Sklep internetowy - czy się opłaca? Sprawdźmy! | worldmaster.pl
#

Sklepy internetowe wypierają sprzedaż stacjonarną, a książki giną pod naporem e-booków. Rewolucja trwa, tymczasem zaledwie dwadzieścia pięć lat temu handel elektroniczny zasadniczo… Nie istniał!

Co się stało? Jak branża e-commerce zyskała taką popularność?

I najważniejsze:

Jakie są zalety prowadzenia sklepu internetowego?

zalety sklepów internetowych

Największa zaleta sklepów internetowych.

Chcecie poznać tajemnicę już na samym początku?

To prawda, że wiele osób wciąż nie kupuje w Internecie. Ale czy to powód zmartwień? Nie uważacie, że stwarza to dla Was ogromną szansę? Aby przekonać niekupujących online do spróbowania zakupów internetowych?

I rozpoczęcia przygody właśnie od Twojego sklepu?

Ile osób kupuje w Internecie?

Co ma w sobie sklep internetowy, czego nie ma sklep stacjonarny? Odpowiedź znajduje się w nazwie: Internet.

Najnowsze dane z 2019 roku pokazują, że aż 83% Polaków korzysta z Internetu regularnie!

Jak się to ma do zakupów online?

Aż 60% internautów kupuje w sklepach internetowych.  To ponad 19 milionów osób!

Czy to będzie zaskoczeniem, jeśli napiszemy, że zakupy w Internecie robią głównie osoby w wieku od 15 do 49 lat? A może, że aż 25% kupujących, stanowią osoby po 50 roku życia?

To daje do myślenia!

Jak prowadzić sklep internetowy? Złota rada.

Jeśli marzysz o prowadzeniu dobrego i dochodowego sklepu internetowego, człowiek i jego problemy muszą być dla Ciebie najważniejsze. Rozwiązując je – budujesz więź i zyskujesz stałego konsumenta.

Daj wartość. Nie zapominaj, że człowiek jest najważniejszy. Uruchamiając sklep internetowy, wysyłasz jasny sygnał:

„Kliencie! Szanuję Ciebie, Twój czas, Twoje zdrowie i Twoje pieniądze!”.

sklep internetowy

Zrozumienie i empatia jest bardzo ważna. Pozwala dostrzec, że zakupy w sklepie tradycyjnym, mogą być (w skrajnych przypadkach) wielką barierą dla osób bardzo nieśmiałych. Ponadto coraz więcej osób cierpi na zaburzenia lękowe, które mogą wykluczać codzienne zakupy w supermarkecie. Handel elektroniczny jest pewnym wybawieniem, ale – co oczywiste – nie jest lekarstwem.

Oszczędności. Ile zyskasz na prowadzeniu sklepu internetowego?

Inwestując w sklep stacjonarny, musisz myśleć o budynku i magazynach. Nie wspominając już o zatrudnieniu pracowników, czy wykończeniu wnętrz.

Za to wszystko musisz zapłacić! I to nie mało!

W branży e-commerce problem znika. Wciąż musisz zadbać o miłą dla oka przestrzeń, ale stworzenie profesjonalnej strony jest nieporównywalnie tańsze, niż utrzymanie budynku. Zbudowaliśmy już nie jeden sklep internetowy i wiemy, jak zdziwieni potrafią być klienci, gdy okazuje się, że… „To już! Można działać”.

Sprzedażą online możesz zajmować się samodzielnie. Siadasz przed komputerem i jesteś w pracy – bez żmudnych dojazdów. Obsługujesz mnóstwo klientów w tym samym czasie. Ludzi, którzy są Ci wdzięczni za to, że… Także nie muszą wychodzić z domu.

Widzisz?

Oszczędzasz czas, pieniądze i zdrowie. Nie tylko swoje, ale i klienta.

Dostępność. Sprzedaż online 24/7.

Wiesz, gdzie tkwi fenomen sklepów monopolowych? Oprócz oczywiście kuszącego asortymentu?

Wiele z nich otwarta jest przez całą dobę. Gdy kołyszący się przybysze spragnieni kojącego nektaru, poszukują go o trzeciej nad ranem, co otrzymują? Otwarty sklep, który rozwiązuje ich problemy.

Czemu miałbyś postępować inaczej i rezygnować z klienta?

