Szał na święta! Czy rezygnować z diety? | worldmaster.pl
#

Jak sobie poradzić ze świętami na diecie?

Dla każdego, kto przez cały rok utrzymuje dietę, okres świąteczny to nie lada wyzwanie. Zastanawiamy się, czy będziemy mogli oprzeć się pokusie, a i tak wychodzi jak zwykle ha!

Pokusa jest duża…babcie, które podsuwają kolejny kawałek makowca i mama z serii: „jedz, bo się zmarnuje”, ale jest na to sposób, nawet kilka.

Masz wybór 😉

Święta mamy tylko raz w roku i tylko pewnie raz w roku widujemy się w tak licznym gronie rodzinnym, dlatego wybierz co Ci najbardziej smakuję ze stołu. Nie musisz zjeść 12 potraw :o. Zamiast śledzia w śmietanie i majonezie, wybierz inną rybę, mniej kaloryczną. Nie musisz rezygnować z piernika i specjalnie dla siebie przygotowywać fit ciastek na stół. Piernika przygotowanego na święta zjesz tylko raz w tym roku. Nie odmawiaj go sobie, oczywiście pod warunkiem, że nie zjesz całej blachy haha!

Założenie, że w święta możesz zjeść wszystko, to błędne koło. To, że zjemy kawałek piernika, nie oznacza, że możesz jeść bez opamiętania. Wszystko w granicach rozsądku, szanuj swoje ciało, w święta traktuj je tak samo, jak przed świętami, nie świruj!! Wybieraj najlepsze, ulubione dania takie, których nie jesz na co dzień!

Szaleństwo w kuchni

Przygotowanie wszystkich posiłków na wigilijny stół to dłuuuuuugie godziny w kuchni i dodatkowy stres. Zapytaj członków rodziny, czy nie potrzebują pomocy. To będzie idealny moment, żebyś mogła/mógł kontrolować co wkładasz do przygotowywanej potrawy. Wybieraj jogurt naturalny do sałatek lub mniej kaloryczny majonez 😉 Winiary w 100 g/ 739 kcal, kielecki w 100 g/ 631 kcal. Wybierz mądrze.

utrzymuje dietę, przez cały rok, okres świąteczny

Święta, święta! Idą święta. Święta w kuchni…

Strategia? ok.

Daj sobie luz z liczeniem kalorii w święta, odpręż się z rodziną, idź na siłownie przed tym, jak usiądziesz do stołu. Wyżyj się i dodaj więcej ciężarów, jeśli spocisz tyłek na siłowni, wcale nie będziesz miała/miał ochotę na obżeranie się przy stole. Psychologiczna taktyka nigdy nie jest zła 😀

Jedz powoli, po 20 minutach uczucie sytości wysyła sygnał do mózgu, że został dostarczony posiłek. Delektuj się każdym kęsem, w święta nigdzie nie musisz się spieszyć, skup się na jedzeniu. Pomyśl w jakim stopniu w skali od 1-10 jesteś głodny/ głodna, jeśli 4, nie musisz zajadać się kolejnym makowcem.

Najstarsza i najlepsza metoda: nakładaj jedzenie na mały talerz- zawsze pomaga.

Wesołych, cudownych Świąt!

Jak współczesne życie wpływa na dziecko?

Mamy XXI wiek. Czas smartfonów, gier komputerowych, zmniejszonej aktywności fizycznej. Coraz rzadziej dzieci chcą wychodzą na świeże powietrze. Zazwyczaj słyszy się „a po co?, muszę skończyć kolejny poziom w grze”. Po co wychodzić na dwór skoro można siedzieć na kanapie. Sporo ludzi nie ma świadomości lub ignoruje fakt, że siedzący tryb życia ma negatywny wpływ na stan zdrowia a w konsekwencji często prowadzi do otyłości.

Czy badania potwierdzają problem otyłości?

W badaniach 1999-2000 w Australii ustalono dużą zależność między czasem przeznaczanym na aktywność fizyczną, oglądaniem programów telewizyjnych a pojawianiem się otyłości .

