E-sport - zagrożenie czy zbawienie? | worldmaster.pl
#

E-sport to iście gorący temat obecnych czasów. Czy nam się to podoba, czy nie, sport elektroniczny powoli przeistacza się z marzycielskich wizji, w naszą codzienną rzeczywistość. Dlatego budzi on w sobie wiele kontrowersji, które w większości sprowadzają się do wskazania, czy jest to zbawienie, czy może zagrożenie.

Żaden temat w obecnych czasach nie budzi takiego konfliktu, co sport elektroniczny. Wystarczy przejść do sekcji komentarzy pod artykułem zamieszczonym na ten temat, na jakiejkolwiek stronie, aby spotkać się z osobami reprezentującymi dwa, skrajne i odmienne obozy poglądów. Z jednej strony, w graniu w gry komputerowe upatruje się szansy na realizacje swoich najskrytszych marzeń o zostaniu gwiazdą światowego formatu. Po drugiej jednak stronie, daje się słyszeć argumenty jakoby rozpowszechnienie tego zjawiska, prowadziło do patologii czy pogorszenia stanu zdrowia.

Trudno wskazać kto w tej ogólnoświatowej debacie ma rację. Jako ogromny fan e-sportu, mógłbym bezprecedensowo przyznać rację zwolennikom gier komputerowych i jak najszybciej oddalić się od tego drażliwego tematu. Jednak staram się patrzeć na otaczające mnie rzeczy relatywnie obiektywnie i realnie. Dlatego uważam, że prawda leży gdzieś pośrodku. Kluczem jest ją odnaleźć i wyciągnąć z niej złoty środek, powodujący rozwiązanie zaistniałych problemów.


E-sport jako zbawienie.

Granie w gry komputerowe jeszcze do niedawna kojarzone było wyłącznie z szeroko pojętą zabawą, rozrywką, a także nierobieniem niczego produktywnego. Wiele osób, szczególnie młodego pokolenia, nie raz musiało odpowiadać na zarzuty tracących cierpliwość rodziców i potulnie wyłączać komputer. Niejednokrotnie w zaciszu swojego pokoju, wielu młodych marzyło o możliwości grania w swoją ulubioną grę przez całe życie. Niestety rzeczywistość, oczekiwania rodziców i kierowanie się radami innych, doprowadziło ich do bycia dzisiejszymi dorosłymi, podążającymi tradycyjną ścieżką rozwoju. Ludźmi pełnoletnimi pracującymi w korporacji, która nijak ma się do ich młodzieńczych marzeń, a które nadal skrycie znajdują się w ich głowie. Nikt z nas nie był w stanie przewidzieć, że być może niezakazywanie dziecku grania w gry kilka lat temu, mogło doprowadzić go do samego szczytu sportu elektronicznego w czasach dzisiejszych.

E-sport spełnia nasze najskrytsze i najbardziej nieśmiałe marzenia z dzieciństwa.

Wielu pragnęło grać w komputerowe do końca swojego życia. Oddawać się uciesze możliwości grze w „Warcrafta”, „Starcrafta” czy jakiegokolwiek innego tytułu. Nagle gwałtowny postęp e-sportu to umożliwił. To, co kiedyś było nierealną wizją, dziś jest rzeczywistością. Marzenia wielu dzieci stały się chlebem powszednim dla wielu obecnych gwiazd sceny gier komputerowych. Okazało się, że wcale nie trzeba spełniać ograniczających nas przez genetykę cech fizycznych, jak ma to miejsce w innych dyscyplinach sportu (np. wysoki wzrost w koszykówce). Aby móc się realizować w sporcie elektronicznym wystarczy odpowiedni sprzęt, dostęp do sieci, zaangażowanie i pasja.

Szeroki dostęp do najpopularniejszych gier profesjonalnej sceny e-sportowej.

Nie musimy mieć dostępu do boiska czy bieżni lub mieszkać w odpowiednim miejscu, by móc trenować i rozwijać się. Każdy – bez względu na to, gdzie mieszka, może oddawać się uciesze grania w gry komputerowe. Wystarczy sprzęt i połączenie internetowe, a to znajduje się już w ponad 75% gospodarstw domowych w Polsce. Nawet w tym momencie, możesz oddać się swojej pasji bez opuszczania domu i marnowania czasu oraz pieniędzy na kosztowny przejazd lub niezbędny – nierzadko szybko zużywający się – sprzęt. Warto również dodać, że gry cieszące się największą popularnością na scenie sportu elektronicznego są tak naprawdę darmowe.

League of Legends, Dota 2, Starcraft II, Hearthstone – każda z nich umożliwia Internetową rozgrywkę zupełnie za darmo. Za inne, jak na przykład za jakże popularny tytuł –  Counter Strike: Global Offenisve, należy zapłacić wręcz symboliczną kwotę, która w obliczu całej rozgrywki jest nic nieznaczącą sumą.

E-sport nie dyskryminuje nikogo.

Możesz być duży, mały, pochodzić z biednej czy bogatej rodziny. W środowisku gier komputerowych nie ma to najmniejszego znaczenia. Twojej wartości nie określają Twoje cechy fizyczne lub grubość portfela, ale Twoje umiejętności prowadzenia rozgrywki. Możliwość poznawania nowych osób z całego świata, uczestniczenie w wydarzeniach rozgrywanych na całym globie, uczenie się obcych języków i zbieranie niesamowitych doświadczeń to kolejne czynniki przekonujące nas, że zjawisko e-sportu jest zbawieniem.

Sport elektroniczny to dziedzina nieustannie się rozwijająca.

Z roku na rok notuje coraz większe zyski oraz bije rekordy popularności i oglądalności na całym świecie. Wiele firm, drużyn sportowych i głośnych nazwisk światowego formatu, zupełnie niezwiązanych z grami komputerowymi, zaczęło coraz częściej odwracać z uwagą głowę, na słowa brzmiące: „sport elektroniczny”. Powstają e-sportowe organizacje, strony internetowe zajmujące się zakładami bukmacherskimi czy prowadzeniem najświeższych wiadomości. Szeroki dostęp do serwisów internetowych, w których możemy oglądać zmagania innych lub samemu transmitować własną rozgrywkę, stwarza niepohamowane możliwości rozwoju. Pojawiają się pierwsze ciche i nieśmiałe głosy o włączeniu tej formy rywalizacji do programu Igrzysk Olimpijskich. Tak naprawdę e-sport nie jest już tylko zabawą z dzieciństwa. Stał się pracą, źródłem dochodu i profesjonalnym zajęciem osób, które postanowiły się w niego maksymalnie zaangażować.

e-sport

Źródło: www.pinnacle.com
Na zdjęciu: Finał Mistrzostw Świata 2015, w grze League of Legends

Pasja, oddanie i zaangażowanie.

W obliczu twardych argumentów nie możemy zapomnieć o jeszcze jednym ważnym czynniku. Bez niego tak naprawdę całe społeczeństwo gier komputerowych nie mogłoby się rozwijać i dotrzeć do obecnego punktu. To pasja. Radość z możliwości uczestniczenia w tym procesie. Fani z wypiekami na twarzy, oglądający swoich ulubieńców w akcji. Ich wsparcie, które niosą każdym swoim pozytywnym okrzykiem. To szacunek, miłość i łzy po kolejnej porażce lub zwycięstwie ukochanej drużyny. To odciąganie w nieskończoność zalewającej nas fali snu tylko po to, aby móc zobaczyć jeszcze jedną minutę akcji uwielbianego zawodnika. E-sport to szczere emocje. Prawdziwe łzy i realne słowa.