Sklepy internetowe gwarantują, że bez względu na porę dnia i nocy, potrzeba klienta zostanie spełniona. Kiedy obudzi się o czwartej rano i nagle poczuje ogromną chęć kupienia mebli ogrodowych na przyjazd ukochanej teściowej (…), będzie mógł to zrobić, nie czekając do świtu!

Kontakt. Jak budować bazę klientów?

Ogromną zaletą sklepów stacjonarnych jest bezpośredni kontakt z klientem. Handel elektroniczny może go jednak ciekawie zrównoważyć!

Szukasz wyjątkowej sukienki na wesele przyjaciółki. W sklepie otrzymujesz pomoc od personelu. Nie jesteś przekonana, ale po dwóch godzinach kupujesz piękną, perłową suknię i wychodzisz uśmiechnięta. Twój problem został rozwiązany, ale… Co dalej?

Żartobliwie mówiąc – nie ma już z Ciebie żadnego pożytku. Kontakt się urywa.

Sklep internetowy działa inaczej. Klient zostawia po sobie ślad. Zazwyczaj jest to e-mail. Dzięki niemu zaczynasz budować relację. Możesz wysyłać powiadomienia o promocjach, premierze nowych produktów, a nawet tworzyć spersonalizowane oferty!

Nie ograniczasz się do small talku, ale prawdziwej, dwustronnej komunikacji, ponieważ klient w każdej chwili może się z Tobą skontaktować i uzyskać wsparcie. Ponownie obustronna korzyść.

sklep internetowy - czy się opłaca?

Wadą sprzedaży online jest brak fizycznego kontaktu z produktem. Prezentuj więc towar tak, aby klient nie tylko go widział, ale także „czuł”. Wysil się!

Wygoda. Dlaczego warto kupować online?

Wszyscy jesteśmy trochę wygodni. Lubimy poleniuchować, zostać nieco dłużej w łóżko i obejrzeć dobry film. Nie zawsze mamy ochotę iść do sklepu, wiedząc, że czekają na nas kolejki…

Kto ma siłę, żeby w leniwe, sobotnie popołudnie odwiedzić Twój sklep na drugim końcu miasta? Nikt!

Gdy pojawiasz się z ofertą w Internecie, klient nie musi się już męczyć. Jesteś na wyciągnięcie ręki. Skracasz tym samym drogę do zakupu (o której więcej w dalszej części) i oszczędzasz kłopotu klientowi, który chętnie Cię za to wynagrodzi.

Zarządzanie. Jak prowadzić sklep internetowy?

Kierowanie sklepem internetowym jest bardzo przyjemne i efektywne.

Wszystko masz w jednym miejscu. Nie musisz nawet wychodzić z domu, żeby zarządzać swoim biznesem. Pracujesz, kiedy chcesz i ile chcesz. Sklep internetowy kreujesz tak, aby spełniał oczekiwania klientów.

Proste?

Nie do końca…

Bez ciężkiej pracy i odpowiedniego planu, Twój handel internetowy nie będzie kwitł.

Z naszego narzędzia do analizy sklepów internetowych skorzystało już wielu sprzedawców i stąd wiemy, że nie wszystkie sklepy, które „wydają się” dobre, są dobre w rzeczywistości. Zawsze lepiej to sprawdzić profesjonalnymi metodami!

sklep internetowy - największe zalety

Przyszłość. Dlaczego warto mieć sklep internetowy?

Rozejrzyj się wokoło. Żyjemy w erze nowych technologii. Spójrz na swoje dzieci. Na nastolatków, których spotykasz. Oni są przyszłością nie tylko handlu elektronicznego. Jak sądzisz? Gdzie większość młodych ludzi robi lub będzie robiła zakupy?

Pozostaje również kwestia niehandlowych niedziel.

Od 2020 roku w żadną niedzielę nie zrobimy zakupów. To kilkadziesiąt, dodatkowych dni w ciągu roku, podczas których dotrzesz z ofertą do klienta, który nie zaspokoi swojej potrzeby w sklepie tradycyjnym.

Im szybciej założysz sklep internetowy, tym lepiej na tym wyjdziesz. Jednak planowanie oraz wdrażanie powinno być przemyślane. Nie spiesz się, bo budujesz swoją przyszłość.

Spójrz!