Dzieci rezygnują z wychowania fizycznego, bo albo im się nie chcę przebrać w strój sportowy albo się wstydzą swojego ciała. Uzasadnieniem dziecka zazwyczaj jest, że zajęcia są nudne. Faktem jest, że dzieci i młodzież odsunęły sport na drugi plan na korzyść telewizji i gier komputerowych. Podczas gdy godzinami surfuje się po Internecie dopada głód, który często „zajada się” słodyczami i słonymi przekąskam. Te z kolei obfitują w tłuszcze trans i puste kalorie. Nie ma w nich żadnych wartości odżywczych, które są niezbędne dla prawidłowego rozwoju dzieci. W supermarketach widnieją gotowe produkty, które zachęcają wyglądem na opakowaniu. Coraz mniej matek samodzielnie gotuje dla swoich pociech, ponieważ idą za wygodą i nie mają świadomości z korzystnych przez nich artykułów. Gdy przyjrzeć się bliżej wcale dużo nie różnią się od jedzenie typu „Fast Food”

Mc donald’s?

Największą restauracją typu „Fast Food”, która zawładnęła światem jest McDonald. Jego restauracje mieszczą się wszędzie: przy lotnisku, stacjach benzynowych i przy drogach. Trudno przejść obok nich obojętnie. Ich produkty zachęcają placem zabaw dla dzieci, zestawami „Happy Meal”, które dodatkowa kuszą zabawką w zestawie.

Kolejnym błędem, który warto poruszyć są nawyki żywieniowe rodziców, które chcąc nie chcąc dzieci naśladują, bo przecież to rodzice są dla nas najlepszym wzorcem do naśladowania. Okazuje się zazwyczaj, że jest to błędne skojarzenie. Pierwszym krokiem do otyłości może być sytuacja, gdy na rodzinnych obiedzie babcia podsuwa kolejny solidny kawał ciasta, bo twierdzi, że słabo wyglądamy. Dziecko nie odmówi, bo kto by się sprzeciwił babci- i tak powstaje błędne koło.

Bardzo często dziecko, gdy odmawia jedzenia jest zmuszane poprzez słowa „za mamusie” bądź zachęcane, że gdy zje dostanie cukierka. Wtedy bardzo często jeden cukierek zamienia się w kilka następnych.

fast food, mcdonald, dzieci

Źródło: fot. materiał partnera / Uniwersytet SWPS

Jak sobie poradzić z “rozpraszaczami”?

Zdrowy styl życia należy kształtować dziecku już od wczesnego dzieciństwa, ponieważ wszystkie czynniki biorą ze sobą konsekwencje zdrowotne. Warto zastanowić się, co chcemy dla swoich dzieci. Mamy prawo wyboru albo chcemy, żeby było zdrowe i szczęśliwe albo szczęśliwe, bo damy mu kolejną słodką kanapkę i chore, bo to mu nie sprzyja.

 

źródło:

Cameron A, Welborn T. iwsp. : Overweight and obesity in Australia. The 1999-2000 Australiandiabetes, obesity and lifestylestudy. MedJAust. 2003;178(9):427-32.

Szanecka E. i wsp..: Postrzeganie masy ciała przez chłopców i ich matki w odniesieniu do ich stanu odżywienia. Endokrynologia Pediatryczna, 2013:1(42), 45-56.

Dlaczego ziele nawłoci jest pomocne?

Ostatnio w @pytanienasniadanie mówili o ziołach nawłoci i ich wspaniałych właściwościach prozdrowotnych. Gdy pierwszy raz zdobyłam miód nawłociowy w swoje ręce, to już dzisiaj wiem, że na zawsze zagości w mojej kuchni. Miód nawłociowy ma podobne właściwości do miodu manuk, ale jest o wiele wiele tańszy. Gdy byłam 2 tygodnie temu chora to pierwsze o czym pomyślałam, to tadam! Mam miód, na pewno się wyleczę. I miałam rację, nie myliłam się, zdziałał cuda.

 

miód

Czy stosować suche nasiona nawłoci jako napar, czy może miód nawłociowy?

Myślę, że to indywidualna sprawa, zależy od tego co Ci dolega i na co chciałbyś/ chciałabyś te ziele zastosować, na stany zapalne i zakażenia jamy ustnej i gardła, sromu, pochwy, uszkodzenia skóry, wysypki, świąd skóry, otarcia naskórka polecam Ci napary z suchych nasion,  jeśli dopadła Cie paskudna grypa to miód nawłociowy to dosłownie miód na serce. Idź na targ, na pewno znajdziesz go i kupisz u przemiłej staruszki;)

Dlaczego ziele nawłoci to cud natury?

