O kreatywności słów kilka Backstage sTwórcy BLOG | worldmaster.pl
#

Od 17 lat przyglądam się zjawisku kreatywności. Badam, oglądam, testuję, próbuję, używam i rozkładam na czynniki pierwsze, a później składam. To naprawdę ciekawy i wielopłaszczyznowy temat, dlatego postanowiłam wyjść z szafy i podzielić się z Wami „na łamach” tego bloga swoimi przemyśleniami i wynikami moich bardzo prywatnych, niekiedy nawet i organoleptycznych, badań.

W dzisiejszym artykule zmierzymy się z następującymi pytaniami:
– Co to jest kreatywność?
– Po co zawracać sobie głowę kreatywnością?
– Jak używać kreatywności w życiu codziennym?
– A co jeśli nie jestem kreatywny?
– Jak rozwijać kreatywność?

ZACZYNAJMY! 🙂

Co to jest kreatywność?

Kreatywność to kompetencja miękka, która współcześnie jest jedną z tych najbardziej pożądanych. Według raportów HR i jak i tych ekonomicznych, zarówno w roku 2019 jak i 2020 kreatywność jest jedną z najważniejszych kompetencji przyszłości.

Twórcze podejście do rozwiązywania problemów jest teraz bardzo potrzebne i poszukiwane przez pracodawców.

Kompetencja ta to zbiór wielu różnych umiejętności, przekładających się bezpośrednio na nasze funkcjonowanie zarówno w życiu zawodowym jak i osobistym. Między innymi w jego skład wchodzą:

– analityczne myślenie,
– łatwość w podejmowaniu decyzji,
– innowacyjność,
– radzenie sobie z problemami,
– otwartość na zmiany,
– otwartość na eksperymentowanie,
– rozwinięta empatia.

Kreatywność w użyciu przeważnie prowadzi do powstawania nowych rzeczy. Niezależnie od tego czy są one zupełnie nowe czy powstały na kanwie połączenia kilku starych.

Jeżeli chodzi o moją własną, pełniejszą definicję kreatywności, to na backstagowym YT możecie znaleźć mój pomysł na jej rozwinięcie: Obejrzyj tutaj!. Serdecznie zachęcam Was do dyskusji pod tym video, jeżeli zbierze się tam odpowiednio dużo komentarzy, to stworzę naszą wspólną mapę definicji słowa „kreatywność”.

Poznać Wasze punkty widzenia na ten temat, to będzie dla mnie zaszczyt! 🙂

Po co zawracać sobie głowę kreatywnością?

Poniżej kilka przykładów, co może się zadziać, kiedy zacznie się zawracać sobie głowę kreatywnością:

  • Znaczne przyspieszenie procesu generowania rozwiązań oraz podejmowania decyzji,
  • Znacznie przyspieszenie procesu ponownego wdrażania się w pracę, po tym jak nasza uwaga została rozproszona,
  • Poprawa umiejętności komunikacyjnych oraz budowania relacji,
  • Poprawa koncentracji oraz umiejętności „multi-taskingu”,
  • Rozwijanie poczucia humoru,
  • Rozszerzanie percepcji,
  • Rozwijanie umiejętności dedukcji,
  • Ułatwienie procesu pracy nad nawykami,
  • Ułatwienie procesu rozwoju osobistego,
  • Pozytywny wpływ na empatię,
  • Relaks, polegający na „nieodmóżdżającym” oderwaniu się od spraw codziennych,
  • Sposoby na urozmaicanie sobie lub usprawnianie nudnych sytuacji codziennych (np. zakupy, jazda komunikacją miejską, stanie w kolejce czy korku, jazda windą, etc.).

Tak naprawdę, to prawidłowe pytanie nie brzmi „po co?”, a „czy widzę w tym sens?”. Nie chodzi o to, że ja uważam, że każdy bez gadania powinien rozwijać kreatywność, bo tak nie jest. Uważam, że każdy z nas powinien rozwijać, co tylko zechce. No właśnie „ZECHCE”. 

Jeżeli chcecie rozwijać kreatywność, to zacznijcie od zlokalizowania źródła swojego „chcenia”, wtedy Wasz proces rozwoju kreatywności przebiegnie dużo sprawniej i ciekawiej.

Jak używać kreatywności w życiu codziennym?

Nie trzeba być artystą czy fanem rozwoju osobistego, żeby pochylić się nad kreatywnością. Jest to jedna z tych kompetencji, która będzie wspierała niezależnie od pełnionego zawodu, przynależności do grupy społecznej czy etapu życia. Ćwiczenie kreatywności, to przede wszystkim ćwiczenie mózgu, które to przekłada się na wszystko inne.

Już na podstawie listy z poprzedniego paragrafu z pewnością jesteście w stanie wyobrazić sobie, jak rozwój tych aspektów wpłynąłby na poprawienie jakości Waszego życia. Zarówno w pracy jak i w kwestiach osobistych. Pomyślmy jednak o rzeczach bardziej przyziemnych.

Przykład 1: Coś bym zjadł, ale nie wiem co…
Znajome? Pamiętam te czasy, kiedy nachodziła ochota, ale nie było na nią wizji. I człowiek tak siedział i myślał, odrywając się od swojego bieżącego zajęcia. Spalał energię kursując co jakiś czas do lodówki, zaglądając i wracając z niczym. Albo – o zgrozo! – wracał z CZYMKOLWIEK.

Podczas ćwiczenia kreatywności, nasz mózg zaczyna pracować w nieco inny sposób. Można śmiało powiedzieć, że „poszerza swoje horyzonty”, a to oznacza, że poszerza je nie tylko na czas świadomego procesu twórczego. Raz poszerzone horyzonty zostają poszerzone – to taki trochę efekt uboczny.

