Gdy Śmierć spotyka Życie... Dlaczego chcesz być Mordercą? | worldmaster.pl
#

Śmierć jest stanem, nad którym nie mamy kontroli. Życie jest tym, co zostało nam dane niezależnie od nas. Obie siły były na długo przed nami. Będą również jeszcze długo po nas. Dlaczego więc na morderstwo, chcemy usilnie odpowiadać tym samym, roszcząc sobie prawo do decydowania o tym, kto ma prawo chodzić po tym świecie? Czy nie posuwamy się za daleko?


morderstwo

Trochę martwi mnie to, co ostatnio do mnie dociera. Nie sposób nie określić naszego narodu, jako ludności buńczucznej, bojowej i chętnie broniącej swoich wartości. To bardzo dobrze i jestem wdzięczny, że mogę żyć w tym kraju. W Państwie, które zniknęło na 123 lata z mapy Europy, ale naród wciąż pozostawał niewzruszony.

Martwi mnie jednak coś innego. W swojej bojowości, która często objawia się w impulsywnym zachowaniu, czasami zapominamy, że jesteśmy ludźmi. A być ludźmi, znaczy reprezentować sobą pewien poziom.

Pytam się więc…

Jakim prawem, uzurpujemy sobie prawo do wydawania wyroków śmierci?

Życie i Śmierć.

Życie jest przepięknym darem, którego nikt nie chce lub nie powinien chcieć sobie zabierać. Jak wygląda rzeczywistość – każdy z nas wie. Wystarczy włączyć pierwszy lepszy serwis informacyjny, aby usłyszeć o samobójcach, o terrorystach, czy wreszcie o mordercach. Ci ostatni stanowią przedziwną grupę. Na ogół są to normalni ludzie, którzy pod wpływem bodźca lub impulsu, niesieni falą emocji, dopuszczają się czynu, o którym wcześniej nawet nie pomyśleli. Są też oczywiście tacy, którzy psychopatami stawali się od dłuższego czasu i z premedytacją planowali swoje zamiary.

Mordercy są wysłannikami śmierci ponieważ zabierają życie żonom, dzieciom, rodzicom… Kierują nimi siły, których nie sposób opisać. Patrząc na to z perspektywy chłodnego dystansu, można stwierdzić, że dają sobie oni przyzwolenie, aby to śmierć słuchała ich. Strasznie jest myśleć, o zatrważających przypadkach, kiedy ktoś odbiera życie komuś innemu. Jakim prawem dokonuje się takich rzeczy?

Poznanie przyczyn jeszcze mocniej potęguje strach. Dzieje się tak dlatego, bo są one niesamowicie banalne. Żona trzasnęła drzwiami, syn wrócił zbyt późno, sąsiad przekroczył granicę wyznaczonej działki… Te wszystkie zdarzenia przelewają jednak tylko czarę goryczy, która zbiera się już od dłuższego czasu. W efekcie normalny człowiek, chwyta za nóż, łapie za siekierę lub bierze do ręki pistolet i wymierza sprawiedliwość.

Myśli, że On to Śmierć. Sądzi, że ma prawo zakończyć czyjeś życie przedwcześnie…

Morderstwo na oczach milionów.

14 stycznia 2019 roku zmarł prezydent Gdańska – Paweł Adamowicz. Nie mam zamiaru rozdrapywać starych ran. Chcę tylko zwrócić uwagę, że zginął wtedy zupełnie niewinny człowiek. Mężczyzna, który miał rodzinę… Osoba, która miała swoje plany, marzenia i cele… Człowiek, który miał w sobie życie… To była istota z duszą, czująca ból, odczuwająca emocje, przeżywająca każdą minutę swojego życia…

Żył 54 lata. Zapewne liczba ta wydłużałyby się jeszcze znacznie, gdyby nie człowiek, który uznał, że śmierć jest w jego rękach. Czy w to wierzymy, czy nie, ale to się dzieje na naszych oczach. Upadek wszelkich wartości. Upadek pojmowanego do tej pory bezpieczeństwa i wolności. O ile w Polsce tego jeszcze tak nie widać, to wystarczy spojrzeć nieco bardziej na Zachód, aby przekonać się, jak rysuje się nasza przyszłość. Niewątpliwie nasza zaborczość chroni nas przed wpływami, ale nie myślcie, że bezkrytycznie ją pochwalam, ponieważ rodzi również wiele problemów oraz konfliktów.

Trudno się o tym pisze nawet z perspektywy trzech miesięcy, ale tamtego dnia zginął człowiek. Jego życie zostało odebrane przez innego człowieka, który chciał tego dokonać. Zrobił to z premedytacją i zimną krwią. Można sobie zadać pytanie, dlaczego tego dokonał, ale muszę powiedzieć, że nawet mnie to nie interesuje. Choćby uważał, że Paweł Adamowicz to diabeł wcielony, jakim prawem dopuścił się takiego czynu?

Quo Vadis?

To wciąż nie jest problem, który martwi mnie najbardziej. Morderstwo zawsze przysparza mi gęsiej skórki, bo ofiara nie znajduje się tylko po jednej stronie barykady. Ofiarą jest także ten, kto kieruje ruchem swojej dłoni… Ofiara to człowiek, który wymierza decydujący cios. Bez względu na to, w co wierzymy, wbijmy sobie wreszcie do głowy, że to człowiek nie został stworzony do odbierania życia drugiemu człowiekowi!

A co się dzieje na świecie?

Mamy wojny. Prześladowania. Ataki terrorystyczne. Morderstwo na każdym kroku. Zabójstwa na tle rasowym i kulturowym. Ograniczenia wolności i swobody wypowiedzi. Pozbawienia praw nadanych człowiekowi.

W takich chwilach aż ciśnie się na usta:

Dokąd zmierzasz, świecie?!

śmierć

W istocie żyjemy w lepszych czasach, niż chociażby nasi przodkowie podczas drugiej wojny światowej, ale pragnę zwrócić uwagę na jeden szczegół. Teraz również – jak pokazują wydarzenia na świecie – nie możemy czuć się bezpiecznie. Powiem więcej. Dzięki nieustannie postępującej globalizacji oraz rozwoju technologii, mordercy, którzy siedemdziesiąt lat temu, mogli „jedynie” pomarzyć o działaniach na duża skalę, w naszych czasach, mają wszystko, aby to robić, często nie wychodząc nawet z domu. Dostępne są nowe bronie i nowe możliwości… Dodajmy jeszcze do tego lęk przed ludźmi, po których można spodziewać się wszystkiego, a otrzymujemy strach przed wejściem do galerii handlowej, dworca, czy lotniska…

Myślimy, że jesteśmy bezpieczni, dopóki nie otrzymamy naocznego sygnału, że wszystko jest iluzją. Możemy czekać na samolot, marząc o wakacjach marzeń, kiedy w okolicy pojawi się ktoś, roszczący sobie prawo do naszego życia…

Ognia nie gasi się ogniem!

Śmierć boli wszystkich i wywołuje wiele skrajnych emocji. Nie dziwię się więc, że po kolejnym zamachu lub odebraniu czyjegoś życia, pojawiają się często dość drastyczne komentarze. Wiele z nich opiewa komunikatem tego typu:

„Kara śmierci! Zróbmy mu to samo! Niech poczuje, co to znaczy umierać w męczarniach!”

Naprawdę staram się rozumieć te słowa. Staram się, bo pojąć ich nie mogę.

Wiecie już więc, co mnie martwi?

Że my – jako obserwatorzy i naoczni świadkowi tych brutalnych zdarzeń – pragniemy stać się dokładnie tacy sami, jak Ci, którzy są dla nas odrażający. Czym będziemy różnić się od mordercy, zabijającego z zimną krwią, kiedy pozbawimy go życia? Czym będziemy się różnić od terrorystów, kiedy zaczniemy walczyć z nimi ich bronią?

Niczym.