E-sport jako zagrożenie.

Największym problemem grania w gry komputerowe jest nabycie umiejętności poprawnego zinterpretowania tego zjawiska. Wiele trudności nastręcza odróżnienie, czy nasze dziecko lub my sami oddajemy się rozgrywce, bo marzymy o staniu się profesjonalnym zawodnikiem, czy robimy to, aby uciec od problemów otaczającego nas świata.

Pierwszy przypadek charakteryzuje się sportowym podejściem do sportu elektronicznego. Również do odnajdywania w sobie pasji do kontynuowania rozgrywki i nieuleganiu negatywnym emocjom. W takich sytuacjach granie może niejako przypominać prawdziwe treningi o uporządkowanej strukturze, odpowiednio wkomponowane w rozkład dnia. Nie widać tutaj negatywnych relacji z otoczeniem i prowadzoną rozgrywką. Łatwe do ujrzenia jest za to maksymalne zaangażowanie i iście sportowe podejście.

Drugi przykład dotyczy osób, które grają bez większego celu. Nie twierdzę, że granie dla przyjemności jest złe. Jednak zawsze warto zadać sobie pytanie, dokąd to wszystko zmierza i co chcemy osiągnąć. Cechą charakterystyczną tej grupy jest zazwyczaj negatywne nastawienie do pojawiających się porażek, nieumiejętność pogodzenia tej czynności z codziennością oraz zaniedbywanie pozostałych dziedzin swojego życia. Również niewłaściwe relacje z otoczeniem i poszerzająca się niechęć do jakiejkolwiek innej czynności poza graniem, może być kolejnym znakiem do określenia, iż mamy przed sobą zagrożenie, a nie zbawienie.

Jak widać odpowiednie i właściwe rozgraniczenie tych dwóch zjawisk, jest w praktyce bardzo trudne, ale niesamowicie ważne. To szczególnie istotne zadanie dla rodziców i opiekunów dzieci, grających w gry komputerowe. Nigdy nie wiemy, czy nasz zakaz wydany dziecku będzie słuszny. Może okazać się, że uchronimy go od otyłości, fobii społecznej i życiowych problemów, ale również możemy stać się źródłem jego frustracji i powodem niezrealizowania czekającej go profesjonalnej kariery.

Postępująca fala otyłości zwłaszcza wśród dzieci to straszliwy problem XXI wieku.

Nie da się ukryć, że zbyt długie przesiadywanie przed komputerem, a w konsekwencji brak ruchu, tylko sprzyja temu zjawisku. Niestety w światowym społeczeństwie, nawet profesjonalni zawodnicy e-sportu są często postrzegani jako osoby niereprezentujące swoim ciałem, sylwetki zawodowego sportowca. Długie przesiadywanie w jednej pozycji, mała porcja ruchu i niewłaściwa dieta, opierająca się na słodkich przekąskach konsumowanych w przerwie od rozgrywki, zdecydowanie sprzyja zdobywaniu dodatkowych kilogramów, niczym kolejnego poziomu w grze. Wystarczy przyjrzeć się dzieciom, które w dobie powszechnego dostępu do Internetu, stały się nieaktywne, leniwe oraz otyłe. Rodzice zdecydowanie zbyt często nie widzą lub nie chcą widzieć postępującego problemu. Zazwyczaj ich jedynym znalezionym rozwiązaniem jest „wypędzenie” dziecka na zewnątrz. Z telefonem w dłoni…

Przykład idzie z góry…

Na szczęście środowisko profesjonalnych zawodników sportu elektronicznego, zaczyna z coraz większą lubością promować zdrowe nawyki żywieniowe. Stopniowo, na porządku dziennym staje się zatrudnianie przez organizacje e-sportowe kucharzy, dietetyków i trenerów personalnych dbających o zdrowie i kondycje swoich graczy. Z coraz większym zaangażowaniem oraz uwagą podchodzi się do kwestii żywienia i wpływu tego czynnika, na jakość rozgrywki prowadzonej przez zawodnika.

sport elektroniczny

Źródło: www.redbull.com
Na zdjęciu: Ryan “fREAKAZOiD” Abadir, profesjonalny zawodnik gry Counter Strike: Global Offenisve

Na zawodowej scenie gier komputerowych nadal bardzo często zdarzają się przypadki osób z nadwagą lub wręcz otyłością. Jednak coraz częściej można dostrzec profesjonalistów cieszących się szczupła i zdrową sylwetką. Wielu z nich przeszło prawdziwą sylwetkową transformację, zadziwiając w ten sposób całą społeczność sportu elektronicznego. To dobitnie ukazuje, że trend zdrowego odżywiania dotarł nawet w rejony, które z pozoru wydawać by się mogły od niego niezależne. To daje nam nadzieję, że młode pokolenie, którego coraz częstszymi idolami są: Faker, Bjergsen, Rekkles, pasha czy Dendi, aniżeli Messi czy Ronaldo, zacznie się na nich wzorować również w aspekcie prowadzenia odpowiedniego stylu życia.  


Podsumowanie.

Wysuwanie jednoznacznych wniosków, mogłoby stanowić obelgę wobec jednego z obozów biorących udział w dyskusji. Niemniej jednak warto zwrócić uwagę na fakt, że na każde ewentualne zagrożenie płynące z nadmiernego korzystania z gier komputerowych, mamy bezpośredni wpływ! Mniejszy lub większy, ale każdy negatywny aspekt e-sportu, możemy sami  skutecznie zniwelować. Poprzez racjonalne odżywianie, umiejętne zdiagnozowanie naszych własnych lub bliskich nam osób aspiracji oraz przestrzeganie ich przez ogólną degeneracją. Myślę, że to nie sam fenomen e-sportu powoduje realne zagrożenia, ale nasze niewłaściwe podejście do niego. Ciągłe szukanie przyczyn wszelkich niesprawiedliwości i negatywnych zjawisk w graniu w gry komputerowe jest dość złośliwe i nieuprzejme względem całej branży gier. Źródłem naszych problemów może być nieodpowiednie korzystanie z tego zjawiska, a nie ono samo w sobie. Nie oznacza to jednak, że problemy te nie występują lub są nierealne. Warto o nich pamiętać i mieć je na uwadze za każdym razem, gdy oddajemy się swojej ulubionej rozgrywce.

e-sport

Źródło: www.esport.aftonbladet.se
Na zdjęciu: Christopher “GeT_RiGhT” Alesund, profesjonalny zawodnik gry Counter Strike: Global Offenisve

E-sport to piękne zjawisko. Przestało być tylko zwykłym wciskaniem klawiszy na klawiaturze, a stało się zajęciem elektryzującym miliony fanów na całym świecie. Rozgrywki odbywające się na piłkarskich stadionach przy ryku tysięcy, rozemocjonowanych fanów, miliony przeznaczane na nagrody dla zwycięzców, światowa sława czekająca na tych najlepszych. To dzieje się na naszych oczach i będzie nieustannie posuwało się naprzód niczym siła nieznosząca sprzeciwu! Jednak żadne z tych zjawisk nie rozpoczyna się pośród glorii i chwały. Jego początek znajduje się w zaciszu małego pokoju. Pomieszczeniu, w którym mały chłopiec snuje swoje tęskne marzenia o wielkiej karierze.… Wszystko rozpoczyna się w ten sposób…

Wszystko ma w swój początek właśnie tam, a jak się potoczy, zależy wyłącznie od nas.

