Wakacje autostopem? Do Portugalii i z powrotem | worldmaster.pl
#

Cześć! Nazywam się Dominik, razem z moim znajomym Rafałem postanowiliśmy spełnić jedno ze swoich marzeń i pojechać autostopem do Portugalii i z powrotem.

Cześć! Nazywam się Dominik,  razem z moim znajomym Rafałem postanowiliśmy spełnić jedno ze swoich marzeń i pojechać autostopem do Portugalii i z powrotem.

dominik_kostrzewski

Wszyscy gadali nam, że to niemożliwe:

Jak autostopem tyle kilometrów!?

Ciesze się, jak ludzie mówią mi, że coś jest niemożliwe, bo wtedy mogę im pokazać, że to oni nie mogą, a nie Ja.

9966 km i 119 samochodów złapanych przez cały wyjazd. Polska – Portugalia – Polska. Niemcy, Holandia, Belgia, Francja, Hiszpania i Portugalia. 😃

Czy było warto ?

NO PEWNIE , ŻE TAK. Przecież dalej żyję 😂

Swoim wyjazdem chciałem pokazać ludziom jak zajebiste jest ryzyko i spełnianie marzeń.

Dużo ludzi marzy o tym, żeby pojechać gdzieś i zwiedzić trochę świata. Podzielę się z wami faktami ile to dokładnie kosztuje.

Jakby was ktoś zapytał:

Czy da się podróżować przez 9 tygodni, po 6 krajach za 2600 zł ?

Ja mogę powiedzieć, że da się to zrobić taniej.

3 główne koszty: transport, spanie, jedzenie.

1. Autostop jest darmowy, na przejechanie 9966 km wydałem 0 zł.

Rekord jednym samochodem : 870 km.

Fundusze wydawałem na transport publiczny oraz na zwiedzanie miast (ale mogłem chodzić i również zaoszczędzić te pieniądze).

Bilety + wejścia na atrakcje turystyczne kosztowały około 300 zł.

2. Noclegi

Przespałem w namiocie 37 Dni. Spałem też na pięknej plaży w Lagos , w krzakach z dziką zwierzyną 😃, bez namiotu oglądając gwiazdy.

2 najdziwniejsze miejsca, w których spałem:
– Domek na placu zabaw
– Rondo na wjeździe na autostradę (dobre krzaki) 😂

Parę razy wzięliśmy camping i raz hostel w Barcelonie. Całkowite koszty noclegów to 341 zł. 18 dni spaliśmy na couchsurfingu.

dominik_kostrzewski

3. Jedzenie

Jest minimalnie droższe niż w Polsce, wszystko zależy od kraju. Średnio miesięcznie wydawałem około 800 zł, podobnie jakbym siedział w Polsce.

Teraz podsumowując czy 2600 na zwiedzanie 6 Krajów, pamiątki do końca życia i super przygody. To dużo?

Chyba nie muszę odpowiadać.

Dla porównania, za pokój w Warszawie płaciłem 1000 zł. W 2 miesiące wydałbym 2000 zł za siedzenie na dupie.

Pozostaje 600 zł na 2 miesiące jedzenia, więc miałem wybór, siedzieć w domu albo przeżyć przygodę życia. Wybrałem to drugie!.

Aktualnie mamy koniec lutego, masz jeszcze dużo czasu na to, żeby zastanowić się nad planami na wakacje i spokojnie odłożyć pieniądze na fajny wyjazd.

Pytanie czy będzie to tydzień w Kołobrzegu, gdzie na gofry i browar wydasz tyle co na 9 tygodni autostopem?

dominik_kostrzewski

Czy może przeżyjesz przygodę życia i w końcu odważysz się zrobić coś niesamowitego i innego?

Emocje na takim wyjeździe i to jak on oddziałuje na Ciebie są niesamowite. Ciągły zwrot akcji. Twoje plany mogą zmienić się diametralnie a wewnętrzne spełnienie, o które każdy z nas tak walczy wzrasta to ogromnego poziomu. Banan z twarzy nie znika przez dłuuugi czas :).

