Sok z kiszonych buraków – naturalny lek na wiele problemów | worldmaster.pl
#

Teraz o czymś, co doskonale spełnia założenia diety raw food i powinno się znaleźć w każdej zdrowej kuchni, najlepiej na stałe. Kiszony sok z buraków. Wierzcie czy nie ale jest tyle korzyści płynących ze spożywania tego soku, że mimo wymienionej tu sporej listy, są to tylko te najważniejsze.

Naturalny probiotyk

Dzięki kwaśnemu odczynowi pH, zawartości pożytecznych bakterii i dużej ilości kwasu mlekowego (jego pałeczek) sok ten pozytywnie wpływa na naturalną florę bakteryjną jelit – stymuluje ją do rozwoju. Dzięki temu także chroni i wspiera układ odpornościowy (bariera jelitowa) tak więc regularnie pity sok z kiszonych buraków zmniejsza ryzyko infekcji. Jest wskazany nie tylko po kuracjach antybiotykowych ale również w celu wzmocnienia odporności. To dlatego cały czas powinniśmy go pić – cały czas jesteśmy narażeni na różne infekcje.

Działa na nerki

Sok z buraków usprawnia pracę nerek wspomagając wydalanie kwasu moczowego z organizmu. To stanowi profilaktykę kamicy nerkowej oraz wspiera leczenie chorób reumatycznych.

Oczyszcza

Już wymienione powyżej właściwości wpływają ogólnie na detoksykację całego organizmu a więc organów wewnętrznych, krwi a nawet skóry.

Odkwasza

Chociaż sam sok ma odczyn kwaśny, działa zasadotwórczo! Ta niesamowita właściwość może pomóc naszemu organizmowi uzyskać odczyn zasadowy. A w dopiero w takim zasadowym środowisku nie rozwijają się bakterie, wirusy, grzyby oraz nowotwory.

Działa antynowotworowo

Powyższe oraz zawartość betaniny, czyli czerwonego barwnika, który działa przeciwutleniająco, powoduje, że nasza kiszonka chroni komórki przed rakiem. Może być więc z powodzeniem stosowana w profilaktyce nowotworów oraz wspomagająco w ich leczeniu (zwłaszcza raka pęcherza, raka żołądka i raka jelita grubego).

Znakomicie działa na krew

Dzięki krwiotwórczym właściwościom sok zapewni nam odpowiednie wyniki krwi. Obowiązkowy przy anemii!

Korzystnie wpływa na ciśnienie krwi

Reguluje ciśnienie krwi a więc przyda się wysokociśnieniowcom a i nie obniży go za bardzo jeśli z natury mamy niskie.

Pomoże i cukrzykowi

Szczególnie poprzez ochronę układu krwionośnego oraz obniżenie cholesterolu.

Działa na inne układy

Pozytywnie oddziałuje na wzrok, układ nerwowy oraz układ kostny.

Odmładza

To dzięki wspomnianemu już oczyszczaniu a także przyśpieszaniu syntezy kolagenu.

Wspomaga odchudzanie

Posiada sporo błonnika przy niskiej ilości kalorii. Do tego ułatwia trawienie, przyśpiesza przemianę materii i może obniżać poziom tłuszczów we krwi.

Bardzo potrzebny w ciąży

Ze względu na zawartość m.in. kwasu foliowego, ważnego składnika dla rozwoju układu nerwowego płodu, a także zawartość żelaza, chroniącego przed anemią ciążową.

To cała skarbnica innych witamin i minerałów

A więc witamina A, C, E, K oraz witaminy z grupy B (w tym kwas foliowy, witamina B3 lub inaczej PP) oraz wapń, potas, magnez, fosfor no i wspomniane już żelazo.

Jak dawkować?

Tak jak to z naturalnymi środkami bywa, żeby odczuć pełne działanie soku należy go spożywać długotrwale. Najmniej przez 2-3 tygodnie a najlepiej na stałe – codziennie w dwóch dawkach po pół szklanki.

Jak przygotować sok z kiszonych buraków?

