O stoickich i statusowych dyskusjach słów kilka. | worldmaster.pl
#

W jakim celu angażujemy się w burzliwe dyskusje online? Żeby je wygrać? Wzbudzić respekt, pokazując innym naszą wiedzę i błyskotliwość? Oświecić niedouczonych, trwających w błędzie ignorantów?

Czy żeby się czegoś dowiedzieć? Zakwestionować swój model świata? Jak to zgrabnie ujął de Gause „zdolność uczenia się szybciej niż nasi rywale, jest jedyną stabilną przewagą konkurencyjną„.

Jak jednak podchodzić do gotujących krew w żyłach i budzących żyłkę na skroni dyskursów. Z otwartością, którą buddyści zen nazywają „shyoshin”, umysłem początkującego i równowagą, którą stoicy nazywają „apatheia” lub „ataraxia”, czyli scentrowaniem, stabilnością umysłu?

Nie zważam na autora, jeżeli cytat jest dobry” powiedział Seneka,. Wyjaśnił w ten sposób, czemu tak często cytuje Epikura i innych przedstawicieli konkurencyjnych szkół filozoficznych. Od KAŻDEGO możemy się przecież nauczyć czegoś wartościowego.

Jeżeli ktokolwiek dowiedzie mojej niewiedzy i ukaże błąd, w dowolnym moim myśleniu lub działaniu, z radością dokonam zmiany. Poszukuję prawdy, która jeszcze nigdy nikogo nie skrzywdziła: krzywdą jest trwanie w iluzji i ignorancji.” rzucił Marek Aureliusz, deklarując swoją pełną otwartość na krytyczną informację zwrotną.

Moim zdaniem, właśnie stoickie podejście do dyskusji jest tutaj kluczem. Traktowanie interakcji online, jako narzędzia poszukiwania „prawdy”, aktualizowania naszego mentalnego systemu operacyjnego, a nie, jako treningu zręcznego wykorzystania retoryki & erystyki.

Gdy próbujesz wykorzystać dialog online, jako technikę statusową, służącą budowaniu sobie autorytetu kosztem innych, koniec końców uzyskujesz efekt odwrotny od zamierzonego. Wyciągasz rewolwer, celujesz i oddajesz precyzyjny strzał. We własne kolano.

Jeżeli przechwalasz się, próbujesz pokazać, jaka to jesteś mądra i doświadczona, ile to lat już działasz w branży i jakie to negocjacje prowadziłaś → zazwyczaj sygnalizujesz, że „za bardzo zależy Ci na opinii i aprobacie innych„, w efekcie czego tracisz status.

Jeśli wchodzisz w konfrontację, rywalizujesz, prowadzisz batalie online → to sygnalizujesz swoją emocjonalną reaktywność i odsłaniasz wrażliwe sznurki, za które można Cię pociągać, by za każdym razem uzyskiwać określony rezultat, w wyniku czego tracisz status.

 

Jeżeli chcesz wykorzystać LinkedIn lub inne medium społecznościowe, do budowania autorytetu i merytorycznego przywództwa to:

  1. Staraj się WNOSIĆ WARTOŚĆ każdym postem, komentarzem i wiadomością.
  2. Utrzymaj obecność umysłu, STABILNOŚĆ EMOCJONALNĄ i rozważną otwartość.
  3. Nadawaj POZYTYWNĄ RAMĘ komunikacji. Nawet na absolutnie hejterski komentarz pod artykułem (nad którym siedziałaś tydzień), możesz odpowiedzieć: „Dziękuję za cenne uwagi. Pomagasz mi tworzyć lepsze treści :). Co jeszcze powinnam poprawić Twoim zdaniem?

Gdy zrozumiemy, że nasze postrzeganie i rozumowanie są obarczone ogromną ilością błędów poznawczych (np. efektem pierwszeństwa przekonań -> bardziej wierzymy w to, czego dowiedzieliśmy się najpierw), a nasz model rzeczywistości jest jedynie niedoskonałą jej reprezentacją, łatwiej będzie nam zmienić podejście.

Zmieńmy je. Zmieńmy je z: „Wiem lepiej + jeszcze im pokaże + popatrzcie, jaki jestem mądry i wybitny” na:

„Moje zrozumienie świata jest niepełne, zgeneralizowane i zniekształcone. Mogę być w błędzie. Jestem zmotywowany aby je aktualizować i uzupełniać znacznie zdrowszymi, bardziej opartymi na „faktach” i przydatniejszymi przekonaniami.”

Zmieńmy je i zacznijmy czerpać poczucie własnej wartości i emocjonalny haj. Nie z tego, że właśnie wygraliśmy dyskusję, zdominowaliśmy rozmówców, usadziliśmy kogoś i pokazaliśmy mu, gdzie jego miejsce.

Bądźmy dumni z tego, jak szybko uczymy się z każdej, najbardziej negatywnej nawet interakcji i ile cennych, użytecznych wniosków z niej wyciągamy.

Ponieważ „umiejętność uczenia się szybciej niż rywale„… wiesz przecież :D.

Gdyby istniało 10, wyrytych w skale, uniwersalnych zasad stoickiego i optymalnego prowadzenia dyskusji online, to co by się w nich znalazło?

Ja proponuję powyższe 3:

  1. Wnoś wartość.
  2. Utrzymaj stabilność.
  3. Nadaj pozytywne ramy.

Co byście dodali? 

 

Więcej w temacie na blogu: www.rafalcupial.pl

Paradoks rozwojowy

Im więcej wiesz, tym mniej stosujesz? Zapytałam pewnego dnia Leszka, dyrektora jednego z najważniejszych obszarów funkcjonowania organizacji, dla której realizowałam projekt. Spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem, jak gdybym mocno zaskoczyła go tym pytaniem.

