Podsumowanie SeeBloggers Łódź 2018 | worldmaster.pl
#

Tegoroczna edycja największego festiwalu przeznaczonego dla twórców internetowych w Polsce już za nami.

Na wydarzeniu zgromadziło  się około 2000 osób z całego kraju i nie tylko. Festiwal odbył się w bardzo imponującym i nowoczesnym kompleksie EC1 w Łodzi. Można było tam spotkać największe gwiazdy Internetu w dzisiejszych czasach. Blogerzy, Vlogerzy, Youtuberzy oraz Influencerzy organizowali warsztaty tematyczne oraz prowadzili prelekcje, a także wymieniali się opiniami na temat obecnej sytuacji na rynku “online”.

worldmaster-seebloggers-harryjmakeup-ispot-apple

Redakcja portalu worldmaster przeprowadziła wywiady z jednymi z najbardziej rozpoznawalnych osobistości na tym wydarzeniu. Rozmawialiśmy m.in. z  Jurkiem Owsiakiem z Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, który bardzo pozytywnie wypowiedział się na temat naszej ideologii i działania.  Popularnym polskim youtuberem Sylwestrem Wardęgą oraz Michałem Żebrowskim, który promował znany wszystkim “Teatr 6 piętro” oraz swój nowy kanał na YouTube pt. “Michał Żebrowski”. Wszystkie te materiały będziecie mogli już niedługo zobaczyć na naszych kanałach social oraz oczywiście na portalu WM.

worldmaster-seebloggers-jezrzy-owsiak

Wiedza, wiedza i jeszcze raz wiedza…

Jak powszechnie wiadomo SeeBloggers to nie tylko targi, ale przede wszystkim interesujące warsztaty tematyczne oraz prelekcje znanych na całym świecie osobistości.  W tym roku mogliśmy zobaczyć i posłuchać między innymi wszystkim dobrze znanej i niesamowicie popularnej modelki Sandry Kubickiej, Uli Chincz, która prowadzi popularny kanał na YouTube: “Ula Pedantula”.  Oprócz tego, bardzo ciekawe wystąpienie na temat prowadzenia portalu internetowego oraz historii założenia JastrzabPost przeprowadziła Agnieszka Jastrzębska, która zna kulisy świata show biznesu od podszewki.

Publiczność również żywo reagowała na wystąpienia swoich ulubieńców: Urszuli Dudziak, Katarzyny Nosowskiej oraz Pascala Brodnickiego. Ten ostatni podczas imprezy promował swój kanał “Tuba Smaku”. Warsztaty na temat wystąpień publicznych prowadził popularny prezenter telewizyjny Maciej Orłoś, autor kanału YouTube: “Okiem Orłosia”.

Na Festiwalu SeeBloggers Łódź pojawili się także:

Fashionable, Martin Stankiewicz, Paulina Mikuła, Grupa Filmowa Darwin, Esy Floresy Store, Charlize Mystery, Fashionelka, Ekskluzywny Menel, Radzka, Siostry ADiHD, Mediafun, Katarzyna Bosacka, Krytyka Kulinarna, Nieperfekcyjna Mama, Mam Wątpliwość, Joanna Banaszewska, Zwierz Popkulturalny, Zatrzymaj Faceta, Reżyser Życia, Panna Joanna, Billie Sparrow, Michał Pol, Happy Content, nowoczesna Polska, Anna Ciarkowska, Magda Bereda, Aleksandra Pawlik, Emilia Królikowska, Bakusiowo, Borsuk Vlog, Mrozik Oficjalnie, Make Life Harder, Nocny Marco, InfluencerTool, Emce Kwadrat, Matura To Bzdura, Małgorzata Heretyk, Paweł Orzech i Grzegorz Strzelec.

warsztaty kulinarne bekko

See Bloggers Łódź

Również ten Festiwal twórców internetowych zakończył się sukcesem organizatorów. Podczas dwóch dni udało się zrzeszyć ludzi twórczych, kreatywnych i pomysłowych, którzy rozumieją, że nowoczesne media są przyszłością. Na imprezie można było spotkać osoby znane z radia, telewizji oraz twórców internetowych. Te światy przenikają się  i nawzajem uzupełniają. Było to spotkanie ludzi, którzy identyfikują się ze sobą oraz kulturą świata internetu. Inspirują się, znają i wspierają.

