ZMIENIĘ ŚWIAT - Projekt 1000 Nowych Twarzy | worldmaster.pl
#

Młodzież zatraca umiejętność komunikacji. Nikogo już nie dziwią miejsca publiczne pełne osób ‘wlepionych’ w ekrany swoich małych świątyń. Wszystko to zmierza w zatrważającym kierunku, do tego stopnia, że aby przedstawić swoją opinie ograniczamy się do wyboru naklejki. Często nie potrafiąc nawet wyrazić poglądu pełnym zdaniem.

A pomyśleć, że właściwie jeszcze 10 lat temu ludzie nie używali smartphon’ów. Wybierając się w podróż przykładowo pociągiem, aby umilić sobie czas rozmawialiśmy z siedzącą obok nas przypadkową osobą. Dziś aby kogoś poznać instalujemy masę aplikacji typu Tinder. Barierą nie do przeskoczenia może okazać się podejście do przypadkowej osoby na ulicy z inicjatywą poznania.

Nigdy nie byłem w ocenie płci przeciwnej uznawany za nieciekawą osobę. Jednak zawsze paraliżował mnie strach podejścia do ładnej, obcej dziewczyny. Wiedziałem, że teoretycznie nie mam nic do stracenia, ale obawa przed odrzuceniem, porażką zawsze brał górę nad podjęciem próby. Zawodziła pewność siebie, dochodził lęk.

Stworzyłem projekt, pomoże mi on zmienić coś w swoim życiu

1000NowychTwarzy.pl – założyłem sobie, że codziennie przez tysiąc kolejnych dni poznam na ulicy jedną przypadkową osobę, która w jakiś sposób mnie zainteresuje. Stworzyłem z tego powodu stronę na której opisuję okoliczności, czas i miejsce spotkania. Do wszystkiego dodaje zdjęcie z każdą nowo poznaną osobą.

1000NowychTwarzy.pl - projekt mający na celu abyś poczuł się jak mistrz świata w poznawaniu ludzi. Ludzie poświęcają zbyt duży czas na czekanie.

Początek był bardzo trudny, barierą dla mnie okazało się przełamanie własnych słabości. Spacerowałem godzinami przed kolejną próbą. Jakie byłoby zdziwienie zatrzymanych osób, które usłyszałyby ode mnie słowa “Przepraszam, mogę Cię poznać?” Dlatego genialną taktyką okazało się alibi, nakreślony cel. O ile lepiej brzmi “Przepraszam, prowadzę swój projekt. Czy mogę zająć Ci chwilę czasu, aby go przedstawić?”.

I wtedy poczułem się jak Mistrz Świata

Początkowo ludzie byli sceptyczni, zachowywali dystans, ale mimo to nadal słuchali informacji napędzeni ciekawością. Po chwili zimna otoczka znikała i wyłaniała się akceptacja, chęć dalszej rozmowy. Tak przez dwa pierwsze tygodnie spędziłem łącznie prawie 10 godzin z zupełnie obcymi mi osobami. Za każdym razem po udanej próbie czułem się jak mistrz świata, niezależnie od wieku, miejsca czy płci poznawanej osoby.

1000NowychTwarzy.pl - projekt mający na celu abyś poczuł się jak mistrz świata w poznawaniu ludzi. Ludzie poświęcają zbyt duży czas na czekanie.

Niewątpliwie do działania mobilizuje mnie mój umysł małego dziecka, który jest ciekawy historii ludzi mijanych na ulicy. Co robią? Jakie są ich marzenia? Kim są?

Od początku w głowie pojawił się pomysł stworzenia serwisu, gdzie każdy zainteresowany będzie mógł dołączyć do inicjatywy i odtworzyć swój własny challenge. Najpierw chciałem sprawdzić czy i jak mocno będę zdeterminowany by nie odpuścić. Jak projekt wpłynie to na mnie. Wiedza, doświadczenia i kreatywność pozwoliły mi stworzyć architekturę portalu w najdrobniejszych szczegółach, tak by pomóc innym osiągnąć taki sam efekt jak ja.

