Sklep internetowy - czy się opłaca? Sprawdźmy! | worldmaster.pl
#

Sklepy internetowe wypierają sprzedaż stacjonarną, a książki giną pod naporem e-booków. Rewolucja trwa, tymczasem zaledwie dwadzieścia pięć lat temu handel elektroniczny zasadniczo… Nie istniał!

Co się stało? Jak branża e-commerce zyskała taką popularność?

I najważniejsze:

Jakie są zalety prowadzenia sklepu internetowego?

zalety sklepów internetowych

Największa zaleta sklepów internetowych.

Chcecie poznać tajemnicę już na samym początku?

To prawda, że wiele osób wciąż nie kupuje w Internecie. Ale czy to powód zmartwień? Nie uważacie, że stwarza to dla Was ogromną szansę? Aby przekonać niekupujących online do spróbowania zakupów internetowych?

I rozpoczęcia przygody właśnie od Twojego sklepu?

Ile osób kupuje w Internecie?

Co ma w sobie sklep internetowy, czego nie ma sklep stacjonarny? Odpowiedź znajduje się w nazwie: Internet.

Najnowsze dane z 2019 roku pokazują, że aż 83% Polaków korzysta z Internetu regularnie!

Jak się to ma do zakupów online?

Aż 60% internautów kupuje w sklepach internetowych.  To ponad 19 milionów osób!

Czy to będzie zaskoczeniem, jeśli napiszemy, że zakupy w Internecie robią głównie osoby w wieku od 15 do 49 lat? A może, że aż 25% kupujących, stanowią osoby po 50 roku życia?

To daje do myślenia!

Jak prowadzić sklep internetowy? Złota rada.

Jeśli marzysz o prowadzeniu dobrego i dochodowego sklepu internetowego, człowiek i jego problemy muszą być dla Ciebie najważniejsze. Rozwiązując je – budujesz więź i zyskujesz stałego konsumenta.

Daj wartość. Nie zapominaj, że człowiek jest najważniejszy. Uruchamiając sklep internetowy, wysyłasz jasny sygnał:

„Kliencie! Szanuję Ciebie, Twój czas, Twoje zdrowie i Twoje pieniądze!”.

sklep internetowy

Zrozumienie i empatia jest bardzo ważna. Pozwala dostrzec, że zakupy w sklepie tradycyjnym, mogą być (w skrajnych przypadkach) wielką barierą dla osób bardzo nieśmiałych. Ponadto coraz więcej osób cierpi na zaburzenia lękowe, które mogą wykluczać codzienne zakupy w supermarkecie. Handel elektroniczny jest pewnym wybawieniem, ale – co oczywiste – nie jest lekarstwem.

Oszczędności. Ile zyskasz na prowadzeniu sklepu internetowego?

Inwestując w sklep stacjonarny, musisz myśleć o budynku i magazynach. Nie wspominając już o zatrudnieniu pracowników, czy wykończeniu wnętrz.

Za to wszystko musisz zapłacić! I to nie mało!

W branży e-commerce problem znika. Wciąż musisz zadbać o miłą dla oka przestrzeń, ale stworzenie profesjonalnej strony jest nieporównywalnie tańsze, niż utrzymanie budynku. Zbudowaliśmy już nie jeden sklep internetowy i wiemy, jak zdziwieni potrafią być klienci, gdy okazuje się, że… „To już! Można działać”.

Sprzedażą online możesz zajmować się samodzielnie. Siadasz przed komputerem i jesteś w pracy – bez żmudnych dojazdów. Obsługujesz mnóstwo klientów w tym samym czasie. Ludzi, którzy są Ci wdzięczni za to, że… Także nie muszą wychodzić z domu.

Widzisz?

Oszczędzasz czas, pieniądze i zdrowie. Nie tylko swoje, ale i klienta.

Dostępność. Sprzedaż online 24/7.

Wiesz, gdzie tkwi fenomen sklepów monopolowych? Oprócz oczywiście kuszącego asortymentu?

Wiele z nich otwarta jest przez całą dobę. Gdy kołyszący się przybysze spragnieni kojącego nektaru, poszukują go o trzeciej nad ranem, co otrzymują? Otwarty sklep, który rozwiązuje ich problemy.

Czemu miałbyś postępować inaczej i rezygnować z klienta?

