5 błędów, które robisz ucząc się tańca! | worldmaster.pl
#

Artykuł ten przeznaczony jest głównie dla panów, którzy uczą się technik tańca w parze. Głównie dla uczących się salsy, ale takie tańce takie jak bachata, zouk, kizomba, tango, disco fox czy swing również podlegają podobnym wyzwaniom i błędy te pojawią się również tam. Zapraszam do lektury, w końcu najlepiej uczymy się na błędach.

I. BŁĄD

UCZENIE SIĘ WIELU NOWYCH KOMBINACJI JEST NAJLEPSZYM SPOSOBEM, ŻEBYM NAUCZYŁ SIĘ JAK NAJLEPIEJ TAŃCZYĆ SALSĘ 

Oczywiście ucząc się salsy poznajemy kombinacje w parze, jest ich mnóstwo. To ważne by mieć bogaty repertuar figur. Jednak ważniejsza od ilości jest ich JAKOŚĆ. Co z tego, że znasz dużo figur jednak nie potrafisz ich łączyć w płynny i szybki sposób. Zapominasz co było po czym, gubisz po drodze rytm, zmieniasz krok z on1 na on2 i odwrotnie.

Zamiast tego skup się na płynności i pewności kombinacji, które dobrze znasz, dopracowaniu szczegółów i dopasowania figur salsy do partnerki, z którą aktualnie tańczysz. Uprość repertuar na jakiś czas po to by wygładzić swoje prowadzenie w podstawowych rzeczach, to da ci większą pewność siebie a twoje partnerki będą na pewno bardziej usatysfakcjonowane tańcząc z tobą. 

II. BŁĄD

NAJWAŻNIEJSZE SĄ KOMBINACJE W PARACH, FOOTWORK MOGĘ SOBIE ODPUŚCIĆ

Ucząc się salsy poznajemy nie tylko kombinacje w parach. Na początku każdy z nas musi poznać krok podstawowy. To ważne, jako, że krok determinuje styl tańca, którym się aktualnie zajmujemy. Zauważcie, że kombinacje w parach mogą być bardzo podobne w różnych tańcach: salsie, bachacie, zouku, cha-chy czy nawet tańcach dworskich. To co je od siebie odróżnia to zmienna struktura kroków podstawowych, warto o tym pamiętać.

Zestaw kroków i podstawowych obrotów, nauka przenoszenia ciężaru ciała, stawiania stóp jest najbardziej podstawową i najważniejszą rzeczą na podstawowym kursie salsy. Budujemy ten dom od fundamentu, którym są wasze kroki, praca stóp czyli footwork. Kombinacje w parach są i powinny być na drugim miejscu. Pamiętajcie panowie, że cała praca rąk, prowadzenie jest o tyle lepsze, o ile stoi na pewnym fundamencie waszych stóp. Jeśli nogi nie wiedzą co robić, będziecie mieszać figurami bez ładu i składu. Partnerka starając się za wami nadążyć będzie miała prawo czuć się zagubiona i przerzucana z kąta w kąt.

III. BŁĄD

PARTNERKI UWIELBIAJĄ SIĘ NIEUSTANNIE OBRACAĆ

Salsa co prawda jest tańcem, w którym występuje mnóstwo obrotów, niemniej parnterki nie mogą i nie powinny cały czas się kręcić. To męczące, powoduje zawroty głowy, czasem wręcz nudności i po jakimś czasie odbiera kompletnie przyjemność z tańca. Panie muszą mieć czas i przestrzeń na oddech, uspokojenie footworku, ustawienie ciała, poprawienie włosów, styling, etc, etc. Dobry partner stosuje obroty naprzemiennie z dużą ilością przejść, zmian kierunku, free stylu w tańcu osobno i przede wszystkim nie kręci partnerki tylko w jednym kierunku. Jak mawiał klasyk “różnorodnie i krótko” to stara i dobra zasada, która zawsze się sprawdza.

IV. BŁĄD

JEŚLI PARTnERKA NIE IDZIE ZA PROWADZENIEM ALBO NIE WIE O CO CHODZI, BĘDĘ JĄ PROWADZIŁ MOCNIEJ I PEWNIEJ

Niestety, nic bardziej mylącego. Partnerka prowadzona mocniej, tym bardziej przestaje rozumieć o co chodzi i zazwyczaj rozpoczyna rozpaczliwą walkę o przetrwanie blokując mięśnie, zatrzymując kroki i napinając mocniej ręce. Pamiętaj, że jeśli twoja partnerka nie rozumie prowadzenia to może wynikać z dwóch podstawowych rzeczy:

1. twoje prowadzenie jest nieczytelne – robisz zbyt wiele na raz: np. równocześnie pokazujesz dwie lub kilka sprzecznych ze sobą informacji. Jesteś poza rytmem (za wcześnie, za późno) więc twoja partnerka nie jest gotowa lub jest już w innym miejscu niż powinna.

W takim przypadku powinieneś się skupić na tym aby odpuścić trudniejsze figury, wyczyścić i uspokoić prowadzenie, starać się o lepsze zrozumienie rytmu i kroków parnterki, z którą tańczysz.

2. Parnterka nie ma doświadczenia, jest mniej zaawansowana niż ty, nie rozumie twoich sygnałów.

W tym przypadku powinieneś również odpuścić trudne kombinacje, staraj się poprowadzić do prostych figur a nawet samego kroku podstawowego, wyrównany, płynny i spokojny taniec ma większe szanse zadziałać a partnerka jeśli poczuje płynność twojego ruchu łatwiej za tobą pójdzie.

W obu przypadkach pamiętaj: siłą i mocą prowadzenia niczego nie wskórasz, bo nie o siłę chodzi w tańcu tylko o balans, płynność i harmonię ruchu.

UWAGA: Prowadzenie zbyt delikatne i za lekkie może mieć podobny efekt, musisz starać się znaleźć “złoty środek” i zwracać uwagę przede wszystkim na stabilne i czyste prowadzenie.

V. BŁĄD

JEŚLI COŚ MI SIĘ UDAŁO Z JEDNĄ PARTNERKĄ UDA MI SIĘ Z INNYMI

Niestety, co ujdzie ci z jedną może zupełnie nie wypalić z drugą. Zawsze powtarzamy na kursach w Krambo, że należy nieustannie “dostosować sposób jazdy do warunków panujących na drodze”. Każda partnerka jest inna. Na szczęście. Różnią się od siebie nie tylko kolorem oczu i włosów. Co gorsza, jedna parnterka może się różnić czasem od samej siebie. Jak wszyscy mężczyźni wiedzą: fazy księżyca, plamy na słońcu mają dość duży wpływ na stan psychofizyczny naszych partnerek. My też zresztą nie lepsi, ha!

Staraj się każdy taniec traktować jako nowe, osobne doświadczenie i bądź uważny. Zwróć uwagę na wysokość, szerokość i objętość partnerki (zwłaszcza jej rąk i nóg). Szybkość piosenki, do której tańczysz, stan fizyczny i psychiczny twój i jej (jakby to było takie proste…). Poziom zaawansowania jest również niezmiernie ważny. Upewnij się, że umiesz go ocenić patrząc na partnerkę, zanim ją poprosisz do tańca. Bądź otwarty i gotowy na wyzwanie. Nie martw się pomyłkami i nie traktuj nikogo z góry, każdy ma prawo do słabszej dyspozycji, pomyłek, utraty równowagi czy nagłego rytmicznego zaćmienia.