Portal internetowy worldmaster

Idealnie w charakter Festiwalu SeeBlogges Łódź, wpisał się portal worldmaster. Twórcy internetowi mogą dodawać na nim swoje treści w postaci postów, podcastów, video oraz obszernych artykułów tematycznych. Każda publikacja, która znajduje się na WM jest bardzo wyraźnie sygnowana podpisem autora w raz z jego Bio i linkami do sociali, bloga itp. Dzięki temu każdy redaktor powiększa swoje grono odbiorców o społeczność worldmaster’a, a w zamian serwis staje się jeszcze bardziej ciekawy i interesujący. Nie ma tu miejsca na  “hejt” oraz zbędne komentarze, które psują kontent wartościowych treści. Mocno promuje się tu za to otwarte debaty na dany temat z innym autorem w postaci publikacji na stronie. Taka forma wymiany zdań wydaje się być znacznie mocniej rozbudowana i wymusza na autorach przedstawienie bardziej przekonujących argumentów.

Uczestnicy imprezy byli zachwyceni tym pomysłem oraz formułą dodawania postów na worldmaster. Uznali to za wypełnienie pewnej luki na obecnym rynku polskiego internetu.

Podsumowanie SeeBloggers Łódź 2018

Większość prelegentów obecnych na Festiwalu SeeBloggers Łódź miało podobne odczucia na temat świata online, który na przestrzeni ostatnich paru lat bardzo ewoluował. Społeczność internetowa stała się bardziej dojrzała i świadoma dodawanych treści. Nie liczy się już ilość napisanych postów i like’ów, które w dzisiejszych czasach można sobie bez problemu kupić. Znaczenie ma content, wartościowa publikacja, która zatrzyma odbiorcę na dłużej.

Twórca, oprócz swojej charyzmy i dobrego, oryginalnego pomysłu na siebie, musi zadbać również o techniczny aspekt swoich publikacji. Jego treści muszą być atrakcyjne i ciekawe dla odbiorcy. Bardzo pomocna jest też rada dla początkujących twórców internetowych, którą przekazała Katarzyna Nosowska podczas swojej prelekcji:

Bądź sobą…Zachowaj wewnętrzną cząstkę siebie z dzieciństwa i pielęgnuj ją…Wtedy ludzie wyczują, że to co robisz jest szczere i w to uwierzą.

Już nie możemy doczekać się kolejnego SeeBloggers. Organizatorzy dołożyli wszelkich starań, aby impreza stała na najwyższym poziomie. Zadbali o każdego uczestnika oraz partnera w najdrobniejszych szczegółach. Znalazło się na niej bardzo dużo wartościowych osób, pełnych pasji i chęci do poznania nowych osób. Z tego względy bardzo cieszymy się, iż mogliśmy uczestniczyć w tej imprezie w roli partnera, a także poznać tak wielu wspaniałych twórców i potencjalnych partnerów do kreowania naszego portalu.

Już niedługo możecie się spodziewać znacznie szerszej relacji z tego eventu oraz wielu bardzo ciekawych materiałów video.

Stay Tuned 🙂

Żródło: SeeBloggers.pl

 

ZapiszZapisz

Jeżeli podobnie jak ja preferujesz kolorowe, ruchome obrazki, to zacznij od wersji wideo tego tekstu na moim vlogu

Filmowa kontynuacja Deadpoola schodzi już powoli z ekranów kin, ale najemnik z najbardziej niewyparzoną gębą na świecie (z ang. merc with a mouth) z komiksowej niszy Marvela awansował na samozwańczego księcia/błazna popkultury. Wszystko dzięki kilku niezłomnym twórcom, społeczności fanów i niekonwencjonalnym działaniom, których nie powstydziłby się sam Deadpool.

Brutalny, bezceremonialny, histerycznie zabawny i świadomy swojej fikcyjności. Wyjątkowo nie mówię o sobie. Taki już od niemal trzech dekad jest Wade Wilson A.K.A. Deadpool, który w każdy możliwy sposób odstaje od reszty bohaterów z komiksowego uniwersum Marvela.

Skoro już prowadzę vloga zatytułowanego Bez/Schematu trudno mi nie przyznać, że kochałem Deadpoola na długo przed jego kinowym objawieniem się światu pod postacią superbohaterskiego zbawiciela kategorii R. (Mnie też zdarza się burzyć czwartą ścianę i zwracać do publiki, której nikt nie widzi). Kinowy triumf – teraz już podwójny – był miłą niespodzianką dla mnie i dla wielu. Ale droga prowadząca na srebrny ekran nie była usłana różami, wymagała nieustępliwości i szeregu nietypowych zagrywek. Zupełnie jakby rozegrał to sam Wade Wilson. Musisz na moment zaufać mi na słowo: znajdziesz w niej kilka bardzo wartościowych lekcji i nauk do zastosowania także w swoim obszarze działalności. Słowo!

Lekcja historii (ponurej, ale z happy endem)

Pozwól, że zacznę od krótkiej historii.

Ryan Reynolds zakochał się w postaci Deadpoola, kiedy tylko dowiedział się, że (anty)bohater opisał swój typ urody jako krzyżówkę psa shar pei z… Ryanem Reynoldsem.