Skąd taki pomysł zapytał? Na przykład, obserwując Twoje działania menedżerskie w pracy w zespołem, którym zarządzasz, łamiesz podstawowe zasady budowania relacji. Komunikujesz się ze swoimi pracownikami i współpracownikami tak, jakby Twoim celem było raczej zrywanie relacji.

Ponadto odnoszę wrażenie, że w ogóle tego nie kontrolujesz. Czy Tobie nie zależy na tym, aby Twój zespół wzrastał dzięki Tobie? Przecież Ty wiesz, jak powinieneś to robić. Czego unikać. Dlatego czuję się zaskoczona. Znam twoją ścieżkę rozwoju. Masz za sobą dziesiątki prestiżowych szkoleń, które firma uznała, jako inwestycję w Twój rozwój.

Zapewne w ich programach znalazło się wiele miejsca na dobre praktyki rozwoju kompetencji społecznych. Poza tym za chwilę będziemy musieli to naprawić w Twoim zespole w ramach projektu, aby móc realizować postawione cele. Podsumowując możesz mi zdradzić dlaczego nie stosujesz tej wiedzy w praktyce? Co jest Twoją motywacją w takiej sytuacji?

Leszek, dojrzały menedżer, nie uznał mojego pytania za zbyt zajmujące jego uwagę. Prawie w tzw. biegu odpowiedział mi, że on jest odpowiedzialny za cele, a nie za dobre samopoczucie. Dlatego jego zdaniem możemy się skupić na tym właśnie.

Czy nasz bohater przypomina Ci kogoś?

Jeśli chcesz wiedzieć dlaczego  opisany powyżej przypadek jest dla nas tutaj ważny, możesz przeczytać pierwszą część moich rozważań. Rozważań  na temat nie tylko potrzeby, ale wręcz konieczności  rozwoju dojrzałości emocjonalnej każdego z nas. Bez względu na pełnioną rolę zawodową dziś i w przyszłości. To jak się okazuje jedna z najlepszych inwestycji w nasz rozwój.

Ponadto, to jedne z najbardziej deficytowych kompetencji, w praktyce. Skutki ich niskiego poziomu obserwowane w wielu aspektach naszego życia, żeby nie powiedzieć ich brak, ma poważne konsekwencje. Ponadto wymaga długofalowych, świadomych i konsekwentnych działań rozwojowych. Innymi słowy czas się temu poważnie przyjrzeć i zweryfikować poziom strat jakie przynosi brak dojrzałości emocjonalnej.

Przypomnę, że wiemy już czym jest samoświadomość i uważność!

Abyśmy mogli kontynuować poszukiwanie odpowiedzi na pytanie dlaczego dojrzałość  emocjonalna jest tak ważna, odnieśmy się krótko do naszych ustaleń z 1 części artykułu tutaj.  Samoświadomość i uważność to dwie ultraważne kompetencje osobiste, wchodzące w skład inteligencji emocjonalnej.  Na przykład świadomość samego siebie, jako zdawanie sobie sprawy z doświadczanych aktualnie  emocji, naszych potrzeb czy autokontrola myśli, to efekty ciężkiej wieloletniej pracy nad sobą.

Ponadto wiemy już również, że jest to stan w którym głębokie przekonania zastąpiły miejsce pogłębionej refleksji, autooceny, samokontroli czy empatii.  Dlaczego warto poznać samego siebie? Przede wszystkim  to jeden z tych procesów, który tak mocno wpływa na nasze życie. To dzięki niemu jesteśmy w stanie zrozumieć lepiej siebie. Podobnie dzięki tej umiejętności zupełnie inaczej patrzymy na innych ludzi. Podsumowując posiadamy zdolność, dzięki której potrafimy dużo lepiej interpretować własne uczucia i powody ich powstawania.

Zatem  na scenę wchodzi samokontrola!

Pamiętasz Leszka? Już pewnie wiesz, że nasz bohater nie posiadał zbyt wysoko wykształconej społecznie zdolności do autorefleksji, autooceny. Podobnie rzecz miała się z uważnością, gdyż te dwie kompetencje wzajemnie się warunkują. Ponadto bez nich trudno byłoby mówić o samokontroli. Innymi słowy w rozwoju społecznym niezbędna jest pewna chronologia rozwoju poszczególnych kompetencji.

Jak możesz wnioskować z samej nazwy, samokontrola to jedna z tych umiejętności dzięki której jesteśmy w stanie panować nad sobą i własnymi emocjami i zachowaniami. Ponadto jest to zdolność, dzięki której potrafimy pracować nad nowymi nawykami i motywować się do ich rozwoju. Innymi słowy pomaga nam znaleźć uzasadnienie dla naszego zaangażowania w niełatwy skądinąd proces pracy nas sobą.

Samokontrola, łatwo powiedzieć!

Leszek kontrolował tylko cele. Droga do ich osiągnięcia wybierana była przez niego wg prostych kryteriów. Im krótsza i skuteczniejsza tym lepiej. Kiedy wchodziłam w jego towarzystwie do jego zespołu, wchodziła z nim atmosfera napięcia. Dlatego ludzie unikali jego wzroku i stawali się conajmniej niemi.

