Wiosno! Ach, to Ty! | worldmaster.pl
#

Jedno słowo. Miliony skojarzeń. Wiele pozytywnych emocji. Jasność w głowie. Ciepło w sercu. Spokój w duszy. Tak wygląda Wiosna.

Początek kwietnia oznacza początek nowej, lepszej pory roku. Nie tylko tej w kalendarzu, ale także tej na zewnątrz. Grube kurtki, ocieplane buty, czapki i rękawiczki wędrują do szafy. Muszą poczekać na swoją kolej, bo nastąpiła zmiana wart. Na światło dzienne wypływają trampki, adidasy, lekkie kurtki, koszulki na krótki rękaw, bluzy i ciemne okulary… Jest jakby lżej. Idąc ulicą, nie czujesz przygniatającego barki ciężaru. Spacerujesz z zadziwiającą lekkością. Lewa noga, prawa noga… Nie czujesz obciążenia! Płyniesz razem z ciepłym prądem. Uśmiechasz się do siebie.

Tak. To jest Wiosna.

Budzisz się rano i widzisz słońce, zwiastujące zapowiedź nowego, cudownego dnia. Przygotowujesz zdrowe, przepyszne i pożywne śniadanie. Nie tylko dla siebie, ale także dla swojej ukochanej. Zapach kawy budzi ją ze snu. Witasz się z nią dokładnie tak samo, jak witałeś się z nią w dniu, w którym powiedziała: „Tak”. Delektujecie się chwilą. Nie patrzycie na zegarek. Wiecie, że się nie spóźnicie. Macie przed sobą cały dzień. Całujesz ją w policzek na pożegnanie. Życzycie sobie miłego dnia. Szczerze i długo patrzycie sobie prosto w oczy, nie przelotnie i nie w pośpiechu. Odprowadza Cię jej wzrok pełen życia oraz radości. Nie tęsknisz jednak za nim, bo wiesz, że ujrzysz go ponownie.

Dziś i jutro.

Zawsze.

Wychodzisz na zewnątrz w lekkiej kurtce i od samego przekroczenia progu, witają Cię ptaki oraz zapach, budzących się do życia roślin. Wędrujesz na przystanek autobusowy i po drodze patrzysz, jak drzewa zaczynają odżywać, a kwiaty przebijać się przez jeszcze nie tak dawno temu ciemną i zmarzniętą ziemię.

Czekasz na autobus, a słońce ogrzewa przyjemnie Twoją twarz. Już minął czas, kiedy marzyłeś o tym, aby jak najszybciej wejść do wnętrza pojazdu. Teraz marzysz, aby spóźnił się, choć pięć minut. Chociaż trzy minuty… Będziesz wdzięczny za jedną, małą minutkę! Byle tylko dłużej zostać na powietrzu. Byle tylko dłużej zażyć słonecznej kąpieli!

Może też zamiast autobusu decydujesz się na spacer. Jest przecież pięknie. Bezchmurne niebo, a na nim słońce, które daje wytchnienie i ciepło. Nie jest już zimno. Nie jest jeszcze gorąco. Jest idealnie. Wędrujesz i myślisz. Zastanawiasz się nad tym, jak bardzo piękny jest świat i jakie to masz szczęście, móc na nim żyć. Idziesz i zastanawiasz się, jak cudownie jest być człowiekiem. Jak cudownie jest wstać rano zdrowym. Czy to magia? Czy to czary?

Wcale nie. To Wiosna.

słońce, wiosna, kwiecień, maj, uśmiechasz się

 

Wchodzisz do biura, a tam nie ma już szarości i nijakości. Witają Cię radosne twarze. Wita Cię jasność i przestrzeń. Czujesz harmonię oraz jedność z ludźmi, którzy Cię otaczają. Pomimo że dom opuściłeś już godzinę temu, nagle czujesz, jakbyś ponownie do niego wszedł. Wszystko jest takie zachęcające. Nawet to biurko i ten komputer, przed którym spędzisz następne osiem godzin. Nie martwisz się już tym jednak. Nie stresujesz się. Masz tuż obok siebie duże okno, przez które wpada słońce i oświetla Cię. Napełnia życiem. Masz też w sobie świadomość istnienia. Zasiadasz do pracy z chęcią do życia.

Po prostu Ci się chce.

Wchodzi szef. W rękach trzyma stos papierów, które musisz przejrzeć. Patrzysz na niego, ale nie dostrzegasz na jego twarzy rozkazu ani przymusu. Spogląda na Ciebie z uśmiechem i pyta się, czy dasz radę. Kiwasz głową. Czujesz się silny. Umacnia Cię wiosna. Umacnia Cię nowy czas w roku.

O szesnastej kończysz pracę. Nie czujesz zmęczenia, kiedy żegnasz się ze wszystkimi. Nawet ze sprzątaczkami, które z szerokimi uśmiechami machają Ci na pożegnanie. Wcześniej nawet nie wiedziałeś, że istnieją. Teraz nawiązujesz z nimi relacje. Portierowi ściskasz dłoń na pożegnanie. Szczerzy się przy tym szeroko, pokazując swoje sztuczne uzębienie. Życzysz mu miłego dnia i pytasz o zdrowie wnuków. Odpowiada, że wyzdrowieli. Wystarczyło, że zaświeciło słońce. Uśmiechasz się do niego. Uśmiechasz się do siebie.

Wiosna, myślisz.

 ∞

Wychodzisz na zewnątrz, gdzie wciąż trwa dzień. Jest cudownie. Przymykasz oczy i wciągasz przez nozdrza ciepłe powietrze. Pachnie kwitnącymi drzewami i kwiatami. Pachnie radością i szczęściem. Ruszasz przed siebie, ale nie kierujesz się w stronę przystanku. Zamiast tego idziesz do kwiaciarni, którą odkrywasz po roku pracy w tym miejscu. Od zawsze znajdowała się w tym samym miejscu. Witasz się z ekspedientkami i kupujesz bukiet białych róż. Z jakiej okazji, pyta się Ciebie sprzedawczyni. Z żadnej, odpowiadasz.

Jest Wiosna, wyjaśniasz.

Wsiadasz do autobusu który, choć wypełniony po brzegi ludźmi, jest dziwnie spokojny. Nikt się nie złości. Nikt nie rozpycha łokciami. Żaden człowiek nie jest nerwowy. Gdzie się nie spojrzysz, tam uśmiechy. Starsi siedzą, młodsi stoją. Niektórzy ze sobą rozmawiają. Nawiązują się nowe relacje. Wszystkie telefony spoczywają w kieszeniach. Słuchawki w plecakach albo wiszą bezwładnie. Bezużyteczne, niepotrzebne. Wszyscy jadą w tę samą stronę. Tworzą wspólnotę.

Jedność.

Opuszczając autobus, masz ochotę powiedzieć wszystkim „do widzenia”, śmiejąc się. Poczułeś, że właśnie byłeś świadkiem czegoś większego. To nie była zwykła przejażdżka. To było stworzenie relacji. Starsza Pani z autobusu macha Ci delikatnie ręką na pożegnanie. Odpowiadasz tym samym. Nikt się na Ciebie nie patrzy jak na ufoludka. Nikt się nie puka w czoło. Wszyscy rozumieją. Oni wiedzą. Czują to samo.

Wiosna.

 ∞

Otwierasz drzwi do mieszkania. Według Twoich obliczeń żona wróci dopiero za godzinę. Masz wystarczająco czasu. Zdejmujesz buty, szanując jej pracę. Rozpakowujesz zakupy, myjesz dłonie w łazience. Przeglądasz się w lustrze. Czy to ja, zastanawiasz się. Ach, tak, przypominasz sobie. Jest Wiosna. Z uśmiechem stajesz za kuchennym blatem. Z głośników zaczyna sączyć się Twoja ulubiona melodia. Ta sama, przy której tańczyłeś po raz pierwszy ze swoją żoną. Identyczna, której słuchaliście na pierwszej randce. Czujesz dreszcz na skórze. Nie chcesz, aby kiedykolwiek znikał. Przygotowujesz cudowne danie. Wychodzi idealne. Nawet się nie dziwisz. Przez okno wpadają promienie słońce i śpiewy ptaków. Gdzieś z oddali słychać śmiech dziecka i radosne okrzyki jego rodziców. Szczeka pies, ale bez agresji. Miauczy kot, ale bez pretensji.

Harmonia.