To takie proste, wystarczy podejść

Nie potrzebujemy match’a, wybrana osoba jest tu i teraz w tym samym miejscu i w tym samym czasie co my. Na ulicy, właśnie nas mija! Nie musimy spędzać godzin rozmawiając w świecie wirtualnym, by ostatecznie nawet się nie spotkać. Zresztą czat nigdy nie odzwierciedli realnej rozmowy. Nie potrzebna jest również ocena wyglądu, zdjęcia nie zawsze opisują prawdę. Tu i teraz widzimy daną osobę.

1000NowychTwarzy.pl - projekt mający na celu abyś poczuł się jak mistrz świata w poznawaniu ludzi. Ludzie poświęcają zbyt duży czas na czekanie.

Możemy poświęcić 10 minut na realną weryfikację drugiego człowieka. Jednak były też sytuacje w których nie raz moja próba skończyła się ponad godzinną rozmową. Komfortowe jest to, że później sami decydujemy, czy nadal chcemy kontynuować daną znajomość.

Rozwiązanie wielu problemów, samotności czy nawet depresji

Jesteśmy istotami społecznymi; potrzebujemy znajomych, rozmowy, akceptacji ludzi z którymi możemy spędzić czas. Wiele młodych osób obecnie cierpi na depresję, nie ma przyjaciół ani osób, na których mogliby polegać. W dużych miastach nie znamy nawet imion naszych sąsiadów. Zamykamy się w świecie wirtualnej przestrzeni, zatracamy kontakty. Najzwyczajniej w świecie nie mamy z kim dzielić się wrażeniami przez co tracimy chęci do działania. Nic nam się nie chce!

Tworząc ten projekt z tyłu głowy miałem na uwadze problemy, jakie może on rozwiązać. Bardzo mocno wierzę w zmianę trajektorii wirtualnego kierunku do którego zmierzamy. Warto zostawić maszyny i wrócić do czasów, kiedy nawiązywaliśmy kontakty w tradycyjny sposób.

1000NowychTwarzy.pl - projekt mający na celu abyś poczuł się jak mistrz świata w poznawaniu ludzi. Ludzie poświęcają zbyt duży czas na czekanie.

Analizując przypadki różnych osób mogę stwierdzić, że najczęściej ludzie, którzy osiągają duże sukcesy w życiu to właśnie osoby z obszerną liczbą kontaktów. Korelacja zachodzi zarówno pomiędzy szczęściem jak i ilością znajomych.

Im więcej prób tym większa szansa na wygraną

Trzeba tylko przestać oglądać seriale i stanąć do walki ze słabościami. Poświęcić jedynie 15 minut dziennie. Odłożyć telefon. Możemy znaleźć nowych przyjaciół, współpracownika czy nawet miłość swojego życia.

Czas to nie wymówka. Sam mam dwie prace, podróże, filmy, treningi, naukę, inne projekty i masę dodatkowych zajęć, ale dzień dla mnie jest jak z gumy.

Widząc reakcje i zainteresowanie otoczenia mogę być tylko ciekawy różnych zakończeń tej prostej inicjatywy.

Podaj dalej!

Wydawałoby się, że przejaw odwagi można zobaczyć podczas skoku spadochronowego, na bungee, bądź szybkiej jazdy samochodowej.

Czy rzeczywiście odwaga przejawia się tylko w takich sytuacjach? Czy w codziennym życiu jest nam ona potrzebna? Czy w wielu kwestiach jest ważna? Czy dzięki życiowej odwadze łatwiej się żyje? I przede wszystkim czy można się jej nauczyć?

Myślę, że odwaga jest bardzo ważna w naszym życiu, abyśmy mogli zacząć żyć tak jak chcemy. Mianowicie, odwaga przyda się przy zmianie pracy, zakończeniu związku, podjęciu decyzji o zmianie miejsca zamieszkania, bądź wielu innych sferach naszego życia.

