Komplementy, a akceptacja siebie | worldmaster.pl
#

Komplementy są potrzebne do budowania pewności siebie, relacji, ale i dla przyjemności. W końcu dzięki nim ktoś lub coś zostaje docenione i pochwalone.

Nie wiem jak w innych krajach, ale w Polsce zauważyłam, że komplementy często kojarzą się z czymś nieszczerym i są odrzucane.

Komplementy to same pozytywy

Z pewnością każdy z nas lubi usłyszeć coś miłego na swój temat. Dziecko, dorosły, czy starszy człowiek. Wszyscy potrzebują docenienia. Czy to na temat wyglądu, ubioru, zachowania, działania… Cholera! Nie oszukujmy się! To jest po prostu przyjemne! Otrzymując komplementy budujemy pewność siebie. To one sprawiają, że czujemy się docenieni i zauważeni. W każdej sytuacji miło jest otrzymać słowo wsparcia i pochwały. Nawet w błahych sprawach. Komplementuje się, żeby było miło.

Komplementy mają swoje plusy także dla osób komplementujących. Pomaga to w pokonywaniu własnych słabości oraz zawstydzenia. Nie każdemu idzie to tak samo łatwo. Trzeba porzucić swoje obawy, lęki i kompleksy. Pozbyć się strachu, obaw i wstydu. Wymaga to odkrycia w sobie siły, by powiedzieć komuś swoją szczerą opinię, tylko po to by sprawić jej przyjemności. Niekiedy łatwiej jest nawet kogoś skrytykować i wytknąć mu błąd, niżeli pochwalić. Mówiąc komplement nie dość, że musimy go ładnie sformułować, przemóc się, to nie bać się reakcji… A ich może być bardzo wiele…

pewność siebie, komplementy, zachowania, działania, budujemy pewność siebieJedną z nich jest – zaprzeczanie – “Co Ty mówisz!”, “No co Ty!”, “Oszalałeś, to stara sukienka!”, “Żartujesz sobie?”. Znasz te odpowiedzi? Zapewne nie raz słyszałaś/eś je. Czemu jest taka reakcja? Szczerze? Nie wiem…może chodzi o zachowanie skromności… Nie wypada przyznać racji, bo wyjdzie się na zadufaną w sobie osobę. To natomiast wprowadza rozmówcę w zakłopotanie… Może świadczyć to też o małej pewności siebie.. Myślisz, że komplementujący słysząc taką odpowiedź zaryzykuje drugi raz? Wątpię…

Kolejną reakcją są dziwne pytania w odpowiedzi. Ktoś nie widział Cię dawno i widzi, że spadło Ci parę kilo. Chcąc być miłym i docenić Twój wysiłek prawi komplement “Wow ! Ale schudłaś!” Na co otrzymuje pytanie “To byłam gruba?” Hm… Chyba nie o to chodziło. Nie szukaj problemu, tam gdzie go nie ma. Nikt nie powiedział, że źle wyglądasz, a wręcz przeciwnie. Najgorszym przypadkiem jest w ogóle brak reakcji, bądź rzucony nieszczery uśmiech lub wzruszenie ramionami. Kompletna porażka. To brak akceptacji oraz szacunku do rozmówcy.  Skoro ktoś postanowił odważyć się na komplement, kultura wymaga chociażby podziękować.
Nie mamy wpływu na komplementy, ale mamy wpływ na to jak na nie reagujemy. Dlatego w każdej sytuacji, kiedy skierowany zostanie do nas komplement powinniśmy przede wszystkim być wdzięczni za niego. Dzięki temu, rozmówca czuje że sprawił nim przyjemność. Jest zadowolony, że wyraził swoje zdanie. A to wszystko może być fajną kontynuacją rozmowy.

pewność siebie, komplementy, zachowania, działania, budujemy pewność siebieMoże te reakcje wynikają z braku wiary w ten komplement?