Sklepy internetowe gwarantują, że bez względu na porę dnia i nocy, potrzeba klienta zostanie spełniona. Kiedy obudzi się o czwartej rano i nagle poczuje ogromną chęć kupienia mebli ogrodowych na przyjazd ukochanej teściowej (…), będzie mógł to zrobić, nie czekając do świtu!

Kontakt. Jak budować bazę klientów?

Ogromną zaletą sklepów stacjonarnych jest bezpośredni kontakt z klientem. Handel elektroniczny może go jednak ciekawie zrównoważyć!

Szukasz wyjątkowej sukienki na wesele przyjaciółki. W sklepie otrzymujesz pomoc od personelu. Nie jesteś przekonana, ale po dwóch godzinach kupujesz piękną, perłową suknię i wychodzisz uśmiechnięta. Twój problem został rozwiązany, ale… Co dalej?

Żartobliwie mówiąc – nie ma już z Ciebie żadnego pożytku. Kontakt się urywa.

Sklep internetowy działa inaczej. Klient zostawia po sobie ślad. Zazwyczaj jest to e-mail. Dzięki niemu zaczynasz budować relację. Możesz wysyłać powiadomienia o promocjach, premierze nowych produktów, a nawet tworzyć spersonalizowane oferty!

Nie ograniczasz się do small talku, ale prawdziwej, dwustronnej komunikacji, ponieważ klient w każdej chwili może się z Tobą skontaktować i uzyskać wsparcie. Ponownie obustronna korzyść.

sklep internetowy - czy się opłaca?

Wadą sprzedaży online jest brak fizycznego kontaktu z produktem. Prezentuj więc towar tak, aby klient nie tylko go widział, ale także „czuł”. Wysil się!

Wygoda. Dlaczego warto kupować online?

Wszyscy jesteśmy trochę wygodni. Lubimy poleniuchować, zostać nieco dłużej w łóżko i obejrzeć dobry film. Nie zawsze mamy ochotę iść do sklepu, wiedząc, że czekają na nas kolejki…

Kto ma siłę, żeby w leniwe, sobotnie popołudnie odwiedzić Twój sklep na drugim końcu miasta? Nikt!

Gdy pojawiasz się z ofertą w Internecie, klient nie musi się już męczyć. Jesteś na wyciągnięcie ręki. Skracasz tym samym drogę do zakupu (o której więcej w dalszej części) i oszczędzasz kłopotu klientowi, który chętnie Cię za to wynagrodzi.

Zarządzanie. Jak prowadzić sklep internetowy?

Kierowanie sklepem internetowym jest bardzo przyjemne i efektywne.

Wszystko masz w jednym miejscu. Nie musisz nawet wychodzić z domu, żeby zarządzać swoim biznesem. Pracujesz, kiedy chcesz i ile chcesz. Sklep internetowy kreujesz tak, aby spełniał oczekiwania klientów.

Proste?

Nie do końca…

Bez ciężkiej pracy i odpowiedniego planu, Twój handel internetowy nie będzie kwitł.

Z naszego narzędzia do analizy sklepów internetowych skorzystało już wielu sprzedawców i stąd wiemy, że nie wszystkie sklepy, które „wydają się” dobre, są dobre w rzeczywistości. Zawsze lepiej to sprawdzić profesjonalnymi metodami!

sklep internetowy - największe zalety

Przyszłość. Dlaczego warto mieć sklep internetowy?

Rozejrzyj się wokoło. Żyjemy w erze nowych technologii. Spójrz na swoje dzieci. Na nastolatków, których spotykasz. Oni są przyszłością nie tylko handlu elektronicznego. Jak sądzisz? Gdzie większość młodych ludzi robi lub będzie robiła zakupy?

Pozostaje również kwestia niehandlowych niedziel.

Od 2020 roku w żadną niedzielę nie zrobimy zakupów. To kilkadziesiąt, dodatkowych dni w ciągu roku, podczas których dotrzesz z ofertą do klienta, który nie zaspokoi swojej potrzeby w sklepie tradycyjnym.

Im szybciej założysz sklep internetowy, tym lepiej na tym wyjdziesz. Jednak planowanie oraz wdrażanie powinno być przemyślane. Nie spiesz się, bo budujesz swoją przyszłość.

Spójrz!

Dwadzieścia pięć lat temu handel elektroniczny nie istniał. Zaledwie parę lat temu, nikt nie wyobrażał sobie kupowania jedzenia „na odległość”. A obecnie? Otrzymasz ciepłe bułeczki pod same drzwi! Pomyśl, gdzie możesz być za piętnaście lat, jeśli już teraz postawisz na sprzedaż internetową?

jedzenie na dowóz

Personal Branding. Jak budować Markę Osobistą?

