Stres, Strach i Ograniczające Przekonania | worldmaster.pl
#

Świat jest na takim etapie rozwoju, iż corocznie zwiększamy posiadaną wiedzę o 100%.

50 lat temu, by zwiększyć zasoby, trzeba było 25 lat pracy naukowców – dziś tylko rok. Wiesz, co to oznacza? Że wiedza jest źródłem dobrobytu, ale pomaga również walczyć z tym co Cię ogranicza…

Nasz system edukacji nie przygotowuje w odpowiedni sposób do życia zawodowego i biznesowego, promując zdobywanie jak najlepszych wyników w szkole, a następnie pozostanie przeciętniakiem na etacie.

Wiedza połączona z silną motywacją do osiągnięcia sukcesu sprawia, że realizacja zadania jest przyjemnością.

Twój umysł jest motorem tego, co dzieje się w Twoim życiu, zatem nie jest bez znaczenia fakt, jaką treścią jest karmiony.

Stres, Strach i Ograniczające Przekonania Świat jest na takim etapie rozwoju, iż corocznie zwiększamy posiadaną wiedzę o 100%. 50 lat temu, by zwiększyć

Każdy człowiek jest niepowtarzalną istotą. Na wstępnym etapie edukacji nabywamy taką samą wiedzę, która jest nam potrzebna do funkcjonowania w życiu i społeczeństwie.

Wszyscy uczymy się tego samego, a nasze umiejętności po skończeniu szkoły są zbliżone do kwalifikacji innych osób.

Niestety, często panuje opinia, iż po ukończeniu szkoły można zaplanować sobie wczasy umysłowe z licencją nierozwijania skłonności do pogłębiania wiedzy.

Potrzebujesz edukacji, na której zaczniesz budować wiedzę dostosowaną do Twojej osobowości i celów jakie pragniesz osiągnąć.

Naturą ludzkiego umysłu jest zdobywanie informacji, a ponieważ masz wolną wolę, w dużej mierze sam decydujesz o tym jaką informację ma przetwarzać Twój mózg.

Jeżeli chcesz zmienić swoją pozycję z bycia częścią tłumu na wyróżniającą się z tłumu, musisz ciągle poszukiwać nowych rozwiązań.

Oznacza to przede wszystkim szacunek dla rywali – przecież nie tylko Ty pragniesz wygranej.

Najlepszy rezultat osiągniesz jeśli skupisz się na tym, co lubisz i umiesz robić najlepiej, nie myśląc o tym, że ktoś biegnie obok.

Dostęp do nieograniczonych zasobów wiedzy nigdy nie był tak banalnie prosty jak obecnie. Wpisując w wyszukiwarkę internetową określoną frazę otwierasz sobie możliwość pobierania bezpłatnych jak również płatnych opracowań oraz szkoleń.

Najistotniejsze jest jednak to, że ta wiedza w dużej mierze jest praktyczna i najczęściej wyklucza teoretyczne rozważania, co by było gdyby – w przeciwieństwie do wiedzy jaką nabywasz w szkole.

SAMOOCENA

Zawsze i w każdych okolicznościach istnieje czynnik, który ogranicza i dlatego musisz go zidentyfikować.

Naucz się dokonywać samooceny, będącej postawą wobec samego siebie, zwłaszcza wobec własnych możliwości.

Ta ocena, jak każda inna, może wypaść pozytywnie lub negatywnie. Wpływ na nią mają Twoje dotychczasowe rezultaty, czyli powodzenia lub niepowodzenia w zakresie podejmowanych działań i standardy, co do których można się odnosić.

Od tego jak ocenisz samego siebie w danym momencie, zależy efekt Twojego zmagania, sposób realizacji zadania i podejście do innych osób. Rzetelna samoocena umożliwi Ci podjęcie działań na miarę Twoich aktualnych możliwości.

OCENA NA PLUS

Jeśli Twoja samoocena jest zawyżona, powoduje przypisywanie sobie większego potencjału, niż faktycznie posiadasz i podejmowanie się zadań przerastających Cię. To może czasami wpłynąć mobilizująco, ale może też prowadzić do frustracji.