Zwróćmy uwagę na fakt, że w obecnym świecie jesteśmy nie ufni. Przez to nie wiemy kto faktycznie nam dobrze życzy, jest wobec nas szczery i można mu zaufać. Kto natomiast chce nas wykorzystać lub wprowadzić w błąd. Kiedy kobieta mówi komplement kobiecie już poszukiwany jest podstęp. Myśli sobie wówczas: “Pewnie mówi to specjalnie, a wcale tak nie myśli. Tylko po to, żebym nie wyglądała lepiej”. Robimy z siebie wrogów, przeciwników, rywali, tylko po co? Facetom kobiety też nie do końca wierzą. Wychodzą z założenia, że mówią by nie było jej przykro, albo najzwyczajniej coś od niej chce. To przykre… Bo komplementacja powinna odgrywać rolę przyjemności, a nie dochodzenia detektywistycznego. Jedno jest pewne! Prawdziwy komplement nie jest manipulacją. Jest niezbędny do budowania normalnych i zdrowych relacji międzyludzkich.

pewność siebie, komplementy, zachowania, działania, budujemy pewność siebieCzemu brak nam pewności siebie?

Powodów jest tysiące. Myślę, że jednym z najważniejszych są ludzie- rodzice od których zależy wyrobienie w nas pewności siebie oraz własnej wartości, poprzez wychowanie i podejście. Dodatkowo osoby, które spotkaliśmy w życiu i ich zachowanie wobec naszej osoby. Będąc od najmłodszych lat  poddawanym różnorodnej krytyce i porównywaniu trudno z negatywnego myślenia o sobie wspiąć się na wyższy poziom. Faktem jest też to, że sami jesteśmy bardzo krytyczni wobec siebie. Nie doceniamy swoich zalet, a wady są tematem przewodnim. Porównujemy się do innych, zazdrościmy. Zawsze znajdzie się ktoś, kto jest lepszy. Tym bardziej w internetowych czasach, gdzie roi się od “ideałów” wykreowanych przez social media. Idealne kształty, nieskazitelne ciało, brak jakichkolwiek defektów. To doprowadza niekiedy do wielu różnego rodzaju chorób, z których ciężko wyjść. STOP! Bądź wolnym człowiekiem.
pewność siebie, komplementy, zachowania, działania, budujemy pewność siebieBądź pewnym siebie człowiekiem!

Nie daj się pochłonąć trendom. Bądź sobą. Nie patrząc na to, czy komuś się to podoba czy nie. Ważne, byś Ty dobrze czuł/a się ze sobą. Nie znam Cię, ale wiem, że z pewnością znajdzie się wiele rzeczy, które można w Tobie podziwiać. Może oczy, uśmiech, włosy, wzrost, kształty, poczucie humoru, inteligencja, sprawność, zaradność, przedsiębiorczość, talent, odwaga, cechy osobowości. To wszystko tworzy Ciebie. Bądź wdzięczny za wszystko i doceniaj siebie. Podziwiaj się! Jesteś wyjątkowy! Jesteś wspaniała!

pewność siebie, komplementy, zachowania, działania, budujemy pewność siebieSpójrz w lustro.

Przywitaj się ze sobą.

Powiedz sobie komplement.

Nie wiesz co powiedzieć? To zadaj sobie pytania: Co może się podobać innym we mnie? Czego zazdroszczą mi inni? Za co mnie podziwiają? Jakie są moje mocne strony?
Wydaje się banalne. Ludzie bardzo rzadko sobie je zadają, bo ciężko im na nie odpowiedzieć. A to pierwszy krok do tego, by stać się pewnym siebie, pokochać siebie i być w pełni szczęśliwym. Wszystko zaczyna się od samoakceptacji.

Wierz w siebie i w swoją wyjątkowość.

Szczerze komplementuj innych.

Przyjmuj komplementy z wdzięcznością.

Nie zapomnij o komplementowaniu siebie!

Drogie kobiety

Piszę do Was, bo coraz częściej mam ochotę złapać za ramiona, mocno potrząsnąć i wykrzyczeć kobietom, które spotykam na swojej drodze: “Hej!! Czas się ogarnąć! Nie szukaj na zewnątrz! Wszystko czego potrzebujesz już masz w sobie! Po co marnujesz swoje życie?”

