Flow w życiu Twórcy, czyli czekanie na niemożliwe | worldmaster.pl
#

Tworzenie nie jest łatwe. Akt ten pochłania wiele energii: nie tylko fizycznej, ale przede wszystkim psychicznej. W końcu chodzi o stworzenie czegoś z niczego, prawda? Pierwszym, który tworzył był Bóg, ale nawet On – przy całym swoim flow – potrzebował odpoczynku po sześciu dniach intensywnych zmagań. Jak więc zwykły, szary człowiek może wymagać od siebie nieskończonego potencjału oraz twórczej weny? Nijak. Chodzi wyłącznie o złapanie „fali” w odpowiednim momencie. Cała reszta to mozolna praca, niemająca niczego wspólnego z romantycznym wpatrywaniem się w przestrzeń i tworzeniem dzieła.

flow w życiu twórcy, czyli czekanie na niemożliwe

Dzień z życia Pisarza. Kto by czekał na flow?

Wiecie, jak to wygląda… Budzisz się rano, przecierasz zaspane oczy i przypominasz sobie, czekający na Ciebie projekt, który najchętniej zastosowałbyś, jako zamiennik papieru toaletowego. Ale przecież doskonale wiesz, że tego nie zrobisz, bo (tutaj pojawia się zawsze ta sama litania): dom, pieniądze, utrzymanie, praca, rodzina, wakacje, komfort, opłaty, rachunki… Wstajesz więc, idziesz do kuchni, sięgasz po ostatni czysty kubek (w pozostałych są resztki wypitej kawy z dnia poprzedniego), nastawiasz wodę i otwierasz laptopa, modląc się, aby właśnie dziś nadeszło „flow”

Potem – z zapachem kawy w powietrzu – sprawdzasz maile i przeglądasz Facebooka, oszukując siebie, że w ten sposób „szukasz inspiracji” i robisz sobie „rozgrzewkę” przed głównym zadaniem tego dnia. Mija godzina, chce Ci się jeszcze mniej niż wcześniej, ale termin nagli, klient dzwoni, dziecko zaraz się obudzi i szlag trafi Twój czas  na „twórczą pracę”.

Nie czekasz na flow, bo wiesz, że ono nie przychodzi, jak dorosły z pracy, dziecko ze szkoły czy listonosz z pocztą. Flow bardziej przypomina letnią burzę w Tatrach: nadchodzi niespodziewanie, ale jeśli jesteś w centrum wyładowania, nie ma szans, aby w nim nie uczestniczyć.

czym jest flow

Nie bądź głupi, złap falę!

Złapałem.

Nawiedziło mnie flow, dlatego piszę ten tekst. Nie wiem nawet, czy dotrwam do końca (gdziekolwiek on jest) i czy wystarczy mi ochoty na jakiś spektakularny finał (bo przecież wszyscy na to czekają, rozochoceni lekturą kryminałów i literatury fantasy). Piszę jednak, bo wiem, że niewykorzystanie twórczej fali dla pisarza, malarza, rzeźbiarza czy ilustratora, jest jak pominięcie Mszy Świętej w niedzielę dla (zwłaszcza) starszego pokolenia.

Jestem tym pierwszym: pisarzem, twórcą, copywriterem… Zwał jak zwał, ale często tworzę i lepię coś, co jeszcze parę dni, tygodni lub miesięcy wcześniej nie istniało. Przynajmniej w formie namacalnej, bo co się dzieje w mojej głowie przez większość czasu, niech tam zostanie. Z pożytkiem dla całego świata.

Flow to stan, którego nie wybierasz. Tym bardziej pory jego przyjścia. Jeśli wierzysz, że możesz go wywołać, a pisanie książek odbywa się w wyższym stanie świadomości, to polecam kupno dobrego, wysokoprocentowego trunku, abyś nie minął się z prawdą. Flow jest falą, która może do Ciebie przyjść w toalecie, pod prysznicem, w drodze do pracy (jak będziesz mieć szczęście, to Twoją pracą będzie tylko tworzenie), podczas spaceru lub w dowolnym miejscu, które najczęściej znajduje się poza biurkiem, przy którym tworzysz kolejne dzieła.

jak odnaleźć flow

Autor do kosza, dzieło na wystawę

Flow nie da się wywołać „na już”. Po przeczytaniu książki „Jak oni pracują” autorstwa Agaty Napiórskiej poczułem się, jak koneser wyskokowych trunków na spotkaniu AA, który po latach wreszcie rozumie, że nie on jedyny zmaga się ze swoim problemem, a potem nagle doznaje olśnienia, że nawet jeśli nie wyzdrowieje, to przynajmniej będzie miał dobre towarzystwo do wspólnego degustowania.

Jesteśmy Twórcami i jesteśmy szaleni. Nasza praca jest mozolna i tylko czasami romantyczna. Ale który z nas, mógłby bez niej żyć?

Nie musisz nas rozumieć. Ważne, żebyś zrozumiał nasze dzieła.

szaleństwo twórców

Nigdy nie ukrywałem, że podcasty to coś bardzo bliskiego mojemu sercu. Miłość do tej formy przekazu ma kilka powodów. Jednymi z nich są oszczędność czasu oraz wygoda. W przeciwieństwie do czytania, podcasty nie wymagają od nas, chociażby skrawka wolnej przestrzeni. Dlatego z własnego doświadczenia wiem, że podczas podróży w zatłoczonym autobusie, o wiele lepiej sprawdzi się słuchanie, aniżeli tradycyjna książka. Co nie oznacza, że kogokolwiek zniechęcam do czytania. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że czytanie książek stoi u mnie na naprawdę wysokim miejscu w życiowej hierarchii.

