obok nas. Ciągle skupiamy się na sobie i swoich egzystencjalnych trudnościach. Rozpamiętujemy i próbujemy gonić za czymś, co jest naszą urojoną fikcją.

Jesteśmy szarą masą. Ponurą grupą przypominający najokropniejszy, deszczowy i jesienny wieczór, którego widok przyprawia nas o rozpacz. Jeśli nie jesteś w stanie mi zaufać, to proponuje, abyś choć raz oderwał się od telefonu i swoich destrukcyjnych myśli, i zainteresował się innym człowiekiem. Chcę, żebyś zaczął obserwować. Skieruj się do miasta, usiądź na jednym z przeznaczonych do tego miejsc w galerii handlowej i obserwuj. Zauważ, ilu ludzi mija się tam, nawet na siebie nie zerkając. Przepychają się, tłoczą i przeciskają, nie próbując nawet dostrzec w drugim człowieku, człowieczeństwa.

Przypominamy manekinów stojących na sklepowych wystawach. Określamy się jako żyjące istoty, ale jesteśmy ciągle zachmurzeni z wielką, życiową zadrą spoczywająca w sercu i umyśle.

To przykre, że doczekaliśmy się czasów, kiedy zwyczajny, piękny ludzki odruch stał się czymś zapomnianym. Zjawiskiem, o którym trzeba pisać, nagłaśniać i do którego trzeba nawoływać. Kim My się staliśmy? Zwierzętami zatopionymi tylko we własnej głowie i skąpanymi we własnych problemach? Gdzie jest miejsce na drugiego człowieka? Kiedy przyjdzie czas na „Ty”, zamiast na nieustanne „Ja”!?

Człowiek i uśmiech to najpiękniejsze połączenie.

Wielu z nas pragnie zmieniać świat, ale wszyscy tłumaczymy się brakiem środków i możliwości. Bzdura. Każdy może przyczynić się do tego, że jasny promyk nadziei i radości, zagości w sercu ludzi dookoła nas. Wystarczy okazać trochę miłości oraz zainteresowania drugiemu człowiekowi. To My tworzymy świat i jeśli to My sami będziemy w stanie zmienić siebie i swoje negatywne nastawienie, przeinaczając je na pozytywne zjawisko, wtedy i świat będzie stawał się lepszym miejscem.

uśmiech

Zetrzyjmy ze swojej twarzy ten ponury wyraz, nadający jej chorobliwy wygląd. Zacznijmy się uśmiechać, cieszyć i zwracać uwagę na drugiego człowieka! Niespotykana i ogromna siła stoi za magią słowa. Wystarczy zwykłe i szczere: „Miłego dnia” lub „Dzień dobry”, powiedziane pani sprzątającej centrum handlowe, aby uśmiech zagościł na jej twarzy i nie schodził z niej do końca dnia. Zmiana nastawienia negatywnego na pozytywne u kogokolwiek przyczynia się do zmiany świata.

To jest prawdziwy łańcuch pozytywnego działania. Możemy go zapoczątkować już dziś, czyniąc dzień drugiej osoby lepszym, nawet poprzez zwykły uśmiech, uprzejmość i szczere zainteresowanie. Być może wcześniej wspomniana pani sprzątaczka, podzieli się swoją radością z przypadkowym przechodniem, a ten z kolei zaniesie ten uśmiech dalej, rozprzestrzeniając go na całą okolicę? Dzięki temu dotychczasowa szara masa snujących się ludzi ulicami miast, stanie się upstrzona kolorowymi barwami jednostek, które zamiast negatywów, zaczęły dostrzegać pozytywy.

Dając – otrzymujesz.

Proszę, nie zapominajmy jak wielką rolę w naszym życiu, odgrywa drugi człowiek. Wcale nie potrzebujemy fundacji charytatywnych, worków pieniędzy i milionów fanów, aby czynić jego dzień lepszym, a tym samym zmieniać świat. Obdarzmy przechodzącego obok nas człowieka najszczerszym i najserdeczniejszym uśmiechem, na jaki tylko możemy się zdobyć. Nic nie możemy stracić, ale zyskać możemy wiele nie tylko My. Zmieniajmy świat poprzez zmianę dnia na lepsze, każdego napotkanego człowieka. Jeśli tylko możemy, pomagajmy innym. Czyńmy dobro, pokażmy światu naszą radość i moc pozytywnego myślenia. Zmienianie świata na lepsze rozpoczyna się właśnie w ten sposób!