Boli mnie widok kobiet, które tkwią w toksycznych związkach, które szukają pocieszenia w alkoholu, imprezach, przygodnym seksie, nadmiarze pracy. Boli mnie widok kobiet, które wierzą, że samotność jest oznaką porażki. Kobiet, które czekają, aż ktoś je pokocha, dowartościuje i uzupełni.

Boli mnie to, bo sama kiedyś tam byłam. I wiem, jakie to uczucie.

Ale wiem, też jak to jest być po tej drugiej stronie. Wiem, jakie to wspaniałe uczucie uwolnić się od tego wszystkiego i pokochać siebie całym sercem. Zakochać się w sobie do szaleństwa, tak żeby nie potrzebować już niczego ani nikogo z zewnątrz kto zapełni naszą pustkę. Bo tej pustki już nie ma.

A dopiero kiedy tej pustki już nie ma, możemy zacząć tworzyć. Tworzyć związki i wszystko czego sobie tylko zapragniemy.

Ja wiem, że jest ciężko. Tym bardziej teraz, kiedy na każdym kroku porównujemy się z innymi lub to inni porównują nas. Facebook, Instagram, Tinder… Porównujemy się z idealnymi ciałami modelek, które tak naprawdę nie istnieją bo są wytworem programu komputerowego, z idealnym życiem ludzi, których w ogóle nie znamy. Porównujemy tylko namiastkę, którą widzimy. Namiastkę, którą postrzegamy jako “ideał”.
Namiastkę, która tak bardzo różni się od naszej całości, że nasuwa nam się jedynie “jestem gorsza, jestem brzydsza, moje życie jest beznadziejne”

Wiem, że jest ciężko bo niektóre z nas są samotnymi matkami, inne są w toksycznych związkach, a jeszcze inne nie mogą poradzić sobie z samotnością. Niektóre z nas są szczęśliwe, a reszta udaje, że jest. Albo nawet nie udają. Po prostu idą przez życie ze spuszczoną głową, obwiniając siebie i świat za wszystkie krzywdy. Ale tak wcale nie musi być!

Historia każdej z nas jest inna. Ale w jednym jesteśmy takie same. Każda z nas ma możliwość pokochania siebie tu i teraz. A uwierz mi, że od tego wszystko się zaczyna.

Jeszcze 4 lata temu, byłam w totalnej rozsypce. Kiedy skończył się mój związek, myślałam, że świat mi się zawalił. Nie potrafiłam się cieszyć chwilami, które spędzałam sama. Ba! Ja ich unikałam jak ognia. Wydawało mi się, że każda minuta spędzona samotnie to oznaka porażki. Byłam pewna, że moje życie będzie pełne dopiero wtedy kiedy pojawi się w nim “moja druga połówka”. Byłam pewna, że dopiero wtedy będę naprawdę szczęśliwa.

Ale jaka “druga połówka”? Czy my jesteśmy niekompletne? Większość z nas tak właśnie myśli. Dlatego szukamy wypełnienia, wołamy o miłość i robimy wszystko, żeby zwiększyć poczucie własnej wartości. Szukamy tego wszystkiego na zewnątrz. Szukamy tego w alkoholu, w przygodnym seksie, na imprezach, w nadmiarze pracy, w dążeniu do idealnej sylwetki i perfekcyjnego wyglądu. Poszukujemy wszędzie tam gdzie tego nie ma. A przecież wszystko czego szukamy znajduje się w naszym wnętrzu. Po co szukać czegoś za rogiem, skoro mamy to przy sobie?! A raczej w sobie.

Kiedyś udawałam też, że wszystko jest ok, ale nie było. Straciłam przez to jeszcze więcej energii. Bałam się okazać słabość, bałam się przyznać do tego, że jestem wrażliwa, bałam się pokazać swoją prawdziwą twarz, którą znałam tak naprawdę tylko ja. Bałam się bo uznawałam to za oznakę słabości.