Mija czterdziesty minut, a jedzenie jest gotowe. Jeszcze tylko czerwone wino. Dzwoni dzwonek. Wróciła. W czystej, eleganckiej koszuli otwierasz drzwi. Witasz ją uśmiechem, odpowiada tym samym. Tulicie się długo i mocno. Oboje to czujecie. Bliskość. Miłość. Intymność. Wiosnę. Prowadzisz ją za dłoń do salonu, gdzie już czeka ciepły posiłek. Patrzy na Ciebie zaskoczona. Widzisz w jej oczach łzy. Rozumiesz je. To wdzięczność.

Jej. Twoja. Wasza.

Za siebie nawzajem.

słońce, wiosna, kwiecień, maj, uśmiechasz się

 ∞

Konsumujecie w ciszy. Nie musicie nic mówić. Milczenie przemawia samo przez siebie. Jest cudownie. Ciepło od Was bijące unosi się w powietrzu i otula wszystko delikatną mgiełką. Przebija się przez nią tylko słońce, które rozświetla wszystko jasnością. Promienie padają na stół. W miejsce, gdzie łączą się Wasze dłonie. Patrzycie sobie w oczy. Jest błogo. Jest spokojnie. Chwilo trwaj.

Nie kłócicie się, kto ma zmywać. Nie ma sprzeczki, kto ma sprzątać. Bez słowa robicie to razem. Chcecie tego. Pragniecie spędzać czas ze sobą. Wspominacie dawne czasy, ale bez tęsknoty w sercu. Rozumiecie, że teraz macie jeszcze więcej. Macie siebie. Myjąc talerze, delikatnie chlapiesz swoją żonę wodę. Z czułością uderza Cię ściereczką, którą wyciera mokre naczynia. Zaczynacie się przekomarzać. Wnętrze mieszkania wypełnia śmiech. Odbija się od ścian, które promienieją, słysząc ten dźwięk. Słońce zachodzi, ale radość nie znika. Trwa niezmiennie.

Jak Kwiecień i Maj.

Kończycie porządki, ale nie wspólny czas. Nie myślicie o obowiązkach. Żadne z Was nie włącza telewizora. Nie pamiętacie, gdzie położyliście swoje telefony, laptopy i tablety. Siadacie na kanapie. Blisko siebie. Nie dzieli Was nic i nikt. Znikają ograniczenia, bariery, przeszkody. Trwacie obok siebie – ubrani, ale nadzy. Nie krępuje Was to jednak i nie zawstydza. Przytulasz ją. Ona obejmuje Ciebie. Tak jest Wam wygodnie. Dzielicie się swoimi przeżyciami, płynącymi z dnia. Całujesz ją w czoło. Odpowiada, całując Cię w policzek. Widzisz radość w jej oczach. Czujesz wdzięczność. Oboje rozumiecie, co się dzieje.

Wiosna.

 ∞

Rozmawiacie do późna. Pomimo kilkuletniego związku, poznajecie siebie każdego dnia. Pytasz ją o rzeczy, o które nie pytałeś. Ona mówi tak, jak jeszcze nie mówiła. Słuchacie siebie z uwagą. Jest zainteresowanie. Jest bliskość. Czujecie siebie nawzajem. Znika ocena. Znikają domysły. Szczerość. Czułość. Uwaga. Wiosna.

Ach, to Ty…

Zanim dzień dobiega końca, leżycie obok siebie w łóżku, które jeszcze nigdy nie było tak pełne Was. Nie ma pustki. Nie ma chłodu. Jest ciepło. Uśmiechacie się do siebie, pomimo ciemności, która zapadła. Nie straszy Was ona jednak. Napełnia nadzieją, że oto doba się kończy, ale wraz z jej końcem, nastanie czas kolejnej.

Coś się kończy, coś się zaczyna…

Zasnęła. Czujesz, jak sen powoli przejmuje nad Tobą kontrolę. Zanim padniesz w objęcia Morfeusza, myślisz jeszcze, że to był cudowny dzień. Dziękujesz za niego w duchu. Za każdy najmniejszy jego szczegół, za wszystkich ludzi, których spotkałeś i za wszelkie wspaniałości. Myślisz, że wiosna to dobry czas. Masz rację. Wiosna jest cudowna. Rozumiesz, że to odpowiedni czas na zmiany. Już prawie zasnąłeś, ale resztkami świadomości chwytasz się jeszcze rzeczywistości. Robisz to tylko po to, żeby bezgłośnie wyszeptać…

Dziękuję…

Zasypiasz z nadzieją w sercu.

*

Tak…

Wiosna w istocie jest cudowna i magiczna. Wlewa otuchę w serce, a duszę napełnia radością oraz nadzieją, że wszystko się ułoży. Nawet to, co boli i zadrą utknęło w sercu, staje się mniej bolesne. Smutki stają się bledsze, żal rozpływa się nieco w promieniach słońca, a złość uchodzi przez krótkie rękawy koszulek.

To wszystko brzmi poetycko, ale wiosna jest poezją, której nie sposób zinterpretować.

Nadszedł czas, który potrafi zdziałać wiele. Napełnia energią, dodaje sił i powoduje działanie, które od dawna domaga się ruchu. Kwiecień i Maj. Dwa miesiące. Nieprzerwanie trwające obok siebie, które zostały ukochane przez miliardy ludzi na świecie.

Zdradzić Wam mały sekret?

Wiosna to My.

Rozumiecie?

słońce, wiosna, kwiecień, maj, uśmiechasz się

Kto z nas nie miał nigdy wątpliwości, niech pierwszy rzuci kamieniem.

Parafrazuję słowa Jezusa, który dwa tysiące lat temu przemówił do zgromadzonych wokół niego ludzi, chcących ukarać cudzołożnicę, co w istocie było czystym podstępem, wymierzonym właśnie wobec Chrystusa. Zawsze zachwycało mnie, jak to możliwe, że słowo potrafi przetrwać tak długo. Właśnie dlatego widzę w nim ogromny potencjał i niewątpliwą siłę, sprzeciwiającą się wielu przeciwnościom losu.

Zostawmy jednak religię oraz słowo na inny czas.

Czy wiedzieliście może, że „Wiedźmin” to nie tylko będący ostatnio na fali serial, produkowany przez Netflixa? To przede wszystkim cudowna seria książek, napisanych przez Andrzeja Sapkowskiego. Cudowność utworów nie bierze się tylko z misternie sporządzonego uniwersum, ale niewątpliwie z uniwersalnych wartości, które upakowane zostały w fantastyczny świat. W efekcie daje to niezwykły rezultat. Czytając poszczególne części, można wielokrotnie dostać prawdziwy strzał w twarz od prawdziwości napisanych słów.

– A niech ma – powiedział poważnie kupiec. – Niechby miał. Bo to właśnie ludzka rzecz i dobra.

– Co?

– Wątpliwości. Tylko zło, panie Geralt, nigdy ich nie ma. A przeznaczenia swego nie uniknie nikt.

Wiedźmin nie odpowiedział.

wątpliwości

Inspirację można spotkać wszędzie.

Tymczasem przejdźmy do tytułowych wątpliwości.

Co znaczy mieć wątpliwości?

Mieć wątpliwości to być człowiekiem. Niepewność jest wpisana w nasze życie i ściśle wiąże się z niemożnością przewidzenia tego, co przyszłe. Możemy jedynie określać prawdopodobieństwo wystąpienia czegoś. Nawet uznanie, że coś, co powtarza się do tej pory codziennie, musi powtórzyć się także jutro, jest błędne. Wstanie dziś rano z łóżka po raz  jedenaście tysięcy trzysta osiemdziesiąty piąty, nie oznacza, że zrobimy to także jutro. Nie wiemy, co wydarzy się w przyszłości. Rodzą się w nas wątpliwości.

Mogę zaryzykować tezę, że gdyby się nad tym gruntownie zastanowić, tak naprawdę wątpliwości można by mieć wobec wszystkiego i wszystkich. Skoro nic, co przyszłe nie jest pewne, a przyszłość niezmiennie czeka na nas i przenika się z teraźniejszością, zatem i czas rzeczywisty powinien być niepewnością i lękiem przed nieznanym.

Rozumując w ten wprost cudowny sposób odnaleźlibyśmy się w Średniowieczu.

Nam – ludziom XXI wieku – umartwianie się za życia nie jest wcale potrzebne. Śmiałbym nawet twierdzić, że nie mamy na to czasu, dlatego tego nie robimy. Zamiast tego potrzebujemy innych rzeczy, o których wielokrotnie już pisałem.

