Plan żywienia rozwiązaniem na marnowanie jedzenia! | worldmaster.pl
#

Dobry plan żywienia to nie tylko ochrona przed otyłością. Dieta może być sposobem na bezkompromisowe wyrzucanie i marnowanie jedzenia! Tym samym nasze pieniądze nie są bezczelnie marnowane, a My możemy cieszyć się nie tylko spokojnym sumieniem, ale także pełniejszym portfelem. 

Naturalne jest, że mówiąc lub myśląc o diecie, przed oczami ukazuje nam się obraz pięknej sylwetki, czy doskonałego zdrowia. Trudno się temu dziwić, skoro jest to przede wszystkim narzędzie prowadzące do wymienionych wyżej rzeczy. Warto jednak czasami wyjść poza ograniczające nas schematy. Opuścić bezpieczną strefę utartych fraz myślowych i spojrzeć na dane zjawisko z szerszej perspektywy. W ten sposób może okazać się, że ta sama rzecz widziana pod innym kątem, może podsunąć nam zgoła inne wnioski.

Bez wątpienia i jakiegokolwiek sprzeciwu można rzec, iż dieta czy planowanie własnego jadłospisu jest narzędziem doskonałym w drodze do kształtowania sylwetki. Nie da się też ukryć, że zostało ono przeznaczone głównie do tego celu. Niemniej jednak uporządkowany plan żywienia, do którego się stosujemy, może pełnić również inne funkcje. W mniejszym lub większym stopniu powiązane z kształtowaniem sylwetki.

Śmiało mogę rzec, że dziś skupimy się na funkcji diety, która nie koncentruje się na ciele czy zdrowiu a na naszych funduszach. Może to być dość zaskakujące dla wielu z Was, dlatego tym bardziej uważam, że rewolucyjne spojrzenie na aspekt planowania żywienia, może przynieść Wam nie lada korzyści ekonomiczne, a także i moralne…

Wyrzucanie jedzenia. Plaga krajów rozwiniętych.

Krótkie jak dotychczas życie, nauczyło mnie już kilku rzeczy. Jedną z nich jest ogólne marnowanie jedzenia przez wszystkich ludzi. Rozejrzyjcie się dookoła siebie i pomyślcie nad tym faktem. Wyrzucanie zbędnej żywności, której nie spożyliśmy, stało się dla nas porządkiem dziennym do tego stopnia, że przestaliśmy to nawet zauważać. Nie wspominając już o przywiązywaniu do tego większej uwagi lub wiązaniu z tym zachowaniem, jakichkolwiek emocji. Po prostu dość bestialsko wkomponowaliśmy nieustanne marnowanie jedzenia w nasz codzienny plan dnia.

Tym razem, chciałbym odciąć się od wątku emocjonalnego tego wpisu, na którym przecież równie dobrze można byłoby go oprzeć.  Mimo to wspomnę tylko, że warto zwrócić uwagę na jedną rzecz. Wielu, naprawdę wielu ludzi oddałoby wszystko za chociażby możliwość zjedzenia tego, co my wyrzucamy. Nie twierdzę, że mamy jeść kości, resztki czy cokolwiek takiego. Jednak powinno się w nas obudzić głębokie przeświadczenie, że wyrzucając coś z własnego widzimisię lub przeszacowania apetytu, nie tylko tracimy pieniądze. Wykazujemy także w ten sposób perfidny brak szacunku dla setek milionów głodujących na całym świecie. Wydawać się może to iście irracjonalną sytuacją, że w świecie ogromnego konsumpcjonizmu, gdzie na każdym kroku widać jedzenie w śmietnikach, gdzieś tam daleko mogą żyć ludzie, którzy nadal muszą martwić się o to, czy zdołają po raz kolejny oszukać przeznaczenie i nie umrzeć z głodu.

głód i wyrzucanie jedzenia

Niejako kulturą krajów wysokorozwiniętych stało się marnowanie jedzenia na potęgę i tym samym, wykazywanie ignorancji wobec głodujących. To jedna z głównych rzeczy, za które powinniśmy się wstydzić.

Marnowanie jedzenia to pieniądze wyrzucane w błoto.

Każdy wyrzucony kęs jedzenia można porównać do zniszczenia pewnej kwoty gotówki. Za wszystko to, co wyrzucamy, musieliśmy przecież zapłacić. Dlatego, gdy to marnujemy, trwonimy także nasze pieniądze. Często zarobione w niełatwy sposób, do których przecież tak często się emocjonalnie przywiązujemy. Z łatwością można dostrzec najważniejsze cechy i zachowania, które prowadzą do destrukcyjnego i jakże kosztownego wyrzucania żywności.

Na pewno jednym z nich jest chęć kupowania „na zapas”. Zazwyczaj robi się to z myślą, jakoby lepiej, żeby było za dużo, niżby miało zabraknąć. Jest w tym pewna logika. Problem w tym, że w świetnej większości przypadków, nigdy nie brakuje, a zawsze zostaje. Ponadto nie żyjemy w średniowieczu, gdzie należałoby walczyć o jedzenie lub samemu na nie polować. W zasadzie każdy z nas ma w swojej okolicy sklep, do którego w każdej chwili może się udać. Dlatego kompletnie nie rozumiem owego tłumaczenia, opierającego się na obawie o niewystarczającą ilość czegoś. Naturalnie, że możemy nie mieć czasu lub ochoty, aby po raz kolejny iść do sklepu na uzupełnienie brakującego produktu. Jednak, czy to „poświęcenie” jest istotnie ważniejsze od późniejszego marnotrawienia jedzenia?

Również wielki wybór produktów, jakie serwują nam w tym momencie wszelkiej maści sklepy spożywcze, prowokuje nas niejako do kupowania rzeczy oraz produktów, które nijak mają się do naszych potrzeb i naszego życia. Zauważmy, że niejednokrotnie zdarzały się sytuację, gdzie wchodziliśmy do sklepu po bułki i mleko, a wychodziliśmy z pełnym koszykiem produktów, które w większości albo wyrzucimy – z powodu późniejszego braku na nie ochoty lub końca terminu ważności, albo odłożymy w kąt, gdy okaże się, że nie są nam potrzebne. Jesteśmy nieustannie kuszeni przez sklepy. Przekrzykują się one w tworzeniu coraz to nowszych i rzekomo lepszych promocji i haseł, przyciągających nasz wzrok. W ramach takiego działania korzyść mogą odnieść tylko ci, którzy za ową reklamą stoją, ale na pewno nie My i nasz portfel.

pieniądze

Rozwiązanie? Plan żywienia!

Wszystko sprowadza się do braku umiejętności planowania a w tym aspekcie, może pomóc nam właśnie dieta i odpowiedni plan żywienia. Nie wiem, czy ktokolwiek widział kulturystę lub osobę dbającą o ciało i zdrowie poprzez planowanie jadłospisu, która wyrzuciłaby część posiłku wcześniej przez siebie przygotowanego. Zwróćmy uwagę, że osoby biorące udział w procesie kształtowania sylwetki, zazwyczaj mają wszystko zaplanowane. Na ich talerzu nie ląduje dodatkowa porcja ziemniaków lub mięsa, której koniec końców i tak nie zjedzą. To jest natomiast częsta praktyka w wielu domach – przecenianie możliwości własnego apetytu i żołądka, co w konsekwencji kończy się furą niezjedzonego jedzenia, znajdującego się na talerzu, a następnie w koszu.

