Ulga na start - czyli 6 miesięcy bez składek ZUS | worldmaster.pl
#

Kontynuując temat działalności gospodarczej, mam dla Was nowy wpis dotyczący zwolnienia z opłat składek ZUS przez 6 miesięcy. Ostatni wpis dotyczył nierejestrowanej działalności gospodarczej, gdzie pod pewnymi warunkami możecie testować swój pomysł na firmę, bez jakichkolwiek kosztów, a jak wiadomo na początku prowadzenia działalności gospodarczej zmorą są koszty, które uniemożliwiają rozwijanie firmy.

Ulga na start czyli 6 miesięcy bez składek ZUS

Ulga na start jest jednym z najnowszych zmian w przepisach dotyczących działalności gospodarczej. Tych zmian jest o wiele więcej, jednak dwie najważniejsze to działalność gospodarcza bez rejestracji oraz 6 miesięcy bez składek ZUS. Wprowadzenie tych zmian umożliwia rozpoczęcie działalności w Polsce na o wiele lepszych warunkach.

Zacznijmy od samego początku, a więc od momentu, gdy rodzi się nam w głowie pomysł na biznes. Wszędzie o tym mówię i każdemu doradzam, że przed rozpoczęciem działalności gospodarczej sprawdź swój pomysł. Przetestuj go, porozmawiaj z innymi ludźmi i zrób wszystkie inne rzeczy, które możesz zrobić przed założeniem działalności gospodarczej.

Mając już pewne elementy zbudowane (np. strona internetowa, zidentyfikowana grupa odbiorców itp.) możesz zacząć prowadzić sprzedaż lub świadczyć swoje usługi poprzez nierejestrowaną działalność gospodarczą, czyli to, co opisywałem we wcześniejszym artykule. Taka ustawa daje ci dużo możliwość, ponieważ spełniając pewne warunki nie musisz generować stałych kosztów w postaci składek ZUS.

Jaki jest warunek? Przychód miesięczny firmy, jaki możesz wygenerować, nie może przekroczyć 1050 zł. Myślę, że na początek jesteś w stanie spełnić ten warunek i poczekać z rejestracją działalności gospodarczej.

Mijają miesiące a ty zyskujesz coraz większą pewność, że chcesz dokonać rejestracji działalności gospodarczej. Ważna decyzja, która zostaje nagrodzona kolejną ulgą w postaci ulgi na start, czyli braku opłaty składek ZUS przez okres sześciu miesięcy.

Co mówi nam ustawa?

Przedsiębiorca będący osobą fizyczną, który podejmuje działalność gospodarczą po raz pierwszy albo podejmuje ją ponownie po upływie co najmniej 60 miesięcy od dnia jej ostatniego zawieszenia lub zakończenia i nie wykonuje jej na rzecz byłego pracodawcy, na rzecz którego przed dniem rozpoczęcia działalności gospodarczej w bieżącym lub w poprzednim roku kalendarzowym wykonywał w ramach stosunku pracy lub spółdzielczego stosunku pracy czynności wchodzące w zakres wykonywanej działalności gospodarczej, nie podlega obowiązkowym ubezpieczeniom społecznym przez okres 6 miesięcy od dnia podjęcia działalności gospodarczej.

Jeżeli więc spełniasz powyższe warunki to możesz się cieszyć brakiem opłat składek ZUS.

Co tak naprawdę  dla ciebie znaczą te warunki? Przede wszystkim zwolnienie z opłat składek ZUS dotyczy rejestracji działalności gospodarczej po raz pierwszy.

Ewentualnie jeżeli już kiedyś miałeś działalność gospodarczą to musi upłynąć 60 miesięcy od momentu zawieszenia lub zamknięcia działalności gospodarczej by móc skorzystać z tej ulgi.

Oczywiście musisz być osobą fizyczną, a na pewno w 99% jesteś 🙂

Dodatkowo nie możesz wykonywać działalności gospodarczej na rzecz swojego byłego pracodawcy. Tutaj prawo chce przede wszystkim chronić Ciebie jako osoby która zachęcona lepszą wypłatą, zakłada za namową szefa działalność gospodarczą.

Żeby nie było tak kolorowo to są dwa haczyki.

W ustawie mowa o zwolnieniu ze składek na ubezpieczenie społeczne czyli ubezpieczenie zdrowotne musisz  płacić. Spokojnie, jest to i tak mniejsza kwota w porównaniu z tym co było przed w wprowadzeniem zmian.

Nie płacąc składek na ubezpieczenie społeczne nie możesz liczyć na przysługujące ci zasiłki np. w postaci chorobowego lub macierzyńskiego Więc jeżeli zależy ci na tych ulgach to pamiętaj że zwolnienie z płacenia składek ZUS a dokładnie składek na ubezpieczenie społeczne jest nieobowiązkowe i w każdej chwili możesz zgłosić się do ZUSu i płacić normalne składki.

Mija 6 miesięcy i co wtedy?