Nie jest to trudne, chociaż trzeba się trzymać paru zasad, ponieważ sok może spleśnieć. Jednak jeśli się je stosuje to takie ryzyko jest naprawdę małe.
Zanim podamy te zasady, najpierw wymieńmy składniki:

  • około kilograma buraków (najlepiej z uprawy ekologicznej)
  • około 2 litrów przegotowanej i ostudzonej wody
  • sól, najlepiej himalajska, w ilości 1 łyżka na litr wody
  • ziele angielskie, liście laurowe
  • 6-7 ząbków czosnku
  • trochę wody z kiszonych ogórków

Otóż ważne jest żeby wszystkie składniki były przykryte wodą i dodatkowo czymś obciążającym, co zapobiega ich pływaniu po powierzchni a co za tym idzie pleśnieniu. Należy też wyparzyć naczynia – zarówno to, w którym będzie się kisił sok, jak i to,które będzie przykrywało stałe składniki.
Najlepiej zastosować kamionkę, w razie jej braku duży słoik ale z na tyle dużym otworem żeby łatwo można było obciążyć wszystkie buraki i przyprawy.

Przypomnę, że zaczynamy od wyparzenia naczyń. Następnie trzeba obrać i pokroić w kostkę (można też w plastry) buraki. Czosnek również należy obrać i przekroić każdy ząbek na pół. Umieszcza się to wszystko w kamionce/słoiku, tak aby czosnek był przykryty burakami. Potem dodaje się ziele angielskie i listek laurowy, również pod buraki. Następnie zalewa się to wszystko osoloną wodą, dodaje wodę z ogórków i przykrywa talerzem. Odstawia się w temperaturze pokojowej na 4 do 7 dni. Codziennie trzeba sprawdzać czy nie zalęgła się pleśń. Jeśli tak to najlepiej wtedy taki sok wylać i zrobić nowy. Gotowy sok ma lekki kwasowy posmak, barwę mocno bordową. Trzeba go przechowywać w lodówce.

 

W dzisiejszych czasach łatwo wykreować się na autorytet. Media społecznościowe + kilka fastfoodowych książek + dużo selfies , a także banałów na wystylizowanych grafikach. Reszta przyjdzie sama. Razem z masą fanów, którzy kupią każdy bullshit. Dzisiejszy odcinek poświęcam jednej z takich osób. Gary Vaynerchuk, Gary Vee.

wykreować się na autorytet, media społecznościowe, dużo selfies, Gary Vaynerchuk

To postać wszechobecna w social media. Przyjmuje pozę mówcy motywacyjnego i namiętnie rozprawia o biznesie, marketingu i tzw. hustlingu. Czy rzeczywiście jest autorytetem i czy warto się od niego uczyć?

Perfekcyjny świat instagrama, w którym nie ma miejsca na rzeczywistość, na prawdziwe życie.Miałam zaszczyt spotkać się z osobą, która poświęciła dwa lata ciężkiej pracy, aby zbudować „siebie” na instagramie.

Dzisiaj żałuje… ale od początku.

Spotykamy się w przytulnej kawiarni, gdzie nikt nam nie będzie przeszkadzał. Jak to ja, albo jestem przed czasem albo spóźniona. Uff, tym razem pierwsza.

Wchodzi piękna dziewczyna, długie ciemne włosy, szczupła, usta na czerwono pomalowane. Pewna siebie dwudziestoparolatka.

Chciała się ze mną spotkać, bo poruszyła ją moja historia po przeczytaniu książki „kobieta z bliznami”. Jednocześnie prześledziła moje konta w mediach społecznościowych i poruszyło ją to, że piszę, pokazuję tak trudny temat, który nie jest za bardzo lubiany w mediach.

Opowiedziała mi swoją historię, jak można zatracić się w tym świecie, pokazując na zdjęciach piękno. Iluzję życia, której na co dzień nie mamy.

Zaczynała, jak każdy z nas. Pierwsze zdjęcia telefonem, później aparat fotograficzny, nauka programów do przerabiana zdjęć i swój własny filtr, taki biały, przezroczysty co wszystkich zawsze chwyta za serce „wow, jakie zdjęcie”.  Fakt, wtedy łatwiej było się przebić, być zauważonym. Dzisiaj trudniej, bo prawie każdy ma konto na IG.