Dzięki odwadze możemy podejmować łatwiej decyzje, nawet jeśli są one trudne. Jednak czy dla każdego dany czyn będzie wymagał odwagi? Nie do końca. Ponieważ każdy z nas jest inny. Dla jednej osoby oznaką odwagi będzie jazda samochodem, bo ktoś nie boi się samodzielnie poruszać po mieście, umie zapanować nad pojazdem.

Dla kogoś innego będzie to skok ze spadochronem, który wiąże się z wyskokiem z samolotu wiele metrów nad ziemią i pędzącym bezwładnie ciałem wśród chmur. Dla kolejnej osoby odwagę posiadają Ci, którzy wyruszają w świat zarabiać pieniądze lub podróżować. I każdy ma rację.

Każdy z tych czynów wymaga odwagi. Każdy krok w naszym życiu, który stawiamy, to krok w niepewność i w nieznane. Odwaga jest niezbędna do ich wykonywania. I czy to będzie realizacja marzeń, poprawa życia prywatnego czy zawodowego, musisz się odważyć.

odwaga

Podczas, gdy zakładałam swoją pierwszą działalność potrzebowałam bardzo dużo odwagi.

Czy ją miałam? Teoretycznie tak, ale praktycznie… cholernie się bałam. W  sercu, głowie rozgrywała się walka. Walka o to co dobre, co warto, co należy zrobić. Pojawił się strach, obawa przed porażką, przed opinią innych. Pytania, jak to będzie? Czy to się uda? Co jeśli się nie uda? Jednak zdecydowałam się. Wierzyłam, że to co robię ma sens.

Odważyłam się postawić na swoim.

Odważyłam się spróbować.

Odważyłam się odrzucić opinię innych.

Odważyłam się…

Mimo, że nie było łatwo. Mimo, że zakończyło się ciężko. Mimo, że czas ten kosztował mnie bardzo dużo energii, pieniędzy i pozostawił wiele zobowiązań. Mimo, że działalność nie istnieje. Mimo, że słyszałam wiele razy „Mówiliśmy, że tak będzie”, „Trzeba było posłuchać”, „Na co Ci to było”. Wiem, że było WARTO!

Pokonałam swój strach, lęk, obawy. Nauczyłam się wiele rzeczy, które są mi przydatne teraz w życiu. Poznałam wspaniałych ludzi. Dokonaliśmy tego, co było naszym celem. Było WARTO!

BO TRZEBA SPEŁNIAĆ MARZENIA I PRÓBOWAĆ ŻYĆ PO SWOJEMU!

Nawet jeśli coś się nie uda, należy potraktować to jako lekcję i wyciągnąć wnioski. Przemyśleć. Być może to znak, że nie tędy droga… I tak to potraktowałam. Wyciągnęłam wnioski, zakasałam rękawy i ruszyłam do przodu by dalej mierzyć się ze swoją drogą.  By znów wystawić swą odwagę na próbę.

Dziś odważyłam się wrzucić swój pierwszy wpis, przez co zaczynam swoją nową przygodę. Muszę odważyć się to robić. Choć po raz kolejny cholernie się boję i zastanawiam się czy to ma sens i borykam się z wieloma myślami to idę za głosem swojego serca.

Chcę pokazać Wam, że WARTO! Mimo, że może spotkać się to z krytyką, niezrozumieniem, odrzuceniem. Będę odważna, bo chcę spełniać swoje marzenia. Chce mówić do ludzi, motywować ich by też się odważyli… Dlatego ten wpis. Dlatego ta historia.

Jednak nie zawsze odwaga zmienia tylko nasze życie…

Czasem odważny czyn ma wpływ na kogoś lub nawet na całą społeczność. Gdy ojciec lub matka wyjeżdża za granicę, by zapewnić rodzinie byt, musi znaleźć w sobie odwagę, choć jest wiele nie wiadomych, nie wie czy to ma sens, czy się uda. Jednak próbuje.

