Jak w 5 krokach ożywić grupę na Facebooku? | worldmaster.pl
#

Ożywić grupę na Facebooku

Jeśli jesteś przedsiębiorcą, to istnieje spora szansa na to, że prowadząc marketing swojej działalności postanowiłaś lub postanowiłeś w pewnym momencie założyć grupę na FB. Super sprawa, taka grupa. Można utrzymywać stały kontakt z ludźmi. Każdy dostaje powiadomienia o Twoich postach.

No świetnie. Tylko coś inni ludzie na niej nie piszą. Aktywny jesteś tylko Ty i już nawet Twój kolega Marek przestał lajkować cokolwiek, co się pojawia. Jak to zmienić? Jak sprawić, że ludzie na grupie staną się aktywni? Cóż, chyba mogę pomóc ze swoimi pomysłami  i grywalizacją:)

Fascynuje mnie to, że grywalizacja jest coraz częściej używana przez małych przedsiębiorców. Nie potrzeba bowiem od razu rozwiązań w postaci aplikacji, czy wielkich systemów zarządzania, żeby rozwiązania grywalizacyjne stosować. Można zacząć małymi krokami i w elastyczny, bardzo dynamiczny sposób wykorzystać rozwiązania z gier do własnych celów biznesowych. Nie inaczej jest z grupami na FB.

Już dwa razy udało mi się stworzyć bardzo aktywne grupy Facebookowe skupione wokół działań marketingowych i promujące moją markę (jedna tutaj, a druga tutaj). Jednocześnie, były to grupy wsparcia, oferujące członkom sporą dawkę wartości (u mnie była to wartość wiedzowa oraz ćwiczenie umiejętności, możesz o tym przeczytać we wcześniejszym wpisie tutaj). Efektem prowadzonych przeze mnie działań na FB było bardzo duże zainteresowanie i zaangażowanie członków grupy, które udało się osiągnąć z pomocą gamifikacji. Jak? Tłumaczę to w kilku poniższych punktach:

  1. Cel i czas

    Zanim w ogóle zabierzemy się za jakiekolwiek wymyślanie gier, czy wdrażanie grywalizacji, trzeba zacząć od odpowiedzi na dwa pytania: cel istnienia grupy i czas w jakim będzie działać gamifikacja?
    Jeśli chodzi o cel, to sprawa chyba jest prostsza. Ludzie chętniej dołączą do grupy, jeśli będzie użytkowa. Jeśli da im jakąś wartość, przykładowo: wiedzę, możliwość dokonywania tańszych zakupów, rozrywkę, możliwość wymiany myśli na dany, konkretny temat, którym się zajmują. Im bardziej doprecyzowany cel grupy, tym lepiej. Im więcej “opcji” tematów ma grupa, tym trudniej będzie wytłumaczyć ludziom, po co chcemy się z nimi spotykać wirtualnie i po co w ogóle jest ta grupa.
    Druga rzecz, to czas. Osobiście jestem zwolennikiem projektowego podejścia do grywalizacji, to znaczy takie jej używanie, które z góry zakłada jej początek i koniec. To użyteczne podejście, które ładnie wpisuje się w znaną dynamikę FB. Ludzie kojarzą często organizowane “wyzwania”, “konkursy”, etc. Jeśli na swojej grupie zrobisz coś w stylu “wyzwanie 30 dni – elevator pitch” i przez 30 dni będziecie ćwiczyć tylko tę umiejętność, to masz większe szanse na zainteresowanie tym ludzi, niż na przykład mówienie o elevator pitchu w każdy piątek miesiąca, aż do śmierci.

  2. Zadania dla ludzi

    Ludzie muszą mieć co robić na grupie. A żeby mieli co robić, muszą mieć wyraźny cel (związany z ogólnym celem grupy). Cel ten musi zostać i tak podzielony na kroki do jego osiągnięcia, czyli zadania do wykonania. To pierwszy element grywalizacyjny. Zadania powinny być jasne, klarowne i sensowne, a przede wszystkim wykonalne. Powinny też pomagać ludziom w osiągnięciu głównego celu.
    Warto jednak pamiętać, że prosząc członków grupy o zrobienie czegoś prosimy tak naprawdę o ich czas. Warto się zatem zastanowić nad częstotliwością zadań. Z mojego doświadczenia wynika, że optymalna częstotliwość zadań do wykonania to 1,5 na 24h.