Kiedy zaczynała miała chłopaka, przyjaciół, studia, ale tak ją to pochłonęło, że nie zauważyła, jak wszyscy wokół znikają. Liczyło się perfekcyjne zdjęcie, jakiś tekst, czasem nie najwyższym poziome, ale to właśnie zdjęcie się „sprzedawało”. Zaczęły odzywać się firmy kosmetyczne, odzieżowe, zaproszenia na eventy, aby tylko później u siebie pokazać daną chwilę.

Żyła z jednej strony jak w bajce, ale z drugiej strony, to była ciężka praca.

Przerwała studia, swoje upragnione prawnicze, chłopak odszedł a koleżanki, nie mogły zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi. Żeby zaistnieć, wydała sporą sumę gotówki na idealny pokój do zdjęć, rewelacyjne wakacje, zabiegi pielęgnacyjne bo trzeba mieć idealną, wypielęgnowaną cerę, figurę. I kiedy myślała, że ma te upragnione życie, okazało się, że samotność zapukała do drzwi. Zdała sobie sprawę, że wszyscy wokół kończą studia, zakładają rodziny, kupują pierwsze własne mieszkanie na kredyt, zdobywają pracę. A ona. Co mogła napisać w CV. „Przez dwa lata zbudowałam markę osobistą”, która ni jak się miała do życia codziennego.

Zrezygnowała z tego „świata” świadomie, bo wiedziała, że dzisiaj się jest a jutro, może mnie tam nie być. Zamknęła konta, pozrywała umowy z firmami, wróciła na studia i mówi, że jest dzisiaj szczęśliwa. Posprzedawała większość rzeczy, dzięki temu, było ją stać żeby stanąć na nogi przez pierwszy rok. Dzisiaj pracuje w kancelarii, kilka godzin dziennie, chce skończyć studia i zrobić aplikację radcy prawnego.

Poprosiła mnie, żebym się nie zmieniała, była taka prawdziwa, żebym pisała dalej o oparzeniach, o problemach prawdziwych. Nie retuszowała zdjęć, nie przerabiała za bardzo, bo właśnie pokazuję te prawdziwe moje życie. Nie liczy się ile osób cię obserwuje, ile osób da serduszko, ale tylko, czy ktoś wie jaki temat poruszasz. Nikt nie chce pokazywać, mówić o takich rzeczach, bo się boimy.

Wiele słów, zdań zachowam dla siebie, ale dała mi pewną odwagę. Chodziła za mną długo pewna myśl, chciałam mieć na IG zdjęcia czarno-białe, tylko takie. I chyba tak zrobię, bo to mój profil, mój tekst, to jestem ja.

Po tej rozmowie, wieczorem leżąc w łóżku, zaczęłam przeglądać zdjęcia innych kont. I co zauważyłam? Perfekcyjne życie! Od poranka, po wieczór. Idealne śniadanie, kawa podana na najwyższym poziomie, cudowne wnętrza itd. I zaczęłam się rozglądać po swojej sypialni. Pościel wymiętolona,  szafka nocna w nieładzie (bo na niej wszystko i nic), ubrania rozrzucone na krześle (bo wieczorem jestem tak zmęczona, że nie chce mi się schować do szafy). Żadnych piórek, lampek, świec i świeżo ciętych kwiatów nie zauważyłam. Czasem rano pojawi się kawa, którą partner przynosi mi do łóżka. Rano wstaję w wyciągniętej pidżamie, potarganych włosach, z przykurczami na ciele, które najpierw muszę rozruszać. Prawdzie? Jakże inaczej, takie rzeczywiste życie.

Zrobić zdjęcie kawy z piankami, to za nim ją wypije, ona już jest zimna. Za nim wszystko ułożę, tak jak powinno być, nagle światło dzienne zanika. Przyjaciółka, z którą idę na obiad, krzyczę „poczekaj, najpierw zdjęcie”.

Nie mam nic przeciwko mediom społecznościowym. Jeśli prowadzi się biznes, sprzedaje jakiś produkt, jestem jak najbardziej za, aby pokazać piękno. Sprzedać dany produkt wzrokowo. Czy życie, też musimy sprzedawać? Te sztuczne życie?

Jeśli chcesz przekazać światu swoją historię, pokaż jakie ono jest naprawdę. Nie karmy swoich najbliższych, a przede wszystkim nie kreujmy sztucznego świata młodym, które wkraczają w dorosłość i zderzają się z nim, że ono tak nie wygląda jak na fotografii.