 

Artykuł ten jest inspirowany a częściowo adaptacją artykułu Josie Neglii z Los Angeles, (instruktorki, tancerki i właścicielki studia tańca) pod tytułem:

5 Common Mistakes Male Salsa Dancers Make, który znajdziesz tutaj.

Co o tym myślisz? SKOMENTUJ. Lajkuj i podaj dalej!

Oto kilka porad, które ułatwią wam życie i uprzyjemnią czas spędzony podczas tanecznych imprez. Przydadzą się, mam nadzieję, początkującym jak i być może niektórym wyjadaczom.

Imprezy

Imprezy salsowe mogą mieć różny charakter:

  • domówki
  • imprezy w szkole tańca, w której się uczysz (w tym praktisy)
  • salsoteki w klubach
  • imprezy festiwalowe

Każda z tych imprez rządzi się troszkę innymi prawami i to, co na jednej wypada, na innej może okazać się niestosowne. Zanim wybierzesz się potańczyć upewnij się, że znasz szczegóły: cennik, obowiązujący dress-code i miejsce wydarzenia.

Opłaty

Nieraz organizator wyznacza opłatę za wstęp (często symboliczną). Dobrze o tym wcześniej wiedzieć. Czasem w cenę biletu wliczony jest również napój.

Napoje

Upewnij się czy na imprezę do szkoły tańca możesz wnieść napoje (głownie chodzi o alkohol) czy nie jest to niezgodne z regulaminem studia. Organizator często umieszcza informacje dotyczące konsumpcji w opisie wydarzenia, warto więc się z nimi zapoznać. Nigdy nie przynoś własnych napojów na imprezy w klubach. Kluby żyją z ich sprzedaży, przynosząc swój i konsumując w trakcie imprezy narażasz klub na straty, dajesz zły przykład innym i sprawiasz, że dana impreza może nie przetrwać z powodu nieopłacalności.

Klub zawsze ponosi koszty związane z imprezą. Dobrym zwyczajem jest kupić cokolwiek w barze, może to być nawet jedno piwo lub napój. To wystarczy by impreza przyniosła oczekiwany zysk i utrzymała się dłużej w danym miejscu. Jeśli klub ma świetny klimat, dobrą obsługę i świetne nagłośnienie to kupowanie w barze jest też formą podziękowania za gościnę.

Na imprezach festiwalowych zazwyczaj nie wolno wnosić swoich napojów, gdyż podobnie jak wyżej organizatorzy muszą mieć utarg aby móc opłacić salę.

Strój, buty i włosy

Właściwie nie obowiązuje swoisty dress-code w salsie – to co wygodne i schludne zawsze będzie mile widziane. Kieruj się wygodą i tym w czym się dobrze czujesz. Są jednak pewne rzeczy, które powinieneś wiedzieć. Panie często tańczą na obcasach, często też wybierają wygodę i lekkie buty sportowe, trampki, halówki i adidasy. Panowie również mogą mieć eleganckie buty do tańca na obcasie (raczej buty typu standart, a nie latin), zdarzają się zwykłe półbuty, modne ostatnio mokasyny i buty sportowe.

Buty treningowe, takie jak baletki, jazzówki lub snickersy też się pojawią na salsotece, ale według mnie lepiej je pozostawić na salę treningową w szkole. Pamiętaj też, że strój ma kolosalne znaczenie w tańcu, odpowiednio dobrane buty czy sukienka albo marynarka tańczą dla ciebie i z tobą. O ile nie jest to impreza z ogłoszonym wcześniej dress-codem masz właściwie pełną swobodę ubioru, możesz nawet wpaść po treningu w dresie, jeśli nie jest to dres, w którym biegłeś wcześniej maraton. Ubierając się przypadkowo często tracisz efekt wizualny, który wywołuje tańczący z tobą ubiór. Warto o tym pamiętać.

Tańczenie boso

O zgrozo się zdarza. Dla mnie to niestety przejaw braku piątej klepki pod sufitem. Ryzyko drastycznego podeptania jest tak duże, że żadna wygoda i bolące stopy nie powinny cię skłaniać do zdjęcia obuwia. O ile nie jest to impreza na plaży, na piasku, na molo lub w letnim kurorcie gdzieś na trawie, lepiej nie ściągać butów. To często jedyna (i tak kiepska) ochrona dla twoich stóp. Pamiętaj, że tańcząc boso lub w klapkach ryzykujesz i musisz być bardziej pewny otoczenia, podłoża a przede wszystkim swoich umiejętności tanecznych. Sam uwielbiam taniec boso i w klapkach jednak nie tańczę tak zazwyczaj w klubie – szkoda stóp.

Dress-code

Podczas salsowych festiwali często obowiązuje dress-code, a impreza może być tematyczna. Nikt nikogo nie ściga za odstępstwa w ubiorze, ale jest to świetna okazja by poeksperymentować ze strojem i móc ubrać się inaczej niż zwykle. Upewnij się przed imprezą, że znasz szczegóły wydarzenia.

Włosy to ważny element w tańcu, zwłaszcza u pań. Warto pamiętać, że długie rozpuszczone włosy u kobiet wyglądają zjawiskowo w tańcu i dodają dodatkowego efektu zwłaszcza podczas obrotów. Doświadczona tancerka potrafi świetnie wykorzystać ich ruch często bawiąc się włosami podczas tańca i może to być rodzaj stylingu w połączeniu z kokieterią. Uwaga na długie warkocze. Piękne podczas spaceru, na salsie zmieniają się niestety w broń dalekiego zasięgu. Najgorzej wówczas gdy warkocz jest gruby, długi i mokry…

Panowie pamiętajcie, że we włosach znajdują się szpilki, gwoździe, broszki, spinacze, kolie, tona lakieru, pianki i inne specyfiki. Nieuzasadnione gładzenie kobiet po włosach w trakcie tańca może być potraktowane jako akt agresji, nie wspominając o tym, że może być zwyczajnie niebezpieczne.