Spójrzmy prawdzie w oczy.

Sklep w Internecie to trampolina do zbudowania silnej marki osobistej. Możliwość łączenia go ze stroną internetową lub blogiem daje naprawdę duże możliwości działania. W ten sposób nie jesteś już tylko sprzedawcą z Internetu, ale człowiekiem z twarzą, którego klienci znają i szanują.

Dlatego wygląd Twojego sklepu jest tak ważny! To Twoje uosobienie! Znajdziesz wiele agencji, które stworzą dla Ciebie świetną stronę. Jeśli nie jesteś pewien, jak wyglądają etapy tworzenia, podejrzyj, jak to wygląda u nas, żebyś miał świadomość, czego się spodziewać → Wszystkiego dowiesz się tutaj.

Customer Journey. Droga klienta do zakupu.

Policzmy, jaką drogę musi odbyć klient, aby zrobić zakupy spożywcze w zwykłym sklepie.

  • Przygotowania do wyjścia (ubrać się, znaleźć portfel i kluczyki, które zawsze się gubią…)
  • Spacer do auta
  • Podróż (jak droga przez dżunglę).
  • Szukanie miejsca na parkingu.
  • Spacer do sklepu.

Ufff! Klient wreszcie staje w drzwiach sklepu! No tak… Ale na razie tylko stoi. Gdzie ten zakup?! Ech… Liczymy dalej.

  • Wózek sklepowy.
  • Szukanie półki z produktami (i przebijanie się przez „sklepowych spacerowiczów”).
  • Wybór odpowiednich produktów (bieganie w poszukiwaniu czytnika)
  • Finalizacja zakupu (czekanie w długiej kolejce).

Na każdym etapie klient ma dobre powody, żeby odpuścić. I często to robi!

handel elektroniczny

Zakupy online wyglądają inaczej.

  • Włączasz komputer.
  • Uruchamiasz przeglądarkę.
  • Wpisujesz nazwę sklepu (jeśli masz wolne połączenie, to może być frustrujące).
  • Wyszykujesz produkt.
  • Dodajesz go do koszyka.
  • Finalizujesz zakup.

Droga klienta od „chęci” do „zakupu” zostaje niewyobrażalnie skrócona!

Jeśli natomiast lubisz po sklepie spacerować – spaceruj! Ruch to zdrowie!

Ale kupuj przez Internet.

Czy warto założyć sklep internetowy?

Handel elektroniczny rośnie w bardzo szybkim tempie i choć sklepy stacjonarne nie znikną, to z upływem lat ich znaczenie będzie malało.

Sklep internetowy wymaga Twojego zaangażowania. Jeśli pragniesz zbudować dochodowy biznes – myśl o swoim kliencie. Spójrz na niego, jak na człowieka, którego problemy możesz rozwiązać.

Uszanuj go więc profesjonalizmem. Swoją kulturą i aktywnością. Stwórz sklep internetowy, w którym poczuje się przyjaźnie. To właśnie pierwsze wrażenie rozstrzyga, czy odbiorca pozostanie i dokona zakupu, czy odejdzie niezadowolony i już nigdy nie wróci.

Wybór należy do Ciebie.

YouTube wcale nie jest tak darmowym serwisem, jak się każdemu z Was może wydawać! Czas pokazał, że wszyscy się myliliśmy! Odkryłem to przed tygodniem, olśniony słowami, które usłyszałem. Chcecie dowód? Proszę bardzo!

YouTube – klikasz i płacisz!

Wyobraźcie sobie, że YouTube działa w następujący sposób: za każdy film, jaki chcecie obejrzeć, musicie zapłacić. Podczas rejestracji konta wymagane jest podanie karty płatniczej, która po kliknięciu w miniaturę filmu jest obciążana stałą kwotą. Nie ma żadnych powiadomień ani potwierdzeń, czy aby na pewno chcemy dokonać zakupu. Nie ma również komunikatów, ostrzegających nas przed dokonywaną transakcją. Jedno kliknięcie i pieniądze z konta odpływają…

pieniądze

Domyślam się, że nie jesteście sobie w stanie wyobrazić tak funkcjonującego świata. Nauczeni do darmowego konsumowania treści, nie potrafimy przyjąć do wiadomości, że tak mogłaby wyglądać rzeczywistość.