Przede wszystkim wiesz już czy Twój biznes generuje zadowalające cię dochody. Wiesz, czy nie popełniasz dużych błędów i możesz pozwolić sobie na większe koszty, czyli dokonać rejestracji działalności gospodarczej.

Jeżeli tak nie jest, to należy zastanowić się nad tym, jakie błędy popełniasz, że nie jesteś w stanie wygenerować dochodów, które pozwolą Ci na podstawowe opłacenie kosztów.

Pamiętaj, że należy analizować swoją firmę za każdym razem, gdy podejmujesz nowe decyzje, które znacznie mogą wpłynąć na rozwój firmy.

Zakładamy, że działalność gospodarcza generuje dochody. Najlepsze jest to, że po upływie 6 miesięcy nie płaceniu składek na ubezpieczenie społeczne możesz liczyć na tak zwany mały ZUS. Mały ZUS płacisz przez 2 lata i są to pełne składki w kwocie ok. 500 zł miesięcznie. Niewielki wzrost kosztów, a nadal przez kolejne 2 lata możesz spokojnie rozwijać firmę. Zyskujesz tutaj przede wszystkim 2 i pół roku malutkich i małych składek ZUS.

Podsumowanie

Zacznij od dobrego planu. Przygotuj najważniejsze elementy, które pozwolą Ci przetestować Twój pomysł. Spróbuj sprzedaży lub świadczenia swoich usług na zasadach nierejestrowanej działalności gospodarczej. Dopiero mając pewność że twój pomysł ma przyszłość, dokonaj rejestracji działalności gospodarczej i skorzystaj z ulgi na start czyli 6 miesięcy bez składek ZUS.

Powodzenia!

Nastały czasy, kiedy możemy bez problemu przetestować swój pomysł na biznes bez konieczności rejestracji działalności gospodarczej. Od 30 kwietnia 2018 roku masz możliwość prowadzenia niezarejestrowanej działalności.

Jak to się stało?

Możliwe, że ktoś zmądrzał, jednak nie ma się co nad tym zastanawiać, tylko dostajesz kolejny impuls do tego, by zacząć działać.

  • Ile razy blokowała Cię myśl o tym, że trzeba założyć działalność, by sprawdzić swój pomysł na firmę?
  • Ile razy myślałeś nad tym, by rozpocząć sprzedaż, czy świadczenie swoich usług i być może nie rejestrować działalności w ramach testów, jednak bałeś się kontroli i kar, jakie mogą zostać nałożone na Twoje “testy”?
  • Nawet jeżeli nie stopowała Cię rejestracja działalności, to zapewne przerażała Cię myśl, że oprócz rejestracji działalności w Urzędzie Miasta, musisz załatwić całą “papierologię” związaną z Urzędem Skarbowym, ZUS-em, księgowością, wybraniem biura lub wskazaniem miejsca działalności, czy tak było?

Czym jest działalność gospodarcza?

Założenie jednoosobowej działalności gospodarczej wymaga rejestracji w Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (CEIDG) poprzez złożenie wniosku CEIDG-1 w Urzędzie Miasta lub Gminy. W tym wniosku wpisujemy datę rozpoczęcia działalności, formę opodatkowania, częstotliwość uiszczania zaliczek na podatek dochodowy itd. Otrzymujemy NIP i REGON. Po złożeniu wniosku CEIDG-1 przedsiębiorca jest automatycznie rejestrowany jako płatnik w ZUS-ie. Na zarejestrowanie się jako ubezpieczony ma 7 dni od momentu założenia działalności poprzez dostarczenie wniosku ZUS ZUA lub ZUS ZZA. Aby złożyć wniosek należy udać się do placówki ZUS i w okienku powiedzieć, że chcemy wypełnić wnioski potrzebne do założenia działalności gospodarczej. Nic trudnego, prawda? 🙂 W razie chęci/obowiązku rejestracji do VAT składamy jeszcze w Urzędzie Skarbowym druk VAT-R. Ten druk też otrzymasz w okienku w Urzędzie Skarbowym. Po dokonaniu tych wszystkich formalności możemy zająć się prowadzeniem biznesu.

Nowe przepisy dają możliwość prowadzenia niezarejestrowanej działalności, bez potrzeby dopełniania jakichkolwiek formalności w urzędach i ZUS-ie. Jednak aby móc z tego przywileju skorzystać, trzeba spełnić określone warunki.

Zostaw tę całą biurokrację i zacznij działać.

Takie możliwości otrzymujesz właśnie dziś. Masz pomysł i na nim się skup. Zacznij planować, działać i testować. Wykorzystaj tę możliwość i zrób wszystko by sprawdzić swój pomysł.

Pomyśl, ile masz teraz możliwości. Możesz zacząć działać po godzinach, jeżeli pracujesz na etat. Jeżeli Twoim pomysłem jest jakiś produkt, to zaczynasz go sprzedawać. Sprawdzisz w tym czasie, czy na dany produkt jest popyt. Jeżeli chcesz świadczyć usługi, to zacznij tworzyć ofertę, by rozesłać ją po potencjalnych klientach.

Masz możliwość za darmo sprawdzenia swojego pomysłu na biznes.