A mianowicie dlatego, że

✔ zwalcza infekcje! , (żadne przeziębienie mu nie straszne)

✔badania profesora z Poznania udowodniły, że 2x przewyższa właściwościami działanie antybiotyczne

✔działanie przeciwzapalne (m.in dziąseł, dróg moczowych, pęcherza moczowego)

✔neutralizuje wolne rodniki, zawiera flawonoidy

✔ rutyna, kwercetyna, zawarta w miodzie uszczelnia naczynia krwionośne, staja się bardziej elastyczne przy czym zmaga się z nadciśnieniem, dlatego ten miód jest idealny dla osób z wysokim ciśnieniem krwi

✔działanie przeciwmiażdżycowe, w ścianach naczyń krwionośnych tak łatwo nie odkładają się złogi blaszek miażdżycowych

✔ pomaga w skąpomoczu , ale pamiętaj że przy silnej niewydolności nerek nie można stosować ani ziela nawłoci ani miodu nawłociowego, ponieważ pobudzają prace nerek i przy tym obciążają nerki.

♥Najlepsze wchłanianie miodu nawłociowego ma roztwór ( 1 łyżeczka miodu na szklankę letniej wody, przygotowany 12h wczesniej). Bardzo dobrze odżywia organizm, gdyż zawarte substancje po rozpuszczeniu w wodzie są łatwiej przyswajalne.

P.S nie dodawaj miodu do gorących napoi i wypieków, gdyż traci swoje cenne właściwości.

A na zimne romantyczne wieczory…

Winko z nawłoci o działaniu wielokierunkowym

100 g świeżego ziela nawłoci lub 40 g suszu zalać ciepłym czerwonym winem w ilości ok. 450 ml.

Dodać 50 ml wódki, odstawić w chłodne miejsce na 2 tygodnie, po czym przecedzić.

Pić 30-50 ml winka dziennie

Winko z nawłoci poprawia trawienie, wzmacnia naczynia krwionośne, reguluje ciśnienie krwi, poprawia pracę nerek i układu moczowego, oczyszcza krew i działa przeciw miażdżycy.

Źródło: http://sekrety-zdrowia.org/nawloc-nerki-uklad-trawienny-metabolizm/

 

Mixmas – czyli pomieszanie.

Należy się Wam, bo mnie  czytacie, albo aż czytacie, za co ciepło DZIĘKUJĘ.

Sama się zderzyłam z ŻYCIEM  i jakoś to mi uświadomiło, że istnieją granice.

Pracuję na najwyższych obrotach co ostatnio przypłaciłam zdrowiem. Fundacja, spotkania, szkolenia, zdjęcia, mało snu, złe odżywianie, między czasie intensywne leczenie i… padłam.

Wszystko było ważne tylko nie mój organizm.

Pierwsze dni, kiedy organizm dawał znać, że coś jest nie tak, nie poddawałam się i pracowałam. Potrafiłam z bólem, na lekach przeciwbólowych jechać 120 km na spotkanie, uśmiechać się do zdjęć, odpisać podopiecznym i wracać późna porą do domu.

Między czasie zasięgnąć porady lekarza (kolegi) online, który cały czas mi mówił “idź do lekarza”. No cóż, chciałam być mądrzejsza. Jeszcze w tym bólu wysyłałam paczki z produktami do podopiecznych, przecież potrzebują pomocy.

Dziękuję pani na poczcie, która mnie kojarzy z IG i mi pomogła, patrząc wzrokiem “kobieto, zadbaj o siebie bo inaczej nie pomożesz innym”.

Przyjaciółka pisała, dzwoniła i wyganiała, idź do lekarza. Nie, ja mądrzejsza.

I stało się.

Wylądowałam na SOR.

Ból był tak ogromny, że gotowa byłam chodzić po ścianach. Wszelkie dawki zwykłych leków przeciwbólowych wyczerpane, więc trzeba było zastosować silniejsze.

Trzy tygodnie z bólem i dwa tygodnie w łóżku. Trzy tygodnie, które przeleciały mi przez palce.

Po co Wam to piszę?

Wszystko w życiu ma swoje granice, swój czas ale zdrowie ma się jedno.

Nie pomożemy innym, zwijając się z bólu.  Niemożliwe jest też znalezienie wsparcia dla fundacji, jeżeli nie jesteśmy w stanie rozmawiać.  Ani zrobienie kroku do przodu, bo nawet nie możemy z łóżka się zwlec.