Staniemy się tacy jak oni. W imię obrony swoich praw, będziemy kultywować śmierć. Czy o to nam właśnie chodzi? Aby powielać błędy dokonane przez morderców, łajdaków i ludzi pozbawionych skrupułów? Naprawdę chcemy za cenę zaspokojenia własnych żądz, wystawiać na szali własne wartości oraz życie?

Nie będzie żadnej różnicy. ŻADNEJ. Nikt mi nie wmówi, że nasze pobudki będą „zacniejsze” lub „moralniejsze”. W obu przypadkach uzurpujemy sobie prawo do życia drugiego człowieka. Chcemy rozsiewać śmierć, nad którą nikt nie ma kontroli, a którą tak często chcemy widzieć w naszych rękach. Po co?

Czy naprawdę tak bardzo brakuje nam władzy, że chcemy roztaczać ją nawet na życie drugiej istoty?

horror

Nie bądźmy mordercami…

Proszę, opanujmy się nieco.

Boli mnie, gdy słyszę, że mordercy powinni być zabici w ten sam sposób, w jaki oni mordowali. Co to jednak zmieni? Agresja rodzi jeszcze większą agresję. Jaki przykład damy swoją postawą następnym pokoleniom? Że ogień, gasi się… Ogniem? Chcemy zwalczyć jedno morderstwo, drugim morderstwem? Czy my siebie w ogóle słyszymy?

To do niczego nie prowadzi…

Przykro jest słuchać, kiedy te komentarze płyną z ust wykształconych osób. Kiedy wypowiadają je matki, ojcowie, szanowani ludzie, młodzież… Boli, gdy mówią je ludzie świadomi swoich słów i w pełni zdrowi. Ludzie, którzy przecież powinni wiedzieć, że morderstwo – które sami potępiają – jest złe…

Wymówki … Spotykamy się z nimi każdego dnia. Raz słyszymy od innych, raz stosujemy sami. Jedne są większe, a drugie mniejsze. Nie ulega wątpliwości, że nieustannie są obecne w naszym życiu. Dlaczego? Czy naprawdę  muszą być one stałe w naszej codzienności?

Wymówki, czyli co?

Żebyśmy się wszyscy dobrze zrozumieli, kilka zdań słowem wstępu. Wymówki są dla mnie tajeniem przed samym sobą oraz innymi prawdy, dotyczącej powodów naszych decyzji. Nie widzę znacznej różnicy, między kłamstwem, a użyciem kolejnej wymówki. W obu przypadkach następuje oszukiwanie siebie lub drugiego człowieka. Stosowanie wymówki jest jednak nieco bardziej subtelne. Często w ogóle nie postrzegamy ich w kategoriach kłamstwa. Moim zdaniem niesłusznie. Być może gdybyśmy kwalifikowali je w ten sposób, wtedy mielibyśmy większe opory, aby je stosować.

Wymówki to dla mnie pewien pretekst, wybieg… Wykręt przed tym, co wiemy, że powinniśmy zrobić, ale nie bardzo pragniemy tego dokonać z przeróżnych powodów. Naturalną i najlepszą sytuacją w przypadku takiego stanu jest szczery komunikat. Nie decydujemy się na niego jednak, bo szczerość oznacza prawdę, a prawdy się boimy. Niesie ona bowiem ze sobą często ból, cierpienie i świadomość, że nie jest się takim idealnym, jak się widzi siebie w lustrze.

„Eee… Bo ja to chciałem, ale… Padało!”

Wymówki względem siebie lub względem drugiego człowieka… Które są gorsze? Nie rozgraniczałbym ich, bo obie są dość paskudne.

Jeśli stosujemy taki wybieg w postaci oszukiwania samego siebie, to nie tylko zakłamujemy sobie rzeczywistość, ale przede wszystkim spychamy z siebie odpowiedzialność za własne życie. Kiedy po raz dwudziesty powtarzamy, że „coś ze sobą zrobimy”, ale równocześnie po upłynięciu dwóch dni, przekonujemy siebie, że „jesteśmy zmęczeni”, „że mamy tyle na głowie”, „że to nie jest dobry czas”, „że pada deszcz” albo „że bohater ulubionego serialu złamał nogę”, to w moim odczuciu jest coś nie w porządku. Rozumiem, że świat może sprzysięgnąć się przeciwko wam i próbować zniszczyć wasze wszelkie marzenia oraz was samych, a przy tym…

Żartuję.

To są po prostu wymówki, którymi zatruwacie sobie głowę. Budujecie szczelną bańkę, z której nie chcecie wyjść, bo tam jest wam wygodniej. Łatwiej jest przecież powiedzieć, że pada deszcz, niż przyznać przed samym sobą, że jest się leniwą kluską, której nie chce się ruszyć czterech liter z kanapy, prawda?

Wybaczcie, ale nie potrafię zrozumieć fenomenu wymówek. Zdaję sobie sprawę, czemu służą i chyba właśnie dlatego nie jestem w stanie ogarnąć swoim młodym rozumem, dlaczego świadomie je wybieramy. Gdybyście chcieli nieco więcej przeczytać, jak wspaniały stosunek mam do kłamania siebie, to zapraszam do tekstu o oszukiwaniu siebie.

„Chciałbym, ale nie mogę… Muszę… Yyy… Wyprowadzić chomika na spacer!”

Są też wymówki względem drugiego człowieka. Tutaj zaczyna się prawdziwa zabawa. Bogactwo słów i komentarzy, z jakimi można się spotkać, jest wprost zatrważające. Od tych mniejszych, jak odmówienie koledze wyjścia na piwo, mówiąc, że zachorował nam pies, kiedy tak naprawdę żona nie jest w najlepszym humorze (zwłaszcza po wcześniejszych wybrykach), aż po te większe, jak wymigiwanie się z obietnic i zadeklarowanych zadań do wykonania.

Sprawą oczywistą jest, że wymówki nijak przyczyniają się do budowania prawdziwej i trwałej relacji. Ustaliliśmy już, że wymówki są kłamstwem. Więc jak można zbudować związek – czy to małżeński, czy to przyjacielski, czy to rodzinny – na oszustwie. Zwykła niemożliwość.

Nie mylmy jednak proszę asertywnej i przede wszystkim szczerej odmowy od kolejnej wymówki, w celu zawoalowania pewnych faktów. Asertywność to umiejętność powiedzenia „nie” i przede wszystkim postąpienia w zgodzie z samym sobą. Natomiast wymówki to zdecydowany brak asertywności. Nie mamy odwagi, aby wyrazić własne zdanie, więc uciekamy się do wybiegu, który w naszym mniemaniu będzie „lepiej brzmiał”.

Kiedy zostajemy zaproszeni na imprezę, na którą nie mamy ochoty iść, powinniśmy o tym po prostu powiedzieć. Najlepsze wyjście, które nie implikuje żadnych niepotrzebnych domysłów, ani nie generuje negatywnych emocji. Jednak w takich sytuacjach o wiele częściej można spotkać takie komunikaty, jak: „Słuchaj… Nie mam czasu, bo muszę sprzątać mieszkanie.”, „Och, jaka szkoda, ale już mam plany na wieczór!”, „Bardzo bym chciał, ale obiecałem zawieźć młodszą siostrę na lekcję pływania”, „To bardzo miłe z Twojej strony, ale tam zawsze grają taką kiepską muzykę…”.

Widzicie, co się dzieje?

Spychanie odpowiedzialności za swoje decyzje na wszystko poza nami.

wymówki

Pretekst do niepoznania prawdy.

W moim mniemaniu wymówki służą przede wszystkim jednemu, bardzo ważnemu celowi. Zapewniają nam odpowiednią autoprezentację i tak, jak każde kłamstwo, pozwalają dostosować się do odbiorcy oraz otaczającego nas świata. Poza tym stanowią pewną funkcję obronną przed prawdą, jakiej nie chcemy o sobie poznać. Stanowią pewien bufor bezpieczeństwa. To dosłownie pretekst do niezrobienia lub właśnie zrobienia czegoś. Nie zapominajmy bowiem, że wymówki nie muszą służyć tylko niezrobieniu czegoś. Równie dobrze mogą stanowić wytłumaczenie naszego postępowania.

