Wakacje z Maluchem? Sprawdź co ze sobą zabrać! | worldmaster.pl
#

Co powinnam mieć, co może mi się przydać?

Te pytania męczą każdą mamę przed podróżą. Chciałybyśmy być przygotowane NA WSZYSTKO i w razie potrzeby wyciągać z walizki rzeczy, jak z magicznego kapelusza. PSTRYK i jest 😉

Pamiętaj o tym, że jeśli nie jedziesz na prawdziwe odludzie, obóz przetrwania czy środek dżungli to w cywilizowanym kraju są sklepy. Pampersy czy ubrania dostaniesz niemal w każdym kraju – warto to też sprawdzić przed wyjazdem. Zatem jeśli czegoś zabraknie -> dokupisz.  Gorzej niestety jest z lekami, jak również na samą podróż (transport) warto być przygotowanym w 100%.

Kosmetyki / leki, tzw apteczka.
To chyba najwięcej zajęło objętościowo jeśli chodzi o przestrzeń Borysa w walizce. Zważywszy na to przedstawiam na szybko moją listę – wszystko w grupach, jak miałam popakowane.

  1. Podręczna kosmetyczka, czyli tzw ratunek w samolocie. Wszytsko to, co warto mieć pod ręką, gdy pojawi się afera:
    – Camilia – na uspokojonie
    – Pedicetamol – na lekko podwyższoną temperaturę
    – Dentinox – na atak zębów 😉
    – Żel antybakteryjny i mokre chusteczki – higiena
    – Plastryprzygotowane na wszystko
  2. Różne małe fiolki codziennego użytku i nie tylko – kolejna kategoria gabarytowa
    – Vit D (Vigantol)
    – Vit C (Juvit C)
    – Espumisan 100,
    – Fenistil 0,1%
    – Bepanthen
    – Masc majerankowa
    – Camilia
    – Sól fizjologiczna (Unimer)
    – Aromactiv,
    – Plastry
    – SmectaIMG_5640Zabrakło u mnie probiotyku. Ponoć dobrze dziecku podawać już 2 tygodnie przed wylotem (np. Dicoflor, Multilac) i np wapno – pomocne np w przypadku uczulenia.
  3. Pozostałe Produkty w kategorii średniej
    – Termometr
    – Octenisept,
    – Nurofen Forte dla dzieci,
    – Elektrolity (Acidolac)
    – Steper JuniorIMG_5641
  4. W wielkiej, przezroczystej torbie (po narzucie na łóżko) miałam pozostałe płynne produkty :
    – Żel do mycia,
    – balsam nawilżający,
    – olejek do opalania 50 babydream w sprayu,
    – spray na komary (Moskito Guard)przygotowane na wszystko

I w środku włożone również kosmetyczki 2 i 3. Wszystko przezroczyste, dobrze widoczne i zabezpieczone gdyby się coś wylało.
I to byłoby na tyle. Całą kosmetyczkę miałam w dużej walizce, a także w bagażu rejestrowanym. Jedynie kosmetyczka nr 1 była przy nas w torbie wózkowej Borysa.

Przy okazji szybki przegląd torby podręcznej dla dziecka na podróż ! 🙂

  • Kosmetyczka nr 1 – awaryjna
  • Zestaw na przebranie : podkład, chusteczki mokre,  4 pampersy, siateczki jednorazowe (bybyono)
  • ubranie na zmianę
  • Bluza + chustka na szyję (klima)
  • Otulacz na przykrycie
  • Przytulanka (u nas effik)
  • Słuchawki wygłuszające (mogą się przydać- kwestia indywidualna)
  • Książeczka, coś na zajęcie
  • Zapasowy smoczek (przypinka przy pierwszym)
  • Tubka z musem / słoiczek / jogurt /  herbatniki / kanapka – ogólnie przekąski
  • Woda w bidonie (+sok, na czas startu dolałam do wody i wiedziałam, że Borys będzie pił jak szalony)

Co jest fajne, to że dla dziecka (do 3 roku życia chyba) można wnieść wszystko (jeszcze przed bramkami). Ze względu na to nie trzeba wyrzucać picia i kupować w strefie bezcłowej. Normalnie wszystko wyjmuje się na taśmę mówiąc, że to dla dziecka i nie ma żadnego problemu – nawet otwarte). Ja miałam 1,5 litra wody + sok + jogurt PITNY 400 ml  jako dla dziecka 😉 Co więcej, wszystko bez problemu.