Mając zawyżoną samoocenę, masz nierealistyczne oczekiwania wobec siebie i otoczenia. Pozytywne jest jednak to, że osoba, która ocenia się korzystnie jest śmiała, pewna siebie, łatwo nawiązuje kontakty i ma zaufanie do innych.

Stojąc rano przed lustrem, słyszysz: „Ale ze mnie superchojrak!”. Ten dzień jednak nie potwierdził porannego głosu. Był niewypał! Wszystko się zawaliło… Cóż, jutro nowy dzień i najlepszy moment, by nie popełnić tych samych błędów.

OCENA NA MINUS

Negatywna ocena budzi niepokój spowodowany obawą niesprostania oczekiwaniom, co prowadzi do obrony własnego ja i izolacji. Tworzysz wtedy w umyśle obraz siebie, w którym wyolbrzymiasz najmniejsze wady, sprawiając później, że stają się gigantyczne.

Skutecznie odbiera Ci to wiarę w siebie i inicjuje negatywne myślenie. Oparte jest to na strachu oraz poczuciu wstydu, które człowiek nosi w sobie i nie potrafi go wyrzucić.

Nieustanny pesymizm wykorzystywany jest jako wszechstronny mechanizm obronny, odnosząc się krytycznie wobec otaczających Cię osób.

Nie dostrzegając jakichkolwiek pozytywnych aspektów danej sytuacji, wylewasz brak nadziei na polepszenie swojego położenia. Zaczynasz tworzyć najczarniejsze scenariusze, koncentrując uwagę na rzeczach niepożądanych, a nawet niebezpiecznych.

Objawem niskiej samooceny może być również potrzeba dążenia do perfekcji. Perfekcjonista zmusza się do przykładania wagi do najmniej istotnych szczegółów. Ale niestety nie ma ludzi doskonałych!

Nie ma więc większego sensu uporczywe czekanie, aż staniemy się idealni, bo wtedy może już być za późno na realizowanie marzeń. Oczekiwanie na idealnego siebie jest najprostszą drogą do zakończenia żywota smutną i pełną pustki starością.

Pamiętaj, że pomysły typu – poleżę na leżance opowiadając komuś o moim dzieciństwie różnie działają w walce z ograniczającymi przekonaniami.

Jest jedna skuteczna metoda! Stajesz przed lustrem rzeczywistości i mówisz: „Jestem super i mam plan, który realizuję. Ten plan realizuje ustalony cel.”…

STRES MA WIELKIE OCZY

Nie! To strach ma wielkie oczy! Stres to konflikt pomiędzy wymaganiami otoczenia, a naszymi możliwościami. Jest więc stanem irracjonalnym wywołanym przez nas samych.

Im większa jest ta rozbieżność, tym bardziej postrzegamy ją jako niebezpieczeństwo.

Różnica pomiędzy stresem a strachem jest taka, że ten ostatni wynika z instynktu przetrwania.

Zwróć uwagę na to, że mówimy: „Odczuwam strach przed utratą pracy”, a nie: „Odczuwam stres przed utratą pracy”. Pojęcie strachu funkcjonuje od zarania dziejów.

Dawno, dawno temu strach wywołał atak zwierzyny – bestii, przed którą co sił uciekaliśmy w obawie przed utratą życia lub podejmowaliśmy walkę o przetrwanie. Podświadomość w tym momencie aplikowała nam adrenalinę, zwiększając wydolność naszego organizmu.

Pojęcie stresu jest wytworem współczesnego stylu życia i specyfiki systemu pracy.

JAK RADZIĆ SOBIE ZE STRESEM

Zorganizuj swoje miejsce pracy. Chaotyczne polowanie w stosie papierków utrudnia odszukanie istotnych materiałów, które potrzebujesz znaleźć w ciągu paru minut. Codziennie poświęć kilka chwil na posprzątanie i zorganizowanie swojego biurka.

Po drugie minimalizuj nieproduktywne pogawędki o niczym, oszczędzając w ten sposób cenny czas.