I chyba było mi to potrzebne, żeby zrozumieć, że w życiu musi być balans (chyba tak się pisze). Czas na spotkania, czas dla fundacji, czas na leczenie, czas dla mnie żeby ładować baterie.

Mam kilka artykułów napisanych, które wymagają małej korekty, więc proszę Was o cierpliwość.

Dziękuję za wiadomości na priv, dużo mi to dało. Wiem, że tam po drugiej stronie jesteście.

Życzę Wam, żeby każdy znalazł drobny upominek od św. Mikołaja. Bo ja taka duża, a ciągle wierzę, że istnieje. Idę czyścić buty 🙂

 

 

 

Dietetyczny paranoik to… No właśnie! Kim on jest? Czy to ktoś zdrowo się odżywiający, czy wyznający żywieniową ideologię? A może żadne z powyższych? Zapoznajcie się z tekstem, który dla Was przygotowałem, bo może się okazać, że dietetyczny paranoik znajduje się w Waszym otoczeniu. Albo co gorsze widzicie go, kiedy spoglądacie w lustro…


W dzisiejszych czasach wcale nie jest tak trudno zwariować od nadmiaru wszelkiego rodzaju informacji w świecie dietetyki i zdrowego odżywiania. W końcu nastały takie dni, gdzie co druga osoba po jednodniowym szkoleniu, tytułuje się dietetykiem, a ludzie, którzy nigdy nie dotknęli sztangi, nazywają siebie trenerami. Jeśli to Was bawi (tak, jak mnie) i nie do końca wierzycie w moje słowa (ja w swoje wierzę) to polecam odwiedzić Instagrama. Wpiszcie tam sobie w wyszukiwarkę hasztag #trenerpersonalny, #zdroweodżywianie i inne pochodne słowa. Zobaczycie tam wiele osób, próbujących być trenerami, kiedy tak naprawdę większość z nich tego trenera właśnie potrzebuje.

Teraz wyobraźmy sobie panią Jadzię, która postanawia zlikwidować pielęgnowaną przez lata fałdkę na brzuchu. Ona przecież nie wie, skąd powinna czerpać swoją wiedzę. Ta biedna kobieta nie ma pojęcia, że „paker” z Instagrama, który w nazwie użytkownika doda sobie „trener personalny”, tak naprawdę nie musi być najlepszym wyborem w kwestii pomocy sylwetkowej. Jakby brakowało Wam powodów do śmiechu, to realni dietetycy i trenerzy z prawdziwego zdarzenia, są bardzo często ignorowani, bo mają zbyt słabą siłę przebicia! Ironia? Skądże! Samo życie!

Wróćmy jednak do pani Jadzi. Jak myślicie, co się z nią stanie? Co się wydarzy, kiedy odda się w ręce człowieka, który sam potrzebuje pomocy i którego wiedza kończy się na kaloriach? Pewni być nie możemy, ale myślę, że na dobre to pani Jadzi nie wyjdzie. Co więcej, nierzadko kończy się zaburzeniami, chorobami, a czasami również…

Zwariowaniem! Tak, tak! Dobrze czytacie!

Jak rozpoznać dietetycznego paranoika?

Spotkaliście kiedyś dietetycznego paranoika? Jestem przekonany, że na pewno przynajmniej raz w życiu mieliście z taką osobą kontakt! Jeśli jednak nie jesteście pewni swojej decyzji, to zapoznajcie się z poniższą listą, dziesięciu punktów, które ułatwią Wam rozpoznanie dietetycznego paranoika w Waszym otoczeniu!

1. Liczenie KAŻDEJ kalorii.

Paranoik tak już ma. Dla niego jedna brakująca kaloria w planie to grzech śmiertelny, z którego musi się wyspowiadać na niedzielnej mszy, a potem odbyć pielgrzymkę do Częstochowy na kolanach. Dlatego, aby temu przeciwdziałać, w zasadzie w ogóle nie rozstaje się ze swoim dzienniczkiem kalorii, a przed każdym posiłkiem, wszystko dokładnie analizuje w tabelach kaloryczności produktów. Dietetyczny paranoik to taka osoba, która poświęca więcej czasu na liczeniu kalorii z posiłku, niż na jego faktycznym przygotowaniu…

2.Ważenie, co do JEDNEGO grama.

