Zmiana życia to zmiana nastawienia do świata | worldmaster.pl
#

Czy zmiana nastawienia do świata oraz zjawisk w nim zachodzących, naprawdę oznacza przeobrażenie naszego życia na takie, o którym zawsze marzyliśmy? Zanurz się w świat moich myśli i znajdź odpowiedź na to pytanie. Zdradzę Ci jednak już teraz drogi czytelniku, że zmiana życia zawsze ma swój początek w naszym wnętrzu.

Deszcz – szczęście czy smutek? Zmiana nastawienia do świata ma swój początek w małych rzeczach.

Zmiana nastawienia do świata

Od bardzo długiego czasu, nurtowało mnie pytanie związane z bieganiem. Nie dotyczyło ono żadnej wyspecjalizowanej wiedzy w tej dziedzinie, a do uzyskania na nie odpowiedzi, nie mogłem zgłosić się do eksperta tego sportu. Doskonale wiedziałem, że gdy tylko się z nim uporam, to otrzymam odpowiedź nie tylko na powracające raz po raz pytanie. Zdawałem sobie sprawę, że rozwiązanie tego problemu sprawi, że wiele innych faktów, ukaże się dla mnie w innym, lepszym świetle.

Nie myliłem się.

Mój długotrwały problem dotyczył pytania, które brzmiało: „Dlaczego, gdy pada deszcz, Ty nie tracisz otuchy i wychodzisz biegać na zewnątrz mimo to, a inni narzekają, lamentują i rezygnują z przebieżki na świeżym powietrzu?”.

Choć w pierwszym momencie, odpowiedź wydaje się banalna, to nie satysfakcjonowała mnie ona w zupełności. Mogłem sobie odpowiedzieć, że bierze się to z silnej woli, większej motywacji czy samego uczucia do wykonywania danej czynności. Jednak to wydawało mi się zbyt proste. Wraz z rzekomym rozwiązaniem, przyszło jeszcze więcej pytań, które brzmiały: „A co w przypadku osób tak samo silnych, o tym samym poziomie motywacji i miłości do tego sportu?”. Dlaczego nadal, jedna z nich na widok obficie padającego deszczu, machnie lekceważąco ręką i z uśmiechem na ustach zacznie swój trening, a inna zaszyje się w ciepłym kącie, odganiając natarczywą myśl o wyjściu na zewnątrz?

Problem był bardziej złożony, niż mogłoby się wydawać. Choć w tym momencie zapewne myślicie, że tekst ten Was nie dotyczy, to jednak zapewniam, że jak wszystkie moje artykuły– nie jest on jednoznaczny. Każdy może wynieść z każdego mojego tekstu, coś wartościowego. Tak też jest i w tym przypadku. Nie sugeruj się bieganiem. To nawet nie jest tekst o tej aktywności!

Świadoma zmiana życia rozgrywa się w naszym wnętrzu.

Wstępna anegdota miała za zadanie wprowadzić Was do tematu dzisiejszego tekstu. Na pozór błahy problem, stał się dla mnie źródłem poznania wielu zjawisk oraz rzeczy, zachodzących w naszym postrzeganiu świata. W końcu znalazłem odpowiedź na swoje pytanie. Dokonałem tego za pomocą książki Anthonego Robbinsa „Obudź w sobie olbrzyma”. Jest ona istnym światowym bestsellerem, odkąd ujrzała światło dzienne. 

Odpowiedź przyszła nagle i po jej usłyszeniu we własnym wnętrzu, uśmiechnąłem się, uświadamiając sobie jej prostotę, a zarazem nieziemski geniusz.

To, jak postrzegamy dane zjawisko, zależy tylko i wyłącznie od nas samych. To my decydujemy, co będziemy odczuwać i jak zareagujemy. Zmiana życia polega na przeobrażeniu sposobu swojego myślenia. A inna forma myślenia, to zmiana nastawienia do świata i wszystkiego, co się w nim rozgrywa.

zmiana życia

Bardzo proste, prawda? Dlaczego więc, na co dzień, nie zdajemy sobie z tego sprawy i zapominamy o tak banalnej rzeczy? Cokolwiek się dzieje na świecie każdego dnia, nie ma na nas bezpośredniego wpływu. To nie konkretne wydarzenie determinuje nasze uczucia, emocje czy zachowanie. Żadne zjawisko na nas nie oddziałuje w sposób jasny i konkretny. My sami to robimy.

Taka sama sytuacja, ale różne reakcje.

Nasze własne odczucia, wartości oraz reguły, jakimi kierujemy się w życiu precyzują, jak zareagujemy na daną okoliczność i co będziemy czuć w związku z nią. To dlatego jedni reagują gromkim śmiechem na sprośny żart, a inni z dezaprobatą kręcą głową. Nie ma znaczenia fakt, że obie osoby dysponują niesamowitym poczuciem humoru. Jedna z nich, dopuszcza do siebie tego rodzaju dowcipy, a reguły i zasady innej, nie pozwalają jej się z nich cieszyć. Również nasza reakcja na korek w drodze do pracy jest zgoła inna i pochodzi wyłącznie z naszego wnętrza. Dwie osoby, jadące do tej samej pracy, zajmujące te same stanowiska, mogą reagować zgoła różnie na wieść o przymusowym, godzinnym postoju. Jedna zbulwersuje się i rozpocznie istną tyradę skierowaną do tylko jej znanej istoty. Druga włączy swoją ulubioną muzykę i zacznie delektować się chwilą dla siebie, której tak bardzo jej brakuje.

