Jak dojechać na Wielki Mur Chiński? Odcinek MUTIANYU | worldmaster.pl
#

MUR CHIŃSKI – MUTIANYU – DOJAZD, KOSZTY, WSKAZÓWKI

Mur chiński? Znowu? Znowu! Tym razem w zupełnie innej wersji, a zimowa odsłona stała się moją ulubioną i nie ma sobie równych.

Przed przyjazdem tutaj postanowiłam zobaczyć mur w kilku odsłonach – letniej, jesiennej i zimowej.

Szósta wizyta na murze była wyjątkowa, bo nie wiem czy jeszcze kiedykolwiek uda mi się zobaczyć jeden z siedmiu cudów świata pokryty białym puchem. Spokojnie, kolejnej relacji nie będzie 🙂

Dzisiaj część ze wskazówkami i skupimy się na innym odcinku o który bardzo często pytaliście, czyli MUTIANYU.

Wybrałam się tam dopiero kilka dni temu, więc i tym razem chętnie podzielę się z Wami wszystkimi wskazówkami 🙂 A może ktoś z Was będzie niebawem w Chinach i na własne oczy ujrzy taki widok?

DOJAZD

Przygodę zaczynamy z lotniska Pekin International Airport.
Po wyrobieniu wizy tranzytowej najpierw z terminala 2 łapiecie pociąg AIRPORT EXPRESS i wysiadacie na ostatniej stacji – DONGZHIMEN (东直门).

Potem udajecie się do wyjścia B i zmierzacie w kierunku dworca autobusowego. Po drodze jest mnóstwo strzałek kierujących do BUS TRANSFER HALL, więc traficie tam bez problemu.

Na dworcu szukacie stanowiska z autobusem 916快(jest jeszcze autobus 916, więc zwróćcie uwagę, żeby miał znak 快 – jest to 916 EXPRESS BUS).
Po mniej więcej godzinie musicie wysiąść na przystanku 怀柔北大街(Huáiróu Běi Dàjiē).

Potem macie dwie opcje.
Albo przechodzicie na drugą stronę ulicy, przesiadacie się się w autobus H23 i jedziecie do przystanku
慕田峪环島(Mùtiányù Huándǎo) albo bierzecie taksówkę na mur.

Proste? Proste! Rach ciach i jesteście na miejscu. Dojazd z lotniska do DONGZHIMEN (东直门) zajmuje około 60 min, a z DONGZHIMEN (东直门) do 慕田峪环島(Mùtiányù Huándǎo) mniej więcej 150 minut.

CENY

Dojazd pociągiem z lotniska do DONGZHIMEN (东直门)
wynosi 25 juanów.
Za bilet autobusowy 916快
zapłacicie 12 juanów, a za bilet autobusowy H23 płacicie 4 juany.
My wzięliśmy taksówkę – koszt przejazdu to 100 juanów za dwie osoby.

Potem na mur trzeba dojechać jeszcze jednym autobusem, ale bilet kupujecie już razem z biletem wstępu. Mur oddalony jest od kas około 2,5 kilometra więc stąd to ułatwienie i oszczędność czasu – za ten bilet zapłacicie 15 juanów.

Jeśli chodzi o koszty wstępu to już są troszkę bardziej zróżnicowane, ale generalnie też nie jakoś bardzo wygórowane, chociaż zależy z której opcji skorzystacie.

Macie do wyboru dwie – albo wchodzicie całkowicie pieszo albo wjezdżacie kolejką, a właściwie “cable car” lub “tor saneczkowy”.

Tańszą opcją jest oczywiście wspinaczka o własnych siłach – za bilety zapłacicie albo 40 juanów. O zniżkach albo bezpłatnych wejściach napiszę Wam w sekcji niżej, czyli “porady, wskazówki i przydatne informacje”.

Druga opcja to właśnie wjazd “cable car” – zdecydowanie droższa i prawdę mówiąc nie wiem czy warta swojej ceny.
Wjazd “kolejką” kosztuje 100 juanów w JEDNĄ stronę lub 120 juany w DWIE strony.

PORADY, WSKAZÓWKI I PRZYDATNE INFORMACJE

○Przed przyjazdem KONIECZNIE zaopatrzcie się w juany – warto wymienić je w Polsce lub wypłacić z bankomatów w Chinach. Wymiany w kantorach wymagają formalności, a kurs na lotnisku nie jest zbyt korzystny. Płatności kartą nie są akceptowane (autobusy, metro, zakup biletów).