Co mówią przepisy i jakie warunki trzeba spełnić?

Pierwszy zapis, który wskazuje na brak konieczności rejestracji działalności jest zapisany w art. 5 ust. 1 ustawy Prawo przedsiębiorców.

Art. 5 ust. 1 ustawy Prawo przedsiębiorców: Nie stanowi działalności gospodarczej działalność wykonywana przez osobę fizyczną, której przychód należny z tej działalności nie przekracza w żadnym miesiącu 50% kwoty minimalnego wynagrodzenia, o którym mowa w ustawie z dnia 10 października 2002 r. o minimalnym wynagrodzeniu za pracę (Dz. U. z 2017 r. poz. 847 oraz z 2018 r. poz. …), i która w okresie ostatnich 60 miesięcy nie wykonywała działalności gospodarczej.

Ustawa mówi nam, że aby korzystać z możliwości prowadzenia niezarejestrowanej działalności, w ciągu 60 miesięcy nie mogliśmy prowadzić firmy oraz osiągany przychód z firmy nie może przekraczać połowy minimalnej płacy, czyli 1050 zł.

Są również pewne ograniczenia, np. gdy specyfika branży wymaga posiadania koncesji, pozwoleń lub licencji.

Oczywiście, gdy nie spełnimy któryś z powyższych warunków, to konieczne będzie dokonanie rejestracji działalności w CEIDG oraz dokonanie pozostałych formalności w terminie 7 dni od rejestracji. Jeżeli nie spełniamy warunku wynikających z ustawy i nie zarejestrujemy działalności, to musisz mieć na uwadze, że niezarejestrowanie firmy może wiązać się z konsekwencjami w postaci grzywny, a nawet kary pozbawienia wolności. Oprócz kary dodatkowo może zostać nam nałożony obowiązek zapłaty zaległego podatku i składek do ZUS-u wraz z odsetkami.

Co na to ZUS i Urząd Skarbowy?

Zakład Ubezpieczeń Społecznych zwalnia nas z obowiązku płacenia składek. Jest to pozytywny przywilej, ponieważ otrzymujemy szansę na sprawdzenie pomysłu i dłuższy rozwój firmy bez zmartwień, że braknie nam funduszy na podstawowe opłaty w początkowej fazie rozwoju przedsiębiorstwa.

Zwolnieni jesteśmy również z VAT i bez przeszkód możemy wystawiać faktury. Jest to dobra opcja dla osób, które chcą sprzedawać towar lub świadczyć usługi dla firm.

Dobrą informacją jest również to, że nie musimy prowadzić księgowości i na początku naszych działań ponosić kosztów związanych z wydatkami na księgowość. Zgodnie z art. 109 ust. 1 ustawy o VAT należy prowadzić uproszczoną ewidencję sprzedaży, która pozwoli nam w prosty sposób kontrolować sprzedaż i ustalić moment przekroczenia limitu przychodów.

Jest jednak mały haczyk. Chodzi o to, że nie każdy rodzaj działalności może korzystać ze zwolnienia z VAT. Art. 113 ust. 13 pkt 1–2 ustawy o VAT wskazuje, którzy przedsiębiorcy pomimo braku rejestracji firmy w CEIDG powinni zarejestrować się jako czynni podatnicy VAT.

Brak zarejestrowanej firmy nie oznacza również zwolnienia z płacenia podatku dochodowego. Stawka podatku wynosi 18% lub po przekroczeniu pierwszego progu podatkowego stawka wynosi 32%. Podatek płacimy dopiero po zakończeniu roku podatkowego, składając deklarację PIT-36.

Pamiętajcie, że brak zarejestrowanej działalności gospodarczej, nie zwalnia Was z przestrzegania praw konsumenta. Chodzi tu o respektowanie zwrotów, reklamacji itp.

Podsumowując.

Nowe przepisy stworzone zostały po to byś mógł przetestować swój pomysł na biznes. Możesz śmiało działać i realizować swoje marzenia. Otrzymujesz szansę na to, by nie utopić pieniędzy na samym początku, tylko wyciągnąć wnioski czy warto kontynuować i rozwijać firmę.

Jeżeli uznasz, że możesz już zarejestrować działalność gospodarczą, to wiedz, że masz teraz 6 miesięcy ulgi i nie płacisz składek ZUS. Napisałem o tym tutaj.

A więc,good luck! 🙂

Szukasz copywritera? Musisz poznać te 5 zasad!

Kiedy przedstawiam się jako copywriter, bardzo często pada pytanie:

“Pracujesz w ksero?”

lub

“Przepisujesz teksty na komputerze?”