Higiena osobista

Przed imprezą:

  • weź prysznic
  • załóż świeżą garderobę (bieliznę, nigdy nie wiesz co cię czeka po imprezie)
  • użyj antyperspirantu
  • nie przesadzaj z perfumami
  • odśwież oddech
  • sprawdź paznokcie
  • możesz wziąć koszulkę na zmianę
  • możesz wziąć ręcznik do wycierania, ale nie noś go w tylnej kieszeni tylko trzymaj w niewidocznym miejscu

Podczas imprezy:

  • myj często ręce
  • po kilku godzinach intensywnego tańca i pocenia się rozważ zmianę koszuli, bluzki
  • używaj jednorazowych ręczników w łazience, aby wytrzeć pot

Oto kilka porad, które ułatwią wam życie i uprzyjemnią czas spędzony podczas tanecznych imprez. Przydadzą się, mam nadzieję, początkującym jak i być może niektórym wyjadaczom. Imprezy Imprezy salsowe mogą mieć różny charakter

Proszenie do tańca

Na salsie zarówno panie jak i panowie możecie śmiało prosić do tańca. Niemniej zarówno wśród pań i panów zdarzają się osoby nieśmiałe. Dlatego widząc osobę siedzącą przez dłuższy czas i nietańczącą warto podejść i zaprosić do tańca. Zwroty w rodzaju: “Cześć, zatańczysz?”, “Tańczysz salsę?”, “Zatańczymy?”, “Masz ochotę zatańczyć?” powinny w zupełności wystarczyć. Do osób, które dobrze znamy czasem wystarczy się uśmiechnąć i wyciągnąć zapraszająco dłoń. Starajmy się nikogo nie traktować z góry i nie przyjmować za pewnik, że spotkamy się tylko z przyjęciem zaproszenia.

Jeśli tańczyło nam się wyjątkowo dobrze można zapytać, czy nasz partner nie ma ochoty na jeszcze jedną piosenkę. Ciężko jednak oczekiwać, że ktoś będzie chciał tańczyć tylko z nami przez cały wieczór. Po pierwsze każdemu należy się chwila na odpoczynek, napój, poprawienie makijażu, stroju czy toaletę. Po drugie nigdy nie mamy partnera tylko dla siebie. Na salsie każdy tańczy z każdym, więc jeśli wyraźnie nas o to ktoś nie prosi, nie tańczmy tylko z jedną osobą podczas całej imprezy.

Razem raźniej

Tworzymy małą społeczność, która aby przetrwać i się rozwijać potrzebuje stałego dopływu nowych twarzy i tancerzy. Prośmy osoby nieznane do tańca, dajmy sobie i innym szansę przekonania się na ile przyjemnie może być tańczyć z nieznajomymi. Może to być zachęta dla nowych, uczących się dopiero salseros, aby przychodzić częściej na imprezy i uczyć się dalej i daje gwarancję, że na salsie będzie zawsze mnóstwo osób. Im nas więcej, tym lepiej.

Na koniec przestroga. Nie proś notorycznie osób, które ci odmawiają. Powodów odmowy może być mnóstwo, nie bądź natrętem. Jeśli ktoś ci odmówił odczekaj solidną chwilę (minimum 20, 30 minut) zanim ponownie poprosisz. Jeśli osoba nie chciała z tobą tańczyć, bo musiała odpocząć lub napić się, często sama podejdzie i cię poprosi. Nie prośmy też osób, które są zaangażowane w rozmowę. Głębokość zaangażowania musisz sam ocenić. Wyrywanie kogoś do tańca z przyjemnej konwersacji z przyjaciółmi często kończy się odmową lub niemiłym odczuciem u osoby proszonej, że jest zobligowana zatańczyć mimo iż tak na prawdę nie ma na to zupełnie ochoty.

Nie zrażaj się jeśli ktoś ci odmówi. Wiem, to może być bolesne zwłaszcza kiedy odmawia ci któraś osoba z rzędu. Czasem ta osoba może mieć ważny powód.

Odmawianie tańca

Jesteśmy ludźmi wolnymi, bądźmy asertywni, możemy czasem odmówić tańca. Powodów odmowy może być mnóstwo. Wyliczę najczęstsze, moim zdaniem, obiektywne przyczyny.

  • zmęczenie – tańcząc cały wieczór do szybkiej muzyki czasem musisz odpocząć
  • bar – musisz się napić bo zaraz padniesz; nie masz ochoty dalej tańczyć
  • przyjaciele – jesteś w trakcie ożywionej rozmowy; nie masz ochoty jej przerywać
  • toaleta albo usterka garderoby, fryzury, make-up’u – musisz się oddalić na parę chwil
  • za szybka piosenka – jesteś u kresu sił, mógłbyś jeszcze potańczyć, ale piosenka jest zdecydowanie za szybka; tu warto podać przyczynę i poprosić o taniec później do wolniejszego kawałka
  • kontuzja: wbity obcas w palec, kostkę, wyrwane włosy, obita twarz, mroczki przed oczyma, odwodnienie – musisz uciekać z parkietu
  • obiecałeś komuś taniec i nie możesz teraz, ale chętnie zatańczysz następny kawałek.

Bez względu na powód pamiętaj: bądź uprzejmy – nie musisz się tłumaczyć dlaczego nie chcesz tańczyć, ale z pewnością wypada powiedzieć choćby “przykro mi”, “przepraszam”, “może później” albo wszystkie te zwroty razem. Odmawiając powinieneś mieć konkretny i prawdziwy powód. Bądź wiarygodny. Niemniej czasem zdarzają się sytuacje w których po prostu nie mamy ochoty z kimś tańczyć. O tym jak nie zniechęcić do siebie na imprezie i ograniczyć liczbę odmawiających ci osób postaram się napisać kolejny artykuł.

Wpadanie na siebie i tłum na parkiecie

Salsowe BHP. Na salsie nie da się uniknąć tańczenia w tłumie ludzi i wpadania na siebie. Gdy czujesz, że kogoś potrąciłeś, lub nadepnąłeś niechcący, spójrz w stronę osoby, która ucierpiała i przeproś. Czasem wystarczy spojrzenie, skinięcie głową lub uśmiech. Gorzej, gdy z twojej winy ktoś poważnie ucierpi np. oberwie łokciem albo dłonią w twarz lub wbijesz komuś obcas w stopę.

Przeproś i upewnij się, że tej osobie nic się nie stało, jeśli sprawa jest poważna czasem potrzebna jest interwencja lekarza. Zdarzyło mi się w życiu na salsie widzieć podbite oczy, krwawiące dziąsła i stopy, złamane paznokcie u stóp. Kilka razy sprawa kończyła się na SORze. Starajmy się do takich sytuacji nie dopuścić i nie pchajmy się w największy tłum.

Jeśli już nie masz wyboru tańcząc w tłumie trzymaj się swojego miejsca i nie wpadaj na teren innych par – to nieuchronnie prowadzi do kolizji. Panowie pamiętajcie, że prowadząc jesteśmy odpowiedzialni za partnerkę i jej bezpieczeństwo. Panie tańcząc w dzikim tłumie miejcie oczy szeroko otwarte, czasem wasz partner nie widzi tego co się dzieje za nim, możecie mu pomóc zatrzymując jego lub siebie i powstrzymując przed upadkiem.

Bardzo ważnym elementem naszego bezpieczeństwa na parkiecie jest nasza technika. Stawianie stóp na śródstopiu, ciężar ciała przemieszczony do przodu a nie do tyłu, unikanie podnoszenia wysoko łokci, koordynacja pracy ramion podczas stylingu bardzo pomagają, by po salsie dotrzeć do domu w jednym kawałku.

Bliskość

Temat śliski, ale ważny. Moja rada jest jedna, wciąż powtarzam ją na swoich kursach: “z szacunkiem”. Szanuj strefę intymną partnera. Ogólnie salseros dawno przełamali tabu co do tzw. dystansu intymnego w tańcu i na tym pewnie polega sukces tego tańca na całym świecie. Pamiętaj jednak, że zanim przełamiesz barierę bliskości musisz czuć, że druga osoba to akceptuje. Nie z każdym mamy ochotę tańczyć równie blisko, to co z jednym jest przyjemnością z innym wydaje się męczarnią.