Osób pilnujących swojego planu żywienia taka sytuacja nie dotyczy. Z reguły dość skrzętnie dbają one nie tylko o gramaturę spożywanego pokarmu, ale także o jego jakość. Dlatego raczej niezbyt często (a na pewno nie w dużych ilościach) pozwalają sobie na kupno nieplanowanej czekolady, lodów, batonika czy czegokolwiek innego. Doskonale wiedzą czego potrzebują, w jakiej ilości i w jakim czasie. Tym samym idealnie przeciwstawiają się kupowaniu „na zapas” oraz marnowaniu żywności.

Poprzez zaplanowanie swojego jadłospisu dość dokładnie można określić, co będzie potrzebne na przygotowanie dzisiejszej kolacji czy jutrzejszego obiadu. Wszelkie liczenia „na oko”, kupowanie pod wpływem impulsu lub własne zachcianki, zostaną zredukowane niemal do zera. W rezultacie ilość wyrzucanej żywności również będzie się równała tej wartości. Tak samo, jak liczba straconych pieniędzy.

Dieta ma wiele twarzy.

Jak się okazuje, dieta to nie tylko narzędzie kształtujące sylwetkę i dbające o zdrowie. To również dość istotny czynnik w walce z zapobieganiem marnowania jedzenia, a tym samym także i własnych pieniędzy. O sprzeniewierzaniu się wyższym wartościom nie wspominając. Choć dotrzymując słowa – emocje odłóżmy na bok i skupmy się wyjątkowo na pieniądzach, co brzmi dość płytko, ale całkiem praktycznie. Dzięki planowaniu jadłospisu unikniemy nabywania niepotrzebnej żywności oraz kupowania produktów w ilości bliżej nam nieznanej. Każdy, kto choć raz wszedł na drogę modelowania własnego ciała, wie doskonale, że proces ten obejmuje w swoim zakresie dość dokładne projektowanie spożywanych posiłków. Z tego więc powodu istnieje możliwość niemal idealnego określenia ilości produktu, koniecznego do przygotowania konkretnego dania. Dzięki temu oszczędzamy pieniądze. Walutę, którą z powodzeniem możemy przeznaczyć na cokolwiek innego. Na coś, co będzie na pewno cenniejszym wyborem, niż wyrzucanie ich we frazeologiczne błoto.

plan żywienia

Zaplanuj jadłospis i oszczędź pieniądze.

Choć o ważności posiadania planu w swoim życiu powstał już osobny tekst, to trudno o lepszy przykład potwierdzający stawianą w nim tezę, od tego artykułu. Odpowiednie planowanie ma swój istotny udział w każdym aspekcie naszego życia. Wszystko sprowadza się do tej kwestii i ona także może nas uchronić przed nierozsądnymi decyzjami lub zbaczaniem z obranej ścieżki. Nie da się ukryć, że w świetle wszystkich moich słów, rozwiązanie na nadmierne marnowanie jedzenia jest dość proste i oczywiste. Dieta wcale nie musi być obecna w naszym życiu, aby móc się przeciwstawić temu szkodliwemu procesowi. Wystarczy wprowadzić do swojego życia, chociażby małą nutkę porządku. Poukładać niektóre sprawy, hierarchizować je, kategoryzować i dopiero wtedy wziąć się do działania. Tylko wtedy będziemy mogli z pełną odpowiedzialnością rzec, że jesteśmy świadomi przedsięwziętych kroków oraz wykonanych czynów.

Dobry i umyślny plan żywienia, dnia czy życia, może pomóc nam zapobiec przykrym sytuacjom oraz destrukcyjnym zachowaniom, do których bez planu, niechybnie byśmy zmierzali.

Nieustannym słowem przewijającym się nie tylko w moich tekstach, ale również u innych osób tworzących w jakimkolwiek miejscu w Internecie, jest planowanie.

Plan żywienia, Plan treningowy, Plan działania, Plan życia, Plan… Wszystkiego! Można by rzec, że gdzie tylko nie spojrzymy, czegokolwiek nie obejrzymy lub przeczytamy, zawsze spotkamy tam plan „czegoś”. Dla osób, które są początkującymi w danym temacie lub dopiero rozpoczynają swoją bujną przygodę z określoną dziedziną życia, całe to planowanie może wydać się nic nie warte, mało znaczące i niegodne uwagi.

W pewnym stopniu jestem w stanie zrozumieć takie postępowanie. W końcu sama czynność planowania jest niejako zajęciem biernym. Nie przybliża nas w bezpośredni sposób do celu, a kojarzy nam się zazwyczaj z siedzeniem i nic nierobieniem. Szczególnie w czasach, kiedy zewsząd jesteśmy nawoływani do działania i natychmiastowego przystępowania do realizacji swoich celów, czynność planowania dla stających na starcie drogi do marzeń, wydaje się mało interesująca.

Słuchaj świętego Augustyna!

Błądzenie jest rzeczą ludzką, ale dobrowolne trwanie w błędzie jest rzeczą diabelską. – św. Augustyn

Mam wszelaką nadzieję, że Ty również drogi czytelniku podzielasz zdanie Aureliusza Augustyna z Hippony. Domyślam się więc, że nie chciałbyś świadomie trwać w błędzie i tym samym sabotować własnych działań, prawda? Proszę Cię o Twoje kilka minut życia, o otworzenie swojego chłonnego umysłu na poznanie nowej wiedzy i uśmiech na twarzy! Nic nie przynosi większej radości niż możliwość zdobywania nowych doświadczeń.

Ludzie lubią podążać za „czymś”.

Stosunek do planowania jest iście skrajny i zależy od postrzegających je osób. Dla ludzi doświadczonych, odnoszących sukcesy i świadomych dziedziny, w której działają – planowanie jest niezbędnym narzędziem. Stanowi punkt wyjścia dla wszystkich, późniejszych czynności. Z kolei dla osób zaczynających swoją przygodę z prawdziwym życiem i realizowaniem własnych marzeń, planowanie wydaje się czynnością porównywalną do marnowania czasu. Osoby zachłyśnięte wszędobylskimi tekstami, wzywającymi do nieustannej, ciężkiej pracy i efektywnego wykorzystywania czasu, mogą zbyt łatwo przejść obok projektowania swoich dążeń, nawet na tę czynność, nie spoglądając.