Zaproponuj wprowadzenie rotacji stanowisk, współpracy przy zadaniach, a co najważniejsze, ustalenie swobodniejszych warunków pracy, np. praca w różnych godzinach w ciągu dnia, najdogodniejszych dla każdej z osób.

Rób krótkie przerwy w czasie dnia pracy (i nie mam na myśli oklepanych pięciu minut przypadających na każdą godzinę).

Znakomicie byłoby, gdybyś wychodził na dłuższą przerwę poza obszar Twojej działalności. Złapiesz w ten sposób łyk świeżego powietrza i nieco cennych promieni słońca, dystansując się w ten sposób od biurowej rzeczywistości.

Zachowaj zdrową równowagę między pracą, a życiem osobistym. Musisz odreagować, zapominając o swoich codziennych zawodowych obowiązkach. Pozwól sobie na krótki spacer, beztroską chwilę lenistwa i dłuższą kąpiel.

Każdej nocy wprowadź do swojego życia odpowiednio długi i wartościowy sen. Jest to niezmiernie ważne, ponieważ kiedy jesteś świeży i wypoczęty, jesteś też gotowy do podjęcia nowych wyzwań.

Zmęczenie powoduje, że wyolbrzymiasz przeszkody, a kłopoty wydają się większe, niż są w rzeczywistości.

Poczucie humoru i uśmiech to nie tylko łagodzenie stresu, ale i antidotum na wszelkie przypadłości niesione przez obecną cywilizację. Odpowiednia doza entuzjazmu przejawiająca się humorem i uśmiechem powoduje ponadto, że stajesz się osobą bardziej atrakcyjną.

Gdybyś chciał sprawdzić, jakie to może zdziałać cuda, uśmiechnij się uwodzicielsko do kilku kolejno napotkanych osób.

Uśmiechem wyrażasz przyjazne uczucia. Śmiech sprzyja sukcesowi, zmniejsza nieśmiałość, a ludzie z poczuciem humoru są bardziej kreatywni.

Osoby te łatwiej nawiązują nowe znajomości, mają lepsze relacje z współpracownikami, a co najważniejsze są chętniej zatrudniani i otrzymują więcej zleceń.

Miłośników zwierząt nie muszę przekonywać do techniki, jaką jest hobbystyczna hodowla. Spędzanie wolnego czasu ze zwierzakami poprawia nastrój i łagodzi napięcia oraz zachęca do aktywnego trybu życia.

Opieka nad zwierzęciem pomaga również rozbudzić poczucie odpowiedzialności.

W czasach globalizującego się społeczeństwa nietuzinkowe hobby typu hodowla owadów, płazów czy gadów w domowym terrarium z całą pewnością wyróżni Cię z tłumu, podkreślając Twój indywidualizm.

Mixmas – czyli pomieszanie.

Należy się Wam, bo mnie  czytacie, albo aż czytacie, za co ciepło DZIĘKUJĘ.

Sama się zderzyłam z ŻYCIEM  i jakoś to mi uświadomiło, że istnieją granice.

Pracuję na najwyższych obrotach co ostatnio przypłaciłam zdrowiem. Fundacja, spotkania, szkolenia, zdjęcia, mało snu, złe odżywianie, między czasie intensywne leczenie i… padłam.

Wszystko było ważne tylko nie mój organizm.

Pierwsze dni, kiedy organizm dawał znać, że coś jest nie tak, nie poddawałam się i pracowałam. Potrafiłam z bólem, na lekach przeciwbólowych jechać 120 km na spotkanie, uśmiechać się do zdjęć, odpisać podopiecznym i wracać późna porą do domu.

Między czasie zasięgnąć porady lekarza (kolegi) online, który cały czas mi mówił “idź do lekarza”. No cóż, chciałam być mądrzejsza. Jeszcze w tym bólu wysyłałam paczki z produktami do podopiecznych, przecież potrzebują pomocy.

Dziękuję pani na poczcie, która mnie kojarzy z IG i mi pomogła, patrząc wzrokiem “kobieto, zadbaj o siebie bo inaczej nie pomożesz innym”.