Nie da się jednak ukryć, że podcasty w naszym kraju to model nadal raczkujący. Niewątpliwie zyskuje on na popularności, ale wciąż jest to forma przekazu, która dla wielu osób jest zwyczajna obca. Mam jednak nadzieję, że ten stan rzeczy ulegnie zmianie, bo podcasty potrafią zaoszczędzić czas! Możemy zabrać je ze sobą wszędzie i zajmują nam niewiele miejsca. Wystarczy telefon w kieszeni i słuchawki. W czasach, gdzie czas przelicza się na złotówki, ta forma zdobywania wiedzy zasługuje na uwagę.

Z drugiej jednak strony muszę dodać, iż podcasty mają definitywnie jeden minus. Podczas słuchania jest nam o wiele łatwiej się rozproszyć niż podczas czytania. Czasami zdarza się, że w uszach słyszymy głos, a umysł wędruje po sobie tylko znanych ścieżkach.

podcasty

Podcasty moim okiem.

Tym tekstem chciałbym wyjść naprzeciw wszystkim tym, dla których podcasty są nadal czystą abstrakcją. Słowa kieruję głównie dla osób, które nie wiedzą, od czego zacząć swoją przygodę ze słuchaniem innych osób. Aczkolwiek nie dyskryminuje tym wpisem również bardziej doświadczonych czytelników.

Podczas tworzenia rankingów, zawsze mam ten sam problem. Ciężko jest mi wybrać kilka szczególnych pozycji i niejako „wybić” je ponad pozostałe, których na tej liście zabraknie. Niestety taka już rola wszelkich subiektywnych klasyfikacji. Niemniej jednak bardzo Was proszę, abyście z chłodną głową podeszli do każdej propozycji, jaką Wam przedstawię. Ich wybór nie oznacza, że korzystam wyłącznie z nich. Podcasty rozrastają się naprawdę w szybkim tempie, dlatego często staram się testować nowe kanały oraz nowe tematyki. I do tego samego Was zachęcam! Nie wiem, czy jest coś piękniejszego niż możliwość poznawania niezbadanego przez siebie do tej pory działu.

Ponadto poniższe podcasty oscylują w tematach, które mnie interesują. Jestem jednak przekonany, że w innych dziedzinach są inne kanały, które oferują równie wysoki poziom.

Przejdźmy już jednak do zestawienia pięciu kanałów, których słuchanie jest według mnie dobre dla każdego. Bez względu, czy ktoś lubi szydełkować, grać w piłkę nożną, czy malować obrazy.

The School of Greatness – Lewis Howes

Lewis Howes

Źródło: www.rewireme.com

Zdecydowana większość odcinków, prowadzona jest w formie wywiadów. Gospodarz – Lewis Howes zaprasza do swojego studia bardzo barwne oraz ciekawe postacie. Nie będę zgrywał znawcę! Od razu więc napiszę, iż o większości z nich słyszałem po raz pierwszy. Aczkolwiek myślę, że jest to doświadczenie bardzo rozwijające. Nie dość, iż uświadomiłem sobie, że na tym świecie żyje mnóstwo osób, o których na co dzień nie słyszymy, a które mają wiele do przekazania, to na dodatek zainteresowałem się nimi i poniekąd również się wzbogaciłem. Oczywiście wśród gości Lewisa, znalazły się również takie osoby, jak chociażby: Eric Thomas, Anthony Robbins, Gary Vaynerchuk, a nawet… Kobe Bryant!

The School of Greatness cenię przede wszystkim za różnorodność. Tematyka nie zamyka się tylko w jednej dziedzinie. Naturalnie jest ona skupiona głównie na szeroko pojętym dążeniu do „dobrego” życia , ale wielokrotnie w wypowiedziach gości przewijają się również porady biznesowe, ich inspirujące historie, czy metody, służące poprawie poszczególnych parametrów funkcjonowania.

Co ciekawe jeden z moich tekstów powstał pod wpływem słów, które usłyszałem właśnie u Lewisa. Brzmiały one:

If you aren’t happy now, you will never be happy. 

Jak widać podcasty to nie tylko wiedza, ale również dobre źródło inspiracji.

Warto także dodać, że Lewis Howes prowadzi każdy odcinek w sposób bardzo rzetelny, a atmosfera, jaką wokół siebie roztacza, przywodzi mi na myśl przyjemną pogawędkę z dobrym przyjacielem.

Impact Theory

Tom Bilyeu

Źródło: www.medium.com

Kolejny podcast, w którym to gospodarz – Thomas Bilyeu, przeprowadza wywiady ze swoimi gośćmi. Jest to mężczyzna, który robi to na naprawdę wysokim poziomie. Zresztą sam mawia, że jednym z jego celów jest stanie się człowiekiem, który wywiady przeprowadza wprost w sposób perfekcyjny.

Oprócz tego Thomas ma w swoim repertuarze również odcinki, w których odpowiada na pytania widzów oraz przeprowadza krótkie, kilkuminutowe nagrania, które przynajmniej w mojej ocenie, są bardzo motywujące i zachęcające do działania. Myślę, że warto przytoczyć w tym miejscu jedną z popularniejszych rozmów Thomasa Bilyeu, którą odbył z Simonem Sinkiem.

Moim zdaniem jest to jeden z wywiadów, który każdy powinien obejrzeć chociaż raz. Sam obejrzałem go kilkukrotnie i w mojej ocenie jest to jedna z najlepszych rozmów, jaka powstała.

Imponderabilia

Karol Paciorek

Źródło: www.facebook.com/karol.paciorek

Jeśli uważaliście, że zachłysnąłem się zachodnim światem i nie potrafię docenić ojczystego podwórka, to jesteście w błędzie! Otóż Imponderabilia (swoją drogą zwrot ten według Słownika Języka Polskiego oznacza coś, czego nie da się zmierzyć, ale wywiera wpływ na przebieg wydarzeń) to kanał prowadzony przez Karola Paciorka, czyli człowieka, który na polskim Youtube może być postrzegany, jako „dziadek” obecnych twórców. Oczywiście w bardzo pozytywnym tego słowa znaczeniu. Karol może być Wam znany, chociażby z działalności z Włodkiem Markowiczem, gdzie prowadzili w przeszłości kanał pt. „Lekko Stronniczy”.