Alkohol – czyli salsero często żywi się piwem

Nie będę oryginalny. Pij odpowiedzialnie. Zachowaj umiar. Jeśli czujesz, że twój balans gdzieś przepadł, głowa samoczynnie opada na dół, partnerka wyślizguje się z rąk… to jest już za późno, prawdopodobnie jesteś pijany. Wtedy masz już cały ten artykuł, z jego zasadami głęboko w d…

Mam nadzieję, że ten artykuł okazał się pomocny. Jeśli chcesz podziel się nim z innymi salseros. Zachęcam również do komentowania i podzielenia się opinią na temat salsowej etykiety.

Publikowanie treści na portalu worldmaster.pl przypomina trochę jazdę samochodem

Możesz studiować kodeks drogowy od miesięcy, ale nic nie jest w stanie przygotować cię na prawdziwą jazdę, jeśli nie usiądziesz za kierownicą auta i nie pojedziesz na prawdziwej drodze.

Publikowanie treści na portalu worldmaster.pl przypomina trochę jazdę samochodem Możesz studiować kodeks drogowy od miesięcy, ale nic nie jest w stanie przygotować cię na prawdziwą jazdę, jeśli nie usiądziesz za kierownicą auta i nie pojedziesz na prawdziwej drodze.

W tym tekście dowiesz się w skrócie, jak publikować treści na portalu worldmaster.pl;

1. Zaplanuj swój post wybierając temat, tworząc konspekt, prowadząc badania i sprawdzając fakty.

2. Przygotuj nagłówek, który ma charakter informacyjny i przyciągnie uwagę czytelników.

3. Napisz swój post, pisząc szkic w jednej sesji lub stopniowo dodając do niego treści.

4. Użyj zdjęć lub innych mediów (Dodaj medium), aby urozmaicić swój post, poprawić jego czytelność, dodać humoru lub wyjaśnić złożone tematy.

5. Edytuj swój post.

Pamiętaj, aby unikać powtórzeń. Przeczytaj swój tekst na głos.

Sprawdź jego czytelność oraz SEO (My zrobimy to za Ciebie).

Poproś kogoś o przeczytanie tekstu i wyrażenie opinii.

Zachowaj krótkie zdania i akapity. Nie bój się wycinać tekst lub dostosowywać pisanie do minut czytania.

Niech ktoś jeszcze przeczyta twoją pracę

Poproszenie przyjaciela lub współpracownika o sprawdzenie twojej pracy nie jest przyznaniem się do słabości lub oznaki niepowodzenia. Jest to zobowiązanie do uczynienia twojej pracy tak silną, jak tylko możliwe.

Najlepiej spytaj kogoś, kto ma doświadczenie edytorskie. Upewnij się, że rozumie, iż nie szukasz pomocy w wykrywaniu literówek lub błędów gramatycznych (ale jeśli robi to świetnie). Chcesz usłyszeć przemyślenia na temat stylu i czy tekst ma sens oraz odpowiednią strukturę.

Przekazuj treści w krótkich zdaniach i stosuj krótkie akapity

Zdania krótkie są łatwiejsze do odczytania i ułatwiają pracę odbiorcom. Akapity również powinny być krótkie. Im krótszy akapit, tym bardziej prawdopodobne jest, że czytelnicy będą kontynuować czytanie twojego posta.

Długość tekstów najlepiej jak przekroczy 250 lub 300 słów.

Najpierw piszesz szkic

Napisz szkic i zapisz go. Nie jest wyryty w kamieniu i możesz go poprawiać jeżeli tylko coś jest z nim nie tak i nie pasuje ci do treści, które chcesz przekazać odbiorcom.

Przeczytaj tekst jeszcze raz i wróć do niego jak zweryfikujesz informację, o których piszesz lub zwyczajnie poczujesz wenę.

Jeśli coś nie pasuje w tekście, niezależnie od tego, czy jest to zdanie, akapit, czy nawet cała sekcja, nie wahaj się tego wyciąć.

Jak rozpocząć pisanie bloga na portalu worldmaster.pl

Teraz wystarczy zalogować się na portalu worldmaster.pl i opublikować swoje treści. Na szczęście dodawanie postów jest intuicyjne, a obsługa portalu jest maksymalnie uproszczona dla nowych autorów.

Z biegiem czasu i praktyki będziesz publikować jak profesjonalista.

Zwiększaj swoje zasięgi. Buduj z nami społeczność ludzi z pasją, którzy pragną podzielić się swoim życiem, hobby lub pracą.

Możesz postępować według wyżej wymienionych wskazówek albo zapomnij o nich i po prostu kliknij: zostań woldmasterem.

Publikuj treści, baw się słowem, improwizuj.  Pamiętaj, że możesz dodać również Swój Podcast oraz filmy Video.

Czekamy na twoje publikacje. 

Zapraszam Cię na trzecią część opowiadania “To co nie istnieje”. Jest to jednocześnie ostatnia jego część zamykająca opowiadanie.
Czy zagadka się wyjaśni?

***

Wieczór przeszedł w noc.

Pomyślała, że nie ma sensu już nigdzie wychodzić.

Dziś i tak nic więcej się nie dowie.

Nie wie nawet, kogo miałaby zapytać?

Chyba najwięcej odpowiedzi powinna znać ona sama. To o nią przecież chodziło. Ale… Nie wiedziała nic, siedziała zamyślona, ale nic nie przychodziło jej do głowy.

Czuła jakby ktoś, wytarł gumką do ścierania wspomnienia z okresu jej dzieciństwa.

7 lat, powinna coś pamiętać. Powinna mieć wspomnienia.

Rozpoczęła wtedy szkołę.

Pamięta ten stary budynek. Identyczny jak inne szkoły podstawowe. Miała do niego 10 minut piechotą, przez zielone osiedle. Idąc, mijała dwa, trzy place zabaw. Były to czasy kiedy przy każdym bloku był jakiś plac zabaw. Lubiła tamtą drogę. Mijała też sklep spożywczy, gdzie czasami, po szkole w upalny dzień, kupowała lody, a w sklepie papierniczym pachnące długopisy, których tuszem zapełniała strony brudnopisów. Pamięta też zapach magla, unoszący się z wiatraka na roku budynku, gdy wracała tą samą drogą do domu.

Całe jej siedmioletnie wtedy życie, było skupione na tej jednej drodze.

Jej koleżanki mieszkały w blokach obok tej trasy. Wszyscy byli na wyciągnięcie ręki.

Wystarczyło zadzwonić domofonem do jednej czy drugiej i bawić się do wieczora na jednym z placów zabaw. Kopać piłkę, bawiąc się w kwadraty lub huśtać wspólnie na huśtawkach, śpiewając piosenki.

Jednak, dziewczynki ze zdjęcia nie było na jej trasie do szkoły.

Nigdy nie mieszkała w żadnym z bloków na znajomym osiedlu.