Z tego też powodu, naszego szczęścia nie determinują rzeczy materialne. Dlatego wiele majętnych osób jest nieszczęśliwych i smutnych. Dziwimy się, dlaczego Ci, którzy na pozór mają wszystko, kończą swoje życie zdecydowanie przedwcześnie. Zaskakuje nas fakt, że Ci, którzy nie mają nic, są tymi, którzy dzielą się swoją radością z całym światem, a ich uśmiech zaraża każdego dookoła.

Uczucia nie należą do świata zewnętrznego, tylko do nas.

Szczęście i jakiekolwiek inne uczucie bierze się z nas samych. Z naszego wnętrza. Nie z ilości posiadanych rzeczy, osiągnięć, sukcesów czy tytułów, ale zawsze z naszego własnego postrzegania rzeczywistości i nastawienia do zjawisk w niej zachodzących. To dlatego nasze życie jest tak niesamowite i każdy człowiek różni się od innego. Nie możliwe jest znalezienie dwóch identycznych osób, bo nasze zachowania oraz okazywane emocje, nie determinuje świat zewnętrzny, ale to, co znajduje się wewnątrz nas. A w tym, każdy człowiek jest unikalny i jedyny w swoim rodzaju.

Stąd właśnie, biorą się różne definicje uczuć, emocji czy ludzkich zachowań. Dla jednych szczęściem będzie uśmiech bliskiej osoby, dla drugich miły uczynek, a jeszcze dla innych – bogactwo i luksusowy samochód. Nie neguje żadnych odczuć, jakiejkolwiek osoby. Nie w mojej mocy leży wyciąganie opinii na temat kogokolwiek. To świetnie, że potrafimy postrzegać świat i każde zjawisko w różnych barwach. Dzięki temu możemy określać się mianem człowieka i z dumą żyć na tym świecie!

To prosta, ale zarazem wielka tajemnica poznania. Prawda, umiejąca otworzyć wiele, zamkniętych do tej pory drzwi. Uświadomienie jej sobie i przypominanie sobie o niej każdego dnia, w każdej chwili swojego życia, pozwoli nam nad nim zapanować. Problematyczne do tej pory sytuacje, nagle przestaną takie być. Zmiana nastawienia do świata spowoduje, że rzeczy, które nas do tej pory denerwowały, zaczną nas cieszyć. A zjawiska, które były dla nas do tej pory obojętne, zaczną być dostrzegalne i doceniane.

Zapamiętajmy, że choć możemy nie mieć wpływu na dane zjawisko, to zawsze mamy wpływ na to, jak zareagujemy. Tylko od nas zależy, jakie w nas uczucie ono wywoła i jaki wpływ wywrze na naszym życiu. Zacznijmy sprawować kontrolę nad sobą, a dzięki temu zapanujemy nad swoim życiem. 

Zachowujemy się bardzo nielogicznie. Świadomie dozujemy sobie wartości, które występują w naszym życiu w ilości nieograniczonej! Dodatkowo zależą one, wyłącznie od nas samych. Mówimy na nie szczęście i radość. Są one najwspanialszym darem, który możemy posiąść już dzisiaj.

Bądź szczęśliwy dziś, a nie jutro. Żyjesz, więc to doceń.

W świecie, w którym nie mamy wiele czasu na delektowanie się słowem pisanym, coraz większą rolę zaczyna odgrywać głos płynący wprost do naszego ucha. Doceniając i respektując tę formę zapoznawania się z otaczającym nas światem, stałem się zagorzałym zwolennikiem słuchania podcastów. To właśnie podczas słuchania jednego z nich usłyszałem znamienne słowa. Na bardzo długo, odcisnęły one swoje piętno na mojej psychice i zmieniły moje postrzeganie uczucia, jakim jest szczęście. Mam nadzieję, że twoja perspektywiczna dusza, pozwoli Ci na zapoznanie się z moimi słowami. Nie mówionymi, lecz pisanymi.

„If You aren’t happy now, you will never be happy”

Na pozór są te słowa, które większość zbyłaby w ciągu kilku sekund. Usłyszałaby i natychmiast wypuściła ze swojego umysłu, dając im ulecieć w przestrzeń, niczym utracona idea lub niezrealizowane marzenia. Nie bez przyczyny większość, którą wskazałem wyżej, tworzą zazwyczaj Ci najbardziej niespełnieni, rozczarowani życiem i równocześnie – najgłośniej krzyczący o niesprawiedliwości otaczającego świata.

Kiedy słowa te rozbrzmiały w moich uszach podczas niedzielnego spaceru, który staje się już powoli moim rytuałem i stanowi moje własne, małe szczęście, stanąłem z wrażenia. Zatrzymałem się, wyciągnąłem telefon z kieszeni swoich czarnych, sportowych spodenek, wcisnąłem pauzę i przesunąłem cały epizod o piętnaście sekund wstecz. Chciałem to usłyszeć raz jeszcze, tym razem będąc w pełni skupionym.

To stwierdzenie natychmiast zapisałem  w swoim notatniku, zdając sobie doskonale sprawę z ulotności ludzkiej pamięci. To zabawne jak słowa potrafią na nas różnie działać, w zależności od tego, jaki mamy do nich stosunek. Na jednych, działają jak nic nieznaczące komunikaty, wypowiadane niczym w niezrozumiałym języku. Z kolei na drugich, potrafią odbić swe piętno tak mocno, że Ci nie potrafią się ich pozbyć. Nawet gdyby mocno tego pragnęli.