Gdy w wieku pięciu lat zjedliśmy ciastka, które były przewidziane dla zbliżających się gości, mogliśmy powiedzieć, że „nie wiedzieliśmy”. Tak naprawdę byliśmy po prostu strasznymi łakomczuchami. To jest jednak bardzo nieszkodliwy przykład, z którego można się śmiać lub z politowaniem kiwać głową. Co się jednak stanie, kiedy człowiek zabije drugiego człowieka, twierdząc, że tamten go sprowokował? Czy to nie brzmi jak wymówka? Nawet jeśli by tak było, to jakim prawem nadajemy sobie prawo do odbierania życia? Rozumiecie, co mam na myśli?

Wymówki nie mogą kierować naszym życiem, bo wtedy przestajemy nad nim panować.

Kłap dzióbkiem, kłap. To jest łatwiejsze.

Powoli kończąc jeszcze kilka zdań. Może nieco mocniejszych.

Nie bądźmy, proszę, śmieszni. Naprawdę proszę. Z całego serducha. Wiecie, w co uderzam? W tych wszystkich ludzi, którzy potrafią tylko mówić, ale już nie robić. Do tych, którzy kłapią swoimi dzióbkami, ale gdy przychodzi do działania, zawsze znajdą miliony wymówek. Pokaż, co potrafisz. Możecie nazwać mnie pesymistą, ale kiedy słyszę kolejne obietnice i przysięgi składane sobie, mnie lub komukolwiek innemu, zawsze im nie dowierzam. Wolę zostać pozytywnie zaskoczonym, aniżeli raz jeszcze rozczarowanym.

Zbyt wiele razy widziałem, jak ludzie nie szanują samych siebie.

Dla mnie stosowanie wymówek to zwyczajny brak szacunku do siebie. Jak można tak perfidnie siebie okłamywać? Nie chce Ci się? Dobra, akceptuję to i uważam, że jakoś to przegryzę! Ale jeśli swoje własne lenistwo tłumaczysz czynnikami zewnętrznymi lub – co gorsza – innymi ludźmi, to przepraszam bardzo, ale wyproszę Cię za drzwi lub sam wyjdę, jeśli jestem u Ciebie.

Trochę więcej szacunku.

pretekst

Wiesz, że gdyby nie wymówki, mógłbyś doświadczyć wielu rzeczy?

Nie mieszaj w to innych.

Jak to pisał Andrzej Sapkowski w Wiedźminie?

Jeśli chcesz popełnić samobójstwo, to powieś się w stajni na
lejcach. Nie mieszaj do tego innych.

Wymówki tworzy społeczeństwo, w którym mamy przyjemność żyć. Zbiorowisko maruderów, narzekaczy i ludzi o niezrealizowanych ideałach, którzy wolą fantazjować niż działać. Czy wy wiecie, jaką krzywdę sobie robicie? Tu nie chodzi tylko o was, ale o wasze otoczenie. Wiecie, jak ono na tym cierpi? Każda wymówka względem siebie, którą oni słyszą i są w stanie rozpoznać, to zabieranie im energii. Dajcie sobie spokój, naprawdę.

Weźcie na klatę to, co deklarujecie i to, co mówicie. To nie jest łatwe, ale też nie przesadzajmy, że jest trudne. Rozumiem, że może być trudno powiedzieć mamie, że jednak nie przyjedziecie na święta, kiedy jej to obiecaliście, ale proszę Was! Powiedzcie jej prawdę. Powiedzcie, że chcecie spędzić ten czas w inny sposób lub cokolwiek, co jest prawdziwym powodem, zamiast wymigiwać się wymyśloną chorobą, problemami z samochodem lub czymkolwiek innym! Uważacie, że to jest sprawiedliwe?

Kłamstwo, czy prawda?

Wymówki zjadają nasze życie i nie mam zamiaru zmieniać swojej decyzji. Nie widzę w nich niczego dobrego. Chyba że za taką rzecz uznamy życie w fałszywym, ale jakże miłym i przyjemnym własnym świecie… Chcecie tego? Swoje poddawanie się zrzucać na otoczenie? Swoją głupotę na innych? Swoje bycie sobą na nie bycie sobą? Jeśli nie chcecie czegoś robić, to tego nie róbcie, ale bądźcie w tym szczerzy. Względem siebie i innych. To jest naprawdę ważne.

życie

Jedno słowo. Miliony skojarzeń. Wiele pozytywnych emocji. Jasność w głowie. Ciepło w sercu. Spokój w duszy. Tak wygląda Wiosna.

Początek kwietnia oznacza początek nowej, lepszej pory roku. Nie tylko tej w kalendarzu, ale także tej na zewnątrz. Grube kurtki, ocieplane buty, czapki i rękawiczki wędrują do szafy. Muszą poczekać na swoją kolej, bo nastąpiła zmiana wart. Na światło dzienne wypływają trampki, adidasy, lekkie kurtki, koszulki na krótki rękaw, bluzy i ciemne okulary… Jest jakby lżej. Idąc ulicą, nie czujesz przygniatającego barki ciężaru. Spacerujesz z zadziwiającą lekkością. Lewa noga, prawa noga… Nie czujesz obciążenia! Płyniesz razem z ciepłym prądem. Uśmiechasz się do siebie.

Tak. To jest Wiosna.

Budzisz się rano i widzisz słońce, zwiastujące zapowiedź nowego, cudownego dnia. Przygotowujesz zdrowe, przepyszne i pożywne śniadanie. Nie tylko dla siebie, ale także dla swojej ukochanej. Zapach kawy budzi ją ze snu. Witasz się z nią dokładnie tak samo, jak witałeś się z nią w dniu, w którym powiedziała: „Tak”. Delektujecie się chwilą. Nie patrzycie na zegarek. Wiecie, że się nie spóźnicie. Macie przed sobą cały dzień. Całujesz ją w policzek na pożegnanie. Życzycie sobie miłego dnia. Szczerze i długo patrzycie sobie prosto w oczy, nie przelotnie i nie w pośpiechu. Odprowadza Cię jej wzrok pełen życia oraz radości. Nie tęsknisz jednak za nim, bo wiesz, że ujrzysz go ponownie.

Dziś i jutro.

Zawsze.

Wychodzisz na zewnątrz w lekkiej kurtce i od samego przekroczenia progu, witają Cię ptaki oraz zapach, budzących się do życia roślin. Wędrujesz na przystanek autobusowy i po drodze patrzysz, jak drzewa zaczynają odżywać, a kwiaty przebijać się przez jeszcze nie tak dawno temu ciemną i zmarzniętą ziemię.

Czekasz na autobus, a słońce ogrzewa przyjemnie Twoją twarz. Już minął czas, kiedy marzyłeś o tym, aby jak najszybciej wejść do wnętrza pojazdu. Teraz marzysz, aby spóźnił się, choć pięć minut. Chociaż trzy minuty… Będziesz wdzięczny za jedną, małą minutkę! Byle tylko dłużej zostać na powietrzu. Byle tylko dłużej zażyć słonecznej kąpieli!

Może też zamiast autobusu decydujesz się na spacer. Jest przecież pięknie. Bezchmurne niebo, a na nim słońce, które daje wytchnienie i ciepło. Nie jest już zimno. Nie jest jeszcze gorąco. Jest idealnie. Wędrujesz i myślisz. Zastanawiasz się nad tym, jak bardzo piękny jest świat i jakie to masz szczęście, móc na nim żyć. Idziesz i zastanawiasz się, jak cudownie jest być człowiekiem. Jak cudownie jest wstać rano zdrowym. Czy to magia? Czy to czary?