Nieistotne, że się tym nie interesujesz. Bez znaczenia, że Cię to nie obchodzi. Mimo wszystko i tak radzę zapoznać się z tym tekstem, bo przedmiot moich rozważań jest naszą wspólną przyszłością. E-sport, to jutro całego świata, ale realne dziś wielu pasjonatów, grających w gry komputerowe.

Z boiska, przed komputery.

Od zawsze granie w gry komputerowe lub nadmierne tkwienie przed klawiaturą, było postrzegane jako marnowanie czasu i zaniedbywanie pozostałych obowiązków. Kojarzyło się tylko i wyłącznie z zabawą, rozrywką i miło spędzonym czasie dla grającego. Niejednokrotnie przesiadywanie w ten sposób długich godzin, nierzadko do pór nocnych, stanowiło kość niezgody między dorosłymi, a ich małymi pociechami. Dziećmi, które odnajdywały ukojenie w możliwości zatopienia się w wirtualnym świecie. Kiedyś, gdy dziecko w ten sposób spędzało zbyt wiele czasu, było postrzegane – nawet przez swoich rówieśników, w kategoriach dziwaka czy odludka. Przecież podstawową formą aktywności kilkanaście lat temu, nie było wpatrywanie się w ekran, ale bieganie za piłką po osiedlowym boisku, w gwarze wesołych krzyków i roześmianych, młodych twarzy.

gry komputerowe

Z upływem lat wszystko zaczęło się zmieniać. Coraz większą popularnością zacząć się cieszyć konsumpcyjny styl życia, a nowinki technologiczne skutecznie zastąpiły murawę, piłkę i dwie bramki. Przestało liczyć się to, jak biegasz czy wspinasz się na drzewa. Na prawdziwy szacunek zasługiwałeś wtedy, gdy mogłeś pochwalić się przed kolegami wysokim poziomem swojej postaci w grze z gatunku MMORPG. Powoli – niemal niezauważalnie, ale konsekwentnie, życie głównie młodszej części społeczeństwa, rozpoczęło aktywną migrację z boisk, do wirtualnego świata. Coraz lepsze i większe udoskonalenia zarówno pod kątem gier komputerowych jak i sprzętu, dzięki któremu mogliśmy z nich korzystać, pozwoliły skutecznie zatrzymać przy sobie jednostki, które choć raz spróbowały wcielić się w wirtualnego bohatera.

Życiowa (r)ewolucja?

Nikt nie był wtedy w stanie przewidzieć, że to, co wyglądało na niewinną zabawę, dobrą formę rozrywki, a dla dorosłych jako największe utrapienie, może przerodzić się w dziedzinę życia, podziwianą przez miliony na całym świecie. Czy ktokolwiek mógł wtedy przypuszczać, że niewinnie wyglądający mały chłopiec, który całymi dniami oddawał się całym sobą grom komputerowym, może za kilkanaście lat stać się profesjonalnym zawodnikiem e-sportowym, znanym na całym globie?

Internetowa Encyklopedia przez wielu traktowana niczym Wyrocznia Delficka naszych czasów, podaje następującą definicję E-sportu (ang. Electronic Sports):

Forma rywalizacji, w której przedmiotem działań zawodników są gry komputerowe. Rywalizacja między zawodnikami (graczami) odbywa się zarówno w formie rekreacyjnej, jak i na turniejach gier komputerowych (tzw. „pro gaming”).

Czyli e-sport obejmuje w swoim zakresie jakiekolwiek korzystanie z gier komputerowych, o ile dochodzi w nich do rywalizacji. W obecnych czasach tak naprawdę większość popularnych gier, zawiera w sobie nutkę współzawodnictwa.

Nie bez powodu termin ten budzi w sobie wiele kontrowersji i pobudza do wygłaszania poglądów, zarówno zwolenników, jak i jego przeciwników. Przez jednych uważane jest za największe dobrodziejstwo obecnych czasów. Postrzegane za przyszłość nie tylko sportu, ale całego naszego życia. Z drugiej strony pojawiają się słowa sprzeciwu, które dotyczą rosnącej fali otyłości czy niezdrowego trybu życia. Trudno stwierdzić, gdzie przebiega granica prawdy i kto posiada ją w większym stopniu. Zarówno przeciwnicy, jak i zwolennicy, w swojej argumentacji posługują się logicznymi stwierdzeniami. Myślę, że tak jak w większości przypadków – racja znajduje się pośrodku.

E-sport to nie tylko gry komputerowe. To coś znacznie większego.

Jako zagorzały fan wszelkich rozgrywek e-sportowych, szczególnie tych profesjonalnych, czuję się zobowiązany, aby definicję e-sportu wzbogacić o kilka dodatkowych zdań. Tym razem pozbawionych wszelkiej sztampy oraz książkowej powagi, a okraszonej emocjami dwudziestoletniego chłopaka, który w śledzeniu profesjonalnych rozgrywek, odnalazł szczere emocje oraz prawdziwe uczucia.

e-sport

Źródło: www.theversed.com

  • E-sport nie jest zwykłym klikaniem w myszkę od komputera i naciskaniem klawiszy w odpowiedniej, sobie tylko znanej sekwencji. To sztuka. Harmonia, zachodząca między tym, co znajduje się na ekranie, a ruchami palców wykonujących swoją pracę, niczym rewelacyjnie wyszkoleni żołnierze, gotowi do oddania życia za swojego dowódcę.
  • E- sport to nie tylko niewinna zabawa rozleniwionych dzieci. To część naszego życia. Styl życia, wielu ludzi na całym świecie, które w graniu w gry komputerowe odnalazło dla siebie szanse na zaistnienie. Coś, co być może było dla nich tylko oderwaniem się od ponurej i szarej rzeczywistości, teraz jest dla nich pracą, którą sami sobie wybrali. Obowiązkiem, który kochają. Pasją, o której zawsze marzyli.
  • E-sport nie jest czynnością zarezerwowaną tylko dla samotników, pozbawionych umiejętności interpersonalnych o szerokiej gamie fobii społecznych. Jest to zbiorowisko osób towarzyskich, otwartych, rezolutnych, które w graniu w gry zobaczyły przyszłość w momencie, kiedy nikt inny nie potrafił tego dostrzec. Dzisiejsi znani i podziwiani ujrzeli szansę, i potrafili przekuć ją na swoją błogą codzienność.
  • E-sport to nieustannie rozwijająca się dziedzina, w którą każdego roku inwestują znani i podziwiani na całym światem. Kluby piłkarskie, drużyny koszykarskie czy sławne persony, kompletnie niezwiązane ze sportem elektronicznym. Daje to ogromne możliwości i nadzieję dla wielu nastolatków, marzących o światowej karierze. To prawdziwa szansa na zaistnienie.
  • E-sport to nie tylko dziecinna złość, rozwydrzonego ośmiolatka, który ponownie okazuje się słabszy od swojego wirtualnego przeciwnika. To również łzy i smutek dorosłych mężczyzn po odniesionej porażce przed tłumem wiernych kibiców. To łzy szczęścia nawet tych najtwardszych, po wygranej rozgrywce. To wzloty i upadki ludzi, którzy w całości oddali się grze. To radość i rozgoryczenie. Rywalizacja i przyjaźnie zawiązywane na długie lata. To bezcenne doświadczenia oraz nieziemskie przygody. To euforia i frustracja.