W 2004 r. na planie niezwykle nieudanego “Blade: Trinity” (och, gdyby Ryan tylko wiedział wtedy, że wyląduje jeszcze w “X-Men Origins: Wolverine” i “Green Lantern”…), Reynolds zaraził pomysłem na film Davida Goyera. Rozpoczął się 12-letni (!) okres przygotowań do produkcji, który zasługuje na osobny obraz dokumentalny.

Koncepcję filmu przedstawiono studiu 20th Century Fox, które stosowało taktykę push-pull. Goyer szybko zniechęcił się i odłączył od projektu, a na jego miejsce wszedł reżyser Tim Miller. Razem z Reynoldsem wielokrotnie prezentowali przed producentami swoją wizję, aż w końcu studio uległo, stawiając jednak jeden warunek: najpierw niewielka rola Deadpoola w “X-Men Wolverine: Origins”, a dopiero później samodzielny film. (Hugh Jackman miał wówczas nieco wyższe notowania akcji niż Ryan Reynolds).

Przesuwając zegar naprzód o kilka lat: katastrofa i gwałt na postaci Deadpoola, jakiej dokonano w solowym filmie o Wolverinie, plus rola Reynoldsa w “Green Lantern”, o której wszyscy chcieliby dziś zapomnieć (włącznie z aktorem), w zasadzie zabiły szanse na kinową adaptację Deadpoola.

Miller i Reynolds mogli już wyłącznie zagrać va banque. Stworzyli kilkuminutowy short przygotowany w całości w CGI z głosem Reynoldsa. Ostatnia szansa na przekonanie studia – oczarować ich namiastką finalnego produktu. Co na to panowie w garniturach? Nie, za dużo krwi, przecież ludzie tego nie chcą. Nie, kostium zbyt czerwony. Nie, bohater za dużo mówi. Słowem, chciano wyciąć wszystko to, co czyniło Deadpoola Deadpoolem. Na co twórcy (i chwała im za to) nie chcieli przystać. Temat utknął w martwym punkcie i nie pomogły nawet rekomendacje Jamesa Camerona i Davida Finchera, prywatnie przyjaciół Tima Millera.

Nagle w 2014 r. na YouTube wycieka wspomniany short CGI. Fani dostają palpitacji. Wideo jest szerowane i konsumowane na potęgę, a w ciągu 48h studio 20th Century Fox zostaje zalane tonami listów od społeczności domagającej się właśnie takiej ekranizacji Deadpoola.

Kilkuset tysiącom fanów udaje się osiągnąć w dwie doby to, czego Ryanowi Reynoldsowi i Timowi Millerowi nie udało się przez 10 lat. Deadpool dostaje zielone światło. Trafia do kin. Rozbija bank (dwukrotnie). A fani są nasyceni.

Tyle, jeśli chodzi o historię. (Jeżeli Cię wciągnęła, to gorąco polecam Ci jeszcze ten tekst). Teraz pora na naukę!

Lekcja pierwsza: o społeczności i jej potrzebach

Studio filmowe to nie galeria sztuki sponsorowana przez szczodrych mecenasów. To jasne, że ma zarabiać pieniądze.

20th Century Fox nie zgadzało się na rozpoczęcie produkcji Deadpoola w takiej, a nie innej formie, bo chociaż nie było pewne czego chce widownia (szczególnie po katastrofalnej porażce jaką był solowy film o Wolverinie), to było przekonane, że wie czego widownia nie kupi.

Tylko… kim jest widownia? Kim są konsumenci? Z perspektywy marketera – najczęściej konstruktem myślowym, hipotezą, którą weryfikuje różnego rodzaju badaniami, z lepszym bądź gorszym skutkiem. Kiedy mowa o produktach mainstreamowych, mających trafiać to tzw. “przeciętnego odbiorcy”, to jak strzelanie z łuku do Ant-Mana z rozpędzonej Tesli.

Wystarczył mały sabotaż twórców, żeby pokazać, że kwestionariusze, wywiady fokusowe, screen testy są warte tyle, co nic, kiedy namacalny kawałek dzieła skonfrontuje się z prawdziwymi fanami. W tym wypadku był to short CGI wypuszczony do sieci.

I to właśnie lekcja pierwsza: nigdy nie zakładaj, że wiesz, czego chcą ludzie, dopóki im tego nie pokażesz. Szczególnie, jeżeli “ludzie” to dla Ciebie zbita, bezpłciowa masa, a w praktyce może ujawnić się jako niezwykle zgrana, oddana, ale i wybredna społeczność.