Chcesz napić się z przyjaciółką kawy, zjeść kawałek serniczka zrób to od razu, a zdjęcie między czasie. Jak pokocham dane kosmetyki, to piszę tylko o nich, bo działają na mojej skórze, tak wrażliwej skórze. Milion sefli? Nie mam fotografa na co dzień, zdjęcia robię sama i jak w danej chwili wyglądam. Nie prężę się przed obiektywem, nie wyginam ciała (choć to byłby ciekawy eksperyment) ale mimo to, inni zapraszają mnie do współpracy, bo jestem taka prawdziwa.

Moje życie nie jest perfekcyjne, choć innym się wydaje. Codzienne walczę z przykurczami, o zdrowie innych, którzy są w podobnej sytuacji. Chcę być dalej sobą i na swoich zasadach. I chciałam napisać, aż się boję, jak inni zareagują, gdy od czwartku zacznę wrzucać „inne” zdjęcia. Nie, nie mam czego się bać. Jestem jaka jestem i tego będę się trzymać.

Jak współczesne życie wpływa na dziecko?

Mamy XXI wiek. Czas smartfonów, gier komputerowych, zmniejszonej aktywności fizycznej. Coraz rzadziej dzieci chcą wychodzą na świeże powietrze. Zazwyczaj słyszy się „a po co?, muszę skończyć kolejny poziom w grze”. Po co wychodzić na dwór skoro można siedzieć na kanapie. Sporo ludzi nie ma świadomości lub ignoruje fakt, że siedzący tryb życia ma negatywny wpływ na stan zdrowia a w konsekwencji często prowadzi do otyłości.

Czy badania potwierdzają problem otyłości?

W badaniach 1999-2000 w Australii ustalono dużą zależność między czasem przeznaczanym na aktywność fizyczną, oglądaniem programów telewizyjnych a pojawianiem się otyłości .

Dzieci rezygnują z wychowania fizycznego, bo albo im się nie chcę przebrać w strój sportowy albo się wstydzą swojego ciała. Uzasadnieniem dziecka zazwyczaj jest, że zajęcia są nudne. Faktem jest, że dzieci i młodzież odsunęły sport na drugi plan na korzyść telewizji i gier komputerowych. Podczas gdy godzinami surfuje się po Internecie dopada głód, który często „zajada się” słodyczami i słonymi przekąskam. Te z kolei obfitują w tłuszcze trans i puste kalorie. Nie ma w nich żadnych wartości odżywczych, które są niezbędne dla prawidłowego rozwoju dzieci. W supermarketach widnieją gotowe produkty, które zachęcają wyglądem na opakowaniu. Coraz mniej matek samodzielnie gotuje dla swoich pociech, ponieważ idą za wygodą i nie mają świadomości z korzystnych przez nich artykułów. Gdy przyjrzeć się bliżej wcale dużo nie różnią się od jedzenie typu „Fast Food”

Mc donald’s?

Największą restauracją typu „Fast Food”, która zawładnęła światem jest McDonald. Jego restauracje mieszczą się wszędzie: przy lotnisku, stacjach benzynowych i przy drogach. Trudno przejść obok nich obojętnie. Ich produkty zachęcają placem zabaw dla dzieci, zestawami „Happy Meal”, które dodatkowa kuszą zabawką w zestawie.

Kolejnym błędem, który warto poruszyć są nawyki żywieniowe rodziców, które chcąc nie chcąc dzieci naśladują, bo przecież to rodzice są dla nas najlepszym wzorcem do naśladowania. Okazuje się zazwyczaj, że jest to błędne skojarzenie. Pierwszym krokiem do otyłości może być sytuacja, gdy na rodzinnych obiedzie babcia podsuwa kolejny solidny kawał ciasta, bo twierdzi, że słabo wyglądamy. Dziecko nie odmówi, bo kto by się sprzeciwił babci- i tak powstaje błędne koło.

Bardzo często dziecko, gdy odmawia jedzenia jest zmuszane poprzez słowa „za mamusie” bądź zachęcane, że gdy zje dostanie cukierka. Wtedy bardzo często jeden cukierek zamienia się w kilka następnych.

fast food, mcdonald, dzieci

Źródło: fot. materiał partnera / Uniwersytet SWPS

Jak sobie poradzić z “rozpraszaczami”?