Wizualizacja to jeden z działów kreatywności, który bardzo ułatwia życie codzienne, zarówno w kwestiach lodówkowych, ale przede wszystkim w komunikacji z innymi, a nawet w radzeniu sobie z własnymi emocjami.

Im bardziej rozwinięta kreatywność, tym szybciej pojawiają się wizje na coś (pomysły), czyli myśląc „Coś bym zjadł…” Wasz mózg podsunie Wam pomysł lub wachlarz pomysłów, zanim zdążycie pomyśleć „…ale nie wiem co.”!

Przykład 2: O borze niepodlewany!! Telefon wpadł mi do sedesu!

Nie każdemu, ale taki temat często się zdarza. W przypadku telefonu bez wbudowanych uszczelek, jego dalsza przyszłość bardzo uzależniona jest od prędkości naszej reakcji. A jak tu szybko reagować, jak pojawiają się spowalniacze: „Przecież dopiero go kupiłem!”, „To już koniec! Przepadł!, „Mam włożyć rękę do sedesu? Ble!”, „A nie kopnie mnie prąd, kiedy go dotknę w tej wodzie?”, itd.

Po pokonaniu tego stadka myśli, należy przejść do drugiego etapu. Trzymając w mokrej dłoni ociekający sedesianką telefon, do naszej głowy nadciąga ważne, ale to bardzo ważne pytanie: „Co dalej?”. Cenny czas płynie, nasze myśli wirują na oślep, a panika klaszcze z radości.

Nie będę opisywać procesu dalej, bo chyba już wiadomo, co mam na myśli. Wiadomo, że w przypadku wodoodpornego telefonu panika jest mniejsza, ale nadal może wystąpić opór z włożeniem ręki do sedesu czy późniejszym czyszczeniem i użytkowaniem telefonu. Podczas rozwijania kreatywności, przestawiamy w naszym mózgu tory. Domyślnie większość z nas „myśli emocjami”, a rozwój kreatywności zmienia to na „myślenie rozwiązaniami”.

I żeby nie było! Nie chodzi tutaj o to, że nagle stajemy się robotami bez emocji. Emocje zostają tam, gdzie być powinny, natomiast w sytuacjach kryzysowych odruchowo zaczynamy przyglądać się sytuacji, wyłuskiwać z niej fakty, a nasz mózg w tym czasie podpowiada nam przykładowe rozwiązania.

Sytuacje kryzysowe, zwykle oblane zimnym potem w akompaniamencie paniki, zmieniają się w małe (niekiedy i duże) projekty, z którymi mierzymy się w naszym życiu.

Przykładów mogę naprodukować jeszcze więcej, ale to jest artykuł teoretyczny, a nie case study, więc myślę, że te dwa powyższe wystarczą do tego, żeby nakreślić Wam temat użyteczności kreatywności w życiu codziennym.

A co jeżeli nie jestem kreatywny?

Wiele osób uważa kreatywność za dobro luksusowe, za rodzaj boskiej interwencji czy jakiejkolwiek innej, która dotyka tylko wybranych. I tak, i nie. Każdy człowiek – wyłączę tutaj osoby z poważnymi schorzeniami neurologicznymi, bo u nich rzecz może wyglądać zdecydowanie inaczej, w zależności od rodzaju i rozległości schorzenia – jest kreatywny. To wrodzona kompetencja, która wyróżnia nas na tle innych zwierząt. Tak, chodzi o te legendarne MYŚLENIE ABSTRAKCYJNE.

Bardziej możemy rozmawiać tutaj o poziomie rozwinięcia kreatywności, a nie o jej obecności lub braku, a to oznacza nic innego, jak to, że swoją kreatywność możemy rozwijać. Dodatkowo jest to kompetencja, której możliwość rozwoju czy jego jakość NIE są uzależnione od wieku. Co oznacza, że możemy wynosić ją na wyższe poziomy niezależnie od etapu życia, na którym się znajdujemy.

Podsumowując: JESTEŚ kreatywny, ale zawsze MOŻESZ być bardziej! 🙂

Jak rozwijać kreatywność?

Oczywiście oczywistą tutaj odpowiedzią będzie: „Wybrać się na trening kreatywności!”, ale po co sięgać po oczywiste, skoro można sięgnąć dalej? 😉 Wiadomka, że treningi to jest złoto, przede wszystkim dlatego, że proces rozwoju przebiega dużo szybciej i skuteczniej, ponieważ jest odpowiednio zorganizowany i ma sprzyjające warunki do rozwoju.

ALE

Jeżeli nie masz ochoty inwestować w treningi, zawsze możesz rozejrzeć się za narzędziami do samodzielnego trenowania, które możesz kupić gotowe albo zrobić samodzielnie w domu. Więcej o ćwiczeniach w warunkach domowych na backstagowym YT > Zerknij tutaj!

Jeżeli jednak chcecie na razie przyjrzeć się tematowi, to polecam MYŚLENIE, a konkretniej zadawanie sobie różnego rodzaju pytań. Idziecie do pracy, szkoły, na uczelnię, po zakupy, etc. – rozejrzyjcie się i znajdźcie coś co Wam się spodoba lub Was zainteresuje i pomyślcie: dlaczego przyciągnęło Wasz wzrok, jak dokładnie działa, co myśli, kto to stworzył, jak mogłoby się nazywać, itd.

To trochę jak z klockami domino – zadasz jedno pytanie, a po nim pojawi się kolejne, po nim kolejne i kolejne… Kostki będą upadać jedna za drugą, a Wasza droga minie szybciej i przyjemniej, bez żadnych stresów i złych emocji. Jedziecie komunikacją miejską? Jeszcze lepiej! Pomyślcie nad tym, co mogą myśleć współpasażerowie albo jaka może być ich historia. Wiem, że może to się wydawać błahe i dziecinne, ale co w tym złego?