Walcz o swoje szczęście. Teraz!

Zastanowiłem się głęboko nad tym jednym, prostym zdaniem i uderzyła mnie zarówno jego prostota, jak i niesamowita mądrość.

„Jeśli nie jesteś szczęśliwy teraz, nigdy taki nie będziesz”

radość

Czy to nie jest remedium na nasze problemy? Czy rozwiązanie tej zagadki, nie da nam odpowiedzi na nurtujące nas pytania? Czy w końcu dzięki uświadomieniu sobie tego stwierdzenia, nie zaczniemy być szczęśliwi „dziś”, a nie „jutro”, które może nigdy nie nadejść?

Wielokrotnie w swoim krótkim życiu słyszałem tęskne komunikaty rzucane ni to w przestrzeń, ni to do drugiego człowieka. Brzmiały one: „Gdybym tylko miał więcej pieniędzy, na pewno odczuwałbym większe szczęście” lub „Gdy tylko dostanę awans, zacznę się cieszyć i czerpać z życia garściami. Zacznę podróżować!”.

Jeśli nie potrafimy być szczęśliwi w położeniu, w którym znajdujemy się obecnie, nigdy nie będziemy zdolni, aby czuć radość w przyszłości. Bez znaczenia czy będziemy biedakami, czy milionerami. Ludźmi o przeciętnych zdolnościach, czy ludźmi sukcesu o wyjątkowej inteligencji. Zawsze będziemy odczuwali pewną pustkę w życiu. Pewien niedostatek o jakże prostej, ale magicznej nazwie – szczęście. Jego brak, zawsze będzie dominował nad tym, co osiągnęliśmy. Będziemy potrzebowali więcej, tłumacząc sobie po raz kolejny, że to doprowadzi nas do prawdziwego odczuwania tego uczucia i doceniania życia w jego pełni takim, jakim jest. Nie potrzebujemy bogactw, aby poczuć smak naszego istnienia. Zbędne są nam rzeczy materialne poza podstawowymi, aby radość na stałe zagościła w naszym życiu.

Dlaczego ludzie, którzy mają wiele, są wiecznie zdenerwowani, a osoby, które nie mają nic, są tymi najczęściej się uśmiechającymi?

To oni zrozumieli potęgę życia. Doceniania go i cieszenia się z niego w takiej postaci, jakiej jest. Sam fakt istnienia na tym świecie – życia na nim, jest niepodważalnym dowodem cudu, jaki dzieje się na naszych oczach. Cudu, którego tak często nie chcemy zauważyć. Zjawiska, obok którego przechodzimy zbyt mocno zajęci gonitwą za szczęściem, które w ten sposób nigdy nie nadejdzie.

Ludzie, którzy osiągnęli prawdziwy sukces, realizując się zarówno w sferze zawodowej, jak i prywatnej. Osoby sterujące i zarządzające największymi koncernami świata. Wielcy sportowcy, których nazwiska zna każdy, bez znaczenia czy interesuje się daną dyscypliną. Oni wszyscy zrozumieli, że szczęście ma słodki smak. Nie w momencie, kiedy byli na szczycie i osiągnęli sukces, ale już na samym początku. Na starcie swojej przygody ku wielkości. Nie ważne czy rzucali szkołę w wieku 16 lat jak Richard Branson i byli bardziej niepewni swojej przyszłości, niż my jutrzejszej pogody, czy opuszczali targany wojną kraj jak Mo Farah i zostawiali w nim wszystko, co znali i kochali. Oni wszyscy bez względu na to, czy posiadali bogactwa i sukcesy, czy puste portfele i brak klarownych perspektyw – czuli w sobie radość, bo wiedzieli, że to doprowadzi ich wyżej, niż mogliby przypuszczać.

Bądźmy jak wielcy tego świata.

Wcale nie musimy dążyć do ogromnej fortuny. Każdy z nas ma swoje małe, często skrywane przed światem marzenia. Wierzymy, że doprowadzą nas one na rozległe pola szczęścia, na których będziemy beztrosko skakać z radości. To się nigdy nie wydarzy, jeśli pragnieniem będzie tylko zrealizowanie celu, a nie cieszenie się z każdej możliwości bycia na drodze do niego. Uczestniczenia każdym możliwym receptorem naszego ciała, we wspaniałej rozgrywce, jaką jest życie.

Zacznijmy doceniać piękną różę rosnącą tuż pod oknem naszego domu, zamiast marzyć o rozległym polu tego cudownego kwiatu gdzieś w oddali. Pokażmy swoją radość!

szczęście

Snujmy marzenia, rozwijajmy się, pragnijmy więcej, próbujmy zajść dalej niż ktokolwiek przed nami, dążmy do spełnienia, ale nie zatraćmy się w tym. Cieszmy się z tego, co posiadamy już teraz. Zaakceptujmy rzeczywistość i każdego dnia dążmy do jej lepszej wersji.

Przezwyciężajmy słabsze chwile.