  3. Nagrody

    Ludzie muszą wiedzieć jaka jest stawka gry. Co im da robienie zadań. Wiadomo, da im jakiś wewnętrzny rozwój, ale to za mało. Rozwój umiejętności, to nagroda nienamacalna i w dodatku oddalona czasowo, co czyni ją bardzo słabą motywacyjnie. Dobrą motywację da ludziom nagroda namacalna, zrozumiała i szybka. Może to być jakaś rzeczówka do wygrania na sam koniec (namacalna, wolna nagroda), może to być tytuł zwycięzcy (namacalna i szybka nagroda), a może to być natychmiastowy feedback dotyczący ich działań (nienamacalna nagroda, ale szybka).

  4. Ekstrasy i hype

    Żeby zrobić wyzwanie na grupie jeszcze bardziej wciągającym, możemy wykorzystać różniaste motywy graficzne, wideo, audio, etc. Możemy też sięgnąć po rozwiązania growe i np. ze zdjęcia w tle uczynić planszę. Będzie się ona aktualizować i pokazywać np. aktualne zadanie, czy ostatniego zwycięzcę. Do naszej grupy możemy także dodać do motyw narracyjny (np. zrobić grę o zombie, albo o kosmosie). Można także powiedzieć, że razem z uczestnikami będziemy odkrywać historię. Możemy też wykorzystać model SAPS (Status Access Power Stuff) i powiedzieć, że aktywności nagradzamy lepszym statusem na grupie, dostępem do materiałów ekskluzywnych, nagrodą wpływu na wygląd i funkcjonowanie grupy, czy (w końcu) jakąś rzeczówką.

  5. Ludzie, ludzie, ludzie/wartość, wartość, wartość

    Przede wszystkim jednak, żeby jakikolwiek z naszych pomysłów miał rację bytu trzeba się zaprzyjaźnić z ludźmi, których mamy na grupie. Powinni nas poznać. Powinni polubić. My powinniśmy poznać ich, tak autentycznie. Czym się zajmują, w co wierzą, z czym mają problem, jak wygląda ich życie? Lepsza znajomość odbiorcy, to lepsze pomysły, które możemy mu zaoferować.
    No i na koniec właśnie ten punkt: oferowanie wartości. Przygotuj się na to, że aby coś zadziało się na grupie i aby ludzie zaczęli być aktywni, Ty sam musisz być 3-4 razy bardziej aktywny! I to nie w sposób spamerski, ale aktywny wartościowo. Dając coś konkretnego i istotnego za każdym Twoim wpisem.

Wreszcie, na koniec mogę dodać tylko tyle, że aby wszystko działało ładnie i składnie na Twojej grupie na FB. Ludzie powinni czuć tam flow, czyli stan tzw. przepływu, w którym ma się poczucie realizowania swoich talentów, wykorzystywania umiejętności i życia pełnią życia. Brzmi bajkowo? Może i tak, ale jest prawdziwsze, niż myślisz 🙂 Mówię o tym w najnowszym odcinku vloga, zapraszam 🙂

Escape room – kto nie  brał jeszcze udziału w tej świetnej rozrywce, niech pierwszy rzuci kamieniem. No dobra, jeśli jednak jakiś kamyczek poleciał, to koniecznie trzeba nadrobić straty i skorzystać z tej formy zabawy. Ci, którzy już w escape roomach byli mogą powiedzieć, że faktycznie rozwiązywanie zagadek i odszukiwanie wyjścia daje poczucie wcielenia się w rolę Sherlocka Holmesa, często w wersji na dragach, a to daje niezapomniane wrażenia, klimat i ekscytację. Świetnie… ale czy w escape roomie był Twój szef?