Nie pamięta, żeby razem biegały do sklepu, a potem na huśtawki. Nie pamięta, by razem siedziały w ławce, czy biegły po szkole do domu.

Gdyby chociaż znała imię. Ale nic nie pamiętała. Jakby to nie ona była na tym zdjęciu, a tylko ktoś próbował jej wmówić, że ta dziewczynka łudząco podoba do niej to rzeczywiście ona.

Tylko, że to była ona. Pamiętała te tenisówki. Pamiętała koszulkę w paski, która kojarzyła jej się z wakacjami nad morzem. Włosy wiązała w kucyk i biegła po śniadaniu do szkoły. Na zdjęciu nawet miała widoczne obtarcie na łokciu. Przewróciła się na rowerze i zdarła łokcie do krwi.

Nadal ma bliznę.

Postanowiła się położyć spać. Jutro jest niedziela. Miała dużo czasu na przemyślenia i ewentualne pytania.

Może jutro, wszytko okaże się inaczej? Może jutro wszytko będzie inne.

***

Jednak nowy dzień nie zmienił za wiele.

Obudziła się z zatartym wspomnieniem przeżywanego snu. Nie pamięta co w nim było. Pamięta jedynie siedmioletnią siebie. Siedem lat. Znów ten wiek.

Dlaczego to jest takie znaczące?

Postanowiła wstać z ciepłego łóżka i powoli zacząć dzień.

Wzięła szybki prysznic. Ubrała się w ulubiony czarny t-shirt z dużym dekoltem w szpic i miękkie, najwygodniejsze na świecie, czarne jeansy.

Pomyślała, że ma  ochotę na duże śniadanie. Włączyła radio. Zrobiła sobie francuskie tosty z owocami. I dużą czarną kawę.

Zdjęcie dalej leżało na stole.

Przyglądała mu się przez chwilę, kończąc kawę.

Myślała również o innych zdjęciach, które może mieć z czasu kiedy miała te siedem, osiem lat.

Miała ich chyba sporo, wszystkie powinny być u jej rodziców w domu.

Wzięła telefon do ręki i zadzwoniła do mamy

  • Cześć mamo, mogę do was wpaść?
  • Jasne córeczko, wszytko w porządku?
  • Tak, chciałabym tylko zobaczyć kilka zdjęć.
  • Nie ma problemu. Jestem w domu. Będę czekać.

Założyła wygodne tenisówki i skórzaną kurtkę. Do kieszeni wrzuciła portfel, telefon i klucze oraz zdjęcie i już zamykała mieszkanie. Nie czekała na windę. Zbiegła po schodach i wyszła z objęć bloku.

Na dworze było ciepło.Środek wiosny, zwiastował już bardzo ciepłe lato. Od mieszkania rodziców dzielił ją 20-25 minutowy spacer.

Szła przez zielone osiedle, zatopiona w swoich myślach. Niewiele osób mijała po drodze. Chyba większość ludzi, dziś postanowiła spędzić dzień w domu, a może wyjechać za miasto?

Po drodze mijała małą cukiernie. Wstąpiła by kupić trochę drożdżowych rogalików.

Z pachnącą torbą, dotarła do mieszkania rodziców.

Weszła po schodach i nacisnęła na klamkę, drzwi z nr 11. Były zamknięte.

Zaczęła cicho, jednostajnie pukać. Zza drzwi usłyszała „już idę, juz idę”.

Otworzyła jej mama. Ubrana była w przetarte dżinsy i luźna koszulę w paski. Na nogach miała klapki, a włosy związała w luźny kucyk.

  • Witaj córeczko, jak się masz?
  • Cześć mamo. Dobrze. Kupiłam rogaliki.
  • Świetnie, chcesz kawę?
  • Hm…Tak, poproszę.

Zdjęła tenisówki i kurtkę. Usiała na dużej wygodnej kanapie. W pokoju grało radio. Jakaś przedpołudniowa audycja.

Wyszła na balkon, z którego rozpościerał się widok na osiedla. Lubiła ten widok. Odetchnęła głęboko.

Usłyszała brzdęk szkła. Na stole pojawiła się kawa i pachnące rogaliki.

Usiadła na kanapie obok mamy.

Upiła łyk kawy i ugryzła rogalik.

Kawa jak zwykle była aromatyczna, a rogalik chrupki z pysznymi powidłami.

– Mamo, pamiętasz moje koleżanki z podstawówki?

– Na pewno nie wszystkie, miałaś dużo przyjaciół.

– Ale takich najbliższych, chyba nie.

– Miałaś kilka najbliższych przyjaciółek. Nie pamiętasz?

– Pamiętam właśnie. Ale…

– Tak?

– Znalazłam pewne zdjęcie. I nie wiem z kim na nim jestem.

– Jak to?

Wyjęła z kieszeni kurtki zdjęcie. Podała je mamie.

Gdy je zobaczyła, chwilę bacznie mu się przyglądała. Chyba trochę zbladła. Przestała się uśmiechać.

– Nic nie pamiętasz?

– Ale co mam pamiętać? Mam wrażenie jakby ktoś wyciął mi z głowy jakieś wspomnienie. Coś co było tylko moje. I było ważne.

– Tak myślałam, że kiedyś przyjdzie ten dzień. Miałam tylko nadzieje, że coś sobie przypomnisz.

– Nic nie rozumiem. Co miałabym sobie przypomnieć?

– Opowiem Ci wszytko. Minęło tyle lat.

Upiła łyk kawy i biorąc głęboki oddech zaczęła mówić.

– Na tym zdjęciu jesteś taka uśmiechnięta i szczęśliwa. Chyba tylko dzieci potrafią być tak beztroskie i szczęśliwe. Nie pamiętam, żebyś potem była aż tak radosna.

W milczeniu czekała na dalszą opowieść. Zaniepokojona wstępem.

– Dziewczynka ze zdjęcia to Zosia. Tak chyba tak miała na imię. Byłyście nierozłączne.

Jak wprowadziliśmy się do tego mieszkania, bardzo się ucieszyłaś, że pod blokiem jest duży plac zabaw. Kilka dni po przeprowadzce, poszłam tam razem z tobą. Siedziałam na ławce i czytałam, a ty bawiłaś się na huśtawkach.
Wtedy tego pierwszego dnia poznałaś na placu zabaw dziewczynkę. Zosię. Obie miałyście po 5 lat. Od tego momentu widywałyście się codziennie. Ganiałyście po placu zabaw. Bawiłyście się u nas albo u niej w domu. Mieszkała tutaj w bloku na przeciwko.
Gdy po wakacjach poszłaś do przedszkola, okazało się, że jesteście w jednej grupie.
Byłyście najszczęśliwsze na świecie z tego powodu. Wymyślałyście różne gry. Opowieści. Czasami bawiłyście się z innymi, ale głównie razem. Byłyście najlepszymi przyjaciółkami. Byłyście jak dwie połówki całości. Całymi dniami snułyście plany co będziecie robić w przyszłości.
Trochę Wam tego zazdrościłam. Tej przyjaźni. Cieszyłam się, że macie siebie na wzajem.