Zdrowy styl życia należy kształtować dziecku już od wczesnego dzieciństwa, ponieważ wszystkie czynniki biorą ze sobą konsekwencje zdrowotne. Warto zastanowić się, co chcemy dla swoich dzieci. Mamy prawo wyboru albo chcemy, żeby było zdrowe i szczęśliwe albo szczęśliwe, bo damy mu kolejną słodką kanapkę i chore, bo to mu nie sprzyja.

 

źródło:

Cameron A, Welborn T. iwsp. : Overweight and obesity in Australia. The 1999-2000 Australiandiabetes, obesity and lifestylestudy. MedJAust. 2003;178(9):427-32.

Szanecka E. i wsp..: Postrzeganie masy ciała przez chłopców i ich matki w odniesieniu do ich stanu odżywienia. Endokrynologia Pediatryczna, 2013:1(42), 45-56.

Dla wielu waga ciała jest niczym święty Graal. Ludzie uzależniają od niej wiele swoich działań i paradoksalnie utrudniają sobie drogę do celu. Tak naprawdę poprawa parametrów swojego ciała jest bardzo prosta. Zaczynamy jeść zdrowiej i odpowiednio do naszego celu, do tego dodajemy właściwy trening, i gotowe. Nie potrzeba wielkiej filozofii, aby schudnąć, przytyć, uwypuklić mięśnie lub poprawić wytrzymałość. Zasadniczo wszystko lub większość, sprowadza się do odpowiedniego żywienia, treningu oraz nastawienia.

Czasami problemem bywa kontrola własnych postępów, ale mam nadzieję, że wcześniejszym napisanym przeze mnie tekstem (Znajdziecie go TUTAJ! Nie ma za co!), rozwiałem już Wasze wątpliwości. Wydawać by się mogło teraz, że wszystko zostało powiedziane i nie pozostaje nic innego, jak tylko życzyć powodzenia i z przyjemnością obserwować drogę do spełniania marzeń.

waga ciała

Niestety nie zawsze tak jest. Chciałbym, aby dzisiejszy tekst skupiał się na czynniku, do którego bardzo niesłusznie zbyt mocno się przywiązujemy. Również emocjonalnie.

Waga ciała jest przereklamowana?

Waga ciała to czynnik bardzo ważny. Daje nam pewne wskazówki oraz informacje, jak zmienia się nasze ciało i co powinniśmy robić, aby zapobiec negatywnym zjawiskom. Jednak bardzo często jest to mechanizm bardzo przereklamowany i zdecydowanie zbyt popularny. Ważenie się jest pierwszym zachowaniem, z jakim mamy styczność, kiedy rozpoczynamy modelowania swojej sylwetki. Co więcej! Waga ciała jest z nami niemalże od początków naszego życia i nie pozwala o sobie zapomnieć. Nawet jeśli my sami wyplenimy ją ze swojej głowy, to zaraz ktoś nam o niej przypomni.

Albo zrobi to mama, która stwierdzi, że chyba musieliśmy przytyć, bo spodnie są za ciasne. Albo ciocia, która odwiedza nas raz do roku i twierdzi, że policzki mamy jakby pełniejsze. A może koledzy ze szkoły, którzy żartują, widząc naszą zdecydowanie niezbyt dobrą kondycję. Te wszelkie uwagi, opinie i komentarze dotyczące wyglądu, zazwyczaj sprowadzają się do wagi ciała i są z nią mniej lub bardziej powiązane. Sami bardzo często głosimy tego typu mądrości, a potem z wielkim zdziwieniem obserwujemy, jak wiele osób płacze, kiedy tylko zobaczy kilogram na wadze więcej.

To nie tajemnica, że wiele osób utożsamia swoje zachowanie oraz emocje, właśnie z wagą swojego ciała. Posunę się nawet do stwierdzenia, że czasami wiążemy z nią swoją samoocenę. Nie muszę chyba mówić, iż jest to zjawisko bardzo złe i niesamowicie destrukcyjne, prawda? Uzależniać od kilku cyferek obraz samego siebie jest czymś chorobliwie nieodpowiedzialnym. Człowiek jest istotą złożoną i w swojej naturze tak piękną, o tak niezliczonej ilości talentów, że sprowadzanie go do jednej wartości, byłoby największą głupotą, jaką może znać świat. Niestety bardzo często tak właśnie postępujemy.