Przyjaciółka pisała, dzwoniła i wyganiała, idź do lekarza. Nie, ja mądrzejsza.

I stało się.

Wylądowałam na SOR.

Ból był tak ogromny, że gotowa byłam chodzić po ścianach. Wszelkie dawki zwykłych leków przeciwbólowych wyczerpane, więc trzeba było zastosować silniejsze.

Trzy tygodnie z bólem i dwa tygodnie w łóżku. Trzy tygodnie, które przeleciały mi przez palce.

Po co Wam to piszę?

Wszystko w życiu ma swoje granice, swój czas ale zdrowie ma się jedno.

Nie pomożemy innym, zwijając się z bólu.  Niemożliwe jest też znalezienie wsparcia dla fundacji, jeżeli nie jesteśmy w stanie rozmawiać.  Ani zrobienie kroku do przodu, bo nawet nie możemy z łóżka się zwlec.

I chyba było mi to potrzebne, żeby zrozumieć, że w życiu musi być balans (chyba tak się pisze). Czas na spotkania, czas dla fundacji, czas na leczenie, czas dla mnie żeby ładować baterie.

Mam kilka artykułów napisanych, które wymagają małej korekty, więc proszę Was o cierpliwość.

Dziękuję za wiadomości na priv, dużo mi to dało. Wiem, że tam po drugiej stronie jesteście.

Życzę Wam, żeby każdy znalazł drobny upominek od św. Mikołaja. Bo ja taka duża, a ciągle wierzę, że istnieje. Idę czyścić buty 🙂

 

 

 

Codzień wracając z pracy chcesz zajechać na siłownię i poćwiczyć, ale jakoś bliżej Ci do kanapy i ulubionego serialu w domu?

Masz zaległą pracę do zrobienia, obowiązki się piętrzą, ale bardziej ciągnie Cię do tej właśnie kupionej książki lub gry?

Wiesz, że ćwiczenia są ważne ale po męczącym dniu marzysz tylko o zakopaniu się pod kołdrę, a w głowie toczysz nieustannie walkę co jest ważniejsze.

Takie same rozterki przeżywała profesor Uniwersytetu w Pensylwanii – Katy Milkaman.

Prokrastynacja to dobrowolne zwlekanie z realizacją zamierzonych działań, pomimo posiadanej świadomości pogorszenia sytuacji wskutek opóźnienia[1]. Mechanizm prokrastynacji polega na tym, że dzięki odłożeniu wykonania czynności na później początkowo następuje poprawa samopoczucia. Pojawiają się radość oraz ulga, że nie trzeba działać natychmiast. Ponadto można zaangażować się w bardziej przyjemne, aktualne zadania.

Co jeśli sami sobie ustalimy reguły?

Co się stanie jeśli pozwolę sobie na oglądanie ulubionego serialu/ czytanie książki tylko jeśli pójdę na siłownie?

Codziennie walczysz ze sobą żeby na koniec dnia pojechać na siłownię, choć wiesz że jest to dobre dla Ciebie. Co dzień walczysz z pokusą by wieczorem zamiast oglądać ulubione programy zająć się zaległą pracą.

A co jeśli te dwa pragnienia ze sobą połączymy?

Dzięki tej technice powstał sposób na prokrastynację. Jej strategia zadziałała. Odniosła nawet lepszy skutek, gdy zaczęła chodzić częściej na siłownię, bo dzięki temu mogła siebie nagrodzić ulubionym programem lub książką.

Milkman nazwała ten proces „temptation bundling”, czyli tłumacząc dość dosłownie „pokusa wiązanej”.

Polega ona na wiązaniu zachowań, które chcesz wykonać z zachowaniami, które należy zrobić, ale często je zaniedbujesz.

Jak wspomniana siłownia, zaległa praca, sprawozdanie czy projekt, które odkładasz na ostatnią chwilę.

Katy będąc pod wrażeniem jak w prosty sposób zwiększyła swoją efektywność w wielu obszarach postanowiła zbadać, czy jej pomysł zadziała też na innych.

Razem z kolegami zbadała nawyki 226 studentów swojego uniwersytetu.