Bzdurą jest, że świat potrzebuje więcej szczęścia, dobra czy pozytywów. Na świecie jest wystarczająco dużo szczęścia, czy jakiegokolwiek innego pozytywnego uczucia. Ono jest w każdym z nas. Naszym jedynym ludzkim zadaniem, do którego jesteśmy predysponowani, jest je okazywać i czynić je głośnymi. Niech nasze dobre uczynki usłyszy cały świat! Od Ameryki przez Europę, aż po Azję. Wszyscy niech usłyszą nasze radosne wołanie skierowane nie do świata, ale dla ludzi go tworzących.

Potrzebujemy ludzkiego ciepła jak nigdy wcześniej. W czasach nieustannego stresu i presji ludzie pragną zainteresowania. Miłości oraz życzliwości ze strony drugiej osoby. Przecież my sami również chcielibyśmy to otrzymać. Najprostszym sposobem do otrzymania tych niesamowitych doznań, jest obdarowywanie nimi drugiego człowieka. Dając – otrzymujesz. To jest niezniszczalna prawda, scalająca całe nasze istnienie od dawien dawna.

człowiek

Zmienianie świata na lepsze nie jest zarezerwowane tylko dla wybrańców.

Wielkie rzeczy, pozostawmy wielkim ludziom, którzy mogą sobie na to pozwolić. My – prawdziwa rzesza tego świata, skupmy się na czynieniu drobnych, ale jakże wartościowych uczynków. Pozytywne myślenie jest kluczem do zmiany świata na lepsze. To dość zabawne, że Ci wielcy ludzie sukcesu, którzy dokonują metamorfozy świata oraz jego postrzegania, poprzez konstruowanie wielkich rzeczy, zapominają, że nie zwalnia ich to od zwykłego i prostego okazywania radości! Tak mocno są zapatrzeni w swoje działania, mające prowadzić do zmiany naszego życia na lepsze, że paradoksalne zapominają w całym tym procesie o ludziach. To komiczne, ale niestety prawdziwe i straszne. Chcą zmieniać świat, ale zapominają o człowieku, który ten świat tworzy…

Nie bądźmy nimi! Skupmy się na drugim człowieku. Dostrzeżmy go w naszej życiowej i codziennej gonitwie. Poświęćmy mu, choć chwilę swojej cennej uwagi i na moment zapomnijmy o sobie. Przestańmy żyć negatywnie, a rozpocznijmy świadomy proces pozytywnego myślenia. Zarażajmy innych swoją radością oraz swoim barwnym podejściem do życia. Pomalujmy nie tylko świat swój, ale także tylu ludzi, ilu tylko zdołamy. To jest prawdziwe i ludzkie zmienianie świata na lepsze. Pozwolić sobie na nie może każdy z nas, w każdej chwili.

Koniec z wymówkami. Zacznijmy działać.

Zarówno zakłócenia wewnętrzne, jak i zewnętrzne, mogą skutecznie odwodzić nas od marzeń. Nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale życiowe szumy są wszędzie!

Ten malutki głosik, mówiący w Twojej głowie, że Ci się nie uda. Twoje własne zasady, reguły i niepoprawne postrzeganie świata. Twoje myśli i nieodpowiednie zachowanie. Także ludzie znajdujący się w Twoim otoczeniu oraz całe Twoje środowisko, w którym przebywasz. Twoja przeszłość i niewłaściwe postrzeganie przyszłości. Rzeczy, zjawiska i zachowania znajdujące się tuż obok Ciebie.

Powyższa wyliczanka mogłaby w zasadzie nie mieć końca. Można byłoby wymieniać wszystkie rzeczy, wszystkich ludzi i wszystko, co tylko znajduje się w zasięgu Twojej ręki. Nie o to tu jednak chodzi.