Przede wszystkim panował nad sobą tylko chwilę, zaraz potem przechodził do ataku. Nie przebierał w argumentach, mówił podniesionym tonem, obrażał, dokonywał ocen chirurgicznym cięciem i wychodził upojony władzą, jaką dysponował. Nie przeszkadzała mu moja obecność i to, że ustaliliśmy pół godziny wcześniej warunki zmiany modelu jego pracy, ze względu na kolejne wypowiedzenie jednego z najlepszych specjalistów.

Co traci dyrektor Leszek?

Jak wynika z samooceny Leszka. Niczego nie traci, poza cyt. “czasu na motywowanie tych leniwych pracowników”

Wiele wskazuje jednak na to, że Leszek traci co najmniej:

  • autorytet, niezbędny szefowi w jego roli,
  • szansę na zbudowanie siły i mocy operacyjnej zespołu,
  • wpływ na rozwój społeczny swoich podwładnych jako zespołu,
  • możliwość przekazania w praktyce dobrych wzorców społecznych,
  • wizerunek menedżera, jako człowieka za którym możemy podążać,
  • realny wpływ na efektywność ludzi i ich zaangażowanie,
  • zaufanie społeczne,
  • zdolność przewodzenia zespołowi w sytuacjach krytycznych lub wymagających większego zaangażowania i automotywacji,
    i wiele innych kluczowych mechanizmów wspierających zarządzanie celami i ludźmi.

Co “traci” organizacja?

  • potencjalne zyski z lepszego zarządzania kapitałem ludzkim,
  • wizerunek pracodawcy, dla którego warto pracować,
  • najlepszych pracowników,
  • postawy zaangażowania i motywacji w uczestnictwie w dynamicznym i ekspansywnym rozwoju firmy,
  • pieniądze na nowe rekrutacje na stanowiska, zwalniane przez odchodzących pracowników,
  • bezpieczeństwo procesów biznesowych ( zaburzane wypaleniem zawodowym i demotywacją pracowników)
  • zdolność do

Co “tracą” pracownicy?

  • szansę nauczenia się od swojego przełożnego, jako wzorca zachwowań właściwych postaw i umiejętności społecznych,
  • szacunek do szefa i pracodawcy,
  • poczucie własnej wartości,
  • świadomość realnego poziomu ich kompetencji,
  • motywacje i zaangażowanie do pracy,
  • gotowość do mobilizacji i koncentracji na celach biznesowych,
  • potrzebę i zdolność do identyfikacji z firmą i jej celami,
  • szansę na optymalny rozwój kompetencji społecznych i zawodowych,
  • czas na prace w takim miejscu,
  • okazję na poznanie dobrych praktyk zarządzania ludźmi,
  • skorygowania własnych błędów w percepcji społecznej,
    i wiele, wiele innych, których każdy kto spotkał “Leszka” mógłby wymieniać bez końca.

Gdyby Leszek nie był typem osobowościowym łaknącym władzy i z powodu przyjemności odczuwanej z posiadania władzy

Wystarczyłoby, aby zastosował przekazane mu życzliwe konsultanckie wskazówki;

Na przykład, po pierwsze stwórz listę na której będziesz zapisywał miejsca i sytuacje, które wywołują w Tobie konflikt i złość. Potem, pomyśl co sprawia, że właśnie w takich sytuacjach ciężko jest panować skutecznie nad sobą.
Podobnie, gdy następnym razem znajdziesz się w takiej sytuacji zanim dasz się ponieść emocjom, obserwuj siebie i swoje reakcje. Ponadto zanim cokolwiek powiesz zastanów się. Przypomnij sobie skutki swojego działania. Podsumowując, weź kilka głębokich oddech. Innymi słowy ćwicz samokontrolę!

Co zyskujesz dzięki temu dyrektorze”Leszku”?

Jednak warto! – o czym przekonał się nasz Leszek, kiedy po kilku miesiącach drenażu zespołu z motywacji. Musiał poddać się zmianie strategii zarządzania pod presją zarządu, który zaniepokoił się plotkom krążącym na forach internetowych. Można było tam przeczytać soczystą w przekazie krytykę pracodawcy i menedżerów.

Ponadto dobre rady dla potencjalnych pracowników oscylowały w kierunku zmiany decyzji co do planów zatrudnienia w tej firmie. Plany i cele firmy nie chciały drgnąć z miejsca. Nie pomagały krzyki i groźby Leszka.

Leszek, skorzystał z rad konsultanta z bólem istnienia tym większym, że nie dostrzegał natychmiast ich efektów. Zrozumiał jednak dość szybko, że odwrócenie sytuacji, a tym bardziej odbudowa autorytetu i wizerunku menedżera będzie trwało kilka razy dłużej niż jego zniszczenie.

Kiedy nadeszło poczucie sensu?

Leszek wdrażał w życie swoje lekcje rozwojowe z różnym skutkiem, ale pewnego dnia po odprawie zespołu zamyślił się głęboko. Powiedział – wiesz oni chyba są zadowoleni z tego rozwiązania. Oniemiałam! Stało się! Leszek pozyskał zdolność, dzięki której  odczytywania emocji innych ludzi z uwagą skierowaną na ich uczucia i reakcje.

Nasz bohater odkrył niedostępne i nieistotne dotychczas zasoby swoich podwładnych! Eureka!. Mówił o tym jeszcze co najmniej na różne sposoby chyba kilka godzin tego dnia. Posiadł zręby nowej kompetencji społecznej. Nie potrafił jej jeszcze zdefiniować, ale poczuł, że jest coś co go naprowadza na lepsze decyzje wobec ludzi.

…i o to chodziło!

Leszek dziś już wie, że świadomość społeczna to kolejna z umiejętności, która wraz ze świadomością uważnością i samokontrolą wchodzi w skład dojrzałości emocjonalnej…nie tylko menedżera.