Nie pracuję w ksero, nie przepisuje tekstów, ja je tworzę. Projektuję treści sprzedażowe i użytkowe. Treści sprzedażowe, to wszelkie teksty, które mają wspierać sprzedaż produktu, usługi, ideii, np.:

  • treści na strony www,
  • opisy produktów i usług,
  • scenariusze do reklam, filmów promujących firmę,
  • ulotki,

Teksty użytkowe, to np.:

  • ulotki informacyjne,
  • instrukcje obsługi,
  • ogłoszenia,
  • notatki prasowe,

Dla tych, którzy nigdy o copywriterach nie słyszeli albo zastanawiają się czym się różni tekst copywritera, od tekstu napisanego przez panią Grażynkę z firmy, albo co gorsza stażystę czy studenta z łapanki, wyjaśniam – copywriter pisze językiem reklamy, zna zasady i metody zwiększające sprzedaż. W każdej agencji marketingowej, to od copywritera zaczyna się cały proces kreatywny, bo nawet najlepszy pomysł trzeba opowiedzieć SŁOWAMI. Nie prześlemy go telepatycznie do umysłów innych ludzi. Nawet biblia mówi, na początku było SŁOWO. Poza tym copywriter z doświadczeniem wie, które informacje będą istotne dla Twojego klienta. 

A teraz obiecane 5 zasad, które ułtawią Ci wybór i współpracę z copywriterem.

  1. Zwróć uwagę na, to czy dobrze się z nim dogadujesz.

    Komunikacja, to podstawa. Jeśli od początku rozmowa się nie klei, to nie warto zaczynać współpracy. Rozejdźcie się w pokoju i szukajcie dalej. Ani Ty nie jesteś skazany, akurat na tego copy, ani on nie musi podejmować współpracy z każdym klientem.Ważne!
    Do pisania, tworzenia potrzeba skupienia. Jeśli musisz coś powiedzieć swojemu copy, to lepiej to napisz, w mailu. Rozmowy telefoniczne wybijają z rytmu i często niczego wartościowego nie wnoszą. Można rozmawiać trzy godziny i nic z tego nie wyniknie. Mail, to czarno na białym, co trzeba zrobić, jakie są wątpliwości. W każdej chwili można do niego zajrzeć. Kiedy piszesz skupiasz się na konkreatch, kiedy rozmawiasz przez telefon często mówisz skrótami myślowymi.

  2. Czy podoba mu się Twój produkt?

    Kiedy coś już kupisz, znajdziesz milion argumentów za tym, że to była dobra decyzja. Ale tak naprawdę, kupujesz, bo bardzo tego chciałeś. Jeśli copywriter nie zakocha się w Twoim produkcie, nie będzie potrafił rozkochać nim Twoich klientów. Kupujemy i sprzedajemy emocjami, obietnicami – sercem 🙂Ważne!
    Im więcej copy będzie wiedział o Twoim produckie tym lepiej. Ważne są zalety i wady. Wady będą istone przy zbijaniu obiekcji. Jak mówi Darek Puzyrkiewicz, klient zawsze będzie szukał sposobu, żeby nie kupić. Z mojego doświadczenia wynika, że klienci sami do końca nie znają zalet swojej oferty albo stawiają copy w sytuacji – tak wygląda mój produkt – sprzedaj go 🙂 W Agnecji Słowa Pisanego stosujemy brief, który ułatwia uzyskanie istotnych informacji, przekładających się potem na sprzedaż.

  3. Czy pisze konkretnie?

    Tekst ma przede wszystkim sprzedawać! Zabawa słowem, kwiecisty język, metafory mają wspierać cel, a nie być celem samym w sobie. Jeśli tekst Twojego copy się podoba, to źle. On ma przekonywać. Zdarza się, że nasi klienci naciskają na nas, żebyśmy pisali tak, jak oni chcą albo tak, jak gdzieś widzieli. Ufaj swojemu copy i oceniaj go dopiero po wzrostach sprzedaży! 🙂 Copywriter pisze nie dla Ciebie, tylko dla Twoich klientów. Skoro go zatrudniłeś, to Ciebie już przekonał.Ważne!
    Nie wyobrażam sobie, żeby dobry tekst sprzedażowy powstał w jeden dzień. Trzeba zrobić research, napisać tekst i pozwolić mu odpocząć, dojrzeć. Dajcie swojemu copy czas.

  4. Czy jest ambitny?

    Czy Twój copywriter chce być coraz lepszy? Doszkala się? Powołuje na autorytety czy polega jedynie na swoim doświadczeniu? Może ma sowjego bloga, stronę www? A kiedy skończy zlecenie odzywa się jeszcze z jakimiś poprawkami?

  5. Czy ma poczucie humoru?

David Ogilvy zaleca, żeby zaczynać proces twórczy od żartu na dany temat. Poczucie humoru uwalnia kreatywność. Człowiek z poczuciem humoru wie, jak dopasować przekaz do grupy docelowej. Żeby żart wywołał śmiech (reakcję), musi być prosty. Z reklamą jest podobnie. Musi być zrozumiała dla konkretnego odbiorcy i skłaniać do rekacji (zakupu).

Te zasady można śmiało zastosować w pozostałych branżach kreatywnych. Zastąp słowo copywriter, słowem grafik 🙂 Też będzie pasować. Jeśli uważasz, że ten wpis jest wartościowy, to podaj go dalej w świat!

Dzięki za poświęcony czas!

Rozsądne zarządzanie budżetem firmy jest jednym z kluczowych elementów jej funkcjonowania.