Spinając to wszystko małą klamrą, można powiedzieć, że wątpliwości to efekt niepewności wobec tego, co przyszłe.

Decyzja to podróż w nieznane. Pamiętasz?

Istnieje wiele teorii mówiących, że tak naprawdę w wielu aspektach życia, człowiekiem kieruje egzystencjalny lęk przed śmiercią. Łączymy się w pary i zawieramy bliskie znajomości, bo boimy się śmierci. Tworzymy i rozwijamy się, bo towarzyszy nam lęk przed śmiercią. Naturalnie na co dzień skutecznie go wypieramy, bo któż chciałby w drodze do pracy zastanawiać się nad tym, ile jeszcze zostało mu dni?

Skupmy się jednak na wątpliwościach dotyczących nieco bardziej przyziemnych kwestii. Tych, które dotyczą życia, a nie jego końca.

Wątpliwości ma każdy, bo także każdy podejmuje w swoim życiu decyzje. Jedne są mniej ważne jak wybór płatków śniadaniowych, a inne rzutujące na naszej przyszłości, jak decyzja o założeniu rodziny. Tak i też wątpliwości oraz niepewność wynikająca z wyboru może być dla nas mniej lub bardziej istotna. Warte uwagi jest zaznaczenie, że niepewność budzi się do życia zarówno w momencie podejmowanie decyzji, jak i już po wyborze jednej z opcji.

Decydowanie rodzi wątpliwości. Dlatego też dokonywanie wyborów w życiu nie jest łatwe. Zawsze towarzyszy nam pewne poczucie straty, niepokoju oraz właśnie niepewności. Nie wiemy bowiem, co odrzucamy. Nie wiemy, co mogłoby się stać, po wyborze innej opcji. To zagadka. Gdybanie jednak nad tym, niejednemu zniszczyło zdrowie.

Nie tędy droga.

niepewności

Dobra strona niepewności.

Gardzimy nimi.

Niepewność nie jest lubiana, bo jest to dość dziwny stan. Ani dosłownie negatywny, ani jakkolwiek pozytywny. Z jednej strony powoduje ona lęk oraz rozdrażnienie, ale z drugiej może napawać ekscytacją. Różnice  w osobowości mają w moim mniemaniu spore znaczenie w kwestii przeżywania tego zjawiska. Wracając do poprzedniego punktu, jedna osoba może po dokonaniu wyboru spać spokojnie i zapomnieć o wątpliwościach, a druga przez kolejne dni, może zamartwiać się, myśląc: „Co by było, gdyby…”.

To jest jednak normalne!

Całym tym wpisem chciałbym uspokoić wszystkich, których nerwy są zszargane, a paznokcie obgryzione z powodu wątpliwości. Niepewność jest rzeczą ludzką. Nie można więc wyrzucać sobie z powodu emocjonalnego przeżywania tego, co ma nadejść. Zwłaszcza jeśli ma to dla nas duże znaczenie. Dlatego, kiedy stoimy na rozdrożu dróg, które są skąpane we mgle niepewności, nic dziwnego, że odczuwamy niepokój, lęk i wątpliwości. Kto by ich nie czuł!

Oprócz tego wątpliwości coś sugerują. Mianowicie mogą wskazywać, że nam zależy. Wątpliwości możemy nie mieć w sprawach, które są dla nas zupełnie obojętnie. Kiedy mąż wchodzi z żoną do dwudziestego sklepu w galerii handlowej, a ona po raz setny pokazuje mu dwie sukienki z pytaniem: „Która lepsza?”, wtedy (jeśli nie jest zaangażowany i ma wszystko w miejscu, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę) bez żadnych wątpliwości może odpowiedzieć: „Zielona”. Co najwyżej może w takiej sytuacji mieć wątpliwości, czy żona nie zorientuje się, jak bardzo jest mu to obojętne i jak bardzo chciałby już stamtąd wyjść.

Odczuwanie niepewności to wskazówka dla nas, że waga problemu, przyszłość, która się przed nami rozciąga, wybór, nad którym stoimy, jest istotny z wielorakich powodów. Ta świadomość może dodać nam nieco pewności siebie, bo ściągnie z nas dodatkowe napięcie z posiadania niepewności. To właśnie ona często blokuje nas przed podjęciem decyzji, więc w konsekwencji, decyzja może przyjść nam łatwiej i w sposób mniej bolesny.

Może, ale nie musi. Jak wszystko w życiu.

stres

Uwaga! Stres lubi jeść! Proszę go nie dokarmiać!

Ostrzegam jednak, że wątpliwości mogą także zjadać człowieka. Dosłownie. Od środka. Stopniowo mogą żywić się jego energią, narządami wewnętrznymi, rozsiewając swoje trujące nasienie. Dzieje się tak dlatego, że wątpliwości rodzą stres dla organizmu, a stres – długotrwały i  nieustanny – oddziałuje negatywnie w zasadzie na wszystko. Trawienie, cały układ pokarmowy, układ rozrodczy, funkcjonowanie mózgu… W tym miejscu polecam książkę „Dlaczego zebry nie mają wrzodów?”.

O ile wątpliwości są normalne, o tyle przeżywanie ich nieustannie w silnym natężeniu już takie nie jest. Rozumiem wagę problemów i niepewności, jaka ona rodzi. Zwróćcie jednak uwagę, czy wasza reakcja emocjonalna i odpowiedź waszego ciała, jest adekwatna do problemu. Może się zdarzyć, że poddajemy się silnemu stresorowi (wątpliwościom) wobec sprawy, która jest  kompletnie błaha. Jak wcześniej wspominany zakup płatków śniadaniowych.

Nie dajmy się zjeść wątpliwościom. Zjedzmy lepiej płatki! Najlepiej te bez dodatków cukru i wspomagaczy.

Jak łagodzić lęk zrodzony z wątpliwości?

Z wątpliwościami można sobie radzić. Jeszcze raz to powtórzę, że najpierw warto je zaakceptować, bo są one czymś normalnym. Jeśli masz wątpliwości, czy pocałować dziewczynę, to prawdopodobnie Ci na niej zależy. W przeciwnym wypadku (jeśli nie ograniczają Cię, chociażby Twoje wartości) po prostu byś to zrobił, nie myśląc o konsekwencjach.

  • Nie masz nad wszystkim kontroli.

Przede wszystkim warto zrozumieć, że przyszłość jest niepewna i naprawdę mamy na nią mniejszy wpływ niż nam się wydaje. Przeceniamy często kontrolę, jaką sprawujemy nad rzeczywistością. Wciąż uparcie twierdzę, że własnym działaniem można osiągnąć wiele, ale jest też wiele wypadków niezależnych od nas. Zwykły traf, przypadek, szczęście, samo urodzenie się w innej części świata… To wszystko na nas wpływa. Wątpię, czy teraz pisałbym dla was ten tekst, gdybym nie urodził się w Polsce, tylko w Korei Północnej. Zachęcam was do zapoznania się z pojęciem złudzenia kontroli.

  • Zwalczanie, poprzez działanie.

Może wydać wam się to trywialne, ale w zwalczaniu wątpliwości może pomóc działanie. Nieważne, czy działaniem nazywamy podjęcie decyzji i zakończenie swoich trosk, czy ruch rozumiany, jako posuwanie się w toku życia. W pierwszym przypadku dokonanie wyboru może spowodować, że stracimy obiekt wątpliwości lub chociaż zyskamy świadomość, że podjęliśmy już decyzję. W drugim natomiast działanie może zmienić naszą percepcję, która jest selektywna. Dostrzegamy tylko część otaczającej nas rzeczywistości. Będąc więc w ruchu, zaczniemy być może skupiać się na działaniu, a nie na wątpliwościach. Poza tym działanie można rozumieć, jako zwalczenie problemów, powodujących wątpliwości. Jeśli podejrzewamy, że nosimy w sobie chorobę, warto nie popadać w spiralę smutku oraz niepewności, tylko udać się do lekarza. Ruch generuje mniejsze wątpliwości.

  • Przepracuj problem.