Przede wszystkim to świadomość społeczna pozwoliła mu po raz pierwszy od dawna łatwiej okazywać empatię ludziom. Jednak odkrył całkiem intensywnie w praktyce, że aby tak się stało musi najpierw poznać emocje innych. Otworzyć się na nie. Znaleźć czas na ich dostrzeżenie i odczytanie.

Być może powiecie, tak jak Leszek na początku drogi rozwojowej – “ale ja nie mam czasu na pierdoły”

Kiedy zrozumiał sens tej zmiany postawy, z zaskoczeniem dla siebie samego stwierdził, że teraz ma więcej czasu, bo nie musi;

  • rozwiązywać ciągłych problemów w zespole,
  • rekrutować bez końca nowych pracowników,
  • wdrażać nowozatrudnionych w warunkach dynamicznych zmian i oczekiwań w firmie,
  • palić kolejnej paczki papierosów papierosów pod wpływem odczuwanego napięcia,
  • szukać coraz to nowych sposobów i benefitów aby ludziom, chciało się chcieć
  • korygować błędów,
  • zapobiegać kryzysom,
  • rozwiązywać konfliktów,
  • chodzić do psychoterapeuty,
  • etc.

Dla wielu z nas to żaden problem, są jednak osoby dla których emocje innych  jak i umiejętność ich czytania to istna magia!

Leszek dziś “kołczuje” innych :)! Daje im rady, które sam dostał. Jest nosicielem wirusa idei. Chodzi ze swoim zespołem na pogaduchy po pracy i wyczyścili stare sprawy. Innymi słowy przeszedł ogromną zmianę. Zmierzył się sam z sobą, a to jest najtrudniejsze.

Czy na takim gruncie można budować relacje?

Tak!, dopiero na takim gruncie można budować relacje! Nie tylko z pracownikami!
Relacje, bezwzględny warunek współpracy, współdziałania, efektywnej komunikacji. Przede wszystkim kolejna kompetencja społeczna wchodząca w skład dojrzałości emocjonalnej.

 

To dzięki świadomości społecznej budowanie relacji staje się dużo prostsze i efektywniejsze. Przede wszystkim zdolność ta jest nam w stanie pomóc interpretować myśli i uczucia innych, a co za tym idzie możliwość ich okazywania. Ponadto daje nam możliwość wybrnięcia z wielu trudnych sytuacji, konfliktów, nieporozumień, wątpliwości. Podobnie w przypadku potrzeby integrowania ludzi wokół celów wydaje się być kluczowym czynnikiem powodzenia.

Czy wyobrażacie sobie…?

  • efektywne innowacyjne zespoły,
  • twórcze grupy dzielące się wiedzą na rzecz budowania know how,
  • zwinne, dynamiczne organizacje,
  • zwinne procesy zarządzania,
  • efektywne i współpracujące  zespoły międzypokoleniowe,
  • zintegrowane zespoły międzykulturowe,
    oparte na: braku satysfakcjonujących relacji, deficycie dojrzałości emocjonalnej swoich liderów i samych siebie?

Ja nie! Przede wszystkim takich nie spotkałam wszędzie tam, gdzie zabrakło świadomości czym jest i jakie znaczenie w przyszłości będzie miała dojrzałość emocjonalna. Kompetencja, która w erze cyfrowej zagra koncertowo pierwsze skrzypce w szeroko pojętym rozwoju organizacyjnym, społecznym i osobistym

 

Towarzyszę Ci z przyjemnością w Twoim rozwoju.

Gdybyś chciał śledzić dalsze rozważania nad praktycznym zastosowanie i rozwojem TOP kompetencji przyszłości już wkrótce znajdziesz ten temat obok wielu równie ważnych w moich publikacjach.

Z przyjemnością będę podpowiadać Ci jak zarządzać swoim potencjałem i rozwojem, do czego upoważnia mnie moje bogate doświadczenie zawodowe i znajomość przyszłych trendów społecznych i biznesowych, możesz sprawdzić to  tutaj

Zapraszam również do rozwoju kompetencji społecznych i zawodowych w ramach prowadzonych przeze mnie konsultacji rozwojowych. Kontakt znajdziesz  tutaj

Możesz również śledzić wiedzę i doświadczenie, jakim dzielę się z Wami tutaj

Tymczasem życzę refleksyjnej lektury artykułów i skutecznie wyznaczonych celów rozwoju zawodowego i osobistego.

Cześć!

Długo się zbierałem do nagrania tego filmu (jakieś 10 lat). Z racji, iż gdzieś usłyszałem, że marzenia należy spełniać, postanowiłem coś z tym w końcu zrobić. Idąc tropem, iż każda matka kocha swoje dziecko, jakie by nie było, postanowiłem podzielić się swoim dziełem — dobrym czy nie, pozostawiam wam do oceny! 🙂 Chciałbym was również zaprosić do 35-dniowego wyzwania, które pozwoli wam odzyskać wolność i doda wiary w siebie, więcej w filmie. Bez zbędnego przynudzania, lecimy z tym!

Inteligencja emocjonalna (EI), staje się kluczową kompetencją naszych czasów !!

Czym jest EI?

Daniel Goleman definiuje to tak –  inteligencja emocjonalna to kompetencje osobiste człowieka w rozumieniu zdolności rozpoznawania stanów emocjonalnych własnych oraz innych osób. Jak też zdolności używania własnych emocji i radzenia sobie ze stanami emocjonalnymi innych osób. http://bit.ly/378ZFBv

To właśnie on uczył nas w swoich książkach od wielu lat, czym jest inteligencja emocjonalna? Ponadto dlaczego jest tak istotna w naszym życiu oraz pełnionych przez nas rolach społecznych i zawodowych. Potem przechodziliśmy tysiące szkoleń i warsztatów rozwojowych, dumnie podkreślających rozwój kompetencji społecznych.