Właściwe planowanie wydatków zdecydowanie pomaga zoptymalizować koszta przedsiębiorstwa, a jednocześnie zyskać środki, które przeznaczyć można na jego rozwój. Jedną z możliwości przyczyniających się do optymalizacji kosztów jest korzystanie z usługi wirtualnego biura.

Czym właściwie jest usługa wirtualnego biura?

To nic innego jak usługa outsourcing’u* obsługi biurowej bez konieczności obecności przedsiębiorstwa w danym miejscu. Zakres usług świadczonych przez takie biuro jest szeroki i uzależniony od opłaty abonamentowej. Na jej wysokość wpływa czas trwania umowy, ale także konkretne usługi wchodzące w skład poszczególnych pakietów.

*outsourcing- wydzielenie ze struktury organizacyjnej przedsiębiorstwa niektórych realizowanych przez nie samodzielnie funkcji i przekazanie ich do wykonania innym podmiotom.

Jakie korzyści niesie za sobą?

Wachlarz korzyści, jakie niesie ze sobą usługa wirtualnego b. jest bardzo szeroki. Do zalet usługi należą przede wszystkim:

– atrakcyjne ceny (niskie koszty utrzymania)- ceny usługi wirtualnego biura kształtują się na poziomie kilkudziesięciu do kilkuset złotych miesięcznie. To zdecydowanie mniejszy koszt niż samodzielne wynajęcie biura stacjonarnego. Dla przykładu- wynajęcie wirtualnego biura w Centrum Elbląga kosztuje od 100 do 300 zł miesięcznie (w zależności od wybranego pakietu), natomiast wynajęcie biura stacjonarnego to koszt minimum 1500 zł w skali miesiąca. To właśnie z tego powodu klienci co raz częściej decydują się na tę usługę- pozwala ona znacznie zmniejszyć koszty prowadzenia przedsiębiorstwa.

Do innych korzyści należą:

– prestiżowy adres (rejestracja biura)- niezwykle istotny element. Firmy oferujące usługę wirtualnego biura często posiadają siedziby swoich biur w centrach miast. Takie miejsce znacznie wzmacnia wizerunek firmy;

– wsparcie wykwalifikowanego personelu- obsługą wirtualnego biura zajmuje się wykwalifikowany personel, będący cały czas w gotowości do pomocy i rozwiązania problemów klienta. To również wpływa na oszczędności w firmie.
– szeroki zakres usług dodatkowych- większe firmy, chcąc sprostać wymaganiom klienta, oferują wiele dodatkowych usług- wynajem sal szkoleniowych, przestrzeni coworking. Dla przykładu,Centrum Biznesowo-Szkoleniowe Chainers Group w Elblągu w swojej ofercie dla klientów posiada również opcję podnajmu sal szkoleniowych- już od 500 zł miesięcznie! Zazwyczaj ceny miesięcznego najmu zaczynają się od 1000 zł.
– możliwości networkingowe i wiele innych korzyści.
Wirtualne biuro to przede wszystkim oszczędności, których wielkość w skali roku może okazać się zaskakująca. Oszczędzone środki wykorzystać można m.in. na inwestycję w przedsiębiorstwo- rozwój jej oraz pracowników. Warto więc zastanowić się nad taką opcją.

Studio Telltale Games miało to, o czym mógłby pomarzyć każdy producent gier. Licencje na znane na całym świecie marki, sprawdzoną formułę i uznanie w oczach branży. To prawdziwa ironia, że właśnie sukces doprowadził tę firmę do stanu śmierci klinicznej i uczynił z niej przestrogę dla innych.

Wiem, że zdanie powyżej może wywołać zdziwienie. Powinno. No bo jak to możliwe, że studio uważane za pioniera interaktywnych historii na licencjach The Walking Dead, Batmana, Guardians of The Galaxy, Borderlands, Minecrafta, czy Game of Thrones (żeby wymienić tylko kilka…) z dnia na dzień w mało elegancki sposób zwalnia 275 osób i ogłasza, że wygasza działalność?

Ewelina Stój w “Komputer Świat” oraz Jakub Mirowski na łamach “GRYOnline.pl” dokładnie opisali okoliczności upadku studia Telltale, dlatego ja skupię się na tym, co mniej oczywiste na konkretnych błędach, które doprowadziły do takiego, a nie innego skutku.

Wspomniany wyżej Jakub Mirowski napisał w swoim tekście:

Upadek Telltale Games nie powinien być dla nikogo niespodzianką. To raczej rezultat długiego procesu autodestrukcji, spowodowanej kiepskimi decyzjami i fatalnym zarządzaniem.

I nie mógłbym się bardziej z nim zgodzić.

To nie tak, że Telltale dotknął jakiś szczególny kataklizm. I to nie tak, że klęska była nie do przewidzenia, biorąc pod uwagę zeszłoroczne zwolnienie 90 osób, które ze szczegółami opisał w doskonałym materiale The Verge.