Nie ma znaczenia, z jakiego punktu startujesz, ważne jest, dokąd zmierzasz. – Zig Ziglar

Aby wytłumaczyć pozytywne aspekty, jakie niesie za sobą zjawisko programowania swoich dążeń, należy wyjść od samego początku. Pragnę zwrócić uwagę, że człowiek jest istotą, która lubi za czymś podążać. Nawet jeśli nie robimy tego celowo i nie to jest naszym zamiarem, to gdzieś w głębi naszego umysłu, w części, za którą odpowiada podświadomość, zawsze tego chcemy. Rzeczą ludzką jest mieć w życiu cel, marzenia oraz plan. Czasami może nam się wydawać, że obracamy się w jednym, istnym chaosie. Nierzadko jest to prawda, jednak warto zauważyć, że nawet i w tym ogromnym zamieszaniu, daje się odnaleźć pewną nutkę uporządkowania i namiastkę planu.

planowanie

Nie minąłbym się z prawdą, gdybym rzekł, iż planowanie jest obecne w naszym życiu zawsze. Robimy to w mniej lub bardziej świadomy sposób, ale nasze działania są w pewnym stopniu zhierarchizowane. Nawet tak pospolita czynność, jaką jest wstawanie rano z łóżka, pójście do toalety i umycie zębów, również jest planem. Dość trywialnym, na który nie zwracamy swojej uwagi, ale nadal są to obmyślone wcześniej czynności. Mimo że są wykonywane bezwiednie.

Wyznaczaj cele świadomie!

Problem planowania i bezapelacyjnych zalet takiego działania leży w jego postrzeganiu. Nieświadome projektowania dnia wykonywane bardziej przez naszą podświadomość, aniżeli przez nas samych, raczej nie pozwoli nam odnieść sukcesu. Może nam pomóc w wykonywaniu prostych, codziennych czynności jak wstanie, jedzenie, mycie i sprzątanie. Natomiast nie będzie miało w sobie dość siły wykonawczej, aby pomóc nam zrealizować nasze marzenia.

Dopiero planowanie świadome niesie ze sobą odpowiednią moc i przekaz, umiejący zmienić nasz sposób myślenia, sprawnie uporządkować nasze zadania i pilnować wcześniej obranego kursu ku marzeniom. Wielokrotne uczucie, które towarzyszy każdemu z nas, objawiające się jakże barwnym stwierdzeniem: „Nie mam pojęcia, w co ręce włożyć”, okraszone przeciągłym westchnieniem i smutkiem na twarzy, jest właśnie oznaką braku planu działania. Nie twierdzę, że osób planujących, taka sytuacja nie spotka. Życie jest nieprzewidywalne i nie da się go w całości zaplanować. Jednak podjęcie próby programowania go, może takie sytuacje znacznie zminimalizować.

Odpowiednie planowanie trzyma nas w ryzach i nie pozwala zanadto oddalić się od obranej ścieżki. Przeciwieństwem planowania jest chaos. I choć w mitologii greckiej był on podstawą do stworzenia całego późniejszego świata, to prosiłbym nie sugerować się tymi informacjami. W naszym życiu, z ogarniającego nas chaosu nie może powstać nic dobrego. Będziemy zwyczajnie poruszać się niczym mucha w zamkniętym pojemniku. Bezmyślnie odbijając się od ścian, nie wiedząc, co począć.

Dwie główne zasady dobrego planu.

Zunifikowanie czynności planowania dla ogółu ludzi, jest ciężkie do określenia. Są jednak pewne wytyczne, którymi powinniśmy kierować się w projektowaniu swojej rzeczywistości. Przede wszystkim musimy być ze sobą szczerzy i realnie patrzeć na swoje życie. Tym samym plan będzie w pełni do nas dostosowany. Na nic zda nam się plan, który nie będzie uwzględniał naszych indywidualnych predyspozycji oraz uwarunkowań. Dzięki dostosowanemu do nas planowi, będzie nam o wiele łatwiej poruszać się na drodze do marzeń i skrupulatnie realizować kolejne, czekające nas zadania.

Warto także zadbać, aby plan był perspektywiczny i określony w czasie. Zwiększy to naszą motywację do działania. Nie dość, że będziemy mieli świadomość o upływających godzinach, to dodatkowo poczucie nagrody, czekającej na nas po jego upłynięciu, może skutecznie wzmocnić naszą produktywność. Nie zapominajmy jednak, że i w tym aspekcie można przesadzić. Postawienie sobie zbyt wygórowanych zadań do zrealizowania w zbyt krótkim czasie, oznaczać będzie nie sukces, a frustrację. Dlatego wszystko sprowadza się do podstawowej zasady, o której już pisałem, ale której powtórzenie nikomu nie zaszkodzi – bądźmy ze sobą szczerzy i realnie patrzmy na swoje życie. To są podstawowe zasady dobrego planu, o które zadbać powinien każdy z nas.

Odpowiedni plan dba o psychikę.

Nie wiem, czy ktokolwiek lubi bałagan i nieporządek. Te dwa czynniki, objawiające się w naszym życiu, nigdy nie wróżą nic dobrego. Choćbyśmy byli najlepsi w tym, co robili, ale nie potrafili zaprowadzić porządku w swoich działaniach, to wszyscy – nawet Ci najsłabsi, bez trudu nas wyprzedzą. Dodatkowo bezczelnie, wesoło machając nam dłonią…

Planowanie pozwala zaprowadzić porządek nie tylko w wykonywanych czynnościach, ale także we własnej głowie. To właśnie poczucie kontroli i sprawowania władzy nad swoim życiem, jest silnie związane z planem przez nas stworzonym. W tym czynniku upatrywałbym największych korzyści, wynikających z programowania dnia, czekającej nas pracy czy całego życia. Jak wiadomo, to nasz umysł jest najpotężniejszą bronią w walce o marzenia. Dlatego, jeśli tylko możemy jakkolwiek o niego zadbać, powinniśmy natychmiast to uczynić. A planowanie potrafi zatroszczyć się o niego wprost rewelacyjnie. Znika poczucie bezradności, chaosu i rozdrażnienia. W to miejsce pojawia się harmonia oraz silna motywacja do działania. Wszystko dzięki umiejętnemu zhierarchizowaniu posiadanych wartości, a tym samym – wyznaczeniu odpowiednich priorytetów.

plan

Planowanie a kształtowanie sylwetki.

Korzystając ze środowiska, które dość bacznie obserwuje, posłużę się przykładem. Zastanówmy się, ile razy rozpoczynaliśmy swoją przygodę z kształtowaniem sylwetki. Raz, dwa, a może dziesięć? Zawsze coś nam nie wychodziło, zawsze powstawały jakieś przeszkody i nawet kiedy wydawało nam się, że wszystko jest w porządku to koniec końców… Lądowaliśmy na znajomej części ciała i cofaliśmy się do początku. Po nieudanych próbach samodzielnego działania wielu zaczęło szukać przyczyn swoich niepowodzeń, a inni postanowili skorzystać z pomocy osób doświadczonych – trenerów oraz dietetyków. Nagle to działanie, okazywało się strzałem w dziesiątkę! Być może działa w tym aspekcie również czynnik motywacyjny. Przecież ktoś nas obserwuje i warto byłoby tego nie zepsuć, prawda? Poza tym daje o sobie znać także kwestia finansów. Skoro komuś już płacimy, to szkoda byłoby się nie starać i stracić pieniądze, tak?