Odpowiedni monolog wewnętrzny to kolejna pomocna rzecz, zresztą nie tylko w zwalczaniu wątpliwości, ale w każdym możliwym aspekcie życia. Spróbujcie przepracować problem, który was dręczy. Zalecam zrobić to porządnie. Rozłóżcie go na absolutnie najmniejsze możliwe części. Rozważcie każdą, nawet najmniejszą opcję. Poświęćcie na to, chociażby pół swojego dnia, ale niech to będzie rzetelna sprawa. Potem zacznijcie to składać w sposób świadomy. Jestem przekonany, że nie będzie to przyjemnym doświadczeniem, bo zetkniecie się prawdopodobnie ze źródłem waszych trosk. Jednak, gdy już złożycie problem z powrotem, przepracujecie go i staniecie się bardziej świadomi, starajcie się do niego już nie wracać. Wyciągnęliście wnioski, poznaliście pierwotną przyczynę… Co więc jeszcze chcecie zrobić? Zmierzam do tego, że czasami warto raz, ale bardzo dogłębnie zapoznać się z tym, co nas dręczy, po to, aby potem móc zamknąć ten rozdział i pójść dalej.

  • Porozmawiaj z bliską osobą.

Rozmowa z bliską osobą jest również bardzo wskazana. Podzielenie się swoimi troskami z człowiekiem, któremu ufamy, może zdziałać cuda. W ten sposób zrzucamy z siebie ciężar, który dzierżymy, poprzez samo wypowiedzenie trosk na zewnątrz. Zyskujemy wobec frasującego nas problemu pewien dystans. Jest w tym jeszcze jeden, ukryty, ale bardzo dużo plus. Dzielenie się z kimś swoimi skrytymi zmartwieniami, wzmacnia więź z drugim człowiekiem. Odsłaniamy się. Pokazujemy siebie w najczystszej postaci. To wymaga od nas wysiłku, ale jeśli mamy przy sobie odpowiednią osobę, gwarantuję wam, że ujrzenie w oczach tej osoby poszanowania waszych praw, jest doświadczeniem bezcennym.

rozmowa

  • Więcej luzu. Odpocznij!

Zachęcam również do szukanie metod, które was rozluźniają i wprowadzają w przyjemny stan oderwania od rzeczywistości. Jeśli nie jest on szkodliwy dla was i innych ludzi, może być to świetnym narzędziem do radzenia sobie ze stresem, który przeżywamy. Istnieje naprawdę dużo technik relaksacyjnych jak chociażby ta według Schultza. Polecam ją wypróbować. Niemniej jednak jestem zdania, że tak, jak każdy z nas jest inny, tak każdy z nas może opracować swoje własne metody relaksacyjne. Przypominam jednak tylko, że nie ważne, czy będzie to program skonstruowany przez kogoś, czy nasz autorski, wymagać on będzie pracy. Rzetelnie włożonego wysiłku i czasu w to, aby zaczął działać.

Niepewności nie zwalczymy. Niepewność to życie.

Tylko zło nie ma wątpliwości.

Jest to najszczersza prawda. Zło jest ukierunkowane na jeden cel – na czynienie zła. Nie ma w nim miejsca na niepewność, czy aby na pewno chce uczynić komuś krzywdę. Po prostu to robi. Po co złu wątpliwości? Jest złe w swej naturze. Nie potrzebuje tego.

My, jako ludzie mamy w sobie wiele wątpliwości, bo nie jesteśmy jednostkami tak bardzo spójnymi. Codziennie o naszą uwagę walczą tysiące bodźców oraz mnogość wartości, zasad oraz reguł, którymi kierujemy się na co dzień. To normalne, że czasami możemy czuć się zagubieni, pełni niepewności przed tym, co ma nadejść. Jesteśmy też istotami świadomymi. Nie tylko własnej śmierci, ale też niemożności przewidzenia przyszłości (choć są tacy, którzy twierdzą inaczej). Zdajemy więc sobie sprawę, że tak naprawdę – idąc za Sokratesem – wiemy, iż nic nie wiemy.

Nie dajmy się im jednak zjeść. Jeśli będą zbyt mocno panoszyć się w naszym życiu, starajmy się je zwalczać. Poprzez rozmowę, odpowiednią perswazję, techniki relaksacyjne, czy poprzez działanie. Nie dajcie się stłamsić. Pamiętajcie, że to jest wasze życie i to wy macie ten decydujący głos w kwestii tego, czy warto się czymś przejmować, czy też nie.

Tylko zło nie ma wątpliwości.

Człowiek natomiast nie jest zły.

Dlatego dzierżymy niepewność w spadku po przodkach.

„Koncepcja zachowań asertywnych zrodziła się z marzenia, aby znaleźć sposób, dzięki któremu człowiek mógłby być sobą prawdziwym, bez towarzyszącego mu lęku i poczucia winy.

Tak Maria Król-Fijewska rozpoczyna swoją książkę pt. „Trening asertywności: scenariusz i wykłady”. Niech was nie zwiedzie groźnie brzmiący tytuł! Ta książka nie gryzie. Wręcz przeciwnie. Uczy, jak wyznaczać granice, niszczyć swoje niewłaściwe przekonania także na swój temat, a do tego pokazuje, jak żyć według własnych zasad. Ostrzegam jednak, że nie jest to kolejny poradnik rozwoju osobistego, tak bardzo typowy dla czasów, w których żyjemy. Moim zdaniem to przewodnik, jak odnaleźć w sobie asertywność oraz cząstkę siebie pośród świata pełnego interakcji z drugim człowiekiem.

Wprowadzenie.

Wydanie książki pochodzi z roku 1993. Można więc powiedzieć, że w świecie postępu technologicznego i postrzegania trzydziestolatków za dinozaurów – jest ona stara. Jak wam to później pokażę – wciąż jednak piekielnie aktualna. Napisana została główne z myślą o psychologach, choć zdziwicie się, ile informacji będziecie w stanie odnieść do własnego życia. Podczas czytania wielokrotnie łapałem się na próbie rozróżniania pozyskiwanych informacji. Czy to przyda mi się w przyszłej pracy z drugą osobą? Czy może wykorzystam to w swoim życiu? Takie przełączanie się pomiędzy dwoma „jaźniami” bywało dla mnie trudne, choć na swój sposób rozwijające. Wymagało bowiem dodatkowego skupienia, a to z kolei skutkowało lepszym przyswajaniem materiału.

recenzja książki

Źródło: www.antykwariatnws.pl

Ważne jest, abyście nie podchodzili do tej książki, jak do pozycji beletrystycznej. Rozumiem upodobania do Stephena Kinga, Remigiusza Mroza, czy Nicholasa Sparksa, ale to naprawdę nie jest opowiadanie, które możecie przeczytać podczas jedzenia obiadu. Potraktujcie tę książkę naprawdę poważnie, bo w przeciwnym wypadku nie odniesiecie z niej należytych korzyści. Szkoda waszego czasu. „Trening asertywności” to jedna z tych książek, która wymaga rzetelnej pracy. Nie tylko przeczytania, ale wkładu własnego.

Pisałem o tym w kontekście rozwoju osobistego. Czytanie książek jest przepiękną sprawą, ale jeśli tylko czytacie, a nie działacie, to marnujecie tylko potencjał danej wartości. Maria Król-Fijewska przekazuje czytelnikowi naprawdę przydatną wiedzę.

Czym jest asertywność?

Książka podzielona została na pięć głównych części.

Pierwsza z nich stanowi wprowadzenie do całego zagadnienia, jakim jest asertywność. W tym miejscu znajdziecie wyjaśnienie pojęcia, a także poznacie sposoby pracy nad tą wartością głównie w kontekście działalności z klientami.

„Zachowanie asertywne to zespół zachowań interpersonalnych, wyrażających uczucia, postawy, życzenia, opinie lub prawa danej osoby w sposób bezpośredni, stanowczy i uczciwy, a jednocześnie respektujący uczucia, postawy, życzenia, opinie i prawa innej osoby (osób).”

Innymi słowy, asertywność oznacza dać sobie prawo do wyrażania siebie w sposób zgodny z własnym przekonaniem, bez ingerencji w życie drugiego człowieka, respektując jego prawo do bycia sobą.

Także w tej części dowiecie się, że asertywność nie jest definiowania tylko poprzez komunikaty werbalne. Dotyczy ona również postawy ciała, czy tonu głosu. Również sposób wyrażania uczuć jest bardzo ważny. Jeśli pragniecie komuś odmówić, w odpowiedzi na jego propozycję i zamiast prostego: „Nie, nie chcę”, mówicie „Przepraszam, że Ci to mówię i pewnie ranię Twoje uczucia, ale chyba nie mogę się na to zgodzić”, to myślę, że asertywność w tym wypadku nie działa tak, jak działać powinna. Jak widać, odmowa zachodzi, ale jest tak skrzętnie zawoalowana, iż jej skuteczność będzie zapewne marna. Choć nie chcę niczego wyrokować, bo w rzeczywistości nie jest to wcale tak oczywista sprawa.