Po przetestowaniu grupy pod kątem stosowania procesu „pokusy sprzedaży wiązanej” okazało się, że grupa badawcza wykonywała ćwiczenia fizyczne od 29 % do 51 % chętniej niż grupa kontrolna.

Metoda okazała się skuteczna. Dzięki nagradzaniu samego siebie, za coś co zrobiłeś tuż po wykonaniu zadania, wykonujemy je chętniej i częściej. Przynosi nam to korzyści w obu aspektach (jeśli nagrodą po ćwiczeniach na siłowni nie jest kawałek tortu ;)).

Jak stworzyć swoją „pokusę wiązaną”?

Stwórz listę z dwoma kolumnami.

W pierwszej napisz wszystkie pokusy i przyjemności, które lubisz i chcesz zrobić.

W drugiej zapisz wszystkie zachowania i zadania, które należy zrobić, ale często je odwlekasz.

Wypisz jak najwięcej rzeczy.

Teraz przyjrzyj się liście i pomyśl, które „chcę to zrobić” można połączyć z „należy to zrobić” np. słuchać audiobooków podczas ćwiczeń na siłowni, pójść na pedicure i w tym czasie odpowiadać na zaległe maile, zając się prasowaniem podczas oglądania ulubionego programu.

Wiele rzeczy przyczynia się do naszego sukcesu. Jednym z nich jest nadawanie ważności i pilności zadaniom.

Ćwiczenia na siłownie nigdy nie będą dla Ciebie pilnym zadaniem w danym dniu, ale konsekwentne ćwiczenia wpłyną na poprawę twojego życia i zdrowia.

Metoda „pokusy wiązanej”, jest prostym sposobem realizacji tych zadań, które są zawsze ważne, ale nigdy nie czują pilne.

Dzięki natychmiastowej gratyfikacji po wykonaniu zadań, nagrodą, która wcześniejsze wywoływała u nas wyrzuty sumienia, bo zaniedbywaliśmy coś innego, łatwiej jest zrealizować trudniejsze zadania, które opłacą się nam na dłuższą metę.

A co ty odkładasz na później?

 

 

Po więcej ciekawych treści zapraszam cię na : monikagozdz.pl/blog

To czego obecnie uczę, to wynik ponad 25 lat poszukiwań. Testowania rozwiązań. Mnóstwo kontuzji i kilka operacji. Jak to się wszystko zaczęło i co skłoniło mnie do obrania takiej, a nie innej drogi w życiu? Postaram Wam się w skrócie opowiedzieć w poniższym artykule.

sztuki walki Jarosłąw Rogowski szkolenia, worldmaster.pl

Krótka historia mojego dzieciństwa

Jako dzieciak byłem sprawnym, wysportowanym chłopakiem. Pamiętam jednak, że brakowało mi pewności siebie, która w wielu przypadkach jest niezbędna. Balem się konfliktów, nie lubiłem się też bić. Kilka razy dostałem porządny wycisk. W skrócie tak wyglądało moje ówczesne życie.

W wyniku tego wszystkiego zacząłem poszukiwać pewności siebie. Chciałem się odgryźć, więc trafiłem wreszcie na sztuki walki. Po kilku miesiącach treningu okazało się, że nabrałem odwagi i wtedy naprawdę poczułem w sobie siłę.

Miałem ogromną pasję, która obudziła we mnie obsesję trenowania. Widziałem zmiany, które następują. Czułem się dobrze. Trenowałem absolutnie wszystko, co było możliwe: karate, boks, judo, kung fu.

Słuchałem mądrzejszych od siebie, chłonąłem ich słowa jak gąbka. To był piękny okres, w którym ciężko było nawet o profesjonalne rękawice. Pamiętam sparingi w rękawicach narciarskich na mrozie. Nie czuliśmy z kumplami bólu, nie było na to czasu.

Dopiero jak już odmarzaliśmy, leciała krew i okazywało się, że mamy popękane lub złamane nosy. Dziwne, że przyjmowaliśmy to wtedy z uśmiechem na ustach.