Dwadzieścia pięć lat temu handel elektroniczny nie istniał. Zaledwie parę lat temu, nikt nie wyobrażał sobie kupowania jedzenia „na odległość”. A obecnie? Otrzymasz ciepłe bułeczki pod same drzwi! Pomyśl, gdzie możesz być za piętnaście lat, jeśli już teraz postawisz na sprzedaż internetową?

jedzenie na dowóz

Personal Branding. Jak budować Markę Osobistą?

Spójrzmy prawdzie w oczy.

Sklep w Internecie to trampolina do zbudowania silnej marki osobistej. Możliwość łączenia go ze stroną internetową lub blogiem daje naprawdę duże możliwości działania. W ten sposób nie jesteś już tylko sprzedawcą z Internetu, ale człowiekiem z twarzą, którego klienci znają i szanują.

Dlatego wygląd Twojego sklepu jest tak ważny! To Twoje uosobienie! Znajdziesz wiele agencji, które stworzą dla Ciebie świetną stronę. Jeśli nie jesteś pewien, jak wyglądają etapy tworzenia, podejrzyj, jak to wygląda u nas, żebyś miał świadomość, czego się spodziewać → Wszystkiego dowiesz się tutaj.

Customer Journey. Droga klienta do zakupu.

Policzmy, jaką drogę musi odbyć klient, aby zrobić zakupy spożywcze w zwykłym sklepie.

  • Przygotowania do wyjścia (ubrać się, znaleźć portfel i kluczyki, które zawsze się gubią…)
  • Spacer do auta
  • Podróż (jak droga przez dżunglę).
  • Szukanie miejsca na parkingu.
  • Spacer do sklepu.

Ufff! Klient wreszcie staje w drzwiach sklepu! No tak… Ale na razie tylko stoi. Gdzie ten zakup?! Ech… Liczymy dalej.

  • Wózek sklepowy.
  • Szukanie półki z produktami (i przebijanie się przez „sklepowych spacerowiczów”).
  • Wybór odpowiednich produktów (bieganie w poszukiwaniu czytnika)
  • Finalizacja zakupu (czekanie w długiej kolejce).

Na każdym etapie klient ma dobre powody, żeby odpuścić. I często to robi!

handel elektroniczny

Zakupy online wyglądają inaczej.

  • Włączasz komputer.
  • Uruchamiasz przeglądarkę.
  • Wpisujesz nazwę sklepu (jeśli masz wolne połączenie, to może być frustrujące).
  • Wyszykujesz produkt.
  • Dodajesz go do koszyka.
  • Finalizujesz zakup.

Droga klienta od „chęci” do „zakupu” zostaje niewyobrażalnie skrócona!

Jeśli natomiast lubisz po sklepie spacerować – spaceruj! Ruch to zdrowie!

Ale kupuj przez Internet.

Czy warto założyć sklep internetowy?

Handel elektroniczny rośnie w bardzo szybkim tempie i choć sklepy stacjonarne nie znikną, to z upływem lat ich znaczenie będzie malało.

Sklep internetowy wymaga Twojego zaangażowania. Jeśli pragniesz zbudować dochodowy biznes – myśl o swoim kliencie. Spójrz na niego, jak na człowieka, którego problemy możesz rozwiązać.

Uszanuj go więc profesjonalizmem. Swoją kulturą i aktywnością. Stwórz sklep internetowy, w którym poczuje się przyjaźnie. To właśnie pierwsze wrażenie rozstrzyga, czy odbiorca pozostanie i dokona zakupu, czy odejdzie niezadowolony i już nigdy nie wróci.

Wybór należy do Ciebie.

YouTube wcale nie jest tak darmowym serwisem, jak się każdemu z Was może wydawać! Czas pokazał, że wszyscy się myliliśmy! Odkryłem to przed tygodniem, olśniony słowami, które usłyszałem. Chcecie dowód? Proszę bardzo!

YouTube – klikasz i płacisz!

Wyobraźcie sobie, że YouTube działa w następujący sposób: za każdy film, jaki chcecie obejrzeć, musicie zapłacić. Podczas rejestracji konta wymagane jest podanie karty płatniczej, która po kliknięciu w miniaturę filmu jest obciążana stałą kwotą. Nie ma żadnych powiadomień ani potwierdzeń, czy aby na pewno chcemy dokonać zakupu. Nie ma również komunikatów, ostrzegających nas przed dokonywaną transakcją. Jedno kliknięcie i pieniądze z konta odpływają…

pieniądze

Domyślam się, że nie jesteście sobie w stanie wyobrazić tak funkcjonującego świata. Nauczeni do darmowego konsumowania treści, nie potrafimy przyjąć do wiadomości, że tak mogłaby wyglądać rzeczywistość.