Teraz wiem, że bycie wrażliwą to prawdziwa oznaka siły. Bo bycie wrażliwą wymaga odwagi.

czas się ogarnąć, wszystko czego potrzebujesz, masz już w sobie

Dopóki będziemy postrzegać samotność i wrażliwość jako porażki, nigdy nie będziemy szczęśliwe. Samotność i wrażliwość to nie porażki. To nieodłączne części naszego życia. Uciekając przed nimi to tak jakby uciekać przed swoim własnym cieniem.

Jeśli stale przed czymś uciekamy, jesteśmy coraz bardziej zmęczone.

Jeśli uciekasz przed samotnością i okazaniem wrażliwości przez całe swoje życie, to gratuluje! Masz zajebistą kondycję! Tylko co z tego?

Skoro zapewne jesteś już tak wykończona, że nie dajesz rady, ale cały czas biegniesz z nadzieją, że przekroczysz metę. Tylko ta meta nigdy się nie pojawi, bo od samotności nie możesz uciec. Możesz jedynie wybrać. Zaakceptować to, że samotność była, jest i będzie. Możesz się z nią zaprzyjaźnić i ją pokochać. Albo możesz nadal przed nią uciekać, tylko wiedz, że jest to ucieczka donikąd.

Jeśli jest jakakolwiek część Twojego życia, którą chcesz zmienić, to zacznij od siebie. Zajrzyj do swojego wnętrza i skup się na budowaniu silnej relacji z samą sobą.

To silny związek z samą sobą, sprawia, że czujemy się niezależne, silne, odważne, kochane, szczęśliwe i spełnione! To od pokochania samej siebie wszystko się zaczyna.

Każde uzależnienie, każde poczucie braku, nieszczęścia możesz wyleczyć przez pokochanie samej siebie. Musisz jedynie tego chcieć. A uwierz mi, że jest o co walczyć. Chociaż tak naprawdę to właśnie od pokazania białej flagi i poddania się wszystko się zaczyna.

Poddaj się, rzuć rękawice i powiedz “mam dość, już dłużej tak nie mogę!” W momencie kiedy przestaniesz walczyć, wszystko się zmieni. Odzyskasz spokój i energię do życia, bo wiesz, że nie musisz szukać niczego na zewnątrz, nie musisz przed niczym uciekać. Nie musisz stać się szczuplejsza, piękniejsza ani lepsza. Jedyne na czym teraz powinno Ci zależeć to na byciu swoją najlepszą przyjaciółką. Na traktowaniu siebie w każdej sekundzie swojego życia z miłością. Taką miłością, jaką chciałabyś, żeby obdarzył Cię ten rycerz na białym koniu, o którym tak bardzo marzysz.. Bądź swoim własnym rycerzem. Nie czekaj na niego!

Pokochać siebie to znaczy zaakceptować siebie tu i teraz, wziąć do ręki lustro, spojrzeć w swoje odbicie, w swoje oczy i powiedzieć “Kocham Cię”. A potem uśmiechnąć się i powiedzieć jeszcze raz i jeszcze raz, aż do momentu, kiedy przestaniesz czuć się niekomfortowo.

Pokochać siebie to znaczy siebie wspierać, dbać i dopingować na drodze, którą idziesz zamiast podkładać sobie kłody pod nogi mówiąc “nic mi się nie udaje” “jestem słaba” “jestem beznadziejna” Uwierz mi, że nie jesteś! Jesteś silna, odważna, wspaniała, jakakolwiek tylko chcesz być. Jedyne co musisz zrobić to zajrzeć w głąb siebie i przestać szukać na zewnątrz.

Kochanie siebie to praca na cały etat i związek, w którym składasz obietnicę “i że cię nie opuszczę, aż do śmierci”.

Ale to od Ciebie zależy czy złożysz tą obietnicę… Ja złożyłam, a Ty?

List do wszystkich kobiet

Mixmas – czyli pomieszanie.