E-sport to styl życia.

E-sport to nasza przyszłość. 

Dość interesującym zajęciem jest móc obserwować, jak siłownia działa na kobiety. Unikają jej, przemykają obok niej niepostrzeżenie i chowają się, szukając miliona wymówek, byleby tylko ich własny trening siłowy, nie stał się faktem. Tym samym, nasze kochane i najdroższe Panie, same wyrządzają sobie krzywdę!

Panie i Panowie! Proszę o uwagę!

Drogie panie! Tekst ten jest skierowany przede wszystkim do Was. Przeczytajcie go tyle razy, ile tylko chcecie oraz zdołacie. Wracajcie do niego za każdym razem, kiedy w Waszej głowie, ponownie pojawi się ta fałszywa myśl, sprowadzająca Was z właściwie obranej ścieżki. Zaufajcie mi, spróbujcie i same się przekonajcie, że to o czym piszę, jest prawdziwie i skuteczne.

Drodzy panowie! Choć artykuł dedykuje wszystkim pięknym paniom (innych nie ma), to nie opuszczajcie tej strony w popłochu, obawiając się o treść, jaka może ukazać się Waszym oczom. Zostańcie, zapoznajcie się z tekstem i być może Wy również, wyniesiecie z niego coś dla siebie. Możliwe, że dzięki temu będziecie mogli skutecznie przekonać swoją ukochaną połówkę, do wspólnego treningu na siłowni.

Nieformalny treningowy podział.

Istnieje pewna niepisana reguła, o której niewiele osób mówi i nie każdy zwraca na nią uwagę. Otóż kobiety zazwyczaj wybierają treningi wytrzymałościowe, typu bieganie lub jazda na rowerze. Wszelki trening dodatkowy, ukierunkowany na modelowanie sylwetki, ogranicza się do wykonywania go przed telewizorem z ulubioną Panią „trenującą miliony Polek”. Natomiast mężczyźni – jak przystało na prawdziwych samców alfa, wolą wziąć do ręki sztangę, nałożyć na nią dużo żelastwa i wraz z niebezpiecznie pojawiającymi się żyłkami na czole – podnieść ją.  Oczywiście są wyjątki, jednak musicie przyznać, że to zazwyczaj panie czują się bardziej komfortowo, ćwicząc w domowym zaciszu, aniżeli w kipiącym testosteronem miejscu, zwanym siłownią lub istną wylęgarnią samców.

siłownia

Niestety kobiety na widok siłowni, zazwyczaj odwracają z obrzydzeniem wzrok. Podczas rozmowy z przyjaciółkami, zgodnie dochodzą do wniosku, że trening siłowy nie jest dla nich, bo przecież nie chcą wyglądać jak facet w sukience. Na dodatek pojawia się jeszcze wcześniej przytaczany problem, dotyczący braku komfortu w środowisku spoconych mężczyzn. Nie wiedzą jednak, że taki proces myślowy jest dla nich krzywdzący. Świadomie pozbawiają się najlepszej metody kształtowania sylwetki.

Trening siłowy, to do tej pory najlepszy i najskuteczniejszy sposób modelowania sylwetki. Nie neguje wyborów kobiet, trenujących z „Panią z telewizora”. Nie twierdzę, że takie treningi nie są skuteczne. Nie uważam, że musicie je porzucać, jeśli osiągacie zadowalające efekty. Jednak próbuje zwrócić tylko Waszą uwagę, że trening siłowy też jest świetny i zdecydowanie efektywniejszy.

Przyczyna nieuzasadnionej niechęci kobiet do siłowni.

Awersja płci pięknej do treningu siłowego wzięła się przede wszystkim z obawy o nadmierny rozwój muskulatury. Do ich świadomości dotarły zapewne zdjęcia naszprycowanych sterydami kulturystek, którym faktycznie bliżej jest do mężczyzn, aniżeli kobiet. Jednak jak już zostało powiedziane – swój odbiegający od standardów wygląd, zawdzięczają głównie zbyt wysokiemu  poziomowi testosteronu. Oczywiście dochodzi do tego jeszcze ciężki trening i wzorowo trzymana dieta, ale za niecodzienny wygląd, odpowiadają niedozwolone środki. Kobiety trenujące dla siebie w sposób rekreacyjny, nie stosują przecież „zewnętrznego wspomagania”. Dlatego nie powinny się one obawiać o muskulaturę mężczyzny, gdyż mają naturalnie niższy poziom testosteronu niż Panowie!

Wasze obawy są więc zupełnie nieuzasadnione drogie Panie! Nie ma fizycznej możliwości, aby bez podania środków z zewnątrz, Wasze ciało przemieniło się w sylwetkę osobnika płci męskiej.  

Walka z brakiem komfortu może być trudniejsza. Tutaj dochodzi ważny czynnik psychologiczny i fakt uświadomienia sobie, że warto pokonać tę chwilową trudność, bo zaprocentuje ona późniejszą radością i szczęściem. Panie, które zamierzają trenować na siłowni obawiają się, że wszyscy dookoła będą się im przyglądać, zwracać na nie uwagę i robić to, co faceci mogą robić w obecności kobiet. W rzeczywistości takie obrazy podsuwa Wam tylko Wasza bujna wyobraźnia. Znam to środowisko na tyle dobrze, aby niemal z całkowitą pewnością rzec, że jest to głównie społeczność narcyzów zbyt mocno zapatrzonych w siebie i swoje odbicie w lustrze. Ciężko jest sprawić, aby ktokolwiek mógł przykuć ich uwagę na dłuższą chwilę. Nawet piękna kobieta.

panie

Proponuje, aby obrócić swój tok myślenia o 180 stopni. Wiele kobiet widząc wzrok innego mężczyzny na sobie, czuje skrępowanie. Zupełnie niepotrzebnie! To dla Was największy komplement! Przypatrujący się Wam dżentelmen, nierzadko próbujący robić to z ukrycia, to Wasz pierwszy fan! Wierny kibic, któremu podoba się Wasza sylwetka i to, jak trenujecie. Doceńcie to, obdarzcie takiego delikwenta szerokim uśmiechem i dalej róbcie swoje, racząc go swoimi przemyślanymi ruchami. Myślę, że po ujrzeniu Waszych onieśmielająco pięknych białych zębów, nie odważy się już więcej na Was spojrzeć. Nawet z ukrycia.

Nie krzywdźcie siebie drogie Panie! Trening siłowy jest świetny!

Przede wszystkim, pragnę zwrócić Waszą uwagę, że trening siłowy jest dla Was i wykonujecie go dla siebie. Nie powinno Was interesować to, co ktoś sobie pomyśli, jak się na Was spojrzy i czy w ogóle coś zrobi. Od momentu wejścia na salę treningową liczy się trening i na nim się skupiajcie. Koncentracja powinna być na tyle duża, że nie powinnyście dostrzegać całego tła, które dzieje się gdzieś za Waszymi plecami. Dobrym rozwiązaniem mogą być słuchawki z ulubioną muzyką, płynąca wprost do Waszego ucha, jednak nie jest to rozwiązanie konieczne. Skupienie się na celu, pełna koncentracja i świadomość, że trenujecie dla siebie to fundament zbudowania swojej niezachwianej pewności siebie na siłowni.