A co jeśli YouTube działa właśnie w ten sposób i wcale nie zdajemy sobie z tego sprawy? Czy to znaczy, że jesteśmy… OKRADANI?!

Czy opłaty za YouTube to naprawdę zły pomysł?

Mówienie, że YouTube jest płatną platformą, kiedy każdy może udowodnić, że nie stracił na oglądaniu filmików nawet grosza (pomijając funkcję premium), wydaje się nieśmiesznym żartem. Twierdzenie, że jesteśmy okradani, zakrawa o spiskowe teorie bez pokrycia, które mają na celu wzbudzenie sensacji. Jakkolwiek tytuł, którego użyłem, może być mylący, tak gwarantuję Wam, że gdy spojrzymy na problem z innej perspektywy, okaże się, że mogę mieć rację!

Najpierw zastanówmy się, co by było, gdyby za oglądanie należało płacić prawdziwe pieniądze…

  • Po pierwsze nie szastalibyśmy złotówkami, bo byłoby nam ich zwyczajnie szkoda.
  • Po drugie szanowalibyśmy je, poprzez oglądanie wyłącznie tego, co jest dla nas najważniejsze.
  • Trzecia wizja naszego gdybania to selekcjonowanie przyswajanego materiału. Nikt nie chciałby wydawać dwudziestu złotych na oglądanie „zabawnych kotków”. Choć znając życie i ludzi – zapewne bardzo mocno się w tej kwestii mylę…
  • Po czwarte włączylibyśmy myślenie, a to oznaczałoby koniec bezrefleksyjnego oglądania treści, które podsuwa nam YouTube.
  • Po piąte nie zaśmiecalibyśmy swojego umysłu ani nie męczylibyśmy ograniczonych zasobów poznawczych treściami, które są dla nas kompletnie bezwartościowe.

Z tej perspektywy wizja płacenia za oglądane filmiki, okazuje się nie być tak bardzo złym pomysłem, prawda? Oczywiście, dopóki kompletnie nie zignorujemy opłat, które każdego dnia będą obciążały nasze indywidualne konta. Do momentu aż zabraknie na nich środków do życia, a my ockniemy się z ręką w nocniku…

uzależnienie od Facebooka

Być może już spostrzegliście, do czego zmierzam i co mam na myśli.

Za YouTube naprawdę trzeba płacić. Walutą nie są jednak pieniądze, ale czas.

YouTube pochłania nasze zasoby.

Koniec jednego filmiku, oznacza początek drugiego. Nawet jeśli nie mamy zaznaczonej opcji automatycznego odtwarzania, to przecież zawsze znajdzie się coś ciekawego w polecanych materiałach, prawda? To bardzo sprytny mechanizm! Nie jestem głosem ludu i nie mam prawa wypowiadać się za wszystkich, ale myślę, że każdego z nas spotkała sytuacja, kiedy otworzył YouTube, aby sprawdzić jedną, konkretną rzecz, a ocknął się po godzinie i sześciu filmikach, których w ogóle nie miał zamiaru oglądać.

YouTube

Rezultat jest więc taki, że poświęcamy na tę czynność o wiele więcej czasu, niż planowaliśmy. Doba nie jest nieograniczona, więc robimy to kosztem innych zajęć, a już na pewno na szkodę własnej energii. Naprawdę o wiele lepszym pomysłem od bezmyślnego konsumowania jakiejkolwiek treści jest sen, drzemka, medytacja, czy po prostu nicnierobienie.

YouTube pochłania nasze zasoby w zastraszającym tempie. Również Facebook, czy Instagram kusi nas każdego dnia. Mówimy sobie, że odwiedzimy te portale tylko na chwilę, a potem nasz mózg „wyłącza się”, a my zamieniamy się w zombie dwudziestego pierwszego wieku. Mierzwi nas delikatnie od środka, że marnujemy swój czas, ale brakuje emocjonalnego czynnika, który wywołuje w ludziach chęć zmian.  Nie widzimy zależności między straconym czasem a negatywnymi konsekwencjami, jakie z tego zjawiska wynikają. W efekcie wiemy, że YouTube „coś” nam zabiera, ale nie zastanawiamy się, co w ten sposób tracimy.

Gdy natomiast w grę wchodzą pieniądze, większość z nas od razu czuje określone uczucia. Myślę, że jest to jeden z zasobów, które wywołuje w człowieku tak wiele emocji. Właśnie dlatego pieniądze zostają porównane do czasu i jak sami widzicie – to zestawienie nie jest wcale tak bardzo mylne.