Należy się Wam, bo mnie  czytacie, albo aż czytacie, za co ciepło DZIĘKUJĘ.

Sama się zderzyłam z ŻYCIEM  i jakoś to mi uświadomiło, że istnieją granice.

Pracuję na najwyższych obrotach co ostatnio przypłaciłam zdrowiem. Fundacja, spotkania, szkolenia, zdjęcia, mało snu, złe odżywianie, między czasie intensywne leczenie i… padłam.

Wszystko było ważne tylko nie mój organizm.

Pierwsze dni, kiedy organizm dawał znać, że coś jest nie tak, nie poddawałam się i pracowałam. Potrafiłam z bólem, na lekach przeciwbólowych jechać 120 km na spotkanie, uśmiechać się do zdjęć, odpisać podopiecznym i wracać późna porą do domu.

Między czasie zasięgnąć porady lekarza (kolegi) online, który cały czas mi mówił “idź do lekarza”. No cóż, chciałam być mądrzejsza. Jeszcze w tym bólu wysyłałam paczki z produktami do podopiecznych, przecież potrzebują pomocy.

Dziękuję pani na poczcie, która mnie kojarzy z IG i mi pomogła, patrząc wzrokiem “kobieto, zadbaj o siebie bo inaczej nie pomożesz innym”.

Przyjaciółka pisała, dzwoniła i wyganiała, idź do lekarza. Nie, ja mądrzejsza.

I stało się.

Wylądowałam na SOR.

Ból był tak ogromny, że gotowa byłam chodzić po ścianach. Wszelkie dawki zwykłych leków przeciwbólowych wyczerpane, więc trzeba było zastosować silniejsze.

Trzy tygodnie z bólem i dwa tygodnie w łóżku. Trzy tygodnie, które przeleciały mi przez palce.

Po co Wam to piszę?

Wszystko w życiu ma swoje granice, swój czas ale zdrowie ma się jedno.

Nie pomożemy innym, zwijając się z bólu.  Niemożliwe jest też znalezienie wsparcia dla fundacji, jeżeli nie jesteśmy w stanie rozmawiać.  Ani zrobienie kroku do przodu, bo nawet nie możemy z łóżka się zwlec.

I chyba było mi to potrzebne, żeby zrozumieć, że w życiu musi być balans (chyba tak się pisze). Czas na spotkania, czas dla fundacji, czas na leczenie, czas dla mnie żeby ładować baterie.

Mam kilka artykułów napisanych, które wymagają małej korekty, więc proszę Was o cierpliwość.

Dziękuję za wiadomości na priv, dużo mi to dało. Wiem, że tam po drugiej stronie jesteście.

Życzę Wam, żeby każdy znalazł drobny upominek od św. Mikołaja. Bo ja taka duża, a ciągle wierzę, że istnieje. Idę czyścić buty 🙂

 

 

 

Codzień wracając z pracy chcesz zajechać na siłownię i poćwiczyć, ale jakoś bliżej Ci do kanapy i ulubionego serialu w domu?

Masz zaległą pracę do zrobienia, obowiązki się piętrzą, ale bardziej ciągnie Cię do tej właśnie kupionej książki lub gry?

Wiesz, że ćwiczenia są ważne ale po męczącym dniu marzysz tylko o zakopaniu się pod kołdrę, a w głowie toczysz nieustannie walkę co jest ważniejsze.

Takie same rozterki przeżywała profesor Uniwersytetu w Pensylwanii – Katy Milkaman.

Prokrastynacja to dobrowolne zwlekanie z realizacją zamierzonych działań, pomimo posiadanej świadomości pogorszenia sytuacji wskutek opóźnienia[1]. Mechanizm prokrastynacji polega na tym, że dzięki odłożeniu wykonania czynności na później początkowo następuje poprawa samopoczucia. Pojawiają się radość oraz ulga, że nie trzeba działać natychmiast. Ponadto można zaangażować się w bardziej przyjemne, aktualne zadania.

Co jeśli sami sobie ustalimy reguły?