Mam nadzieję, że lista Wam się przyda. Udanych podróży <3

mama

Hej! Wszystkie osoby zainteresowane pracą na Filipinach zapraszam do obejrzenia mojego filmiku. Opowiem w nim o problemach, a także możliwościach pracy na małej wyspie na Filipinach. 🙂 Jeżeli zainteresował Cię temat, zapraszam na mój kanał na YT : link .

Biuro podróży goforwold.com podpowiada, jak spełnić szalone i bardzo romantyczne marzenie!

Miłość, szalona, nieokiełznana i tak wielka, że trzeba ją szybko przypieczętować. Tu i teraz głośnym „TAK”, czy może raczej: „Yes, I do”. Na przekór tradycji, wbrew rozsądkowi. Nie wymyśliłby tego lepiej Goethe, ojciec Romantyzmu. Nie uknułby intrygi wymyślniejszej nawet sam Szekspir, który Romea i Julię pożenił potajemnie. A jak już szaleć, jak już ślubować sobie na wariata, to tylko w Las Vegas. Byle nie obudzić się na drugi dzień z myślą: „Ale czy to w ogóle jest… legalne?”.

Niech żyją młodzi i zakochani

Jak śpiewał słynny król: Viva Las Vegas! I niech żyje para młoda.

Podobno w USA wszystko można, wystarczy chcieć. Las Vegas leży w stanie Nevada. Który Polak o Nevadzie słyszał, nie wiadomo, ale Nevada to nie Waszyngton czy Texas. Nie wyróżnia się zbytnio. Za to o mieście rozpusty, szybkich ślubów i ogromnych pieniędzy, słyszał każdy. Czy Las Vegas w ogóle można poznawać? Czy jest tam miejsce dla podróżnika-myśliciela? Cóż. Podróżnik może spróbować szczęścia na jednorękim bandycie. I ewentualnie się ożenić. Ostatecznie: który obieżyświat ma czas na planowanie wesela?

Światowa Stolica Ślubów tylko czeka na to, abyś stanął na ślubnym kobiercu. Słodkie, błyszczące, zahukane od świateł i kasyn Las Vegas zdaje się mówić: „Odpuść sobie przedślubny stres. Miesiące przygotowań, kilkadziesiąt tysięcy na wesele, a do tego patetyczna ceremonia. A można prościej!”. W Las Vegas wszystko wygląda inaczej. Bajecznie.

Czy aby na pewno? Jak się okazuje, przyszli nowożeńcy jednak lubią splendor. Kasia i Marcin (Paczki w podróży), którzy świadkowali na ślubie w Las Vegas, wspominają:

Z tą spontanicznością nie do końca jest tak jak nam się wydaje. Oczywiście, zdarzają się śluby brane z potrzeby chwili lub pod wpływem upojenia alkoholowego, ale większość z nich to starannie zaplanowane uroczystości. Taki ślub kosztuje od kilkuset do kilku tysięcy dolarów, a na wielu z nich obecna jest rodzina i przyjaciele. Do kaplicy, w której ślub brali nasi znajomi, co 15 minut przyjeżdżała limuzyną nowa para, by zawrzeć związek małżeński, a godzina odbioru spod hotelu/kasyna musiała być wcześniej ustalona. Pewnie z droższymi ślubami jest więcej załatwiania, a z tańszymi mniej – jak to zwykle bywa – więc prostą ceremonię można zorganizować z kilkudniowym wyprzedzeniem, albo nawet spontanicznie.