Popatrzcie na dzieciaki, które z taką łatwością wymyślają i tworzą nowe rzeczy czy słowa. Jak już wspominałam wyżej: kreatywność nie jest dobrem luksusowym ani też nie mija z wiekiem. Po prosu w pewnym momencie życia przestajemy ją ćwiczyć, bo przestajemy zadawać „zbędne” pytania. Kurczę… Tylko które to są te „zbędne”? Myślę, że na wszelki wypadek warto zadać wszystkie, które kłębią się w Waszych głowach – kwestia komu będziecie je zadawać! 😉

Serdecznie dziękuję za Waszą uwagę,
– Katarzyna –
_______________________________________________
Materiały na tym blogu to moje analizy i obserwacje, dlatego pod żadnym pozorem nie wierzcie w ani jedno moje słowo – przeczytajcie, przemyślcie, wypróbujcie sami, a później znów przemyślcie. Zachęcam do dyskusji, bo wymieniając się swoimi perspektywami możemy nauczyć się najwięcej i najskuteczniej. 🙂

Jaki jest sens życia? Jak ogarnąć życie? Jak mieć szczęśliwe życie?

Kolejne nurtujące pytania, na które każdy szuka odpowiedzi. Bo w końcu każdy chce być szczęśliwy, mieć fajne życie i wiedzieć po co przybył na świat.

Być może Cię zasmucę, ale nie ma jednej prawidłowej odpowiedzi. Na to, czy będziesz szczęśliwy, ma wpływ wiele czynników. Na szczęście na większość z nich możesz oddziaływać. Dlatego do dzieła!

Czym jest szczęście?

Definicji jest bardzo wiele. Między innymi według PWN “szczęście” to:

1. «powodzenie w jakichś przedsięwzięciach, sytuacjach życiowych itp.»
2. «uczucie zadowolenia, radości; też: to wszystko, co wywołuje ten stan»
3. «zbieg pomyślnych okoliczności»

Gdyby poszukać w różnego rodzaju książkach psychologicznych, motywacyjnych, w każdej z nich znajdziemy  odmienne definicje. Co prawda wydaje mi się, że pewne aspekty łączą je ze sobą. Między innymi to, że jest to pewnego rodzaju stan, w którym czujemy się w pewien określony sposób. Jednak czy rzeczywiście szczęście jest zależne od czegoś? Czy może ono po prostu być?

Od czego zależy nasze szczęście?

Często słyszy się, stwierdzenia typu: “Jak uda mi się osiągnąć…(coś), to będę szczęśliwy.”W ten sposób uzależniamy swoje szczęście od czynników zewnętrznych. Na które niestety, nie zawsze mamy wpływ. Dlaczego chcemy oddać ten błogi stan w ręce innych osób, rzeczy lub wydarzeń? Skazując się na poczucie nieszczęścia w momencie porażki. Zatem jak zrobić, żeby być szczęśliwym, niezależnie od tego, czy wszystko idzie zgodnie z naszym planem, czy też nie?

wolność, swoboda, odpuszczanie kontroli, życie

Odpuść kontrolę

Niejednokrotnie na własnej skórze przekonałam się, że kontrola to jeden z wrogów człowieka. Zdecydowanie bardziej cieszymy się, kiedy sprawy idą po naszej myśli. Czemu tak się dzieje? Nie oszukujmy się, lubimy mieć wszystko pod kontrolą. Czujemy się wówczas bezpiecznie. Jest plan, realizacja, efekt końcowy i szczęście. Niestety, jak pokazały, chociażby ostatnie wydarzenia związane z pandemią Coronavirusa, nie jesteśmy w stanie mieć kontroli nad wszystkim. W momencie pojawienia się wirusa i wprowadzenia wielu ograniczeń, z pewnością wiele planów legło w gruzach. Wkradł się niepokój, strach, obawa, dezorientacja i pojawiło się wiele pytań. To jednak nie powinno być powodem, aby się zadręczać i zasmucać. Właśnie dlatego niezbędną umiejętnością jest nauczenie się odpuszczania. Akceptacja tego, co do nas przychodzi w danym momencie i szukanie pozytywnych aspektów sytuacji, pozwalają pozostać w dobrym nastawieniu podczas różnorodnych komplikacji. Jeśli spojrzymy w ten sposób, może okazać się, że inny bieg wydarzeń przyniósł nam wiele dobrego.

miejsce, poszukiwania, droga, życie, jak odnaleźć szczęście

Jesteś tam, gdzie powinieneś być

To, że nie wszystko jesteśmy w stanie skontrolować, już wiemy. Jednakże czasami towarzyszy nam także poczucie, że powinniśmy być w innym miejscu, niżeli jesteśmy. “Być może nie jestem na dobrej drodze?”, “Może zbyt wolno rozwija się moja kariera, bądź życie prywatne?”, “Inni mają już tak wiele”, “Powinienem to, czy tamto”. Tego rodzaju myśli, również mogą powodować, że czujemy się nieszczęśliwi. Porównywanie się, narzucanie na siebie presji, chęć spełnienia oczekiwań innych powodują, że zaczynamy myśleć, iż coś przegapiliśmy w swoim życiu.  To nie prowadzi do szczęścia, a raczej do ślepego zaułku z mrocznymi scenariuszami. Uwierz, że jesteś dokładnie tam, gdzie powinieneś być. Wychodzę z założenia, że wszystko przychodzi do nas w odpowiednim momencie. Nic za wcześnie, nic nie za późno. Wszystko zależy od tego, czego potrzebujemy, bądź na co jesteśmy gotowi. Również w kwestii trudnych przeżyć, które są dla nas ważne. Niosą za sobą cenne lekcje, które być może są nam niezbędne do realizacji naszych celów. Dlatego tak istotna jest wdzięczność za wszystko, co dzieje się w naszym życiu. Pozwala docenić każdy sukces, jak i porażkę, a także być bliżej szczęścia.