Minęło kilka lat

Któregoś dnia dostałem kartkę z Pekinu od mojej sąsiadki, tłumacza języka chińskiego. Bylem akurat świeżo po obejrzeniu filmu: “36 komnat klasztoru Shaolin”. Szybko skojarzyłem; Pekin, Chiny, Bruce Lee, Klasztor Shaolin!

Od razu pojawiło się marzenie

Klasztor Shaolin to kolebka sztuk walki. Zawsze chciałem tam pojechać i przekonać się o tym na własnej skórze. To przecież święte miejsce znane tylko z filmów. Zacząłem wiec przygotowania do wyjazdu, ale okazało się, że to wszystko nie będzie wcale takie proste i łatwe.

To były czasy, w których Shaolin nie był tak skomercjalizowany jak teraz. Brak internetu oznaczał, że trzeba było pisać listy, dzwonić i czekać aż oddzwonią.

Bylem jednym z pierwszych polaków w Shaolin. Dzięki pomocy rodziców oraz Asi, czyli mojej sąsiadki, zacząłem uczyć się chińskiego i w końcu udało mi się wyjechać w to mistyczne miejsce.

Do Shaolin!

W Chinach spędziłem rok. Tak, więc opowiem wam w bardzo dużym skrócie jak wygląda normalny dzień w klasztorze Shaolin:

Pobudka o 5 rano i bieg na 10 km. Następnie cały dzień mija na treningu, medytacji i nauce. Panuje ogromna dyscyplina i nie ma czasu na pomyłki. Za przewinienia są kary, również fizyczne.

Będąc w Chinach miałem możliwość wyboru głównego stylu. Wybrałem Sandę, czyli full kontaktową walkę kung fu.

Ciężko trenowałem i udało mi się nawet zając 2 miejsce w turnieju szkół shaolinskich. W finale stanął przede mną przeciwnik o pseudonimie – “Tong Po”, który okazał się jednak lepszy, ale dziś wiem, że było warto. Z rozbitym nosem i bez jednej prawej piątki, pogratulowałem zwycięzcy.

W Chinach zaczęło się też tworzyć coś, co nazywam dziś optymalizacją ruchu. Mogłem wybrać inny styl walki, ale wybrałem ten, który uznałem za najbardziej skuteczny. Po wyczerpującym roku walki wróciłem do kraju.

Co dało mi Shaolin?

Dyscyplinę, wyrobione nawyki oraz “jakieś” umiejętności. Zacząłem poszukiwać swojej drogi. Szukałem realnych, prostych rozwiązań.

Tak trafiłem na system Krav Maga

Zakochałem się. System szybki, prosty i skuteczny. Z którym jestem na stałe związany do dziś.

Pomagałem na początku rozwijać go w Polsce i promować maksymalnie jak to było tylko możliwe. Zacząłem bardzo intensywne treningi i często wyjeżdżałem do Izraela, skąd pochodzi ten styl walki. To był dla mnie bardzo intensywny czas.

W Izraelu miałem okazję trenować z obecnymi mistrzami szkół,  którzy jeszcze wtedy uczyli razem, były to tzw. treningi czarnych pasów.

Jednocześnie cały czas miałem niedosyt wiedzy, trenowałem wszystko co możliwe, ucząc się od najlepszych.

Jeździłem po Polsce i słuchałem autorytetów. Zapaśnik miał do przekazania co innego niż bokser, a trener brazylijskiego ju jitsu inaczej podchodził do tematyki parteru niż dżudoka.

Zostałem globtroterem walki

Jak chciałem trenować tajski box to jechałem do Tajlandii. Wiedziałem, że tam jest serce sztuki Muay Thai. Gdy chciałem trenować walkę kijem i bronią, to oczywiście leciałem na Filipiny. Bo kto zna się lepiej na walce kijem i nożem, jak nie Filipińczycy!?

Oczywiście za młodych lat to nie było takie proste, trzeba było liczyć każdą złotówkę i odmawiać sobie absolutnie wszystkiego. Ciężko pracować i odkładać.