Zachęcam do odwiedzenia mojego profilu na instagramie, gdzie nagrałem całą podróż i wyróżniłem ją w relacjach. Dziele się tam swoimi indywidualnymi wnioskami.

Jeżeli chcesz dowiedzieć się czegoś i potrzebujesz odpowiedzi napisz do mnie. Chętnie Cię zainspiruje i pomogę w Twoim wyjeździe:). 

Spełniam marzenia!

Drifting

Być może zaskoczy Was fakt, że drifting jest jedną z najdynamiczniej rozwijających się dyscyplin motorsportu na świecie. I chyba nic w tym dziwnego, bo ta zdobywająca coraz większe rzesze fanów „jazda figurowa samochodem” to niepowtarzalne połączenie techniki, ryzyka, prędkości i mocy. Zapraszamy Was dzisiaj do pierwszego etapu ekscytującej podróży do świata tych, którzy w poślizg nigdy nie wpadają przypadkiem…

Jak to się zaczęło

Wielu z Was pamięta na pewno film Szybcy i wściekli: Tokio Drift. Ale być może nie każdy wie, że miejsce akcji zostało w nim wybrane nie bez powodu. To właśnie Japonia jest ojczyzną driftingu, a pierwszym rajdowcem, który świadomie ślizgał się na trasie, był kierowca wyścigowy Kunimitsu Takahashi. Ten ‘ojciec driftingu’ odniósł w latach 70 wiele zwycięstw i zapoczątkował tym samym kontrolowane pokonywanie zakrętów bokiem. Fascynację tą techniką kontynuował inny japoński mistrz kierownicy – Keiichi Tsuchiya. Jego kolejne zwycięstwa w street racingu stawały się powoli nudne, dlatego zaczął poszukiwać sposobu, żeby trochę rozruszać znużonych kibiców. Tsuchiya w wywiadzie dla Jeremy Clarksona podkreślił, że zaczął driftować właśnie po to, żeby zabawić publiczność i wykrzesać entuzjazm w kibicach znużonych nieco jego niemal każdorazowymi triumfami.

Drifting, drift, czy też inaczej pokonywanie zakrętów i palenie gumy. Czym tak na prawdę są zawody driftingowe i w jaki sposób rozwija się to w Polsce.

Musiało minąć trochę czasu. Zanim drift stał się nie tylko elementem pozwalającym na szybsze i bardziej efektowne pokonywanie zakrętów przez street racerów. Doczekał się też zawodów dedykowanych tylko tej technice jazdy. Pierwsze oficjalne zmagania na torze do driftu odbyły się w 1988 roku. Oczywiście w Japonii, osiem lat później dotarły do Stanów Zjednoczonych, a za początek ery driftingu w Polsce uznaje się rok 2004.

Fakty i Mity

Zanim w kolejnych artykułach dowiecie się, na czym polegają zawody driftingowe, warto najpierw obalić najczęściej spotykane mity, które powstały wokół tego tematu. Znajdą się zapewne tacy, którym hasło „drift” nasuwa na myśl szpanerskie palenie gumy na parkingach przed hipermarketem. Inni pomyślą: szaleńcze wyścigi i popisy mocnymi seryjnymi autami po mieście. I to są kompletnie nietrafione skojarzenia!

Drifting niewiele ma wspólnego z wyścigami, bo tu jakość przejazdu, a nie czas ma największe znaczenie. A palenie gumy? Cóż, podczas jazdy – owszem, ale raczej z konieczności niż dla szpanu. I jeszcze jedno warto przy tej okazji podkreślić – jeśli wpadniecie w niekontrolowany poślizg i wyprowadzicie z niego Wasz samochód, to nie był to drift. Drift jest całkowicie zamierzony i kontrolowany i wymaga od kierowcy naprawdę sporych umiejętności.