Nie doprawiajmy ideologii do kilku cyferek.

Budzimy się rano. To kolejny dzień kształtowania sylwetki. Jednak to nie jest zwykły dzień. To jest ten dzień, kiedy wchodzimy na wagę i się ważymy. Już samo takie pojmowanie sprawy i czynienie z dnia ważenia się, wielkiego wydarzenia bywa bardzo uwłaczające, jednak zazwyczaj nie zdajemy sobie z tego sprawy. Patrzymy w lustro i widzimy poprawę. Ciało przyjemnie się zmienia na lepsze. W głowie same pozytywne myśli. Uśmiech na twarzy. Żyć, nie umierać! Cali w skowronkach idziemy do łazienki. Sięgamy po wagę, i chwilę na nią patrzymy. Bierzemy głęboki oddech, a potem na nią stajemy. Wpatrujemy się w nią kilkanaście sekund i nie wierzymy.

Przytyliśmy! Jak to możliwe?

Nagle pojawia się złość. Smutek i rozgoryczenie przelewa się przez nasze ciało, a po wcześniejszym świetnym humorze nie ma już śladu.

frustracja

Co się stało? Oto jest właśnie idealny przykład, jak kilka mało znaczących cyferek właśnie popsuło nam cały dzień, bo uzależniliśmy się od tego, co nam pokażą. W efekcie nie tylko podejmujemy błędne decyzje w procesie kształtowania sylwetki. Także całe nasze życie nie jest spełnione, bo wiecznie obraca się wokół tego, ile ważymy. Nie muszę mówić, iż jest to zjawisko zwyczajnie chore i zakrawające na obsesję.

Bycie zdrowym to nie tylko masa ciała.

W gruncie rzeczy waga ciała nie jest wcale najlepszą formą kontroli postępów. Pisałem już o tym fakcie w innym artykule, jednak i teraz pokrótce o tym wspomnę. Przede wszystkim waga ciała ma jedną, bardzo dużą wadę. Nie bierze pod uwagę kompozycji ciała. To znaczy, dla niej nie ma żadnego znaczenia, czy stanie na niej stukilogramowy kulturysta o zawartości tkanki tłuszczowej w ciele, w granicach 10%, czy Pan Kowalski o tej samej wadze, którego brzuch uniemożliwia mu odczytanie wyniku. Oprócz tak przyziemnych wartości, waga ciała nie sprawdzi, jak się czujemy, jaki jest stan naszego zdrowia i jak wyglądamy w rzeczywistości. Oczywiście, że może nam pewne rzeczy sugerować i nie twierdzę, że powinniśmy się jej pozbywać na zawsze. Jednak zwyczajnie proszę o odrobinę zdrowego rozsądku. Zaniechajmy sprawdzania swoich efektów tylko za pomocą tego jednego czynnika. Jeśli mamy do niego nieodpowiednie nastawienie, to tylko zrobimy sobie krzywdę.

Trudno się temu dziwić, że w naszej kulturze waga ciała została obdarzona tak wielkim kultem. Wszędzie się o niej mówi i spotykamy ją na każdym etapie naszego życia. Poniekąd jesteśmy do niej przywiązani. Wiele młodych osób w szkołach porównuje się do siebie właśnie za pomocą wagi ciała. Oczywiście jest to absurdalne, ale niestety prawdziwe. W ten sposób otrzymujemy osoby tęższe, które czują się gorsze i skrzywdzone. Tym samym spotykamy się następnie z zaburzeniami odżywiania i poważnymi problemami, jak anoreksja, czy bulimia w wieku późniejszym. Śmiem twierdzić, że wiele chorób dotyczących żywienia i nieodpowiedniego jego postrzegania, bierze się z ludzkich chęci do jak najmniejszej wagi ciała. Niekoniecznie do jak najlepszej sylwetki.

Waga nie powinna mieć nad nami kontroli.