○Pierwszy pociąg z lotniska do centrum startuje o 6.00 i odjeżdża mniej więcej co 10 minut.

○Bilety na pociąg AIRPORT EXPRESS (z lotniska) kupujecie w kasie biletowej lub automacie. Tutaj musicie zapłacić gotówką lub WeChatem, ale trzeba mieć wtedy chiński numer telefonu i konto w chińskim banku. Płatności kartą nie są akceptowane.

○Pierwszy autobus 916快 na mur odjeżdża o 5.50 rano. Nie ma konkretnych godzin odjazdów, bo autobus rusza średnio co 10 minut. Na parkingu ZAWSZE czeka ich kilka, więc nie przejmujcie się, że może zabraknąć dla Was miejsca.

○ Bilet na autobus kupujecie u kierowcy. Tutaj też musicie mieć ODLICZONĄ GOTÓWKĘ – płatności kartą nie są akceptowane.

○Niech nie przerażą Was nazywy przystanków autobusowych na których muscie wysiąść. Spiszcie je na karteczkę i pokażcie Panu/i w autobusie, a na 100% powiedzą Wam kiedy wysiąść. Napiszcie 我要去+nazwę przystanku, czyli “chcę dojechać do….”.

○ Mur chiński czynny od marca do listopada w godzinach od 7.30 do 18.00 (poniedziałek-piątek) lub od 7.30 do 18.30 w weekendy. W okresie zimowym od listopada do marca od 8.00 do 17.00.

○ Najpierw idziecie do kasy z biletami, a potem na kolejny autobus który zawiezie na mur (można też iść pieszo). Aby dojść na ten mini dworzec najpierw miniecie sklepy z pamiątkami i jedzeniem.

○ Za bilety też płacicie TYLKO gotówką (lub WeChatem) – karty nie są akceptowane i ostatnim razem pomogliśmy pewnemu Autstralijczykowi, który o tym nie wiedział i prawie mógł “obejść się ze smakiem”.

○ TYLKO studenci pierwszego stopnia za bilet płacą POŁOWĘ mniej. Studentów magisterki i pozostałych zniżka nie obejmuje i płacą całą kwotę. 50% zniżki obowiązuje też dzieci o wzroście poniżej 1,2m lub poniżej 6 roku życia. Osoby powyżej 60 roku też się “załapują”.

○ Na mur chiński warto poświęcić minimum 2-2.5 godzinki. Tyle spokojnie wystarczy, aby nacieszyć się widoczkami, porobić zdjęcia i po prostu się przespacerować.

○ W drodze powrotnej będziecie mieć możliwość zakupu posiłku i pamiątek – znajdziecie tam mnóstwo lokali z chińskim jedzeniem, straganów z owocami i słodyczami oraz sklepików z pamiątkami.

Uff! Skończyłam! To by było na tyle. Chociaż nie wiem czy ktokolwiek dotrwał do końca.

Bardzo starałam się wyczerpać temat i udzielić Wam naprawdę WSZYSTKICH wskazówek krok po kroku. Mam nadzieję, że będzie to dla wielu z Was pomocne.

Jeśli macie jeszcze jakieś pytania to śmiało zadawajcie w komentarzach – przecież mogłam coś pominąć 🙂

Dołączam też zdjęcia w przepięknej, zimowej wersji muru 🙂

Więcej ciekawostek i porad z Chin i Azji znajdziecie tutaj:
https://www.facebook.com/nihaochinaaa

Z Polski do Kijowa można się dostać bardzo tanio, ale czy na miejscu ceny są aż tak atrakcyjne jak sobie to wyobrażamy?

Co zobaczyć w tym mieście w ciągu 2-3 dni?

Zapraszam na moje dwie wideo-relacje ze stolicy Ukrainy. 🙂

 

Polskie „maluchy” prezentują się uroczo w tropikalnych landszaftach. Bardzo tam pasują. Kubańczycy za nimi przepadają. Teraz w Polsce fiacik trafi się prędzej w “Czterdziestolatku”, niż na ulicy. Na Kubie fiaciki zostawiają mnóstwo śladów…

Porobiło się. Na Kubę, tę „wyspę, jak wulkan gorącą”, gdzie tylko wulkanów brakuje, zlatują turyści ciurkiem, w tym Amerykanie coraz liczniej, Yanquis, których ciągnie do Hawany i nie tylko, po tym, jak sobie Barack O. z Raulem C. niedawno wstępnie poluzowali.