Pasja + Ciężka Praca = Sukces

Dziś żyję w zgodzie z samym sobą i robię to co kocham, to czego uczyłem się całe moje życie i w czym jestem dziś “wyszkolony”. Chociaż chyba bardziej pasuje tu stwierdzenie: “uzbrojony”. Taka jest geneza i droga życiowa jaką obrałem.

Cały czas pamiętam jednak, że tylko nieustanny rozwój, doskonalenie umiejętności i ciężka praca nad sobą, przynoszą pożądane efekty.

W kolejnych artykułach przedstawię Wam, jakie szkolenia prowadzę na co dzień i postaram się pokazać jak dużą wartość fizyczną i psychiczna daje rozwój w tym zakresie.

Opiszę również, moje podróże po krajach, w których uczyłem się poszczególnych sztuk walki.

Uzbroję Was w wiedzę, która pozwoli Wam w decydującym momencie zagrożenia życia lepiej obronić Was i Wasze rodziny.

“BAV”, czyli Born Against Violence

W kolejnych tekstach, opowiem Wam również o projekcie “BAV”, czyli Born Against Violence (urodzeni przeciwko przemocy). Jednak przede wszystkim dowiecie się wiele o szkoleniach personalnych oraz szkoleniach dla firm, które osobiście prowadzę.

Zapraszam bardzo serdecznie, zapewniam, że będzie bardzo ciekawie.

Jarosław Rogowski

Podczas treningów proponujemy naszym klientom:

  • Trening fizyczny – najlepsze sprawdzone metody zwiększające siłę, dynamikę, elastyczność, szybkość, a także poprawę sylwetki,
  • Trening walki i samoobrony – praca na bazie takich systemów jak krav maga, mma, boks, ACT. Posiadamy również własne profesjonalne studio treningowe wyposażone absolutnie we wszystko niezbędne do treningu,
  • Trening mentalny – zwiększamy pewność siebie naszych klientów, a więc uczymy skalowania reakcji, negocjacji kryzysowej oraz podejmowania racjonalnych decyzji w stresie.

Szkolenia firm oraz szkolenia personalne Jarosław Rogowski . Szkolenia dla firm oraz szkolenia personalne. Szkolenia dla firm . Jarosłąw Rogowski

Kontakt:

kom. 513 210 270

mail kontakt @gkma.pl

www: jaroslawrogowski.pl

www.gkma.pl

Facebook: Jarosław Rogowski – Szkolenia | Jaroslaw Rogowski

Instagram

Youtube

Wielka gwiazda z trzema fanami na koncercie

Trzy dni temu świat obiegła informacja, że mało znany zespół Threatin ze Stanów Zjednoczonych (żeby móc zagrać koncerty w Europie) zadbał o fałszywą popularność. Afera jest dosyć gruba, bo Theratin nie tylko kupił sobie fanów na Facebooku (obecnie ponad 39K), ponad milion wyświetleń na Youtube. Wykreował fake’ową wytwórnię płytową, agencję bookingową i własny fanklub. Sam również nagrał promocyjne klipy, chociaż akurat tego przy obecnych możliwościach sprzętowych nie uważam za zbytnie osiągnięcie (tym bardziej, że specyficzna jakość scenariusza tych klipów rzuca się w oczy).

W każdym razie te starania przyniosły zamierzony rezultat – europejskie kluby myśląc, że mają do czynienia z prawdziwą gwiazdą zgodziły się na koncerty. I tak na pierwszym z nich w Londynie miało być 300 osób. Zapewniał o tym rzekomy agent gwiazdy, a pojawiły się ….. trzy. Podobnie było w innych brytyjskich miastach. Ostatnie doniesienia mówią, że koncert w Belfaście został odwołany.

Co ciekawe za tym wszystkim stoi jeden człowiek – Jered Theratin. To on jest jedynym członkiem zespołu – liderem, wokalistą i gitarzystą. I obecnie twierdzi, że to wszystko odbywało się zgodnie z misternie obmyślonym planem eksperymentu. Miał on wykazać, że w dzisiejszym świecie niesłychanie łatwo stać się częścią iluzji.