Zatwierdźmy fakt, że każdy z nas ma gorsze dni, które mogą nastrajać nas negatywnie do tego, co robimy. To zupełnie normalne, że nie jesteśmy w stanie przez cały czas być w takim samym stanie emocjonalnym. Taka jest nasza piękna, ludzka natura. Niejednokrotnie przyjdą chwile zwątpienia, samotny, cichy szloch w ciemnym pokoju z dala od ludzkiego oka lub stres wynikający z oczekiwań w nas pokładanych. Jesteśmy to jednak w stanie przezwyciężyć. Codziennym docenieniem i cieszeniem się z tego, co mamy teraz i radością z przebywania na drodze do własnego spełnienia.

W każdej takiej sytuacji powinniśmy odczuwać silną, wewnętrzną potrzebę zmiany i ponownego skoordynowania naszego kursu, ku szczęściu. W ten sposób, bez względu na to, co posiadamy i w jakiej ilości – szczęście zawsze będzie w nas. Właśnie stamtąd się ono bierze. Nie ze stanu dóbr materialnych, ale z pięknej, otaczającej nas rzeczywistości, cudu życia i naszego własnego stosunku do nich.

Paradoksalnie, to właśnie  Ci, którzy najmocniej obawiają się o swoje bogactwa, są tymi nieszczęśliwymi, którym daleko jest do osób, będących synonimem sukcesu i spełnienia.

Jeśli jakakolwiek wartość determinuje Twoje szczęście, to wiedz, że zawsze będziesz pragnął jej więcej. Bez względu na to, w jakim stopniu ją posiądziesz. Tym samym radość wynikająca z życia, nigdy nie pozwoli Ci poznać swojego prawdziwego smaku. Niech nie to o czym marzymy jutro, wyznacza nasze szczęście, ale to ile posiadamy dziś i do czego dążymy w swoim pełnym przygód życiu.   

Tak bardzo pragniemy zaszczytów i chwały, że w swoim działaniu zupełnie zapominamy, jak ważny jest proces dążenia, a nie sam cel. Nieuchwytne marzenia, za którymi ciągle gonimy, próbując dotrzeć na szczyt powodują, że w końcu gubimy drogę i własną tożsamość. Można inaczej. W końcu nie o to chodzi, by złapać króliczka…

W swoim życiu stawiamy przed sobą różne cele. Te mniejsze, których realizacja zajmuje nam mniej czasu oraz te większe, których urzeczywistnienie rozciąga się na dłuższy okres naszego życia. Mamy marzenia, o których nierzadko skrycie fantazjujemy w cichym zaciszu własnego pokoju. Marzenia, które momentami wydają nam się nierealne. Stawiamy przed sobą zadanie po którego ukończeniu, we własnych myślach widzimy siebie, skąpanych w świetle glorii i chwały. Zadowolonych i spełnionych. W końcu prezentujemy się jako ludzie sukcesu. Ludzie, którzy zrealizowali swoje marzenia i stali się panami własnego losu.

Marzenia o szczycie są dobre wtedy, gdy pamiętasz o wspinaczce.

Chcemy stanąć na szczycie zapominając, że na te najwyższe nie można dostać się samolotem. Zupełnie nie potrafimy uświadomić sobie, że szczyt to zwieńczenie tego, czego dokonaliśmy przed wejściem na niego. Przed zdobyciem każdego wierzchołka, czeka nas mozolna wspinaczka i długotrwały proces. Tak bardzo jesteśmy pochłonięci snuciem wizji i fantazjowaniem na temat naszych wyimaginowanych osiągnięć, że kompletnie zaniedbujemy rzeczywistość. Teraźniejszość, której nie obchodzi to, co może nadejść. Obecną chwilę, która niezależna jest od przyszłości. Natomiast przyszłość… Ona zależy od naszego „dziś”.

Rewelacyjnie, że mamy wielkie plany, ambicje i marzenia! Bez nich i naszych pragnień, istnienie ludzkie pozbawione byłoby wszelkiego sensu. Chodzilibyśmy po tym świecie nie wiedząc, dokąd się kierujemy. Wstawalibyśmy rano, nie wiedząc po co. Zasypialibyśmy wieczorem bez większej logiki. Trzeba mieć cel. Każdy go ma. Nawet ten, który temu zaprzecza. Podświadomie do czegoś dążymy, bo takie jest znaczenie naszego życia. Zawsze musimy mieć rzecz, którą chcemy posiąść. Wierzchołek, który chcemy osiągnąć. Marzenia, które określają nasze człowieczeństwo. To wcale nie musi być coś wielkiego jak wieczna chwała, ogromne bogactwo czy wszechwładza. Uśmiechanie się każdego dnia też jest celem, do którego możemy dążyć!

marzenia

Niestety w swoich rozważaniach na temat przyszłości, która w naszej głowie tak świetnie rysuje się w kolorowych barwach, nie bierzemy pod uwagę drogi, jaką mamy do przebycia. Chcemy być światowej klasy piłkarzami, ale zapominamy, że kosztuje nas to wiele wyrzeczeń, wylanego potu na boisku i niemożliwego do opisania zmęczenia. Pragniemy zostać właścicielami wielkich firm, ale jakoś nie po drodze jest nam do tego, aby pracować po kilkanaście godzin dziennie, od świtu do zmierzchu, próbując urzeczywistnić swoje wizje. Marzenia o byciu światowej sławy lekarzem, o staniu się kimś, osiągnięciu czegoś wielkiego, zalewają nasz chłonny umysł. Jednak zapominamy, że droga i dążenia, które są konieczne, aby je osiągnąć, nie podobają nam się. Nie lubimy ich.