Scenariusze.

Część druga przedstawia scenariusz treningu asertywności.

Choć może się wydawać, że informacje zawarte w tym rozdziale są przeznaczone przede wszystkim dla osób, zajmujących się prowadzeniem grup terapeutycznych, to zapewniam was, że warto przejść przez tę część. Można z niej wyciągnąć wiele dobrego, a opisane w niej ćwiczenia być może zainspirują was do zmiany własnego postępowania. Ponadto sam opis poszczególnych ćwiczeń jest barwny oraz pouczający.

Trening asertywności dzieli się na trzy etapy, a każdy kolejny polega na wykorzystywaniu wiedzy pozyskanej na poprzednich etapach.

I

Pierwszy powinien być rozłożony na dwa dni. Zawiera w sobie takie elementy, jak ćwiczenia dotyczące przyjmowania opinii  i uczuć innych, reagowania na krytykę, wyrażania uczuć pozytywnych, a także negatywnych, czy wyrażanie osobistych przekonań. To właśnie w tej części dowiedziałem się, że w wielu sytuacjach powinniśmy koncentrować się nie na osobie, ale na danej sytuacji. Idąc więc do sklepu obuwniczego, aby złożyć reklamację, nie powinniśmy zastanawiać się, czy aby na pewno nie sprawimy pani ekspedientce kłopotu swoim zachowaniem, tylko musimy skupić się na zadaniu. Chcę oddać buty, więc idę w odpowiednie miejsce i to robię. Mam do tego prawo! Pamiętacie? Skupianie się w takich sytuacjach na uczuciach drugiej osoby, mogłoby spowodować, że zostalibyśmy w domu. Razem z butami, których nie chcemy.

II

Drugi etap może być rozłożony zarówno na jeden, jak i dwa dni. Jest on już nieco głębszy. Z tej części płyną bardzo duże profity dla rozwoju czytelnika. Przede wszystkim samo zaprezentowanie monologu wewnętrznego, jako siły, o której mocy nie zdajemy sobie na co dzień sprawy, jest bardzo wartościowe. Traktujemy go jako coś normalnego, nie wiedząc nawet, jak wiele wnosi on do naszego życia. Podszeptuje, trąca nas i ukierunkowuje w określoną stroną, a my nawet o tym nie wiemy! Kolejną nauką jest skupianie się nie na emocjach, ale na zachowaniu, co pozwala nam płynnie przejść od punktu A do punktu B bez niepotrzebnych, natrętnych myśli.

III

Trzeci etap również może trwać jeden lub dwa dni i w głównej mierze jest skupiony na wiedzy, którą byliśmy w stanie poznać, podczas poprzednich etapów. Znajdują się tam takie bloki tematyczne, jak „asertywna reakcja na własne poczucie krzywdy lub winy”.

asertywność

Jak asertywność wygląda w codziennych sytuacjach?

Część trzecia książki przedstawia opisy indywidualnych prac.

Autorka przytacza kilka przypadków, które potrafią sporo pokazać czytelnikowi. Na przykładzie innych osób, możemy zobaczyć, jak nie wygląda asertywne zachowanie i co zrobić, aby takim ono było. Z każdej sytuacji jesteście w stanie wychwycić kilka najważniejszych puent, których stosowanie może wam pomóc w budowaniu asertywności w swoim życiu.

Ponadto po rzetelnym przyswojeniu poprzedniej części książki, dostrzeżecie pewne mechanizmy działania, które powtarzają się w zaprezentowanych sytuacjach. Można więc rzec, że na podstawie podanych przykładów, otrzymujemy szansę ujrzenia w praktyce tego, co do tej pory widzieliśmy tylko w sposób teoretyczny.

Materiały, które można wykorzystać.

Część czwarta zawiera trzy – z mojego punktu widzenia – bardzo ważne załączniki. Nie musicie przez nie przechodzić od razu, ale myślę, że warto je zapisać, bo niosą one ze sobą pewną wartość, która może wam się przydać w toku życia. Zwłaszcza na początku budowania postawy asertywnej.

  • Mapa asertywności pozwoli wam zajrzeć w głąb siebie i ujrzeć, czy wasze postawy i zachowania przejawiają asertywność, czy też coś zgoła innego. Pamiętajcie jednak, iż jest to rodzaj pewnego testu, który może wam coś sugerować, ale nie może oznaczać ostatecznego wyroku. Krytyczne myślenie moi drodzy!
  • Zestaw tekstów anty- i pro-asertywnych to zbiór krótkich komunikatów, które możemy stosować względem siebie, w monologu wewnętrznym, aby wzmocnić w sobie postawę asertywną lub ją osłabić. Tych drugich nie polecam stosować, choć warto się z nimi zapoznać, aby zobaczyć, jak wiele z nich używamy w codziennym życiu, czasami nawet nie do końca zdając sobie z tego sprawę. Warto porównać je z tekstami pro-asertywnymi i przemodelować tak, aby wspomagały nas, a nie osłabiały.
  • Pięć praw Fensterheima to zbiór przykazań dla osób, które pragną reprezentować sobą pewien stopień asertywności. Nie będę ich tutaj przytaczał. Sami sprawdźcie!

Wykłady, na które warto chodzić.

Część czwarta obejmuje wykłady. Choć w studenckiej filozofii, termin ten w wielu przypadkach oznacza również brak zajęć, zachęcam, abyście w tym wypadku potraktowali je jako zajęcia obowiązkowe.

Trzynaście wykładów, które dają czytelnikowi sporą dawkę wiedzy. Spektrum poruszanych tematów jest dość szerokie. Tak więc w tym rozdziale będziecie mogli przeczytać o asertywności i asertywnym zachowaniu, obronie swoich praw (także w sytuacjach społecznych), czy reagowaniu na krytykę oraz o asertywnym sposobie przyjmowania ocen.

Ostrzegam jednak, że choć tę część czyta się naprawdę przyjemnie, co jest niewątpliwym walorem, nie można zapominać, jaki cel ma ta książka. Dlatego warto skupić się na tym, aby poprawić pewne mankamenty w swojej postawie. Z tego więc powodu zachęcam do skrupulatnego zgłębienia tematu i rzetelnego przemyślenia czytanych słów. Dzięki temu dowiecie się między innymi, dlaczego powstrzymywanie się przed asertywnością z powodu lęku przed urażeniem rozmówcy, może mieć ostatecznie bardzo negatywne skutki. Także zostaniecie zapoznani z pojęciem zakłopotania oraz sposobem wyrażania uczuć teoretycznie negatywnych, które w społeczeństwie są tak często piętnowane. Zauważmy, że wolno okazywać nam radość, zadowolenie, miłość, ale odczuwamy blokadę przed ekspresją gniewu, czy smutku.

Zwróćcie uwagę na procedurę stopniowania reakcji autorstwa Pameli Butler. Znajdziecie ją w wykładzie numer dziewięć. Niektóry na pewno otworzy ona oczy na sposób, w jaki można wyrażać swój gniew, bez natychmiastowej ekspansji na wolność drugiego człowieka.

Warto więc, czy nie warto?

Sumienne przepracowanie książki da wam jeszcze jedną, ważną rzecz.

Wątpliwości.

Powinniście je przeanalizować oraz przede wszystkim oszlifować we własnym zakresie – w głowie oraz w działaniu. Na własnym przykładzie mogę stwierdzić, że lista pytań, które się we mnie narodziła i którą spisałem w notatniku, przekroczyła moje najśmielsze oczekiwania. Warto to jednak zrobić i warto także zadbać, aby te pytania sobie stawiać. Umiejętne pytanie może wzbudzić w nas refleksję, w celu wydobycia odpowiedzi. Odpowiedź natomiast może ukazać nam nowe furtki, których do tej pory nie widzieliśmy lub widzieć nie chcieliśmy.

Przyznam się, że dla mnie bardzo trudne jest określenie granicy między egoizmem a asertywnością. Gdzie zaczyna się egoizm? Gdzie kończy się asertywność? Trudno powiedzieć. Pewne jest jednak, że wszystkich ludzi – choćbyśmy bardzo tego chcieli – nie możemy uszczęśliwić. Warto pomyśleć o sobie i swoich potrzebach, nie zapominając o drugim człowieku. Mówiłem, że to nie jest łatwe!

