Dlaczego Tinder daje nam tyle przyjemności i rozczarowania? | worldmaster.pl
#

Jak to możliwe, że 10 mln użytkowników Tindera wykonuje codziennie 1.6 miliarda swipe’ów?

Nie chodzi im wyłącznie o seks, czego dowodzą wyniki badań. Nie jest to też czysta przyjemność, a szansa na sukces wcale nie jest wysoka. No więc dlaczego Tinder?

Tinder fascynuje mnie od dobrych 3 lat. (Tak, jestem jego użytkownikiem). Postanowiłem spojrzeć na tę aplikację dziś także fenomen społeczny i kulturowy dogłębnie i niekonwencjonalnie. Zajrzeć pod powierzchnię, między tryby. Przewertowałem masę artykułów, również naukowych, które zaskakują ciekawymi wnioskami. Psychologia poznawcza, ekonomia behawioralna i teoria gier mogą pomóc Ci odpowiedzieć na pytanie –  Jak i dlaczego Tinder?

Obejrzyj, aby:

Bartosz Filip Malinowski

Jestem strategiem, konsultantem i kreatywnym. Łączę kropki, które znikają ludziom z oczu. Założyłem agencję rozwiązań społecznościowych WeTheCrowd. Staram się także łączyć różne światy i dyscypliny oraz zachęcać do wyjścia ze swojej bańki na vlogu Bez/Schematu.

Dlaczego Tinder działa i uzależnia jak graspojrzeć na tę aplikacji z perspektywy psychologii poznawczej...oraz ekonomii behawioralnej i teorii gier

Tinder to moja niezdrowa obsesja. To nie tak, że jestem seksoholikiem. Mnie po prostu fascynuje mechanika i algorytm tej aplikacji, które w swojej prostocie i skuteczności osiągnęły to, co nieosiągalne dla innych.

Pod tą powierzchnią kryje się jednak sporo niespodzianek.

Z miejsca zaznaczę, że w przewertowałem, jak to się ładnie mówi, bogatą literaturę przedmiotu. Zarówno obskurne artykuły naukowe z zaskakującymi wynikami badań, jak i artykuły odważnych pionierów m.in. z Business Insidera i Fast Company, którzy dla dobra cywilizacji postanowili eksperymentować na sobie.

Jednocześnie, od 4 lat działam pod przykrywką na Tinderze jako Harrison Ford. Slowem, przychodzę przygotowany i z darami.

1. Tinder ma “secret rating”, czyli obiektywna ocenę Twojej atrakcyjności

Wiem, że nie chcesz tego usłyszeć, ale to nie Twoi znajomi, ani nawet nie Ty, wiesz lepiej, czy jesteś atrakcyjny/-a, tylko Tinder – dzięki zagregowanym danym z reakcji tysięcy użytkowników na Twoją osobę. Tinder wyciąga średnią – wynik, będący ekwiwalentem Twojej atrakcyjności, który powstaje w wyniku masowego głosowania na zasadzie “hot or not”. Czyli mądrość tłumu + big data.

Ten wskaźnik to tzw, Elo Score (nawiązanie do oceny umiejętności graczy w szachach; kto wpadł na to, żeby połączyć Tindera z szachami…?). Nie jest dostępny publicznie. Siedzi “w bebechach” aplikacji i chyba dobrze, że go nie znasz, bo mogłoby to zaprowadzić Cię na kurację do Ciechocinka.

Poza tym CEO Tindera, Sean Rad, podkreśla, że to nie tyle wskaźnik “atrakcyjności”, co “pożądania”. Jeśli to jakieś pocieszenie…

Jako ciekawostka, jeden z dziennikarzy magazynu Fast Company otrzymał dostęp do swojego wskaźnika pożądania. Czeka na Ciebie w Ciechocinku.

2. Tinder dysponuje toną informacji na Twój temat

Dziennikarz Guardiana poprosił Tindera o udostępnienie posiadanych przez nich o nim informacji. Wysłali mu 800 stron danych. Osiemset stron dot. 1 użytkownika. Na 50 milionów!