O tym, jak znakomicie w epoce internetu sprawdza się marketing oparty na społecznościach pisał m.in. Seth Godin (“Plemiona” i “Wszyscy jesteśmy dziwni”) oraz Chris Anderson (“Długi Ogon”). I do tych lektur chętnie odsyłam Cię, aby lepiej zrozumieć, dlaczego to Miller i Reynolds mieli rację, a nie korporacyjni marketerzy 😉

Lekcja druga: o autentyczności i kompromisach

Deadpool otrzymując zgodę na produkcję, otrzymał w pakiecie także kategorię R – jako pierwszy mainstreamowy film superbohaterski od dwóch dekad. To znaczy, że Wade Wilson mógł przeklinać, ucinać głowy innym czy ręce sobie i jeszcze chodzić nago na ekranie. Z każdego z tych praw skorzystał niczym prawdziwy dżentelmen.

Społeczność wymusiła taką kategorię wiekową filmu swoją reakcją na short, ale trzeba pamiętać, że to Reynolds i Miller za wszelką cenę walczyli o to, aby nie “stępić” Deadpoola. Z góry wiedzieli, że fani wpadną w furię, jeżeli postać filmowa jakkolwiek będzie wypadkową kompromisów w stosunku do wersji komiksowej.

I tu kryje się kolejna ważna lekcja: autentyczność jest dziś walutą interakcji ze społecznością. Należy o nią dbać za wszelką cenę, a jeżeli wiesz, że zostanie zaprzepaszczona przez bezmyślną, krótkowzroczną decyzję – nie ustępuj.

Reynolds i Miller mogli ustąpić i pójść na kompromis ze studiem. Deadpool pewnie ukazałby się w 2011 r., został wgnieciony przez fanów i krytyków w ziemię, a twórcy pozostaliby z kacem moralnym. Zamiast tego artyści unikali zgniłego kompromisu, bo wiedzieli doskonale, jak wygląda wyrok śmierci w świecie kinowych superbohaterów (pozdrowienia dla Green Lanterna, Ghost Ridera, Inhumans i jeszcze kilku innych).

I kontynuując wątek lektur polecanych: zwróć uwagę na książkę “Authenticity” autorstwa Jamesa Gilmore’a i Josepha Pine’a, którzy wprowadzili koncepcję wiarygodności jako formy wyróżnienia się na rynku niezwykle podobnych i skorporacjonalizowanych produktów. To kopalnia wiedzy, którą twórcy Deadpoola zastosowali z powodzeniem w praktyce.

Lekcja trzecia: o doświadczeniach w marketingu

I wreszcie: filmowy Deadpool i jego twórcy przypomnieli, że marketing może być fun. To nie wyłącznie zespół działań SEO, konwersja, generowanie leadów, automatyzacja, targetowanie, personalizacja, wskaźniki CTR i chatboty planujące inwazję na Twojego smartfona.

Reynolds był pierwiastkiem nieokrzesanej kreatywności i humoru, który wszedł w reakcję z ekipą fajnych marketerów. W ten sposób powstały takie małe arcydzieła, jak choćby to:

Czy to:

Czy to:

Dlatego ta lekcja mogłaby brzmieć: marketing może być czystą, niedorzeczną przyjemnością, jeżeli wprowadzisz do niego element kreatywności i sztuki. A sami marketerzy zbyt rzadko sobie na to pozwalają, bo ograniczają swoje horyzonty w zakresie środowisk, źródeł wiedzy, procedur itp. Wiesz, co mam na myśli, prawda?

Ale, ale! Nie byłbym bez schematu, gdyby to spostrzeżenie miało być lekcją. Nie, to truizm. Właściwa nauka brzmi inaczej: konsumenci są dziś głodni przeżyć i doświadczeń, a nie po prostu produktów i usług.

Fani czekając na kolejne części Deadpoola nie czekają już po prostu na film. Czekają na wszystko, co wydarzy się wokół niego. Kolejny wywiad z Reynoldsem w masce. Kolejną PRową niespodziankę. Kolejny oryginalny billboard. Może jakiś performance, może wyskoczenie z lodówki wiernego fana.

Mógłbym powiedzieć, że chodzi o experiential marketing, ale to byłoby spłycenie tematu. To naprawdę gospodarka doświadczeń. I ostatnia już lektura, którą chcę Ci polecić. “Experience Economy” wspomnianego wcześniej duetu Gilmore’a i Pine’a to doskonałe wprowadzenie do nowego typy ekonomii, w której ludzie szukają na rynku wartości niepowtarzalnej, godnej zapamiętania i wykraczającej poza wąsko rozumiane formaty, treści czy kanały.