Kieruj się miłością

O wiele lepiej czujemy się, kiedy ktoś traktuje nas z miłością, niżeli podchodzi z negatywnym nastawieniem. Jeśli ludzie patrzyliby na siebie jako przyjaciół, z chęcią pomagając sobie nawzajem, jak inny byłby świat? Czemu niektórych bardziej cieszą czyjeś niepowodzenia, niżeli sukcesy? Zazdrość wychodzi im uszami, kiedy ktoś ma lepiej niż oni. Tego rodzaju zachowania, również nie zagwarantują szczęśliwego życia. Dopiero kierowanie się miłością pozwoli na jego osiągnięcie. W momencie, kiedy jesteśmy wypełnieni bezwarunkową miłością i darzymy nią innych, towarzyszą nam zupełnie inne uczucia. Dzięki nim osiągamy ten błogi stan, nazywany szczęściem. Nie jest on wówczas zależny od tego, czy ktoś jeździ lepszym autem, ma lepsze stanowisko, bądź więcej zarabia.

twarze, szczęście, uśmiech, radość

Szczęście różne ma twarze

Podane przeze mnie elementy pomagają w osiągnięciu niezależnego szczęścia. Oznacza to, że nie decydują o nim wydarzenia, ludzie, sytuacje, tylko Ty. Oczywiście, te czynniki też na nie w jakiś sposób oddziałują. Natomiast wychodzę z założenia, że codziennie jest wiele powodów do tego, by być szczęśliwym. Można to zauważyć, chociażby praktykuje się dziennik wdzięczności. Każdego dnia wypisując to, za co jesteśmy wdzięczni, zaczynamy z czasem dostrzegać więcej. Jestem świadoma tego, że dla niektórych ludzi zawsze dobry wygląd, bogate życie, kariera, będą wyznacznikiem poziomu ich szczęścia. Należy pamiętać, że ta ścieżka jest bardzo zgubna. Jakiekolwiek potknięcia mogą spowodować załamanie, a w konsekwencji uzależnienia, bądź choroby. Warto cieszyć się z życia takiego, jakim jest. Dążyć do realizacji swoich celów i marzeń, ale dostrzegać też te małe rzeczy, które składają się na jedną wielką całość. Można być szczęśliwym, nie mając nic. Można być też nieszczęśliwym, mając wszystko.

Jak być szczęśliwym?

Recept na to jest z pewnością bardzo wiele. Moja jest prosta, ciesz się każdym momentem. Podziwiaj, kochaj, doceniaj, obserwuj. Żeby to zrobić, musisz się tylko na chwilę zatrzymać, by to wszystko zauważyć.

Jak być szczęśliwym człowiekiem? Jak zmienić swoje życie? Jakie przekonania kierują Twoim życiem?

To tylko niektóre z pytań, jakie zadawałam sobie w swoim życiu. Z pewnością Ty też miałeś ich sporo.

Być może czytasz moje wpisy od jakiegoś czasu, a może to pierwsza okazja, kiedy wczytujesz się w to, co mam do przekazania. Tak czy inaczej, jako autor jestem na worldmaster od listopada 2018r. Jednak nazwa w ostatnim czasie uległa zmianie. Z tego też powodu postanowiłam, napisać wpis, w którym będziesz miał okazję poznać mnie. Jak możesz się domyślić, nazwa bloga nie jest przypadkowa.

Wychodzenie poza schemat

Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę z tego, że to co masz w swojej głowie, nie jest od narodzin. Wszystkie ograniczenia, przekonania, którymi kierujesz się w życiu, zostały nabyte. Od momentu przyjścia na świat, każdego dnia w Twojej głowie budował się obraz świata, oparty na opiniach, poglądach, przekonaniach, które sprzedawane były przez ludzi wokół Ciebie. Oprócz tego Twój świat, kreowany był poprzez wiedzę, naukę, doświadczenia, które nabywałeś. Żyjąc w tym schemacie- inaczej tego nazwać nie umiem- jesteśmy ograniczeni do tego, by myśleć tak jak większość społeczeństwa. Między innymi, że życie polega na tym, by skończyć studia, poznać partnera, wziąć ślub, zaciągnąć kredyt na mieszkanie. Każdego dnia wstając do znienawidzonej pracy, która często jest odległa od zainteresowań. Jednak pozwala przetrwać od 10 do 10. Rutynowo przeżywając dzień po dniu, tak samo jak wszyscy. Tak jest, tak trzeba, inaczej się nie da.

. . .

Ja też tak myślałam, do czasu, kiedy doszłam do pewnego punktu w swoim życiu. Byłam kompletnie nie w tym miejscu, gdzie chciałabym być. Wykonując pracę nie przynoszącą mi satysfakcji, otaczając się ludźmi, którzy mnie nie rozumieją i nie wspierają. W efekcie towarzyszyło mi uczucie osamotnienia, porażki, braku sensu, a także beznadziei. Zapoczątkowało to we mnie poszukiwania odpowiedzi i proces poznawania siebie. Wszystko po to, by wkroczyć na odpowiednią drogę. Dzięki samorozwojowi, postanowiłam uwolnić się od tego, co mnie hamowało, blokowało, ograniczało i wpoić do swojej głowy nowe przekonania, które pozwolą mi na życie jakiego pragnę. Proces ten nadal trwa. Jednak moje życie zdecydowanie różni się od tego, które prowadziłam wcześniej.