A może to wcale nie ma znaczenia? Może to fakt, że otrzymaliśmy konkretny PLAN, spowodował, że w końcu nasze działania dają oczekiwany rezultat? Może to właśnie umiejętne i świadome zaprogramowanie naszych dietetycznych i treningowych działań, daje nam wymarzone efekty? Nagle z błądzącej w gęstej mgle osoby, stajemy się pewnie poruszającą jednostką w znanym sobie świecie. Mamy jasny plan, jasne wytyczne i wiemy, dokąd zmierzamy. Jasno skonkretyzowany cel, działa na nas niczym kuszący wąż w rajskim ogrodzie. W tym jednak wypadku nasza uległość jest działaniem pożądanym, dającym nam spełnienie marzeń.

Odpowiednie i świadome planowanie każdego dnia, daje nam możliwość wykonania większej liczby zadań, niżbyśmy tego nie zrobili. To nie jest czcza gadanina, ale skonkretyzowane fakty. Zauważmy na własnym przykładzie, że kiedy nie wiemy, co robić, to najczęściej… Nie robimy nic. Projektowanie własnego dnia, poprzez choćby wypisanie zadań i celów na nas czekających przez kolejne 24 godziny, pozwala nam nie dochodzić do punktu – „Co powinienem teraz zrobić?”. Gwarantuje, że uczucie satysfakcji z możliwości odhaczania kolejnych, wykonywanych zadań, jest wprost nieziemskie. Kolokwialnie rzecz ujmując – każda kolejna wykonana rzecz z listy do zrobienia, potrafi nas tak nakręcić, że najchętniej  nigdy byśmy nie przestali pracować. W rezultacie z ogromnym wyczekiwaniem spoglądamy na następny dzień i kolejny, nowy plan do zrealizowania.

jak planowanie zbliża nas do marzeń

Plan – Realizacja – Sukces.

Planowanie jest działaniem, które bezapelacyjnie przyczynia się do realizacji marzeń. Pozwala poczuć komfort, zapanować nad życiem i przejąć całkowitą kontrolę nad wykonywanymi czynnościami. Hierarchizuje pod kątem wartości oraz ważności, czekające nas zadania. Dzięki temu możliwe staje się skupienie na tych najważniejszych i najbardziej przybliżających nas do celu. Wyznacza również cele i tworzy szkic drogi niezbędnej do realizacji wielkich marzeń. Planowanie nie pozwala zanadto oddalić się od obranej ścieżki i prowadzi nas za dłoń ku wyznaczonym szczytom. Jest nie tylko naszym przewodnikiem, ale także opiekunem. Zjawiskiem, które my sami tworzymy i wybieramy. Ważne, abyśmy dokonywali tego starannie w sposób jak najbardziej świadomy, bo tylko takie zachowanie spełni swoją wielką funkcję.

Pamiętajmy także, że planowanie wszystkiego, każdej sekundy swojego życia, nawet tej przeznaczonej na relaks i zabawę, rodzi pewne patologie i budzi wątpliwość zdrowych zmysłów danego osobnika. Choć rola planowania w drodze do marzeń jest nieoceniona, to czasami warto popuścić wodzę fantazji i z pełną świadomością zdać się na łaskę losu, i własną, barwną umiejętność improwizacji. W końcu życie jest nieprzewidywalne i próba zaprogramowania go w każdym calu nie jest możliwa. Dlatego czasami zwyczajnie przyjemnie jest popłynąć wraz z jego nurtem i z radością wypisaną na twarzy, oczekiwać gdzie zaniesie nas ciepły prąd rzeki, o nazwie „ŻYCIE”.

Każdy zna ideę oszukanego posiłku. Jednak, co z aktywnością, idącą w parze z żywieniem? Okazuje się, że spontaniczny trening też ma szereg korzyści!

O szeroko znanym odstępstwie od diety w postaci popularnego „Cheat Meal’a” , nie tylko każdy słyszał, ale również z wielką lubością stosował. Spontaniczne poluzowanie swoich sztywnych wytycznych, najczęściej dotyczy kwestii żywienia. Nad słusznością takiego działania rozwodziłem się już w innym tekście. Natomiast dziś, chciałbym zwrócić Waszą uwagę na inny czynnik, biorący duży udział w procesie kształtowania sylwetki. Jeśli zastanawiacie się, co mogą mieć ze sobą wspólnego słowa – „spontaniczny” i „trening”, to tym artykułem rozwiewam wszystkie Wasze wątpliwości i pozwalam ulżyć Waszej ciekawskiej stronie duszy.

Każdy, kto tylko choć trochę otarł się o zdrowy styl życia, dietę czy kształtowanie sylwetki, na pewno nie raz spotkał się ze zjawiskiem „oszukanego posiłku”. Zakłada ono zjedzenie raz na określony czas tego, na co tylko ma się ochotę. Nie wnikając w szczegóły – jest to świetny zabieg psychologiczny dla zmęczonej dietą głowy.

oszukany trening

W swoim procesie myślowym, a tym samym i w działaniach, kompletnie zapominamy, że organizm otrzymuje od nas również ogromny bodziec stresu, także podczas treningu. Dość powszechnym i znanym zjawiskiem jest przetrenowanie. Występuje ono nie tyle w kwestii ciała pojętego w sferze fizycznej, ile psychicznej. Przetrenowanie Centralnego Układu Nerwowego jest faktem. Do uzyskania takiego efektu, wystarczy bezpardonowe przesuwanie kolejnych granic na treningach, nieustanne ćwiczenie do skraju wytrzymałości i posługując się żargonem środowiska kulturystycznego – trenowanie „do upadku mięśniowego”. Nierzadko dochodzi do tego również deficyt kaloryczny. Oznacza to zbyt małą podaż energii dla ciała, które na treningach jest eksploatowane w dość makabryczny sposób.

Aby temu zapobiegać,  najczęściej stosuje się w tym celu tak zwany deload. W zdecydowanej większości przypadków jest to tydzień o zmniejszonej intensywności oraz objętości treningu, w celu regeneracji całego ciała. Zarówno pod kątem fizycznym, jak i psychicznym.

Tyle nauki. Pora na życie.

Przypomnijmy sobie naszą własną drogę do rewelacyjnej, oczekiwanej sylwetki. Zapewne oprócz planu żywienia, posługiwaliśmy się też określonym planem treningowym. Wykonywaliśmy go bezbłędnie, wszystko zgodnie z przedstawioną listą ćwiczeń i ich specyfiki. Nie było żadnych odstępstw. Czuliśmy buzująca krew w żyłach i skoki adrenaliny, gdy tylko przychodził na niego czas. Jednak z biegiem czasu, po kilku tygodniach nasz zapał osłabł. Trening – niby nadal ten sam – stał się dla nas jakby „jałowy”. Pozbawiony początkowego wyrazistego smaku. Ten moment poznawania czegoś nowego minął, a uporządkowany, nieznoszący sprzeciwu plan, stracił w naszych oczach na wartości.