Wcale nie. To Wiosna.

słońce, wiosna, kwiecień, maj, uśmiechasz się

 

Wchodzisz do biura, a tam nie ma już szarości i nijakości. Witają Cię radosne twarze. Wita Cię jasność i przestrzeń. Czujesz harmonię oraz jedność z ludźmi, którzy Cię otaczają. Pomimo że dom opuściłeś już godzinę temu, nagle czujesz, jakbyś ponownie do niego wszedł. Wszystko jest takie zachęcające. Nawet to biurko i ten komputer, przed którym spędzisz następne osiem godzin. Nie martwisz się już tym jednak. Nie stresujesz się. Masz tuż obok siebie duże okno, przez które wpada słońce i oświetla Cię. Napełnia życiem. Masz też w sobie świadomość istnienia. Zasiadasz do pracy z chęcią do życia.

Po prostu Ci się chce.

Wchodzi szef. W rękach trzyma stos papierów, które musisz przejrzeć. Patrzysz na niego, ale nie dostrzegasz na jego twarzy rozkazu ani przymusu. Spogląda na Ciebie z uśmiechem i pyta się, czy dasz radę. Kiwasz głową. Czujesz się silny. Umacnia Cię wiosna. Umacnia Cię nowy czas w roku.

O szesnastej kończysz pracę. Nie czujesz zmęczenia, kiedy żegnasz się ze wszystkimi. Nawet ze sprzątaczkami, które z szerokimi uśmiechami machają Ci na pożegnanie. Wcześniej nawet nie wiedziałeś, że istnieją. Teraz nawiązujesz z nimi relacje. Portierowi ściskasz dłoń na pożegnanie. Szczerzy się przy tym szeroko, pokazując swoje sztuczne uzębienie. Życzysz mu miłego dnia i pytasz o zdrowie wnuków. Odpowiada, że wyzdrowieli. Wystarczyło, że zaświeciło słońce. Uśmiechasz się do niego. Uśmiechasz się do siebie.

Wiosna, myślisz.

 ∞

Wychodzisz na zewnątrz, gdzie wciąż trwa dzień. Jest cudownie. Przymykasz oczy i wciągasz przez nozdrza ciepłe powietrze. Pachnie kwitnącymi drzewami i kwiatami. Pachnie radością i szczęściem. Ruszasz przed siebie, ale nie kierujesz się w stronę przystanku. Zamiast tego idziesz do kwiaciarni, którą odkrywasz po roku pracy w tym miejscu. Od zawsze znajdowała się w tym samym miejscu. Witasz się z ekspedientkami i kupujesz bukiet białych róż. Z jakiej okazji, pyta się Ciebie sprzedawczyni. Z żadnej, odpowiadasz.

Jest Wiosna, wyjaśniasz.

Wsiadasz do autobusu który, choć wypełniony po brzegi ludźmi, jest dziwnie spokojny. Nikt się nie złości. Nikt nie rozpycha łokciami. Żaden człowiek nie jest nerwowy. Gdzie się nie spojrzysz, tam uśmiechy. Starsi siedzą, młodsi stoją. Niektórzy ze sobą rozmawiają. Nawiązują się nowe relacje. Wszystkie telefony spoczywają w kieszeniach. Słuchawki w plecakach albo wiszą bezwładnie. Bezużyteczne, niepotrzebne. Wszyscy jadą w tę samą stronę. Tworzą wspólnotę.

Jedność.

Opuszczając autobus, masz ochotę powiedzieć wszystkim „do widzenia”, śmiejąc się. Poczułeś, że właśnie byłeś świadkiem czegoś większego. To nie była zwykła przejażdżka. To było stworzenie relacji. Starsza Pani z autobusu macha Ci delikatnie ręką na pożegnanie. Odpowiadasz tym samym. Nikt się na Ciebie nie patrzy jak na ufoludka. Nikt się nie puka w czoło. Wszyscy rozumieją. Oni wiedzą. Czują to samo.

Wiosna.

 ∞

Otwierasz drzwi do mieszkania. Według Twoich obliczeń żona wróci dopiero za godzinę. Masz wystarczająco czasu. Zdejmujesz buty, szanując jej pracę. Rozpakowujesz zakupy, myjesz dłonie w łazience. Przeglądasz się w lustrze. Czy to ja, zastanawiasz się. Ach, tak, przypominasz sobie. Jest Wiosna. Z uśmiechem stajesz za kuchennym blatem. Z głośników zaczyna sączyć się Twoja ulubiona melodia. Ta sama, przy której tańczyłeś po raz pierwszy ze swoją żoną. Identyczna, której słuchaliście na pierwszej randce. Czujesz dreszcz na skórze. Nie chcesz, aby kiedykolwiek znikał. Przygotowujesz cudowne danie. Wychodzi idealne. Nawet się nie dziwisz. Przez okno wpadają promienie słońce i śpiewy ptaków. Gdzieś z oddali słychać śmiech dziecka i radosne okrzyki jego rodziców. Szczeka pies, ale bez agresji. Miauczy kot, ale bez pretensji.

Harmonia.

Mija czterdziesty minut, a jedzenie jest gotowe. Jeszcze tylko czerwone wino. Dzwoni dzwonek. Wróciła. W czystej, eleganckiej koszuli otwierasz drzwi. Witasz ją uśmiechem, odpowiada tym samym. Tulicie się długo i mocno. Oboje to czujecie. Bliskość. Miłość. Intymność. Wiosnę. Prowadzisz ją za dłoń do salonu, gdzie już czeka ciepły posiłek. Patrzy na Ciebie zaskoczona. Widzisz w jej oczach łzy. Rozumiesz je. To wdzięczność.

Jej. Twoja. Wasza.

Za siebie nawzajem.

słońce, wiosna, kwiecień, maj, uśmiechasz się

 ∞

Konsumujecie w ciszy. Nie musicie nic mówić. Milczenie przemawia samo przez siebie. Jest cudownie. Ciepło od Was bijące unosi się w powietrzu i otula wszystko delikatną mgiełką. Przebija się przez nią tylko słońce, które rozświetla wszystko jasnością. Promienie padają na stół. W miejsce, gdzie łączą się Wasze dłonie. Patrzycie sobie w oczy. Jest błogo. Jest spokojnie. Chwilo trwaj.

Nie kłócicie się, kto ma zmywać. Nie ma sprzeczki, kto ma sprzątać. Bez słowa robicie to razem. Chcecie tego. Pragniecie spędzać czas ze sobą. Wspominacie dawne czasy, ale bez tęsknoty w sercu. Rozumiecie, że teraz macie jeszcze więcej. Macie siebie. Myjąc talerze, delikatnie chlapiesz swoją żonę wodę. Z czułością uderza Cię ściereczką, którą wyciera mokre naczynia. Zaczynacie się przekomarzać. Wnętrze mieszkania wypełnia śmiech. Odbija się od ścian, które promienieją, słysząc ten dźwięk. Słońce zachodzi, ale radość nie znika. Trwa niezmiennie.

Jak Kwiecień i Maj.

Kończycie porządki, ale nie wspólny czas. Nie myślicie o obowiązkach. Żadne z Was nie włącza telewizora. Nie pamiętacie, gdzie położyliście swoje telefony, laptopy i tablety. Siadacie na kanapie. Blisko siebie. Nie dzieli Was nic i nikt. Znikają ograniczenia, bariery, przeszkody. Trwacie obok siebie – ubrani, ale nadzy. Nie krępuje Was to jednak i nie zawstydza. Przytulasz ją. Ona obejmuje Ciebie. Tak jest Wam wygodnie. Dzielicie się swoimi przeżyciami, płynącymi z dnia. Całujesz ją w czoło. Odpowiada, całując Cię w policzek. Widzisz radość w jej oczach. Czujesz wdzięczność. Oboje rozumiecie, co się dzieje.

Wiosna.