Droga po szczęście

Zanim dotarłam w obecne miejsce, przeszłam wiele. W wieku 12-lat moja mama zachorowała na depresję, co spowodowało, że bardzo szybko musiałam dorosnąć. Wspomagając tatę, uczyłam się każdego dnia życia, próbowałam zrozumieć problemy, które mnie otaczały i znaleźć sposób, aby je rozwiązać. Oprócz tego chciałam sprostać oczekiwaniom, które inni mieli wobec mnie. Zamiast cieszyć się okresem dorastania, kształcąc się w szkole, szlajałam się między towarzystwami, szukając akceptacji wśród rówieśników i wypełniając obowiązki dnia codziennego jako Pani domu. W tym okresie na własnych doświadczeniach uczyłam się, co jest dobre, a co złe. Ponosiłam konsekwencje nietrafnych decyzji, które niekiedy były bardzo bolesne, przytłaczające i trudne. Nie byłam świadoma, jak bardzo mocno chłonęłam przekonania otaczających mnie ludzi, a także jak istotny wpływ ma to na kształtowanie mojego ja.

Nowa ja

W związku z różnorodnymi wydarzeniami, w wieku 16 lat postanowiłam zawalczyć o swoje lepsze jutro. Tym sposobem wybrałam szkołę, w której mogłam zacząć wszystko od nowa. Stawiając sobie wówczas wygórowane wymagania, jakimi było poprawienie ocen i dostanie się do wybranego technikum, zamieniłam nic niewnoszące szlajanie się, na książki. Zrozumiałam, że dotychczas marnowałam swój potencjał, przy tym sprawiając wiele problemów. Nie chciałam być ciężarem, a raczej powodem do dumy. Towarzyszyła mi ogromna chęć udowodnienia, że jestem warta więcej, niż niektórym się wydawało. Dlatego nie był to koniec moich postanowień. Poczułam, że to świetna okazja na wielki przewrót.
Moim nowym celem stało się osiągnięcie czerwonego paska w pierwszym roku nauki. Każdego dnia siedząc nad książkami, nadrabiałam materiał, olewany w gimnazjum. Dało to efekt, którego oczekiwałam, a nawet większy. Pierwszego roku, oprócz czerwonego paska, byłam 3 najlepszą uczennicą w szkole. Kolejny rok okazał się dla mnie jeszcze lepszy, ponieważ byłam 1, tym samym zdobywając 2 stypendia- Rady Ministrów i Urzędu Miasta. Byłam z siebie bardzo zadowolona, tym bardziej, że zaczęłam być doceniana przez osoby o których uznanie walczyłam. Wówczas nie wiedziałam, że o to w tym wszystkim chodziło- o docenienie. Tak samo jak nie zdawałam sobie sprawy, jakie przekonania były zakodowane w mojej głowie i pchały mnie ku tym działaniom.
wykształcenie, szkoła, wyróżnienie, świadectwo, nagrody

Przebudzenie

W wieku 22 lat założyłam swoją pierwszą firmę, która po pół roku była znaną pizzerią w Łodzi. W tej przygodzie, gościłam także w swoich skromnych progach znaną- Magdę Gessler. Wizyta jej okazała się jednak błędem. Był to moment, w którym zaczęłam się zastanawiać czy ja rzeczywiście chcę tak żyć. Po pewnym czasie postanowiłam zamknąć ten etap swojego życia i zacząć od nowa. Po tych wszystkich wydarzeniach czułam pustkę. Musiałam pozbierać się po tej wymagającej i kosztownej lekcji. Trwało to niecały rok. W tym czasie zrozumiałam, że znów zatraciłam siebie, chcąc realizować oczekiwania innych. Nie mogłam już tak dłużej marnować swojego życia. Postanowiłam złapać los w swoje ręce i skierować go na odpowiedni tor. Zajęło mi to kolejny rok.

Poszukiwanie siebie

W trakcie tego czasu, bardzo mocno zaczęłam szukać w sobie odpowiedzi na pytania: “Kim jestem?”; “Czego pragnę?”; “Jak chcę, aby wyglądało moje życie?”; “Kim chcę się otaczać?”; “Gdzie chcę być?”; “Co chcę robić?”; “Jakie rzeczy są dla mnie ważne?”; “Jakimi przekonaniami się kieruję?”;“ mnie blokuje?”. Liczne kursy, szkolenia, spotkania, warsztaty pomogły mi, abym w końcu zaczęła słyszeć swój wewnętrzny głos i podążać drogą, która jest w zgodzie ze mną. Wywróciłam swoje życie do góry nogami. Rozwiodłam się, rzuciłam pracę i wyjechałam za granicę. Wszystko po to, by napisać kolejny rozdział swojej historii, gdzie żyję według swoich zasad, pragnień, warunków. Wolna od spełniania czyiś oczekiwań, postępowania w zgodzie z ogólnie przyjętymi zasadami, a także realizacji czyiś potrzeb. Poznałam blokujące mnie przekonania i zaczęłam się ich wyzbywać. Zamieniłam je na przekonania, które są w zgodzie z moimi wartościami i pomogą mi żyć w zgodzie ze sobą. Teraz, czuję się swobodnie, wolno i dobrze. Jestem niezależną kobietą, która wie, czego chce i gdzie dąży. Co najważniejsze odczuwam wewnętrzny spokój, a to jest bezcenne.

Jak radzić sobie z opinią innych?

Moje kształtowanie zajmowało czas, w którego trakcie otaczały mnie różne osoby. Były takie, które potrafiły mnie wyzwać, a inne zaś wierzyły od początku, że wiem co robię. Pozbyłam się osób toksycznych, które nic nie wnosiły do mojego życia. Uważam, że tacy ludzie nie są potrzebni i należy ich omijać szerokim łukiem. Pojawiło się za to mnóstwo nowych, serdecznych, wspaniałych ludzi, dzięki którym, wszystko nabierało jeszcze większego pędu. Natomiast nie to było najważniejsze. Nie robiłam tego już dla kogoś, tylko dla siebie. Wyzbyłam się przekonania dotyczącego istotnego wpływu innych osób na moje życie, znanego z “Co ludzie powiedzą?”. Tego rodzaju przekonania blokują przed byciem takim jakim się jest, robieniem tego co się chce, a także podejmowania różnorodnych działań.