`Yes`, czyli przysięga za sześćdziesiąt dolców

Żadnego żmudnego zbierania dokumentów, biegania na nauki przedślubne i załatwiania formalności. Wystarczą: sześćdziesiąt dolarów (pominąwszy wesele), para zakochanych (oby wiedzieli, co robią) i wypełnienie krótkiego formularza. Wszystko do załatwienia pod tym adresem: Las Vegas Marriage Bureau 201 Clark Ave. Czynne od 8.00 do 24.00. I już. Do waszych rąk powędruje specjalne upoważnienie, ważne dobę. Jeżeli w tym czasie zawrzecie związek małżeński, ślub będzie ważny, pełnomocny i jak najbardziej prawdziwy.

Niewiarygodne. Tak po prostu. Ślub na zwałowanie.

Przyda się jeszcze limuzyna, szampan no i świadkowie. Ktoś z przypadku, przyjaciele – ktokolwiek, kto stojąc w przedziwnej sali ślubów zaświadczy, że chcecie przypieczętować miłość. A jak świadków brak, pracownicy urzędu stają do obowiązku bardzo chętnie.

Las Vegas Strip

Las Vegas nigdy nie śpi. Nie może, bo na przestrzeni tego miasta, w każdej minucie i sekundzie, o każdej porze dnia i nocy, rozgrywają się rzeczy niezwykłe. Wieczna impreza, błysk monet uderzających o stoły krupierów. W klubach bawią się turyści, bawią się persony, bawią się ci, którzy śnili o świątyni rozpusty po nocach. A na bulwarze Las Vegas Strip co chwilę ktoś mówi: „Yes, I do”. I nie ma w tym nic dziwnego.

Ślub w Las Vegas wcale nie musi odbyć się w kaplicy. Choć te są najbardziej popularne, bo wy decydujecie, jak to wszystko ma wyglądać. Ślubu może udzielić na przykład Elvis Presley. To jeden z najpopularniejszych mistrzów ceremonii. Tuż za nim plasuje się jednak cała gromada gwiazd `Star Treka`, a także świata fantasy.

Nie tylko Las Vegas. Małe śluby w Wielkim Kanionie

Szybkie, niezwykłe śluby to nie tylko domena miasta z Nevady. Amerykanie po prostu lubią ślubować sobie w sposób nieszablonowy. Dużą popularnością cieszy się równie duży i przepastny Wielki Kanion. Sceneria tak zdumiewająca, że aż trudno uwierzyć w realność ślubnej ceremonii. Stan Kolorado, o wiele bardziej znany niż Nevada, ściąga więc do siebie tłumy narzeczonych z całego świata.

Nie inaczej rzecz ma się w przypadku park stanowego Valley of Fire (Dolina Ognia). Tym razem z Las Vegas to `rzut kamieniem`, bo raptem osiemdziesiąt km. Wystarczy wsiąść w samochód, a wydane wcześniej upoważnienie nie zdąży się przedawnić (dla przypomnienia: macie dwadzieścia cztery godziny, by wziąć ślub!).

Ślub w Vegas i co dalej?

Poza „żyli długo i szczęśliwie” w Polsce trzeba przejść się do Urzędu Stanu Cywilnego i pokazać odpis aktu małżeństwa zamówiony w Urzędzie Archiwisty Hrabstwa Clark. Dokumenty przychodzą zazwyczaj w ciągu dwóch-trzech tygodni. I wrażenie złudy znika. Ślub na serio jest ważny, choć nie we wszystkich krajach. Kasia i Marcin mają inne doświadczenie:

Początkowo byliśmy nastawieni dość sceptycznie. Szybkie śluby w Las Vegas zawsze kojarzyły nam się z kiczem i lekkomyślnie podjętymi decyzjami. Tymczasem wszystko zależy od podejścia. Para, na której ślubie byliśmy świadkami, jest bardzo młoda, a ślub brała dla zabawy i ciekawego doświadczenia. Papiery, które dostali po zawarciu związku małżeńskiego, nie są ważne w ich kraju, więc nie musieli się martwić o konsekwencje. Było dużo śmiechu, zabawy i żartów z Elvisem. Na pewno ciekawiej niż się spodziewaliśmy, choć nadal kiczowato i nie wyobrażamy sobie brania takiego ślubu na poważnie. To tylko 10 minut spędzonych ze śmiesznie ubranym gościem, a w ceremonii nie ma nic uroczystego. A jednak – wiele osób się na taki ślub decyduje, więc to chyba kwestia gustu i potrzeb.