Co się stanie jeśli pozwolę sobie na oglądanie ulubionego serialu/ czytanie książki tylko jeśli pójdę na siłownie?

Codziennie walczysz ze sobą żeby na koniec dnia pojechać na siłownię, choć wiesz że jest to dobre dla Ciebie. Co dzień walczysz z pokusą by wieczorem zamiast oglądać ulubione programy zająć się zaległą pracą.

A co jeśli te dwa pragnienia ze sobą połączymy?

Dzięki tej technice powstał sposób na prokrastynację. Jej strategia zadziałała. Odniosła nawet lepszy skutek, gdy zaczęła chodzić częściej na siłownię, bo dzięki temu mogła siebie nagrodzić ulubionym programem lub książką.

Milkman nazwała ten proces „temptation bundling”, czyli tłumacząc dość dosłownie „pokusa wiązanej”.

Polega ona na wiązaniu zachowań, które chcesz wykonać z zachowaniami, które należy zrobić, ale często je zaniedbujesz.

Jak wspomniana siłownia, zaległa praca, sprawozdanie czy projekt, które odkładasz na ostatnią chwilę.

Katy będąc pod wrażeniem jak w prosty sposób zwiększyła swoją efektywność w wielu obszarach postanowiła zbadać, czy jej pomysł zadziała też na innych.

Razem z kolegami zbadała nawyki 226 studentów swojego uniwersytetu.

Po przetestowaniu grupy pod kątem stosowania procesu „pokusy sprzedaży wiązanej” okazało się, że grupa badawcza wykonywała ćwiczenia fizyczne od 29 % do 51 % chętniej niż grupa kontrolna.

Metoda okazała się skuteczna. Dzięki nagradzaniu samego siebie, za coś co zrobiłeś tuż po wykonaniu zadania, wykonujemy je chętniej i częściej. Przynosi nam to korzyści w obu aspektach (jeśli nagrodą po ćwiczeniach na siłowni nie jest kawałek tortu ;)).

Jak stworzyć swoją „pokusę wiązaną”?

Stwórz listę z dwoma kolumnami.

W pierwszej napisz wszystkie pokusy i przyjemności, które lubisz i chcesz zrobić.

W drugiej zapisz wszystkie zachowania i zadania, które należy zrobić, ale często je odwlekasz.

Wypisz jak najwięcej rzeczy.

Teraz przyjrzyj się liście i pomyśl, które „chcę to zrobić” można połączyć z „należy to zrobić” np. słuchać audiobooków podczas ćwiczeń na siłowni, pójść na pedicure i w tym czasie odpowiadać na zaległe maile, zając się prasowaniem podczas oglądania ulubionego programu.

Wiele rzeczy przyczynia się do naszego sukcesu. Jednym z nich jest nadawanie ważności i pilności zadaniom.

Ćwiczenia na siłownie nigdy nie będą dla Ciebie pilnym zadaniem w danym dniu, ale konsekwentne ćwiczenia wpłyną na poprawę twojego życia i zdrowia.

Metoda „pokusy wiązanej”, jest prostym sposobem realizacji tych zadań, które są zawsze ważne, ale nigdy nie czują pilne.

Dzięki natychmiastowej gratyfikacji po wykonaniu zadań, nagrodą, która wcześniejsze wywoływała u nas wyrzuty sumienia, bo zaniedbywaliśmy coś innego, łatwiej jest zrealizować trudniejsze zadania, które opłacą się nam na dłuższą metę.

A co ty odkładasz na później?

 

 

Po więcej ciekawych treści zapraszam cię na : monikagozdz.pl/blog

To czego obecnie uczę, to wynik ponad 25 lat poszukiwań. Testowania rozwiązań. Mnóstwo kontuzji i kilka operacji. Jak to się wszystko zaczęło i co skłoniło mnie do obrania takiej, a nie innej drogi w życiu? Postaram Wam się w skrócie opowiedzieć w poniższym artykule.

sztuki walki Jarosłąw Rogowski szkolenia, worldmaster.pl

Krótka historia mojego dzieciństwa

Jako dzieciak byłem sprawnym, wysportowanym chłopakiem. Pamiętam jednak, że brakowało mi pewności siebie, która w wielu przypadkach jest niezbędna. Balem się konfliktów, nie lubiłem się też bić. Kilka razy dostałem porządny wycisk. W skrócie tak wyglądało moje ówczesne życie.