Waluta, nad którą nie masz kontroli to czas.

Czas jest naszą walutą nie tylko wtedy, gdy odwiedzamy YouTube, ale w każdej chwili naszego życia. Nie możemy go odzyskać. Tak ważne jest więc, aby angażować się w czynności, które są dla nas ważne i niosą ze sobą jakąkolwiek wartość.

Czas jest o tyle ciekawym zjawiskiem, że nie sposób pozostać przy nim w miejscu. W przypadku pieniędzy można na pewnym etapie życia powiedzieć: „PAS!”, zrezygnować z pracy i żyć z zaoszczędzonego majątku (szczęściarze!). Natomiast czas jest zupełnie inny. Stojąc w miejscu i tak go tracimy. Cofamy się. Ubywa nam go i nie możemy nic na to poradzić. Czy tego chcemy, czy nie – wydatkujemy go ciągle. Zarówno wtedy, gdy coś robimy, jak i bezczynnie patrzymy na uciekające sekundy.

czas

Wyobraźcie sobie, że jedna sekunda to jedna złotówka mniej. Słyszycie ten dźwięk przesypujących się monet z jednego worka (życia) do drugiego (śmierci)? Widzicie, jak w tym pierwszym ubywa monet, których już nigdy nie odzyskacie? Jak pierwszy staje się coraz mniejszy, a drugi systematycznie się powiększa? To nie brzmi zbyt optymistycznie, ale skoro czasu zatrzymać nie można, to może warto zacząć z niego korzystać, aniżeli tracić na konsumowanie treści na YouTube, która opiewa miauczeniem małych kotków?

Zarządzaj mądrze!

Każdy słyszał, że czas to pieniądz, ale sądzę, że mało kto zastanowił się nad tą frazą. Nie chodzi tylko o traktowanie czasu, jako zjawiska do wykorzystania, w celu zarabiania pieniędzy. Byłbym skłonny ku spojrzeniu na to z perspektywy traktowania czasu, jako waluty, którą dysponujemy – tak jak pieniędzmi.

Każdy dzień daje Wam budżet w postaci 1440 złotych. Po upływie sześćdziesięciu sekund tracicie jedną złotówkę. Bez względu na wszystko – ona i tak spadnie z jednego worka do drugiego i już nigdy jej nie ujrzycie. Czy więc mając ograniczone zasoby, które ubywają całkiem szybko, naprawdę macie ochotę angażować się w durne idee, przebywać w idiotycznych miejscach lub spędzać czas z pasożytami, którzy żerują na Waszym dobrostanie?

Wątpię!

Nikt nie chce patrzeć, jak traci bezpowrotnie pieniądze, a na co dzień marnujemy naszą najdoskonalszą walutę – czas. Robimy to, oglądając YouTube i bezcelowo przeglądając tablicę na Facebooku. Wydatkujemy nasze cenne złotówki na niepotrzebne rzeczy. Czy idąc do sklepu, kupujecie coś, co potem chowacie do szuflady, bo nie jest Wam potrzebne, czy raczej skupiacie się na czymś bardziej praktycznym i wartościowym?

Oczywiście, że nie! Tak więc i w Internecie stawiajcie na wartościowe treści, które Was wzbogacają!

Zagrajmy w grę! Przegrywasz? Płacisz!

Ustalcie sobie dzienny limit korzystania z platform, które pochłaniają Wasz czas. Ustawcie sobie przypomnienia, a jeśli wolicie tradycyjne sposoby – zanim cokolwiek uruchomicie, nastawcie budzik. Po upłynięciu czasu odkładacie telefon i jesteście wolni! Jeśli jednak nie jesteście się w stanie oderwać to…

influencer

PŁACICIE!

Złotówkę za każdą minutę ponad regulaminowy czas gry! Komu? Mężowi, żonie, dzieciom, rodzicom, sąsiadowi, osobom potrzebującym… Po prostu te pieniądze muszą zniknąć z Waszego życia! Wiem, że to dość banalne, ale kto powiedział, że niepraktyczne? Zadziała szczególnie u osób, cechujących się rzetelnością względem własnych zasad i wyjątkowo mocno przywiązanych do pieniędzy. Nikt przecież nie chce tracić pieniędzy za nic!

Nie ma nic za darmo.

YouTube jest płatny. Facebook jest płatny. Instagram jest płatny. Wszystko, co robimy, jest płatne. Życie także jest płatne!