Romantyczna Europa…

By zwiedzić Nevadę i wziąć ślub w Las Vegas, potrzebna jest wiza, a i podróż do najtańszych nie należy. Bilety lotnicze do USA wciąż są horrendalnie drogie…

Czy jednak ślub wzięty w romantycznym Paryżu nie brzmi dumnie? A to wcale nie takie trudne! Ceremonie przed Konsulem RP w Paryżu odbywają się w piątki. Datę trzeba zarezerwować wcześniej mailowo lub telefonicznie. Formalności jest więcej niż w przypadku Las Vegas, ale też nie więcej, niż polskim USC. Dla chcącego nic trudnego. Jest tylko jeden, niewielki mankament. Ślub w Paryżu, przed Konsulem RP kosztuje pięćset euro. Wyrywa się z piersi głośne: „Wow”. A w Las Vegas chcą tylko sześćdziesiąt dolarów. Nawet po opłaceniu ceremonii w kaplicy (około stu dwudziestu dolarów) wychodzi taniej.

Mówi się trudno. W jednym i drugim przypadku jest okazja na przygodę życia, ważną aż do śmierci, w zdrowiu i chorobie.

Życie to czekanie. Sporo latam z naszym biurem podróży goforworld.com, ale również jako osoba prywatna. Czasem wieczne, jak przekonujemy się w trakcie lektury „Czekając na Godota”. Smak oczekiwania spotyka mnie, kiedy ląduję na lotnisku Amsterdamie, a do kolejnej przesiadki pozostaje upiornie długie osiem godzin. Warszawa tak daleko… Właściwie cała noc przede mną. Budzi się do życia wojowniczka, która ma zamiar przetrwać w każdych warunkach. Pieniędzy na hotel brak. Ochota na nocne wyprawy w nieznanym mieście – żadna. Pozostaje więc pozostać na miejscu i nie stać się przemęczonym `zombie`. 

Noc, lotnisko i pełen wachlarz możliwości

Jako wojowniczka mierząca się z lotniskową halą, nie pozostaję bezbronna. Taktyka, plan, pełne zaplecze: oto klucz do sukcesu. Warianty są dwa: albo znajdę sobie jakieś zajęcie i nie zmarnuję cennych osiem godzin, albo spróbuję zasnąć i nie stanę się niewyspanym zombie.

`PLAN A` – oddanie się w ramiona Morfeusza, czyli spanie na lotnisku

A jednak. Czuję się zmęczona, sen zlepia powieki bez pytania. Rozpoczynam polowanie na dobre miejsce do spania. Nada się każdy kąt i zakamarek, ewentualnie ławka.

Kiedy już udaje się znaleźć własny kącik, czas wykorzystać przygotowany wcześniej arsenał:

  • Duży szal posłuży jako koc. Teoretycznie można poprosić o takowy na lotnisku, ale lepiej polegać na sobie.
  • Dodatkowo szal zakryje część bagażu. Zawsze też można spakować kocyk ze sobą, przydatna rzecz w podróży!
  • Zatyczki do uszu są w pogotowiu, ale ich nie użyję. Lepiej nie ryzykować… zaspania na lot.
  • Biodra przepasane sportową nerką. Wszystkie dokumenty i rzeczy wartościowe blisko ciała, pod ręką.
  • Bezpieczeństwo przede wszystkim!
  • W telefonie nastawiony budzik. Z wibracjami, żeby pobudka była skuteczna. Trudno wyobrazić sobie większy koszmar niż przegapiony lot…

Noc na lotnisku nie jest aż taka straszna. I może spotkać każdego. Jeszcze zanim odpłynę w krainy niespokojnych snów, natykam się na ranking portalu Sleepingintheairports.net: TOP 10 najlepszych portów lotniczych do spania. Serio! Stworzony na podstawie opinii podróżnych, a więc całkiem obiektywny.