W wyniku tego wszystkiego zacząłem poszukiwać pewności siebie. Chciałem się odgryźć, więc trafiłem wreszcie na sztuki walki. Po kilku miesiącach treningu okazało się, że nabrałem odwagi i wtedy naprawdę poczułem w sobie siłę.

Miałem ogromną pasję, która obudziła we mnie obsesję trenowania. Widziałem zmiany, które następują. Czułem się dobrze. Trenowałem absolutnie wszystko, co było możliwe: karate, boks, judo, kung fu.

Słuchałem mądrzejszych od siebie, chłonąłem ich słowa jak gąbka. To był piękny okres, w którym ciężko było nawet o profesjonalne rękawice. Pamiętam sparingi w rękawicach narciarskich na mrozie. Nie czuliśmy z kumplami bólu, nie było na to czasu.

Dopiero jak już odmarzaliśmy, leciała krew i okazywało się, że mamy popękane lub złamane nosy. Dziwne, że przyjmowaliśmy to wtedy z uśmiechem na ustach.

Minęło kilka lat

Któregoś dnia dostałem kartkę z Pekinu od mojej sąsiadki, tłumacza języka chińskiego. Bylem akurat świeżo po obejrzeniu filmu: “36 komnat klasztoru Shaolin”. Szybko skojarzyłem; Pekin, Chiny, Bruce Lee, Klasztor Shaolin!

Od razu pojawiło się marzenie

Klasztor Shaolin to kolebka sztuk walki. Zawsze chciałem tam pojechać i przekonać się o tym na własnej skórze. To przecież święte miejsce znane tylko z filmów. Zacząłem wiec przygotowania do wyjazdu, ale okazało się, że to wszystko nie będzie wcale takie proste i łatwe.

To były czasy, w których Shaolin nie był tak skomercjalizowany jak teraz. Brak internetu oznaczał, że trzeba było pisać listy, dzwonić i czekać aż oddzwonią.

Bylem jednym z pierwszych polaków w Shaolin. Dzięki pomocy rodziców oraz Asi, czyli mojej sąsiadki, zacząłem uczyć się chińskiego i w końcu udało mi się wyjechać w to mistyczne miejsce.

Do Shaolin!

W Chinach spędziłem rok. Tak, więc opowiem wam w bardzo dużym skrócie jak wygląda normalny dzień w klasztorze Shaolin:

Pobudka o 5 rano i bieg na 10 km. Następnie cały dzień mija na treningu, medytacji i nauce. Panuje ogromna dyscyplina i nie ma czasu na pomyłki. Za przewinienia są kary, również fizyczne.

Będąc w Chinach miałem możliwość wyboru głównego stylu. Wybrałem Sandę, czyli full kontaktową walkę kung fu.

Ciężko trenowałem i udało mi się nawet zając 2 miejsce w turnieju szkół shaolinskich. W finale stanął przede mną przeciwnik o pseudonimie – “Tong Po”, który okazał się jednak lepszy, ale dziś wiem, że było warto. Z rozbitym nosem i bez jednej prawej piątki, pogratulowałem zwycięzcy.

W Chinach zaczęło się też tworzyć coś, co nazywam dziś optymalizacją ruchu. Mogłem wybrać inny styl walki, ale wybrałem ten, który uznałem za najbardziej skuteczny. Po wyczerpującym roku walki wróciłem do kraju.

Co dało mi Shaolin?

Dyscyplinę, wyrobione nawyki oraz “jakieś” umiejętności. Zacząłem poszukiwać swojej drogi. Szukałem realnych, prostych rozwiązań.