 ∞

Rozmawiacie do późna. Pomimo kilkuletniego związku, poznajecie siebie każdego dnia. Pytasz ją o rzeczy, o które nie pytałeś. Ona mówi tak, jak jeszcze nie mówiła. Słuchacie siebie z uwagą. Jest zainteresowanie. Jest bliskość. Czujecie siebie nawzajem. Znika ocena. Znikają domysły. Szczerość. Czułość. Uwaga. Wiosna.

Ach, to Ty…

Zanim dzień dobiega końca, leżycie obok siebie w łóżku, które jeszcze nigdy nie było tak pełne Was. Nie ma pustki. Nie ma chłodu. Jest ciepło. Uśmiechacie się do siebie, pomimo ciemności, która zapadła. Nie straszy Was ona jednak. Napełnia nadzieją, że oto doba się kończy, ale wraz z jej końcem, nastanie czas kolejnej.

Coś się kończy, coś się zaczyna…

Zasnęła. Czujesz, jak sen powoli przejmuje nad Tobą kontrolę. Zanim padniesz w objęcia Morfeusza, myślisz jeszcze, że to był cudowny dzień. Dziękujesz za niego w duchu. Za każdy najmniejszy jego szczegół, za wszystkich ludzi, których spotkałeś i za wszelkie wspaniałości. Myślisz, że wiosna to dobry czas. Masz rację. Wiosna jest cudowna. Rozumiesz, że to odpowiedni czas na zmiany. Już prawie zasnąłeś, ale resztkami świadomości chwytasz się jeszcze rzeczywistości. Robisz to tylko po to, żeby bezgłośnie wyszeptać…

Dziękuję…

Zasypiasz z nadzieją w sercu.

*

Tak…

Wiosna w istocie jest cudowna i magiczna. Wlewa otuchę w serce, a duszę napełnia radością oraz nadzieją, że wszystko się ułoży. Nawet to, co boli i zadrą utknęło w sercu, staje się mniej bolesne. Smutki stają się bledsze, żal rozpływa się nieco w promieniach słońca, a złość uchodzi przez krótkie rękawy koszulek.

To wszystko brzmi poetycko, ale wiosna jest poezją, której nie sposób zinterpretować.

Nadszedł czas, który potrafi zdziałać wiele. Napełnia energią, dodaje sił i powoduje działanie, które od dawna domaga się ruchu. Kwiecień i Maj. Dwa miesiące. Nieprzerwanie trwające obok siebie, które zostały ukochane przez miliardy ludzi na świecie.

Zdradzić Wam mały sekret?

Wiosna to My.

Rozumiecie?

słońce, wiosna, kwiecień, maj, uśmiechasz się

Kto z nas nie miał nigdy wątpliwości, niech pierwszy rzuci kamieniem.

Parafrazuję słowa Jezusa, który dwa tysiące lat temu przemówił do zgromadzonych wokół niego ludzi, chcących ukarać cudzołożnicę, co w istocie było czystym podstępem, wymierzonym właśnie wobec Chrystusa. Zawsze zachwycało mnie, jak to możliwe, że słowo potrafi przetrwać tak długo. Właśnie dlatego widzę w nim ogromny potencjał i niewątpliwą siłę, sprzeciwiającą się wielu przeciwnościom losu.

Zostawmy jednak religię oraz słowo na inny czas.

Czy wiedzieliście może, że „Wiedźmin” to nie tylko będący ostatnio na fali serial, produkowany przez Netflixa? To przede wszystkim cudowna seria książek, napisanych przez Andrzeja Sapkowskiego. Cudowność utworów nie bierze się tylko z misternie sporządzonego uniwersum, ale niewątpliwie z uniwersalnych wartości, które upakowane zostały w fantastyczny świat. W efekcie daje to niezwykły rezultat. Czytając poszczególne części, można wielokrotnie dostać prawdziwy strzał w twarz od prawdziwości napisanych słów.

– A niech ma – powiedział poważnie kupiec. – Niechby miał. Bo to właśnie ludzka rzecz i dobra.

– Co?

– Wątpliwości. Tylko zło, panie Geralt, nigdy ich nie ma. A przeznaczenia swego nie uniknie nikt.

Wiedźmin nie odpowiedział.

wątpliwości

Inspirację można spotkać wszędzie.

Tymczasem przejdźmy do tytułowych wątpliwości.

Co znaczy mieć wątpliwości?

Mieć wątpliwości to być człowiekiem. Niepewność jest wpisana w nasze życie i ściśle wiąże się z niemożnością przewidzenia tego, co przyszłe. Możemy jedynie określać prawdopodobieństwo wystąpienia czegoś. Nawet uznanie, że coś, co powtarza się do tej pory codziennie, musi powtórzyć się także jutro, jest błędne. Wstanie dziś rano z łóżka po raz  jedenaście tysięcy trzysta osiemdziesiąty piąty, nie oznacza, że zrobimy to także jutro. Nie wiemy, co wydarzy się w przyszłości. Rodzą się w nas wątpliwości.

Mogę zaryzykować tezę, że gdyby się nad tym gruntownie zastanowić, tak naprawdę wątpliwości można by mieć wobec wszystkiego i wszystkich. Skoro nic, co przyszłe nie jest pewne, a przyszłość niezmiennie czeka na nas i przenika się z teraźniejszością, zatem i czas rzeczywisty powinien być niepewnością i lękiem przed nieznanym.

Rozumując w ten wprost cudowny sposób odnaleźlibyśmy się w Średniowieczu.

Nam – ludziom XXI wieku – umartwianie się za życia nie jest wcale potrzebne. Śmiałbym nawet twierdzić, że nie mamy na to czasu, dlatego tego nie robimy. Zamiast tego potrzebujemy innych rzeczy, o których wielokrotnie już pisałem.

Spinając to wszystko małą klamrą, można powiedzieć, że wątpliwości to efekt niepewności wobec tego, co przyszłe.

Decyzja to podróż w nieznane. Pamiętasz?

Istnieje wiele teorii mówiących, że tak naprawdę w wielu aspektach życia, człowiekiem kieruje egzystencjalny lęk przed śmiercią. Łączymy się w pary i zawieramy bliskie znajomości, bo boimy się śmierci. Tworzymy i rozwijamy się, bo towarzyszy nam lęk przed śmiercią. Naturalnie na co dzień skutecznie go wypieramy, bo któż chciałby w drodze do pracy zastanawiać się nad tym, ile jeszcze zostało mu dni?

Skupmy się jednak na wątpliwościach dotyczących nieco bardziej przyziemnych kwestii. Tych, które dotyczą życia, a nie jego końca.

Wątpliwości ma każdy, bo także każdy podejmuje w swoim życiu decyzje. Jedne są mniej ważne jak wybór płatków śniadaniowych, a inne rzutujące na naszej przyszłości, jak decyzja o założeniu rodziny. Tak i też wątpliwości oraz niepewność wynikająca z wyboru może być dla nas mniej lub bardziej istotna. Warte uwagi jest zaznaczenie, że niepewność budzi się do życia zarówno w momencie podejmowanie decyzji, jak i już po wyborze jednej z opcji.

Decydowanie rodzi wątpliwości. Dlatego też dokonywanie wyborów w życiu nie jest łatwe. Zawsze towarzyszy nam pewne poczucie straty, niepokoju oraz właśnie niepewności. Nie wiemy bowiem, co odrzucamy. Nie wiemy, co mogłoby się stać, po wyborze innej opcji. To zagadka. Gdybanie jednak nad tym, niejednemu zniszczyło zdrowie.

Nie tędy droga.

niepewności

Dobra strona niepewności.

Gardzimy nimi.