I na koniec…

Oczywiście, mógłbym też zachęcić Cię do tego, żeby być Ryanem Reynoldsem. To on stanowił spoiwo wszystkich tych koncepcji. To on uszanował komiksową postać na tyle, że nie pozwolił grupce korpoludków zniszczyć jej na oczach fanów (po raz drugi 😉 ). To on wie, że fani chcą obejrzeć wywiad z Deadpoolem, a nie nim, aktorem. Że pragną autentyczności, a nie ciągłego puszczania do nich oka; zacierania granicy między fikcją a rzeczywistością, prawdziwego doświadczenia. W zamian odpłacają się tysiącami pomysłowych, zabawnych i wdzięcznych komentarzy w social media. No, i milionami dolarów w kinach.

Także bądź jak Ryan Reynolds. Będzie Ci łatwiej, jeśli obejrzysz wersję wideo tego tekstu oraz razem ze mną pozostaniesz Bez/Schematu 😉

Długoterminowe perspektywy dla rynków kryptograficznych są przejrzyste, jak nigdy dotąd?

Jeden z pierwotnych założycieli Ethereum oraz współzałożyciel Cardano Charles Hoskinson, pomimo kryzysu na rynku kryptowalut uważa, że długoterminowe perspektywy dla rynków kryptograficznych są przejrzyste, jak nigdy dotąd.

Charles Hoskinson 20 czerwca napisał na swoim Twiterze, że ​​”wejście Wall Street do sektora kryptografii przyniesie dziesiątki bilionów dolarów” pomimo kryzysu na rynku, który występował w ciągu ostatnich sześciu miesięcy. Według Hoskinsona, krytycy przeoczyli ogromną liczbę inwestorów instytucjonalnych oczekujących na przelanie swoich pieniędzy w kryptowaluty.

Hoskinson twierdzi, że przyszłość będzie wyglądać znacznie lepiej w porównaniu z obecną sytuacją. Zapytany, co dokładnie buduje wspólnota kryptograficzna, Charles odpowiedział: “zupełnie nowy świat”.

Dalszy kierunek rozwoju technologii blockchainowych

Pomimo obecnych spekulacji na temat kierunku rynku, prognozy Hoskinsona wydają się być zgodne z ewidentnym wzrostem popularności w przypadku dużych firm finansowych, takich jak Goldman Sachs i Intercontinental Exchange. Kilka tygodni temu największa giełda w USA, Nasdaq ogłosiła, że wkrótce będzie możliwy handel Bitcoinem oraz Ethereum na ich platformie. Według Forbes’a, Hoskinson założył szkołę online o nazwie Bitcoin Education Project, w której poznał założyciela Ethereum, Vitalika Buterina, i rozpoczął swoją podróż w kierunku stworzenia drugiej co do wielkości kryptowaluty na świecie – Ethereum – pod względem jej oficjalnej kapitalizacji na globalnym rynku.

Definicja słowa fintech oraz jego potoczne znaczenie

Jeśli czytasz ten tekst to najprawdopodobniej zaciekawiło Cię, co to w ogóle jest ten cały fintech. Czy mi się to może przydać? Czy używam tego na co dzień? Czy to jakieś niebezpieczne naciągactwo lub oszustwo? Ba! Spotkałem się nawet ostatnio z niezwykle ciekawą opinią, iż jest to nowa, bardziej rozbudowana wersja MLMu(multi-level-marketingu). No dobrze, więc od podstaw – fintech to nic innego jak połączenie dwóch wszystkim znanych słów, czyli finansów oraz technologii. Jak mniemam w tym momencie połowa z czytelników już chce zamykać ten artykuł, bo mówi sobie: ok wiem już wszystko  – mam przecież konto bankowe z dostępem do internetu, a zakupy robię przez Payu na Allegro, więc ten cały fintech to żadna wielka nowość.

Wbrew temu co myślisz, poniżej postaram się wyjaśnić, że na dzień dzisiejszy fintech to nie tylko płatności online i nie tylko biznesy typu MLM. Tak na marginesie porównanie MLM do Fintechu jest jak porównanie drukarki laserowej z gołębim piórem. Teoretycznie to i to pisze, ale w praktyce nie ma ze sobą za bardzo nic wspólnego. Fakty są takie, że MLM powstał już dziesiątki lat temu, a internet jedynie pozwolił mu się rozwinąć i zglobalizować, tak jak wielu firmom z innych branż.

Firmy z sektora Fintech

Do tzw. “firm fintechowych” możemy śmiało zaliczyć:

  • banki,
  • firmy ubezpieczeniowe,
  • instytucje płatnicze,
  • instytucje pożyczkowe,
  • sieci afiliacyjne(np. sławne MLMy),
  • platformy inwestycyjne,
  • platformy crowfundingowe,
  • firmy wykorzystujące blockchain,
  • firmy gamingowe,
  • firmy dostarczające rozwiązania weryfikacyjne,
  • firmy wykorzystujące sztuczną inteligencję,
  • firmy zajmujące się analityką danych,
  • kantory internetowe i wiele innych.