Ponadto hasło inteligencja emocjonalna stało się modnym atutem wielu osób, prezentujących swój potencjał podczas różnego rodzajów wyścigów o stanowiska i przywileje władzy. Integrowana z Wielką Piątką czyli jedną z najpopularniejszych koncepcji osobowości, stała się nieodłącznym kryterium doboru menedżerów na kluczowe stanowiska. Kryterium, którego spełnienie rzadko  z różnych przyczyn było skutecznie weryfikowane w praktyce doboru kadr.

Piękna wizja zakończona fiaskiem

W wielu z nas budziła się nadzieja na to, że staniemy się jej szczęśliwymi posiadaczami, jako społeczeństwo. Nawet jeśli za przyczyną mody na dojrzałość emocjonalną, to i tak byłoby to wielkie osiągnięcie społeczne. Jednak tak się nie stało. Moda sprawiła, że dużo się o tym mówiło i spowszedniało nam z czasem owo pojęcie, o którym mowa.

Podobnie próżno jej szukać w praktyce dnia codziennego, zwłaszcza w tej pożądanej i trwałej postaci. Życiorysy pracowników pełne są legend o skutkach braku dojrzałości emocjonalnej swoich szefów. Przede wszystkim świadczą o tym nasze społeczne relacje w pracy czy też poza nią.

Probierzem stanu nieobecności tego zbioru, tak pożądanych kompetencji społecznych w środowisku pracy jest m.in.  poziom wypalenia zawodowego pracowników. Który, jak wiemy z wielu badań społecznych i około biznesowych jest zatrważający. Ponadto  obserwujemy cały szereg konsekwencji długotrwałego stresu, obecnego w miejscach pracy. Jak również wszystkich wywołanych nim skutków. Co jasno pokazuje, że deficyty kompetencji społecznych w zarządzaniu są bardzo głębokie.

Skąd taki deficyt?

Aby odpowiedzieć na to pytanie musimy odwołać się do tego gdzie i kiedy się jej możemy i powinniśmy nauczyć? Odpowiedź jest prosta. Bardzo wcześnie w naszym życiu zacząć, a potem nieustannie doskonalić.  Odpowiedź jest prosta, ale już praktyka dnia codziennego nie. Dlatego jeśli przyjrzymy się naszym wzorcom kulturowym, społecznym, rodzinnym czy edukacyjnym trudno tam znaleźć rzetelne źródła dojrzałości emocjonalnej człowieka.

Aby skutecznie wykształciły się właściwe kompetencje społeczne, ich świadoma identyfikacja i krytyczny rozwój, musi nastąpić szereg zdarzeń w naszym życiu. Innymi słowy, jeśli we wczesnych latach życia nie zbudowano nam podstaw tej inteligencji, nie docenimy jej wartości i nie zainwestujemy w jej rozwój. Popełnimy po drodze mnóstwo błędów i utrwalimy złe schematy zachowań.

Największą barierą do wykształcania się inteligencji emocjonalnej jest co ciekawe, m.in. nadmierna pewność siebie. To stan w którym głębokie przekonania zastąpiły miejsce pogłębionej refleksji, autooceny, samokontroli czy empatii. Ponadto nadmierna skłonność do oceniania wsparta chociażby szczyptą władzy, zakłóca często kompletnie samoświadomość i uważność człowieka. Nie wystarczy być dorosłym, aby być dojrzałym emocjonalnie.

Ponadto aby zdać sobie sprawę z tego, jak ważną funkcję pełni inteligencja emocjonalna, musimy przede wszystkim uświadomić sobie, że naszym życiem żądzą emocje. Ich liczba, natężenie, wszechobecność i brak czasu na pracę nad nimi potęguje omawiany problem. Zdolność radzenia sobie z ich arsenałem przy ich olbrzymich ilościach, jakie towarzyszą nam w życiu, wymaga ogromnej dojrzałości i pozytywistycznej pracy nad sobą.

Ponadto o  inteligencji emocjonalnej świadczy zrozumienie i zdolność nieoceniania innych, a te wymagają ogromnej otwartości, samokontroli, umiejętności budowania relacji, refleksji i dystansu. Podsumowując osiągnięcie chociażby tylko tych kompetencji jest w praktyce efektem świadomej pracy nad sobą i doskonalenia relacji  społecznych z innymi. Z pełną uwagą na skuteczność i efektywność dokonywanych zmian. Co jest wielką sztuką.

Warunki dojrzałości emocjonalnej

W tej części artykułu chcę zwrócić Twoją uwagę na samoświadomość i uważność!

Samoświadomość i uważność to dwie ultraważne kompetencje osobiste, wchodzące w skład inteligencji emocjonalnej.  Na przykład świadomość samego siebie, jako zdawanie sobie sprawy z doświadczanych aktualnie  emocji, naszych potrzeb czy autokontrola myśli, to efekty ciężkiej wieloletniej pracy nad sobą. Poprzedzone pracą nad identyfikacją aspektów swojej osobowości. Bez tej mapy cech osobistych trudno mieć świadomość czegokolwiek, a tym bardziej tym zarządzać czy konsekwentnie ją rozwijać.