Lotnisko hawańskie mają ponoć poszerzać, walutę jednoczyć, czyli likwidować tę nieszczęsną “monetarną schizofrenię”, jak to ujęła naczelna blogowa kontrrewolucjonista Kuby, Yoani Sánchez. Może w końcu pesos kubańskie zyskają jakieś życie, przestaną być “banknotami do gry w monopol”. To znowu Yoani.  Co więcej, w Hawanie powstaje pierwszy publiczny punkt wi-fi.

Źródło : Marcin Wesoły dla Goforworld.com

Przepustowość nie poraża, za to będzie przynajmniej o dwa megabity szybciej do świata, do zmian. Że rewolucja jest wieczna, głosi na Kubie niezatarty slogan. Wprawdzie zdążył już bardzo wyblaknąć na murach. Realia mówią same za siebie. Tę rewolucję trzeba porządnie przewietrzyć. Albo lepiej – całkiem wywietrzyć! Różne są życzenia.

Kubański reżim znosi restrykcje, bo nie ma wyjścia, znosi je krok po kroku. Nie to mu się śniło, lecz ileż można śnić, więcej jak pół wieku? I na przykład Kubańczycy mogą od trzech lat sprzedawać i kupować używane fury, każdego sortu, także polskie fiaciki, polaquitos. Te chodzą i po 8 tys. pesos convertibles, tj. po jakieś… 30 tys. złotych! Kto nie wierzy, niech przeszuka „kubańskie Allegro”, czyli stronę revolico.com.

Wcześniej handlowano jedynie amerykańskimi automobilami, „staruszkami” sprzed 1959 roku. No właśnie. Dla wielu Amerykanów powrót na Kubę będzie niejako przejażdżką „wehikułem czasu”. Dosłownie.

Migdały na kółkach

Mówi się o nich potocznie almendrones, czyli „migdałowce”. Niby ironicznie, ze względu na te przeważnie kopulaste karoserie, które kojarzą się z bujną koroną drzewa migdałowego. Albo przypominają wielkie “migdały na kółkach”. Zwykle takie tłumaczenie wystarcza, zresztą jest dość chwytliwe i łatwo podać je dalej.

Tymczasem Kubańczykom chodziło w tej żywej analogii o coś więcej. Nie tyle o sam kształt nobliwych krążowników, ile o ich osobliwą, ponadczasową wytrzymałość na różne ograniczenia, o ich zdolność przetrwania, zarówno w warunkach szosowych, jak i warsztatowych.

Źródło : Marcin Wesoły dla Goforworld.com

Skorupę owocu migdałowca niełatwo rozłupać. Równie ciężko roztrzaskać i zmienić w złom nabity stalą, chromem i niklem pancerz wysłużonych retro “amerykańców”. Zresztą, drewno występujących na Karaibach migdałowców cechuje szczególna twardość oraz trwałość. Do tego na Kubie, drzewa te nazywa się niekiedy almendros machos, to jest z grubsza “twardziele”. Zupełnie, jakby niepozbawieni wyobraźni i polotu Kubańczycy wskazywali na własne położenie…

Los almendrones cubanos bywają w różnej kondycji, chwieją się nieraz na kołach, ale można wyczuć z każdej odległości, że nadal skrywają kawał duszy. Zdarzają się wyjące, wyklepane młotkiem gruchoty, jak i lśniące, odpicowane z namaszczeniem bryki, od których nie idzie oderwać wzroku.

Cudowna polerka, lakier miód. Wiele z nich pełni rolę tanich, wieloosobowych taksówek, tzw. carros colectivos, które regularnie wożą pasażerów wzdłuż kilku hawańskich arterii. Z braku porządnego publicznego transportu cieszą się niezmienną popularnością. Inne działają w “rządowych stowarzyszeniach” jako pospolite taxi, z których najczęściej korzystają cudzoziemcy.

Rządzą staruszki i maluchy

Klasą i dostojeństwem biją całą resztę czterośladów na kubańskich blachach. Wszędzie się znajdą. W dużym mieście, jak i gdzieś na podrzędnej szosie w głębszym interiorze. W samej Hawanie wyraźnie rządzą na ulicach, rozpychając się swymi gabarytami: chevrolety, buicki, oldsmobile, chryslery, fordy, plymouthy, czy cadillaki.