W takim razie wiemy już, że fintech to spory kawał dzisiejszej gospodarki. Wiemy, że to po prostu obrót pieniądza w sieci. Czas więc rozwinąć kilka kwestii z tej tematyki, które w naszym kraju niestety są marginalizowane i często błędnie przedstawiane oraz tłumaczone. Poniżej postaram się bardzo pobieżnie i ogólnie opisać takie pojęcia jak blockchain, czyli technologie mogącą zmienić cały obecnie znany nam świat, sławne kryptowaluty, częściej nazywane w Polsce jako Bitcoiny (Bitcoin to też kryptowaluta. Różni go od reszty jedynie to, że jest z nich najstarszy i mówią o nim czasem w Teleexpress), a także nowoczesne startupy, czyli tzw. ICO.

fintech bitocin blockchain crypto krypto kryptowaluty ICO

Źródło:http://fintechnews.sg

Blockchain

Po polsku oznacza to “łańcuch bloków”, no i tu mógłbym zacząć pisać, że to zdecentralizowana i rozproszona sieć P2P, bez centralnych komputerów i tak właśnie przestajesz czytać to co piszę i zamykasz tą stronę. Masz 100% racji, bo jak osoba nie mająca wcześniej styczności z tą tematyką, miałaby wiedzieć o co chodzi w tych wszystkich dziwnych zwrotach. A więc jeszcze raz od początku. Najprościej rzecz ujmując, blockchain to taki łańcuch, w którym każde kolejne zdarzenie jest nowym ogniwem (tzw. blokiem). Tak jak w przypadku metalowego łańcucha. Żeby miał on sens istnienia, każde ogniwo musi łączyć pozostałe w całość i nie może zostać przerwane. Dzięki temu każda kolejna transakcja lub zdarzenie musi być połączone z wszystkimi poprzednimi (w blockchain nazywa się to potwierdzeniami z sieci) i następnymi.

Dla przykładu jeśli zrobię Ci przelew przez tradycyjną bankowość internetową w niedzielę, a Twoje konto jest w innym banku (a już nie daj Boże w innym kraju) to musisz czekać na dojście środków lub otrzymać ode mnie potwierdzenie przelewu. Ale takie potwierdzenie można łatwo podrobić, to przecież tylko wydruk na kartce papieru. Nie zadzwonisz do banku np. w Nigerii zapytać, czy wyszły może do mnie środki od Pana X, w dniu Y i kiedy będą, prawda?

blockchain kryptowaluty ICO fintech

Źródło: CNBC.com

Magiczna technologia

No i teraz z pomocą przychodzi magiczna i cudowna technologia blockchain. W jej przypadku, jak tylko dana osoba wyśle Ci przelew, momentalnie otrzymujesz potwierdzenia z sieci (czyli tych pozostałych ogniw), że tak, zgadza się, w naszym łańcuchu pojawiła się taka transakcja i pasuje do łańcucha. Wtedy masz pewność, że nikt już nie będzie w stanie tego cofnąć, sfałszować, a i nie napisałem jeszcze najlepszego. Taki przelew dotrze do Ciebie w kilka minut lub sekund, nie dni. Do tego będzie kosztował prawdopodobnie mniej niż paczka zapałek w sklepie. Dodatkowo sieć ta jest zdecentralizowana, czyli nie ma komputera centralnego. Oznacza to, że np. jeśli hakerzy włamią się do Twojego banku i usuną w jakiś sposób całą bazę danych, to taki bank straci informacje o wszystkich klientach, wyobrażasz to sobie? Anarchia totalna, nie wiadomo czy masz kasę, czy kredyt, czy super lokatę na 0,000125% w skali roku minus podatek Belki.

Decentralizacja ma ten istotny atut, że każdy użytkownik sieci jest posiadaczem całej bazy danych i historii wszystkich transakcji (oczywiście zaszyfrowanych, więc wszystko pozostaje anonimowe). Tak więc hipotetycznie, jeśli nagle ktoś zniszczy wszystkie komputery świata, ale pozostanie jeden podłączony do blockchain, to cała sieć wraz z historią będzie w stanie się odbudować, a żadne dane nie zostaną utracone. Przykro mi, dane o kredytach również. Oczywiście mój opis jest bardzo uproszczony i ma na celu jedynie zobrazować niektóre cechy łańcucha bloków. Gorąco zachęcam do zgłębiania wiedzy na ten temat. To co tutaj napisałem jest jedynie malutkim czubeczkiem góry lodowej, jeśli chodzi o potencjał tej właśnie technologii.