Ponadto świadomość naszych indywidualnych możliwości, czy ograniczeń to również składowe naszej samoświadomości. Podobnie jak inne aspekty naszego rozwoju muszą zostać, w którym momencie naszego życiu po prostu zidentyfikowane. Stają się wtedy swoistym punktem wyjścia do decyzji o niezliczonej liczbie aspektów rozwoju któremu się poddajemy.

W świecie pełnym różnorakich bodźców i rozpraszających nas aspektów życia, autokoncentracja uwagi jest niezwykle trudna. Jako jeden z kolejnych aspektów dojrzałości emocjonalnej prowadzi nas do rozwoju uważności . Innymi słowy pozwala nam zarządzać swoimi zasobami, decyzjami i właściwie reagować na różnego rodzaju sytuacje, zachowania i reakcje.

Natomiast uważność jest swoistym narzędziem, które wykorzystuje samoświadomość.  Przede wszystkim jest to psychologiczny proces koncentrowania uwagi na występujących w danej chwili wewnętrznych i zewnętrznych bodźcach. Może zostać rozwijany poprzez medytację lub inne ćwiczenia. Jest to zatem specyficzna umiejętność analityczna, której można się nauczyć.

Podsumowując mówimy o zdolności bycia świadomym własnych myśli, emocji i wartości w danej chwili. Przede wszystkim dzięki  niej możemy autentycznie i uczciwie kierować własnymi działaniami, a ponadto lepiej przewodzić innym oraz kierować organizacjami.

Samoświadomość lepsza niż studia MBA?

Taki nagłówek pojawił się w jednym z artykułów “Harvard Business Review” I coś w tym jest!  Ponadto w ciągu pięciu najbliższych lat zapotrzebowanie na kompetencje wynikające z dojrzałości emocjonalnej  będzie sześciokrotnie razy większe niż obecnie. Dziś już nie wystarczy dyplom nawet prestiżowego programu MBA. Jeśli za tym nie idzie społeczna postawa i garnitur cech, które mogą uwiarygodnić i wdrożyć w praktykę nabyte kompetencje stricte biznesowe. Mówimy więc o kluczowych kompetencjach przyszłości

Myślę, że groteskowo wygląda menadżer z  nawet najlepszym dyplomem bez samoświadomości kim jest i do czego go to zobowiązuje w życiu i w pełnieniu ról zawodowych. Nie podważamy w ten sposób wartości studiów MBA . Jednak jeśli  kosztem  takich umiejętności, jak samoświadomość, zrozumienie innych, zaburza się  linearną logiką równowagę w zarządzaniu, ich wartość spada.

Jeśli w tym lustrze problemu widzisz swoje odbicie, możesz pogrążać się w negatywnym nastawieniu, użalać nad sobą i szukać usprawiedliwień. Jednak zamiast tego zmierz się z niewygodną prawdą Sprawdź czy jesteś takim liderem, przywódcą, za jakiego się uważasz. Podsumowując, tak długo jak będziesz trzymał się twardych zasad i nie zwracał uwagi na wątpliwości innych osób,  nie dotrzesz do klucza własnego rozwoju inteligencji emocjonalnej.

Co dzieje się z Tobą bez samoświadomości;

  • Nie znasz swoich silnych i słabych stron, tym samym nie wykorzystujesz ich w optymalny sposób.
  • Trudno Ci jest stwierdzić, kiedy i jak twoje emocje zniekształcają twoje myślenie.
  • Nie wiesz, co wiesz i czego nie wiesz, więc nie możesz na siebie gdy zajdzie potrzeba uzyskania dodatkowych informacji.
  • Masz trudność w ocenie skuteczności Twojego modelu komunikowania się z innymi ludźmi.
  • Posiadasz niewielką świadomość tego, jak Twoja mowa lub zachowanie wpływa na innych.
  • Trudno jest Ci się skutecznie rozwijać, ponieważ nie wiesz, jaka droga tego rozwoju jest dla Ciebie najlepsza.

To nie koniec check listy ryzyk lekceważenia dojrzałości emocjonalnej w pełnionej roli.  Można je mnożyć. Samoświadomość, samozarządzanie, świadomość społeczna i zarządzanie relacjami to obszary, w których warto dokonać autoanalizy własnego rozwoju. Dlatego zwłaszcza teraz, gdy liczba doświadczeń społecznych pracowników stawia na drodze szefów nowe wymagania i warunkuje sukces w biznesie, jest to konieczne.

Czym jest samoświadomość w zarządzaniu?

Na pytanie, które zjawiska powodują typowe dysfunkcje w zarządzaniu, z pewnością możemy powiedzieć, że szefom często brakuje samoświadomości i uważności. Ponadto nie mają pojęcia, jaki wpływ wywierają na innych i nie wiedzą, jakie to uczucie dla nich pracować. Rzadko towarzyszy im taka refleksja, na podstawie której mogliby podejmować dużo lepsze decyzje w zarządzaniu.

W efektywnym, godnym naśladowania modelu zarządzania nie wystarczy aby zgadzały się wszystkie dane finansowe. Ponadto nie wystarczy również niezłomna strategia dążenia do wyznaczonych celów. Potrzebne jest skuteczne i dojrzałe przywództwo. Jednak bez  dojrzałych kompetencji społecznych nie jest ono możliwe, a nawet wykluczone.

To kompetencje społeczne czynią z szefów liderów, z którymi ludzie lubią i chcą pracować nawet przy trudnych zadaniach i projektach. Podobnie bywa z ich wpływem na rozwój pracowników. Bądź wzorem do naśladowania, a w nagrodę osiągniesz więcej niż dobre wyniki biznesowe. Zaoszczędzisz na nieefektywnych szkoleniach, które i tak nie znajdują zastosowania w organizacji pełnej antywzorów.