Jeśli nie, to  zapewne ma ku temu dwa powody. Albo przestraszył się sytuacji z głośnym wypadkiem i pożarem w jednym z Esc.Roomów i to go zraziło wystarczająco (nie będę się nad tym rozwodził, ale mam nadzieję, że to dosyć oczywiste, że wypadek był spowodowany błędnym przygotowaniem pomieszczenia, a nie rodzajem rozrywki samym w sobie). Albo, i to jest chyba jednak gorsza opcja, ma gdzieś integrację pracowników, których traktuje tylko jak „zasób” do pracy, a firma to dla niego „zakład pracy”,  w którym niczym stereotypowa Helga pogania pracowników-robotników bacikiem. Współczuję takiego szefa, a Tobie radzę – czym prędzej zmień firmę, bo póki co to siedzisz jeszcze w sowieckiej faktorii  lat 30. XX wieku.

Jeśli jednak byliście kiedyś firmowo w Escape  Roomie  ze swoim szefem (albo i bez), to pewnie przyznacie, że to fajna forma zabawy, która spaja zespół i dobrze buduje jego integrację.  Super, ale pewnie znajdzie się kilka osób, które  dosypią łyżkę dziegciu i powiedzą, że to jednak trudna animacja czasu wolnego. Trzeba taki escape room zarezerwować, dogadać wszystkich pracowników, opłacić, dojechać, etc. Dużo logistycznej roboty.

A co, gdybym powiedział, że można lepiej? Że taki escape room nie tylko może nie wymagać pracy logistycznej, ale też dawać więcej korzyści, niż zwykła rozrywka?

Logistyka

W swojej pracy miałem już okazję realizować tzw. mobilne escape roomy. Jedyne czego wtedy potrzeba, to pomieszczenie w firmie (np. salka typu akwarium) wynajęta na kilka godzin. Przyjeżdżamy wtedy do klienta i przed rozpoczęciem zabawy, to my organizujemy przestrzeń! Przystrajamy salę, montujemy zagadki, ustawiamy zegary, etc. Szef nie martwi się o nic, bo cała zabawa przyjeżdża do niego plus, dodaje od siebie animatorów rozgrywki, którzy mogą wcielić się w role mędrca, sfinksa, czy innego agenta wysyłającego pracowników na misję.

Rozwój

Taki escape room to nie tylko okazja do zabawy i integracji, ale też do edukacji pracowników. Podążajcie za mną. Często zdarza się, że dbając o rozwój pracowników szef zatrudnia szkoleniowca, który ma przekazać jakąś wiedzę. Nierzadko taki szkoleniowiec mówi tak interesująco, że obserwacja życia sztucznej trawy na balkonie wydaje się najciekawszym zajęciem na Ziemi. Inna sprawa, że często sami pracownicy „przeżyli już wszystko” (to ulubiona mantra moich klientów) i nie ma czym ich zaskoczyć. Żadna edukacja, żaden edutainment  nie jest dla nich ciekawy (a jeśli nie jest ciekawy, to nic z niego nie wyniosą, prawda?).

I tutaj wchodzi mobilny, szkoleniowy escape room (cały na biało!). Okazuje się, że jeśli np. chcemy przeszkolić ludzi z umiejętności miękkich (dajmy na to komunikacji), to możemy przygotować dla nich escape room nastawiony na kooperację, gdzie np. jeden uczestnik posługuje się tylko mową, drugi tylko wzrokiem, a trzeci tylko dłońmi. To wymusza kooperację i prawidłowe przekazywanie informacji (może być też super symulacją współpracy z osobami z niepełnosprawnościami). Kompetencje twarde? Świetnie, załóżmy, że pracownicy muszą nauczyć się  obsługi jakiegoś programu. Dlaczego  nie wykorzystać elementów quizu opartych na tym programie, które będą potrzebne w rozwiązaniu  zagadki z escape roomu? To wszystko da się zrobić.