Naszym najczęstszym rozwiązaniem takiego problemu jest albo kombinacja i całkowita zmiana planu, albo zupełne zaniechanie ćwiczeń i tym samym, rezygnacja z osiągnięcia wymarzonej sylwetki. O ile w przypadku rozwiązania drugiego, bezsprzecznie można stwierdzić, iż jest ono błędne, o tyle pierwsze sposób pierwszy zależy od kilku czynników. Zbyt częste zmienianie planu, może skutkować wieczną adaptacją organizmu do nowych ćwiczeń i bodźców, a tym samym niewykorzystaniem nigdy swojego potencjału w pełni. Z drugiej jednak strony, zamiana kilku ćwiczeń lub dostosowanie ich do naszych priorytetów, może dać pożądane efekty. Jednak najważniejszym faktorem determinującym ewentualną zmianę planu, powinny być efekty. Dopóki one występują, zastanowiłbym się pięć razy, zanim bym cokolwiek zmienił.

Na zniechęcenie treningiem i brak motywacji nawet pomimo widocznych rezultatów, jest inne, lepsze rozwiązanie. Być może nie sprawdzi się ono u każdego, ale próba jego zastosowania na pewno nie wyrządzi Wam krzywdy.

Oszukany trening.

Idąc tokiem myślenia oszukanego posiłku, można powyższe stwierdzenie określić jako spontaniczny trening. W dość przystępny sposób tłumacząc – na treningu robisz to, co Ci się żywnie podoba. Tego jednego dnia zapominasz o sztywnej i rygorystycznej rozpisce, która planuje Ci każdą minutę Twojej aktywności. Pozbywasz się myśli o wszystkich narzucanych ćwiczeniach i robisz tylko te, które Ci się podobają i na które masz ochotę. Naturalnie nie zapominając o zachowaniu bezpieczeństwa w postaci stosowania odpowiedniej techniki.

Potencjalnych korzyści upatrywałbym w tych samych aspektach jak w przypadku oszukanego posiłku. To przede wszystkim odpoczynek dla głowy, wyrwanie się z monotonii i przełamanie pewnych sztywnych, ograniczających schematów. Trening, który do tej pory mógł wydawać się wyprany z wszelkiej radości, nagle okazuje się rewelacyjną zabawą. Nie ukrywam, że moim zdaniem, każdy lub przynajmniej większość treningów – nawet tych zaplanowanych – powinna być przede wszystkim rozrywką, ale nie chce nadmiernie ingerować w osobistą filozofię trenowania każdego z Was.

Dlatego zwracam uwagę na choć jeden spontaniczny trening, wykonany od początku do końca w sposób, który Wam najbardziej odpowiada i wywołuje najwięcej radości. Jego częstotliwość powinna być na pewno rzadsza aniżeli w przypadku oszukanego posiłku. Celowałbym bardziej w zastosowanie takiego treningu raz na miesiąc, aniżeli raz na tydzień.

spontaniczny trening

Jeśli nadal nie przekonałem Was do tego pomysłu, to wyobraźcie sobie drodzy Panowie, że tego jednego dnia, możecie zrobić tyle serii i tyle ćwiczeń na biceps oraz klatkę piersiową (popularne połączenie nazywane zestawem dyskotekowym lub plażowym), ile tylko chcecie! A Wy drogie Panie, możecie przetrenować swoje pośladki na tyle różnych sposób i w tylu różnych wariantach, ile tylko zdołacie wymyślić! Choć brzmi to dość dziwnie, bo przecież w ten sposób czerpiemy radość z zadawania sobie bólu mięśniowego, to jednak tylko Ci, którzy kiedykolwiek trenowali, wiedzą jak przyjemny i zwłaszcza satysfakcjonujący potrafi być ból, ukierunkowany w odpowiednie miejsca.

Daj sobie chwilę spontaniczności!

W planowaniu swoich ewentualnych odstępstw od wytyczonego planu w konkretnym celu, nie zapominajmy również o aspekcie treningowym. Choć pomijanie go, wzięło się zapewne z przekonania, jakoby to czynnik żywieniowy był ważniejszy, to o wykonywane ćwiczenia również należy zadbać. Nie tylko pod kątem rygorystycznego trzymania się planu, ale także pozwolenia sobie na pewną dozę spontaniczności. W końcu czym byłoby nasze życie bez nutki szaleństwa i improwizacji? Pozwalając sobie od czasu do czasu popuścić wodzę fantazji i na moment zejść z obranej ścieżki, dostarczamy swojemu ciału oraz głowie, niezliczonych pokładów satysfakcji, radości i dzikiego szczęścia, graniczącego z euforią. Dlatego, jeśli i Ty czujesz się znużony swoim treningiem, to na kolejnej sesji zapomnij o swoim planie! Idź i zrób to, na co tylko masz ochotę! Zaszalej, zabaw się! Niech trening przestanie być dla Ciebie reżimem, a ponownie zacznie świecić jako miejsce szczęścia i czasu tylko dla Ciebie.

Kim są ludzie sukcesu? Ich poprawne zdefiniowanie potrafi nastręczać nie lada trudności. W końcu samo słowo „sukces” także nie jest do końca jasne. Co ono tak naprawdę znaczy? Co możemy określać, jako wielkie osiągnięcie? I w końcu najważniejsze pytanie – co determinuje, że możemy mówić o sobie „człowiek sukcesu”? Ambicja? Czy może zupełnie coś innego? Wiele pytań, ale jeszcze więcej odpowiedzi. Tutaj! W tym tekście!

Czy kiedykolwiek zadawałeś sobie nieśmiałe pytanie, brzmiące: „Czy jestem człowiekiem sukcesu?”. Zapewne Twoja odpowiedź nie była wcale tak jednoznaczna, a Ty nie potrafiłeś znaleźć w sobie wystarczająco dużo siły i wiedzy, aby móc na nie pewnie odpowiedzieć. Możliwe, że podświadomie z wielkim utęsknieniem oczekiwałeś, że zostaniesz tak określony przez kogokolwiek, a tym samym Twój wewnętrzny spór zostanie rozwiązany. Jeśli cały czas toczysz ze sobą debatę dotyczącą postrzegania samego siebie we własnych oczach, to znalazłeś się w idealnym miejscu. Przeczytaj kolejne linijki słów i już dziś przekonaj się, czy możesz nazwać siebie pełnoprawnym członkiem, elitarnego klubu sukcesu.

Przede wszystkim, należy uświadomić sobie, że każdy z nas ma inne postrzeganie znaczenia słowa „sukces”. Determinuje je nie tylko nasze doświadczenie życiowe, ale także wartości, zasady oraz głównie ambicje, jakimi się kierujemy. Sukces Pana Kowalskiego może być codziennością Pani Jadzi z warzywniaka. Nasze własne postrzeganie siebie, swoich osiągnięć oraz przede wszystkim stawiane sobie cele, warunkują, jak się oceniamy.

ambicja

Sukces jest zawsze warunkowany przez czynności, osobiście przez nas wybrane.

Twoja własna, wewnętrzna definicja sukcesu, może zakładać przebiegnięcie 5 kilometrów każdego dnia. Wykonywanie tej czynności codziennie, stawia Cię w Twoich własnych oczach w panteonie ludzi sukcesu. Czujesz się spełniony oraz szczęśliwy, bo każdego dnia osiągasz sukces, poprzez skrupulatne realizowanie swoich celów. Jednak dla Pana Marka sukcesem może być wygranie szachowego turnieju. Dla osoby z zewnątrz, drugi przypadek definiuje sukces na płaszczyźnie bardziej złożonej, a tym samym ambitniejszej, bo rodzi to jednak większe trudności w jego realizacji i wydłuża drogę do jego osiągnięcia.