Wiele kobiet obawia się, że idąc na swój pierwszy trening siłowy, zrobią z siebie ofiarę losu, niepotrafiącą ćwiczyć. Zwróćcie uwagę, że nauczenie się poprawnej techniki wykonywania danego ćwiczenia, nigdy nie nadejdzie, skoro nie postanowicie spróbować. Rozumiecie ten paradoks? Nie pójdziecie na siłownie, bo kompletnie nie wiecie jak wykonać dane ćwiczenie, ale tylko pójście na nią, może rozwiązać Wasz problem. Musicie spróbować! Co z tego, że na pierwszych treningach Wasze ruchy będą dość niezgrabne i nieidealnie dopracowane? Problem może zostać rozwiązany, gdy skorzystacie z pomocy bliskiej osoby, posiadającej odpowiednią wiedzę lub trenera personalnego, którego możecie znaleźć na siłowni. Kompetencja takich osób to niestety często dyskusyjna kwestia i temat na inny artykuł, jednak nie zmienia to faktu, iż trenerzy personalni są od tego, aby służyć Wam pomocą.

Najlepsza metoda kształtowania sylwetki.

Nie ma lepszej i skuteczniejszej formy modelowania sylwetki od treningu siłowego. Bieganie może poprawić Wasza kondycję i pomóc w spalaniu tkanki tłuszczowej. Trening w warunkach domowych przed telewizorem może stanowić świetne źródło zabawy, spalania kalorii i do pewnego stopnia, modelowania sylwetki. Jednak prędzej czy później, Wasz proces rozwoju ciała zatrzyma się. To nie jest mój wymysł, ale czysta fizjologia człowieka. Aby mięśnie mogły się rozwijać (do pięknego, kobiecego rozmiaru – większe Wam nie grożą!) potrzebne są im nowe bodźce. Skacząc przez kilkadziesiąt minut przed telewizorem, na początku wyślecie solidny impuls swoim mięśniom, jednak z biegiem czasu przystosują się one do uprawianej aktywności i proces zostanie zatrzymany.

trening siłowy

Trening siłowy ma tę przewagę, że zawiera w sobie nieskończoną możliwość progresji, a tym samym dostarczania ciału nowych bodźców – poprzez zwiększanie ciężaru, liczby powtórzeń, serii czy zmniejszaniu przerw między nimi lub ich łączeniu. Cała gama kombinacji i szans rozwoju sylwetki stoi przed Wami otworem. Wystarczy po nie sięgnąć!

Dostosuj działania do własnych ambicji.

Jeszcze raz to podkreślę, iż nie jestem przeciwnikiem innej formy treningu niż trening siłowy. Ja również zaczynałem od treningów w domu przed telewizorem i jestem z tego bardzo dumny! To świetna aktywność, sposób na pozbycie się niechcianych kilogramów i do pewnego stopnia, także metoda kształtowania sylwetki. Jeśli jesteś zadowolona z efektów i cieszy Cię uprawiana aktywność, to rób to dalej i nie myśl o jakiejkolwiek zmianie. Nie potrzebujesz jej! Jeżeli Twoją sylwetką marzeń jest ciało pani, z którą ćwiczysz we własnym domu, to jesteś na dobrej drodze. Sukcesywną pracą, odpowiednim żywieniem i trenowaniem, zapewne z biegiem czasu ją osiągniesz.

Natomiast jeśli marzysz o wspaniałych, kobiecych kształtach Kai Soboń, Kai Rybickiej, Kasi Dziurskiej, Sylwii Szostak czy Ani Karcz, to nie obejdzie się bez treningu siłowego. To naturalne, że chęć posiadania sylwetki swojej idolki, sprowadza się w przeważającej części do stosowania rodzaju treningu, który ona wykonuje.  Niemożliwe jest osiągnięcie sylwetek wyżej wymienionych Pań, trenując z osobą, której sylwetka odbiega od ich ciał. To zupełnie tak, jakby młody chłopiec próbował zostać następcą Roberta Lewandowskiego i całe życie trenował ze swoim starszym bratem, nieustannie broniąc jego strzały, stojąc na bramce…  Do pewnego stopnia, czegoś się nauczy i rozwinie swoje umiejętności, ale prędzej czy później proces zostanie zahamowany. Zabraknie bodźca.

Jeśli jedyną przeszkodą, która uniemożliwia Ci skorzystanie z treningu siłowego, są Twoje własne błędne przekonania i myśli to mam nadzieję, że tym tekstem właśnie je rozwiałem, a Ty pakujesz już torbę na swój pierwszy trening. Nie bój się! Jesteś piękna, odważna i zaradna. Oczyść swoją głowę z niechcianych i destrukcyjnych myśli. Skup się na swoim celu. Wcale nie mówię, że przełamanie się będzie łatwe lub sam trening taki będzie. Jestem jednak pewien, że Twoja odwaga i zaradność zaprocentuje w przyszłości świetnymi efektami i szczęściem.

Obiecuję, że będzie warto.

Wszędzie tylko to bieganie, siłownia, aerobiki, zumby i inne cuda… Cały czas tylko szybko, intensywnie i jak najlepiej… Każda aktywność zaplanowana, zhierarchizowana i uporządkowana… Czy tak to wszystko musi wyglądać? Spokojnie. Ochłońmy. Jest jeszcze spacer! Przecież spacerowanie jest świetne, prawda?

Zapomniana aktywność.

Spacer to najnaturalniejsza forma ruchu. Uprawiamy ją od zarania dziejów w mniej lub bardziej zaplanowany sposób. Niestety w obecnych czasach, gdzie faworyzowana jest istna perfekcja oraz nieustanny pęd, aktywność ta zaczęła tracić na znaczeniu. Kiedy myślimy o formie ruchu ukierunkowanej na spalanie kalorii, zazwyczaj przychodzi nam do głowy bieganie, jazda na rowerze, aerobik czy zumba. Z łatwością przychodzi nam wymienianie kolejnych dyscyplin sportu, które mogą pomóc w kształtowaniu sylwetki. W sportach sylwetkowych, niemal nierozłącznym obrazkiem wiązanym z dużymi i pękatymi mięśniami kulturystów, stało się tzw. kręcenie cardio. Oznacza ono wykonywanie dodatkowej aktywność o ciągłej i umiarkowanej intensywności, aby procesy spalania kalorii zachodzące w organizmie, mogły odbywać się warunkach tlenowych. Wspomaga to dietetyczne działania oraz dba o wydatkowanie kolejnej porcji kalorii, co przybliża to sportowca do uzyskania sylwetki marzeń.

spacer

Zupełnie jednak zapominamy o spacerze i szeregu korzyści, jakie on za sobą niesie, nie tylko w kontekście sylwetki. Kilka z nich przedstawiam poniżej wraz z krótkim omówieniem. Żywię ogromną nadzieję, że dzięki temu artykułowi, spacer na stałe zagości w Waszych domach i stanie się rytuałem nie tylko Waszym, ale również Waszych bliskich.

  1. Spacerowanie jest świetne, bo…

Jest mało obciążająca aktywnością. W przeciwieństwie do biegania, jazdy na rolkach czy skakania na skakance, w bardzo minimalnym stopniu obciąża nasz organizm. Tym samym staje się idealną formą aktywności dla każdego. Bez znaczenia, w jakim wieku lub stanie fizycznym się znajduje. Nie bez powodu to właśnie regularne marsze, stanowią zazwyczaj pierwszy etap przygotowania do systematycznego biegania, dla osób początkujących. Ze względu na swoją naturalną i łagodną specyfikę, spacer nie obciąża stawów ani naszej „wewnętrznej pompy”, jaką jest serce. Również osoby kształtujące sylwetkę, obawiające się o nadmierne obciążania mięśni poprzez bieganie, mogą wybrać spacer jako lżejszą i przyjemniejszą formę aktywności.