Nie jestem obojętna na opinię innych, zaś nie jest to podstawą moich decyzji czy postępowania. To moje życie i moje zasady. Dzięki zakodowaniu nowych przekonań i zmienieniu podejścia, coraz wyraźniej widziałam jakie zmiany we mnie zachodzą. Odczułam, że coraz mocniej i pewniej zaczynam stąpać po ziemi. Zobaczyłam, że nie wywracam się za każdym razem, kiedy mocniej zawieje wiat ( m.in. kiedy ktoś coś powie na mój temat). Zbudowałam silne fundamenty, które pomagają mi przetrwać wietrzne dni. Nauczyłam się być asertywną i dawać do zrozumienia “wujkom dobra rada”, że wiem, co jest dla mnie najlepsze.

Jak realizować marzenia?

W trakcie tej przemiany postanowiłam spełnić kilka swoich marzeń. Jednym z nich było właśnie posiadanie bloga. Opierając się na moich doświadczeniach oraz przemyśleniach zaczęłam tworzyć teksty, których celem jest pokazanie, że można żyć inaczej, niż ktoś kiedyś nam powiedział. Każdy z nas został wychowany w inny sposób, w innym domu, z różnymi wartościami. Sprzedano nam multum przekonań, o których nie mamy pojęcia. Jednak jedno nas wszystkich łączy- mamy swoje marzenia i pragnienia, których spełnienie dałoby uczucie szczęścia i pełni. Nie mam monopolu na prawdę, za to wiem, że da się wyjść poza te granice, które ktoś kiedyś przed nami postawił. Doprowadzając w ten sposób, do życia jakiego się pragnie. (Należy pamiętać, że dla każdej osoby, będzie to inne życie.
Nie można patrzeć przez pryzmat siebie.)
Moimi tekstami, będę Cię zachęcać do napisania swojego własnego scenariusza. Do szukania odpowiedzi na nurtujące pytania, pokonywanie granic swojego umysłu (bo właśnie tam zakodowane są ograniczenia). Jak i do wychodzenia poza schemat, postępowania w sposób zgodny ze sobą, a nie według tego jak oczekują tego inni. Chciałabym, abyś porzucił potrzebę dopasowywania się i spełniania oczekiwań. Zaczął akceptować siebie, a także innych takimi jakimi są. Wyczyścił ze swojej głowy blokujące przekonania, a zastąpił je takimi, które pozwolą Ci na wspaniałe życie.

Napisz swój scenariusz

Jak z pewnością wiesz, życie to niekończąca się nowela. Natomiast to Ty w nim odgrywasz główną rolę. Pamiętaj, że jesteś kowalem własnego losu, a życie jest tym, co z nim zrobisz. Wychodzenie poza granice, czyli ogólnie utarte stereotypy dotyczące życia, postępowania, a nawet i życia w innym miejscu, uczą i kształtują nas na nowo. Dzięki temu możemy żyć, tak jak my chcemy, a nie według czyjejś projekcji. Pragnę Cię zaprosić do tej pięknej podróży. Obiecuję, że będę starać się dostarczać Ci wiele ciekawych materiałów, które pozwolą Ci się uwolnić, tak jak mi.

Jakie korzyści płyną z panującej pandemii? Jaką lekcje przyniósł nam Koronawirus?

Jak nie tracić głowy w chwili kryzysu?

Są to pytania, które warto zadać sobie, zamiast pompować swoją głowę nowymi przypadkami, które nieustannie przybywają. Bo co to zmienia? Nic, oprócz tego, że pogrążasz się w strachu, obawie i lęku. Sytuacja jest, jaka jest. Naszym zadaniem jest przystosować się, tak jak kameleon przystosowuje się do barw, które są wokół niego.

Musimy przyjąć warunki, zasady, nakazy i zakazy, które zostały uznane za słuszne na dany moment. I nie stanowiłoby to problemu, gdyby normy panujące były lepsze od tych, które znaliśmy z życia codziennego. One niestety są ograniczające. Koronawirus pokazał, jak w jednej chwili może wszystkiego zabraknąć.

Zmiana świadomości

Pandemia w kilka tygodni sparaliżowała praktycznie cały świat. Jednych pozbawiła firm, innych podroży, a jeszcze innych życia. Tego nie da się uniknąć, musimy się przystosować. Różnego rodzaju choroby mają swoje konsekwencję, tak samo i ta. Jednak pragnę dostrzegać pozytywy w każdej sytuacji, nawet i takiej. Ciebie też do tego zachęcam.

Mam nadzieję, że świadomość, którą nabywamy podczas takiego wydarzenia, jest bardzo dużym krokiem ku zmianom. Jakim? Żebyśmy w końcu nauczyli się doceniać to co mamy, a nie w nieskończoność pędzić po więcej. Może w końcu nauczymy się jak być szczęśliwym? 

myślenie, zmiana, świadomość, kwarantanna

Odebranie codzienności

Dzisiaj z pewnością dużo osób zaczyna rozumieć, jak wygodne i proste życie mieliśmy przed kryzysem. Łatwość komunikacji, przemieszczania się, możliwości zmiany miejsca zamieszkania, pracy, a także różnorodne formy rozrywek oraz spędzania czasu z bliskimi. Teraz w zamian towarzyszyć zaczyna brak, poczucie ograniczenia oraz pustki. Nic dziwnego.