Każdy z nas, zapewne nie jeden raz spotkał się z sytuacją, gdzie dotychczasowa pewność siebie, wiara we własne czyny i niezachwiane poczucie dobrze realizowanego planu, zastąpiło zniechęcenie oraz zwątpienie. Z osoby kroczącej pewnym krokiem, staliśmy się bojaźliwymi jednostkami z przestrachem rozglądającymi się na boki. Wysokie poczucie własnej wartości oraz własnych czynów zastąpiło ogólne zagubienie i strach, kumulujący się w nas, często z niewiadomych przyczyn. Coś, co do tej pory mogliśmy wykonywać automatycznie i niemal bez zastanowienia, nagle stało się czynnością niesamowicie uciążliwą. Zupełnie tak, jakby wszystko, co było do tej pory świetne i nienaruszone, zostało w naszej głowie zakłócone przez złe fale płynące z zewnątrz.

To są właśnie tytułowe życiowe szumy, o których jest poniższy tekst. Początkowa wyliczanka, znajdująca się w pierwszym akapicie, przedstawia kilka z czynników, które mogą się na nie składać.

Życiowe szumy. Co to takiego?

Ta dziwnie brzmiąca nazwa, to nic innego jak wszystkie czynniki – zarówno te zewnętrzne, jak i wewnętrzne, które skutecznie zakłócają nam drogę, do osiągnięcia i zrealizowania własnych marzeń. Nie da się ukryć, że jest to dość niepokojące zjawisko, którego poprawna identyfikacja może oszczędzić nam wielu rozczarowań. Czasami zupełnie nieświadomie likwidujemy czynniki oraz zjawiska, które nie miały żadnego wpływu na nasze niepowodzenie lub zniechęcenie. Niejednokrotnie wprowadzamy w swój plan działania miliony przeróżnych poprawek, oczekując tym razem zadowalających rezultatów i tak bardzo wyczekiwanego pójścia do przodu. W rzeczywistości zmieniamy kolejną rzecz, która nie usuwa naszego problemu.

życiowe szumy

Tak naprawdę redukcja szumów, a najlepiej ich całkowicie usunięcie, da nam zadowalające rezultaty. Czasami może nam się wydawać, że udało nam się je zwalczyć, ale wtedy one wracają z podwójną siłą. Jest to znak, że tak naprawdę nie odnieśliśmy zwycięstwa nad nimi, tylko nad czynnikiem, niebiorącym udziału w naszej porażce.

Szumy to wszystko, co przeszkadza nam w osiągnięciu celu. Ich odpowiednie wskazanie, a następnie całkowite zwalczenie, może zapewnić nam godne i szczęśliwe życie. Każdy szum, który zakłóca nam nasze działania, jest zależny wyłącznie od nas. My mamy moc sprawczą nad własnym życiem i to właśnie My możemy w każdej sekundzie życia powiedzieć: „Dość. Stop. Koniec z tym!”. Wydawać by się mogło to zabiegiem nienastręczającym zbyt wiele trudności. Niestety sprawa nie jest aż tak prosta i łatwa w rozwiązaniu.

Kiedy przeszkoda oznacza bliską osobę…

Zakłócenia w postaci negatywnych myśli, wewnętrznego głosu nawołującego do poddania się czy niepoprawnych reguł, można skutecznie zwalczyć. Wystarczy odpowiednie samozaparcie, świadomość zmian i systematyczna praca. Nie twierdzę, że można to zrobić w sposób łatwy oraz bezbolesny, ale na pewno, jedyną osobą, która może na tym ucierpieć, jesteśmy My sami.

Zgoła inaczej ma się sprawa w przypadku pozostałych szumów. Zakłóceń, wysyłanych nam przez innych ludzi i nasze środowisko. Każdy doskonale wie, jakie uczucia potrafią targać człowiekiem, gdy ten zupełnie nieopatrznie zrani słowem bliską osobę. Jednak, co w przypadku, gdy inicjatorem ów szumów jest na przykład nasza mama, siostra czy własny tata? Mogą robić to w sposób bardzo nieświadomy, ale ich działanie, nieraz może przypominać sabotowanie naszej własnej drogi. Pojawia się tutaj jawny konflikt interesów. Z jednej strony, pragniemy wrócić na właściwą ścieżkę i ponownie odczuć niepohamowaną radość oraz wewnętrzną moc z bycia na niej. Jednak z drugiej strony… To jest bliska nam osoba. Mama, tata, brat czy przyjaciel. Zdecydowanie nie chcemy ranić ich uczuć oraz sprawiać im przykrości. Zdajemy sobie sprawę, że ich działanie wynika z niewiedzy i nieświadomości, jednak sam akt ich czynu, bardzo precyzyjnie oddala nas od naszych marzeń.