Jeśli poczęstujesz paranoika jabłkiem, to jeśli nie ma akurat  pod ręką wagi kuchennej, najprawdopodobniej zabierze je do domu, aby tam móc je zważyć. Zapewne zrobi to kilkukrotnie, ustawiając urządzenie pod różnymi kątami… Bo, „co, jeśli się pomylę?!”. Wszystko musi być zważone idealnie! Przecież tylko wtedy taka osoba, będzie mogła policzyć KAŻDĄ kalorię, prawda? Jakże to pięknie i logicznie brzmi!

3.Posiłek poza domem? NIE MA MOWY!

Kojarzycie te wszelkie pudełka z jedzeniem, które każdy szanujący się „fitnesiak” pokazuje na Instagramie? Cóż… Paranoik się z nimi nie rozstaje! Nie ważne, czy jest to wypad ze znajomymi na piwo, komunia córki, czy impreza urodzinowa babci. Tylko pudełka! Sto procent albo nic! W końcu zjedzenie czegokolwiek poza domem i czegoś, co nie było przez paranoika przygotowane, to trucizna! To trucizna uczyniona przez ludzi, czyhających na jego sylwe… Tfu! Życie! Co z tego, że jesteśmy głodni, a żona właśnie przygotowała cudownego kurczaka. Wolimy głodować! Pokazujemy silną wolę i gotujemy sobie ten swój suchy ryż, kiedy w naszym organizmie żołądek zaczyna przyklejać nam się do kręgosłupa z głodu… To jest dopiero pokaz bohaterstwa i wytrzymałości!

jedzenie

4.Brak zainteresowania CENNYMI radami.

Paranoikowi nie przetłumaczysz. Choćbyś postawił mu pod nosem najznakomitszego specjalistę pod słońcem, to on i tak będzie wiedział lepiej. Jak jest niegrzeczny, to pewnie nawet go nie będzie słuchał. Natomiast grzeczni paranoicy to tacy, którzy z uwagą kiwają główką, ale w jej wnętrzu nieustannie powtarzają: „I tak wiem lepiej”. Efekt jest taki, że po wysłuchaniu wszystkich rad, oni i tak dalej robią swoje. W końcu, kto może znać lepiej ich ciało od nich samych? Co z tego, że sami robią sobie krzywdę. To nie ma znaczenia! Liczy się tylko ich zdanie. W skrajnych przypadkach paranoicy zaczynają traktować osoby, chcące im pomóc, jako wrogów, którzy pragną im coś odebrać (odebrać, ale co? Kurczaka z ryżem?!). Dojść może nawet do zerwania kontaktów i złości oraz przelania całej swojej miłości na pojemniczek z jedzonkiem… Ono przynajmniej zrozumie!

5.Dietetyczny Paranoik myśli, że jest PĘPKIEM świata.

Paranoicy mogą mieć w sobie narcystyczną duszę. Myślę też, że na ogół kulturyści, którzy potrafią godzinami oglądać się w lustrze, to również paranoicy. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, iż taki delikwent sądzi, że wszyscy mu się przyglądają i oceniają, jak wygląda? Stawianie siebie w centrum uwagi (lub sądzenie, że tak jest) dla paranoika to codzienność! Po siłowni w letni dzień ubierze oczywiście koszulkę bez rękawów, aby wszyscy mogli oglądać imponującą (sic!) muskulaturę. W kwestii żywienia jest dokładnie tak samo. Najważniejszy jest On – Pan i Władca własnego talerza. Paranoik we własnej osobie.

6.Rozmowa tylko o JEDNYM.

Dla paranoika nie ma znaczenia to, że właśnie został wybrany nowy papież. Jego nic nie obchodzi kolejny zamach terrorystyczny. Dla niego nawet urodziny córki, czy impreza rodzinna to nic innego, jak tylko temat poboczny. Paranoik dietetyczny mówi zawsze tylko o jednym. O żywieniu, o treningu, o sylwetce. O tym, co zrobił, co zjadł, co zjeść zamierza albo jakiego koloru był jego mocz. Śmiejecie się, ale myślę, że i takie rzeczy się zdarzają! Najgorzej jest jednak wtedy, kiedy paranoik postanawia uprzykrzyć życie innym! Wtedy potrafi ni stąd, ni zowąd, zacząć wyliczać, ile ktoś zjadł i ile będzie potrzebował czasu aktywności, aby to spalić. Jedno jest pewne! Takie zachowanie na pewno spowoduje brak apetytu jego słuchaczy. Tak samo, jak niechęć do takiego delikwenta.

paranoik

7.Jesteś SŁABY, jeśli robisz coś INNEGO.