Niepewność nie jest lubiana, bo jest to dość dziwny stan. Ani dosłownie negatywny, ani jakkolwiek pozytywny. Z jednej strony powoduje ona lęk oraz rozdrażnienie, ale z drugiej może napawać ekscytacją. Różnice  w osobowości mają w moim mniemaniu spore znaczenie w kwestii przeżywania tego zjawiska. Wracając do poprzedniego punktu, jedna osoba może po dokonaniu wyboru spać spokojnie i zapomnieć o wątpliwościach, a druga przez kolejne dni, może zamartwiać się, myśląc: „Co by było, gdyby…”.

To jest jednak normalne!

Całym tym wpisem chciałbym uspokoić wszystkich, których nerwy są zszargane, a paznokcie obgryzione z powodu wątpliwości. Niepewność jest rzeczą ludzką. Nie można więc wyrzucać sobie z powodu emocjonalnego przeżywania tego, co ma nadejść. Zwłaszcza jeśli ma to dla nas duże znaczenie. Dlatego, kiedy stoimy na rozdrożu dróg, które są skąpane we mgle niepewności, nic dziwnego, że odczuwamy niepokój, lęk i wątpliwości. Kto by ich nie czuł!

Oprócz tego wątpliwości coś sugerują. Mianowicie mogą wskazywać, że nam zależy. Wątpliwości możemy nie mieć w sprawach, które są dla nas zupełnie obojętnie. Kiedy mąż wchodzi z żoną do dwudziestego sklepu w galerii handlowej, a ona po raz setny pokazuje mu dwie sukienki z pytaniem: „Która lepsza?”, wtedy (jeśli nie jest zaangażowany i ma wszystko w miejscu, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę) bez żadnych wątpliwości może odpowiedzieć: „Zielona”. Co najwyżej może w takiej sytuacji mieć wątpliwości, czy żona nie zorientuje się, jak bardzo jest mu to obojętne i jak bardzo chciałby już stamtąd wyjść.

Odczuwanie niepewności to wskazówka dla nas, że waga problemu, przyszłość, która się przed nami rozciąga, wybór, nad którym stoimy, jest istotny z wielorakich powodów. Ta świadomość może dodać nam nieco pewności siebie, bo ściągnie z nas dodatkowe napięcie z posiadania niepewności. To właśnie ona często blokuje nas przed podjęciem decyzji, więc w konsekwencji, decyzja może przyjść nam łatwiej i w sposób mniej bolesny.

Może, ale nie musi. Jak wszystko w życiu.

stres

Uwaga! Stres lubi jeść! Proszę go nie dokarmiać!

Ostrzegam jednak, że wątpliwości mogą także zjadać człowieka. Dosłownie. Od środka. Stopniowo mogą żywić się jego energią, narządami wewnętrznymi, rozsiewając swoje trujące nasienie. Dzieje się tak dlatego, że wątpliwości rodzą stres dla organizmu, a stres – długotrwały i  nieustanny – oddziałuje negatywnie w zasadzie na wszystko. Trawienie, cały układ pokarmowy, układ rozrodczy, funkcjonowanie mózgu… W tym miejscu polecam książkę „Dlaczego zebry nie mają wrzodów?”.

O ile wątpliwości są normalne, o tyle przeżywanie ich nieustannie w silnym natężeniu już takie nie jest. Rozumiem wagę problemów i niepewności, jaka ona rodzi. Zwróćcie jednak uwagę, czy wasza reakcja emocjonalna i odpowiedź waszego ciała, jest adekwatna do problemu. Może się zdarzyć, że poddajemy się silnemu stresorowi (wątpliwościom) wobec sprawy, która jest  kompletnie błaha. Jak wcześniej wspominany zakup płatków śniadaniowych.

Nie dajmy się zjeść wątpliwościom. Zjedzmy lepiej płatki! Najlepiej te bez dodatków cukru i wspomagaczy.

Jak łagodzić lęk zrodzony z wątpliwości?

Z wątpliwościami można sobie radzić. Jeszcze raz to powtórzę, że najpierw warto je zaakceptować, bo są one czymś normalnym. Jeśli masz wątpliwości, czy pocałować dziewczynę, to prawdopodobnie Ci na niej zależy. W przeciwnym wypadku (jeśli nie ograniczają Cię, chociażby Twoje wartości) po prostu byś to zrobił, nie myśląc o konsekwencjach.

  • Nie masz nad wszystkim kontroli.

Przede wszystkim warto zrozumieć, że przyszłość jest niepewna i naprawdę mamy na nią mniejszy wpływ niż nam się wydaje. Przeceniamy często kontrolę, jaką sprawujemy nad rzeczywistością. Wciąż uparcie twierdzę, że własnym działaniem można osiągnąć wiele, ale jest też wiele wypadków niezależnych od nas. Zwykły traf, przypadek, szczęście, samo urodzenie się w innej części świata… To wszystko na nas wpływa. Wątpię, czy teraz pisałbym dla was ten tekst, gdybym nie urodził się w Polsce, tylko w Korei Północnej. Zachęcam was do zapoznania się z pojęciem złudzenia kontroli.

  • Zwalczanie, poprzez działanie.

Może wydać wam się to trywialne, ale w zwalczaniu wątpliwości może pomóc działanie. Nieważne, czy działaniem nazywamy podjęcie decyzji i zakończenie swoich trosk, czy ruch rozumiany, jako posuwanie się w toku życia. W pierwszym przypadku dokonanie wyboru może spowodować, że stracimy obiekt wątpliwości lub chociaż zyskamy świadomość, że podjęliśmy już decyzję. W drugim natomiast działanie może zmienić naszą percepcję, która jest selektywna. Dostrzegamy tylko część otaczającej nas rzeczywistości. Będąc więc w ruchu, zaczniemy być może skupiać się na działaniu, a nie na wątpliwościach. Poza tym działanie można rozumieć, jako zwalczenie problemów, powodujących wątpliwości. Jeśli podejrzewamy, że nosimy w sobie chorobę, warto nie popadać w spiralę smutku oraz niepewności, tylko udać się do lekarza. Ruch generuje mniejsze wątpliwości.

  • Przepracuj problem.

Odpowiedni monolog wewnętrzny to kolejna pomocna rzecz, zresztą nie tylko w zwalczaniu wątpliwości, ale w każdym możliwym aspekcie życia. Spróbujcie przepracować problem, który was dręczy. Zalecam zrobić to porządnie. Rozłóżcie go na absolutnie najmniejsze możliwe części. Rozważcie każdą, nawet najmniejszą opcję. Poświęćcie na to, chociażby pół swojego dnia, ale niech to będzie rzetelna sprawa. Potem zacznijcie to składać w sposób świadomy. Jestem przekonany, że nie będzie to przyjemnym doświadczeniem, bo zetkniecie się prawdopodobnie ze źródłem waszych trosk. Jednak, gdy już złożycie problem z powrotem, przepracujecie go i staniecie się bardziej świadomi, starajcie się do niego już nie wracać. Wyciągnęliście wnioski, poznaliście pierwotną przyczynę… Co więc jeszcze chcecie zrobić? Zmierzam do tego, że czasami warto raz, ale bardzo dogłębnie zapoznać się z tym, co nas dręczy, po to, aby potem móc zamknąć ten rozdział i pójść dalej.

  • Porozmawiaj z bliską osobą.

Rozmowa z bliską osobą jest również bardzo wskazana. Podzielenie się swoimi troskami z człowiekiem, któremu ufamy, może zdziałać cuda. W ten sposób zrzucamy z siebie ciężar, który dzierżymy, poprzez samo wypowiedzenie trosk na zewnątrz. Zyskujemy wobec frasującego nas problemu pewien dystans. Jest w tym jeszcze jeden, ukryty, ale bardzo dużo plus. Dzielenie się z kimś swoimi skrytymi zmartwieniami, wzmacnia więź z drugim człowiekiem. Odsłaniamy się. Pokazujemy siebie w najczystszej postaci. To wymaga od nas wysiłku, ale jeśli mamy przy sobie odpowiednią osobę, gwarantuję wam, że ujrzenie w oczach tej osoby poszanowania waszych praw, jest doświadczeniem bezcennym.

rozmowa

  • Więcej luzu. Odpocznij!