Przypadek Telltale pokazuje, jak szeregiem złych decyzji (albo ich brakiem) można zarżnąć kurę znoszącą złote jaja. Słowem: zabić swój biznes, przekreślić lubiane przez graczy serie gier oraz wyrzucić na bruk kilkuset pracowników – wszystko przez nieumiejętne zarządzanie.

Na podstawie dostępnej wiedzy zebrałem wyróżniłem cztery powody, które w połączeniu doprowadziły do końca Telltale Games. Każdy z nich opatrzyłem dodatkowym komentarzem, co ja zrobiłbym na miejscu studia (lub co doradzał bym im jako konsultant), aby uchronić firmę przed katastrofą. Albo uodpornić Twoją na podobne błędy 😉

1. Wyeksploatowana formuła i produkt

Gdybym miał wskazać jeden bezpośredni powód spadku sprzedaży gier Telltale, powiedziałbym głosem dystyngowanego marketera: jednorodny, niezróżnicowany produkt.

Wydając w 2013 r. The Walking Dead studio scementowało pewną formułę rozgrywki. I niestety – siebie samo wraz z nią. Gra narracyjna, oparta na dialogach i tzw. quick time events, w zasadzie pozbawiona właściwej rozgrywki, ale przepełniona trudnymi moralnie decyzjami. Oto składowe pierwszego wielkiego sukcesu Telltale. Przez 5 lat ta formuła nie uległa zmianie, a w tym czasie firma wydała na rynek blisko 13 gier (!). Studio dysponowało portfelem różnorodnych, rozpoznawalnych na całym świecie marek (no bo kto poza LEGO ma pod swoimi skrzydłami jednocześnie superbohaterów Marvela i DC?!), a za każdym razem raczyło graczy w istocie tym samym. Pod różnymi tytułami krył się w istocie ten sam produkt.

Dodajmy do tego przestarzały silnik graficzny Telltale Tool, który służył studiu od… 2005 roku. Oczywiście, był aktualizowany i usprawniany, ale nigdy nie wiązało się to ze znacznym skokiem jakości. Mało? Studio regularnie wypuszczało na rynek gry – mówiąc subtelnie – niedoskonałe techniczne i niedopracowane [w tym miejscu bardzo polecam raport autorstwa Kotaku].

Gdybym miał posłużyć się metaforą dla lepszego zobrazowania tego problemu. Telltale Games przez półtorej dekady serwowało graczom całkiem pożywnego Snickersa oblewanego różnymi rodzajami czekolady i podawanego w różnych kolorach opakowań. Z wierzchu wyglądał nieco inaczej, ale zawsze smakował jak Snickers. I tylko czasem okazywało się, że obok orzechów można natrafić na parę ziarenek piasku. Ale w końcu człowiek chciałby spróbować Marsa albo Milky Waya.

Jak można było tego uniknąć?

Ta stagnacja produktowa Telltale jest wypadkową kilka innych omawianych przeze mnie poniżej problemów, ale na pierwszym miejscu stoi brak chęci zmiany i innowacji. Zarząd był chyba na haju pod wpływem sukcesu The Walking Dead i najwyraźniej uznał, że autorska recepta na rozgrywkę nie może się graczom znudzić.

Wystarczyło dopuścić do fazy testów nowatorskie pomysły, które rodziły się niżej w hierarchii organizacji. Zainwestować w lepszy silnik graficzny. (Nikt mi nie wmówi, że studio dysponujące takimi markami i zatrudniające w pewnym momencie 300 osób, nie było stać na zakup lub licencjonowanie lepszego silnika graficznego). Można było także po prostu wysłuchać fanów. Wielokrotnie okazywali narastające znużenie wyczerpaną formułą i usprawnić ją w zgodzie z ich sugestiami.

Przykładowe sprawdzone metody, po które można było sięgnąć, to:

  • co-creation,
  • customer development,
  • moderowane fora,
  • sesje Q&A.

2. Ryzykowny model biznesowy i wydawniczy

Formuła biznesowa Telltale, która sprawdzała się przez pewien czas, była następująca:

  1. Pozyskujemy licencje znanych marek komiksowych i filmowych (jak Jurassic Park, Batman, The Walking Dead, Game of Thrones itp.).
  2. Tworzymy na ich podstawie historie opowiedziane wokół właściwych dzieł, aby fani zechcieli po nie sięgnąć.
  3. Publikujemy je tak, jak seriale, czyli odcinek po odcinku, które wydawane w regularnych odstępach czasu złożą się na kompletny sezon.
  4. Zachwyceni rezultatem fani będą domagać się więcej, a właściciele nośnych marek sami nam je powierzą, aby powtórzyć sukces.

Brzmi dobrze i nawet działało dobrze. Po prostu nieumiejętne zarządzanie, zachłyśnięcie się sukcesem i klapki na oczach przekształciły tę pętlę w groteskę.