Asertywność oznacza właśnie postępowanie według własnych wartości i własnych potrzeb. Można rzec, że asertywność to bycie sobą.

Książkę definitywnie polecam każdemu. Można z niej wynieść wiele dobrego, choć trzeba włożyć w to nieco pracy. Polecam również otwarte głowy, chłodne umysły i umiejętność krytycznego myślenia. Tego nigdy za wiele.

I idąc za słowami autorkami:

cytat

Poświęcenie nie jest wcale łatwe. Wtedy musimy coś od siebie dać, ale według mnie to jedyny sposób, aby zrealizować swoje marzenia. Niech więc prośba ustąpi miejsca czynowi.

Podobno niektórzy ludzie lubią, kiedy mówi się do nich w sposób dosadny, prosty i bezpośredni. Pozostali wolą kręcenie się wokół głównego tematu i przyjmowanie możliwie najbardziej rozmytej prawdy. Wszystko ma swoje dobre, jak i złe strony.

Ja dziś jednak zastosuję sposób numer jeden.

Czasami myślę, że jesteśmy idiotami, którzy myślą, że dostaną wszystko, czego chcą tylko dlatego, że o to poproszą. Jestem pewien, że istnieje na świecie wystarczająco wielkie grono osób, które do końca swojego życia nie zrozumieją, że większość krzywd oraz „niesprawiedliwości”, które ich spotykają, nie wzięła się z powietrza, tylko z ich własnego działania. Albo raczej – braku działania.

Jesteśmy wygodni. Piekielnie komfortowi. Nie chce nam się myśleć, nie chce nam się działać, a na samą myśl o jakimkolwiek zadaniu, wpadamy w apatię i wolimy nie robić nic. Byle, żeby się tylko nie przemęczyć! Bo po co, skoro „jakoś to będzie”? Jeśli komuś to pasuje – świetnie! Teraz więc możesz zamknąć ten tekst i skupić się na swoim życiu. Powodzenia!

Całą resztę zapraszam dalej.

prośba

Bóg jak złota rybka.

Rozśmieszają mnie wszelkie roszczenia, jakie kierujemy do innych ludzi, instytucji, czy nawet istot wyższych. Jako człowiek wychowany w wierze oraz jako świadomy mężczyzna, praktykujący swoją wiarę, chwilami zastanawiam się, czy ludzie myślą tak naprawdę, czy tylko stroją sobie żarty z pozostałych… To normalne, że ludzie modlą się do Boga (obojętnie jakiego) i proszą go, aby ich prośba się spełniła. Nie ma w tym nic złego! Jednak, kiedy zapoznaję się ze „świadectwami” ludzi, którzy skarżą się, że prosili Istotę Wyższą o coś, a ta nie spełniła ich pobożnego życzenia, dosłownie otwiera mi się nóż w kieszeni.

Ja bardzo przepraszam, ale czy Ten ktoś, kto siedzi tam do góry i spogląda na nas, jest jakąś złotą rybką, spełniającą nasze życzenia? A może to taki wielki totalizator sportowy, w którym wygrywa jedna osoba na milion? Proszę, powiedzcie mi, że śmieszy to Was równie mocno, jak mnie, choć w moim przypadku jest to raczej śmiech przez grube łzy, bo jak można się cieszyć z tak idiotycznego toku myślenia?

Już w tym momencie, po prawie dwudziestu jeden latach życia, doświadczyłem wielokrotnie sytuacji, w których spotykałem ludzi z sianem, zamiast mózgu i kisielem zamiast serca, ale wciąż nie potrafię się nadziwić, jak bardzo wygodnymi jednostkami potrafimy być. Wygodni w świecie, w którym z jednej strony chcemy „być kimś”, ale z drugiej wolelibyśmy leżeć i zbyt mocno się nie wysilać. Nie widzę w tym za krzty logiki poza samym zrozumieniem istoty natury i organizmu ludzkiego, który zwyczajnie woli wygodę od wysiłku. Sęk w tym, żeby z tym walczyć!

To wielka dojrzałość przejąć kontrolę nad swoim życiem. Wielu ludzi nie osiąga tego stanu, mimo że żyją przez długie dziesięciolecia. Współczułbym, gdybym był pewien, że Ci ludzie zdają sobie z tego sprawę. Rzekłbym, że często nie są tego świadomi. Was jednak zachęcam do bycia Panem swojego losu. Nie zdawanie się na nic i na nikogo. Nie liczenia na to, że być może otrzymamy coś w darze. Odwieczny konflikt między talentem, a włożonym wysiłkiem trwa, ale nikt nie przekona mnie, że najlepszym połączeniem jest jedno z drugim. Tak samo jestem przekonany, że nawet największy talent w długo terminowym zmaganiu nigdy nie będzie miał szans z największym pracusiem.

praca

Nie prośba. Działanie!

Wracając do relacji z Istotą Wyższą – prosimy, ale efektów nie ma. Więc może, zamiast prosić, lepszym rozwiązaniem byłoby wziąć się w garść i zapracowanie na to, co się chciałoby mieć? Czy nie tak byłoby lepiej? Naprawdę jestem w stanie zrozumieć, że to kosztuje, ale co w tym dziwnego? Nie mam pojęcia, czego oczekujecie od życia, ale cokolwiek by to nie było, to musicie coś od siebie dać. Tylko biorąc, nie można zajść daleko. Zawsze trzeba się w pewnym stopniu poświęcić. Czy to dla wyższej idei, czy to dla drugiego człowieka, czy to dla realizacji swoich marzeń.

Jeśli ktoś zna większą ilość moich tekstów, to zapewne wie, że jestem osobą, która dość regularnie nawołuje do dążenia do swoich celów. Z tego więc względu, wyznając taką, a nie inną ideologię na życie, naprawdę bardzo trudno jest mi zrozumieć tak bardzo nielogiczne zachowanie ludzi, którzy robią mało, a oczekują wiele. Proszą Boga o pomoc, ale samemu nie robią nic w tym kierunku. Narzekają, że dostali mało, kiedy tak naprawdę nic od siebie nie dali.

Poświęcenie jest nieuchronne.

Być może to ze mną jest coś w nie porządku, ale w świecie musi istnieć pewna równowaga. Skoro więc chcę być drugim Michaelem Jordanem, to muszę liczyć się z tym, że będę musiał pracować równie mocno albo nawet mocniej niż on. Chcę wziąć, więc daję. I jeśli teraz myślicie, że jesteście na to gotowi, to polecam spróbować. Nie ważne, czego to dotyczy. Z doświadczenie wiem, że wszelkie plany i marzenia najpiękniej wyglądają w momencie, kiedy się je zapisuje. Gdy przychodzi czas realizacji…

Cóż.

Wielu nawet nie zaczyna. Inni rezygnują po pierwszym dniu. Duża część przekonuje się, że nie jest gotowa na tak wielkie poświęcenie. A tylko garstka osiąga to, co chciała. Daleki jestem od stwierdzenia, że są to ludzie szczęśliwi, bo mogę się domyślać, że takie ogromne poświęcenie wymaga wielu ofiar. Nie rzadko w postaci rodziny, przyjaciół i wolnego czasu. Ale czy mnie to osądzać? Skoro ktoś obrał taki cel, to życzę powodzenia i trzymam kciuki. Najważniejszym jest być zgodnym z samym sobą.

Jak dzieci.

Przypominamy wszystkie małe szkraby, które w sklepie wołają tylko „Chcę, chcę, chcę”! Zapominamy, że od „chcę”, do „mam” jest cholernie długa droga. Zwłaszcza w sprawach bardziej złożonych i nieco ambitniejszych. Więc to, że coś chcemy, tak naprawdę nic nie zmienia. Pewnie, że uświadomienie sobie własnych preferencji i chęci to pierwszy bardzo ważny krok, ale będzie on zupełnie na nic, jeśli nie pociągnie za sobą działania. Bo to ono jest najważniejsze. To tak samo, jak w tekście o rozwoju osobistym. Wszelkie czytanie poradników jest przydatne, ale wtedy, kiedy wprowadzasz wyniesione z nich wiadomości w życie. Samo czytanie nic nie da. Tak samo, jak samo planowanie i myślenie.

bierność

Zrozummy wreszcie proszę, że wielki cel, to wielka ofiara i tego nie da się uniknąć. Jeśli twierdzicie, że jest inaczej, to polecam zainteresować się ludźmi, którzy widnieją na czołówkach gazet i nie mam tutaj na myśli polskich polityków zdobiących swoimi twarzami gazety codzienne. Polecam wejść w temat nieco głębiej. Może nawet wypożyczyć lub kupić parę książek dotyczących życia ludzi sukcesu i przekonać się, ile musiało ich kosztować osiągnięcie tego, co mają teraz.