A co jeśli YouTube działa właśnie w ten sposób i wcale nie zdajemy sobie z tego sprawy? Czy to znaczy, że jesteśmy… OKRADANI?!

Czy opłaty za YouTube to naprawdę zły pomysł?

Mówienie, że YouTube jest płatną platformą, kiedy każdy może udowodnić, że nie stracił na oglądaniu filmików nawet grosza (pomijając funkcję premium), wydaje się nieśmiesznym żartem. Twierdzenie, że jesteśmy okradani, zakrawa o spiskowe teorie bez pokrycia, które mają na celu wzbudzenie sensacji. Jakkolwiek tytuł, którego użyłem, może być mylący, tak gwarantuję Wam, że gdy spojrzymy na problem z innej perspektywy, okaże się, że mogę mieć rację!

Najpierw zastanówmy się, co by było, gdyby za oglądanie należało płacić prawdziwe pieniądze…

  • Po pierwsze nie szastalibyśmy złotówkami, bo byłoby nam ich zwyczajnie szkoda.
  • Po drugie szanowalibyśmy je, poprzez oglądanie wyłącznie tego, co jest dla nas najważniejsze.
  • Trzecia wizja naszego gdybania to selekcjonowanie przyswajanego materiału. Nikt nie chciałby wydawać dwudziestu złotych na oglądanie „zabawnych kotków”. Choć znając życie i ludzi – zapewne bardzo mocno się w tej kwestii mylę…
  • Po czwarte włączylibyśmy myślenie, a to oznaczałoby koniec bezrefleksyjnego oglądania treści, które podsuwa nam YouTube.
  • Po piąte nie zaśmiecalibyśmy swojego umysłu ani nie męczylibyśmy ograniczonych zasobów poznawczych treściami, które są dla nas kompletnie bezwartościowe.

Z tej perspektywy wizja płacenia za oglądane filmiki, okazuje się nie być tak bardzo złym pomysłem, prawda? Oczywiście, dopóki kompletnie nie zignorujemy opłat, które każdego dnia będą obciążały nasze indywidualne konta. Do momentu aż zabraknie na nich środków do życia, a my ockniemy się z ręką w nocniku…

uzależnienie od Facebooka

Być może już spostrzegliście, do czego zmierzam i co mam na myśli.

Za YouTube naprawdę trzeba płacić. Walutą nie są jednak pieniądze, ale czas.

YouTube pochłania nasze zasoby.

Koniec jednego filmiku, oznacza początek drugiego. Nawet jeśli nie mamy zaznaczonej opcji automatycznego odtwarzania, to przecież zawsze znajdzie się coś ciekawego w polecanych materiałach, prawda? To bardzo sprytny mechanizm! Nie jestem głosem ludu i nie mam prawa wypowiadać się za wszystkich, ale myślę, że każdego z nas spotkała sytuacja, kiedy otworzył YouTube, aby sprawdzić jedną, konkretną rzecz, a ocknął się po godzinie i sześciu filmikach, których w ogóle nie miał zamiaru oglądać.

YouTube

Rezultat jest więc taki, że poświęcamy na tę czynność o wiele więcej czasu, niż planowaliśmy. Doba nie jest nieograniczona, więc robimy to kosztem innych zajęć, a już na pewno na szkodę własnej energii. Naprawdę o wiele lepszym pomysłem od bezmyślnego konsumowania jakiejkolwiek treści jest sen, drzemka, medytacja, czy po prostu nicnierobienie.

YouTube pochłania nasze zasoby w zastraszającym tempie. Również Facebook, czy Instagram kusi nas każdego dnia. Mówimy sobie, że odwiedzimy te portale tylko na chwilę, a potem nasz mózg „wyłącza się”, a my zamieniamy się w zombie dwudziestego pierwszego wieku. Mierzwi nas delikatnie od środka, że marnujemy swój czas, ale brakuje emocjonalnego czynnika, który wywołuje w ludziach chęć zmian.  Nie widzimy zależności między straconym czasem a negatywnymi konsekwencjami, jakie z tego zjawiska wynikają. W efekcie wiemy, że YouTube „coś” nam zabiera, ale nie zastanawiamy się, co w ten sposób tracimy.