Gdy alpinista podejmuje się wspinaczki na kolejny szczyt, musi mieć odwagę by przezwyciężyć swoje słabości. Wszystko to w imię marzeń. Uzależniony, gdy zgłasza się po pomoc, ma odwagę by przyznać się, że ma problem. To pozwala zmienić jego życie.

Każda osoba, która przyczyniła się do rozwoju świata, technologii, nauki także wykazała się odwagą. Dzięki nim możemy teraz korzystać z telefonów, samolotów, komputerów, światła i wielu innych rzeczy…

dziewczyna

Jednak wszystkich tych ludzi łączy jedno… przed podjęciem działań odczuwali to samo…

Strach. Lęk. Niepokój. Niezliczona ilość niewiadomych. Czy się uda, czy warto, czy to coś zmieni? Jak będzie? Co jeśli odniosę porażkę?

Jednak każdy kto podejmuje takie lub inne ryzyko, przezwycięża to, bo inaczej nie osiągnie swojego celu. Nie będzie mógł utrzymać rodziny, spełnić marzeń, zmienić swojego życia. Zatem ruszają, w drogę, w nieznane, w niepewne, pełni obaw… I ZWYCIĘŻAJĄ!

Nie zawsze. Bo nie zawsze się udaje. Nie zawsze jest łatwo. Nie zawsze jest wsparcie.

Tylko jak wyglądałoby życie bez odwagi?

Świat stałby w miejscu. My stalibyśmy w miejscu. Nikt nie realizowałby swoich planów, marzeń. Całe życie stojąc przy ścianie. W strachu, obawie. Bez perspektyw, radości, szczęścia i poczucia spełnienia.

book

Dlatego walcz. Próbuj. Odważ się.

Strach ma wielkie oczy do momentu, aż nie odważysz się z nim zmierzyć. Wówczas okazuje się, że nie jest taki straszny.

A jeśli zrobisz go swoim sprzymierzeńcem, będzie żyło Ci się zdecydowanie łatwiej. Da się go pokonać. Tylko pamiętaj! Wszystko z głową. A zanim rozpoczniesz wielkie zmiany… Zacznij od małych rzeczy.

By nabyć odwagi musimy sami ciągle próbować. Podejmowanie wielkich, trudnych decyzji wymaga dużej odwagi. Dlatego spróbuj codziennie wystawiać swoją odwagę na próbę. Jeśli masz problem z rozmowami po angielsku, a chcesz zmienić pracę, gdzie będzie on potrzebny znajdź kogoś z kim będziesz ćwiczyć.

Poproś o pomoc by się przełamać i otworzyć na rozmowę. Chcesz pokonać swój lęk? Wystaw się na próbę! Jeśli przełamiesz się w prostych kwestiach, łatwiej będzie Ci odważyć się na wielkie czyny.

Ponadto do każdego DUŻEGO CELU prowadzą MAŁE KROCZKI. Nie rzucaj się od razu na głęboką wodę. Rozpisz cel na mniejsze, by powoli oswajać się z daną decyzją i stopniowo nabierać odwagi do podjęcia ostatecznych kroków.


notes Wydawałoby się, że przejaw odwagi można zobaczyć podczas skoku spadochronowego, na bungee, bądź szybkiej jazdy samochodowej. 3 kroki by zmienić pracę.

Ćwiczenie na dziś :

  1. Wypisz 3 najważniejsze rzeczy w życiu do których osiągnięcia blokuje Cię brak odwagi.
  2. Wypisz teraz do każdej z nich po 3 kroki, które pomogą Ci przełamać się i zbliżyć do realizacji tego celu.

Przykładowy CEL: Chciałabym się wyprowadzić.

3 kroki potrzebne do realizacji celu:

  1. Zmienić pracę lub porozmawiać o podwyżce.
  2. Poszukać informacji na temat mieszkań.
  3. Ustalić miesięczną kwotę, którą będę odkładać na mieszkanie.

POWODZENIA!