Drifting, drift, czy też inaczej pokonywanie zakrętów i palenie gumy. Czym tak na prawdę są zawody driftingowe i w jaki sposób rozwija się to w Polsce.

O tym, czym dla niego jest drifting, opowiedział nam Olo, zawodnik Olo Drift Team Łódź: „Drfit jest dla mnie pasją, odreagowaniem od codziennych obowiązków, sposobem na spędzanie czasu wolnego oraz dobrą zabawą. Jest także naładowaniem akumulatorów na następne dni. Wiem, że wygrywanie jest ważne, ale dla mnie najważniejsza jest sama jazda. Towarzyszy mi przy tym podekscytowanie i uczucie szczęścia, gdy uda się dobrze przejechać trasę. Zadowolenie z samego siebie i przełamywanie barier, które stawia mi maszyna, to jest coś, co sprawia mi najwięcej radości.

Drift jest dla mnie sportem widowiskowym. Opiera się raczej na wrażeniach i odczuciach, co przekłada się na to, iż element wyścigu jest tu sprawą drugorzędną. W świecie driftingu rywalizacja schodzi na drugi plan. Wartości jakie wyznajemy – takie jak poszanowanie dla zdrowia i życia drugiego człowieka – nigdy po trupach. Pomoc w trudnych sytuacjach oraz zadowolenie z samego udziału. Także satysfakcja z tego, że możemy przebywać w takim doborowym gronie ludzi – są dla nas fundamentem życia, nie tylko sportowego.”

Drifting to oficjalna dyscyplina sportowa

Nic dodać, nic ująć. Drifting to nie jest beztroska zabawa dla szalonych chłopców. To swoisty styl bycia i szacunek dla drugiego człowieka i maszyny. Ta powstała na górskich japońskich szosach dyscyplina już dawno wyszła z podziemia i awansowała do rangi oficjalnych zawodów. Mamy nadzieję, że nasz krótki tekst choć trochę “odczarował” wyobrażenia o szalonych i nieodpowiedzialnych drifterach. Być może zachęcił do zainteresowania się tym widowiskowym sportem. W następnych tekstach opowiemy Wam o tym, jak wyglądają zawody. Jakie wymogi spełniać muszą pojazdy i porozmawiamy z  licencjonowanym zawodnikiem Polskiej Federacji Driftingu oraz DriftMasters.Gp.

Drifting, drift, czy też inaczej pokonywanie zakrętów i palenie gumy. Czym tak na prawdę są zawody driftingowe i w jaki sposób rozwija się to w Polsce.

Jeśli zainteresował Was temat, śledźcie nasze kolejne wpisy. A jeśli chcecie poczuć się członkiem tego świata, zapraszamy Was do zapoznania się z ofertą akcesoriów i produktów lifestylowych.

Blockchain, czyli innowacyjna technologia, która na całym świecie cieszy się ogromnym zainteresowaniem. Od jakiegoś czasu realnie zmienia świat. Według prognoz wielu ekspertów blockchain wpłynie w najbliższej przyszłości nie tylko na świat technologii, ale również na inne dziedziny, takie jak finanse, politykę czy nieruchomości. Warto więc poznać blockchain bliżej, dowiedzieć się o jego szerokim wachlarzu zastosowań i możliwościach, jakie za sobą niesie.

Dlatego właśnie w Elblągu po raz drugi zostanie zorganizowane wydarzenie poświęcone tematyce technologii blockchain. Drugie spotkanie Blockchain Strefa Elbląg #2 odbędzie się już 28.02.2019 (godz. 18:00 w siedzibie Elbląskiego Parku Technologicznego). Inauguracyjne spotkanie odbyło się 31.01.2019 i zgromadziło wielu fanatyków nowych technologii.  Wstęp jest otwarty dla wszystkich. W spotkaniu wziąć udział mogą zarówno miłośnicy świata krypto, którzy świat technologii blockchain znają bardzo dobrze. Zapraszamy również tych, którzy dopiero teraz chcą dowiedzieć się więcej na ten temat.