Kryptowaluty

No to teraz się zacznie. Przecież każdy już wie co to Bitcoin i że kryptowaluty to oszustwo. Wystarczy włączyć wiadomości, aby dowiedzieć się, że to nowe Amber Gold i sposób na “nabicie w butelkę” biednych ludzi. Okazuje się, że nie do końca. Zacznijmy od tego, że Bitcoin to pierwsza i najstarsza kryptowaluta. Dla miłośników kina gorąco polecam WPIS Damiana na temat filmu dokumentalnego o BTC, który został wyprodukowany przez Netflix – warto przeczytać i oglądnąć. Kryptowaluty to tzw. wirtualne tokeny, mające swoją wartość liczoną w znanych nam walutach takich jak dolar, czy euro. Najczęściej są one powiązane z jakimś projektem, który ma swoje cele i zamiary, a jeśli robi wszystko zgodnie z planem, to wartość jego tokenów rośnie na giełdzie. Czy coś Ci to może przypomina? Tak to trochę podobne do rynku akcji, ale znacznie bardziej rozbudowane. 🙂

fintech bitocin blockchain crypto krypto kryptowaluty ICO

Źródło: www.fb.com/zarobekws

“KryptoBlockchainWaluty”

Kryptowaluty od zawsze funkcjonują w technologii blockchain, dlatego często te pojęcia są mylnie uważane za to samo. Prawda jest taka, że krypto i blockchain są i będą ze sobą na zawsze powiązane, ale w żadnym wypadku nie oznaczają tego samego. Na dzień dzisiejszy mamy już parę tysięcy różnych kryptowalut, ale jedna góruje nad nimi wszystkimi i wyznacza pozostałym trendy. Oczywiście chodzi o sławnego Bitcoin’a. Pierwsza, zdecentralizowana, elektroniczna jednostka stworzona po kryzysie finansowym przez nikomu nieznanego Satoshiego Nakamoto. Jego wartość w ostatnich czasach rosła w niebotycznym wręcz tempie, lecz ostatnio znacznie zmalała. Nie będę się tu rozwodził w kwestii, czy to bańka, czy nie oraz czemu kosztuje tyle, a nie tyle. Moim zdaniem zasada wartości od początków ludzkości jest taka sama – Coś jest warte tyle, ile inni są w stanie za to zapłacić. Jaką wartość materialną ma obraz Picassa? Jaką wartość materialną ma pierwszy komiks Superman 1? Odpowiedź pozostawiam Tobie.

Oczywiście w świecie kryptowalut nie brak oszustów i naciągaczy, którzy pragną okraść łatwowiernych inwestorów. Jednak dziwi mnie fakt nagłaśniania w mediach “niektórych” krajów, że komuś skradziono Bitcoin’y o wartości X, w takim razie Bitcoin to zło, bańka i kłamstwo. Czy w związku z tym, jak okradną sejf w banku, to będzie wina leżących w nim pieniędzy? Podsumowując, kryptowaluty to takie elektroniczne coś, trochę jak akcje, trochę jak pieniądze, ale tak na prawdę to po prostu postęp, który czeka nas wszystkich, czy tego chcemy, czy nie.

ICO

Najmniej znane pozostawiłem na koniec, ale warto choć trochę rozjaśnić ten skrót. W wielu krajach obecnie trwa gorąca debata na ten temat ICO. Po angielsku Initial Coin Offering. a po naszemu zbiórka pieniędzy na jakiś określony cel w zamian za udziały w tym przedsięwzięciu. Czyli taki startup, tylko w zamian za nasze pieniądze otrzymujemy udziały w postaci tokenów (kryptowalut). Możemy potem sprzedać je po wyższej lub niższej cenie w porównaniu do zakupu. ICO jest to bardzo burzliwa kwestia, gdyż ta metoda zbiórki daje duże pole manewru dla oszustów. Teoretycznie mogą oni zebrać pieniądze i zniknąć bez śladu. Oczywiście zdarzyły się już takie sytuacje, ale okazuje się, że nie jest to wcale takie łatwe jakby się mogło wydawać, gdyż takie instytucje jak amerykańskie SEC monitorują obecnie ten rynek bardzo dokładnie, a osoby chcące dopuścić się tzw. fraudu, są bezwzględnie traktowane.

fintech bitcoin blockchain crypto krypto kryptowaluty ICO

Źródło: www.ccn.com

Initial Coin Offering, co dalej?