Rozumiecie?

Od nas zależy, na co przeznaczymy swój czas, który i tak płynie. On jest wszystkim. Młodzi mają go (teoretycznie) bardzo dużo i dlatego robi mi się przykro, gdy jest on marnowany na naprawdę pozbawione sensu czynności…

Uczepiłem się niewinnych kotków, więc jeszcze raz podejmę ten temat. Nie mam nic przeciwko oglądania śmiesznych filmów na YouTube! Chodzi mi tylko o umiar i przede wszystkim świadomość, że zmarnowanych złotówek Waszego życia już nigdy nie odzyskacie.

Tym samym przepraszam, że uszczupliłem Was o około siedem złotych (czasu). Mam nadzieję, że mi wybaczycie i nie będziecie domagali się zwrotu, bo nie jestem w stanie Wam go udzielić. Nikt nie jest. Nie zapominajcie o tym.

Dbajcie o swój budżet!

System, którego w żaden sposób nie da się złamać. Rewolucja na miarę internetu, która może zmienić oblicze wielu różnych branż wzbudza ogromne zainteresowanie w świecie finansów. Sprawdza się przede wszystkim przy realizacji dużej liczby bezpiecznych transakcji. Nazywana jest jedną z najbardziej innowacyjnych technologii – oto właśnie blockchain.

Centrum Biznesowo-Szkoleniowe Chainers Group zaprasza!

Sama idea technologii jaką jest blockchain nie jest trudna do zrozumienia, natomiast szczegóły tej technologii już tak. W związku z tym powstał cykl szkoleń poświęconych tematyce innowacyjnych technologii. Centrum Biznesowo-Szkoleniowe Chainers Group, na co dzień prowadzi swoją działalność w kilku różnych sektorach. Między innymi chodzi o: technologie blockchain, alternatywne inwestycje oraz marketing i promocja. Do swojej oferty dołączyło szkolenia sprzedażowe oraz przede wszystkim te, które obejmują szeroko pojęty zakres innowacyjnych technologii. Szkolimy m.in. z implementacji nowych technologii, wykorzystania aktywów opartych o technologię blockchain do optymalizacji kosztów w przedsiębiorstwie, wartościowych projektów opartych o blockchain, użyteczności kryptowalut jako form płatności w biznesie czy zastosowania urządzeń do automatycznego przetwarzania danych (koparek).

Usługi szkoleniowe Chainers Group można znaleźć w BUR (ogólnopolska Baza Usług Rozwojowych).  Prowadzimy je przede wszystkim dla osób, które chcą poznać technologię blockchain, zasady jej działania oraz jej potencjalne zastosowanie, np. w przedsiębiorstwie.

Wczoraj (tj. 27.09.2018) w Elblągu w siedzibie Centrum Biznesowo-Szkoleniowego Chainers Group odbyło się pierwsze szkolenie z cyklu, poświęcone właśnie tematyce blockchain oraz zastosowaniu urządzeń do automatycznego przetwarzania danych- ściśle związanych z tą technologią.

Centrum Biznesowo-Szkoleniowe Chainers Group

zdj. 1 urządzenia do automatycznego przetwarzania danych (koparki) oraz ich elementy składowe

zdj. 2 urządzenia do automatycznego przetwarzania danych (koparki)

Centrum Biznesowo-Szkoleniowe Chainers Group zaprasza

zdj. 3 prowadzący szkolenie, Michał Stryjewski

zdj. 4 elementy składowe urządzenia do automatycznego przetwarzania danych

Centrum Biznesowo-Szkoleniowe Chainers Group zaprasza

zdj. 5 elementy składowe urządzenia do automatycznego przetwarzania danych

 

Jeżeli również jesteś zainteresowany szkoleniami o tematyce innowacyjnych technologii- skontaktuj się z biurem Chainers Group. Tam udzielą Tobie niezbędnych informacji na temat cen, terminarza, harmonogramu szkoleń i innych, równie ważnych informacji. (572-202-182, the@chainers.net).

 

Tinder i jego mechanika

W jednym z odcinków wyjaśniłem, dlaczego Tinder – ta prosta i diabelnie dobrze zaprojektowana aplikacja – serwuje nam tak diabelnie pyszny koktajl emocjonalny. Od strony funkcjonalnej cała obsługa Tindera sprowadza się do swipe’u. Często bezrefleksyjnego przeglądania zdjęć za pomocą przesuwania palcem po ekranie w lewo lub w prawo, co wyraża “tak” lub “nie”.