Mierz siły na zamiary.

Bezczelne jest oczekiwanie czegoś dużego, kiedy włożyło się w to wyjątkowo mało pracy. Jeśli studiujesz i uczyłeś się na egzamin przez godzinę, to nie oczekuj piątki. Chyba że jesteś geniuszem, a egzamin był banalny. Tak samo nie spodziewaj się, że zwojujesz świat, jeśli jedyne, co robisz, to bawisz się, relaksujesz i tylko przez krótki okres w ciągu dnia, robisz coś produktywnego. Wszystko sprowadza się do tego, ile od siebie dajemy i czego oczekujemy. Jeśli mamy małe oczekiwania i zadowala nas życie normalnego człowieka, a nasze poświęcenie to praca przez osiem godzin dziennie, która oznacza zarabianie 2500 złotych miesięcznie, raz do roku wyjazd na wakacje nad polskie morze i spokojne spłacanie kredytu – pięknie. Nic mi do tego. Szanuję, akceptuję, rozumiem i gratuluję znalezienia własnej ścieżki.

Jeśli natomiast marzymy o przepięknym, białym Maserati, a nasze działania przypominają dwudziestoletniego Forda Escorta, to ja przepraszam bardzo, ale coś się tutaj nie zgadza.

Nie trzeba od razu pracować po sto dwadzieścia godzin dziennie, jak niegdyś Elon Musk, ale można pracować nieco więcej niż teraz, żeby być nieco bliżej celu, niż się było wczoraj. Pamiętając naturalnie o zdrowym rozsądku i umiarze, bo bycie drugim Elonem Muskiem – moim zdaniem – nie jest wcale tak bardzo ekscytujące, jak wielu oczekuje.

Puenta?

Spuentować ten wpis nie jest trudno.

Poświęcenie jest nieuchronne. Prośba to tylko prośba i bez działania jest niczym. Jeśli robisz mało – dostaniesz mało. Jeśli oczekujesz wiele, ale na to nie pracujesz, to nie dostaniesz nic. Aby coś otrzymać – musisz dać. Zwłaszcza na początku – cholernie dużo.

Odważnym życzę powodzenia.

Pozostałych równie mocno szanuję!

Nigdy nie ukrywałem, że podcasty to coś bardzo bliskiego mojemu sercu. Miłość do tej formy przekazu ma kilka powodów. Jednymi z nich są oszczędność czasu oraz wygoda. W przeciwieństwie do czytania, podcasty nie wymagają od nas, chociażby skrawka wolnej przestrzeni. Dlatego z własnego doświadczenia wiem, że podczas podróży w zatłoczonym autobusie, o wiele lepiej sprawdzi się słuchanie, aniżeli tradycyjna książka. Co nie oznacza, że kogokolwiek zniechęcam do czytania. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że czytanie książek stoi u mnie na naprawdę wysokim miejscu w życiowej hierarchii.

Nie da się jednak ukryć, że podcasty w naszym kraju to model nadal raczkujący. Niewątpliwie zyskuje on na popularności, ale wciąż jest to forma przekazu, która dla wielu osób jest zwyczajna obca. Mam jednak nadzieję, że ten stan rzeczy ulegnie zmianie, bo podcasty potrafią zaoszczędzić czas! Możemy zabrać je ze sobą wszędzie i zajmują nam niewiele miejsca. Wystarczy telefon w kieszeni i słuchawki. W czasach, gdzie czas przelicza się na złotówki, ta forma zdobywania wiedzy zasługuje na uwagę.

Z drugiej jednak strony muszę dodać, iż podcasty mają definitywnie jeden minus. Podczas słuchania jest nam o wiele łatwiej się rozproszyć niż podczas czytania. Czasami zdarza się, że w uszach słyszymy głos, a umysł wędruje po sobie tylko znanych ścieżkach.

podcasty

Podcasty moim okiem.

Tym tekstem chciałbym wyjść naprzeciw wszystkim tym, dla których podcasty są nadal czystą abstrakcją. Słowa kieruję głównie dla osób, które nie wiedzą, od czego zacząć swoją przygodę ze słuchaniem innych osób. Aczkolwiek nie dyskryminuje tym wpisem również bardziej doświadczonych czytelników.

Podczas tworzenia rankingów, zawsze mam ten sam problem. Ciężko jest mi wybrać kilka szczególnych pozycji i niejako „wybić” je ponad pozostałe, których na tej liście zabraknie. Niestety taka już rola wszelkich subiektywnych klasyfikacji. Niemniej jednak bardzo Was proszę, abyście z chłodną głową podeszli do każdej propozycji, jaką Wam przedstawię. Ich wybór nie oznacza, że korzystam wyłącznie z nich. Podcasty rozrastają się naprawdę w szybkim tempie, dlatego często staram się testować nowe kanały oraz nowe tematyki. I do tego samego Was zachęcam! Nie wiem, czy jest coś piękniejszego niż możliwość poznawania niezbadanego przez siebie do tej pory działu.

Ponadto poniższe podcasty oscylują w tematach, które mnie interesują. Jestem jednak przekonany, że w innych dziedzinach są inne kanały, które oferują równie wysoki poziom.

Przejdźmy już jednak do zestawienia pięciu kanałów, których słuchanie jest według mnie dobre dla każdego. Bez względu, czy ktoś lubi szydełkować, grać w piłkę nożną, czy malować obrazy.

The School of Greatness – Lewis Howes

Lewis Howes

Źródło: www.rewireme.com

Zdecydowana większość odcinków, prowadzona jest w formie wywiadów. Gospodarz – Lewis Howes zaprasza do swojego studia bardzo barwne oraz ciekawe postacie. Nie będę zgrywał znawcę! Od razu więc napiszę, iż o większości z nich słyszałem po raz pierwszy. Aczkolwiek myślę, że jest to doświadczenie bardzo rozwijające. Nie dość, iż uświadomiłem sobie, że na tym świecie żyje mnóstwo osób, o których na co dzień nie słyszymy, a które mają wiele do przekazania, to na dodatek zainteresowałem się nimi i poniekąd również się wzbogaciłem. Oczywiście wśród gości Lewisa, znalazły się również takie osoby, jak chociażby: Eric Thomas, Anthony Robbins, Gary Vaynerchuk, a nawet… Kobe Bryant!

The School of Greatness cenię przede wszystkim za różnorodność. Tematyka nie zamyka się tylko w jednej dziedzinie. Naturalnie jest ona skupiona głównie na szeroko pojętym dążeniu do „dobrego” życia , ale wielokrotnie w wypowiedziach gości przewijają się również porady biznesowe, ich inspirujące historie, czy metody, służące poprawie poszczególnych parametrów funkcjonowania.

Co ciekawe jeden z moich tekstów powstał pod wpływem słów, które usłyszałem właśnie u Lewisa. Brzmiały one:

If you aren’t happy now, you will never be happy. 

Jak widać podcasty to nie tylko wiedza, ale również dobre źródło inspiracji.

Warto także dodać, że Lewis Howes prowadzi każdy odcinek w sposób bardzo rzetelny, a atmosfera, jaką wokół siebie roztacza, przywodzi mi na myśl przyjemną pogawędkę z dobrym przyjacielem.

Impact Theory

Tom Bilyeu

Źródło: www.medium.com

Kolejny podcast, w którym to gospodarz – Thomas Bilyeu, przeprowadza wywiady ze swoimi gośćmi. Jest to mężczyzna, który robi to na naprawdę wysokim poziomie. Zresztą sam mawia, że jednym z jego celów jest stanie się człowiekiem, który wywiady przeprowadza wprost w sposób perfekcyjny.

Oprócz tego Thomas ma w swoim repertuarze również odcinki, w których odpowiada na pytania widzów oraz przeprowadza krótkie, kilkuminutowe nagrania, które przynajmniej w mojej ocenie, są bardzo motywujące i zachęcające do działania. Myślę, że warto przytoczyć w tym miejscu jedną z popularniejszych rozmów Thomasa Bilyeu, którą odbył z Simonem Sinkiem.