Co wtedy? Co wybrać? Co powinniśmy zrobić?

Zranić bliską osobę i wrócić na ścieżkę? Brzmi egoistycznie, ale to jedna z opcji. Może jednak żyć w ten sposób nadal, przyjmować z godnością i stalowymi nerwami uwagi oraz komentarze ze strony otoczenia i błądzić, szukając powrotnej ścieżki na właściwą drogę? Nie wysunę w tej materii jednoznacznej odpowiedzi, gdyż mogłaby ona nastręczyć Wam wielu problemów i kłopotów. Musicie swoje działania dopasować do własnej sytuacji i własnych ambicji. Osobiście twierdzę, że w pewnym stopniu, można obie opcje połączyć i wyjść z tej sytuacji obronną ręką.

rozmowa

Szumy ze strony bliskich osób nie są łatwe do rozwiązania. Niemniej jednak da się to zrobić z pozytywnym skutkiem. Przede wszystkim, kluczem powinna być szczera rozmowa. Jak już wspominałem, bliscy często nieświadomi własnych słów, ranią nas, zakłócają nam drogę i robią wszystko, abyśmy nie odnaleźli ścieżki. Paradoksalnie mogą robić to z miłości oraz troski, martwiąc się o nas. Dlatego właśnie rzetelne i bardzo szczere wyłożenie własnych racji, a przy tym umiejętne słuchanie oraz uwzględnienie poglądów strony drugiej, może zażegnać cały konflikt interesów. W rezultacie możemy wrócić na drogę do marzeń, bez uciążliwych szumów, a z dodatkiem kilku głosów pełnych wsparcia i niepohamowanej miłości.

Zadbaj o siebie i troszcz się o innych.

Myślę, że nie powinniśmy marnować własnego potencjału dla dobra ogółu. Choćby była to najbliższa rodzina. Nie wykorzystujcie tego jako pretekstu, do zaprzestania udzielania im pomocy, służenia radą i życia z nimi! Proszę, nie róbcie tego! Rodzina jest wielką wartością, o której nie powinno się nigdy zapominać. Jednak poświęcenie własnego życia, na rzecz pragnień rodziców lub współmałżonka, jest zachowaniem wysoce nielogicznym i destrukcyjnym. Rzadko zdarza się, abyśmy w zamian za to, otrzymali wewnętrzny spokój, szczęście i świadomość dobrego uczynku. O wiele częściej, dostajemy frustrację, rozczarowanie i wieczne niezadowolenie, wynikające z uporczywych myśli – „Co by było, gdyby?” lub niewłaściwych roszczeń typu – „Zrobiłem to dla Ciebie, więc może teraz Ty, zrób coś dla mnie?”.

Tym bardziej że istnieje lepsze rozwiązanie, które może skutecznie połączyć naszą harmonijna podróż do marzeń ze wsparciem bliskich osób, a przynajmniej – z pokojową redukcją ich szumów. Wystarczy usiąść, porozmawiać, przedstawić swoje poglądy i własne zapatrywania. Uważnie słuchać i poczuć w sobie nutkę empatii. To nic nie kosztuje, a może zaowocować nie tylko drogą do marzeń bez szumów, ale piękną podróżą z wieloma głosami wsparcia, ociekającymi radością i zrozumieniem.

Unikaj rzeczy, które zakłócają Ci godne życie!

Szumy, zakłócające nasze działania, które prowadzić mają do wymarzonego celu, potrafią być naprawdę destrukcyjnym zjawiskiem. Można je porównać, do gęstej mgły, która wyrasta nagle przed nami, podczas gdy poruszamy się górskim szlakiem, prowadzącym na szczyt. Choćbyśmy wcześniej widzieli ogromną połać drogi przed sobą, to mgła wprawia nas w tak wielką dezorientację, że każdy nasz krok jest niepewny, a my sami czujemy się zagubieni. Właśnie w ten sam sposób działają szumy. O wiele trudniejsze od likwidacji, może okazać się ich poprawne zidentyfikowanie. Jak już wiadomo, mogą być ich setki tysięcy o różnych nazwach i różnych natężeniach. Właściwe ich rozpoznanie pozwoli uniknąć niepotrzebnych rozczarowań i błędnych decyzji.