Dziś chciałem podzielić się z Wami historią grywalizowanego napadu, o którym przeczytałem w książce Marka Wałkuskiego „To jest napad!”. Pan Marek opisuje tam najciekawsze przypadki napadów na banki w USA i właśnie jeden z nich jest interesujący na tyle, że postanowiłem go Wam przybliżyć. Dlaczego? Ano dlatego, że ktoś zamienił napad na grę. Oczywiście, nie taką fajną i kolorową, było bardziej w stylu zagadek Riddlera z Batmana, ale po kolei. A historia zaczęła się…

…w 2003 roku, gdy niejaki Brian Wells o lasce wszedł do banku PNC w Erie w Pennsylwanii. Od pracownicy na kasie zażądał 250tys. dolarów i polecił, by się spieszyła, bo ma na to 15 minut. Każda chwila opóźnienia spowoduje detonację bomby, którą Brian miał na sobie. A Brian miał ją na obręczy przytwierdzonej pod koszulką do swojej szyi.

Już tutaj następuje szybka lekcja dla chcących obrabować cokolwiek. Widzicie, w dobie transakcji internetowych, coraz mniej gotówki trzymanej jest w kasach. Już na początku XXI wieku bank w Pennsylwanii nie mógł wypłacić 250K. Jedyne co było na stanie to 9 tysięcy $. Zasmucony tym faktem Wells opuścił placówkę, a policja znalazła go na parkingu przy McDonaldsie. Siedząc tak z ponurą miną, powiedział funkcjonariuszom, że rozwożąc pizzę został schwytany przez grupę mężczyzn, którzy przytwierdzili mu bombę i kazali ukraść 250 tys. dolarów. A skoro nie miał tyle pieniędzy, to bomba za chwilę wybuchnie! I wiecie co? Naprawdę wybuchła! Zabiła Wellsa na miejscu. A dalej było już tylko dziwniej…

Budowa bomby wskazywała na robotę profesjonalistów. W trakcie śledztwa okazało się też, że laska którą podpierał się Wells podczas napadu była tak naprawdę karabinem samoróbką (co sugerowało, że Brian był nie tylko ofiarą, ale i organizatorem napadu). We wnętrzu kieszeni zamordowanego znaleziono natomiast serię notatek od bandytów, do Wellsa.

W notatkach były zadania, mapy i zasady, których Brian musiał przestrzegać jeśli chciał przeżyć. „Musisz zrealizować wszystkie instrukcje, by odnaleźć klucze i kombinację liczb niezbędne do rozbrojenia bomby” głosiły papierowe wiadomości. Brzmi jak gra miejska? Czytajcie dalej, bo co zaczęły robić służby? Oczywiście poszły za ciosem wypełniały kolejne zadania, kierujące do kolejnych punktów.

Pod kamieniem koło McDonaldsa znajdowały się instrukcje z mapą kierującą 3km na południe do skrzyżowania nr 79.
Tam przy żółtym znaku znajdował się oznaczony pomarańczową taśmą pojemnik z kolejną instrukcją.
Ten z kolei prowadził do kolejnych 3 pojemników, gdy nagle… ślad się urwał! Zupełnie jakby ktoś obserwował całą sytuację i postanowił przerwać całą szaradę.

Śledczy, którym trop się urwał zadawali sobie jedno pytanie – po co? Po co robić taką grę, skoro można „po prostu” obrabować bank? By odpowiedzieć na to pytanie cofnęli się do początku dnia Briana Wellsa, gdy jeszcze rozwoził pizzę. Przed napadem, o 13.30 Wells miał dowieźć pizzę pepperoni pod adres gdzie znajdowała się telewizyjna wieża nadawcza, czyli trochę na uboczy miasta, pod las, gdzie prowadziła polna droga. Domyślono się, że to tam mógł zostać porwany. Mieszkający w domu Bill Rothstein odmówił wpuszczenia policji, mówiąc że u niego i tak nic nie znajdą. Śledztwo stanęło w martwym punkcie.