  1. Spacerowanie jest świetne, bo…

Oczyszcza umysł. Szczególnie jeśli mamy do dyspozycji las lub inną połać zieleni, najlepiej oddaloną od miejskiego gwaru. Obcowanie z naturą, pośród jej odgłosów i delikatnego szumu wiatru, jak nic innego potrafi wyzwolić naszą głowę od negatywnych myśli. Wiele aktywnych osób jasno deklaruje, że najlepsze pomysły rodzą się w ich głowie, właśnie podczas ruchu. Spacer staje się czasem tylko dla siebie, przeznaczonym na medytację oraz uporządkowanie spraw zaprzątających nam głowę. Pozwala nam ochłonąć i wyrwać się od codziennych obowiązków oraz spojrzeć na swoje życie z dystansem i z pewnej perspektywy.

aktywność

  1. Spacerowanie jest świetne, bo…

Oferuje nam świeże powietrze. Zawsze dziwiło mnie, co ludzie widzą w bieganiu na bieżni mechanicznej. Jedynym skojarzeniem, które zawsze przychodziło mi do głowy, jest chomik biegający w kółku, w swojej szczelnie zamkniętej klatce. Oczywiście tego nie neguje, ale szczególnie w letnie, ciepłe dni, kiedy do dyspozycji mamy piękną pogodę i rześkie poranki, niewykorzystywanie darów natury jest prawdziwym marnotrawstwem. Oprócz możliwości obcowania z naturą i ujrzenia jej w pełnej krasie, dotleniamy się i jesteśmy w stanie poczuć świat nas otaczający. Zaczerpnięcie świeżego powietrza i dostarczenie go do całego naszego ciała, może skutecznie uchronić nas przed zmęczeniem czy poczuciem niepokoju. Niestety w dużych aglomeracjach ciężko o spełnienie tego punktu. Wierzę jednak, że każdy z Was, chociaż raz na jakiś czas, jest w stanie sobie pozwolić na spontaniczny wyjazd za miasto i ujrzenie czegoś więcej, aniżeli kolejnego, wysokiego biurowca.

  1. Spacerowanie jest świetne, bo…

Pobudza nas do działania. Jest idealną metodą na dopadającą nas senność. O ile na bieganie nie bylibyśmy się w stanie zmobilizować, szczególnie dotknięci mackami snu, o tyle na mały, krótki spacer udaje nam się zebrać naszą siłę woli. Wystarczy kilkanaście minut, aby całkowicie odegnać od siebie widmo snu i poczuć się niczym nowo narodzony. Nagle uświadamiamy sobie, że po powrocie do domu, jesteśmy w stanie skupić się na efektywnym wykonaniu czekających nas zadań. Delikatna dawka ruchu, łącznie z zaczerpnięciem świeżego powietrza oraz zajęciem czymś swojej głowy, może dać wymierne rezultaty.

  1. Spacerowanie jest świetne, bo…

Zbliża i łączy ludzi. Nie każdy członek naszej rodziny może mieć ochotę, czas lub siły na bieganie, lub inną aktywność. W ten sposób, bardzo często pojawia się konflikt interesów w postaci wyboru między wspólnym spędzeniem czasu w niedzielne popołudnie, a własnym treningiem. Rozwiązaniem jest wspólny spacer! Być może nasza druga połówka nie ma chęci na bieganie, ale gwarantuje, że rodzinny spacer zawsze brzmi zachęcająco i obiecująco. Dochodzi tutaj również czynnik swobodnej rozmowy i możliwości skupienia się na swoim rozmówcy. To aktywne oraz jakże miłe wykorzystanie wspólnych chwil! Polecam to sprawdzić również w przypadku rodzinnych uroczystości, typu urodziny, imieniny, pierwsza Komunia Święta czy innych, mniej zobowiązujących przyjęć. Po sutym obiedzie kilkunastominutowa spokojna aktywność na świeżym powietrzu, może okazać się zbawiennym lekarstwem na niestrawności oraz przyjemnie spędzonym czasie na łonie natury.

spacerowanie

  1. Spacerowanie jest świetne, bo…

Rozwija i uczy. Wcale nie trzeba za każdym razem wsłuchiwać się w odgłosy przyrody, aby spacer był efektywny. Czasami ochota na odcięcie się od otaczającej rzeczywistości jest aż nader intensywna. Wtedy pomocne może być nie tylko spacerowanie, ale również ulubiona muzyka płynąca do uszu ze słuchawek. Można ten czas wykorzystać również na własny rozwój. Coraz powszechniejszy staje się dostęp do podcastów, w których udzielają się naprawdę wartościowi ludzie, których się z przyjemnością słucha. Z nagrywanych przez nich odcinków można dowiedzieć się nie tylko prawdy o nieznanych dotąd rzeczach, ale również o sobie samych. W połączeniu z przebywaniem na łonie natury, może dać to nieziemskie przeżywanie całym sobą słyszanych słów i możliwość – jak nigdy dotąd – poznania siebie i zrozumienia własnej osobowości.

  1. Spacerowanie jest świetne, bo…

Spala kalorie. Celowo umieściłem ten punkt na samym końcu. Wcale nie uważam, aby była to najważniejsza zaleta spacerów. Prawdą jest, że może być świetnym narzędziem zastępującym inne aktywności wykorzystywane w celu spalania kalorii, ale traktowanie spacerowania tylko w tych kategoriach jest mocno powierzchowne. Zakrawa na płyciznę naszego postrzegania świata. Proponowałbym nie spacerować w celu utraty tkanki tłuszczowej, a skupiłbym się na wcześniejszych, sześciu zaletach tej aktywności. Tą siódmą – traktowałbym jako miły dodatek, rozwijającej formy ruchu, jaką jest spacer.

Spacer to luksus, będący w zasięgu naszej ręki.

Uważam, że spacerowanie powinno być traktowane dokładnie tak samo, jak wszelka aktywność spontaniczna, o której powstał oddzielny tekst. Planowanie go, uwzględnianie go co do minuty i umieszczanie w konkretne dni tygodnia, niesamowicie umniejsza i spłyca jego rolę w naszym życiu. Sprowadzamy go tym samym do roli kolejnego narzędzia, prowadzącego do „czegoś”. A czy wszystko musi się do tego prowadzić?

bieganie

Potraktujmy proszę tę formę ruchu, jako czynność miłą samą w sobie. Aktywność, podczas której możemy otworzyć swój umysł na nowe pomysły, chłonąć otaczającą nas rzeczywistość i zrozumieć to, co do tej pory mogło wydawać się niepojęte. Spacery nie powinny być zhierarchizowane w naszym planie dnia. Wtedy nigdy nie będą w stanie pokazać nam wszystkich swoich zalet. W ten sposób zawsze podczas tej czynności, będziemy ją po prostu „wykonywali”, jak kolejną rzecz do odhaczenia z listy do zrobienia. My, musimy ją poczuć. Nie traktować jako kolejnego zadania, ale jak chwilę wytchnienia – czasu tylko dla siebie. A któż z nas, nie pragnie go bardziej, niż dziś? W czasach, w których jesteśmy wiecznie spóźnieni?

Dajmy sobie odrobinę luksusu! Zacznijmy spacerować!