Zachęcam również do szukanie metod, które was rozluźniają i wprowadzają w przyjemny stan oderwania od rzeczywistości. Jeśli nie jest on szkodliwy dla was i innych ludzi, może być to świetnym narzędziem do radzenia sobie ze stresem, który przeżywamy. Istnieje naprawdę dużo technik relaksacyjnych jak chociażby ta według Schultza. Polecam ją wypróbować. Niemniej jednak jestem zdania, że tak, jak każdy z nas jest inny, tak każdy z nas może opracować swoje własne metody relaksacyjne. Przypominam jednak tylko, że nie ważne, czy będzie to program skonstruowany przez kogoś, czy nasz autorski, wymagać on będzie pracy. Rzetelnie włożonego wysiłku i czasu w to, aby zaczął działać.

Niepewności nie zwalczymy. Niepewność to życie.

Tylko zło nie ma wątpliwości.

Jest to najszczersza prawda. Zło jest ukierunkowane na jeden cel – na czynienie zła. Nie ma w nim miejsca na niepewność, czy aby na pewno chce uczynić komuś krzywdę. Po prostu to robi. Po co złu wątpliwości? Jest złe w swej naturze. Nie potrzebuje tego.

My, jako ludzie mamy w sobie wiele wątpliwości, bo nie jesteśmy jednostkami tak bardzo spójnymi. Codziennie o naszą uwagę walczą tysiące bodźców oraz mnogość wartości, zasad oraz reguł, którymi kierujemy się na co dzień. To normalne, że czasami możemy czuć się zagubieni, pełni niepewności przed tym, co ma nadejść. Jesteśmy też istotami świadomymi. Nie tylko własnej śmierci, ale też niemożności przewidzenia przyszłości (choć są tacy, którzy twierdzą inaczej). Zdajemy więc sobie sprawę, że tak naprawdę – idąc za Sokratesem – wiemy, iż nic nie wiemy.

Nie dajmy się im jednak zjeść. Jeśli będą zbyt mocno panoszyć się w naszym życiu, starajmy się je zwalczać. Poprzez rozmowę, odpowiednią perswazję, techniki relaksacyjne, czy poprzez działanie. Nie dajcie się stłamsić. Pamiętajcie, że to jest wasze życie i to wy macie ten decydujący głos w kwestii tego, czy warto się czymś przejmować, czy też nie.

Tylko zło nie ma wątpliwości.

Człowiek natomiast nie jest zły.

Dlatego dzierżymy niepewność w spadku po przodkach.

„Koncepcja zachowań asertywnych zrodziła się z marzenia, aby znaleźć sposób, dzięki któremu człowiek mógłby być sobą prawdziwym, bez towarzyszącego mu lęku i poczucia winy.

Tak Maria Król-Fijewska rozpoczyna swoją książkę pt. „Trening asertywności: scenariusz i wykłady”. Niech was nie zwiedzie groźnie brzmiący tytuł! Ta książka nie gryzie. Wręcz przeciwnie. Uczy, jak wyznaczać granice, niszczyć swoje niewłaściwe przekonania także na swój temat, a do tego pokazuje, jak żyć według własnych zasad. Ostrzegam jednak, że nie jest to kolejny poradnik rozwoju osobistego, tak bardzo typowy dla czasów, w których żyjemy. Moim zdaniem to przewodnik, jak odnaleźć w sobie asertywność oraz cząstkę siebie pośród świata pełnego interakcji z drugim człowiekiem.

Wprowadzenie.

Wydanie książki pochodzi z roku 1993. Można więc powiedzieć, że w świecie postępu technologicznego i postrzegania trzydziestolatków za dinozaurów – jest ona stara. Jak wam to później pokażę – wciąż jednak piekielnie aktualna. Napisana została główne z myślą o psychologach, choć zdziwicie się, ile informacji będziecie w stanie odnieść do własnego życia. Podczas czytania wielokrotnie łapałem się na próbie rozróżniania pozyskiwanych informacji. Czy to przyda mi się w przyszłej pracy z drugą osobą? Czy może wykorzystam to w swoim życiu? Takie przełączanie się pomiędzy dwoma „jaźniami” bywało dla mnie trudne, choć na swój sposób rozwijające. Wymagało bowiem dodatkowego skupienia, a to z kolei skutkowało lepszym przyswajaniem materiału.

recenzja książki

Źródło: www.antykwariatnws.pl

Ważne jest, abyście nie podchodzili do tej książki, jak do pozycji beletrystycznej. Rozumiem upodobania do Stephena Kinga, Remigiusza Mroza, czy Nicholasa Sparksa, ale to naprawdę nie jest opowiadanie, które możecie przeczytać podczas jedzenia obiadu. Potraktujcie tę książkę naprawdę poważnie, bo w przeciwnym wypadku nie odniesiecie z niej należytych korzyści. Szkoda waszego czasu. „Trening asertywności” to jedna z tych książek, która wymaga rzetelnej pracy. Nie tylko przeczytania, ale wkładu własnego.

Pisałem o tym w kontekście rozwoju osobistego. Czytanie książek jest przepiękną sprawą, ale jeśli tylko czytacie, a nie działacie, to marnujecie tylko potencjał danej wartości. Maria Król-Fijewska przekazuje czytelnikowi naprawdę przydatną wiedzę.

Czym jest asertywność?

Książka podzielona została na pięć głównych części.

Pierwsza z nich stanowi wprowadzenie do całego zagadnienia, jakim jest asertywność. W tym miejscu znajdziecie wyjaśnienie pojęcia, a także poznacie sposoby pracy nad tą wartością głównie w kontekście działalności z klientami.

„Zachowanie asertywne to zespół zachowań interpersonalnych, wyrażających uczucia, postawy, życzenia, opinie lub prawa danej osoby w sposób bezpośredni, stanowczy i uczciwy, a jednocześnie respektujący uczucia, postawy, życzenia, opinie i prawa innej osoby (osób).”

Innymi słowy, asertywność oznacza dać sobie prawo do wyrażania siebie w sposób zgodny z własnym przekonaniem, bez ingerencji w życie drugiego człowieka, respektując jego prawo do bycia sobą.

Także w tej części dowiecie się, że asertywność nie jest definiowania tylko poprzez komunikaty werbalne. Dotyczy ona również postawy ciała, czy tonu głosu. Również sposób wyrażania uczuć jest bardzo ważny. Jeśli pragniecie komuś odmówić, w odpowiedzi na jego propozycję i zamiast prostego: „Nie, nie chcę”, mówicie „Przepraszam, że Ci to mówię i pewnie ranię Twoje uczucia, ale chyba nie mogę się na to zgodzić”, to myślę, że asertywność w tym wypadku nie działa tak, jak działać powinna. Jak widać, odmowa zachodzi, ale jest tak skrzętnie zawoalowana, iż jej skuteczność będzie zapewne marna. Choć nie chcę niczego wyrokować, bo w rzeczywistości nie jest to wcale tak oczywista sprawa.

Scenariusze.

Część druga przedstawia scenariusz treningu asertywności.

Choć może się wydawać, że informacje zawarte w tym rozdziale są przeznaczone przede wszystkim dla osób, zajmujących się prowadzeniem grup terapeutycznych, to zapewniam was, że warto przejść przez tę część. Można z niej wyciągnąć wiele dobrego, a opisane w niej ćwiczenia być może zainspirują was do zmiany własnego postępowania. Ponadto sam opis poszczególnych ćwiczeń jest barwny oraz pouczający.

Trening asertywności dzieli się na trzy etapy, a każdy kolejny polega na wykorzystywaniu wiedzy pozyskanej na poprzednich etapach.