Kochamy efekt końcowy. Stanie w świetle reflektorów i pławienie się w luksusach. Nierzadko nie dość, że nie lubimy samej wspinaczki na szczyt to dodatkowo góry, po której stąpamy.

W ten sposób, jeśli znajdujemy się na niewłaściwej górze i zmierzamy do nieodpowiedniego szczytu, może się okazać, że nasze rozczarowanie nim nigdy nie nadejdzie, bo my nigdy na niego nie dotrzemy. Będziemy parli mozolnie naprzód zaciskając zęby, tłumacząc sobie, że tak trzeba. Będziemy nienawidzili każdego dnia marszu pod górę i podłoża po którym idziemy. Przy każdej ścianie będziemy rozpaczać i wołać o pomstę do nieba, kompletnie się poddając. W ten sposób, nigdy nie dotrzemy tam, dokąd dążymy.

Gdzie byśmy mogli dotrzeć, gdybyśmy wybrali odpowiednią górę taką, którą prawdziwie kochamy?

Nasza wspinaczka przypominałaby robienie czegoś trudnego i ciężkiego, ale satysfakcjonującego. Wiedzielibyśmy, że to co robimy, ma sens i nie sprowadza się tylko do osiągnięcia szczytu, ale czerpania radości z każdego kolejnego kroku postawionego na tej właśnie, odpowiedniej górze. Nieistotne pozostanie dla nas czy będzie ciężko, czy napotkane ściany będą tak trudne do przebycia, że przebrnięcie przez nie zajmie nam dużo czasu. To wszystko straci swój sens w obliczu samej możliwości parcia przed siebie. To proces działania, który będzie nas skrupulatnie przybliżał do osiągnięcia wierzchołka marzeń, będzie stanowił dla nas największą wartość. Cel, sam w sobie.

Obdarzmy większą miłością proces, a nie cel.

Szczyt zawsze będzie się wyraźnie rysował w naszej głowie jako miejsce, na którym się znajdziemy, ale nie będzie to jedyny czynnik, który będzie nas motywował. My, będziemy cieszyli się nie z bycia bliżej końca naszej drogi, ale z możliwości przebywania na niej każdego dnia. Bez znaczenia, czy będziemy poświęcali na wspinaczkę godzinę, dwie czy cały dzień. Radość będzie sprawiała nam podróż, nie jej cel.

Adam Bielecki w swojej biografii wspominał, że nigdy nie traktował gór jako czegoś do „zaliczenia”. Jest to niewątpliwie doskonały przykład tego, jak my powinniśmy traktować nasze własne góry, po których wspinamy się każdego dnia i do których wierzchołków dążymy. Nie próbujmy ich odhaczać jak kolejną rzecz z listy do zrobienia, zupełnie zapominając o tym, co jest najważniejsze.

Radość z podróży. Proces. Szlak, a nie szczyt. Możliwość poznawania siebie. Obcowania i doświadczania z tym, co nas otacza i co spotykamy na naszej drodze. Zdobywanie doświadczeń i wyciąganie wniosków. Delektowanie się każdą napotkaną przeszkodą i cieszenie się niczym małe dziecko w momencie znalezienia rozwiązania. To jest prawdziwe piękno osiągania szczytów.

Nie o to chodzi, by złapać króliczka! Gońmy go!

Nie o to chodzi, by złapać króliczka

Jak śpiewali Skaldowie: „Nie o to chodzi, by złowić króliczka, ale by gonić go!”.

W tym jednym prostym zdaniu zawarta jest prawda, którą możemy bezprecedensowo kierować się w życiu. Niech “złapanie króliczka”, będzie tylko ukoronowaniem naszej długiej i nierzadko ciężkiej, ale satysfakcjonującej próby schwytania go.

Niech szczyt do którego dążymy, będzie naszą nagrodą za trud, jaki włożymy w jego zdobycie. Niech nie będzie jedyną ideą, jaka nam przyświeca, gdy rozpoczynamy pełną niewiadomych podróż. Kierując się tym tokiem myślenia, w którym widzimy tylko kres podróży, nigdy nigdzie nie dojdziemy. Najlżejszy podmuch zrzuci nas z drabiny prowadzącej do wyśnionego marzenia lub zburzy budynek, który uważaliśmy za nasze przeznaczenie i podporę naszego działania.

Miejmy się na baczności. Uważajmy, aby szczyt, do którego dążymy, ciągle znosząc trudy wspinaczki pod górę, okazał się tym właściwym. Nieprzyjemnie byłoby wejść, stanąć na samej górze i z wielkim przestrachem uświadomić sobie, że…

Pomyliliśmy góry, a ta właściwa rysuje się daleko na horyzoncie.

szczyt

Jeden z najpopularniejszych przedsiębiorców świata i osobistość, której nikomu nie trzeba przedstawiać – Gary Vaynerchuk, wielokrotnie podkreślał, że jego cel kupienia drużyny sportowej New York Jets, jest mniej ważny, od dążenia do ich nabycia. To proces realizacji sprawa mu większą radość niż końcowy cel.