Tego nie zawsze widać. Tu też zależy, czy paranoik jest kulturalny, czy ma wszystko w głębokim poważaniu. Jeśli na niczym mu nie zależy (oprócz siebie rzecz jasna) to prawdopodobnie powie nam prosto w oczy, że nie ma ochoty z nami rozmawiać, skoro nie robimy tego, co on. Grzeczniejszy natomiast, będzie mógł nas nawet z uwagą słuchać, ale w głębi duszy będzie nami gardził. W mniejszym lub większym stopniu. Nasze zainteresowania będą dla niego tylko dziecinną igraszką, bo przecież czymże one są w porównaniu z jego boskim wyczynem trzymania diety?! Sprawa jest prosta. Chcesz zyskać szacunek paranoika? Rób dokładnie to samo, co on! Odmienność nie jest tolerowana!

8.Stosowanie GŁODÓWEK.

Paranoik nie wie, co jest dobre, a co nie. Jemu zależy tylko na tym, żeby jak najszybciej zrealizować swój cel. Co z tego, że wszyscy huczą, że to coś jest złe? Pamiętacie? Przecież paranoik nie słucha nikogo. Liczy się tylko on sam! A w końcu wyczytał w czasopiśmie dla zapracowanych pań, że głodówka to szybki sposób na schudnięcie. Co więc robi? Głoduje! I to jeszcze jak! Robi to z zaciętą miną cierpiętnika, który pokutuje za grzechy ludzkości. A spróbujcie mu tylko to wyperswadować. Wiecie, co Wam powie? „BZDETY!”. No tak, przecież ma rację. Próbujemy mu pomóc, bo rzecz jasna zazdrościmy mu tego, jakże owocnego życia!

9.Stosowanie WYMYŚLNYCH diet.

W gruncie rzeczy to nie wiem, co jest gorsze. Głodówka, czy wymyślne diety, wykreowane przez pseudo specjalistów. Bo jak nazwać twory, który zakładają spożywanie tylko warzyw lub tylko owoców? Albo inne zakazują spożywania owoców po godzinie 18:00 lub całkowicie wykluczają spożywanie węglowodanów? Dla wielu brzmi to jak abstrakcja, ale dla paranoika? Dla paranoika to jest niczym zbawienie! Czy może być coś cudowniejszego od cudownej diety, gwarantującej wspaniałe rezultaty i koncertowo zniszczone zdrowie? Naturalnie, drugiej części paranoik nie słyszy. Jego interesuje tylko to, co potwierdza jego tezę. A jakby na to nie spojrzeć, to chociażby dieta Dukana, brzmi tak jakoś mądrze, prawda? Więc chyba warto w nią wierzyć, no nie?

dietetyczny paranoik

10.Paranoik NIE MA pojęcia o zdrowym odżywianiu.

Wydaje mi się, że świetle pozostałych dziewięciu punktów to jest jasne. Dietetyczny paranoik jest tak naprawdę błądzącym we mgle dzieckiem, które szuka właściwej drogi. Nie widzi jednak pod nogami wyraźnej ścieżki, tylko biega dookoła, próbując znaleźć rozwiązanie. Z paranoikami jest to samo. Oni dla otoczenia mogą się rysować jako osoby mądre i zorientowane w temacie, ale w rzeczywistości to osoby, robiące krzywdę sobie i nie rzadko również innym.

Wyobrażacie sobie, co się stanie, jak nasza kochana pani Jadzia z początku tekstu, trafi na właśnie takiego paranoika? Koszmar murowany! Wyobrażacie ją sobie, jak każdego wieczora spożywa suchy twaróg polany oliwą z oliwek? A codziennie wstaje o piątej rano, aby przygotować sobie pięć, idealnie tak samo niesmacznych posiłków do pracy? Powiem Wam szczerze, że ja jakoś tego nie widzę. Nic, a nic! A niestety paranoicy nie tylko zatruwają życie swoje, ale także życie innych. Często nie zdają sobie nawet z tego sprawy. A dlaczego nie mają pojęcia o zdrowym odżywianiu? To proste! Przecież słuchają tylko siebie, pamiętacie?