Personalizacja

Najlepsze  jednak jest to, że taka usługa mobilnego escape roomu może być dostosowana stricte pod daną firmę. Oznacza to, że możemy użyć motywów, które są znane tylko i wyłącznie pracownikom (inside jokes  jak to mówią Wyspiarze). Zbudować klimat pokoju, który nawiązuje do wartości firmy, wspiera jej identyfikację, oparty jest o misję i wizję.  Słowem – jest skrojony na miarę!  Nie tylko miarę tematycznie nawiązującą do klienta, ale również miarę czasową (czas trwania rozgrywki), miarę ilości graczy, logistyczną, techniczną i cenową! To tak, jakbym położył przed szefem firmy dwa telefony: stacjonarny do dzwonienia oraz nowego iPhone’a i poprosił o wybranie lepszego. To samo tu. Są Escape roomy stacjonarne, służące do zabawy oraz są te mobilne, które mogą służyć do czego tylko chcesz.

Na koniec pytanie do Was.  Jak wspominałem wcześniej, mam już na koncie kilka zrobionych mobilnych escape roomów. Nie ma ich natomiast w ofercie na mojej stronie tworzegry.pl
A może powinny być?
Dajcie znać, co myślicie, czy chcielibyście zrobić u siebie w firmie taki escape room? Oraz, czy wolelibyście zatrudnić do tego mnie, czy raczej oprzeć się na gotowym scenariuszu, który zrobiłem i sami zrobić go u siebie?

Jakiś czas temu miałem przyjemność poprowadzić seminarium dla innowatorów w ramach programu Mikro Innowacje Makro Korzyści. Podczas spotkania użyłem metafory opartej na wierszyku z dzieciństwa, który chociaż wnerwiający i zmorą mych wczesnych lat, to chyba dobrze oddaje pewną filozofię przedsiębiorczości, którą chcę się z Wami podzielić.

Chodzi o wierszyk “Idzie Grześ przez wieś”. Katowano mnie tym, gdy byłem dzieciakiem i strasznie tego wiersza nie lubiłem, głównie ze względu na jego przekaz. Grześ cały czas gubi piasek z worka, po czym orientuje się, że nic już nie ma w worku. Zaczyna zbierać to, co zgubił i znów, wracając do domu, gubi piasek. Oj głupi ten Grześ, głupi.

Dzisiaj już wiem, że sytuacja z wiersza Tuwima jest dziecięcą wersją mitu o Syzyfie. Tam również bohater mitu musiał wtaczać głaz pod górę, po czym wracać po niego na dół i znów wtaczać… I tak wkoło Macieju. Antyczny Syzyf i współczesny Grześ z wiersza to ta sama osoba i ten sam przypadek. Tyle tylko, że Syzyfowi współczuliśmy, bo robił to za karę, a Grześ robił to z głupoty. Ja natomiast uważam, że jedna i  druga historia dobrze obrazuje pewną specyfikę przedsiębiorczości.

Nie ważne jak dobry w biznesie jesteś. I tak nie możesz przestać. Musisz codziennie zaczynać od nowa i od nowa. Wtaczasz projektowy kamień, czy rozsypujesz marketingowy piasek tylko po to, by za jakiś czas zacząć od początku i od początku. Końca w tej robocie nie widać, a pracy przybywa. Jeśli do tego dołożysz porażki, które napotykają przedsiębiorców wcale nie tak rzadko, to masz problem. Bo jaki wniosek wynika z mitu o Syzyfie, czy wierszyku o Grzesiu? Ano taki, że zamiast żyć w niedoli i głupocie, to już lepiej się chyba zabić.

Na szczęście z alternatywą przybywa Albert Camus w swoim eseju na temat Syzyfa. Jakie są jego rozwiązania i dlaczego da się je przyłożyć do życia przedsiębiorcy?