Miesiąc później na policję zadzwonił sam Rothstein, informując że w jego lodówce znajduje się trup!
Powiedział, że bał się przyznać do tego, że trzyma nieboszczyka w domu, że to nie on go zabił i że chciał nawet z tego powodu popełnić samobóstwo (znaleziono listy pożegnalne). Martwym okazał się niejaki James Rhoden. Rothstein zeznał, że zabiła go jego narzeczona, z którą pokłócił się o pieniądze. Kobieta zapłaciła Rothsteinowi za pomoc w usunięciu zwłok i pozbyciu się ciała. Dziwnie? No to słuchajcie, owa kobieta – Marjorie Diehl-Armstrong – była wcześniej zamieszana w śmierć dwóch swoich poprzednich partnerów, była również chora na chorobę dwubiegunową, a w wyniku przedłużających się terapii psychiatrycznych, jej stan zdrowia uniemożliwiał jej przesłuchanie. Podejrzenia padły na Rothsteina.

Miał podobny styl pisma, do tego z notatek znalezionych przy Wellsie. Interesował się techniką, więc był w stanie wykonać bombę. Śledczy zbierali poszlaki, łączyli je w całość, gdy w 2004 roku, nieoczekiwanie główny podejrzany zmarł. Miał raka. Rok później Diehl Armstrong się poprawiło i mogła zostać wreszcie przesłuchana (wskazała Rothsteina jako głównego winnego i organizatora napadu). W tym samym czasie też, w Erie pojawił się człowiek, który rozpowiadał o tym, że sam uczestniczył w organizacji napadu. Tym człowiekiem był Kenneth Barnes.

Kenneth okazał się potem świadkiem koronnym w całej sprawie i to w jego historię uwierzyła w dużej mierze ława przysięgłych. Według niego, mózgiem operacji była sama Marjorie Diehl-Armstrong, która wynajęła Kennetha, by zabił jej ojca, co pozwoliłoby na przejęcie intratnego spadku w wysokości pół miliona dolarów. Barnes oznajmił, że chce za to zlecenie 125 tysięcy zielonych, których kobieta nie miała. Uknuła więc spisek, prosząc Rothsteina i Wellsa o pomoc. Mieli zbudować fałszywą bombę i ukraść pieniądze z banku. Przynajmniej tak sądził Wells. Naprawdę bomba była prawdziwa, a Wells miał być wykluczony z równania.

Marjorie Diehl-Armstrong została skazana na dożywocie +30 lat więzienia. Kenneth Barnes, za pomoc w śledztwie, dostał 45 lat. Sprawiedliwość została wymierzona.

Zaraz zaraz, ale czy na pewno? Jeśli coś Wam w tej sprawie się nie zgadza, to być może dobrze wietrzycie. Jak kobieta z dwubiegunowością, lecząca się od lat psychatrycznie, od psychotropów nie będąca w stanie skleić jednego zdania mogłaby uknuć tak przemyślaną intrygę? Coś tu nie trzyma się całości, prawda?

Istnieje zatem druga teoria, która mówi, że za wszystkim stał Bill Rothstein. Człowiek zdolny technicznie, chory – mózg operacji, który nie miał nic do stracenia. Nie obchodziło go, czy Wells faktycznie wykradnie pieniądze. Chciał raczej patrzeć jak FBI i policja gubią się w zastawionych przez niego pułapkach. Trup w lodówce z kolei miał być tylko zabiegiem zwracającym uwagę służb na chorą Marjorie. Cóż, jeśli ta wersja jest prawdziwa, to można powiedzieć, że Rothstein po części dopiął swego. Umarł zanim go złapali. Cytując Alfreda Pennywortha „some men just want to watch the world burn”.

Jeśli chcecie więcej takich nietuzinkowych historii pokazujących niecodzienne wykorzystanie mechanizmów gier (nie zawsze w biznesowym kontekście, ale zawsze ciekawie:P) to dajcie znać. Trochę tych historyjek o grach znam. Mogę się podzielić 🙂

Jeśli zaś sami chcecie pobawić się w obmyślanie skomplikowanych HEISTów i napadów, to zamiast robić to w prawdziwym życiu… spróbujcie zagrać w grę. Na przykład moją.