przeszkoda

Sam akt  zwalczania życiowych szumów wymaga od nas nie tylko siły woli i samozaparcia, ale także ogromnego rozsądku i rozwagi. Gdyż szumy, to nie tylko zjawiska znajdujące się w nas samych (strach, negatywne myśli, zanik pewności siebie), ale także – a nawet głównie – czynniki będące poza nami. Nierzadko należą do nich ludzie, których kochamy, a którzy nieświadomie wyrządzają nam zło, odwodząc nas od poprawnie obranej ścieżki. W takim działaniu nie sprawdzi się totalne zwalczenie i destrukcja owego szumu, ale rozważne dążenie do jego zredukowania oraz zaprzestania jego występowania. Można to osiągnąć poprzez szczerą rozmowę i próbę wyperswadowania czynnikowi zewnętrznemu naszych własnych poglądów oraz pragnień. Nie twierdzę, że ograniczenie kontaktu, nierzadko będzie konieczne, a w przypadku osób nie blisko spokrewnionych może nawet zajść jego całkowite zaprzestanie. Jednak zanim do tego dojdzie, a my podejmiemy tak radykalne kroki, spróbujmy się porozumieć w sposób mniej destrukcyjny.

Zwalcz zakłócenia! Zawalcz o marzenia!

Poprzez zwalczenie szumów, otrzymujemy nieziemską jasność umysłu. Trzeźwe myśli oraz prawidłowe postrzeganie danej sytuacji. W konsekwencji te wszystkie cechy mogą nas skutecznie zaprowadzić na szczyt drogą, którą sami sobie obraliśmy. Ścieżką, na której nie pojawi się żadna niespodziewana mgła, powodująca nasze zagubienie. Nie zawsze słoneczko będzie świeciło wprost na naszą twarz, a wiatr będzie wiał nam w plecy. Jednak poprzez redukcję szumów, będziemy widzieli przed sobą drogę oraz końcowy cel, czekający na nas, na wierzchołku, do którego niechybnie w ten sposób dotrzemy.

Dobry plan żywienia to nie tylko ochrona przed otyłością. Dieta może być sposobem na bezkompromisowe wyrzucanie i marnowanie jedzenia! Tym samym nasze pieniądze nie są bezczelnie marnowane, a My możemy cieszyć się nie tylko spokojnym sumieniem, ale także pełniejszym portfelem. 

Naturalne jest, że mówiąc lub myśląc o diecie, przed oczami ukazuje nam się obraz pięknej sylwetki, czy doskonałego zdrowia. Trudno się temu dziwić, skoro jest to przede wszystkim narzędzie prowadzące do wymienionych wyżej rzeczy. Warto jednak czasami wyjść poza ograniczające nas schematy. Opuścić bezpieczną strefę utartych fraz myślowych i spojrzeć na dane zjawisko z szerszej perspektywy. W ten sposób może okazać się, że ta sama rzecz widziana pod innym kątem, może podsunąć nam zgoła inne wnioski.

Bez wątpienia i jakiegokolwiek sprzeciwu można rzec, iż dieta czy planowanie własnego jadłospisu jest narzędziem doskonałym w drodze do kształtowania sylwetki. Nie da się też ukryć, że zostało ono przeznaczone głównie do tego celu. Niemniej jednak uporządkowany plan żywienia, do którego się stosujemy, może pełnić również inne funkcje. W mniejszym lub większym stopniu powiązane z kształtowaniem sylwetki.

Śmiało mogę rzec, że dziś skupimy się na funkcji diety, która nie koncentruje się na ciele czy zdrowiu a na naszych funduszach. Może to być dość zaskakujące dla wielu z Was, dlatego tym bardziej uważam, że rewolucyjne spojrzenie na aspekt planowania żywienia, może przynieść Wam nie lada korzyści ekonomiczne, a także i moralne…

Wyrzucanie jedzenia. Plaga krajów rozwiniętych.

Krótkie jak dotychczas życie, nauczyło mnie już kilku rzeczy. Jedną z nich jest ogólne marnowanie jedzenia przez wszystkich ludzi. Rozejrzyjcie się dookoła siebie i pomyślcie nad tym faktem. Wyrzucanie zbędnej żywności, której nie spożyliśmy, stało się dla nas porządkiem dziennym do tego stopnia, że przestaliśmy to nawet zauważać. Nie wspominając już o przywiązywaniu do tego większej uwagi lub wiązaniu z tym zachowaniem, jakichkolwiek emocji. Po prostu dość bestialsko wkomponowaliśmy nieustanne marnowanie jedzenia w nasz codzienny plan dnia.