Niestety niewiele osób, które wpadły w sidła nieustannego kontrolowania wagi ciała, jest w stanie zauważyć, iż masa ciała nie ma większego znaczenia. Ona nie tylko zmienia się na przestrzeni dnia lub tygodnia, niezależnie od nas, ale także nie mówi nam kompletnie nic o tym, jak zmienia się nasze ciało. Tym sposobem otrzymujemy skrajne wychudzone kobiety lub mężczyzn, którzy twierdzą, że są nadal zbyt grubi, bo waga nie jest tak idealna, jakby tego pragnęli… Ludzie pogrążeni we władzy wagi, nie myślą racjonalnie. Wszystko, co robią, uzależniają od tych kilku cyferek i to jest chore, choć staram się to zrozumieć. To swoisty rodzaj uzależnienia, z którego wcale nie tak łatwo wyjść i myślę, że wiem, co mówię.

Swego czasu potrafiłem ważyć się kilka razy dziennie. Każde ważenie się było równoznaczne ze zmianą nastroju. W końcu wszędzie pojawiała się inna liczba, a ja uzależniałem od niej swoje zachowanie. I w ten sposób potrafiłem budzić się rano wesoły, aby tuż po wejściu na wagę stać się smutnym. Potem okazywało się, że waga jednak nie jest taka duża i tryskałem energią, której notabene nie miałem zbyt dużo. W końcu ile można jej mieć, kiedy jest się wyczerpanym, prawda? Najlepsze było ważenie się po ciężkim treningu. To było głupie i nielogiczne, ale moja psychika tego pragnęła. Wiecie dlaczego? Bo wraz z treningiem pociłem się, a tym samym waga mojego ciała spadała. Gdybyście tylko widzieli tę moją radość, kiedy widziałem ten dziwny spadek wagi! Oczywiście trwała ona tylko do kolejnego pomiaru, gdzie ta waga wracała już na właściwe tory.

Chore? Głupie? Psychiczne? Coś w tym pewnie jest. Jednak zanim wydamy osąd, pomyślmy, że w ten sposób może żyć wiele osób, które z jednej strony pragną się uwolnić, ale z drugiej są niezwykle kuszeni przez to piekielne urządzenie.

To ile ważysz, nie determinuje tego, jakim człowiekiem jesteś.

Waga ciała jest parametrem ważnym, ale nie najważniejszym. Nie możemy uzależniać od niej całej naszej sylwetkowego podróży. Jest o wiele więcej, lepszych form, kontroli postępów. Kształtowanie sylwetki nie musi się wcale sprowadzać do ciągłego kontrolowania masy ciała! Pragnę także nadmienić, że jeśli waga ciała nie powinna mieć ogromnego udziału w zmianie sylwetki, tak na pewno nie powinna ona stanowić ważnego punktu w naszym codziennym życiu! Zupełnie niewłaściwym zachowaniem jest uzależnianie swoich zachowań od jednej, na dodatek zmiennej liczby! Równie dobrze możemy powiedzieć naszej mamie lub komukolwiek bliskiemu, że zrywamy z nim kontakt, bo nie jest tak „szczupły”, jak byśmy tego chcieli! Masa naszego ciała nie może dyktować nam warunków. Zarówno w tym, jak się zachowujemy względem siebie oraz względem innych ludzi. Tak samo, jak nie można oceniać innych osób po tym, jak wyglądają, tak nie możemy oceniać swojej wartości po tym, ile ważymy.

ćwiczenia

Zrozummy proszę, że nieważne, czy waga pokaże nam 50, 70, czy 90 kilogramów, My nadal jesteśmy człowiekiem. Piękną istotą o niezliczonej ilości talentów i możliwości, która może zmieniać świat. Róbmy to więc, zamiast skupiać się tak trywialnej rzeczy, jak waga ciała! Nie nawołuję do obżerania się i zaniechania pracy nad sylwetką. Pragnę tylko zwrócić waszą uwagę, że nie warto być niewolnikiem tego jednego, małego urządzenia.

Pracujmy więc nad sobą. Zmieniajmy siebie i świat, ale przestańmy skupiać się na wartości, która w ogólnym rozrachunku nie ma nawet większego znaczenia w procesie kształtowania sylwetki, a co dopiero w życiu. Przecież życia nie można sprowadzić do zaledwie kilku cyferek, prawda? Dlatego przestańmy je podporządkowywać tej jednej wartości i zacznijmy w końcu żyć tak, jak zostaliśmy do tego przewidziani. Czyli godnie i dumnie reprezentując ludzki gatunek!

#kolejne artykuły