Karol również wciela się w rolę gospodarza, który zaprasza gości do swojego studia. Może Was dziwić, że tak mocno upodobałem sobie tę formę pozyskiwania informacji z podcastów, ale nie ukrywam, że w mojej opinii jest to schemat najbardziej rozwijający. Dzięki niemu w każdym odcinku mamy styczność z inną osobą, która może nauczyć nas czegoś innego. Czy tak się stanie, czy też nie, zależy zarówno od nas samych, jak i od gospodarza oraz oczywiście samego gościa.

Warto nadmienić, że goście Karola są nietuzinkowi. Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się, jaki jest Michał Żebrowski, Maciej Orłoś, Krzysztof Gonciarz, czy Przemek Staroń, to Imponderabilia dadzą Wam na pewno odpowiedź. Poza tym, jeśli chcieliście poznać środowisko pokerowe lub piwowarskie, to również trafiliście w doskonałe miejsce. Imponderabilia oferuje po prostu tak szerokie spektrum możliwości, że można tam spotkać wszystkiego i wszystkich. I myślę, że właśnie dlatego jest to kanał tak bardzo interesujący.

Podcasty nagrywane przez Karola, plasują się w czołówce polskich podcastów na Spotify i zgadzam się z tym zestawieniem w stu procentach. Naprawdę ciekawy i warty uwagi kanał.

Elite Mentality

Cyprian Majcher

Źródło: www.polskiepodcasty.pl

Jest to na swój sposób kanał wyjątkowy. Nie dość, że działa on stosunkowo od niedawna, to na dodatek gospodarz – Cyprian Majcher, jest osobą, która wcześniej raczej nie była związana z tą branżą. Co więcej! Cyprian jest właścicielem dwóch warszawskich klubów CrossFit, a także byłym zawodnikiem rugby. Trzeba przyznać, że już ta informacja powinna Was wszystkich zainteresować. Osobiście uważam, że osoby, które nagrywają podcasty, a które wywodzą się z ciekawych nurtów, są interesujące, gdyż zawsze mogą mieć wiele do przekazania.

I tak też jest w przypadku Elite Mentality.

Chyba Was nie zdziwię, gdy napiszę, iż i w tym wypadku, podcasty to rozmowy z zaproszonymi gośćmi. Jednak tutaj na szczególną uwagę zasługuje główna tematyka. Otóż Elite Mentality jest mocno ukierunkowany na danej dziedzinie, jaką jest przeprowadzanie rozmów z osobami, które osiągnęły w swojej działalności poziom mistrzowski.

Naturalnie ciężko jest stwierdzić, kto jest mistrzem, a kto nie. Trudno się jednak nie zgodzić, że takie osobistości jak Adam Bielecki, Karol Kłos, Grzegorz Tkaczyk, czy Szymon Kołecki to mistrzowie w swoich fachu, prawda? I to właśnie między innym ich, znajdziecie u Cypriana w jego podcaście.

Moim zdaniem jest to podcast dla każdego, kto aspiruje do bycia mistrzem w swojej dziedzinie. Oprócz tego wielkie korzyści odniosą również osoby, których interesuje zaplecze odnoszenia sukcesów przez ludzi, o których możemy słyszeć w mediach. Niestety już od dłuższego czasu na kanale Cypriana nie znalazł się żaden nowy podcast. Niemniej jednak warto poświęcić swój czas na odsłuchanie tych odcinków, które się tam znalazły do tej pory.

SWPS Strefa Psyche

SWPS

Źródło: www.swps.pl/strefa-psyche

Bardzo długo wahałem się nad moją ostatnią (ale wcale nie najgorszą) propozycją w tym zestawieniu. Ostatecznie wygrała chęć dzielenia się z Wami kanałami, które przedstawią Wam prawdziwą i rzetelną wiedzę, w przystępnej formie. SWPS Strefa Psyche działa na bardzo prostej zasadzie. Na Spotify umieszczane są podcasty, które są niczym innym, jak wersją audio wykładów, przeprowadzanych przez osoby z ramienia SWPS Uniwersytetu Humanistycznospołecznego.

Jeszcze nie odkryłem, w jakiej sekwencji wrzucane są kolejne podcasty, ale myślę, że osoba, która się tym zajmuje, robi to po prostu „na chybił trafił”, co jest niewielkim minusem. Niemniej jednak, na kanale widnieje już kilkadziesiąt nagrań audio, których odsłuchanie może przyjemnie umilić Wam podróż do pracy lub na uczelnię. Jeśli ktokolwiek martwi się o dźwięk, to mogę wszystkich uspokoić, że jest on wprost znakomity.

Dla mnie, taki kanał jest bardzo rozwijający. Nie dość, że mogę dowiadywać się rzetelnej i opartej na badaniach wiedzy, od jednych z najlepszych specjalistów w swoim fachu w kraju, to jeszcze mogę się przy tym świetnie bawić, gdyż nierzadko wykładowcy stosują barwne porównania oraz prowadzą wykład w bardzo przystępny sposób.

Nie myślcie sobie proszę, że te podcasty są zarezerwowane tylko dla studentów psychologii. Nic bardziej mylnego! Posunąłbym się nawet do stwierdzenia, że te podcasty (a zarazem wykłady), są właśnie dla osób, które z psychologią nie mają zbyt wiele wspólnego. Jestem wprost przekonany, że ich rzetelne odsłuchanie rozwieje wiele Waszych wątpliwości co do funkcjonowania świata oraz ludzi, którzy w nim żyją.