Zwróćmy uwagę, aby ściana, na której opieramy naszą drabinę do marzeń, była tą odpowiednią. Idealnie dla nas dobraną oraz zbudowaną na solidnych fundamentach. W przeciwnym wypadku każdy delikatny powiew wiatru, spowoduje jej rozpad i nasz upadek. Bez względu na to, jak wysoko już będziemy. Pokochajmy proces w każdej jego postaci i zaakceptujmy trudności, z którymi przyjdzie nam się zmierzyć. Pamiętajmy, że wcale nie o to chodzi, by złapać króliczka, ale o czerpanie radości z możliwości pogoni za nim. Znalezienie swojego szarego i małego życiowego futrzaka, za którym gonitwa będzie dla nas ekscytującą przygodą, to pierwszy krok na drodze do wewnętrznego spełnienia.

Jeśli jesteś amatorem kulturystyki, treningu siłowego lub dietetyki, albo po prostu chcesz zacząć swoją przygodę z kształtowaniem sylwetki, to trafiłeś w odpowiednie miejsce. Bilans kaloryczny i jego omówienie oszczędzi Twój cenny czas, który straciłbyś na słuchanie fałszywych informacji od „Internetowych znawców”. Posłuchaj, co mam Ci do przekazania, zamiast szukać wiadomości w gąszczu dietetycznej dżungli.  Podaruj mi kilka minut teraz i oszczędź kilka godzin, które spędziłbyś na wysłuchiwaniu istnego, żywieniowego bełkotu.

To, co pasuje do pana Nowaka, nijak ma się do Pana Kowalskiego, a tym bardziej do Pani Jadzi z warzywniaka. Bierze się to z faktu, że każdy z nas jest inny i to samo możemy powiedzieć o każdej innej dziedzinie naszego życia. Nie ma jedynej, uniwersalnej prawdy.

Jednak tak jak wszędzie, są pewne zasady i reguły, które są niezmienne i stanowią podstawę wszelkiego działania bez względu, o jakim kręgu tematycznym mówimy. W dietetyce, a dokładnie w kształtowaniu sylwetki, też takowe występują. Absolutna podstawa, bez której zrozumienia, niemal niemożliwym staję się poprawne i odpowiednie rozpoczęcie swojej podróży ku lepszemu ciału.

Dlatego wychodzę naprzeciw Waszym oczekiwaniom i chciałbym w jednym, prostym i zrozumiałym tekście, omówić zasadę, której przyswojenie, da Wam odpowiedzieć na wiele nurtujących Was pytań. Również dzięki niej, rozwiejecie kilka mitów żywieniowych, które zakorzeniły się wśród szerokiego grona bywalców siłowni oraz entuzjastów zdrowego żywienia.

Bilans kaloryczny – wyjaśnienie.

W budżecie domowym niejednokrotnie robiliście zestawienie, prezentujące Wasze przychody oraz wydatki. Dzięki temu otrzymywaliście swoisty bilans i mieliście pełne rozeznanie tego, czy dobrze zarządzacie swoim majątkiem, czy musicie coś w swoim działaniu zmienić, aby uzyskać pożądany efekt. Identyczny bilans i zestawienie obowiązuje w Waszej diecie. W tym przypadku zamiast pieniędzmi operuje się kaloriami.

bilans kaloryczny

Bilans kaloryczny dotyczy kalorii przyjmowanych pod postacią pożywienia oraz kalorii wydatkowanych w ciągu dnia przez nasz organizm, określanych poprzez dobowe zapotrzebowanie kaloryczne. To są dwa podstawowe zjawiska, które wpływają na to, czy nasza waga spada, rośnie czy niezmiennie pokazuje tę samą wartość.

  • Jeśli dostarczysz swojemu organizmowi więcej energii, niż ten jest w stanie wydatkować – twoja waga wzrośnie.
  • Jeśli ilość energii przyjęta z zewnątrz, będzie mniejsza niż ta wykorzystywana przez nasze ciało – twoja waga spadnie.

Im większa różnica, tym większą zmianę będzie pokazywała waga. Miejmy jednak na uwadze fakt, że wszelkie drastyczne i szybkie skoki wagi, niezależne w którą ze stron, nigdy nie są zdrowe ani korzystne dla naszego ciała. Dlatego zadbajmy o to, aby różnica wynikająca z zasady bilansu kalorycznego zawsze była niewielka i rozsądna. Nie powinniśmy nawet rozważać wszelkich diet przypominających głodowanie.

Dzięki poznaniu i uświadomieniu sobie tej jednej, prostej zasady, można z łatwością rozwiązać inne mityczne oraz nieprawdziwe stwierdzenia. Wiele osób wierzy, że istnieją produkty, które mają wyjątkowe i niemal magiczne właściwości, powodujące tycie. Wśród tych nieszczęśników, bardzo często wymieniane są ziemniaki czy produkty z mąki pszennej. Nie wspominając już o słodyczach, fast-foodach i szeroko pojętym „niezdrowym jedzeniu”.

Gdyby te produkty były ludźmi, zapewne otrzymalibyście wezwanie do sądu za oszczerstwa oraz pomówienia. Nie wygralibyście! 

Eksperyment nauczyciela. Jedz fast-foody i chudnij!

Zawsze jako udowodnienie mojej tezy, a przy tym urzeczywistnienie jej, podaje eksperyment, którego dokonał nauczyciel ze Stanów Zjednoczonych – John Cisna. Przez trzy miesiące, stołował się tylko i wyłącznie w restauracji, której specjalnością są „szybkie dania”. Produkty należące do tej grupy zostały przez wielu, zgodnie przyjęte jako główny czynnik powodujący nadwagę i problemy z sylwetką. Spożywanie ich, zdecydowanie prowadzi do problemów zdrowotnych, ale nie do pogorszenia stanu naszego wyglądu zewnętrznego. Przynajmniej niebezpośrednio.