Dlatego teraz pójdę krok dalej – zaproponuję kilka nieoczywistych i czekających na wdrożenie sposobów na zastosowanie mechaniki Tindera. Będzie to m.in. w e-commerce, sharing economy, crowdfundingu, crowdsourcingu, a nawet dla projektów społecznych, mediów i miast.

Tinder Tindera

Kiedyś roboty stanowiły surrealistyczne wizje niepoprawnych romantyków. Sztuczna inteligencja znana była tylko z kinowych ekranów. Nikt nie przypuszczał, że technologia rozwinie się tak, że teraźniejszość będzie odzwierciedlała filmową akcję. Pozorną fikcję, w której technologiczna zagłada staje się realnym faktem.

„Technologia to same plusy!”. Czy aby na pewno?

W dobie gdzie szeroko pojęta technologia jest gloryfikowana, a wszystko jest skomputeryzowane i zmechanizowane, możemy tak naprawdę mieć ciągły kontakt ze światem, nie wychodząc z domu lub nie odrywając wzroku od swojego telefonu. Bezproblemowe okazuje się w ten sposób zarządzanie firmą czy nawet edukacja szkolna. Okazuje się, że technologia umożliwia nam zarabianie pieniędzy, uczenie się i rozwój, bez opuszczania naszych czterech ścian.

To jest świetna wiadomość dla nas wszystkich. Żyjemy w czasach, w których mamy tak wiele możliwości, jak nigdy wcześniej dotąd. Daje nam to szerokie spektrum szans, na których możemy oprzeć swoją przyszłość. Możemy spodziewać się, że w kolejnych latach naszego istnienia, będą powstawały rzeczy, o których nie śniło się naszym przodkom albo nawet nam samym, jeszcze parę lat wcześniej.

Do niedawna, sztuczna inteligencja w ciele człowieka, mogła być podziwiana tylko i wyłącznie z perspektywy widza. Człowieka, spoczywającego w swoim wygodnym fotelu i rozkoszującego się kolejną częścią „Terminatora” lub równie przerażającego filmu – „Ja, robot”. Produkcji, która ukazała makabryczne skutki igrania z rzeczami, które nie do końca poznaliśmy.

Abstrahuje od technicznej strony tego przedsięwzięcia. Nie interesuje mnie, jak to coś powstaje, jak funkcjonuje i ile kosztuje. Nurtuje mnie wyłącznie jedno pytanie, które przyprawia mnie jeszcze w tym momencie, o tylko delikatną gęsią skórkę.

„Kiedy sztuczna inteligencja nas zastąpi?”

Być może snuje czarne wizje niepoprawnego romantyka dzisiejszych rozpędzonych i wysoce technologicznych czasów. Jednak zwróćcie uwagę w jakim stopniu obraz ukazany w wymienionych przeze mnie kultowych filmach, może stać się naszą rzeczywistością w przyszłości? Nie wkładam tych myśli w ramy czasowe mieszczące się w kolejnych pięćdziesięciu, ani nawet stu latach. Jednak nawet jeśli nie będzie nas na tym świecie, to ktoś po nas przejmie tę schedę.  Będzie kontynuował to, co my rozpoczęliśmy, doprowadzając cały świat, nie do miejsca ludzi, ale strefy zamieszkałej przez roboty i twory naszych własnych, ludzkich rąk… O ironio!

Rozumiem entuzjazm wynikający z aktualnych doniesień, głoszących kolejne spektakularne osiągnięcia oraz przewidywania odnośnie do sztucznej inteligencji, w których główną rolę odgrywa nieustannie postępująca technologia. W pewnym stopniu podzielam tę radość, bo przesuwa to granice naszego rozwoju i pozwala nam wkroczyć na tereny dotąd niepoznane. Jednak linia między pojęciami: „idealnie”, a „przesada” jest bardzo cienka i niewiele potrzeba, aby ją złamać bez możliwości powrotu. W tym przypadku może oznaczać to zjawisko, które będzie określane przez resztki żyjących ludzi, jako tytułowa „technologiczna zagłada”.

sztuczna inteligencja

Zastanówmy się, proszę, co się stanie, gdy w końcu ktoś stworzy precedensową sytuację, w której zwykłego Pana Kowalskiego w pracy, zastąpią roboty? Przecież zapewne będą one perfekcyjne. Pozbawione wad i skaz. Idealne wykonujące swoją czynność, zaprogramowaną im przez właściciela.