 

“You are part of the illusion”

Niezależnie od tego czy Jered mówi prawdę, miał rację. Nie można mu też odmówić zarówno pomysłowości ale także determinacji – cała afera wymagała od niego nie tylko nie lada zachodu.  Wymagała również poniesienia kosztów (np. wszystkie zaliczki na wykupione bilety opłacił on). Poza tym wielu osobom podoba się jego wokal i gra na gitarze. Niemożna więc powiedzieć, że jest beztalenciem, który powinien zająć się czymś zupełnie innym niż muzyka. Oczywiście trudno pochwalić aspekt moralny takiego sposobu na zdobycie rozgłosu. W końcu Jered jest obecnie na ustach większej ilości ludzi niż ma polubień na Facebooku. Warto na sprawę spojrzeć obiektywnie.

Afera Theratina ukazuje smutną prawdę o naszych czasach, w tym o internecie, który stał się taką potęgą, że można powiedzieć, że niemal posiadł odrębną tożsamość. Z tym, że potęga ta wymknęła się nieco spod kontroli i jednym z tego aspektów jest właśnie możliwość łatwej manipulacji wieloma ludźmi naraz. Nie tylko przypadek Jereda to potwierdza.

informacja, świat obiegła informacja, Threatin, koncerty w Europie

 

Jestem popularny, bo mam tysiące followersów?

Ci, którzy prowadzą profile na portalach społecznościowych pewnie nie raz spotkali się z kontami. Konta te nie wiedzieć czemu mają mnóstwo obserwujących/ followersów/ inaczej zwanych, a co za tym idzie polubień, komentarzy i reakcji. Napisałam nie wiedzieć czemu, bo konta te nie zawierają praktycznie żadnych wartościowych treści, bo trudno takimi nazwać np. jedynie zdjęcia danej osoby w różnych pozach. Często te zdjęcia są bardzo podobne do siebie i całe ich serie ciągną się przez wiele miesięcy. Nie są to osoby naprawdę znane, których popularność byłaby rzeczą zrozumiałą i naturalną. Mimo to takim profilom wciąż przybywa obserwujących/followersów itd. – liczby “fanów” dochodzą do kilkudziesięciu tysięcy.

Na początku trudno było mi uwierzyć, że to wszystko może byc fake’m. Zaczęłam wchodzić na konta tych licznych obserwatorów i w bardzo wielu przypadkach są one delikatnie mówiąc dosyć dziwne. Albo mają po jednym lub kilka wpisów (znów nic konretnego), albo znowuż są bardzo podobne do profili, które obserwują. Czasem różnią się tylko zdjęciami a teksty pod spodem są stricte powieleniem. Wiadomo już, że nie Jered pierwszy wpadł na pomysł kupowania sławy.

 

Ściemniaj dopóki się da?

Co ciekawe stwarzanie iluzji może popłacać. Nie wiem jak jest w przypadku Facebooka i innych ale wiem, że Instagram płaci za tak dużą jak wspomniana popularność. Przy tym administratorzy raczej nie są w stanie udowodnić, że jest ona fałszywa – konta są pewnie tworzone z różnych IP. Może nawet przez prawdziwe osoby, a to z jakiego powodu (czyli tylko po to żeby udawać czyjegoś fana) i że za pieniądze nikt nie jest w stanie wykazać. Czasem tylko na jaw wychodzi prawda ale jest to kropla w całym morzu udawania.

Tak więc ci, którzy prowadzą swoje profile z pasją, wkładają serce w każdy wpis i zdobywają followersów naturalnie. Nieporównywalnie wolniej, muszą się chyba pogodzić z taką niesprawiedliwością. Trzeba wziąc na klatę, że wszystko w tym świecie ma swoje złe strony –  w przypadku internetu jest to możliwość mamienia całych społeczności. Pozostaje chyba jedynie satysfakcja, że działa się uczciwie i nie idzie się na łatwiznę, czego życzę wszystkim tak postępującym.

Jeśli chcecie przeczytać więcej o Jeredzie to tutaj jeden z artykułów.

 

#kolejne artykuły