Jeżeli używasz Tindera, to algorytm zagregował dane o lokalizacjach, w których bywasz, o Twoich zainteresowaniach (przez API Facebooka), pracy i zajęciach, gustach muzycznych (Spotify), zdjęciach i ulubionych potrawach (Instagram). Witaj w świecie big data.

Pytanie, czy jest to zaskakujące biorąc pod uwagę tony danych, które zostawiamy na co dzień w social media i w naszym cyfrowym śladzie?

Tinder przynajmniej daje nam szansę pójść z kimś do łóżka. Także może jest to warte pewnej ofiary.

3. Istnieje Tinder dla VIPów, do którego nigdy nie będziesz mieć dostępu

I nazywa się Tinder Select. To ekskluzywny klub zarezerwowany tylko dla VIPów: celebrytów, bogaczy, supermodelek i ludzi pięknych, którzy cieszą się największym powodzeniem na Tinderze. (Spoiler alert: nie należę do nich).

Wg dziennikarza Business Insidera, który testował Tinder Select, appka wygląda tak samo. Ba! To jest ten sam Tinder, ale pojawiają się w nim osoby z klubu z piękna, błękitną poświatą, podkreślającą ich boskość.

I co najlepsze – algorytm nagina dla nich swoje reguły, bo cieszą się wielkim powodzeniem.

4. Najgorętsze wyniki z reguły wyświetlają się najpierw

Prosta sprawa. Żeby utrzymać nasze zainteresowanie aplikacją i dać nam pozytywny motywator, algorytm Tindera zawsze na początku każdej sesji podsuwa nam osoby z wyższym wynikiem atrakcyjności.

tinder select rzeczy, których nie wiesz o tonderze secret rating Harrison Ford

5. Im częściej korzystasz z Tindera, tym wyższe masz szanse na match

To również forma warunkowania instrumentalnego, którą twórcy Tindera zakodowali w algorytm swojej aplikacji. Chcą Cię od niej subtelnie uzależniać, bo im częściej będziesz z niej korzystać, tym większe ilości osób się wyświetlisz w okolicy = tym większe szanse na match.

6. Im częściej swipe’ujesz w lewo, tym niższe masz szanse na match

Nie chodzi tylko o to, że jeśli wybierasz zawsze lewo, to nigdy nie połączysz się z nikim w parę. Algorytm Tindera po prostu nie lubi użytkowników, którzy są zbyt wybredni – jak ja. Dlaczego? Bo postrzega to jako spamerstwo albo bota. Działa to także w drugą stronę.

7. Teoria gier mówi: przesuwaj zawsze w prawo

To hit. Swego czasu ukazał się szalony tekst w Buzzfeed, w którym autor – bardzo sensownie! – dowodzi, że zastosowanie podstaw teorii gier sprawdza się w przypadku Tindera. I nazwał to regułą“always swipe right”. Zawsze. Bez względu na wszystko. Jeśli jesteś facetem. Otóż przeglądanie profilu użytkowniczki zajmuje ok. 4 s, ale nie wiadomo, czy odwdzięczy się ona lajkiem. A więc może to być czas stracony. Przesuwanie automatyczne w prawo każdego profilu to ok. 0,7 s. A zatem opłaca się przeglądać tylko te profile, z którymi zostaliśmy połączeni w parę.

Ciekawostek jest więcej, a 5 dodatkowych przedstawiłem na moim live na vlogu, które możesz sprawdzić tutaj:

…i które zostaną rozwinięte jeszcze w kolejnych odcinkach dot. psychologii Tindera i sposobów na wykorzystanie jego mechaniki w sposób niekonwencjonalny.

Tymczasem pamiętaj, żeby przesuwać zawsze w prawo.