Naturalnie, że niektóre odcinki są nieco wyspecjalizowane, ale jestem zdania, że z każdego odcinka, każdy jest coś w stanie wynieść! Według mnie jest to obecnie jedyny taki kanał w polskojęzycznym Internecie, gdzie można spotkać tak dużą dawkę sprawdzonej wiedzy, dlatego zachęcam Was do korzystania z niej.

Słuchanie bez końca.

słuchanie

Odczuwam niesamowity niedosyt. Czy można się temu dziwić, skoro nie mogłem wymienić i głębiej opisać takich podcastów, jak te prowadzone przez Gary’ego Vaynerchuka, Tima Ferrisa, Joe Rogana, czy Michała Szafrańskiego? 

Uwierzcie mi, że obecnie mamy prawdziwe bogactwo wyboru odpowiedniego podcastu, dobranego do nas samych. Jednak nikt nam nie każe trzymać się sztywno obranej drogi. Raz możemy pozwolić sobie na słuchanie Karola Paciorka i jego Imponderabilii, a drugi raz Tima Ferrisa. Wszystko zależy od nas i osobiście zalecałbym Wam, abyście nie ograniczali się tylko i wyłącznie do jednego kanału.

Miksujcie, przemieniajcie i zmieniajcie podcasty, których słuchacie. Dzięki temu zapoznacie się z mentalnością nie tylko samych gospodarzy, ale również gości, których nierzadko zapraszają. Poza tym, jak już wspominałem, poznawanie innej, nieznanej sobie dziedziny jest naprawdę ekscytujące!

Podcasty są formą, której przyjrzeć się głębiej powinien każdy z nas. To nie tylko oszczędność czasu, ale również najprostsza forma pozyskiwania informacji. Może nam towarzyszyć w każdej możliwej sytuacji życia i zasadniczo nic nas to nie kosztuje, bo w obecnych czasach telefon i słuchawki ma zapewne już każdy z nas.

Wszystko zaczęło się niewinnie. Tak naprawdę zaczęło się w sposób zupełnie przypadkowy.

Jeden mail, potem jeden wpis na Facebooku, komentarz, wiadomość, odpowiedź, rozmowa…

I dalej było już tylko pisanie.

Poszło. Udało się.

I oto jestem. Tutaj na WorldMaster. I to dokładnie po raz setny.

WorldMaster

Na samym początku proszę Was o jedno. Rozluźnijcie się. Puśćcie sobie dobrą muzykę i zacznijcie czytać. Ze zrozumieniem, bez zrozumienia – nie ma znaczenia. Ważniejsze jest otwarte serducho. Gotowi? Możemy zaczynać?

No to jedziemy.

TAK TO SIĘ ZACZĘŁO…

Jak już możecie się domyślić, nie będzie to zwyczajny tekst. Myślę, że będzie on inny niż wszystkie pozostałe, bo będzie on o mnie. Tak po prostu. Mam nadzieję, że zrozumiecie.

Robię to, bo uważam, że jest ku temu okazja. Jest to setny tekst, który pojawia się w moim wykonaniu, w tym miejscu. Dla mnie to jest szok, bo jeszcze mam w głowie dokładnie sytuację, kiedy zasiadałem do tworzenia mojego pierwszego tekstu. Był to czas, kiedy WorldMaster był jeszcze tylko wizją…

16 kwietnia 2018 rok. 21:46.

Tak to się zaczęło.

To wtedy powstał pierwszy artykuł: „Czy pieniądze rządzą światem?”.

Nawet nie wiecie, jak bardzo byłem wtedy skupiony. Dla mnie było to coś niespotykanego. Taka szansa? Taka okazja? Musiałem ją wykorzystać. Nie mogłem odpaść. I tutaj duży ukłon w stronę całej ekipy WorldMaster. Dziękuję Wam za zaufanie. Zrobiliście wtedy dla mnie więcej, niż możecie sobie tylko wyobrazić. Zwłaszcza, że ta szansa wzięła się tak naprawdę znikąd. Przypuszczam, że wtedy wiele ryzykowaliście, werbując w swoje szeregi kogoś takiego jak ja. Mam jednak nadzieję, że w jakimś stopniu udało mi się odwdzięczyć za to, co dla mnie zrobiliście.

Przepraszam, jeśli momentami będzie robiło się nostalgicznie, ale postarajcie wczuć się w moją sytuację. W sytuację chłopaka, dla którego pisanie było wytchnieniem. Sposobem na poradzenie sobie z wieloma rzeczami. Tak naprawdę wciąż tak jest, ale teraz mam miejsce, w którym mogę się tym dzielić. Wtedy tego miejsca szukałem. Otrzymałem je. Czy mogło być coś lepszego?

WORLDMASTER

Pamiętam, jak dziś, gdy po rozmowie, w której dowiedziałem się, że prawdopodobnie „się nadam”, leżałem przez dobrych kilka minut na łóżku, nie bardzo wiedząc, co zrobić i co sobie myśleć.

Pierwszy raz, kiedy tak naprawdę uwierzyłem w swoje pisanie, był podczas matury rozszerzonej z języka polskiego. Oczywiście, że wcześniej zbierałem mniej lub bardziej pozytywny feedback i pisałem na jakimś poziomie, ale zawsze brakowało mi pewnego potwierdzenia. Matura trochę mnie podbudowała. Zwłaszcza, że doskonale pamiętam, w jaki sposób pisałem moją pracę. Nie traktujcie tego, jako sposobu na Wasze rozprawy, ale mogę Wam zdradzić, że według mnie rozszerzona matura z polskiego to nie jest czas na trzymanie się sztywnych konwenansów. Dlatego mocniej pokierowałem się w stronę eseju i własnych rozważań. Chyba podziałało!

Drugi raz, było to właśnie, kiedy odezwał się do mnie Mariusz z WorldMaster i powiedział, że mogę zacząć pisać. Wtedy zapaliła się lampka w mojej głowie, że być może to jest coś więcej, niż tylko klepanie słów i przelewanie swoich myśli na papier.