Organizatorem serii wydarzeń jest  Chainers Group (Centrum Biznesowo- Technologiczne z siedzibą w Elbląg). Centrum Chainers Group na co dzień zajmuje się między innymi wdrażaniem autorskiego systemu ESC w przedsiębiorstwach oraz gospodarstwach domowych (ESC to system oparty na technologii blockchain; umożliwia on optymalizację kosztów- do 50% niższe rachunki za prąd, do 100% za ciepło). Dodatkowo na spotkaniu zostaną poruszone zagadnienia związane z możliwością pozyskania finansowania dla Twojego innowacyjnego biznesu.

Zainteresowanych zachęcamy do udziału w wydarzeniu #BlockchainStrefaElbląg. To doskonała okazja, by dowiedzieć się więcej o innowacyjnej technologii, jaką jest blockchain.

Pytania i odpowiedzi można znaleźć wszędzie. Trudno się temu dziwić, bo w naprawdę skuteczny sposób potrafią przyciągnąć odbiorcę. Rzekłbym, że na podobnym poziomie, co chwytliwy nagłówek często zakrawający na profanację danego tematu.

Myślę, że wiem, co piszę, bo sam tego dokonałem w tekście o rozwoju osobistym.

(Tekst znajduje się TUTAJ)

I w tym miejscu można zadać pytanie, czemu w ogóle poruszam tę sferę. Przecież pytania są równie naturalne, jak to, że mówimy. Są wpisane w kulturę naszego języka. Gdyby nie one, prawdopodobnie do wielu rzeczy nie potrafilibyśmy dojść. Odpowiedzi natomiast to skutek pytań. Nie podważam tego sposobu myślenia. Zasadniczo twierdzę, że gdyby dorośli zadawali podobną liczbę pytań, co dzieci, a już na pewno konstruowali je w podobnie rzeczowy sposób, ukierunkowany na poznanie świata, a nie na zrozumienie plotek i niepotrzebnych informacji, to mogliby poznać zupełnie inny wymiar życia.

Jak mówi polskie przysłowie:

Kto pyta, nie błądzi.

I kolejne:

Nie ma głupich pytań. Są tylko głupie odpowiedzi.

Ten wymiar poruszam jednak z bardzo ważnego – dla mnie – powodu. Zwyczajnie uważam, że autorzy, stawiający pytania, którzy za cel mają przyciągnięcie czytelnika chwytliwym nagłówkiem, mogącym rozwiązać wszystkie ich problemy, działają w sposób niekorzystny dla odbiorcy. To nic innego jak tylko celowy zabieg, przynoszący kolejny wzrost „cyferek”. Oczywiście, że nie każde pytanie zadane w tytule filmu, artykułu, czy gazety musi mieć niecny zamiar. Jednak na ogół przeglądając Internet oraz popularną w naszym kraju prasę, przekonuję się, że im bardziej zaskakujące pytanie, tym bardziej przyciąga ono uwagę.

Nie szukając daleko…

Jak odnaleźć sens życia?

Kim jest dietetyczny paranoik?

Robert Karaś to najlepszy sportowiec?

Dlaczego sprzedajesz się za rzeczy materialne?

Jeszcze raz to podkreślę – nie twierdzę, że stawianie dość zaskakujących pytań jest złe. Jak już wcześniej wspominałem dobrze zadane pytanie, może pozwolić uzyskać nam odpowiedź, a tym samym poszerzyć swoje horyzonty. W tym całym swoim wywodzie zmierzam do jeszcze czegoś innego.

pytania

Pytania, a odpowiedzi.

Pisałem już, że pytania mogą działać na podobnej zasadzie, jak kontrowersyjny nagłówek. Po prostu mogą przyciągać ludzi. Czy taki jest cel autora, czy też nie – nie mnie to oceniać. Niech każdy uderzy się w pierś, zrobi sobie rachunek sumienia, czy cokolwiek uważa za słuszne. Nie jest to moją sprawą, choć proszę o dozę świadomości, że pytania, zadawane przez autora, nie muszą oznaczać, iż zna on odpowiedź.