Rozpatrywanie zjawiska sukcesu jest bardzo złożoną sprawą. Kiedy to robimy, warto pamiętać o dwóch, ważnych rzeczach.

  • Po pierwsze, umieścić definicję sukcesu w określonym kontekście.
  • Po drugie, zwrócić uwagę na własne postrzeganie sukcesu.

Pierwszy przypadek dotyczy uwzględniania w swoich rozważaniach predyspozycji oraz uwarunkowań osób, których ewentualny sukces może dotyczyć. Chodzenie będzie codziennością dla dorosłego, zdrowego człowieka, ale będzie niewiarygodnym sukcesem dla małego, dopiero raczkującego dziecka. Posługując się wcześniejszym przykładem – przebiegnięcie 5 kilometrów dla osoby otyłej i nieaktywnej, może być większym sukcesem, niż wygranie turnieju szachowego przez Pana Marka, który jest profesjonalnym szachistą. Nawet jeśli z pozoru, wydawać nam się by mogło, że to ta druga czynność jest ambitniejsza i bardziej problematyczna.

Tutaj także objawia się drugi przypadek rozpatrywania zjawiska sukcesu – nasze własne postrzeganie go i reguły, którymi kierujemy się w życiu. Zazwyczaj to osoba trzecia kreuje opinie na temat tego, czy można uznać kogoś za człowieka sukcesu, czy też nie. Niestety zapominamy, że opiniotwórca, także ma własne zasady, którymi się kieruje. Dlatego wracając do przykładu biegu oraz szachów, inny werdykt w kwestii większego osiągnięcia wyda zwolennik biegania, a inny – zwolennik szachów. Również sposób myślenia, umiejętność empatii i wejścia w skórę drugiego człowieka, będzie implikowała nasze postrzeganie ludzi sukcesu.

Ludzie sukcesu. Jak definiuje ich życie?

Aby tekst ten nie przypominał wykładu ze starożytnej filozofii z istną dżunglą wiadomości, powiązań, zależności i wszystkiego, co filozofowie zapewne kochają, warto pochylić się nad zjawiskiem sukcesu w sposób życiowy.

Conor McGregor - człowiek sukcesu

Źródło: www.mmarocks.pl

Często w swoich tekstach używałem i zapewne nadal będę używał stwierdzenia – „ludzie sukcesu”. Nie da się ukryć, że te dwa słowa wywołują w nasz wszystkich określoną i bliźniaczo podobną reakcję. Czytając je, nasz umysł podsuwa nam obrazy najpopularniejszych gwiazd sportu, wpływowych ludzi i najbogatszych tego świata. Przewijają nam się twarze Elona Muska, Billa Gates’a czy Cristiano Ronaldo. Naturalne jest, że możemy dysponować inną definicją sukcesu, jednak pewne jest, że ludzie sukcesu dla każdego z nas oznaczają znanych i podziwianych tego świata. Ludzi, którzy dokonali wyczynów światowego formatu i stali się zapamiętani na zawsze.

Myślę, że to całkiem sprawiedliwy osąd i odpowiedni werdykt.

A co jeśli…

…stając teraz niejako w opozycji do swoich słów – zaskoczę Cię!? Siedzisz? Świetnie! W takim razie posłuchaj!

Ja i Ty drogi czytelniku, także możemy należeć do tej grupy! Nie jest to zuchwałe gadanie bez żadnych podstaw. Wracając do naszej filozoficznej części tekstu pamiętajmy, że każdy z nas definiuje sukces na podstawie własnych ambicji, celów oraz uwarunkowań. Wcale nie musimy mieć majątku liczonego w miliardach, aby być ludźmi sukcesu. Nie potrzebujemy być bożyszczem setek milionów młodych chłopców, marzących o karierze piłkarza. Oczywiście, że i dla nas byłby to ogromny sukces, jednak możemy zdobyć takowe określenie również w inny sposób, który sami sobie zdefiniujemy.

Jeśli naszym celem jest awans w pracy, to w momencie jego osiągnięcia, sami będziemy postrzegali siebie jako człowieka sukcesu. Zrealizowaliśmy swój cel, podążamy do przodu i wspinamy się po szczeblach życia. Spełniamy swoje własne warunki, odpowiadające za definicję sukcesu, więc mamy wszystko, co jest nam potrzebne, do patrzenia na siebie przez pryzmat tryumfu i wygranej.

ludzie sukcesu

Każdy z nas może być człowiekiem sukcesu. Różnica polega tylko na skali jego natężenia i posiadania własnych ambicji. Zwróćmy uwagę, że szeroko znani ludzie sukcesu są tak postrzegani nie tylko przez siebie, ale przez dużą część społeczeństwa. To właśnie owa popularność oraz zgodność, co do ich określania przez wielu ludzi, czyni z nich zwycięskie jednostki.

Sprzeczność.

Porównując osiągnięcia Elona Muska do zdobyczy Pana Kowalskiego, możemy zaobserwować pewien paradoks. Pan Kowalski sam może się uznać za człowieka sukcesu, bo takie ma ambicje i kieruje się określonymi przez siebie zasadami. Nie jest jednak uznany za zwycięskiego człowieka przez społeczeństwo, gdyż ono kieruje się zupełnie innymi wartościami. W ich opinii „człowiek sukcesu” musi dokonać czegoś wręcz spektakularnego. Natomiast w przypadku Elona Muska, sytuacja może być zgoła odwrotna. Przez świat jest postrzegany za jednostkę, która osiągnęła i dokonała niebotycznych dzieł, ale on sam może siebie tak nie widzieć. Dlaczego?

Bo ma wobec siebie większe wymagania niż społeczność i jego ambicja wykracza poza ambicje większości.

Ambicja.

To właśnie ona determinuje sukces i jego postrzeganie. Także nasze własne zasady oraz wartości, którymi określamy prawdziwe zwycięstwo, wpływa na jego definicję oraz rejestrowanie ludzi sukcesu. Nie ma nic złego w postrzeganiu własnych osiągnięć w kategoriach tryumfu. To może być świetna gratyfikacja za wcześniejszy trud lub docenienie siebie za to, czego dokonaliśmy. Nie wzbraniam przed takim działaniem i jestem głęboko przekonany, że posiadanie odpowiednio wysokiej samooceny oraz bycie wdzięcznym za czynniki nas otaczające, prowadzi do zdrowej sytuacji życiowej. Dzięki temu potrafimy spojrzeć na siebie i swoje dokonania przychylnym okiem i dostrzec w nich prawdziwą wspaniałość, mogącą zaowocować przyszłymi sukcesami. W końcu wieczne niezadowolenie z siebie nie może zaprowadzić nas do niczego dobrego. Szczególnie jeśli rodzi to problemy z natury braku pewności siebie i wiecznego karania się za własne niedoskonałości.

sukces

Niemniej jednak pragnę zwrócić uwagę, że wszyscy ludzie sukcesu są postrzegani tak przez społeczeństwo, dlatego że prawdopodobnie mają od nich większe ambicje. To one zaprowadziły ich do obecnego miejsca i to one determinują, jak ich widzimy. Choć same ambicje będą niczym, jeśli nie połączymy ich z ciężką pracą i odpowiednim poświęceniem, to jednak dzięki nim, możemy zmienić swój sposób myślenia na „większy”, „mocniejszy” i zdecydowane bardziej zuchwały.