Tak trafiłem na system Krav Maga

Zakochałem się. System szybki, prosty i skuteczny. Z którym jestem na stałe związany do dziś.

Pomagałem na początku rozwijać go w Polsce i promować maksymalnie jak to było tylko możliwe. Zacząłem bardzo intensywne treningi i często wyjeżdżałem do Izraela, skąd pochodzi ten styl walki. To był dla mnie bardzo intensywny czas.

W Izraelu miałem okazję trenować z obecnymi mistrzami szkół,  którzy jeszcze wtedy uczyli razem, były to tzw. treningi czarnych pasów.

Jednocześnie cały czas miałem niedosyt wiedzy, trenowałem wszystko co możliwe, ucząc się od najlepszych.

Jeździłem po Polsce i słuchałem autorytetów. Zapaśnik miał do przekazania co innego niż bokser, a trener brazylijskiego ju jitsu inaczej podchodził do tematyki parteru niż dżudoka.

Zostałem globtroterem walki

Jak chciałem trenować tajski box to jechałem do Tajlandii. Wiedziałem, że tam jest serce sztuki Muay Thai. Gdy chciałem trenować walkę kijem i bronią, to oczywiście leciałem na Filipiny. Bo kto zna się lepiej na walce kijem i nożem, jak nie Filipińczycy!?

Oczywiście za młodych lat to nie było takie proste, trzeba było liczyć każdą złotówkę i odmawiać sobie absolutnie wszystkiego. Ciężko pracować i odkładać.

Pasja + Ciężka Praca = Sukces

Dziś żyję w zgodzie z samym sobą i robię to co kocham, to czego uczyłem się całe moje życie i w czym jestem dziś “wyszkolony”. Chociaż chyba bardziej pasuje tu stwierdzenie: “uzbrojony”. Taka jest geneza i droga życiowa jaką obrałem.

Cały czas pamiętam jednak, że tylko nieustanny rozwój, doskonalenie umiejętności i ciężka praca nad sobą, przynoszą pożądane efekty.

W kolejnych artykułach przedstawię Wam, jakie szkolenia prowadzę na co dzień i postaram się pokazać jak dużą wartość fizyczną i psychiczna daje rozwój w tym zakresie.

Opiszę również, moje podróże po krajach, w których uczyłem się poszczególnych sztuk walki.

Uzbroję Was w wiedzę, która pozwoli Wam w decydującym momencie zagrożenia życia lepiej obronić Was i Wasze rodziny.

“BAV”, czyli Born Against Violence

W kolejnych tekstach, opowiem Wam również o projekcie “BAV”, czyli Born Against Violence (urodzeni przeciwko przemocy). Jednak przede wszystkim dowiecie się wiele o szkoleniach personalnych oraz szkoleniach dla firm, które osobiście prowadzę.

Zapraszam bardzo serdecznie, zapewniam, że będzie bardzo ciekawie.

Jarosław Rogowski

Podczas treningów proponujemy naszym klientom:

  • Trening fizyczny – najlepsze sprawdzone metody zwiększające siłę, dynamikę, elastyczność, szybkość, a także poprawę sylwetki,
  • Trening walki i samoobrony – praca na bazie takich systemów jak krav maga, mma, boks, ACT. Posiadamy również własne profesjonalne studio treningowe wyposażone absolutnie we wszystko niezbędne do treningu,
  • Trening mentalny – zwiększamy pewność siebie naszych klientów, a więc uczymy skalowania reakcji, negocjacji kryzysowej oraz podejmowania racjonalnych decyzji w stresie.

Szkolenia firm oraz szkolenia personalne Jarosław Rogowski . Szkolenia dla firm oraz szkolenia personalne. Szkolenia dla firm . Jarosłąw Rogowski

Kontakt:

kom. 513 210 270

mail kontakt @gkma.pl

www: jaroslawrogowski.pl

www.gkma.pl

Facebook: Jarosław Rogowski – Szkolenia | Jaroslaw Rogowski

Instagram

Youtube

#kolejne artykuły