Swobodne życie zamieniło się w domową kwarantannę, a półki uginające się od towarów, teraz świecą pustkami. Wygodne i znane życie, zamieniło się w coś kompletnie wielu ludziom nieznanego. Może jest to dobry moment na wdzięczność za to, w jakich czasach żyjemy? Jak i poczucie choć trochę co przeżywali i musieli przystosować się nasi przodkowie w czasie wojny oraz komunizmu.

kwarantanna, dom, pandemia, pobyt w domu, samotność, przystosować się

Nadrabiaj zaległości

Okres kwarantanny to również dobry czas na nadrabianie wszelkich zaległości. Mam tu przede wszystkim na myśli to, co wcześniej zostało zaniedbane. Obecnie najczęściej zaliczane są do tego relacje rodzinne, hobby oraz regeneracja. To dobry czas na przeczytanie książki, którą ciągle odkładałeś ze względu na brak czasu. To też odpowiedni moment na rodzinne rozmowy, dzięki którym budują się relacje.

Należy również pamiętać o odpoczynku, który jest niezbędny do prawidłowego funkcjonowania organizmu, a także zapobiegania chorobom. Zmęczony organizm ma obniżoną odporność, w związku z tym jest bardziej narażony na różnego rodzaju schorzenia oraz choroby. Nie da się ukryć, że w XXI w. ciężko o wolny czas. Zatem warto wykorzystać okazję, by zadbać o siebie.

czas wolny, zaległości, hobby, książka, muzyka, dom

Zmiana świadomości

Mam ogromną nadzieję, że wirus wpłynie na zmianę ludzkiej świadomości pod wieloma aspektami. Tego, jak ten świat pędzi, jak my pędzimy, jak bardzo zaniedbywana jest nasza planeta, jak wyniszczamy samych siebie starając przystosować się do otaczającego nas świata. Być może zrozumiemy, że wszyscy jesteśmy połączeni i wspierając siebie nawzajem, dopiero tworzymy siłę. Możliwe, że uświadomimy sobie, że tak na dobrą sprawę nie wiele potrzeba do tego, aby być szczęśliwym. Bo są ważniejsze rzeczy, niżeli pieniądze, kariera, czy materialne dobra.

Być może spowoduje to kryzys dla konsumpcjonizmu, w którym tak bardzo byliśmy pogrążeni przed pandemią. A potrzeba posiadania była tak silna, że poświęcaliśmy pracy nadmiar swojego czasu, energii i sił. Liczę na to, że ludzie zobaczą jak ważne i przyjemne jest spędzanie wspólnie czasu, który pozwala poznawać się nawzajem, a także budować silne relacje. W konsekwencji czego unikniemy niewiedzy na temat członków swojej rodziny.  Polecam Ci do obejrzenia filmik, który także pokazuje co zyskał świat, dzięki Koronawirusowi – Thank You, Coronavirus

perspektywa, świadomość, inne spojrzenie

Jakie korzyści płyną z sytuacji związanej z Koronawirusem?

  • Nauka cieszenia się z małych rzeczy
  • Docenienie tego, co się ma
  • Uświadomienie sobie jak nie wiele potrzeba do szczęścia
  • Możliwość zwolnienia tempa i odpoczynku
  • Spędzenie czasu z bliskimi
  • Szansa na nadrobienie zaległości w książkach, filmach, grach
  • Pobudzenie kreatywności w wymyślaniu zajęć

Czego uczy mnie pandemia?

Nie da się ukryć, że to wielka lekcja dla całego świata pod wieloma aspektami. Tego, jak bardzo zaślepieni byliśmy, że mamy pod kontrolą swoje życie, a także, że jesteśmy bezpieczni. Wydawało nam się, że wszystko jest stałe i nic nie jest w stanie tego zaburzyć. Okazało się jednak zupełnie inaczej. Wirus daje się odczuć na każdym poziomie. Zobaczymy, co będzie dalej i czy damy radę przystosować się do zmian. Jednak na dzień dzisiejszy myślę, że można wyciągnąć kilka najważniejszych lekcji.

  • W życiu są ważniejsze rzeczy niż sukces i pieniądze
  • Można być w pełni szczęśliwym, mając nie wiele
  • Cenne jest mieć przy sobie bliskich
  • Istotne jest poświęcać czas bliskim, aby ich poznawać i budować więzi
  • W jednej chwili możemy wszystko stracić, dlatego należy doceniać każdą chwilę
  • Ważne by być “tu i teraz”
  • Dopiero kiedy coś tracimy, widzimy ile dla nas to znaczyło
  • Pogrążanie się w konsumpcjonizmie jest zbędne, ponieważ nie są to elementy niezbędne w naszym życiu
  • Warto dbać o równowagę, pomiędzy pracą, a życiem prywatnym
  • Pęd i pośpiech sprawiają, że zapominamy o tym co ważne
  • Odkładamy wiele istotnych rzeczy na później, a ono może nigdy nie nastąpić
  • Nie jesteśmy przygotowani mentalnie, ani materialnie do kryzysów

przystosować się

. . .

Mam nadzieję, że Ty również przysiądziesz i zastanowisz się, co zmieniło się w Twoim życiu i postrzeganiu świata. Jest to o tyle ważne, że gdy sytuacje się ustabilizuje i znów zaczniemy wpadać w codzienny rytm, dobrze będzie do tego wrócić. Dzięki temu unikniemy ponownemu wpadnięciu w ten wir.

– Dziadku! W mojej książce z historii jest napisane, że w 2020 roku doszło do pandemii! Co się stało?”

– Wiesz, z Chin dotarł do nas straszny wirus, którego nigdy wcześniej nie znaliśmy.

– I co było potem?

– Niektórzy zostali poddani kwarantannie, musieliśmy być bardzo odpowiedzialni nie narażać zdrowia innych i swojego, zostać w domu, to był jedyny warunek walki z tym wirusem. Wywracając nasze życie do góry nogami.

– A potem co się stało?