Żarty żartami, ale…

Możecie odnieść wrażenie, że jestem szyderczy względem dietetycznych paranoików. To był jednak celowy zabieg, aby trochę przejaskrawić zachowania osób, które charakteryzują się tymi cechami. W rzeczywistości jestem zdania, że Ci paranoicy, którzy wpadli w sidła błędnego postrzegania żywienia, potrzebują naszej pomocy. Naturalnie, że nas to momentami może bawić, ale droga od dietetycznego paranoika do poważnych zaburzeń odżywiania oraz zdrowotnych nie jest wcale taka długa. Co więcej, nie rzadko mogą się one krzyżować…

… Też taki byłem!

Wiem doskonale, że przetłumaczenie osobie o takich skłonnościach nie jest łatwe. Wiem to, bo sam taką osobą byłem. Za nic w świecie nie dało się mnie przekonać, że zjedzenie jednej kostki czekolady nie jest złe. Nie przyjmowałem w ogóle do wiadomości, że istnieje coś takiego jak zdrowe i zbilansowane odżywianie. Zamiast tego preferowałem zjedzenia paczki chrupkiego pieczywa i jabłka… W ujęciu całego dnia…

Obok tego wszystkiego, widziałem również troskę o moje zdrowie osób najbliższych. Najstraszniejsze było jednak w tym wszystkim to, że rozumiałem to, ale nic z tym nie robiłem, bo walka o lepszą sylwetkę wygrywała. Dlatego z perspektywy czasu wiem, że bycie paranoikiem dietetycznym nie jest tylko zabawną igraszką, którą można wspominać przy rodzinnym stole. Paranoik dietetyczny to osoba, która może borykać się z anoreksją, czy bulimią, lub być nim w znacznym stopniu zagrożona. Paranoik dietetyczny to także osoba, która zamyka się na otoczenie. Ciężko jest do niej dotrzeć i nierzadko wymagać to może interwencji specjalisty. Ponadto paranoik dietetyczny to nie jest coś, co samo minie i można machnąć na to ręką. Zaufajcie mi, że bycie taką osobą, wpływa w znacznym stopniu na życie całego, najbliższego otoczenia. Mówię to z perspektywy osoby, która w pewnym znaczeniu była w takim miejscu.

Zdradzić Wam malutki sekret?

Nie warto. Lepiej miejcie to swoje „nieidealne” ciało z fałdką na brzuchu niż macie pakować się w to „coś”. Naprawdę.

Oczy i uszy szeroko otwarte!

medytacja

Jeszcze słowem zakończenia, chcę tylko nadmienić, żebyście traktowali całą tę listę poważnie, ale umiejscawiali ją w szerszym kontekście. To znaczy, że jeśli ktoś mówi ciągle o zdrowym odżywianiu, wcale nie oznacza, że jest paranoikiem. Być może interesuje się tą dziedziną wiedzy i jest zdrowo „zafiksowany” na tym punkcie. Tak samo osoby, które skrupulatnie liczą spożywane kalorie, nie muszą sugerować, że są paranoikami. Może są zawodowcami i przygotowują się do bardzo ważnych zawodów sylwetkowych?

Z tego więc powodu zachęcam Was, abyście na osoby, u których dostrzegacie którekolwiek z wyżej wymienionych cech, spoglądali holistycznie. To znaczy w szerszym ujęciu. Jeśli natomiast boicie się, że nie zdołacie wykryć u bliskiej osoby właśnie takiego zachowania, to pragnę Was uspokoić.

To widać, czy ma się styczność z paranoikiem dietetycznym. Widać to po sobie mówienia, zachowania i sposobie bycia – zwłaszcza w sytuacjach, gdzie taki paranoik może czuć się niepewnie (kolacja poza domem, spotkanie ze znajomymi).

I na sam koniec, pamiętajcie o najważniejszym!

Paranoik dietetyczny nie ułatwi Wam kontaktu i pomocy. Jeśli zechcecie mu pomóc, będzie to od Was wymagało nie lada cierpliwości oraz zaangażowania. Już teraz mogę Wam powiedzieć, że stracicie wiele sił… Jednak w obliczu przywrócenia człowieka do normalności, myślę, że jest to gra warta świeczki.

#kolejne artykuły