 

Duża wiedza oraz prawdziwa mądrość to cechy istotnie pożądane przez wielu ludzi. Choć jest to zjawisko wprost rewelacyjne, to pragnę zwrócić Waszą uwagę, że i takie działanie może nieść ze sobą pewne ryzyko. Mam jednak nadzieję, że mądrość jest z Wami i nigdy nie zaprzestaniecie z jej korzystania.

Zdobywanie wiedzy i ciągłe poszerzanie znajomości otaczającego nas świata, to prawdziwy klucz do osiągnięcia sukcesu i uzyskania harmonii w życiu. Pozwala nam to zrozumieć zjawiska, dziejące się na naszych oczach, odpowiednio interpretować rozgrywające się wydarzenia oraz posiadać właściwe nastawienie do otaczającego świata. Wiedzę nabywamy poprzez czytanie, oglądanie, słuchanie i doświadczanie. Bez większego znaczenia pozostaje fakt, w jaki sposób to robimy. Najważniejsze jest pragnienie nieustannego i niepohamowanego rozwoju oraz podążania za nim. Wiedza to klucz do szczęśliwego i spełnionego życia…

Ale czy na pewno?

Choć punkt widzenia, który za moment ukażę, jest być może trochę przekoloryzowany, a jego sens delikatnie odbiega od racjonalnych zjawisk, to jednak ma on w sobie pewną dozę prawdy. Nie powinno się więc odbierać mu znaczenia. Z drugiej jednak strony, przestrzegam wszelkich entuzjastów takiego poglądu, aby z niego nie korzystali. Pomimo jego interesującej natury, nie jest on godny naśladowania.

Wiedza to przekleństwo?

Nie chodzi mi tu wcale o pozyskanie informacji od nieczułego lekarza o naszej śmiertelnej chorobie i kilku tygodniach pozostałego życia. Również wiedza dotycząca zdrady naszej ukochanej osoby, kradzieży lub czegokolwiek negatywnego, faktycznie może być przekleństwem, ale skupia się ona na dość przyziemnych problemach. Poprzez zastosowanie słowa „wiedza” mam na myśli posiadanie pewnej mądrości w danej dziedzinie życia lub nauki.

Wydawać by się mogło, że im więcej wiemy, tym bardziej szczęśliwsi powinniśmy być. Przecież nieustannie przesuwamy granice poznania i zdobywamy kolejne poziomy wtajemniczenia, niedostępne dla większości ludzi. Niestety, bardzo często wygląda to zgoła inaczej. Trzeba uświadomić sobie, że niemożliwe jest zdobycie „całej wiedzy” w danej dziedzinie. Nigdy nie możemy znać, wiedzieć i umieć wszystkiego. Dlatego dla osób poznających dany dział i zagłębiających się w niego coraz bardziej, ta świadomość może okazać się bardzo frustrująca.

„Im dalej w las, tym więcej drzew”.

wiedza to przekleństwo

Można powiedzieć, że im lepiej poznajemy dane zjawisko, tym mocniej doświadczamy jego rozległości i niemożliwości zrozumienia go w całości.

W zupełnym przeciwieństwie do przytoczonego przykładu, stoją osoby dopiero rozpoczynające zgłębianie danego tematu. Sugerując się zjawiskiem badanym przez dwójkę psychologów ze Stanów Zjednoczonych – Justina Krugera i Davida Dunninga, zwanym efektem Krugera-Dunninga – można rzec, iż osoby posiadające mniejszą wiedzę, ze względu na mniejszą znajomość tematu, łatwiej potrafią przeszacować swoje zdolności. Właśnie tę samą zasadę głosi wspomniana zależność:

„[…] osoby niewykwalifikowane w jakiejś dziedzinie życia mają tendencję do przeceniania swoich umiejętności w tej dziedzinie, podczas gdy osoby wysoko wykwalifikowane mają tendencję do zaniżania oceny swoich umiejętności.”

Z tego więc powodu, większa wiedza może okazać się w pewnym stopniu przekleństwem, wynikającym ze świadomości ogromu informacji dotąd niepoznanych i frustracji, jaka temu towarzyszy. Natomiast mądrość w mniejszej dawce, może oznaczać zupełnie niepoprawną pewność siebie, ale także poczucie satysfakcji i radości.

Więcej informacji to więcej niepotrzebnych myśli.

Zwróćmy uwagę, że im więcej wiemy, tym więcej analizujemy. Abstrahuje od konkretnej dziedziny nauki. Odnieśmy to do każdej życiowej sytuacji. Wyobraź sobie, że idziesz na rozmowę kwalifikacyjną. Wiesz tylko, że przeprowadzi ją z Tobą mężczyzna w średnim wieku. Prawdopodobnie delikatnie stresujesz się, ale powtarzasz sobie, że „co ma być, to będzie”. Nie zadręczasz się niepotrzebnymi myślami, bo tak naprawdę nie mają one na czym się skupić.

Teraz przedstawmy drugą sytuację. Od bliskiej przyjaciółki pracującej w firmie, do której na stanowisko aplikujesz, wiesz doskonale, że Twój rozmówca to 42-letni rozwodnik, nie lubiący, gdy mu się przerywa, ceniący sobie elegancki ubiór i nienaganną umiejętność komunikacji. Nagle Twoje postrzeganie czekającej Cię rozmowy, zmienia się o 180 stopni. Zaczynasz myśleć, analizować i rozpatrywać każdy możliwy scenariusz tego wydarzenia. Pół dnia wybierasz odpowiedni strój, a drugi pół stoisz przed lustrem i ćwiczysz odpowiednie  wysławianie się. Z nadejściem nocy nie potrafisz nawet zmrużyć oka, a rano bardziej przypominasz upiora z Twoich nocnych koszmarów, aniżeli dwudziestoparoletnią, piękną kobietę. Nadmiar wiedzy a w konsekwencji zamartwianie się, w przeciągu doby doszczętnie Cię wyniszczyło.

Mądrość oznacza inność.

Większa wiedza niesie za sobą również większą mądrość. Oznacza to zazwyczaj większy bagaż doświadczeń, lepszą świadomość otaczających rzeczy oraz procesów dziejących się dookoła nas. To także może być naszym przekleństwem. Mało kto z otaczających nas ludzi czyta książki i zgłębia mechanizmy rządzące nami, i światem. Zazwyczaj nikt nie zadaje sobie trudu do kreowania własnych, logicznych i mądrych wniosków. Większość podąża za szarą masą podobnych im ludzi, tworząc jeszcze liczniejszą większość.

mądrość

Prawdopodobnie osoby posiadające większą wiedzę są inne. Często zupełnie niewłaściwie nazywa się je kujonami, dziwakami czy odludkami. Problem nie tkwi w nich samych, tylko w odmiennym – nierzadko poprawnym i właściwym – zrozumieniu świata i umiejętności wytyczania własnej ścieżki rozwoju. Nie twierdzę, że większa wiedza oznacza większą inteligencję, ale ta korelacja jest często spotykana. Osoby czytające, uczące się i chcące poznawać świat są zazwyczaj tymi, które trudno jest zrozumieć. Działa to również w drugą stronę. One także nie potrafią zrozumieć otaczających ich ludzi. Zdobyta mądrość oraz wiedza tworzy barierę poznania, dzieląc ich od pozostałych ludzi. Bez znaczenia pozostaje wiek czy „doświadczenie życiowe”. Chodzi o sam fakt całkowitej odmienności w postrzeganiu świata i zjawisk w nim zachodzących.