Przestrzegałbym jednak przed zbyt mocno wygórowanymi ambicjami. Warto mieć je duże, ale lepiej, aby były one realne oraz dostosowane do naszego życia. Gdyby moją własną ambicją było zbudowanie rakiety i podążanie śladami Muska, to całe moje życie byłoby wieczną frustracją. Nie tylko dlatego, że nie mam pojęcia na ten temat, ale także dlatego, że nie jest to dziedzina życia, którą bym się pasjonował.

Walcz, bo warto!

Człowiekiem sukcesu może być każdy z nas. Bez względu na to, co robimy i kim jesteśmy. Jedyną różnicą jest skala natężenia tego zjawiska i postrzegania go przez innych oraz głównie nas samych. Czynnikiem, który go determinuje, nie jest tylko ambicja, ale także własne zasady oraz indywidualne predyspozycje. Nie da się jednak ukryć, że ci, którzy są powszechnie znani i podziwiani, rzeczywiście należą do tego grona. Swoją pozycję zawdzięczają nie tylko wygórowanym celom, ale także ciężkiej pracy i poświęceniu. Dlatego pomimo tego, że w każdej chwili możemy nazwać się człowiekiem sukcesu, to stanie się nim w odniesieniu do całego świata, wymaga od nas nie lada pracy i nieziemskich wyrzeczeń. Nie oznacza to jednak, że nie powinniśmy o to walczyć.

Być może za parę lat, to właśnie My – dzisiejsi ludzie sukcesu własnych oczu, będziemy stanowili definicję tego zjawiska w skali światowej. Przekonajmy się! 

Ciągle znajdujemy się w pogoni za czymś. Za marzeniami, lepszą pracą, świetną sylwetką. Trwamy w transie, coraz bardziej zatracając się w swoich dążeniach. Towarzyszy nam uczucie niezniszczalności i nietykalności. Końcowy cel absorbuje nas do tego stopnia, że zapominamy o całym świecie i rzeczach dziejących się dookoła nas. Przestajemy dostrzegać czynnik, od którego zależy wszelkie nasze działanie. Jest nim zdrowie – tak często pomijane i nieodpowiedzialnie spychane na drugi plan.

Nasze myśli są ukierunkowane wyłącznie na osiągnięcie swojego szczytu. Nie mamy czasu zająć się rzeczami przyziemnymi. Tymi, które stanowią podwaliny naszego sukcesu. Prychamy z pogardą na samą myśl o nich i traktujemy je w kategoriach prymitywnych rzeczy, którym daleko do naszego niebiańskiego marzenia. W końcu zapomniany czynnik, determinujący całe nasze życie postanawia o sobie przypomnieć, nie mogąc znieść dłużej naszej ignorancji i zaniedbania. Wtedy nagle budzimy się z naszego cudownego snu  i jesteśmy zaskoczeni, że mogliśmy być aż tak obojętni.

Zdrowie jest najważniejszym czynnikiem w naszym życiu.

Nie ma rzeczy, o którą moglibyśmy dbać bardziej niż o nie. Choć z pozoru może wydawać się to zbyt pospolitą sprawą, aby zajmować nią swoje myśli, to po dłuższej refleksji nasuwają się jasne i jednoznaczne wnioski. Od stanu naszego zdrowia zależy całe nasze życie, a tym samym – wszelkie nasze marzenia, działania oraz wartości, którymi się kierujemy. Żyjąc w czasach, gdzie gloryfikowane jest prześciganie innych oraz zajmowanie czołowych lokat, znajdujemy się w swoistym śnie. Bezwładzie, w którym jedyną dopuszczalną czynnością jest walka, pogoń i praca. Świadomie wygłuszamy i unikamy jakichkolwiek komunikatów wysyłanych nam przez umysł, dotyczących naszego zdrowia.

medytacja, Zdrowie jest najważniejszym czynnikiem w naszym życiu.

Nie chcemy ich słyszeć, bo oznacza to dla nas wizyty u lekarzy, badania i szereg czynności, na które przecież nie mamy czasu. Ciągle powtarzamy sobie, że z kolejnym zrealizowanym projektem, zyskamy trochę czasu dla siebie i wtedy należycie zadbamy o swój stan. Ten moment nigdy nie nadchodzi. Wraz z pogarszającym się stanem zdrowia, my nieustannie przyspieszamy, ciężko pracując.  Żyjemy na krawędzi aż do momentu, w którym nasz organizm nie postanowi gwałtownie zwrócić na siebie uwagę, doprowadzając nas do skraju istnienia. To może być zawał, wylew, a nawet zwykła grypa. Jednak nie wykluczone, że oznaczać może to dla nas także śmierć. Koniec życia, który zrodzi wiele rozpaczliwych pytań bliskich osób, nie wiedzących jak mogło do tego dojść.

Można zaradzić temu czarnemu scenariuszowi. Wystarczy w swojej codziennej wędrówce na szczyt, choć na chwilę zatrzymać się i zagłębić się w świadomość własnego ciała. Zadać sobie pytania brzmiące: „Czy nic mnie nie boli?” i „Czy czuję się dobrze?”. Przeprowadzić szczerą rozmowę z własnym wnętrzem. W przypadku wątpliwości czy negatywnych objawów, należy natychmiast przedsięwziąć odpowiednie kroki i zaradzić temu problemowi.

Zobacz, jak niszczysz sobie życie.

Pomimo oczywistych i klarownych sygnałów wysyłanych nam przez ciało w momencie, gdy coś zaczyna je atakować, my nadal pozostajemy głusi na jego wezwania. Traktujemy zdrowie jako coś znajdującego się obok życia. Czynnik niewart naszej uwagi i czasu. Tak bardzo się do niego przyzwyczailiśmy, że przestajemy zauważać i doceniać czas, kiedy znajduje się ono na rewelacyjnym poziomie. Błędnie zakładamy, że zdrowie jest czymś trwałym i zawsze musi być ono doskonałe. Dopiero kiedy zaczyna go brakować lub jego poziom drastycznie się obniża, robimy wielkie, zdziwione oczy i szukamy przyczyn wszędzie, tylko nie w sobie.

Błędy popełniane w aspekcie żywieniowym, nieodpowiednia regeneracja oraz sen, stres, używki, zmartwienia, życiowy pęd oraz pogoń za ideałami, presja ze strony czasu oraz innych ludzi. Wszystkie te czynniki, pojawiające się w naszym życiu w sposób ciągły i przewlekły, prowadzą do pogorszenia stanu zdrowia. Paradoksalnie nawet trening i aktywność, która powinna zdrowie poprawiać, również może przyczynić się do jego pogorszenia. Popularne powiedzenie: „W zdrowym ciele, zdrowy duch”, odnosi się do osób trenujących rekreacyjnie, aby zaspokoić potrzeby własnego ciała oraz umysłu. W erze powszechnego idealizmu i perfekcjonizmu, trening amatorów bardziej przypomina wojskowy reżim, aniżeli zdroworozsądkowy plan działania, niosący poprawę zdrowia.