Szef, który reprezentuje dojrzałą postawę społeczną, sam się samodoskonali i jest uważny na reprezentowane przez siebie postawy i zachowania, buduje naturalny autorytet. On nie potrzebuje władzy formalnej. Tu styl zarządzania poprzez wzorzec byłby idealnym instrumentem osiągania celów i sukcesów.

Dlatego kierując się w zarządzaniu jedynie powszechnie obowiązującymi teoriami biznesowymi, ale nie znając ani nie rozumiejąc samego siebie nie spodziewaj się oczekiwanych rezultatów.  Przede wszystkim trudno oczekiwać, że ludzie będą podążali za Tobą, jako liderem. Trudno też wyobrazić sobie, że będziesz miał na nich realny wpływ.

Na szczęście nad inteligencją emocjonalną można pracować!

Emocje towarzyszą nam od najwcześniejszych lat życia. Jednak niektóre z nich uczymy się rozpoznawać dopiero w dorosłym życiu. Dlatego warto co jakiś czas zadać sobie pytanie, o to co czujemy? Innymi słowy wypracować w sobie inteligencję emocjonalną, począwszy od prowadzenia bardziej uważnego życia i działania.  Ponadto ważne jest aby znaleźć czas na przemyślenie swoich zachowań i emocji. Potem w codziennych sytuacjach obserwować schematy, które nami kierują. Wszystko można zmienić. Pewnych procesów można się nauczyć a innych jednocześnie oduczyć i to jest najlepsza wiadomość.

Za dużo jest w nas rutyny!

Erich Fromm ( filozof, socjolog, psycholog i psychoanalityk) powiedział znaczące słowa. “Mamy dziś do czynienia z jednostką, zachowującą się jak automat, która sama siebie nie rozumie”. Dlatego, aby dokonać zmiany, musisz dokonać zmiany dotychczasowej rutyny, która została przez każdego z nas nabyta i oszlifowana na ścieżkach naszego życia. Zatrzymaj się na chwilę, nieważne gdzie i w jakim momencie życia teraz jesteś. Po prostu sprawdź co czujesz i myślisz? Przede wszystkim, jak to wpływa na Ciebie i innych? Samobadanie wymaga dużej siły emocjonalnej.  Wiem! Jednak szlifuj swoje myśli, jak najlepszy szlifierz diamentów i tak wyceniaj swoją samoświadomość.

Życzę Ci powodzenia w drodze samorozwoju!
Nie odkładaj go na potem, bo jutro zaczęło się wczoraj!

W drugiej części artykułu spróbuję przybliżyć Ci praktyczne znaczenie kolejnych elementów inteligencji emocjonalnej, takich jak; samokontrola i zarządzanie relacjami.
Moje doświadczenie http://bit.ly/2GVgOnV  podpowiada mi, że wyzwania, jakie nas czekają, mogą być łatwiejsze do pokonania, jeśli wyposażymy się w oczekiwane kompetencje przyszłości.

Twój świat zaczyna się w głowie czy w sercu?

Ostatnie kilka lat to coraz więcej informacji na temat tego, jak ważne jest to, by mieć odpowiednie myśli. Jak ważne jest to, co mamy w głowie i co do niej „wkładamy”. Prawo przyciągania, o którym stało się głośno od momentu pojawienia się filmu „Sekret” przypomniało nam, że możemy zwizualizować wszystko, czego pragniemy, a potem to otrzymać.

Wielu niestety skupiło się jedynie na tworzeniu tablicy marzeń lub spisaniu tego, co by chcieli, zapominając jednocześnie, że myśl nie działa bez odczuwania, głębokiej wewnętrznej pewności, że dana rzecz już się wydarzyła, a co najważniejsze, bez wykonania działania, które jest następstwem „przebłysku” intuicji, że coś należy zrobić właśnie w tym konkretnym momencie.

Szybko więc pojawiły się głosy, że prawo przyciągania nie działa. I to jest fakt. Nie działa, jeśli właśnie tak wygląda jego praktykowanie.

Niemniej jednak, film a potem książka o tym samym tytule, zwrócił uwagę na bardzo istotny fakt. Ty i tylko ty decydujesz o tym, jakie masz myśli w głowie. Zatem Ty i tylko ty możesz je zmienić, przetransformować, ułożyć na nowo, wyrzuć zbędne i szkodliwe a skupić się na takich, które chcesz mieć i które cię wspierają w twoich wyborach i życiu.

 

Wielu z nas przyjęło tę prawdę, i wielu zaczęło praktykować zmiany, czy też raczej codzienną pracę nad sobą. Tak, bo to praca, którą należy wykonywać codziennie, systematycznie, ze względu na ilość myśli, które pojawiają się w naszym umyśle każdego dnia, jak również dlatego, że wiele myśli i przekonań, zwłaszcza tych niewspierających, nosimy w sobie od dzieciństwa. To najczęściej one rzutują na nasze dorosłe wybory, ciągnąc się często za nami jak zapach smażonej cebuli, którym przesiąka ubranie na długi czas.

Wielu tez niestety dość szybko przestało ćwiczyć, będąc zdziwionym, że praca nad myślami to żmudna i wymagająca zaangażowania praktyka.

Życie jednych i drugich zmieniło się

Pierwsi poszli do przodu, nauczyli się “uważności”, bycia tu i i teraz. Poczuli i doświadczyli, jak duże zmiany może przynieść inne myślenie. Zmieniając nastawienie zaczęli przyciągać rzeczy, o których myśleli. I choć nie zawsze działo się to w prosty sposób lub nie do końca tak, jak tego oczekiwali, mogli przyznać, że zmiana w tak ważnym punkcie, zapoczątkowała zmiany w całym życiu.