Osoby reprezentujące sobą większy poziom wiedzy, bardzo często nie są słuchane. Pomimo swojej nieprzeciętnej mądrości, mało kto potrafi oddać im swoje myśli oraz swój czas. Ciężko jest im wyperswadować cokolwiek u kogokolwiek, bo przecież „większość” ma już swoje utarte schematy myślowe. Posługując się efektem Krugera-Dunninga, to ci którzy wiedzą niewiele, uważają się za prawdziwych ekspertów, dlaczego Ci prawdziwi znawcy, nie mogą im niczego uświadomić. Ciągłe niezrozumienie i świadomość zjawisk niedostrzegalnych przez „zwykłych śmiertelników”, jest często przyczyną frustracji oraz postrzegania swojej wiedzy w kategoriach przekleństw. Ci, którzy powinni być słuchani i rozumiani, a tym samym szczęśliwi, są zazwyczaj tymi najsamotniejszymi, zdanymi tylko na siebie i wieczną obserwację głupców, robiących z siebie mędrców.

Powrót do dzieciństwa…

Nie mogłem pozbawić się przyjemności zamieszczenia i tego argumentu w tym tekście. Wybaczcie, bo jest on kuriozalny, ale musicie przyznać, że ma w sobie „to coś”. Cząstkę naszego cudownego i bezproblemowego dzieciństwa, które notabene charakteryzowało się niskim poziomem wiedzy, ale jakże wysokim poziomem szczęścia.

Święty Mikołaj, Zajączek Wielkanocny, Wróżka Zębuszka, Jednorożce, Krasnale, wiara w latanie i umiejętność rozmawiania ze zwierzętami. To wszystko zabrała nam wiedza. Gdy byliśmy dziećmi, wierzyliśmy we wszystkie wymienione rzeczy, okraszone cudownym, dziecięcym oczekiwaniem na ujrzenie któregokolwiek z nich. Gdy się to nie udawało, snuliśmy przepiękne wizje, w których to jasno mogliśmy ujrzeć ich urzeczywistnienie.  Czekaliśmy z utęsknieniem na święta nie dlatego, że spodziewaliśmy się prezentów, ale dlatego, że jak to sobie powtarzaliśmy – „Tym razem zobaczę świętego Mikołaja!”. To było kwintesencją naszego dzieciństwa, jego nierozłączną, przyjemną częścią.

Z biegiem lat zaczęliśmy nabywać wiedzę – od kolegów, rodziców, nauczycieli, książek. Nagle nasza piękna bańka wspaniałości i niewiedzy, zaczęła powoli pękać. Najpierw zniknął Mikołaj, potem Zajączek, następnie Wróżka, a na końcu okazało się, że człowiek nie może wzbić się w niebo, niczym ptak. Ze szkolnych lekcji, dowiadujemy się, że ten który próbował – zginął, wpadając do Morza Ikaryjskiego, nazwanego na jego cześć. Akceptacja niektórych z nich przychodziła nam łatwiej a innych trudniej, jednak zawsze musieliśmy się z tym pogodzić. W mniej lub bardziej pokojowy sposób. To, w co wierzyliśmy, zostało brutalnie zweryfikowane przez nie znoszącą sprzeciwu wiedzę. Bezpardonowo wtargnęła w nasze życie i zamieniła sielankową rzeczywistość w niebajkowy, dorosły świat.

Eksperyment.

Weźcie czystą kartkę papieru i namalujcie słońce. Nic więcej. Myślicie, że oszalałem? Nie. Przynajmniej nie do końca. Przyjrzyjcie się swojemu rysunkowi. Co widzicie? Zwykły okrąg, imitujący gwiazdę dającą nam ciepło i światło każdego dnia, prawda? To teraz przypomnijcie sobie, jak rysowaliście je w czasach, kiedy byliście dziećmi. Zazwyczaj okraszaliście je pięknymi oczami oraz szerokim uśmiechem, zgadza się? Wyobrażaliście sobie, że słońce to miłe stworzenie, które spogląda na nas każdego dnia i mówi nam: „Dzień dobry!”, prawda? Gdzie więc zniknęła w nas ta dziecięca radość cieszenia się i postrzeganie świata nie tylko oczami, ale także sercem? Zniknęło wraz z nadejściem wiedzy? Czy aby na pewno? A może to My sami jesteśmy za to odpowiedzialni poprzez niewłaściwe kreowanie rzeczywistości?

Wiedza nie jest przekleństwem.

Pragnę to uświadomić każdemu, kto niewłaściwie zrozumiał ten tekst. Na świecie nie może być zbyt dużo, poprawnie mądrych ludzi, a ewentualnie zbyt mało tych, którzy mogą ich zrozumieć. Mądrość jest kluczem do szczęśliwego i przede wszystkim świadomego życia. To funkcja poznawcza otaczającego nas świata. Niewiedza daje nam tylko imitację szczęścia. Złudne wyobrażenie, że poruszamy się w środowisku, które bardzo dobrze znamy. W rzeczywistości nie jesteśmy w stanie odpowiednio zrozumieć nawet własnej osoby, o innych ludziach i rzeczach nie wspominając.

wiedza

Brak odpowiedniego zrozumienia i posiadania ugruntowanej wiedzy, może dać nam chwilowe szczęście. Zanik poczucia frustracji w danej chwili. Jednak nigdy nie zapewni nam długotrwałego szczęścia, odczuwanego przez całe życie. Można to porównać do życia w mydlanej bańce z dzieciństwa. Dopóki wszystko wykonywali za nas rodzice lub dziadkowie, to cały świat wydawał nam się bezpieczną przystanią, pozbawioną zła i nienawiści. Dopiero kiedy to sami musieliśmy decydować o swoich wyborach i podejmować trudne decyzje, okazało się, że życie nie jest lekkie i bardziej przypomina brudną grę, aniżeli sielski spacerek.

Droga do zrozumienia życia.

Gdyby życie przypominało dzieciństwo moglibyśmy rzecz, że niewiedza jest zbawieniem. Jednak życie wymaga od nas mądrości. Umiejętności poznania i świadomości zrozumienia mechanizmów. Wymigiwanie się od odpowiedzialności zdobycia tych cech jest zachowaniem idiotycznym i nielogicznym. Tylko głupcy mogą uważać, że są szczęśliwi, jeśli doskonale zdają sobie sprawę, że uczucie to nie bierze się z nich samych, ale z braku wiedzy i zakłamywania własnej rzeczywistości.

Will Smith w jednym ze swoich przemówień powiedział:

„[…] nie istnieje problem, który możesz mieć, a którego już ktoś wcześniej nie rozwiązał i nie napisał o tym książki”.

Wiedza to klucz poznania. To powinien być cel naszego życia. Zgłębiania jego tajemnic i możliwość poznawania go takim, jakim jest w rzeczywistości, a nie tylko w naszej urojonej wyobraźni. To pozwoli nam zapewnić sobie życiowy ład, możliwość osiągnięcia sukcesu i umiejętność rozwiązywania czekających na nas problemów. Wiedza nie jest przekleństwem. To szansa dana nam od życia. To ogromna mądrość. To zbawienie, które mamy na wyciągnięcie ręki i o które sami możemy zawalczyć już dziś. Wystarczy chcieć.

Wyciągnijmy więc po nią swą dłoń i trzymajmy się jej tak długo, jak tylko zdołamy.  

#kolejne artykuły