Najlepsze lotniska dla śpiochów…

Na miejscu pierwszym plasuje się Changi, lotnisko w Singapurze. Warunki do snu jak marzenie, ale to nie wszystko. Mogłabym tam skorzystać z jacuzzi lub basenu! Ewentualnie zabawić się w salonie gier czy też obłowić się galerii handlowej…

Miejsce drugie zajęte jest przez port lotniczy Seul-Inczhon, główne międzynarodowe lotnisko Korei Południowej. Miejsc do spania nie brakuje, to oczywiste. Dodatkowo jednak mogłabym przesiedzieć całą noc w miłej restauracji, albo… pojeździć na łyżwach (mają lodowisko) lub pójść do salonu masażu… Czemu nie?

Ostatnie miejsce na podium zajmuje Hong Kong International. Tam z kolei mają kino, pole golfowe oraz sportowe symulatory, które gwarantują świetną zabawę.

Kręci się w głowie od tych możliwości. Lotniska to niezwykłe miejsca, ale żeby mieściły dodatkowo miejsce do grania w golfa…? Zasypiam więc z myślą o tym, jak to jest iść na basen na lotnisku i czy nie warto na nim spędzić więcej niż jedną noc, skoro na podróżnych czeka taka moc atrakcji…

Lotnisko to nie szkoła przetrwania!

Budzi mnie dźwięk telefonu. Udało się nie zaspać. Nerwowo sprawdzam wszystko: nikt mnie nie okradł, wszystko pod kontrolą. Nie było tak źle.

Bez względu na to, czy noc na lotnisku jest planowana czy nie, liczy się to, czy zakończy się szczęśliwie. A co, jeżeli jednak spać nie można? W końcu podróż bywa stresująca, a emocje sięgają zenitu. I na to byłam przygotowana.

`PLAN B` – brak snu, czyli próba zabicia czasu

Jak wykorzystać cenny czas? Można rozmyślać. Spacerować. Zrobić porządek w kontaktach telefonicznych oraz zdjęciach. Ja przygotowałam się nieco inaczej.

  • Na odtwarzaczu mp3 pojawiła się więc dobrze przemyślana lista przebojów. Energetycznych i jeszcze nie osłuchanych utworów jest na tyle, aby nie mogły mnie znużyć.
  • Czytnik e-book wyposażony jest w kilka naprawdę ciekawych pozycji książkowych, które nie powodują gwałtownej senności, jak się to dzieje chociażby w przypadku „Nad Niemnem” Orzeszkowej.
  • Na tablecie czekają filmy, które od dawna chciałam zobaczyć. Komedie, sensacja, fantastyka. Dramaty mnie usypiają, więc nie wchodzą w grę.

Jednak żelaznym punktem planu B jest baczność i ostrożność. Zasada więc jest ta sama:

  • Dokumenty i pieniądze blisko ciała, pod kontrolą.
  • Bagaż w zasięgu ręki.
  • Kontrola czasu. Zawsze!

Nadeszła pora, aby przenieść się z regionu bogatego w piękne piaszczyste plaże – czyli południowej części Tajlandii, a dokładniej Phuket 😄 do mniej turystycznej części…

Mianowicie lecimy do Chiang Rai, które znajduje się na północy kraju!

Mieliśmy aż dwa loty, bo z przesiadka w Bangkoku – nie pytajcie jak to zrobiliśmy ,bo i tak nie wiem czy się przyznamy 😄

Po wylądowaniu wypożyczyliśmy samochód, którym była w miarę nowa, ale chyba z silniczkiem z maszynki do golenia Toyota Yaris 😝 którą rozpoczęliśmy objeżdżanie regiony północnego 😊

Skoro wylądowaliśmy w Chiang Rai, więc rozpoczęliśmy od odwiedzenia White Temple, czyli Białej Świątyni 😉

Jeżeli chcecie zobaczyć jak wygląda to zjawiskowe miejsce to zapraszam do oglądania kolejnego odcinka z naszej Tajskiej wyprawy 😉

Oprócz białej Świątyni zobaczycie tam też mniej popularną wśród turystów Niebieską Świątynię, której chyba bliżej do miana “kiczowatej” niż pięknej 😉

a

#kolejne artykuły