Słuchała. Zaskoczona. Zszokowana. Jak mogła tego nie pamiętać? Jak mogła jej nie pamiętać? Swojej najlepszej przyjaciółki? Drugiej połowy?

– Dlaczego nic nie pamiętam? Dlaczego nie mam żadnych wspomnień z tego okresu? Bardzo mgliście pamiętam to przedszkole, początek szkoły. Dlaczego?

– No właśnie…
Tutaj na zdjęciu macie chyba siedem lat. To było jakoś pod koniec wakacji. Wróciliśmy znad morza. Od razu popędziłaś do Zosi. Spotkałam was na dworze i zrobiłam to zdjęcie. Widziałyście się pierwszy raz, po chyba dwóch czy trzech tygodniach.

– Tak to pamiętam. Trochę. I tę koszulkę.

– Kupiłam Ci ją podczas tych wakacji.

Przez następny tydzień w zasadzie cię nie widywałam. Cały czas gdzieś razem się bawiłyście, zajęte sobą.

Dodała ze smutnym uśmiechem.

Westchnęła.

W ostatni weekend wakacji, Zosia z rodzicami pojechała do dziadków. Nie pamiętam już gdzie to było. W innym mieście.

Wracając mieli wypadek. Jakiś kierowca zasnął za kierownicą i wjechał w nich z naprzeciwka.

Wszyscy trafili do szpitala. Ale Zosia nie przeżyła.

Teraz słuchała oniemiała. Jak mogła zapomnieć?! Zła na siebie, w zasadzie krzyknęła.

– Jak mogłam zapomnieć?! Dlaczego nic nie pamiętam?!

– Tego właśnie nikt nie wie.

– Co?! Jak to?

– Po jej śmierci, nie mogłam cię oszukiwać. Musiałam ci powiedzieć, że Zosi nie ma, żę miała wypadek i nie żyje. Nie pamiętam już jak ci to powiedziałam, ale obie płakałyśmy. Myślałaś, że kłamię, a ja starałam się cię uspokoić. Płakałaś całą noc. Potem nie chciałaś jeść. Nie chciałaś iść do szkoły. Nie wiedziałam co mam robić. Radziłam się psychologa, który stwierdził, że tak przeżywasz stratę i że sama musisz sobie z tym poradzić. Zaczęłaś też chorować. Dostałaś wysokiej gorączki. Spędziłam z tobą dwa dni w szpitalu. Nie było żadnego fizycznego powodu, żebyś była chora.
Po tych dwóch dniach, kiedy wróciłyśmy do domu, zasnęłaś i bardzo długo spałaś. Obudziłaś się dopiero następnego dnia po południu. Zdrowa. I jakby odmieniona.

Nie mówiłaś juz o Zosi. W ogóle o niej nie wspominałaś.

Jak padło gdzieś przypadkiem jej imię, zachowywałaś się jakbyś jej w ogóle nie pamiętała. Jakbyście się nigdy nie znały.
Pomyślałam, że tak sobie twój mózg poradził z ta stratą. Po prostu zamknęłaś gdzieś w środku wszystkie wspomnienia o niej. Kiedyś nawet próbowałam cię podpuścić i zaczęłam coś opowiadać o tobie i o niej, ale wtedy wspomniałaś imię innej koleżanki, tylko mnie poprawiając.
To było z jednej strony przerażające. Z drugiej strony przyniosło ulgę. Bardzo się o Ciebie bałam.
Po tym jak się obudziłaś i wszytko zapomniałaś, byłaś prawie całkiem sobą.

– Jak to „prawie całkiem”?
Ledwo z siebie wydusiła.
– Stałaś się bardziej poważna. Czasami wpadałaś w zamyślenie. Teraz też tak masz. Stałaś się wtedy w te kilka tygodni, starsza. Jakby w kilka tygodni, przybyło Ci kilka lat.
– Mamo. Ja nadal nic nie pamiętam. Pamiętam tylko uczucie. Pustkę.

Była w szoku.

Cały czas miała poczucie straty. Czuła je od kiedy pamięta. Taką pustkę. Jakby ktoś jej coś zabrał. Nie wiedziała co. Zawsze myślała, że taka po prostu jest. To była ta strata. Jej najlepsza przyjaciółka. W wieku siedmiu lat, najważniejsza osoba na świecie.

Wracała do domu pogrążona w myślach.
Nie maiła pojęcia co myśleć. Bardzo, ale to bardzo starała sobie coś przypomnieć.
Cokolwiek.Nic.
Straciła wspomnienia. Ukryła je gdzieś głęboko w swojej głowie. Czy miała inne? Czy je czymś zastąpiła? Jej wspomnienia w ogóle były prawdziwe?

W domu, usiadła na kanapie. Z podwiniętymi pod siebie stopami.

Wzięła zdjęcie do ręki.

Zaczęła zapadać noc.

Jeszcze długo się w nie wpatrywała.

„Jaka chciałaś być jak dorośniesz?”

„Kim teraz jesteś?”

Kim jesteś.

Wszystko zaczęło się niewinnie. Tak naprawdę zaczęło się w sposób zupełnie przypadkowy.

Jeden mail, potem jeden wpis na Facebooku, komentarz, wiadomość, odpowiedź, rozmowa…

I dalej było już tylko pisanie.

Poszło. Udało się.

I oto jestem. Tutaj na WorldMaster. I to dokładnie po raz setny.

WorldMaster

Na samym początku proszę Was o jedno. Rozluźnijcie się. Puśćcie sobie dobrą muzykę i zacznijcie czytać. Ze zrozumieniem, bez zrozumienia – nie ma znaczenia. Ważniejsze jest otwarte serducho. Gotowi? Możemy zaczynać?

No to jedziemy.

TAK TO SIĘ ZACZĘŁO…

Jak już możecie się domyślić, nie będzie to zwyczajny tekst. Myślę, że będzie on inny niż wszystkie pozostałe, bo będzie on o mnie. Tak po prostu. Mam nadzieję, że zrozumiecie.

Robię to, bo uważam, że jest ku temu okazja. Jest to setny tekst, który pojawia się w moim wykonaniu, w tym miejscu. Dla mnie to jest szok, bo jeszcze mam w głowie dokładnie sytuację, kiedy zasiadałem do tworzenia mojego pierwszego tekstu. Był to czas, kiedy WorldMaster był jeszcze tylko wizją…

16 kwietnia 2018 rok. 21:46.

Tak to się zaczęło.

To wtedy powstał pierwszy artykuł: „Czy pieniądze rządzą światem?”.

Nawet nie wiecie, jak bardzo byłem wtedy skupiony. Dla mnie było to coś niespotykanego. Taka szansa? Taka okazja? Musiałem ją wykorzystać. Nie mogłem odpaść. I tutaj duży ukłon w stronę całej ekipy WorldMaster. Dziękuję Wam za zaufanie. Zrobiliście wtedy dla mnie więcej, niż możecie sobie tylko wyobrazić. Zwłaszcza, że ta szansa wzięła się tak naprawdę znikąd. Przypuszczam, że wtedy wiele ryzykowaliście, werbując w swoje szeregi kogoś takiego jak ja. Mam jednak nadzieję, że w jakimś stopniu udało mi się odwdzięczyć za to, co dla mnie zrobiliście.