Nie myślcie sobie jednak, że traktuje swoje pisanie, jako coś niezniszczalnego i wspaniałego. Wręcz przeciwnie! Muszę się jeszcze wiele nauczyć i doskonale zdaję sobie z tego sprawę.

Wracając do przerwanego wątku…

Leżałem na łóżku z dwoma wielkimi rumieńcami na twarzy i uśmiechałem się do siebie jak głupi. No, co ja Was będę oszukiwał. Byłem cholernie podekscytowany i kompletnie nie miałem pojęcia, co z tego wyniknie. Ale podobało mi się to, bo oto nagle zrozumiałem, że stałem się częścią czegoś większego. Czegoś, co ma cel i ideę, z którą sam się utożsamiam. Wszedłem w to od razu.

I żeby była jasność:

Nie żałuję.

#czytambrucha

EMOCJE I PISANIE

Napisanie poszczególnych tekstów nigdy nie było proste. Nie zawsze przychodziły mi one z łatwością. Czasami siadałem przez białą kartką papieru, w głowie miałem masę pomysłów, ale po upływie 30 minut, nie pojawiło się na ekranie nawet jedno słowo. Wstawałem wtedy sfrustrowany i niezadowolony z możności wydobycia na światło dzienne tego, co czuję. To nie będzie tajemnica, jeśli napiszę, że wiele moich tekstów jest mocno nacechowanych emocjonalnie. Nawet jeśli tego nie widzicie, to każdy tekst ma dla mnie wartość. Każdy opowiada historię. Z moim mniejszym lub większym udziałem.

Te teksty są dla mnie naprawdę ważne.

„Kiedy wciąga nas czerń” powstał w chwili, kiedy sam miałem humor, zakrawający o apokalipsę. Czułem się beznadziejnie. Usiadłem i zacząłem pisać. Czy pomogło? Trochę. Ale wiem, że pomógł on innym. I to jest najcenniejsze.

Wiecie, jaka ciekawostka kryje się za tekstem „Otwórz oczy”? Pierwsza wersja tego tekstu została utworzona, kiedy miałem bodajże 16 albo 17 lat. Nie jestem tego w stanie poprawnie określić. I wyobraźcie sobie, że ten tekst leżał sobie na dysku przez trzy lata. Wyciągnąłem go dokładnie 19 kwietnia 2018 roku. Udoskonaliłem, poprawiłem i mogłem go Wam zaprezentować. Do dziś uważam, że jest to jeden z lepszych tekstów pod kątem przelania własnych uczuć.

A tekst o rodzinie… Cóż. Byłem w szoku, kiedy rozbił bank oglądalności, ale ilekroć go czytałem, to w gruncie rzeczy nie dziwiłem się temu. To nie zabrzmi skromnie, ale wiem, że jest dobry. Dobry, bo bije w odpowiednie tony. Nazwijcie to manipulacją, ale ja nazwę to odpowiednią retoryką. Dopóki wywiera on odpowiednio pozytywny wpływ na czytelników, to nie mam zamiaru nic w nim zmieniać.

Czytając to, pewnie doświadczycie małego chaosu, ale musicie to zrozumieć. Piszę to bardzo spontanicznie. Jeśli się spodziewaliście usystematyzowanej wiedzy, gdzie będę się z Wami dzielił moimi wskazówkami odnośnie do pisania tekstów to przepraszam, ale nie. Jestem za chudą rybką, aby udzielać komukolwiek takich porad. Jedyne, co mogę napisać w tej materii, to aby wszyscy, którzy czymkolwiek się dzielą, brali odpowiedzialność za swoje słowa, myśleli i nie próbowali naśladować kogokolwiek. Czyli nie czytać poradników dla pisarzy i twórców, nie słuchać, jak skutecznie pisać, tylko właśnie pisać. Po swojemu, w swoim stylu. Tak będzie lepiej. I oczywiście czytać. Duuuużo czytać!

NARODZIŁ SIĘ Z CHAOSU

Jak już jesteśmy przy temacie chaosu, to muszę Wam zdradzić pewien sekrecik.

O ile się nie mylę, to ani jeden tekst, który napisałem dla WorldMaster, nie był planowany na zasadzie:

„Tutaj napiszę to, potem dam taki tytuł, zakończę to takimi słowami, a następnie dodam jeszcze coś w stylu XXX, żeby pobudzić do aktywności”.

Wiele tekstów tworzyłem spontanicznie, dzieląc się swoimi przemyśleniami i tym, co sam się dowiedziałem. Dużo artykułów to moja obserwacja, o czym zresztą wspominałem w TYM tekście. Jeszcze więcej tekstów leżało odłogiem przez kilka lub kilkanaście tygodni (a niektóre nawet przez lata), żeby w końcu ujrzeć światło dzienne. Czy tak musi być zawsze? Oczywiście, że nie.

Po prostu dla mnie teksty, które wychodzą prosto z serducha, ale są planowane oraz „rozrysowywane” na kartce, przestają być emocjonalne, a stają się kolejnym schematem przelanym na papier. To nic złego! Ale zawsze takie pisanie w stanie „flow” sprawiało mi o wiele więcej frajdy, niż planowanie każdego słowa. Taki już jestem, aczkolwiek nie myślcie sobie, że lekceważyłem cokolwiek, co napisałem.

Co to, to nie!

Choćby tekst: „Otyłość to choroba wciąż poszerzająca swoje kręgi”.

To był chyba jeden z tekstów, który tworzyłem najdłużej. Wszystko za sprawą danych, których potrzebowałem na użytek tego tekstu, a które ostatecznie się w nim znalazły, ale w przystępnej formie.

JAK ZDOBYĆ WYŚWIETLENIA? NIE WIEM.