Gdy natomiast w grę wchodzą pieniądze, większość z nas od razu czuje określone uczucia. Myślę, że jest to jeden z zasobów, które wywołuje w człowieku tak wiele emocji. Właśnie dlatego pieniądze zostają porównane do czasu i jak sami widzicie – to zestawienie nie jest wcale tak bardzo mylne.

Waluta, nad którą nie masz kontroli to czas.

Czas jest naszą walutą nie tylko wtedy, gdy odwiedzamy YouTube, ale w każdej chwili naszego życia. Nie możemy go odzyskać. Tak ważne jest więc, aby angażować się w czynności, które są dla nas ważne i niosą ze sobą jakąkolwiek wartość.

Czas jest o tyle ciekawym zjawiskiem, że nie sposób pozostać przy nim w miejscu. W przypadku pieniędzy można na pewnym etapie życia powiedzieć: „PAS!”, zrezygnować z pracy i żyć z zaoszczędzonego majątku (szczęściarze!). Natomiast czas jest zupełnie inny. Stojąc w miejscu i tak go tracimy. Cofamy się. Ubywa nam go i nie możemy nic na to poradzić. Czy tego chcemy, czy nie – wydatkujemy go ciągle. Zarówno wtedy, gdy coś robimy, jak i bezczynnie patrzymy na uciekające sekundy.

czas

Wyobraźcie sobie, że jedna sekunda to jedna złotówka mniej. Słyszycie ten dźwięk przesypujących się monet z jednego worka (życia) do drugiego (śmierci)? Widzicie, jak w tym pierwszym ubywa monet, których już nigdy nie odzyskacie? Jak pierwszy staje się coraz mniejszy, a drugi systematycznie się powiększa? To nie brzmi zbyt optymistycznie, ale skoro czasu zatrzymać nie można, to może warto zacząć z niego korzystać, aniżeli tracić na konsumowanie treści na YouTube, która opiewa miauczeniem małych kotków?

Zarządzaj mądrze!

Każdy słyszał, że czas to pieniądz, ale sądzę, że mało kto zastanowił się nad tą frazą. Nie chodzi tylko o traktowanie czasu, jako zjawiska do wykorzystania, w celu zarabiania pieniędzy. Byłbym skłonny ku spojrzeniu na to z perspektywy traktowania czasu, jako waluty, którą dysponujemy – tak jak pieniędzmi.

Każdy dzień daje Wam budżet w postaci 1440 złotych. Po upływie sześćdziesięciu sekund tracicie jedną złotówkę. Bez względu na wszystko – ona i tak spadnie z jednego worka do drugiego i już nigdy jej nie ujrzycie. Czy więc mając ograniczone zasoby, które ubywają całkiem szybko, naprawdę macie ochotę angażować się w durne idee, przebywać w idiotycznych miejscach lub spędzać czas z pasożytami, którzy żerują na Waszym dobrostanie?

Wątpię!

Nikt nie chce patrzeć, jak traci bezpowrotnie pieniądze, a na co dzień marnujemy naszą najdoskonalszą walutę – czas. Robimy to, oglądając YouTube i bezcelowo przeglądając tablicę na Facebooku. Wydatkujemy nasze cenne złotówki na niepotrzebne rzeczy. Czy idąc do sklepu, kupujecie coś, co potem chowacie do szuflady, bo nie jest Wam potrzebne, czy raczej skupiacie się na czymś bardziej praktycznym i wartościowym?

Oczywiście, że nie! Tak więc i w Internecie stawiajcie na wartościowe treści, które Was wzbogacają!

Zagrajmy w grę! Przegrywasz? Płacisz!

Ustalcie sobie dzienny limit korzystania z platform, które pochłaniają Wasz czas. Ustawcie sobie przypomnienia, a jeśli wolicie tradycyjne sposoby – zanim cokolwiek uruchomicie, nastawcie budzik. Po upłynięciu czasu odkładacie telefon i jesteście wolni! Jeśli jednak nie jesteście się w stanie oderwać to…

influencer

PŁACICIE!