Po ukończeniu swojego doświadczenia, nauczyciel z radością oznajmił światu, że nie przybrał na wadze, ani jednego kilograma. Co więcej! Waga wskazała mniej niż przed rozpoczęciem eksperymentu. Dla większości był to ogromny szok. Dla Was jednak taka sytuacja nie będzie stanowiła zaskoczenia. Wiecie już, że za sprawą tej potencjalnie rewolucyjnej metody działania, stał nie kto inny, jak nasz niezawodny bilans kaloryczny. Jadł mniej, niż jego organizm potrzebował. W ten sposób tracił kilogramy na wadze.

Nie zachęcam nikogo do powtórzenia tego wyczynu, który wbrew pozorom był dość niebezpieczny. Rozpatrujemy ten przykład pod kątem sylwetki i utraty wagi, ale nie zapomnijmy, że zdrowie jest o wiele ważniejsze. A to, w przypadku tego pana, było mocno zachwiane oraz w nie najlepszym stanie.

Mam nadzieję, że poprzez poznanie omówionej w tym tekście zasady, jesteście w stanie bez problemu rozwiązać problem, dotyczący określenia danego produktu jako tuczącego. Nie ma możliwości, aby cokolwiek spowodowało wzrost naszej wagi, jeśli nie przekroczmy swojego dobowego zapotrzebowania kalorycznego, a w konsekwencji – nasz bilans kaloryczny nie będzie dodatni.

Dopóki przebywamy w deficycie kalorycznym, nie ma fizycznej możliwości, aby wskazówka naszej wagi drgnęła ku górze.

Pamiętajmy jednak, że przypadki te, dotyczą osób zdrowych. W swoich rozważaniach abstrahuje od ludzi dotkniętych chorobami tarczycy, zaburzeniami  metabolicznymi, insulinoopornością czy chorobami autoimmunologicznymi. W przypadku osób cierpiących na którąkolwiek z tych przypadłości zalecam natychmiastowe skontaktowanie się ze specjalistą i dostosowanie swojego planu żywieniowego do potrzeb i ograniczeń organizmu.

Wyżej zebrane informacje to tylko niewielka część istnej dżungli pytań i problemów, z którymi borykają się początkujący. Wierzę jednak, że tym o to artykułem rozwiązałem przynajmniej część waszych wątpliwości i rzuciłem jasne światło na nurtujące Was sprawy. Nie zapominajcie proszę, że jakiekolwiek zasady i wskazówki są niczym, jeśli nie są one dostosowane do naszego życiaNajważniejszym czynnikiem diety jest możliwość jej utrzymania przez całe nasze istnienie, a nie przez określony czas w przyszłości. Prawdziwa dieta nie ma ram czasowych. To zmiana nawyków żywieniowych, do końca naszego pięknego istnienia.  

Wielu uważa, że pieniądze rządzą światem. Decydują, kto zasiada na szczycie i dyktuje pozostałym, co mają czynić. Zapewne te same osoby twierdzą także, że pieniądze to wyznacznik sukcesu i prestiżu. Jednak media społecznościowe skutecznie podważają sens tytułowego pytania: czy pieniądze to wartość rządząca światem? 

W pewnym stopniu – na pewno. Wystarczy przypomnieć sobie i przywołać wiele nagłówków gazet z przeszłości, grzmiących z odległości kilkudziesięciu metrów w lokalnych kioskach i zaczynających się na ogół od słów –„Łapówka” lub „Korupcja”. Nie da się ukryć, że mając pieniądze, można zdziałać wiele, osiągnąć naprawdę dużo, a do tego pławić się w luksusach. Jednak obserwując obecne trendy panujące w świecie i zmieniające się wzory kreowanych gwiazd, które z tak wielkim uwielbieniem obserwuje głównie młode pokolenie, dochodzę do wniosku, że czas pieniędzy jako wyznacznika sukcesu powoli przemija.

Nadal są istotną wartością, bez której nie da się ani przeżyć, ani godnie żyć, ani niestety – nie oszukujmy się – załatwić czegoś „ponadustawowo”. Szczególnie jeśli nie mamy silnie rozwiniętej elokwencji, daru przekonywania i umiejętności interpersonalnych. Czy jednak pieniądze dominują tak jak w poprzednich latach? Czy nadal są jedyną i niepodważalną wartością w życiu każdego, która decyduje o naszym statusie? Czy pieniądze to wartość rządząca światem? Robiąca to nieprzerwanie od wielu wieków? 

Moim zdaniem – nie.

Nie mam pojęcia czy powinniśmy się z tego cieszyć, zacierać ręce z radości czy raczej płakać i oczekiwać czegoś gorszego. Jestem za to święcie przekonany, że obecnych idoli, którzy naprawdę rządzą nami, naszymi bliskimi oraz w szczególności młodym pokoleniem, nie wybiera się poprzez pieniądze znajdujące się na ich kontach bankowych. Wybieramy ich na podstawie liczb, jakie osiągają w swoich social mediach.

media społecznościowe

Media społecznościowe nową siłą.