Tym razem, chciałbym odciąć się od wątku emocjonalnego tego wpisu, na którym przecież równie dobrze można byłoby go oprzeć.  Mimo to wspomnę tylko, że warto zwrócić uwagę na jedną rzecz. Wielu, naprawdę wielu ludzi oddałoby wszystko za chociażby możliwość zjedzenia tego, co my wyrzucamy. Nie twierdzę, że mamy jeść kości, resztki czy cokolwiek takiego. Jednak powinno się w nas obudzić głębokie przeświadczenie, że wyrzucając coś z własnego widzimisię lub przeszacowania apetytu, nie tylko tracimy pieniądze. Wykazujemy także w ten sposób perfidny brak szacunku dla setek milionów głodujących na całym świecie. Wydawać się może to iście irracjonalną sytuacją, że w świecie ogromnego konsumpcjonizmu, gdzie na każdym kroku widać jedzenie w śmietnikach, gdzieś tam daleko mogą żyć ludzie, którzy nadal muszą martwić się o to, czy zdołają po raz kolejny oszukać przeznaczenie i nie umrzeć z głodu.

głód i wyrzucanie jedzenia

Niejako kulturą krajów wysokorozwiniętych stało się marnowanie jedzenia na potęgę i tym samym, wykazywanie ignorancji wobec głodujących. To jedna z głównych rzeczy, za które powinniśmy się wstydzić.

Marnowanie jedzenia to pieniądze wyrzucane w błoto.

Każdy wyrzucony kęs jedzenia można porównać do zniszczenia pewnej kwoty gotówki. Za wszystko to, co wyrzucamy, musieliśmy przecież zapłacić. Dlatego, gdy to marnujemy, trwonimy także nasze pieniądze. Często zarobione w niełatwy sposób, do których przecież tak często się emocjonalnie przywiązujemy. Z łatwością można dostrzec najważniejsze cechy i zachowania, które prowadzą do destrukcyjnego i jakże kosztownego wyrzucania żywności.

Na pewno jednym z nich jest chęć kupowania „na zapas”. Zazwyczaj robi się to z myślą, jakoby lepiej, żeby było za dużo, niżby miało zabraknąć. Jest w tym pewna logika. Problem w tym, że w świetnej większości przypadków, nigdy nie brakuje, a zawsze zostaje. Ponadto nie żyjemy w średniowieczu, gdzie należałoby walczyć o jedzenie lub samemu na nie polować. W zasadzie każdy z nas ma w swojej okolicy sklep, do którego w każdej chwili może się udać. Dlatego kompletnie nie rozumiem owego tłumaczenia, opierającego się na obawie o niewystarczającą ilość czegoś. Naturalnie, że możemy nie mieć czasu lub ochoty, aby po raz kolejny iść do sklepu na uzupełnienie brakującego produktu. Jednak, czy to „poświęcenie” jest istotnie ważniejsze od późniejszego marnotrawienia jedzenia?

Również wielki wybór produktów, jakie serwują nam w tym momencie wszelkiej maści sklepy spożywcze, prowokuje nas niejako do kupowania rzeczy oraz produktów, które nijak mają się do naszych potrzeb i naszego życia. Zauważmy, że niejednokrotnie zdarzały się sytuację, gdzie wchodziliśmy do sklepu po bułki i mleko, a wychodziliśmy z pełnym koszykiem produktów, które w większości albo wyrzucimy – z powodu późniejszego braku na nie ochoty lub końca terminu ważności, albo odłożymy w kąt, gdy okaże się, że nie są nam potrzebne. Jesteśmy nieustannie kuszeni przez sklepy. Przekrzykują się one w tworzeniu coraz to nowszych i rzekomo lepszych promocji i haseł, przyciągających nasz wzrok. W ramach takiego działania korzyść mogą odnieść tylko ci, którzy za ową reklamą stoją, ale na pewno nie My i nasz portfel.

pieniądze

Rozwiązanie? Plan żywienia!