Błąd 1. Przypadek Netfliksa pokazał, że ludzie coraz częściej preferują binge’ować seriale. Jeżeli tylko mają taką możliwość, czyli pochłaniać je w całości “na raz” np. w weekendy. Z grami jest tak samo, jeśli nie bardziej. Jeżeli jakaś produkcja mnie wciąga, ostatnia rzecz, którą chcę zobaczyć, to informacja, że resztę historii poznam w kolejnym odcinku za 2 miesiące (dlatego też zawsze nabywałem kompletne sezony). Telltale to nie wzruszało i twardo do samego końca wydawało gry w kawałkach.

Błąd 2. Telltale bezustannie nie dotrzymywało terminów premier. Czasem na kolejny odcinek trzeba było czekać miesiąc, czasem… pół roku. Trudno mi sobie wyobrazić, aby HBO przesunęło datę emisji ostatnich odcinków Game of Thrones w trakcie trwania sezonu. Telltale robiło to ustawicznie, nie nadążając za cyklem produkcyjnym.

Błąd 3. Studio generowało opóźnienia, bo z własnej decyzji wzięło na głowę zbyt wiele marek, którymi próbowało jednocześnie zarządzać. Był okres, w którym nie było miesiąca bez premiery odcinka jakiejś gry Telltale. A mimo to – czy może: właśnie dlatego! – firma nie dotrzymywała terminów i wystawiała cierpliwość graczy na próbę.

Błąd 4. Firma praktykowała skrajny crunch, czyli goniąc terminy za wszelką cenę (a właściwie gasząc wywołane przez siebie pożary) wyciskała ostatniego poty ze swoich deweloperów, którzy pracowali po 14 godzin dziennie i stale przerzucani byli od projektu do projektu.

Tak powstała, a następnie utrwalała się błędna pętla, będąca groteskową wersją oryginalnego modelu biznesowego.

Jak można było tego uniknąć?

Po 1. Ograniczyć ilość marek w portfolio do niezbędnego minimum – najlepiej tych, które generują największy zysk (The Walking Dead?) i są “pewniakami”.

Po 2. Rozważyć zmianę modelu wydawniczego, rezygnując z systemu epizodycznego. Wystarczyło wejść na fora czy zrobić proste badania kwestionariuszowe wśród graczy, aby wyjść ze swojej bańki. (Nie pojmuję, dlaczego Telltale tak kurczowo się tego trzymało, choć ani razu nie zetknąłem się z pozytywnym odbiorem dzielenia gry na odcinki – jeżeli uważasz inaczej, to chętnie wysłucham Twoich argumentów 😉 ).

Po 3. Najpierw pilnować terminów i dowozić, a dopiero w drugiej kolejności rozbudowywać i rozwijać zespół, najlepiej pogrupowany projektowo i przypisany do konkretnych marek.

Po 4. Być może zaryzykować i stworzyć również własną, autorską markę, nie opartą na licencji. Tak, aby w sytuacji utraty części aktywów mieć możliwość manewru i więcej czasu na pozyskanie nowych licencji.

3. Toksyczna kultura, nieudolne przywództwo

Jeżeli rozstanie się z 90 programistami w listopadzie 2017 roku nie było wystarczająco wyraźnym sygnałem, że coś nie tak dzieje się wewnątrz Telltale, to nie wiem, co mogło nim być. [Rozlegle pisał o tym The Verge].

Patrząc na ostatnie wydarzenia i na sposób rozstania z 375 pracownikami (!), można dojść do wniosku, że organizacja od dłuższego czasu trwał powolny rozkład organizacji od środka. I stosunkowo łatwo wskazać jego przyczyny.

Wspomniany przeze mnie crunch wywołany ciągłym rozdygotaniem i miotaniem się między różnymi tytułami. Według relacji byłych pracowników czasem pracowano nawet do 20 godzin dziennie i 100 tygodniowo! [Ponownie reportaż The Verge].

Patologiczne przywództwo, które prezentował m.in. były CEO Kevin Brunner. Nie tylko jawił się jako zawistny, pozbawiony wizji szef, podcinający skrzydła utalentowanym pracownikom, ale także mieszał się nadmiernie w kwestie artystyczne zabijając w zarodku wiele twórczych pomysłów.

Kulturowo podtrzymywana twórcza stagnacja. To nie tak, że programiści i designerzy nie mieli ciekawych koncepcji. Oni po prostu nigdy nie mieli okazji ich przetestować, bo zarząd oczekiwał ”gotowców”.

Pomimo, że studio rosło, nie zmieniały się procesy, które mogłyby uprościć i przyspieszyć pracę zespołu. Wykształciło się coś, co można nazwać “wiedzą intuicyjną”, ale nie sformalizowaną w organizacji. Brak stosownej dokumentacji, niejasna komunikacja, nawet przestarzały silnik, w którym brakowało systemu fizyki (!). To wszystko sztucznie wydłużało i komplikowało rzeczy, które od dawna powinny być zoptymalizowane w studiu o tej renomie i wielkości.

Jak można było tego uniknąć?