Przepraszam, jeśli momentami będzie robiło się nostalgicznie, ale postarajcie wczuć się w moją sytuację. W sytuację chłopaka, dla którego pisanie było wytchnieniem. Sposobem na poradzenie sobie z wieloma rzeczami. Tak naprawdę wciąż tak jest, ale teraz mam miejsce, w którym mogę się tym dzielić. Wtedy tego miejsca szukałem. Otrzymałem je. Czy mogło być coś lepszego?

WORLDMASTER

Pamiętam, jak dziś, gdy po rozmowie, w której dowiedziałem się, że prawdopodobnie „się nadam”, leżałem przez dobrych kilka minut na łóżku, nie bardzo wiedząc, co zrobić i co sobie myśleć.

Pierwszy raz, kiedy tak naprawdę uwierzyłem w swoje pisanie, był podczas matury rozszerzonej z języka polskiego. Oczywiście, że wcześniej zbierałem mniej lub bardziej pozytywny feedback i pisałem na jakimś poziomie, ale zawsze brakowało mi pewnego potwierdzenia. Matura trochę mnie podbudowała. Zwłaszcza, że doskonale pamiętam, w jaki sposób pisałem moją pracę. Nie traktujcie tego, jako sposobu na Wasze rozprawy, ale mogę Wam zdradzić, że według mnie rozszerzona matura z polskiego to nie jest czas na trzymanie się sztywnych konwenansów. Dlatego mocniej pokierowałem się w stronę eseju i własnych rozważań. Chyba podziałało!

Drugi raz, było to właśnie, kiedy odezwał się do mnie Mariusz z WorldMaster i powiedział, że mogę zacząć pisać. Wtedy zapaliła się lampka w mojej głowie, że być może to jest coś więcej, niż tylko klepanie słów i przelewanie swoich myśli na papier.

Nie myślcie sobie jednak, że traktuje swoje pisanie, jako coś niezniszczalnego i wspaniałego. Wręcz przeciwnie! Muszę się jeszcze wiele nauczyć i doskonale zdaję sobie z tego sprawę.

Wracając do przerwanego wątku…

Leżałem na łóżku z dwoma wielkimi rumieńcami na twarzy i uśmiechałem się do siebie jak głupi. No, co ja Was będę oszukiwał. Byłem cholernie podekscytowany i kompletnie nie miałem pojęcia, co z tego wyniknie. Ale podobało mi się to, bo oto nagle zrozumiałem, że stałem się częścią czegoś większego. Czegoś, co ma cel i ideę, z którą sam się utożsamiam. Wszedłem w to od razu.

I żeby była jasność:

Nie żałuję.

#czytambrucha

EMOCJE I PISANIE

Napisanie poszczególnych tekstów nigdy nie było proste. Nie zawsze przychodziły mi one z łatwością. Czasami siadałem przez białą kartką papieru, w głowie miałem masę pomysłów, ale po upływie 30 minut, nie pojawiło się na ekranie nawet jedno słowo. Wstawałem wtedy sfrustrowany i niezadowolony z możności wydobycia na światło dzienne tego, co czuję. To nie będzie tajemnica, jeśli napiszę, że wiele moich tekstów jest mocno nacechowanych emocjonalnie. Nawet jeśli tego nie widzicie, to każdy tekst ma dla mnie wartość. Każdy opowiada historię. Z moim mniejszym lub większym udziałem.

Te teksty są dla mnie naprawdę ważne.

„Kiedy wciąga nas czerń” powstał w chwili, kiedy sam miałem humor, zakrawający o apokalipsę. Czułem się beznadziejnie. Usiadłem i zacząłem pisać. Czy pomogło? Trochę. Ale wiem, że pomógł on innym. I to jest najcenniejsze.

Wiecie, jaka ciekawostka kryje się za tekstem „Otwórz oczy”? Pierwsza wersja tego tekstu została utworzona, kiedy miałem bodajże 16 albo 17 lat. Nie jestem tego w stanie poprawnie określić. I wyobraźcie sobie, że ten tekst leżał sobie na dysku przez trzy lata. Wyciągnąłem go dokładnie 19 kwietnia 2018 roku. Udoskonaliłem, poprawiłem i mogłem go Wam zaprezentować. Do dziś uważam, że jest to jeden z lepszych tekstów pod kątem przelania własnych uczuć.

A tekst o rodzinie… Cóż. Byłem w szoku, kiedy rozbił bank oglądalności, ale ilekroć go czytałem, to w gruncie rzeczy nie dziwiłem się temu. To nie zabrzmi skromnie, ale wiem, że jest dobry. Dobry, bo bije w odpowiednie tony. Nazwijcie to manipulacją, ale ja nazwę to odpowiednią retoryką. Dopóki wywiera on odpowiednio pozytywny wpływ na czytelników, to nie mam zamiaru nic w nim zmieniać.

Czytając to, pewnie doświadczycie małego chaosu, ale musicie to zrozumieć. Piszę to bardzo spontanicznie. Jeśli się spodziewaliście usystematyzowanej wiedzy, gdzie będę się z Wami dzielił moimi wskazówkami odnośnie do pisania tekstów to przepraszam, ale nie. Jestem za chudą rybką, aby udzielać komukolwiek takich porad. Jedyne, co mogę napisać w tej materii, to aby wszyscy, którzy czymkolwiek się dzielą, brali odpowiedzialność za swoje słowa, myśleli i nie próbowali naśladować kogokolwiek. Czyli nie czytać poradników dla pisarzy i twórców, nie słuchać, jak skutecznie pisać, tylko właśnie pisać. Po swojemu, w swoim stylu. Tak będzie lepiej. I oczywiście czytać. Duuuużo czytać!

NARODZIŁ SIĘ Z CHAOSU

Jak już jesteśmy przy temacie chaosu, to muszę Wam zdradzić pewien sekrecik.

O ile się nie mylę, to ani jeden tekst, który napisałem dla WorldMaster, nie był planowany na zasadzie:

„Tutaj napiszę to, potem dam taki tytuł, zakończę to takimi słowami, a następnie dodam jeszcze coś w stylu XXX, żeby pobudzić do aktywności”.

Wiele tekstów tworzyłem spontanicznie, dzieląc się swoimi przemyśleniami i tym, co sam się dowiedziałem. Dużo artykułów to moja obserwacja, o czym zresztą wspominałem w TYM tekście. Jeszcze więcej tekstów leżało odłogiem przez kilka lub kilkanaście tygodni (a niektóre nawet przez lata), żeby w końcu ujrzeć światło dzienne. Czy tak musi być zawsze? Oczywiście, że nie.

Po prostu dla mnie teksty, które wychodzą prosto z serducha, ale są planowane oraz „rozrysowywane” na kartce, przestają być emocjonalne, a stają się kolejnym schematem przelanym na papier. To nic złego! Ale zawsze takie pisanie w stanie „flow” sprawiało mi o wiele więcej frajdy, niż planowanie każdego słowa. Taki już jestem, aczkolwiek nie myślcie sobie, że lekceważyłem cokolwiek, co napisałem.