Jak już tak sobie wspominamy, to nie mogę, nie napisać o tekście, który do dziś jest moim artykułem z największą liczbą wyświetleń.

Oczywiście chodzi o tekst, o rozwoju osobistym.

I widzicie. Tak to jest, że ciężko się o tym mówi, ale taka jest właśnie prawda, że teksty, które w mojej ocenie poruszają równie ważne tematy, nie „sprzedają się” tak bardzo, jak ten, który tak naprawdę…

Uderzył w odpowiednią nutę. Temat na topie. Bo kto obecnie nie słyszał o rozwoju osobistym? Przyznam się też, że robotę zrobił odpowiedni tytuł. Jednak ten zabieg był celowy. Zresztą przyjąłem za niego trochę krytyki na jednej z grup. Wciąż jednak uważam, że tytuł jest odpowiedni. Skoro przyciąga on czytelnika, który dzięki temu może zmieni swoje idiotyczne postępowanie, to dlaczego miałby być inny?

Pomimo tego, że tytuł jest „sprzedajny”, a ja uważam, że w stajni mam równie wartościowe teksty, które dysponują „widownią” parokrotnie mniejszą, to nie umniejszam wartości temu tekstowi. Bo jak mógłbym to zrobić?

Każdy tekst, który napisałem, jest dla mnie na swój sposób wyjątkowy. Na każdego poświęciłem swój czas i wiele swoich myśli, które zaprzątały moją głowę. Chwilami stawało się to tak bardzo uciążliwe i wpływało na inne życiowe kwestie, że nie potrafiłem sprawnie funkcjonować. Wtedy miałem dość pisania i nie mam zamiaru tego ukrywać. Zabrzmi to paradoksalnie, ale był też taki czas, w którym pisałem zbyt szybko i zbyt dużo. Jak to się skończyło? Wypaleniem. Resztę dopowiedzcie sobie sami.

Nie chcę czynić z siebie herosa albo kogoś wyjątkowego. Napisałem sto tekstów i jestem z siebie bardzo zadowolony, ale spokojnie. Nie potrzebuję wychwalania pod niebiosa. Lubię sobie tylko czasami powspominać i cofnąć się do chwili, kiedy się to wszystko rozpoczynało. Bo chyba każdy w swoim życiu potrafi wskazać taki punkt graniczny, od którego jego życie nagle przeskoczyło na zupełnie inny tor, z czego początkowo nie zdawał sobie sprawy.

Ale moje dzisiejsze pisanie jeszcze nie dobiegło do końca. Zanim je zakończę, wstrzymajcie się jeszcze chwilkę. Przerzućcie piosenkę na następną i czytajcie dalej. Jeśli chcecie.

STO TEKSTÓW W LICZBACH

Lubicie liczby? Ja w szkole matematyki nienawidziłem. I to tak szczerze. Nudziła mnie, męczyła i nurtowała. Zawsze mnie zastanawiało, w jakim okresie mojego życia przyda mi się wiedza na temat logarytmów albo trygonometrii. Mam nadzieję, że przez następne lata swojego życia, w końcu się o tym dowiem.

Ale do rzeczy.

Zawsze jednak za to lubiłem statystykę i cyferki, które przedstawiały „coś”. Cyferki, które niosły za sobą pewną informację. Dlatego podsumowałem trochę swoją dotychczasową twórczość.

Chcecie je poznać?

No to słuchajcie!

⇓⇓⇓ #CZYTAMBRUCHA ⇓⇓⇓

Kiedyś próbowałem również oszacować, ile czasu spędzam nad jednym tekstem. I nie chodzi mi tylko o pisanie, ale też o wszelką korektę, wprowadzanie poprawek, edycję, wstawienie odpowiednich obrazów, nadanie właściwego tytułu i wszelkie tego typu rzeczy. Nie jestem tego w stanie powiedzieć z pewnością, ale z moich obserwacji wynika, że jest to coś w granicach od 3 do 5 godzin. Nie wiem tylko, czy nadmierny pedantyzm mi w tym pomaga, czy raczej szkodzi… 

No dobrze! A teraz odpalcie swoje ulubione kawałki, bo już zbliżamy się do końca. U mnie startuje właśnie…

Jesteście wciąż ze mną? Dziękuję. Lecimy do końca.

ZAWSZE MOŻE BYĆ LEPIEJ

Pisanie dla WorldMaster nie jest dla mnie zwykłym pisaniem. Nie będę nadmiernie filozofował, ani posługiwał się przesadnym patosem. Niemniej jednak tworzenie tekstów dla Was wszystkich jest czymś niezwykłym. Sam fakt, że dziś mogę robić to po raz setny, sprawia, że mam ciarki na całym ciele.

Ale nie chcę, żeby było też tak tylko kolorowo.

Myślę, że jest to dobry czas, aby uderzyć się w pierś i powiedzieć z pełną odpowiedzialnością, że w niektórych momentach moich tekstów, brakowało mi zwyczajnie odwagi. Nie byłem tak zdecydowany, jakbym sam tego chciał. Poza tym moje teksty opierają się na mojej obserwacji. To nie są badania. To nie są eksperymenty. To samo życie. Wnioski wyciągajcie sobie sami.

No to jesteśmy już po łyżce dziegciu. Kończmy to już powoli. Co Wy na to?

W tym miejscu chciałbym podziękować Tobie. Dokładnie, Tobie. Jeśli to czytasz, to wiedz, że dziękuję Ci za każdą chwilę, którą mi poświęciłeś. Doceniam to. Nigdy bym nie pomyślał, że ktoś będzie chciał czytać to, co napisałem. Dziękuję za wszystkie upojne wieczory i poranki przy kawie. Bez Was wszystkich raczej by się to nie udało.

ZAPOWIEDŹ?