O dekady młodsza konkurencja blednie przy nich całkowicie. Jakieś bezpłciowe łady, którymi zalana jest cała Kuba, snują się bez aparycji, bez charakteru. Bardziej dzisiejsze wozy nie różnią się od tych w Europie, ot jeżdżące „mydelniczki” z lepszą elektroniką. Są nowe i tylko to je wyróżnia.

Źródło : Marcin Wesoły dla Goforworld.com

Za to są polskie „maluchy” prezentują się uroczo w tropikalnych landszaftach. Bardzo tam pasują. Kubańczycy za nimi przepadają. Teraz w Polsce fiacik trafi się prędzej w “Czterdziestolatku”, niż na ulicy. Na Kubie fiaciki zostawiają mnóstwo śladów.

Natomiast przedrewolucyjne “staruszki”, co najmniej po pięćdziesiątce, mają jedną cechę wspólną – wciąż, o dziwo, jeżdżą i to jak! Dzięki swoim właścicielom, mechanikom samoukom, utrzymywane są na chodzie. Kiedyś każdorazowa reperacja wymagała nielichego kombinowania.

Potrzeba jest matką wynalazków, oto przysłowie odświeżone na Kubie!  Nierzadko przychodziło „serwisantom” korzystać z komponentów wyjętych ze starych lodówek, albo pralek. Dzisiaj łatwiej o jakiekolwiek części zamienne, proste podzespoły, czy nawet całe przechodzone silniki. Można się o nie wystarać na “rynku wtórnym”, pochodzą z nowszych pojazdów.

Skansen na kółkach

Sprawia to, że Kuba stała się unikatowym w świecie skansenem motoryzacji – w ciągłym ruchu. No i pożądanym rajem dla kolekcjonerów. Ci mają się z czego cieszyć. Reformy raczej dopuszczają do auto-handlu także obcokrajowców, stałych lub tymczasowych rezydentów.

Ponoć na wyspie można naliczyć obecnie jakieś 70 tys. amerykańskich fur wyprodukowanych od lat dwudziestych do pięćdziesiątych ubiegłego wieku, z czego około 10 tys. krąży codziennie po Hawanie. Przypuszczalnie, wiele z tych nobliwych gablot opuści kiedyś Kubę. I tego akurat można pożałować.

_

Goforworld

Nie jesteśmy zwyczajnym biurem podróży. Jesteśmy Zespołem pasjonatów, który szuka najbardziej doświadczonych przewodników, najlepszych kierunków, najciekawszych miejsc. Lubimy być poza szlakiem. Jeździmy w miejsca, które dają oddech, wiedzę, dystans, czasem zmieniają życie. Dla nas podróż to nie zawsze są wakacje.

Goforworld.com by Kuźniar – to miejsce, które inspiruje, uczy i poszerza horyzonty. Każdego dnia zgłaszają się do nas ludzie, którzy dają dowód, że podróż to nie tylko pasja: to sposób życia. Właśnie dla nich przygotowujemy artykuły o podróżach, wywiady spotkania LIVE. Przecieramy szlaki. Publikujemy reportaże, galerie fotograficzne i filmowe.

Podróż to nie zawsze wakacje

Organizujemy wyprawy po wiedzę, doświadczenie, emocje. Dla małych grup, firm, podróżników. Schodzimy poza szlak!

Sprawdź nasz harmonogram wypraw na nowy, 2020 rok!

Holandia zmieniła nazwę

Dokładnie 1 stycznia Holandia zmieniła oficjalnie swoją nazwę na Niderlandy. Dlaczego?

Władze kraju uważają, że słowo „Holandia” kojarzy się z krajem, w którym kwitnie prostytucja i handel narkotykami. Nowa nazwa ma zmienić ten negatywny obraz w oczach turystów.

Cała operacja będzie kosztowała minimum 200 tysięcy euro.

Tulipany, wiatraki i rowery

Nową nazwę przyjęły wszystkie ugrupowania parlamentarne, a więc rząd, Holenderska Rada Turystyki, Konfederacja Holenderskiego Przemysłu i Pracodawców oraz przedstawiciele sektora prywatnego.

Zmieni się również logo Niderlandów – nowymi symbolami mają stać się rowery, tulipany i wiatraki.