Złotówkę za każdą minutę ponad regulaminowy czas gry! Komu? Mężowi, żonie, dzieciom, rodzicom, sąsiadowi, osobom potrzebującym… Po prostu te pieniądze muszą zniknąć z Waszego życia! Wiem, że to dość banalne, ale kto powiedział, że niepraktyczne? Zadziała szczególnie u osób, cechujących się rzetelnością względem własnych zasad i wyjątkowo mocno przywiązanych do pieniędzy. Nikt przecież nie chce tracić pieniędzy za nic!

Nie ma nic za darmo.

YouTube jest płatny. Facebook jest płatny. Instagram jest płatny. Wszystko, co robimy, jest płatne. Życie także jest płatne!

Rozumiecie?

Od nas zależy, na co przeznaczymy swój czas, który i tak płynie. On jest wszystkim. Młodzi mają go (teoretycznie) bardzo dużo i dlatego robi mi się przykro, gdy jest on marnowany na naprawdę pozbawione sensu czynności…

Uczepiłem się niewinnych kotków, więc jeszcze raz podejmę ten temat. Nie mam nic przeciwko oglądania śmiesznych filmów na YouTube! Chodzi mi tylko o umiar i przede wszystkim świadomość, że zmarnowanych złotówek Waszego życia już nigdy nie odzyskacie.

Tym samym przepraszam, że uszczupliłem Was o około siedem złotych (czasu). Mam nadzieję, że mi wybaczycie i nie będziecie domagali się zwrotu, bo nie jestem w stanie Wam go udzielić. Nikt nie jest. Nie zapominajcie o tym.

Dbajcie o swój budżet!

Czym jest ten „magiczny” UX? UX czyli User Experience to doświadczenie, jakiego doznaje użytkownik w kontakcie z przedmiotem, usługą lub firmą.

Pamiętajmy, że jesteśmy otoczeni wieloma przyrządami codziennego użytku, jest ich być może tysiące. Różnego rodzaju opakowania, butelki, puszki, torebki na zip, nożyczki, pojemniki, korki, włączniki, długopisy, kurki. Każdego używamy do czegoś innego i obsługujemy w inny sposób. Jest to niepojęte, że mimo to jesteśmy w stanie dać sobie z nimi wszystkimi radę.

UX

Dzieje się tak dlatego, że przedmioty posiadają wskazówki wizualne co do ich przeznaczenia oraz dlatego, że zostały dobrze zaprojektowane. Dobrze, to znaczy w taki sposób, że twórcy udało się swoim projektem przekazać użytkownikowi właściwą wizję co do funkcji przedmiotu oraz w jaki sposób z niego korzystać.

User experience dotyczy produktów, serwisów i firm, ale jest szczególnie ważny przy projektowaniu stron internetowych i aplikacji. W kontakcie ze skomplikowanym technologicznie sprzętem, jakim są strony i aplikacje dzieje się coś osobliwego. Jeśli nie potrafimy ich obsłużyć, dochodzimy  do wniosku, że to nasza wina. Zakładamy, że nie mamy odpowiedniej wiedzy, nie znamy się i czujemy się głupio. Jest to irracjonalne, ponieważ jeżeli tak się dzieje, to znaczy, że zawiódł projektant, a nie my.

Mimo to, jeśli coś będzie niejasne, użytkownik w kontakcie ze stroną internetową będzie obwiniał siebie i czuł się głupio. Jest to prosta droga do odstraszenia użytkownika od naszego sklepu. Strony internetowe, zwłaszcza sklepy, muszą tłumaczyć się same. Nie mogą posiadać instrukcji obsługi do przeczytania zanim zaczniemy ich używać. Użytkownik powinien być w stanie zrozumieć, o co chodzi, korzystając wyłącznie ze swojej wiedzy i doświadczenia.

Nie dość, że użytkownik w internecie jest pozostawiony samemu sobie i zazwyczaj nie może liczyć na pomoc. Właściciele sklepów internetowych nie zdają sobie sprawy, że osoby odwiedzające ich witrynę mogą mieć z czymś problem.

Jak zatem sprawdzić czy potencjalny Klient radzi sobie z naszą stroną sklepu czy nie?