Ekstremiści zdrowego stylu życia mogą w tym momencie dojść do niewłaściwych wniosków. Prawdopodobnie w ich mniemaniu wszystko, co nas otacza, może powodować pogorszenie stanu zdrowia. Jakość powietrza, żywność, trening, ruch, sen, ludzie dookoła nas. Wszystko! Takie myślenie ma w sobie oczywiście pewną logikę, jednak odwołując się do kwestii żywieniowych, pragnę zwrócić uwagę, że nawet z pozoru niepozorna i przyjazna dla zdrowia woda, w nadmiarze może być przyczyną śmierci. O ile w pewnych sytuacjach jesteśmy w stanie definitywnie wskazać czynnik negatywny, o tyle w większości kluczem do zachowania dobrego zdrowia, będzie zwyczajnie odpowiednia dawka danej rzeczy lub danego zjawiska.

Wszystko w naszych rękach.

Aby zachować właściwy poziom zdrowia, powinniśmy kierować się zdrowym rozsądkiem. Warto uświadomić sobie, że zdrowie nie odnosi się tylko do ciała i cech fizycznych, ale także do naszej psychiki, stosunku do społeczeństwa czy nawet kwestii duchowych. Pojęcie to jest bardziej złożone, aniżeli mogłoby nam się wydawać. Dlatego należyte zadbanie o jego stan, może nastręczać pewne trudności. Nie oznacza to jednak, że stoimy na przegranej pozycji. Nic bardziej mylnego!

zdrowie, stan zdrowia

Od nas zależy, jak wygląda nasze zdrowie. Niektóre czynniki znajdują się poza strefą naszych wpływów, ale swoim odpowiednim działaniem, możemy zminimalizować ryzyko wystąpienia chorób oraz obniżenia stanu zdrowia. Z pozoru mała zmiana naszego jadłospisu na bardziej wartościowy, może zaowocować lepszą sylwetką. Dzięki temu zmienią się nasze przekonania oraz wzrośnie pewność siebie. W następstwie tego możemy bardziej otworzyć się do ludzi i tym samym zyskać wielu nowych przyjaciół, którzy skutecznie zniwelują naszą dotychczasową izolację lub skrytość.  Jak widać, jedno działanie pociąga za sobą całą lawinę zdarzeń w innych aspektach zdrowotnych. Warto mieć to uwadze.

Przestrzegałbym przed myśleniem o swoim stanie zdrowia w sposób małocząsteczkowy i zbyt szczegółowy. Takie działanie zostawmy lekarzom i specjalistom. My, starajmy się być maksymalnie świadomi swojego ciała, umysłu oraz postrzegania świata, odpowiednio reagując na otrzymane sygnały od niego wysyłane. W końcu to My sami znamy swoje ciało najlepiej i to My, dzięki swoim działaniom, możemy o nie maksymalnie zadbać.

Pierwszym krokiem do odpowiedniego zadbania o zdrowie, nie są wcale badania czy wizyta u lekarza. To głębokie uświadomienie sobie ważności tego czynnika i rozpoczęcia zwracania na niego swojej uwagi. Wbrew pozorom, to wcale nie jest tak oczywiste zadanie. W ciągu dnia nasze myśli są tak zaprzątnięte pracą, rodziną i obowiązkami, że czasami brakuje tam miejsca na chwilę oddechu i zwrócenia uwagi na własny stan.

Małe, ale znaczące zmiany.

Od zdrowia zależy wszystko. Gdy go zabraknie, niemożliwa staje się realizacja jakichkolwiek marzeń. Czynność, która do tej pory była przez nas wykonywana automatycznie, w chorobie jest często niewykonalna. To zatrważające, jak zdrowie i jego odpowiedni poziom, może wpływać na postrzeganie otaczającego nas świata. Codzienność zamienia się dla nas w tor przeszkód nie do przebycia. Nieustannie napotykają nas trudności, bóle i problemy. Dopiero wtedy potrafimy docenić wartość naszej witalności i jej wpływ na nasze codzienne działania.

Uzmysłowienie sobie potęgi dobrego zdrowia już teraz, może uchronić nas wszystkich przed jego utratą. Naturalnie, nawet pomimo odpowiedniego postępowania, nie możemy być pewni jego wiecznego, dobrego stanu. Przecież nadal istnieją choroby, na które nie znaleziono lekarstwa i które żerują w naszym ciele, w ciszy. Jednak nasze poczynania, mogą ryzyko ich występowania mocno zminimalizować.

stan zdrowia, Dlaczego powinieneś zadbać o zdrowie?

Wcale nie musimy wprowadzać rewolucji w swoim życiu, aby stan naszego zdrowia wywindował się znacznie w górę. Oprócz świadomego życia, chęci zmian oraz postanowienia poprawy, wystarczą małe, codzienne rzeczy. Zmiana nawyków żywieniowych na zdrowsze, umiarkowana aktywność, dbałość o sen, wzięcie odpowiedzialności za swoje myśli i zadbanie o kontakt z innymi ludźmi. Te wszystkie czynniki mogą nie tylko skutecznie poprawić stan zdrowia, ale także utrzymać je w doskonałej kondycji na długie lata. Przestrzegałbym jednak wszystkich tych, których ciało znajduje się w naprawdę kiepskim stanie, do próby jego poprawy poprzez „jedzenie marchewki, zamiast batonika”. Nie twierdzę, że to błędne działanie, jednak w takich przypadkach, rozsądną opcją będzie skontaktowanie się ze specjalistą i zdanie się na jego umiejętności oraz wiedzę.

Dbajmy o siebie! Dbajmy o swój stan zdrowia!

Zdrowie ciągle dba o nas i odpowiada za realizacje naszych pragnień. Bez niego osiągnięcie czegokolwiek byłoby niemożliwe. Smutną prawdą jest, że wielu z nas potrafi je dostrzec dopiero wtedy, gdy je straci. Proszę, nie czekajmy, aż zostaniemy dotknięci chorobą. Zawalczmy o nie już teraz. Ono cały czas troszczy się o nasz byt i zapewnia nam świetlaną przyszłość. Odpłaćmy się tym samym! Zadbajmy o nie, poprzez wprowadzanie świadomych zmian na lepsze, w każdym możliwe aspekcie życia oraz kontrolowanie jego poziomu, poprzez kontaktowanie się ze specjalistami.

Zdrowie to jedyne, co mamy. Jest to także jedyna rzecz, która w zupełności wystarcza nam do osiągnięcia wszystkiego, czego tylko chcemy. Można być zdrowym bez sukcesu, ale spełnienie marzeń bez zdrowia, wydaje się  już niemożliwe. Choć zdaje się trywialne w dobie powszechnej gratyfikacji szybkości i pędu, to jest ono podstawą naszego istnienia. Stanem, przed którego utratą powinniśmy się z całych sił wystrzegać. Zadbanie o zdrowie to pierwszy, ale jakże znaczący i zarazem największy krok, w drodze do lepszego i spełnionego życia.

#kolejne artykuły