– Spędziliśmy dużo czasu w domach, kontaktując się przez Internet, na szczęście były telefony i komputery. W końcu nadszedł ciepły sezon i pierwszą myślą było wyjście na spotkanie… Świat się dla nas zatrzymał, jednak był to aspekt pozytywny: zrozumieliśmy wartość rzeczy właśnie dlatego, że zostały nam odebrane. I uwierz mi, wnusiu, że kawa, którą wypiłem po ponownym otwarciu restauracji. Chociaż była zrobiona z tego samego ziarna co wcześniej, była najlepszą, jaką piłem.

W jakim celu angażujemy się w burzliwe dyskusje online? Żeby je wygrać? Wzbudzić respekt, pokazując innym naszą wiedzę i błyskotliwość? Oświecić niedouczonych, trwających w błędzie ignorantów?

Czy żeby się czegoś dowiedzieć? Zakwestionować swój model świata? Jak to zgrabnie ujął de Gause „zdolność uczenia się szybciej niż nasi rywale, jest jedyną stabilną przewagą konkurencyjną„.

Jak jednak podchodzić do gotujących krew w żyłach i budzących żyłkę na skroni dyskursów. Z otwartością, którą buddyści zen nazywają „shyoshin”, umysłem początkującego i równowagą, którą stoicy nazywają „apatheia” lub „ataraxia”, czyli scentrowaniem, stabilnością umysłu?

Nie zważam na autora, jeżeli cytat jest dobry” powiedział Seneka,. Wyjaśnił w ten sposób, czemu tak często cytuje Epikura i innych przedstawicieli konkurencyjnych szkół filozoficznych. Od KAŻDEGO możemy się przecież nauczyć czegoś wartościowego.

Jeżeli ktokolwiek dowiedzie mojej niewiedzy i ukaże błąd, w dowolnym moim myśleniu lub działaniu, z radością dokonam zmiany. Poszukuję prawdy, która jeszcze nigdy nikogo nie skrzywdziła: krzywdą jest trwanie w iluzji i ignorancji.” rzucił Marek Aureliusz, deklarując swoją pełną otwartość na krytyczną informację zwrotną.

Moim zdaniem, właśnie stoickie podejście do dyskusji jest tutaj kluczem. Traktowanie interakcji online, jako narzędzia poszukiwania „prawdy”, aktualizowania naszego mentalnego systemu operacyjnego, a nie, jako treningu zręcznego wykorzystania retoryki & erystyki.

Gdy próbujesz wykorzystać dialog online, jako technikę statusową, służącą budowaniu sobie autorytetu kosztem innych, koniec końców uzyskujesz efekt odwrotny od zamierzonego. Wyciągasz rewolwer, celujesz i oddajesz precyzyjny strzał. We własne kolano.

Jeżeli przechwalasz się, próbujesz pokazać, jaka to jesteś mądra i doświadczona, ile to lat już działasz w branży i jakie to negocjacje prowadziłaś → zazwyczaj sygnalizujesz, że „za bardzo zależy Ci na opinii i aprobacie innych„, w efekcie czego tracisz status.

Jeśli wchodzisz w konfrontację, rywalizujesz, prowadzisz batalie online → to sygnalizujesz swoją emocjonalną reaktywność i odsłaniasz wrażliwe sznurki, za które można Cię pociągać, by za każdym razem uzyskiwać określony rezultat, w wyniku czego tracisz status.

Jeżeli chcesz wykorzystać LinkedIn lub inne medium społecznościowe, do budowania autorytetu i merytorycznego przywództwa to:

  1. Staraj się WNOSIĆ WARTOŚĆ każdym postem, komentarzem i wiadomością.
  2. Utrzymaj obecność umysłu, STABILNOŚĆ EMOCJONALNĄ i rozważną otwartość.
  3. Nadawaj POZYTYWNĄ RAMĘ komunikacji. Nawet na absolutnie hejterski komentarz pod artykułem (nad którym siedziałaś tydzień), możesz odpowiedzieć: „Dziękuję za cenne uwagi. Pomagasz mi tworzyć lepsze treści :). Co jeszcze powinnam poprawić Twoim zdaniem?

Gdy zrozumiemy, że nasze postrzeganie i rozumowanie są obarczone ogromną ilością błędów poznawczych (np. efektem pierwszeństwa przekonań -> bardziej wierzymy w to, czego dowiedzieliśmy się najpierw), a nasz model rzeczywistości jest jedynie niedoskonałą jej reprezentacją, łatwiej będzie nam zmienić podejście.

Zmieńmy je. Zmieńmy je z: „Wiem lepiej + jeszcze im pokaże + popatrzcie, jaki jestem mądry i wybitny” na:

„Moje zrozumienie świata jest niepełne, zgeneralizowane i zniekształcone. Mogę być w błędzie. Jestem zmotywowany aby je aktualizować i uzupełniać znacznie zdrowszymi, bardziej opartymi na „faktach” i przydatniejszymi przekonaniami.”

Zmieńmy je i zacznijmy czerpać poczucie własnej wartości i emocjonalny haj. Nie z tego, że właśnie wygraliśmy dyskusję, zdominowaliśmy rozmówców, usadziliśmy kogoś i pokazaliśmy mu, gdzie jego miejsce.

Bądźmy dumni z tego, jak szybko uczymy się z każdej, najbardziej negatywnej nawet interakcji i ile cennych, użytecznych wniosków z niej wyciągamy.

Ponieważ „umiejętność uczenia się szybciej niż rywale„… wiesz przecież :D.

Gdyby istniało 10, wyrytych w skale, uniwersalnych zasad stoickiego i optymalnego prowadzenia dyskusji online, to co by się w nich znalazło?

Ja proponuję powyższe 3:

  1. Wnoś wartość.
  2. Utrzymaj stabilność.
  3. Nadaj pozytywne ramy.

Co byście dodali?

Więcej w temacie na blogu: www.rafalcupial.pl

#kolejne artykuły