  1. Syzyf oczywiście może rozwiązać sprawę przez samobójstwo. Biznesowym samobójstwem jest poddanie się i zakończenie działalności. No i spoko, można. Czasami wręcz nie ma innego wyjścia, bo może pojawić się milion różnych powodów, które rzeczywiście popychają do zakończenia życia biznesowego. Nie oznacza to jednak, że jest to rozwiązanie problemu. Ucieczka go nie rozwiązuje, jedynie od nas odcina. Problem nieustannego harowania pozostaje.
  2. Można żyć nadzieją, że gdy Syzyf już umrze, to pójdzie do nieba i dostanie nagrodę. Podobnie i Grześ, gdy już zacznie wąchać kwiatki od spodu, w końcu stanie się mądrzejszy i przejrzy na oczy prawdę o świecie i stanie się naprawdę szczęśliwy. W świecie przedsiębiorców taka postawa to dla mnie życie nadzieją na odpoczynek na emeryturze. Popracuję teraz ile mogę, nie robiąc nic więcej, zaprzepaszczając relacje, zdrowie i całą resztę na rzecz biznesu, no ale za parę(naście/dziesiąt) lat… Ale wtedy sobie odpocznę! Och! Bahamy uważajcie – przybywam! Wreszcie w życiu po życiu – na emeryturze. Super, wiele osób rzeczywiście łapie wiatru w żagle po przejściu na emeryturę. Zaczynają żyć radosnym życiem i chwała im! Tyle tylko, że to również nie rozwiązuje problemu przepracowanego życia. Życia Syzyfa.
  3. W końcu, jak mówi Camus, możemy podejść do sprawy inaczej i sprowokować pytanie. Co jeśli Syzyf, a może nawet i Grześ, lubią to co robią? Co jeżeli Syzyf rajcuje się tym, że głaz cały czas spada? A Grześ ładuje baterie tym, że musi zbierać piasek, by go potem znowu rozsypać? Co jeżeli ich “męki” wcale nie są mękami, ale przynoszą im szczęście? Co jeżeli LUBIĄ TO CO ROBIĄ? Moim zdaniem mamy wtedy do czynienia z trzecią drogą. Nie w lewo, nie w prawo, lecz w górę.

I trochę jest tak z byciem przedsiębiorczym (na instagramie powiedziałbym #entrepreneurlife), że nasza praca to trochę robota Syzyfa i praca Grzesia. Robimy projekty tylko po to, by robić nowe projekty. Działamy, sprzedajemy i promujemy, dzielimy się za darmo, zachęcamy i pomagamy tylko po to, by robić to znów i znów, coraz lepiej i lepiej. No męczarnia! Tak! Chyba, że to lubisz. Wtedy jesteś błogosławionym Syzyfem i świętym Grzesiem 🙂

Poniżej moje wystąpienie z seminarium, o którym wspomniałem na początku:

Budowanie grupy i współpraca – Grzegorz Olifirowicz

Opublikowany przez Mikro innowacje – Makro korzyści Czwartek, 4 października 2018

W tym odcinku vloga odpowiadam na pytanie o to jak zrobić kampanię crowdfundingową tak, by ludzie zapraszali do niej znajomych. Bazuję trochę na pracy mądrzejszych ode mnie, ale też trochę na tym, co sam przeżyłem robiąc crowdfunding w trakcie pracy w Mutated Byte oraz tworząc całkiem nośny wiralowy filmik, który też zrobiliśmy razem z moimi kolegami w czasie funkcjonowania naszego startupu. Odcinek ma 20 minut, ale spokojnie polecam dotrwać do końca. Pojawia się tam technika growa, social loop. Istnieje ona właśnie po to, by ludzie zapraszali innych do projektu, w którym biorą udział.

A teraz popatrzcie na filmik promujący szkolenia z Mutated, który zgarnął tak wiele wyświetleń:

Jeśli film jak zrobić crowdfunding wam się spodobał, zapraszam po więcej technik grywalizacyjnych na:

Grywalizacja – kurs online + pdf „Gamifikacja” gratis

Irek Jaworski w jednym z moich postów na FB zapytał, jakie techniki grywalizacji są stosowane w kościołach. Postanowiłem odpowiedzieć na to pytanie w powyższym filmie 🙂

#kolejne artykuły