I

Pierwszy powinien być rozłożony na dwa dni. Zawiera w sobie takie elementy, jak ćwiczenia dotyczące przyjmowania opinii  i uczuć innych, reagowania na krytykę, wyrażania uczuć pozytywnych, a także negatywnych, czy wyrażanie osobistych przekonań. To właśnie w tej części dowiedziałem się, że w wielu sytuacjach powinniśmy koncentrować się nie na osobie, ale na danej sytuacji. Idąc więc do sklepu obuwniczego, aby złożyć reklamację, nie powinniśmy zastanawiać się, czy aby na pewno nie sprawimy pani ekspedientce kłopotu swoim zachowaniem, tylko musimy skupić się na zadaniu. Chcę oddać buty, więc idę w odpowiednie miejsce i to robię. Mam do tego prawo! Pamiętacie? Skupianie się w takich sytuacjach na uczuciach drugiej osoby, mogłoby spowodować, że zostalibyśmy w domu. Razem z butami, których nie chcemy.

II

Drugi etap może być rozłożony zarówno na jeden, jak i dwa dni. Jest on już nieco głębszy. Z tej części płyną bardzo duże profity dla rozwoju czytelnika. Przede wszystkim samo zaprezentowanie monologu wewnętrznego, jako siły, o której mocy nie zdajemy sobie na co dzień sprawy, jest bardzo wartościowe. Traktujemy go jako coś normalnego, nie wiedząc nawet, jak wiele wnosi on do naszego życia. Podszeptuje, trąca nas i ukierunkowuje w określoną stroną, a my nawet o tym nie wiemy! Kolejną nauką jest skupianie się nie na emocjach, ale na zachowaniu, co pozwala nam płynnie przejść od punktu A do punktu B bez niepotrzebnych, natrętnych myśli.

III

Trzeci etap również może trwać jeden lub dwa dni i w głównej mierze jest skupiony na wiedzy, którą byliśmy w stanie poznać, podczas poprzednich etapów. Znajdują się tam takie bloki tematyczne, jak „asertywna reakcja na własne poczucie krzywdy lub winy”.

asertywność

Jak asertywność wygląda w codziennych sytuacjach?

Część trzecia książki przedstawia opisy indywidualnych prac.

Autorka przytacza kilka przypadków, które potrafią sporo pokazać czytelnikowi. Na przykładzie innych osób, możemy zobaczyć, jak nie wygląda asertywne zachowanie i co zrobić, aby takim ono było. Z każdej sytuacji jesteście w stanie wychwycić kilka najważniejszych puent, których stosowanie może wam pomóc w budowaniu asertywności w swoim życiu.

Ponadto po rzetelnym przyswojeniu poprzedniej części książki, dostrzeżecie pewne mechanizmy działania, które powtarzają się w zaprezentowanych sytuacjach. Można więc rzec, że na podstawie podanych przykładów, otrzymujemy szansę ujrzenia w praktyce tego, co do tej pory widzieliśmy tylko w sposób teoretyczny.

Materiały, które można wykorzystać.

Część czwarta zawiera trzy – z mojego punktu widzenia – bardzo ważne załączniki. Nie musicie przez nie przechodzić od razu, ale myślę, że warto je zapisać, bo niosą one ze sobą pewną wartość, która może wam się przydać w toku życia. Zwłaszcza na początku budowania postawy asertywnej.

  • Mapa asertywności pozwoli wam zajrzeć w głąb siebie i ujrzeć, czy wasze postawy i zachowania przejawiają asertywność, czy też coś zgoła innego. Pamiętajcie jednak, iż jest to rodzaj pewnego testu, który może wam coś sugerować, ale nie może oznaczać ostatecznego wyroku. Krytyczne myślenie moi drodzy!
  • Zestaw tekstów anty- i pro-asertywnych to zbiór krótkich komunikatów, które możemy stosować względem siebie, w monologu wewnętrznym, aby wzmocnić w sobie postawę asertywną lub ją osłabić. Tych drugich nie polecam stosować, choć warto się z nimi zapoznać, aby zobaczyć, jak wiele z nich używamy w codziennym życiu, czasami nawet nie do końca zdając sobie z tego sprawę. Warto porównać je z tekstami pro-asertywnymi i przemodelować tak, aby wspomagały nas, a nie osłabiały.
  • Pięć praw Fensterheima to zbiór przykazań dla osób, które pragną reprezentować sobą pewien stopień asertywności. Nie będę ich tutaj przytaczał. Sami sprawdźcie!

Wykłady, na które warto chodzić.

Część czwarta obejmuje wykłady. Choć w studenckiej filozofii, termin ten w wielu przypadkach oznacza również brak zajęć, zachęcam, abyście w tym wypadku potraktowali je jako zajęcia obowiązkowe.

Trzynaście wykładów, które dają czytelnikowi sporą dawkę wiedzy. Spektrum poruszanych tematów jest dość szerokie. Tak więc w tym rozdziale będziecie mogli przeczytać o asertywności i asertywnym zachowaniu, obronie swoich praw (także w sytuacjach społecznych), czy reagowaniu na krytykę oraz o asertywnym sposobie przyjmowania ocen.

Ostrzegam jednak, że choć tę część czyta się naprawdę przyjemnie, co jest niewątpliwym walorem, nie można zapominać, jaki cel ma ta książka. Dlatego warto skupić się na tym, aby poprawić pewne mankamenty w swojej postawie. Z tego więc powodu zachęcam do skrupulatnego zgłębienia tematu i rzetelnego przemyślenia czytanych słów. Dzięki temu dowiecie się między innymi, dlaczego powstrzymywanie się przed asertywnością z powodu lęku przed urażeniem rozmówcy, może mieć ostatecznie bardzo negatywne skutki. Także zostaniecie zapoznani z pojęciem zakłopotania oraz sposobem wyrażania uczuć teoretycznie negatywnych, które w społeczeństwie są tak często piętnowane. Zauważmy, że wolno okazywać nam radość, zadowolenie, miłość, ale odczuwamy blokadę przed ekspresją gniewu, czy smutku.

Zwróćcie uwagę na procedurę stopniowania reakcji autorstwa Pameli Butler. Znajdziecie ją w wykładzie numer dziewięć. Niektóry na pewno otworzy ona oczy na sposób, w jaki można wyrażać swój gniew, bez natychmiastowej ekspansji na wolność drugiego człowieka.

Warto więc, czy nie warto?

Sumienne przepracowanie książki da wam jeszcze jedną, ważną rzecz.

Wątpliwości.

Powinniście je przeanalizować oraz przede wszystkim oszlifować we własnym zakresie – w głowie oraz w działaniu. Na własnym przykładzie mogę stwierdzić, że lista pytań, które się we mnie narodziła i którą spisałem w notatniku, przekroczyła moje najśmielsze oczekiwania. Warto to jednak zrobić i warto także zadbać, aby te pytania sobie stawiać. Umiejętne pytanie może wzbudzić w nas refleksję, w celu wydobycia odpowiedzi. Odpowiedź natomiast może ukazać nam nowe furtki, których do tej pory nie widzieliśmy lub widzieć nie chcieliśmy.

Przyznam się, że dla mnie bardzo trudne jest określenie granicy między egoizmem a asertywnością. Gdzie zaczyna się egoizm? Gdzie kończy się asertywność? Trudno powiedzieć. Pewne jest jednak, że wszystkich ludzi – choćbyśmy bardzo tego chcieli – nie możemy uszczęśliwić. Warto pomyśleć o sobie i swoich potrzebach, nie zapominając o drugim człowieku. Mówiłem, że to nie jest łatwe!

Asertywność oznacza właśnie postępowanie według własnych wartości i własnych potrzeb. Można rzec, że asertywność to bycie sobą.

Książkę definitywnie polecam każdemu. Można z niej wynieść wiele dobrego, choć trzeba włożyć w to nieco pracy. Polecam również otwarte głowy, chłodne umysły i umiejętność krytycznego myślenia. Tego nigdy za wiele.

I idąc za słowami autorkami:

cytat

#kolejne artykuły