Moim zdaniem jest to jeden z wywiadów, który każdy powinien obejrzeć chociaż raz. Sam obejrzałem go kilkukrotnie i w mojej ocenie jest to jedna z najlepszych rozmów, jaka powstała.

Imponderabilia

Karol Paciorek

Źródło: www.facebook.com/karol.paciorek

Jeśli uważaliście, że zachłysnąłem się zachodnim światem i nie potrafię docenić ojczystego podwórka, to jesteście w błędzie! Otóż Imponderabilia (swoją drogą zwrot ten według Słownika Języka Polskiego oznacza coś, czego nie da się zmierzyć, ale wywiera wpływ na przebieg wydarzeń) to kanał prowadzony przez Karola Paciorka, czyli człowieka, który na polskim Youtube może być postrzegany, jako „dziadek” obecnych twórców. Oczywiście w bardzo pozytywnym tego słowa znaczeniu. Karol może być Wam znany, chociażby z działalności z Włodkiem Markowiczem, gdzie prowadzili w przeszłości kanał pt. „Lekko Stronniczy”.

Karol również wciela się w rolę gospodarza, który zaprasza gości do swojego studia. Może Was dziwić, że tak mocno upodobałem sobie tę formę pozyskiwania informacji z podcastów, ale nie ukrywam, że w mojej opinii jest to schemat najbardziej rozwijający. Dzięki niemu w każdym odcinku mamy styczność z inną osobą, która może nauczyć nas czegoś innego. Czy tak się stanie, czy też nie, zależy zarówno od nas samych, jak i od gospodarza oraz oczywiście samego gościa.

Warto nadmienić, że goście Karola są nietuzinkowi. Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się, jaki jest Michał Żebrowski, Maciej Orłoś, Krzysztof Gonciarz, czy Przemek Staroń, to Imponderabilia dadzą Wam na pewno odpowiedź. Poza tym, jeśli chcieliście poznać środowisko pokerowe lub piwowarskie, to również trafiliście w doskonałe miejsce. Imponderabilia oferuje po prostu tak szerokie spektrum możliwości, że można tam spotkać wszystkiego i wszystkich. I myślę, że właśnie dlatego jest to kanał tak bardzo interesujący.

Podcasty nagrywane przez Karola, plasują się w czołówce polskich podcastów na Spotify i zgadzam się z tym zestawieniem w stu procentach. Naprawdę ciekawy i warty uwagi kanał.

Elite Mentality

Cyprian Majcher

Źródło: www.polskiepodcasty.pl

Jest to na swój sposób kanał wyjątkowy. Nie dość, że działa on stosunkowo od niedawna, to na dodatek gospodarz – Cyprian Majcher, jest osobą, która wcześniej raczej nie była związana z tą branżą. Co więcej! Cyprian jest właścicielem dwóch warszawskich klubów CrossFit, a także byłym zawodnikiem rugby. Trzeba przyznać, że już ta informacja powinna Was wszystkich zainteresować. Osobiście uważam, że osoby, które nagrywają podcasty, a które wywodzą się z ciekawych nurtów, są interesujące, gdyż zawsze mogą mieć wiele do przekazania.

I tak też jest w przypadku Elite Mentality.

Chyba Was nie zdziwię, gdy napiszę, iż i w tym wypadku, podcasty to rozmowy z zaproszonymi gośćmi. Jednak tutaj na szczególną uwagę zasługuje główna tematyka. Otóż Elite Mentality jest mocno ukierunkowany na danej dziedzinie, jaką jest przeprowadzanie rozmów z osobami, które osiągnęły w swojej działalności poziom mistrzowski.

Naturalnie ciężko jest stwierdzić, kto jest mistrzem, a kto nie. Trudno się jednak nie zgodzić, że takie osobistości jak Adam Bielecki, Karol Kłos, Grzegorz Tkaczyk, czy Szymon Kołecki to mistrzowie w swoich fachu, prawda? I to właśnie między innym ich, znajdziecie u Cypriana w jego podcaście.

Moim zdaniem jest to podcast dla każdego, kto aspiruje do bycia mistrzem w swojej dziedzinie. Oprócz tego wielkie korzyści odniosą również osoby, których interesuje zaplecze odnoszenia sukcesów przez ludzi, o których możemy słyszeć w mediach. Niestety już od dłuższego czasu na kanale Cypriana nie znalazł się żaden nowy podcast. Niemniej jednak warto poświęcić swój czas na odsłuchanie tych odcinków, które się tam znalazły do tej pory.

SWPS Strefa Psyche

SWPS

Źródło: www.swps.pl/strefa-psyche

Bardzo długo wahałem się nad moją ostatnią (ale wcale nie najgorszą) propozycją w tym zestawieniu. Ostatecznie wygrała chęć dzielenia się z Wami kanałami, które przedstawią Wam prawdziwą i rzetelną wiedzę, w przystępnej formie. SWPS Strefa Psyche działa na bardzo prostej zasadzie. Na Spotify umieszczane są podcasty, które są niczym innym, jak wersją audio wykładów, przeprowadzanych przez osoby z ramienia SWPS Uniwersytetu Humanistycznospołecznego.

Jeszcze nie odkryłem, w jakiej sekwencji wrzucane są kolejne podcasty, ale myślę, że osoba, która się tym zajmuje, robi to po prostu „na chybił trafił”, co jest niewielkim minusem. Niemniej jednak, na kanale widnieje już kilkadziesiąt nagrań audio, których odsłuchanie może przyjemnie umilić Wam podróż do pracy lub na uczelnię. Jeśli ktokolwiek martwi się o dźwięk, to mogę wszystkich uspokoić, że jest on wprost znakomity.

Dla mnie, taki kanał jest bardzo rozwijający. Nie dość, że mogę dowiadywać się rzetelnej i opartej na badaniach wiedzy, od jednych z najlepszych specjalistów w swoim fachu w kraju, to jeszcze mogę się przy tym świetnie bawić, gdyż nierzadko wykładowcy stosują barwne porównania oraz prowadzą wykład w bardzo przystępny sposób.

Nie myślcie sobie proszę, że te podcasty są zarezerwowane tylko dla studentów psychologii. Nic bardziej mylnego! Posunąłbym się nawet do stwierdzenia, że te podcasty (a zarazem wykłady), są właśnie dla osób, które z psychologią nie mają zbyt wiele wspólnego. Jestem wprost przekonany, że ich rzetelne odsłuchanie rozwieje wiele Waszych wątpliwości co do funkcjonowania świata oraz ludzi, którzy w nim żyją.

Naturalnie, że niektóre odcinki są nieco wyspecjalizowane, ale jestem zdania, że z każdego odcinka, każdy jest coś w stanie wynieść! Według mnie jest to obecnie jedyny taki kanał w polskojęzycznym Internecie, gdzie można spotkać tak dużą dawkę sprawdzonej wiedzy, dlatego zachęcam Was do korzystania z niej.

Słuchanie bez końca.

słuchanie

Odczuwam niesamowity niedosyt. Czy można się temu dziwić, skoro nie mogłem wymienić i głębiej opisać takich podcastów, jak te prowadzone przez Gary’ego Vaynerchuka, Tima Ferrisa, Joe Rogana, czy Michała Szafrańskiego? 

Uwierzcie mi, że obecnie mamy prawdziwe bogactwo wyboru odpowiedniego podcastu, dobranego do nas samych. Jednak nikt nam nie każe trzymać się sztywno obranej drogi. Raz możemy pozwolić sobie na słuchanie Karola Paciorka i jego Imponderabilii, a drugi raz Tima Ferrisa. Wszystko zależy od nas i osobiście zalecałbym Wam, abyście nie ograniczali się tylko i wyłącznie do jednego kanału.

Miksujcie, przemieniajcie i zmieniajcie podcasty, których słuchacie. Dzięki temu zapoznacie się z mentalnością nie tylko samych gospodarzy, ale również gości, których nierzadko zapraszają. Poza tym, jak już wspominałem, poznawanie innej, nieznanej sobie dziedziny jest naprawdę ekscytujące!

Podcasty są formą, której przyjrzeć się głębiej powinien każdy z nas. To nie tylko oszczędność czasu, ale również najprostsza forma pozyskiwania informacji. Może nam towarzyszyć w każdej możliwej sytuacji życia i zasadniczo nic nas to nie kosztuje, bo w obecnych czasach telefon i słuchawki ma zapewne już każdy z nas.

#kolejne artykuły