Myślę również, że setny tekst to dobry moment, aby coś zapowiedzieć. Nie chcę składać żadnych deklaracji, ale myślę, że w przyszłości styl tworzonych przeze mnie tekstów ulegnie małej zmianie. Będę starał się stawiać bardziej na rzetelną wiedzę, popartą badaniami, a nie opierać się tylko na własnych obserwacjach. Choć, nie bójcie się! I takie teksty wciąż będą się tutaj pojawiać. Bo czasami ja po prostu lubię z Wami porozmawiać. Tak zwyczajnie. Bez wszelkich konwenansów.

Nikt nie wie, co przyniesie przyszłość, ale wiem, że w przyszłości powstanie kolejny tekst tego typu. Wtedy jednak nie będę pisał o setnym, ale o dwusetnym artykule.

Dla mnie to jest coś dużego i myślę, że to zrozumiecie.

Dziękuję za wszystko!

Za to, że moje pisanie może do Was trafiać.

pisanie

Powoli wracamy do normalnej pracy i szkoleń. Cieszę się, że obóz letni wypala i będziemy mogli rozwijać się wspólnie. Na wrzesień mamy kilka zamówień dla jednostek co daje zadowolenie z wykonywanej z pasją roboty.

Krav Maga wg mnie to więcej niż zbiór technik

Należy mocno rozgraniczyć walkę o życie i sport. Nie należy zapominać jednak jak bardzo jest ważny. Chcąc się rozwijać w obszarze bezpieczeństwa osobistego należy myśleć przekrojowo i nie zaniedbywać żadnej strefy. Chodzi o coś więcej niż stójka, parter, klincz.

Dołóż podstęp, grę aktorską, taktykę i całą masę elementów dodatkowych.

Prewencja – nauka rozpoznawania sytuacji i zachowań niebezpiecznych, psychologia konfliktu, nauka podejmowania racjonalnych decyzji w stresie.

Samoobrona to stan umysłu

W ciągu ostatnich lat miałem przyjemność przekazywać wiedzę w dziesiątkach szkół w kraju i za granicą. Zapraszam do współpracy przy okazji szkoleń instruktorskich, obozów oraz seminariów.

Trzymajcie się! 👊

zbiór technik

Na początek kilka słów wyjaśniających pojęcie “VLOG” – dla osób, które z tym terminem się nie spotkały 🙂

“VLOG (wideoblog) – rodzaj bloga internetowego, którego zasadniczą treść stanowią pliki filmowe (VODcast) publikowane przez autora w kolejności chronologicznej. Pliki udostępniane są do odtwarzania w technologii video-streamingu lub do pobrania na komputer użytkownika – gościa i widza wideobloga. Vlogerzy publikują swoje filmy głównie w serwisie YouTube oraz Dailymotion.” – źródło: Wikipedia

vlog, vlogowanie

Około dwa lata temu podczas jednej z rozmów telefonicznych z bratem, ten zapytał mnie czy oglądam na YoutTube Vlog Bartka.  Bartek (Youtuber) prowadzi kanał “Bez Planu”. Odpowiedziałem, że nie, ale chętnie rzucę okiem w wolnej chwili.

Postanowiłem sprawdzić co to za kanał. Był to już moment, w którym Bartek nagrywał i publikował pierwsze filmy z Wenezueli. – dla osób, które nie znają kanału “Bez Planu” bardzo polecam.

Postanowiłem zapoznać się z jego wcześniejszymi filmami i tak mnie to wciągnęło, że obejrzałem całą podróż po Azji. Podróż, którą odbył wraz ze swoją koleżanką Ulą. Następnie w bardzo krótkim czasie “wciągnąłem” filmiki z Wenezueli.

Potem już tylko oczekiwałem na nowe, ponieważ byłem już na bieżąco ze wszystkimi jego podróżami – aha, gdzieś pomiędzy znalazła się również Dominikana na kanale Bartka. 😉

To był moment kiedy uświadomiłem sobie, że nie byłem jeszcze nigdy dalej niż poza granicami naszego europejskiego kontynentu. Poczułem ogromną chęć poznania świata z perspektywy innych kultur. Usiedliśmy przed monitorem laptopa i zaczęliśmy wertować strony z tanimi lotami oraz takimi, gdzie wyszukiwarka pozwala na sprecyzowanie miejsca docelowego i znajduje najtańsze połączenia. 😉

Oczywiście po filmikach Bartka i Uli szukaliśmy początkowo lotów do krajów Azjatyckich. Pojawiła się gdzieś w międzyczasie Kuba, ale ostatecznie w polu “szukaj lotów” w wyszukiwarce internetowej pojawiły się Malediwy. 🙂

Ku naszemu zdziwieniu okazało się, że można dolecieć tam za takie same pieniądze jak przykładowo do Tajlandii czy na Kubę. Szybko i jednomyślnie stwierdziliśmy – dlaczego nie! Tylko pojawiło się jedno zasadnicze pytanie… Ile taka podróż sumarycznie będzie nas kosztować??

Większość ofert biur podróży sięgają 5 cyfrowych kwot lub nawet je przekraczają… i to od osoby! Odpaliliśmy booking.com i jest! Są tanie noclegi! na wyspach tubylczych! stwierdziłem – to jeszcze lepiej! lecimy!

Ale przejdźmy do meritum, skoro tematem tego artykułu ma być vlogowanie, to może zacznę o tym 😉

Zacząłem się zastanawiać, czy ja mógłbym vlogować tak jak Bartek z “Bez Planu”?

Czy będę umiał “gadać” do kamerki jak do drugiej osoby?