Pomijając rzeczy tak oczywiste, jak stworzenie lepszych warunków pracy (płatne nadgodziny, pakiety socjalne etc.):

  1. Promować kulturę otwartej innowacji i premiować nowatorskie pomysły przez platformę wewnętrzną, brainstormy i zespołowe laboratoria czy warsztaty. Nie da się dziś prowadzić przedsiębiorstwa nie rozumiejąc, że w pewnych kwestiach pracujący w nim ludzie mogą okazać się mądrzejsi ode mnie.
  2. Mądrzej zarządzać procesami i projektami. Jest jakiś powód, dla którego powstają takie aplikacje jak Trello, Asana, czy Basecamp, do komunikacji zespołowej wykorzystuje się briefy, sprinty i Slacka, a ludzie tacy jak ja szkolą, jak wdrożyć te rozwiązania w swojej organizacji i nie zrezygnować z nich po 3 dniach 😉 Funkcja menedżera projektu też nie jest wynalazkiem obcej cywilizacji.
  3. Stworzyć wspólne repozytorium wiedzy, choćby w formie otwartej Wiki lub Dysku Google.
  4. Jasno zdefiniować funkcje i role w zespołach projektowych, tak, aby nie dublować kompetencji i czynności, a przy tym hamować ingerencję natrętnych i nadgorliwych przełożonych (czego, powiedzmy sobie szczerze, nie da się w zupełności uniknąć).

4. Niewłaściwe podejście do strategii

Telltale Games opracowało niegłupi model biznesowy i na jego podstawie stworzyło strategię, a następnie konsekwentnie ją wdrażało. W moim odczuciu zbyt konsekwentnie, co ostatecznie doprowadziło do upadku studia.

Tylko… strategia to nie symfonia rozpisana na 70 instrumentów. To bardziej improwizacja jazzowa. Wypada znać podziały rytmiczne, gamy i możliwości zespołu muzyków. Ale jeżeli w trakcie koncertu zmienia się metrum albo tonacja, to nie można jak frajer grać tak, jak mówią nuty, tylko dostosować się.

To, że Telltale zaplanowało sobie coś 5-6 lat temu, nie oznacza, że nie musiało tego zrewidować następnego dnia. Zmieniła się specyfika rynku seriali, który stanowił inspirację dla Telltale. Pojawili się naśladowcy, którzy zaczęli tworzyć lepsze gry oparte na tej samej formule (DONTNOD Games, czyli twórcy Life is Strange). Rozrósł się zespół, na popularności zyskały nowe platformy gamingowe, pojawiło się wiele ciekawych propozycji i licencji, wśród których studio mogło przebierać.

A Telltale nie zmieniło nic. Dalej grało swoją symfonię. Ta sama formuła. Ten sam silnik. Ten sam model wydawniczy. Te same metody i nawyki zarządzania.

Zacytuję serwis Polygon, który w jednym zdaniu zamknął najważniejszy, bo generalny problem Telltale Games: studio upadło, bo przestało iść naprzód.

Nie chodzi tu wyłącznie o innowację, chodzi o strategię, która tę innowację może stymulować. O umiejętność adaptacji i działanie przemyślane, a nie wyłącznie paniczne reagowanie na wywołane przez siebie pożary. Telltale Games stało się więźniem własnego sukcesu z 2013 r. i uznało, że formuła sprawdzona raz będzie sprawdzać się bez końca.

Dlatego

 już na sam koniec 😉 …

Jak można było tego uniknąć?

Myśląc strategicznie. Obserwując otoczenie, diagnozując sytuację wewnętrzną w organizacji. Eksperymentując, testując hipotezy, jasno wyznaczając cele i projektując plany ich wdrożenia. Ale ponad wszystko, robiąc to bez przerwy. Strategia to nie dokument – to aktywność. To gotowość do zmiany w kluczowych obszarach przy założeniu, że jedyne czego można być pewnym, to to, że przyszłość będzie różnić się od dnia dzisiejszego.

Mój niedawny artykuł o 4 wyzwaniach stojących przed polskimi producentami gier zawierał zdanie, które najlepiej oddaje historię upadku Telltale Games:

Duży sukces (a czasem może nawet umiarkowany) może łatwo doprowadzić do przeszacowania swoich możliwości i zachłyśnięcia się sukcesem.

Nie żal mi studia. Na pewno żal mi ludzi, którzy zostali bez z dnia na dzień bez pracy (szczęśliwie branża wyciągnęła do nich pomocną dłoń). Będzie mi również brakować kilku produkcji Telltale i już nigdy nie poznam dalszego ciągu historii bohaterów Tales from the Borderlands.

Telltale Games zapamiętam przede wszystkim jako przestrogę. To może spotkać każdego w branży, jeżeli tylko uzna, że receptą na sukces jest utrzymanie obecnego kursu.

Bartosz Filip Malinowski

Jestem strategiem, konsultantem i kreatywnym. Łączę kropki, które znikają ludziom z oczu. Założyłem agencję doradczą WeTheCrowd. Staram się także łączyć różne światy i dyscypliny oraz zachęcać do wyjścia ze swojej bańki na vlogu Bez/Schematu.

Upadek Studia Telltale Games miało to, o czym mógłby pomarzyć każdy producent gier. Licencje na znane na całym świecie marki od studio telltale games.

 

#kolejne artykuły