Pierwszą możliwością jest sprawdzenie i przeanalizowanie drogi, jaką przemierza nas Klient po stronie sklepu. Oczywiście aby móc to realizować, należy wdrożyć odpowiednie narzędzia techniczne do sklepu (np. google analytics). Dzięki takiemu rozwiązaniu otrzymujemy dosyć dokładne informacje. Między innymi po jakich podstronach „chodził” internauta, i w którym momencie opuścił stronę. Jeśli analiza powyższych wyników pokaże, że przykładowo są dwie lub trzy podstrony, z których Klient opuszcza nasz sklep – oznacza to często jednoznacznie, że coś z daną podstroną jest nie tak. Albo Klient się „pogubił” albo coś go „zdenerwowało”. Najczęściej takimi podstronami są karty produktów jak i proces sprzedażowy – ewentualnie koszyk.

Inną metodą na to abyśmy wybadali jakie elementy na sklepie są poprawne, a które nie i mogą przeszkadzać użytkownikowi jest audyt strony. Głównie właśnie pod kątem UX oraz testowania eksploracyjnego. Wyniki takich testów wyraźnie pokażą słabe strony naszego sklepu i punkty a nawet drobne elementy na które należy zwrócić pilnie uwagę.

Jeśli więc nie do końca wiemy co się dzieje na naszej witrynie i dlaczego nie mamy sprzedaży? Warto pomyśleć nad kwestią testów naszego sklepu. Nie są one może najtańszą opcją, jednak wskazują metody po których zastosowaniu bardzo często właśnie sprzedaż rusza. Zatem powstaje pytanie: Czy jest sens „ładować” pieniądze w reklamy. Te jeśli nawet są efektywne i przyciągną ludzi na sklep, to stają się nie opłacalne? Ludzie, których reklama zachęciła, będą uciekać z naszego sklepu, gdyż posiada on błędy i nie jest dostosowany pod kątem UX i UI?

Jeśli masz jakieś pytania lub chciałbyś uzyskać poradę – pisz śmiało tutaj!

Spacery z ukochanym psiakiem to nie tylko obowiązek wymuszony ograniczoną pojemnością pęcherza Twojego pupila. To także wielka przyjemność płynąca ze wspólnie spędzanego czasu na świeżym powietrzu. Co zrobić, by spacer z psem gwarantował mu maksimum bezpieczeństwa? Mamy na to 10 sprawdzonych sposobów.

1. Miejsce

Bądźmy realistami, na co dzień nie mamy większego wyboru spacerowych tras, szczególnie w mieście. Zwróćmy jednak uwagę, czy nasza droga nie zahacza o niebezpieczne miejsca: skwery z potłuczonym szkłem, wąski chodnik przy ruchliwej ulicy, plac zabaw pełen rozbawionych dzieci, miejsca w których może pojawić się nagły hałas lub inne stresujące bodźce.

2. Smycz

W mieście i przy ruchliwych drogach, ale również w większości lasów, pies powinien mieć założoną wytrzymałą smycz, dopasowaną do jego temperamentu, wagi i rozmiaru. Nasz psiak będzie miał okazję nacieszyć się wolnością w miejscach do tego przeznaczonych, takich jak niektóre parki, mało uczęszczane skwery, czy specjalne wybiegi dla psów.

3. Chip i adresówka

Zgodnie z polskim prawem każdy pies powinien być wyposażony w identyfikator. Dzięki temu w razie zgubienia się, łatwiej będzie odnaleźć właściciela, a w sytuacjach spornych ustalić do kogo należy.

4. Żółta wstążeczka

Spacer z psem ma być nie tylko bezpieczny, ale i przyjemny dla wszystkich stron. Jeśli Twój pies nie przepada za kontaktem z obcymi osobami, załóż mu na obrożę żółtą wstążeczkę. Coraz więcej osób wie, co ona oznacza: „Nie dotykaj mnie!”.

pies, pupila, spacer z psem, maksimum bezpieczeństwa

5. Lokalizator

Przymocuj do obroży lokalizator dla psów. Popularne GPSy są ciężkie, drogie i wymagają częstego ładowania. W tym przypadku lepiej sprawdzają się małe lokalizatory Bluetooth – ale tylko te, które współpracują z dużą siecią użytkowników, np. notiOne. Dzięki temu Twój pies może zostać namierzony nawet z odległości dziesiątek kilometrów, a ty będziesz widzieć jego lokalizację na mapie w swoim telefonie.

6. Zdjęcie

Zrób aktualne zdjęcie swojego pupila. Nie tylko całej sylwetki, ale również znaków szczególnych. Takie fotografie znacznie ułatwią odnalezienie psiaka w razie jego ucieczki czy kradzieży.