I właśnie w tym miejscu przechodzimy do punktu głównego tego wpisu.

Niekompetentnych osób nie trzeba szukać daleko. Każdy z nas ma w sobie pewną niekompetencję. Nie można być dobrym we wszystkim i to nie jest prawda objawiona, tylko powszechnie znany fakt. Niezręcznie robi się jednak wtedy, kiedy osoba nieznająca danej dziedziny zaczyna głosić odpowiedzi na prawo i lewo, jako coś powszechnie znanego oraz obowiązującego w życiu.

Ponownie nawiążę do swoich tekstów.

Czy kiedy pytałem, „jak odnaleźć sens życia”, to zamieściłem tam swoją odpowiedź? Owszem. Świadczy o tym dość długi tekst na ponad dwa tysiące słów. Czy jednak odpowiedź ta była kompletna oraz pewna w swej naturze? Jasne, że nie! I nigdy nie chciałem, nie chcę i nie będę chciał się z tym ukrywać! Jeśli ktoś, kiedykolwiek odebrał moje teksty w ten sposób, to bardzo mi przykro, że zostałem źle zrozumiany.

Moja prawda vs Twoja prawda.

Ani ja, ani żaden inny autor, dzielący się czymkolwiek nie ma monopolu na wiedzę! Wiedza może być różna i dopóki nie dotyczy ona udowodnionych naukowo prawd, to może być ona niesłychanie płynna i zmienna w zależności od punktu widzenia. Spójrzmy na to z perspektywy rozmowy młodego małżeństwa, które przymierza się do zakupu mieszkania. Mąż tłumaczy żonie, że lepiej wybrać coś w okolicy, gdzie znajduje się więcej zieleni, bo ona uspokaja, a na dodatek poprawia nastrój. Żona natomiast postuluje, że będzie spokojniejsza, kiedy znajdą coś w centrum, gdzie nie będzie musiała każdego dnia przez pół godziny dojeżdżać do pracy.

Kto ma w tym sporze rację? Jak jest pewna wiedza?

Nie ma żadnej! Jedynym pewnikiem jest fakt, że młode małżeństwo chce kupić mieszkania, choć i to można podważyć, czy ich chęci są na pewno tak bardzo jednomyślne i czy aby na pewno żadne z nich nie myślało najpierw o wynajmie. Tego nie wiemy!

Dlaczego więc tak bardzo ufamy ludziom, którzy dzielą się w Internecie SWOJĄ prawdą?

Oryginalność jest w każdym z nas.

W zdecydowanej, a rzekłbym, że nawet druzgocącej przewadze, odpowiedzi, które znajdziecie w mediach, nie są prawdziwą wiedzą, ale pewnym punktem widzenia na daną sprawę. Nie będę przytaczał nazwisk, nazw redakcji, stacji oraz kuriozalnych sytuacji, bo nie jest to zupełnie potrzebne. Skupię się na sobie. To, co piszę, to tylko mój punkt widzenia i dopóki nie posiłkuję się rzetelnymi i zreplikowanymi badaniami, które zostały przyjęte przez dane środowisko naukowe, to zwyczajnie nie powinniście brać moich słów za coś pewnego. To, że ja tak widzę pewną sprawę i to, że coś sprawdziło się u mnie, nie oznacza, że sprawdzi się również u Ciebie albo u Twojego sąsiada spod szóstki.

Ten tekst to również moje spojrzenie, które może być różne od Twojego i nie ma w tym nic złego! Powiedziałbym, że to całkiem przyjemna sprawa, móc różnić się na pewnym gruncie wiedzy i wymieniać się swoimi poglądami. Myślę, że to bardzo rozwija i uczy pewnego szacunku wobec zdania innych ludzi. W końcu żyje nas na tej planecie ponad siedem miliardów i każdy jest inny. Jesteśmy unikalni.