ICO jest to najświeższe obecnie pojęcie w świecie fintechu i krypto. Z pewnością doczekamy się tu wielu regulacji i zmian. Należy jednak zauważyć, iż na prawdę spora ilość projektów tego typu po zbiórce często olbrzymich środków (ponad 100 milionów dolarów) rzetelnie wykonuje swoje założenia. Wartość tokenów często wzrasta nawet po kilka tysięcy procent. Sama idea Initial Coin Offerings jest na prawdę wspaniała. Pozwala rozwinąć się wielu niesamowicie interesującym projektom, jednak jak zawsze w każdej beczce miodu musi być także łyżka dziekciu. Należy więc bardzo uważać w co się inwestuje oraz zdawać sobie sprawę, że wkłada się własne pieniądze w czyjąś ideę, a ta może zostać zrealizowana lub nie. Jak mówi stare przysłowie – kto nie ryzykuje ten nie zyskuje, ale warto pamiętać, iż w przypadku startup’ów lub ICO to ryzyko jest na bardzo wysokim pułapie.

Dziękuję Ci za Twoją uwagę

Mam nadzieję, że chociaż w minimalnym stopniu udało mi się wyjaśnić niektóre kwestie związane z tym, czym jest obecnie fintech i w jaką stronę zmierza. Gorąco zachęcam do zaglądania czasem do tej tematyki i poszerzania swojej wiedzy w tym zakresie. Zwracam na to uwagę, gdyż może się okazać, że za jakiś czas to co dziś jest dla nas bardzo odległe, jutro stanie się naszą codziennością.

Wyobraźcie sobie na chwilę, że jesteście ludźmi odpowiedzialnymi za dystrybucje filmów do polskich kin i stajecie przed decyzją na temat tłumaczenia sequelu słynnego Jumanji. Więc dubbing czy napisy??

Dostajecie najlepiej odgrzaną markę od powrotu Mad Maxa. Producenci postarali się o aktorów komediowych z najwyższej półki i znanych ze swej ogromnej charyzmy, a scenarzyści opierają całą historię na chemii między nimi. Dodatkowo wiecie, że nie jest to film skierowany do dzieci. Widzicie wiele żartów i gagów, które są nieodpowiednie dla najmłodszych. A przecież macie też informacje, że w stanach produkcja wychodzi z oznaczeniem PG13. Dodatkowo twórcy liczą przecież głównie na ludzi z sentymentem do pierwszej części, a oni są dzisiaj koło trzydziestki. Ilu z Was zdecydowałoby się na wypranie Jumanji 2 z głównych atutów i dać do multipleksów TYLKO dubbing ?? Pewnie nikt …

W oczekiwaniu na Blu-Ray. 

W kinie nie byłem, bo nie zniósłbym Th Rock’a mówiącego głosem Krzysztofa Banaszczyka, nawet jeśli jest fenomenalny w swojej robocie, a właściwie to listę osiągnięć ma imponującą. Na szczęście dostaliśmy już wersje na Blu-Ray i możemy cieszyć się oryginalną ścieżką dźwiękową. Reżyser i scenarzyści idealnie trafili z klimatem swojej produkcji. Planszówka z pierwszej części zamieniła się w telewizyjną grę przygodową z końca lat 90. I w ten sposób kupili ludzi, którzy z jednej strony mają sentyment do marki, a z drugiej pamiętają mechanikę starych gier wideo. Dzięki temu film zarobił dla Sony prawie miliard dolarów. A w tym roku już bardziej zasłużone tytuły traciły pieniądze.

W czasach, gdy wszelkie adaptacje gier okazują się być wtopami finansowymi, zdecydowano się pokazać kilka mechanizmów, wyjętych prosto z komputerowej rozgrywki. I jakimś cudem świetnie to wszystko działa. Mamy tu NPC, z zapętlającymi się dialogami. Odnawialne życia, które bohaterowie szybko uczą się szanować. Najzabawniejszy jednak motyw, to mocne i słabe strony postaci w które wcielają się nasi bohaterowie, wciągnięci w świat Jumanji. Niesamowita charyzma aktorów i role pisane pod konkretnych odtwórców powodują, że nawet tak niecodzienne elementy, nie wybijają nas z rytmu oglądania. Kevin Hart, Jack Black i The Rock nie są może aktorami z oskarowymi ambicjami, ale gdy pozwolimy im się bawić na planie, są w stanie sprzedać nam nawet najgłupszy scenariusz.

jumanji 2, dubbing

www.thequint.com

Sam dubbing nie jest czymś co mnie strasznie boli. Rozumiem, że są ludzie którzy nie są inaczej w stanie obcować z kinem.

Jednak mam apel by dać wybór osobom, które nie są w stanie wytrzymać z aktorskim tłumaczeniem. Proponuję, nawet w przypadku animacji, dać jeden seans dziennie z napisami, a gwarantuję że znajdzie się na niego publiczność. Jumanji 2 w oryginale to świetna rozrywka. Niezbyt wymagająca, może nawet trochę wstydliwa, ale na pewno jest to film, który nie raz jeszcze obejrzę.

 

 

#kolejne artykuły