Wszystko sprowadza się do braku umiejętności planowania a w tym aspekcie, może pomóc nam właśnie dieta i odpowiedni plan żywienia. Nie wiem, czy ktokolwiek widział kulturystę lub osobę dbającą o ciało i zdrowie poprzez planowanie jadłospisu, która wyrzuciłaby część posiłku wcześniej przez siebie przygotowanego. Zwróćmy uwagę, że osoby biorące udział w procesie kształtowania sylwetki, zazwyczaj mają wszystko zaplanowane. Na ich talerzu nie ląduje dodatkowa porcja ziemniaków lub mięsa, której koniec końców i tak nie zjedzą. To jest natomiast częsta praktyka w wielu domach – przecenianie możliwości własnego apetytu i żołądka, co w konsekwencji kończy się furą niezjedzonego jedzenia, znajdującego się na talerzu, a następnie w koszu.

Osób pilnujących swojego planu żywienia taka sytuacja nie dotyczy. Z reguły dość skrzętnie dbają one nie tylko o gramaturę spożywanego pokarmu, ale także o jego jakość. Dlatego raczej niezbyt często (a na pewno nie w dużych ilościach) pozwalają sobie na kupno nieplanowanej czekolady, lodów, batonika czy czegokolwiek innego. Doskonale wiedzą czego potrzebują, w jakiej ilości i w jakim czasie. Tym samym idealnie przeciwstawiają się kupowaniu „na zapas” oraz marnowaniu żywności.

Poprzez zaplanowanie swojego jadłospisu dość dokładnie można określić, co będzie potrzebne na przygotowanie dzisiejszej kolacji czy jutrzejszego obiadu. Wszelkie liczenia „na oko”, kupowanie pod wpływem impulsu lub własne zachcianki, zostaną zredukowane niemal do zera. W rezultacie ilość wyrzucanej żywności również będzie się równała tej wartości. Tak samo, jak liczba straconych pieniędzy.

Dieta ma wiele twarzy.

Jak się okazuje, dieta to nie tylko narzędzie kształtujące sylwetkę i dbające o zdrowie. To również dość istotny czynnik w walce z zapobieganiem marnowania jedzenia, a tym samym także i własnych pieniędzy. O sprzeniewierzaniu się wyższym wartościom nie wspominając. Choć dotrzymując słowa – emocje odłóżmy na bok i skupmy się wyjątkowo na pieniądzach, co brzmi dość płytko, ale całkiem praktycznie. Dzięki planowaniu jadłospisu unikniemy nabywania niepotrzebnej żywności oraz kupowania produktów w ilości bliżej nam nieznanej. Każdy, kto choć raz wszedł na drogę modelowania własnego ciała, wie doskonale, że proces ten obejmuje w swoim zakresie dość dokładne projektowanie spożywanych posiłków. Z tego więc powodu istnieje możliwość niemal idealnego określenia ilości produktu, koniecznego do przygotowania konkretnego dania. Dzięki temu oszczędzamy pieniądze. Walutę, którą z powodzeniem możemy przeznaczyć na cokolwiek innego. Na coś, co będzie na pewno cenniejszym wyborem, niż wyrzucanie ich we frazeologiczne błoto.

plan żywienia

Zaplanuj jadłospis i oszczędź pieniądze.

Choć o ważności posiadania planu w swoim życiu powstał już osobny tekst, to trudno o lepszy przykład potwierdzający stawianą w nim tezę, od tego artykułu. Odpowiednie planowanie ma swój istotny udział w każdym aspekcie naszego życia. Wszystko sprowadza się do tej kwestii i ona także może nas uchronić przed nierozsądnymi decyzjami lub zbaczaniem z obranej ścieżki. Nie da się ukryć, że w świetle wszystkich moich słów, rozwiązanie na nadmierne marnowanie jedzenia jest dość proste i oczywiste. Dieta wcale nie musi być obecna w naszym życiu, aby móc się przeciwstawić temu szkodliwemu procesowi. Wystarczy wprowadzić do swojego życia, chociażby małą nutkę porządku. Poukładać niektóre sprawy, hierarchizować je, kategoryzować i dopiero wtedy wziąć się do działania. Tylko wtedy będziemy mogli z pełną odpowiedzialnością rzec, że jesteśmy świadomi przedsięwziętych kroków oraz wykonanych czynów.

Dobry i umyślny plan żywienia, dnia czy życia, może pomóc nam zapobiec przykrym sytuacjom oraz destrukcyjnym zachowaniom, do których bez planu, niechybnie byśmy zmierzali.

#kolejne artykuły