To co, wybieracie się na kolejny weekend do Niderlandów?

_

Goforworld

Nie jesteśmy zwyczajnym biurem podróży. Jesteśmy Zespołem pasjonatów, który szuka najbardziej doświadczonych przewodników, najlepszych kierunków, najciekawszych miejsc. Lubimy być poza szlakiem. Jeździmy w miejsca, które dają oddech, wiedzę, dystans, czasem zmieniają życie. Dla nas podróż to nie zawsze są wakacje.

Goforworld.com by Kuźniar – to miejsce, które inspiruje, uczy i poszerza horyzonty. Każdego dnia zgłaszają się do nas ludzie, którzy dają dowód, że podróż to nie tylko pasja: to sposób życia. Właśnie dla nich przygotowujemy artykuły o podróżach, wywiady spotkania LIVE. Przecieramy szlaki. Publikujemy reportaże, galerie fotograficzne i filmowe.

Podróż to nie zawsze wakacje

Organizujemy wyprawy po wiedzę, doświadczenie, emocje. Dla małych grup, firm, podróżników. Schodzimy poza szlak!

Sprawdź nasz harmonogram wypraw na nowy, 2020 rok!

Lokalizacja

To małe miasteczko położone pomiędzy Porto, a Lizboną (84km do Porto i 260km do Lizbony). Costa Nova zlokalizowana jest pomiędzy rzeką, a oceanem na mierzei powstałej na skutek sztormu.

Atrakcja

Główną atrakcją Costa Nova są domki w paski. Domki pomalowane są głównie w biało-czerwone, biało-niebieskie, biało-żółte i biało-czarne, pionowe pasy. Większość domków znajduje się tuż przy wybrzeżu. Z reguły występują w większych ilościach, co sprawia, że ulica wygląda wprost bajecznie. Dzięki domkom miasteczko stało się miejscem lubianym przez turystów. Każdy kto tam przyjeżdża wraca z masą kolorowych i oryginalnych zdjęć. Zobaczcie z jakimi pięknymi zdjęciami wróciliśmy z Costa Nova.

Historia pasków

Znalezienie informacji na temat historii powstania pasków na domkach nie jest takie łatwe jak nam się wydawało. Z informacji, które zdobyliśmy podczas podróży wynika, że Costa Nova była kiedyś typową, rybacką wioską, a domki znajdujące się tuż przy wybrzeżu były zwykłymi, pokrytymi słomą, budynkami służącymi do przechowywania sprzętu rybackiego. Z czasem rejon leżącej nieopodal Aveiro wsi, stawał się coraz bardziej turystyczny, co skłoniło rybaków do wynajmowania domków osobom odwiedzającym te okolice. Aby uatrakcyjnić proste, ubogie domki znajdujące się przy oceanie mieszkańcy postanowili przemalować je.

Legendy głoszą, że domki pomalowano na przeróżne kolory, ponieważ ich właściciele zainspirowali się kolorowymi gondolami pływającymi po kanałach Aveiro. Jedyne co nam nie pasuje w tej legendzie to fakt, że gondole nie są pasiaste, więc nadal ciężko zrozumieć nam skąd wziął się pomysł na oryginalne paski. Domniemamy, że jeden z bardziej odważnych rybaków zaszalał i pomalował swój dom na dwa kolory, co spodobało się kolejnym i stworzyło w Costa Nova modę na pasiaste domki. Rybacki pionierze, dziękujemy Ci za odwagę i piękne foty z paskami w tle!

Costa Nova Costa Nova Costa Nova

Dodatkowe atuty

W miasteczku znajduje się piękna, piaszczysta plaża dostosowana do potrzeb plażowiczów i surferów. Kolejnym atutem jest fakt, że przy wspomnianej plaży znajduje się idealny spot dla camperów i osób kochających #vanlife.

Costa Nova

MAPA

Miejsce, w którym spaliśmy znajdowało się tuż obok kawiarni z dostępem do toalet i publicznych pryszniców.

Mimo urokliwego krajobrazu w Costa Nova nie ma jeszcze wielu turystów. Oczywiście organizuje się tam wycieczki, ale nadal możliwe jest spokojne przemieszczanie się i fotografowanie domów bez masy ludzi w kadrze. Polecamy się spieszyć, ze względu na to, że lada moment sytuacja może się odwrócić.

 

#kolejne artykuły