Jak możemy przeczytać na stronie BBC, z ponad 81 tyś kont użytkowników Facebooka zostały wykradzione dane. Mianowicie chodzi tutaj o wiadomości prywatne. Hakerzy, żądają okupu za dane lecz sprawa jest bardziej zaplątana niż myślicie.

Wyciek prywatnych wiadomości z Facebooka

Według hakerów posiadają oni dane do aż 120 milionów kont, które wystawili na sprzedaż. Przynajmniej w takiej formie poinformowali rosyjski oddział BBC. Stacja jednak uspokaja, gdyż pomimo tego, że jakiś czas temu na pewnym forum użytkownik chciał sprzedać dane ze 120 000 000 kont to potwierdzono tylko skradzione dane do 81 000 kont Facebooka. Ciekawostką jest, że tajemniczy użytkownik wyceniał jedno konto na 10 centów.

Pytanie brzmi tylko z ilu faktycznie kont zostały wykradzione dane ?

Facebook umywa ręce ??

Jak całą sprawę widzi gigant z doliny krzemowej? Według oświadczenia jakie wydał Facebook, nie doszło do jakichkolwiek naruszeń czy też złamań zabezpieczeń portalu. Jeśli faktycznie sytuacja miała miejsce to wyciek danych jest wyłącznie winą użytkowników, którzy w sposób nie wystarczający zabezpieczyli swoje konta. Portal twierdzi, że znajomość podstawowych zasad bezpieczeństwa jest nadal niewystarczający pośród użytkowników. Facebook dodaje, że najbardziej prawdopodobną przyczyną wycieku danych mogły być różnorodne wtyczki do przeglądarek internetowych. Wtyczki te pozornie tylko usprawniają pracę programów. Pomimo, że dostawcy przeglądarek usuwają podejrzane pluginy oraz pliki, które mogą lub też zawierają szkodliwe oprogramowanie to oszukanych osób wciąż przybywa.

Nasuwa się jednak pytanie. Czy faktycznie do wycieku prywatnych wiadomości doszło z winy użytkowników portalu. Czy może to skuteczna linia obrony Facebook’a ? Tym bardziej, kiedy jakiś czas temu wyszła na jaw potężna afera z wyciekiem 50 milionów danych podczas kampanii wyborczej w Stanach Zjednoczonych.

Niestety ale w świecie pełnym informacji jak i dezinformacji, tzw. fake kont oraz fake newsów ciężko stanąć po którejś ze strony. Bardzo często się zdarza, że słowa to tylko słowa a dowodów brak…

Czy są tutaj organizatorzy wydarzeń? Czy są odpowiedzialni za koncerty, pokazy, czy imprezy firmowe? Jeśli tak, to mam dla Was ciekawy materiał do sprawdzenia. Jeśli nie, to mam dla Was największe wideo wyzwanie z jakim miałem do tej pory do czynienia na vlogu. Marcin Kruk – człowiek orkiestra – był moim gościem w serii Gościnnie.

Razem z Marcinem Krukiem rozmawialiśmy o tym, co składa się na udane wydarzenie. Jeśli jakieś organizujecie, możecie podpytać Marcina o pomoc. Oto linki, gdzie możecie go znaleźć:

http://promoters.pl/
http://poprowadzeto.pl/
https://marcinkrukmusic.pl/

Kanał Marcina: https://www.youtube.com/user/marcinkrukmusic
Marcin na FB: https://www.facebook.com/krukm

odpowiedzialni za koncerty, ciekawy materiał do sprawdzenia, imprezy, koncerty

Dziękujemy kawiarni Dobro&Dobro w Lublinie za umożliwienie nagrania tego odcinka w ich przestrzeni, kawę i gofry z awokado 🙂

#kolejne artykuły