7. Czujność

Zwracaj uwagę co robi Twój pies. Nie pozwól, by uciekł Ci z zasięgu wzroku. Kontroluj na bieżąco, czy w pobliżu nie pojawiają się osoby lub inne zwierzęta, które mogłyby zagrażać Twojemu pupilowi lub uruchamiać w nim niepożądane zachowania. I koniecznie obserwuj czy nie zjada czegoś, co mogłoby mu zaszkodzić!

8. Opieka

Jeśli spacer z psem to dla Ciebie równocześnie okazja do zrobienia zakupów, postaraj się, by trwały one jak najkrócej. Nie zostawiaj psa na mrozie ani w pełnym słońcu. Nie zamykaj go również w samochodzie. O ile to możliwe, najlepiej w ogóle nie zostawiaj swojego pupila bez opieki poza domem!

9. Zabezpieczenie łapek

W zimie zabezpiecz delikatne poduszeczki psich łap wazeliną lub inną przeznaczoną do tego celu maścią. Dzięki temu ochronisz psa przed odmrożeniami, solą, która może podrażnić skórę oraz chemikaliami używanymi do odmrażania szyb.

10. Wytrzymałość

Spacer z psem to dla Ciebie okazja do aktywności fizycznej? Świetnie! Pamiętaj jednak o tym, że Twój pies niekoniecznie ma równie dobrą kondycję co Ty. Uwzględnij to podczas planowania tras biegowych lub rowerowych i bacznie obserwuj swojego pupila, czy takie spacery nie są dla niego zbyt męczące. W przypadku wspólnych wycieczek rowerowych, przyczep smycz do szelek, nigdy do obroży!

Źródło: https://notione.com/blog/10-sposobow-na-bezpieczny-spacer-z-psem/

Jak możemy przeczytać na stronie BBC, z ponad 81 tyś kont użytkowników Facebooka zostały wykradzione dane. Mianowicie chodzi tutaj o wiadomości prywatne. Hakerzy, żądają okupu za dane lecz sprawa jest bardziej zaplątana niż myślicie.

Wyciek prywatnych wiadomości z Facebooka

Według hakerów posiadają oni dane do aż 120 milionów kont, które wystawili na sprzedaż. Przynajmniej w takiej formie poinformowali rosyjski oddział BBC. Stacja jednak uspokaja, gdyż pomimo tego, że jakiś czas temu na pewnym forum użytkownik chciał sprzedać dane ze 120 000 000 kont to potwierdzono tylko skradzione dane do 81 000 kont Facebooka. Ciekawostką jest, że tajemniczy użytkownik wyceniał jedno konto na 10 centów.

Pytanie brzmi tylko z ilu faktycznie kont zostały wykradzione dane ?

Facebook umywa ręce ??

Jak całą sprawę widzi gigant z doliny krzemowej? Według oświadczenia jakie wydał Facebook, nie doszło do jakichkolwiek naruszeń czy też złamań zabezpieczeń portalu. Jeśli faktycznie sytuacja miała miejsce to wyciek danych jest wyłącznie winą użytkowników, którzy w sposób nie wystarczający zabezpieczyli swoje konta. Portal twierdzi, że znajomość podstawowych zasad bezpieczeństwa jest nadal niewystarczający pośród użytkowników. Facebook dodaje, że najbardziej prawdopodobną przyczyną wycieku danych mogły być różnorodne wtyczki do przeglądarek internetowych. Wtyczki te pozornie tylko usprawniają pracę programów. Pomimo, że dostawcy przeglądarek usuwają podejrzane pluginy oraz pliki, które mogą lub też zawierają szkodliwe oprogramowanie to oszukanych osób wciąż przybywa.

Nasuwa się jednak pytanie. Czy faktycznie do wycieku prywatnych wiadomości doszło z winy użytkowników portalu. Czy może to skuteczna linia obrony Facebook’a ? Tym bardziej, kiedy jakiś czas temu wyszła na jaw potężna afera z wyciekiem 50 milionów danych podczas kampanii wyborczej w Stanach Zjednoczonych.

Niestety ale w świecie pełnym informacji jak i dezinformacji, tzw. fake kont oraz fake newsów ciężko stanąć po którejś ze strony. Bardzo często się zdarza, że słowa to tylko słowa a dowodów brak…

#kolejne artykuły