U drugich też nastąpiła zmiana. Bo przecież brak efektów to też efekt. Można powiedzieć, że nadal są w tym samym miejscu, tylko ileś czasu dalej. Czasu, który mógł być inny, gdyby wytrwali w postanowieniu.

Wszystko jest kwestią wyboru. Zarówno działanie jak i jego brak. Oczywiste jest, że każdy człowiek ma swoją ścieżkę rozwoju a rzeczy mają swój czas. Czasem zmiana może nastąpić w ułamku sekundy po wielu latach stagnacji. Zatem każdy z nas ma te same szanse dojść do punktu, w którym chciałby się znaleźć. Zapanowanie nad własnymi myślami i świadome ich tworzenie jest pierwszym krokiem do bardziej uważnego życia w którym przejmujemy pełną odpowiedzialność za to, co nas spotyka.

Drogą przeciwną do życia z przestrzeni głowy, jest kierowanie się tym, co płynie z przestrzeni serca

Już w Upaniszadach kilka wieków temu było napisane „Przestrzeń serca – ponadczasowy wymiar świadomości, w którym wszystko jest możliwe, tu i teraz. Tak przeogromna jak przestrzeń wokół nas jest maleńka przestrzeń w twoim sercu; odnajdziesz w niej niebo i ziemię, ogień i powietrze, słońce i księżyc, błyskawice i konstelacje gwiazd, cokolwiek należy do ciebie tu na dole, i to, co nie należy, wszystko to zgromadzone zostało w tej maleńkiej przestrzeni twojego serca”.

To właśnie o przestrzeni serca mówi się dzisiaj coraz głośniej i odważniej. Zmęczeni ciągłym myśleniem, zastanawianiem się, interpretowaniem, stresem, odkrywamy na nowo miejsce, z którym, jak mówią przewodnicy duchowi na całym świecie, jesteśmy zintegrowani od momentu narodzin.

Serce to nie tylko organ, który pompuje krew i napędza nasze ciało. To również, czy też może raczej, nadajnik, który na początku był idealnie nastrojony, z biegiem lat trochę się rozregulował, a dzisiaj wymaga ponownego nastrojenia, jak fortepian, który zbyt długo stał nieużywany. Pocieszające jest to, że nie potrzebujemy zewnętrznego stroiciela, ponieważ sami potrafimy zrobić to najlepiej. Jeśli tylko podejmiemy decyzję i wykonamy działanie.

W przestrzeni serca nie ma oceny zjawisk, ludzi, działań… nie ma też planowania i myślenia

Jest:

  • jedynie odczuwanie, płynięcie, jak to się mówi, z prądem
  • spokój, uśmiech i poczucie głębokiej intuicji
  • zadowolenie z tego, co się wydarza, połączone z przekonaniem, że jesteśmy na właściwej drodze (jakby odnaleźć drogę do domu, kiedy zagubiliśmy się w zbyt gęstym lesie, i nagle zauważamy światło z oddali)
  • wyrażenie intencji i momentalne odczuwanie, czy jesteśmy z nią spójni czy też nie
  • zadawanie pytań i odczuwanie odpowiedzi
  • komunikacja, której nic nie zakłóca (znika strach i kłamstwo)
  • tylko prawda i miłość
  • spójność odczuwania, mówienia i działania.

Osoby, które żyją z przestrzeni serca, twierdzą, że nie trzeba się tego uczyć

Wystarczy sobie przypomnieć. Właściwie wystarczy skupić się na okolicach serca i zacząć odczuwać. Nic więcej. Tylko tyle. Odczuwać i być. A działanie jest naturalną konsekwencją kierowania się sercem.

Serce, co dodatkowo odkryli uczeni z Instytutu HeartMath, wytwarza największe i najsilniejsze pole energii w porównaniu z innymi narządami, nawet z polem wytwarzanym przez mózg. Okazało się, że ma ono średnicę od dwóch i pół do trzech metrów, a jego oś umiejscowiona jest w sercu. Kształtem przypomina ono pączek z dziurką w środku, czyli torus, który uważany jest za niepowtarzalną, najbardziej pierwotną formę istniejącą we wszechświecie.

Średnica pola wskazuje, że to, co emituje nasze serce przechodzi na osoby, które są w naszym otoczeniu. A to, co jest emitowane przez serca innych, dotyka nas. Dlatego tak szybko odczuwamy poziom energii tego, co się dzieje w pomieszczeniu do którego wejdziemy, a w którym są ludzie, którzy na przykład kilka chwili temu się pokłócili. Dlatego też szybciej wyczuwamy, że coś jest nie tak, zanim fizycznie się to objawi.

Zatem, głowa czy serce?

A może jest tak, że niektórzy z nas muszą zacząć od głowy, żeby dojść do serca? Najważniejsze jest zdawać sobie sprawę z tego, że nasze wybory na dany moment są najlepsze z możliwych, jakie możemy zrobić. Więc jeśli idziesz okrężną drogą, to też jest w porządku. Po prostu idź. Nigdy nie wiadomo, czy za kolejnym zakrętem nie trafisz na skrót, tajemne przejście, które zauważysz, bo będziesz gotowy. A jeśli już żyjesz z przestrzeni serca, to wielkie gratulacje. Możesz pomóc innym w przebudzeniu się do pełni życia w szczęściu i miłości.

Z miłością

Joanna Macioł

www.5palcowdodlugowiecznosci.pl

#kolejne artykuły