Dlatego radzę podchodzić do wszystkiego z chłodną głową i nie ulegać niepotrzebnych emocjom. To, że w nagłówku zapytałem „Dlaczego sprzedajesz się za pieniądze?” nie oznacza, że po pierwsze to robisz, a po drugie, że mam rację, argumentując swoje stanowisko.

Ewoluujemy.

Powiem nawet jeszcze więcej! Jest to mój punkt widzenia na tę sprawę, ale w danym momencie! Nie mam pojęcia, kim będę za rok. Ba. Ja nie wiem, co się ze mną stanie za godzinę. Czy ktoś to w ogóle może wiedzieć? Może pod wpływem nieprawdopodobnego zdarzenia nagle mój światopogląd straci sens? A może w mniej drastyczny sposób, moja osobowość będzie ewoluowała i dojdę do punktu, w którym zmienię sposób spostrzegania świata. I co wtedy?

Czy to będzie oznaczać, że jestem kłamcą i piszę same bzdury? Albo, że wtedy moje teksty należy wyrzucić do kosza?

odpowiedzi

Oczywiście, że nie!

Zmiana swojego światopoglądu nie jest niczym zaskakującym. W końcu otaczamy się nieustannie ludźmi, którzy często migrują w naszym życiu. To dość naturalne, że im więcej poznajemy i doświadczamy, tym innymi osobami się stajemy. A na podstawie moich tekstów mogę powiedzieć, że już teraz z niektórymi napisanymi przeze mnie artykułami, mógłbym polemizować i do tego Was zachęcam.

Do polemiki i małego sceptycyzmu. Do niewpadania w pułapkę równania, że autor tekstu musi być ekspertem na temat tego, o czym pisze.

Podsumowanie.

Spinając to wszystko grubą, ale wcale nie tak wielką klamrą, mogę napisać, że zadawanie pytań jest ogromnym narzędziem w naszych rękach, z którego powinniśmy korzystać. Często tego nie robimy, bo zapewne boimy się, iż ktoś potraktuje nas, jako osobę niekompetentną. Odpowiedzi natomiast to naturalne następstwo pytania. Jednak nie należy ich traktować, jako zasady. Pragnę tylko przypomnieć, że nawet badania naukowe, ukrywają w sobie cząstkę kłamu. Parafrazując słowa jednego z moich wykładowców:

Szukanie dobrego badania w morzu innych, przypomina szukanie pereł w stercie śmieci.

Nie mam chyba trafniejszego określenia na podsumowanie tego wpisu. Skoro badania naukowe również na ogół są źle przeprowadzone i tym samym o wiele mniej wartościowe, to jak możemy w tej sytuacji, ufać bezgranicznie przekazom jednej osoby?

Jeśli nieznajomy podbiegłby do Was na ulicy, wyciągnął cukierka i powiedział: zjedz go, on jest przepyszny i bardzo zdrowy, to zapewne nikt by z tej oferty nie skorzystał.

Dlaczego więc w świecie mediów, gdzie ciągle widzimy pytania, a następnie wylewne odpowiedzi, przeżuwamy je, delektując się ich smakiem?

Możemy go dotknąć. Możemy go obejrzeć i możemy też przeczytać nazwę tego cukierka.

Ale niekoniecznie musimy go jeść. Zawsze możemy odmówić.

Irek Huszcza i Filip Głowacz to producenci i wydawcy gier planszowych. założyciele studia Board & Dice. Tu znajdziesz część drugą wywiadu o biznesie B&D:

Bartosz Filip Malinowski

Jestem strategiem, analitykiem, konsultantem i kreatywnym. Założyłem agencję doradczą WeTheCrowd, gdzie doradzam markom z sektorów kreatywnych. Staram się także zachęcać projektantów i twórców do myślenia niekonwencjonalnego na vlogu Bez/Schematu. Jeśli chcesz ze mną współpracować, napisz: bfm@wethecrowd.pl

#kolejne artykuły