Macierzyństwo
Ciężko znaleźć jakąkolwiek definicje tego słowa. Wpisując “macierzyństwo” w Google naprawdę mocno się zdziwiłam. Pierwsze strony, które się pojawiają to m.in. Trudna rola, której trzeba się nauczyć, Macierzyństwo to wyzwanie, Czy macierzyństwo unieszczęśliwia? . Dopiero po wpisaniu hasła “macierzyństwo definicja” znalazłam w SJP : macierzyństwo «bycie matką i związane z tym uczucia, doznania, powinności»
Pomyślałam sobie… o co tu chodzi? Tak WAŻNA I PIĘKNA ROLA opisana w trzech słowach na krzyż, a w internecie aż huczy od podkreślania niemalże bolączki kobiet.
Macierzyństwo, najpiękniejsza, najbardziej odpowiedzialna, inspirująca i odkrywcza rola, pełna emocji i uczuć jaką przyszło mi przyjąć w życiu. Od początku całe życie tego małego człowieka jest w moich rękach. Tak, mam swoje obowiązki, których jest milion, ale żadna posada nie jest w stanie każdego dnia dać mi tyle satysfakcji. Tak jak wielu rzeczy możemy się w życiu nauczyć, tak myślę, że macierzyństwa nie da się nauczyć. Mamy to po prostu w sobie, jeśli tylko mocno kochamy. Jest tak jak w pewnej reklamie : “tryb matka uruchamia się samoistnie”. Skąd więc tyle wątpliwości i unieszczęśliwiających sugestii?
Myślę, że takie postrzeganie macierzyństwa wynika z zatracania siebie. Mimo ogromnej ilości obowiązków nie zapominaj o sobie i swoich potrzebach. Wiadomo, że dziecko bez dwóch zdań jest najważniejsze i fakt, że akurat leci twój ulubiony serial nijak ma się do tego, że właśnie musisz malucha wykąpać, przeczytać bajkę i utulić do snu 🙂 Ale pewne rzeczy są też kwestią dobrej organizacji. Nie możesz sobie wszystkiego odmawiać i rezygnować „bo dziecko”, bo nie zrobisz czegoś z taką swobodą i luzem jak kiedyś zanim się pojawiło.
Zmiany
We wrześniu skończyłam 30 lat. Dotychczas moje życie poza pracą i życiem towarzyskim (mężem, rodzina, przyjaciółmi) kręciło się wokół sportu każdego rodzaju. Podczas ciąży musiałam zrezygnować z moich aktywności – to właśnie był pierwszy objaw macierzyństwa i moich priorytetów. Nie będę już przytaczać jak się czułam z tym psychicznie, bo o tym pisałam na początku mojego bloga.
Wracam do gry!
Teraz? Kocham być mamą, kocham moje dziecko, ale kocham tez dalej moją siatkówkę, bieganie i rolki, a niedługo wracam na fitness. Gdy tylko mogłam wrócić do aktywności umówiłam się z mężem, że czwartki są moje -> od prawie 20 lat w czwartki 18:00-20:00 mam siatkówkę. Hubert w czwartki nic nie planuje, żeby móc zostać z Borysem, a moim zadaniem jest nakarmić syna przed wyjściem i wrócić na kolejny posiłek.
Cudownie jest na chwilę wyrwać się na boisko, ale jeszcze cudowniej wrócić do syna i męża. To niesamowite jak po 2h “luźnej głowy” wracam do domu z uśmiechem i tęsknotą. Bez tego nie byłabym sobą. Ciężko jest nie zgorzknieć i nie robić z siebie męczennicy, jeśli coś, co dotychczas robiłaś nagle znika. DLATEGO NIE POZWÓL NA TO. Musisz dziecko nakarmić, przewinąć, przebrać, wyprać, wyprasować, iść po zakupy, ugotować obiad itp itd. Ale musisz być też dalej sobą, dalej tą samą kobietą, partnerką.
Zrób coś dla siebie : pójdź do kina, umów się z koleżankami, idź pobiegaj, zrób coś co lubisz – to tez twój obowiązek CZUĆ SIĘ DOBRZE.
Doba będzie coraz krótsza, a obowiązków będzie przybywać. Jeśli nie uda Ci się to od początku, to później będzie jeszcze trudniej. Kobieta, która się zatraca, rezygnuje ZUPEŁNIE Z SIEBIE traci radość życia, czuje jak machina do realizacji kolejnych zadań z listy. Może właśnie dlatego potem pojawiają się takie wpisy jak te przytoczone z początku.
Życie się zmienia przy dziecku i to mocno. Ale jeśli jest coś, co sprawia Ci ogromna przyjemność, to nie rezygnuj z tego, tylko dlatego bo jest to trudniejsze do zrobienia niż kiedyś. We wszystkim musi być jakiś umiar. Może kiedyś chodziłaś 3 razy w tygodniu na fitness, a teraz masz możliwość tylko raz, ale dalej to rób i nie czuj wyrzutów, że robisz coś z myślą o sobie. To nie egoizm, to zdrowy rozsądek.
Może to trochę kontrowersyjny wpis, bo ktoś mógłby powiedzieć : “A co ty tam wiesz. Gdybyś była sama albo miała chore dziecko, to byś się przekonała jak to jest.” Pewnie, zgadzam się! Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Nie mówię, że masz rzucić wszystkie obowiązki, troski i zająć się sprawianiem sobie przyjemności. Mówię tylko, żebyś pamiętała o sobie, żebyś zrobiła też coś dla siebie, bo wtedy możesz dać jeszcze więcej radości i uśmiechu swoim najbliższym, a potem patrząc w lustro będziesz mogła powiedzieć “JESTEM SZCZĘŚLIWA” ! 🙂

Noc jakoś minęła, Borys spał spokojnie, a ja odpoczywałam. Rano o 5 kolejna wizyta w toalecie z położną niestety zakończyła się zemdleniem. Położna zdążyła mnie złapać i zawołała do pomocy drugą, żeby mnie przetransportować do łóżka. Dostałam kroplówkę – wenflon po porodzie był cały czas w mojej ręce, więc szybko poszło.