W takich sytuacjach zastanawia mnie, jak bardzo jesteśmy w stanie kontrolować to, co sami tworzymy?

Przecież sztuczna inteligencja będzie mądrzejsza od nas. Tego nie da się ukryć. To będzie niczym chodząca, wielka jednostka komputerowa, zdolna do niewiarygodnych obliczeń i kalkulacji. Jak długo zajmie jej wykształcenie własnego toku rozumowania, przystosowania się i przechytrzenia ludzi?

Jestem fanem literatury fantastycznej i być może to, o czym piszę, to tylko moja bujna wyobraźnia. A może jednak jest to nasza przyszłość? Oddalona od nas o setki lat, ale nadal to, co nastąpi? Co, jeśli kluczowym pytaniem nie jest wcale: „Czy nastąpi technologiczna zagłada?”, a „Kiedy to się stanie?”.  

Roboty wymagają kontroli. Ludzkiego nadzoru!

Nie twierdzę, że tego procesu tworzenia trzeba zaprzestać. Technologia i jej rozwój to dział, który pozwala przesuwać granice ludzkiego poznania. Zaniechanie tego procesu byłoby wielkim marnotrawstwem naszego potencjału. Uważam jednak, że ktoś powinien sprawować nad tym ścisłą kontrolę. Nie komputer, nie kolejna maszyna, ale sztab ludzi-wybranych przez ludzi.

Roboty, sztuczna inteligencja czy inne „twory” jakkolwiek nazywane, powinny być wykorzystywane tylko w określonych działach naszego życia. Dodatkowo regulowane przez jasne wskazówki, określające zasady ich stosowania. Wszystko dlatego, aby nikt nigdy nie mógł dojść do wniosku, aby gdziekolwiek lub kiedykolwiek roboty, mogły zastąpić człowieka.

roboty

Roboty nie mogą wyciągać dłoni po to, co ludzkie!

Dlaczego to coś stworzone przez nas, ma być perfekcyjne? Dlaczego nie może mieć wad tak jak człowiek?  Skoro ma wyglądać tak jak my, to dlaczego ma nie być takie jak my – ludzie. Nikt z nas nie jest perfekcyjny. Ba! To właśnie nasza nie perfekcja jest naszą perfekcją, która czyni nas człowiekiem i dobitnie odróżnia nas od maszyn. Jeśli wzorujemy coś na człowieku, to niech to w maksymalnym stopniu go przypomina. Nie tylko pod kątem cech fizycznych, ale również osobowościowych oraz emocjonalnych.

Technologiczna zagłada karą za bluźnierstwo?

Czy my naprawdę chcemy bawić się w stwórcę i wskrzesiciela, tworząc chodzących bogów? Kiedy do tego dojdzie, nikt i nic nie będzie w stanie mnie przekonać, że ktokolwiek lub cokolwiek nad tym panuje. Pamiętacie słynne powiedzenie, dotyczące najpopularniejszego statku na świecie, z samego początku ponadczasowego filmu pt.: „Titanic”?

„Nawet sam Bóg go nie zatopi”.

Bóg nie był tam nawet potrzebny. Uczyniła to zwykła i prosta góra lodowa, z którą tak doskonały statek-jak go wtedy określano, nie mógł sobie poradzić.

Obawiam się, że jeśli sztuczna inteligencja obleczona ludzką skórą, wejdzie do powszechnego użytku i stanie się częścią życia naszych kolejnych z kolei prawnucząt, wtedy na horyzoncie również pojawi się taka „góra” przyszłych czasów. Przeszkoda, która zatopi niezatapialne.

technologiczna zagłada

Surrealistyczna wizja czy przyszłość świata?

Technologiczna zagłada może stać się faktem. Karą za nasze bluźnierstwo przeciwko wyższym wartościom, poprzez zachowanie pozbawione człowieczeństwa. Wtedy bieg historii zostanie zmieniony na zawsze. Nie odpowiedzą za to nasi potomkowie, ale MY. Bo to, co może stać się przyszłością, jest tworzone w naszej teraźniejszości i to właśnie MY jesteśmy za to odpowiedzialni. Nawet jeśli nie będziemy brali w tym bezpośredniego udziału w przyszłości.

Historia osądzi nasze decyzje oraz wybory. Oby tylko mogło o niej usłyszeć ludzkie ucho…  

#kolejne artykuły