Wtedy to uświadomiłem sobie, że przecież dwa lata z rzędu chodziłem na wyjazdach wakacyjnych z telefonem i gadałem do niego! Właśnie tak! Nagrywałem krótkie sekwencje, które sumarycznie są dla nas niesamowitą pamiątką, a ponadto składałem je w krótkie klipy z podkładem muzycznym. Tak, właśnie sobie odpowiedziałem – będę umiał! 😀

Zakupiłem kamerkę, było to GoPro 5 Session. Ponadto gimbal, dziesiątki uchwytów, które na tamtym etapie uważałem za niezbędne. Oswajałem się z kamerą jeżdżąc np. na rowerze i potem klejąc nagrane filmiki. 😀

W krótkim czasie dokupiłem zewnętrzny mikrofon, ponieważ doczytałem na różnych forach, że poza jakością filmu bardzo ważna jest również jakość dźwięku w naszych filmach!

Naprawdę się napaliłem i musiałem być ekspertem zanim wyjadę z kamerką 😉

Nadszedł nasz dzień wyjazdu! Był to początek września 2018 r. więc stosunkowo niedawno… 😉 Sonstruowałem swój sprzęt (kamerkę, gimbala, mikrofon, adapter mikrofonowy) i postanowiłem nagrywać od jego pierwszych chwil. Wyciągnąłem kamerkę już na lotnisku w Warszawie.

Nie powiem, żebym się czuł komfortowo, kiedy to wzrok wszystkich zatrzymywał się na mnie. Ale postanowiłem się tym nie przejmować… a przynajmniej tak mi się tylko wydawało. 😉

Kolejne nagrania uskuteczniałem w samolocie oraz na lotnisku w Katarze. Oswajanie z kamerą przychodziło z każdą minutą. 😉 Po przylocie na Malediwy mimo zdziwionego wzroku miejscowych również biegałem z kamerą i gadałem do niej co mi ślina na język przyniesie.

Oczywiście przed wylotem miałem niesamowitą wizję tworzenia bardzo ciekawych i wciągających widza vlogów. Aczkolwiek jak wspomniałem wcześniej gadałem co mi ślina na język przynosi i nie zawsze były to “ciekawe i wciągające opowieści”…

W większości przypominały bełkot, jąkanie się i bez ładu i składu układane zdania. Dopiero w trakcie montowania filmów byłem w stanie trochę to zmienić. 😉

Sądziłem, że z każdym kolejnym dniem będzie łatwiej, bo w końcu trening czyni mistrza. A jeżeli nie z każdym kolejnym dniem to na pewno z każdą kolejną wyprawą. 🙂

Tą kolejną wyprawą był krótki wyjazd do Jordanii

Swoją drogą to Jordania do tej pory urzekła mnie najbardziej! W tym roku chciałem tam wrócić.

vlog, vlogowanie

Po powrocie z Malediwów powstała seria odcinków, które w tej chwili najchętniej bym usunął całkowicie. 😉 Z drugiej strony jak już wiszą na YouTube to niech tam zostaną, w końcu każdy kiedyś zaczynał. Co do kwestii obycia z kamerą – to chyba jeszcze się do końca nie przyzwyczaiłem do mówienia w obiektyw. 🙂

Zauważyłem natomiast, że łatwiej mi to przychodzi za granicą. Dlaczego? Dlatego, że ludzie znajdujący się w pobliżu nie rozumieją tego co mówię. 😀

Za mną ponad 1,5 roku od pierwszego spojrzenia w kamerę i nagrania pierwszych vlogów pod kątem udostępniania ich w internecie. Przez ten czas udało mi się zrobić relację z Malediwów, Jordanii, Tajlandii, Ukrainy, Kaliningradu, Izraela, Włoch, a nawet kilku miejsc w naszym kraju.

Przez ten czas zapoznałem się w mniejszym lub większym stopniu z kanałami innych Vlogerów. Z niektórymi jestem w kontakcie i wymieniamy się swoimi spostrzeżeniami czy po prostu piszemy ze sobą. Na pewno nabrałem wprawy w montowaniu filmów – czy używając już odpowiedniej nomenklatury – vlogów. Używam programów z półki dla profesjonalistów, zmieniłem sprzęt na aparat, aby jakość była jeszcze lepsza.

Poza mówieniem do kamery analizuję robienie ujęć pod kątem przyszłego montażu, staram się przede wszystkim mówić z sensem. 😀

vlog, vlogowanie

Ale jest jedna bardzo istotna kwestia!

Zawsze jestem sobą! Dzięki czemu jest trochę luzu i dystansu w powstałych filmach!

Ale… jest oczywiście pewne ale… a mianowicie, nie ma takiego efektu jakiego po części oczekiwałem. Wydawało mi się, że zrobienie kilku filmów, ponadto zrobionych z miejsc bardzo odległych sprawi, że wyświetlenia będą przybywały lawinowo każdego dnia. Czas zweryfikował, że nie wystarczy wrzucać filmów z najbardziej odległych zakątków świata. Nie wystarczy ciekawie czy na luzie mówić do kamery. Nie wystarczy montować ciekawych ujęć.

Tego wszystkiego jest “do bólu” w internecie. W grę wchodzą takie czynniki jak algorytm Youtuba, dla którego jednym z czynników jest długość oglądania filmu. Ponadto takie czynniki jak choćby dodawane tagi, opisy, tytuł, a nawet wygląd miniaturki. To wszystko oraz dziesiątki innych czynników powoduje, że nasz film jest lepiej pozycjonowany w wyszukiwarce YouTube.

Dziś wiem, że mimo wszystko jestem gdzieś na początku mojej zabawy z Vlogowaniem. 🙂 Przede mną jeszcze bardzo długa i kręta droga.

Dla tych, którzy wytrwali do końca tego wpisu podrzucam poniżej link do mojego kanału na platformie YouTube. A także miejsce, gdzie można zobaczyć trochę więcej z mojego codziennego życia, czyli Facebook i Instagram.

YouTube – https://www.youtube.com/MrWloczykij

Facebook – https://www.facebook.com/Mr.Wloczykij

Instagram – https://www.instagram.com/Mr.Wloczykij

 

#kolejne artykuły