Co to, to nie!

Choćby tekst: „Otyłość to choroba wciąż poszerzająca swoje kręgi”.

To był chyba jeden z tekstów, który tworzyłem najdłużej. Wszystko za sprawą danych, których potrzebowałem na użytek tego tekstu, a które ostatecznie się w nim znalazły, ale w przystępnej formie.

JAK ZDOBYĆ WYŚWIETLENIA? NIE WIEM.

Jak już tak sobie wspominamy, to nie mogę, nie napisać o tekście, który do dziś jest moim artykułem z największą liczbą wyświetleń.

Oczywiście chodzi o tekst, o rozwoju osobistym.

I widzicie. Tak to jest, że ciężko się o tym mówi, ale taka jest właśnie prawda, że teksty, które w mojej ocenie poruszają równie ważne tematy, nie „sprzedają się” tak bardzo, jak ten, który tak naprawdę…

Uderzył w odpowiednią nutę. Temat na topie. Bo kto obecnie nie słyszał o rozwoju osobistym? Przyznam się też, że robotę zrobił odpowiedni tytuł. Jednak ten zabieg był celowy. Zresztą przyjąłem za niego trochę krytyki na jednej z grup. Wciąż jednak uważam, że tytuł jest odpowiedni. Skoro przyciąga on czytelnika, który dzięki temu może zmieni swoje idiotyczne postępowanie, to dlaczego miałby być inny?

Pomimo tego, że tytuł jest „sprzedajny”, a ja uważam, że w stajni mam równie wartościowe teksty, które dysponują „widownią” parokrotnie mniejszą, to nie umniejszam wartości temu tekstowi. Bo jak mógłbym to zrobić?

Każdy tekst, który napisałem, jest dla mnie na swój sposób wyjątkowy. Na każdego poświęciłem swój czas i wiele swoich myśli, które zaprzątały moją głowę. Chwilami stawało się to tak bardzo uciążliwe i wpływało na inne życiowe kwestie, że nie potrafiłem sprawnie funkcjonować. Wtedy miałem dość pisania i nie mam zamiaru tego ukrywać. Zabrzmi to paradoksalnie, ale był też taki czas, w którym pisałem zbyt szybko i zbyt dużo. Jak to się skończyło? Wypaleniem. Resztę dopowiedzcie sobie sami.

Nie chcę czynić z siebie herosa albo kogoś wyjątkowego. Napisałem sto tekstów i jestem z siebie bardzo zadowolony, ale spokojnie. Nie potrzebuję wychwalania pod niebiosa. Lubię sobie tylko czasami powspominać i cofnąć się do chwili, kiedy się to wszystko rozpoczynało. Bo chyba każdy w swoim życiu potrafi wskazać taki punkt graniczny, od którego jego życie nagle przeskoczyło na zupełnie inny tor, z czego początkowo nie zdawał sobie sprawy.

Ale moje dzisiejsze pisanie jeszcze nie dobiegło do końca. Zanim je zakończę, wstrzymajcie się jeszcze chwilkę. Przerzućcie piosenkę na następną i czytajcie dalej. Jeśli chcecie.

STO TEKSTÓW W LICZBACH

Lubicie liczby? Ja w szkole matematyki nienawidziłem. I to tak szczerze. Nudziła mnie, męczyła i nurtowała. Zawsze mnie zastanawiało, w jakim okresie mojego życia przyda mi się wiedza na temat logarytmów albo trygonometrii. Mam nadzieję, że przez następne lata swojego życia, w końcu się o tym dowiem.

Ale do rzeczy.

Zawsze jednak za to lubiłem statystykę i cyferki, które przedstawiały „coś”. Cyferki, które niosły za sobą pewną informację. Dlatego podsumowałem trochę swoją dotychczasową twórczość.

Chcecie je poznać?

No to słuchajcie!

⇓⇓⇓ #CZYTAMBRUCHA ⇓⇓⇓

Kiedyś próbowałem również oszacować, ile czasu spędzam nad jednym tekstem. I nie chodzi mi tylko o pisanie, ale też o wszelką korektę, wprowadzanie poprawek, edycję, wstawienie odpowiednich obrazów, nadanie właściwego tytułu i wszelkie tego typu rzeczy. Nie jestem tego w stanie powiedzieć z pewnością, ale z moich obserwacji wynika, że jest to coś w granicach od 3 do 5 godzin. Nie wiem tylko, czy nadmierny pedantyzm mi w tym pomaga, czy raczej szkodzi… 

No dobrze! A teraz odpalcie swoje ulubione kawałki, bo już zbliżamy się do końca. U mnie startuje właśnie…

Jesteście wciąż ze mną? Dziękuję. Lecimy do końca.

ZAWSZE MOŻE BYĆ LEPIEJ

Pisanie dla WorldMaster nie jest dla mnie zwykłym pisaniem. Nie będę nadmiernie filozofował, ani posługiwał się przesadnym patosem. Niemniej jednak tworzenie tekstów dla Was wszystkich jest czymś niezwykłym. Sam fakt, że dziś mogę robić to po raz setny, sprawia, że mam ciarki na całym ciele.

Ale nie chcę, żeby było też tak tylko kolorowo.

Myślę, że jest to dobry czas, aby uderzyć się w pierś i powiedzieć z pełną odpowiedzialnością, że w niektórych momentach moich tekstów, brakowało mi zwyczajnie odwagi. Nie byłem tak zdecydowany, jakbym sam tego chciał. Poza tym moje teksty opierają się na mojej obserwacji. To nie są badania. To nie są eksperymenty. To samo życie. Wnioski wyciągajcie sobie sami.

No to jesteśmy już po łyżce dziegciu. Kończmy to już powoli. Co Wy na to?

W tym miejscu chciałbym podziękować Tobie. Dokładnie, Tobie. Jeśli to czytasz, to wiedz, że dziękuję Ci za każdą chwilę, którą mi poświęciłeś. Doceniam to. Nigdy bym nie pomyślał, że ktoś będzie chciał czytać to, co napisałem. Dziękuję za wszystkie upojne wieczory i poranki przy kawie. Bez Was wszystkich raczej by się to nie udało.

ZAPOWIEDŹ?

Myślę również, że setny tekst to dobry moment, aby coś zapowiedzieć. Nie chcę składać żadnych deklaracji, ale myślę, że w przyszłości styl tworzonych przeze mnie tekstów ulegnie małej zmianie. Będę starał się stawiać bardziej na rzetelną wiedzę, popartą badaniami, a nie opierać się tylko na własnych obserwacjach. Choć, nie bójcie się! I takie teksty wciąż będą się tutaj pojawiać. Bo czasami ja po prostu lubię z Wami porozmawiać. Tak zwyczajnie. Bez wszelkich konwenansów.

Nikt nie wie, co przyniesie przyszłość, ale wiem, że w przyszłości powstanie kolejny tekst tego typu. Wtedy jednak nie będę pisał o setnym, ale o dwusetnym artykule.

Dla mnie to jest coś dużego i myślę, że to zrozumiecie.

Dziękuję za wszystko!

Za to, że moje pisanie może do Was trafiać.

pisanie

#kolejne artykuły