„Lajki”, „Followersi” i Subskrybenci. To jest obecna siła, która faktycznie rozdaje karty i determinuje układ sił na różnych płaszczyznach naszego życia. Wystarczy spojrzeć na wzory do naśladowania dla młodych ludzi. Próżno szukać w nich osób, które nie posiadają konta w serwisach społecznościowych i dysponują liczbą obserwatorów nierzadko przyprawiającą o zawrót głowy.

Na nasze nieszczęście ta wartość tak samo, jak pieniądze, potrafi być niesamowicie złudna i zupełnie fałszować rzeczywistość. Niejednokrotnie spotkałem się z kontami w social mediach, które miały ogromny wskaźnik oglądalności, a wartość jaką przekazywały, była co najmniej wątpliwa. Śmiało można byłoby wdać się w dyskusję, czy treść przekazywana przez takie osoby jest na pewno stosowna do widowni i publiczności, która to wszystko śledzi.

Dziś coraz rzadziej słyszy się pragnienia młodego pokolenia, brzmiące: „Chcę być bogaty/bogata”. O wiele częściej, w naszych uszach rozbrzmią słowa: „Chcę mieć dużo obserwujących na Instagramie. Chcę być gwiazdą Instagrama!”. Nie neguje tego ani nie chce kreować się na przeciwnika social mediów, bo paradoksalnie jestem ich wielkim zwolennikiem i dostrzegam w nich wiele dobrego. Ponadto, za dużymi liczbami stoi nie rzadko wiele poświęconego czasu oraz włożonej w to pracy. Jednak tak samo, jak każdy medal, tak i media społecznościowe, mają dwie strony. Te dobre i te złe.

Zagrożenia.

Nawet piękna róża, która raczy nas swoim wspaniałym widokiem, rozlewającej się czerwieni, ma ostre i niebezpieczne kolce. Tak samo i media społecznościowe, z pozoru piękne i nieskazitelne, skrywają nierzadko swoje prawdziwe, ciemne oblicze.

Obecnie media społecznościowe i liczby nimi rządzące, to siła z której nie zdajemy sobie nawet do końca sprawy. Nie usprawiedliwia to jednak naszych wyborów. W naszej gestii leży rozważne selekcjonowanie osób, kont oraz stron, które obserwujemy i na których się wzorujemy. Możemy spotkać tam naszych przyszłych, wiernych przyjaciół, kochające żony oraz oddanych współpracowników. Jednak o wiele łatwiej, możemy doświadczyć otwartej wrogości, braku moralności i zepsutych ideałów.

Powinniśmy przede wszystkim pamiętać, że tak samo jak pieniądze nie określają tego jakimi jesteśmy ludźmi, tak samo te kilka cyfr, określających nasze media społecznościowe nie mogą oddać tego, jak wygląda nasze życie, co w nim znaczymy i jaką rolę w nim odgrywamy. Każdy zasługuje na szacunek. Zarówno osoba z milionem fanów, jak i z setką kibicujących ludzi.

Ogromna moc stoi za każdym z tym serwisów. Dziś, młodzi ludzie robią oszałamiającą karierę właśnie dzięki tym platformom. To one są nadzieją i szansą dla wielu z Nas. Dla ludzi, próbujących osiągnąć w życiu coś więcej niż codzienne wstawanie do znienawidzonej pracy, w której spotkamy znienawidzonego szefa i swoje znienawidzone biurko, przy którym spędzamy znienawidzone osiem godzin. Jednak zanim do tego dojdzie, musimy kierować się odpowiednimi wzorcami, które z kolei posiadają właściwi ludzie sukcesu. Niekoniecznie Ci, którzy górują w rankingach oglądalności, ale zdecydowanie Ci, którzy pragną przekazać nam coś więcej, aniżeli tylko puste słowa, wulgaryzmy i brak jakichkolwiek zasad, co odzwierciedla idealnie ich własne życie.

Popularność to także odpowiedzialność.

Nie mnie jest oceniać moralność oraz samoświadomość każdej z tych osób. Chciałbym tylko, aby każda osoba, która jest na tyle ważną personą w świecie mediów społecznościowych, że ma za sobą rzeszę fanów, widowni i ludzi, którzy śledzą każdy ich ruch, pamiętała o odpowiedzialności, jaka spoczywa na ich barkach. Bo bycie na siłę zabawnym lub kreowanie się na kogoś, z kim nie ma się nic wspólnego, nie jest trudne. Szczególnie jeśli jest to robione przez wirtualny świat. To jednak próba pokazania szczególnie młodej publiczności prawdziwych, życiowych wartości, do zadań łatwych na pewno nie należy.

Dość przykro patrzy się na obecnych idoli młodego pokolenia do którego sam należę. Trudno w to uwierzyć, ale czasami jest mi wstyd, że jestem określany tak samo jak Ci, którzy za wzory uznali osoby wykreowane na kłamstwie. Tak samo jak nie powinniśmy wrzucać do jednego worka tych, którzy istnieją w social mediach, tak i również nie powinno się kategoryzować ludzi na podstawie ich wieku. Bo wiek, pieniądze, liczby i wszelkie inne zmienne wartości nie potrafią oddać tego, kim jesteśmy i co sobą reprezentujemy.

Niech obecne gwiazdy mediów społecznościowych wezmą odpowiedzialność za swoje czyny i słowa. Niech podejmą proces świadomego myślenia, że każdy ich krok mogą naśladować tłumy.

Ludzie, którzy już niedługo, staną się przyszłością naszego kraju, naszego świata i całego naszego istnienia.

#kolejne artykuły