Bartosz Filip Malinowski

Jestem strategiem, konsultantem i kreatywnym. Łączę kropki, które znikają ludziom z oczu. Założyłem agencję doradczą WeTheCrowd. Staram się także łączyć różne światy i dyscypliny oraz zachęcać do wyjścia ze swojej bańki na vlogu Bez/Schematu. Więcej artykułów #bezschematu.

tinder select rzeczy, których nie wiesz o tonderze secret rating Harrison Ford

Holenderski rząd przeprowadził niedawno badanie, którego celem było określenie potencjału wdrożenia technologii blockchain do branży spożywczej. Naukowcy wywnioskowali, że blockchain może zwiększyć zaufanie konsumentów, a nawet obniżyć koszty produktów spożywczych poprzez wyeliminowanie pośredników.

Nadal istnieje problem zaufania konsumenta, jeśli chodzi o produkty spożywcze. Idąc do sklepu spożywczego, aby kupić kurczaka, w zasadzie nie mamy pojęcia o pochodzeniu wieczornego posiłku. Mógł pochodzić prosto z rzeźni w Szanghaju z kiepskimi warunkami sanitarnymi. Te zwierzęta mogły również zostać wyhodowane w amerykańskiej fermie drobiu gdzie naukowcy wstrzyknęli im sterydy w celu zwiększenia ich objętości.  Konsumenci nie wiedzą nic o pochodzeniu ich żywności. Nie zdają sobie sprawy z tego, w jaki sposób ktoś uprawiał żywność i ilu pośredników uczestniczyło w łańcuchu dostaw, zanim dotarła na półki sklepowe. W takim razie czy blockchain może zwiększyć zaufanie konsumentów?

Naukowcy wywnioskowali, że blockchain może zwiększyć zaufanie konsumentów, a nawet obniżyć koszty produktów spożywczych poprzez wyeliminowanie pośredników.

www.superdatascience.com

Jakie jest rozwiązanie problemu?

We wspomnianych holenderskich badaniach stwierdzono, że istnieje wiele korzyści wynikających z zastosowania blockchain w przemyśle spożywczym. Konsumenci poznają, w jaki sposób uprawiany jest produkt żywnościowy (jaka gleba, nawozy itp.), w jaki sposób hoduje się zwierzęta(np. czym były karmione) oraz ukaże im się wszystkie punkty zatrzymania w łańcuchu dostaw. Usunięcie przynajmniej niektórych pośredników mogłoby obniżyć ostateczne koszty wytworzonej żywności. Mogłoby także zwiększyć zaufanie do światowych producentów i dostawców żywności, poprzez wyeliminowanie fałszywych certyfikatów jakości.

Artykuł napisany przez zespół Cryptofakty.pl

Wszystko co musisz wiedzieć na temat rozdań na Instagramie

Media społecznościowe stały się niesamowitą potęgą jeśli chodzi o reklamę, nic więc dziwnego, że każdy w dzisiejszych czasach chce zostać Influencerem, czyli jak warto wyjaśnić osobą mającą wpływ na decyzje zakupowe innych.

Są różne metody pozyskiwania zasięgów takie jak reklama, kolaboracje z innymi blogerami czy na przykład organizowanie konkursów. Można też pójść na łatwiznę i odbiorców sobie kupić  – czym w oczach niektórych są właśnie rozdania.
Dzisiaj przygotowałam dla Was obszerny tekst zawierający wszystko co powinniście wiedzieć o rozdaniach odbywających się na Instagramie – jak to działa, po co, dlaczego i dla kogo?

ROZDANIA FORMĄ REKLAMY NA INSTAGRAMIE

Odkąd na Instagramie pojawiła się nowa moda na rozdania szybko okazało się, że jest to genialny sposób na dotarcie do nowych odbiorców, ale błyskawicznie pojawiło się mnóstwo opinii, że:
a) jest to oszustwo,
b) jest to kupowanie followersów;
Odnośnie pierwszego podpunktu mogę tylko Wam zagwarantować autentyczność rozdań, które sama organizuję. ( tak i nie wstydzę się tego! ) Osobiście jestem odpowiedzialna za zakup nagród i ich późniejszą wysyłkę do zwycięzcy, a także za zdjęcia i filmy promujące rozdanie.
Skąd biorą się na to pieniądze?
W większości przypadków jest to zrzutka kilkunastu blogerów – dzięki czemu pula nagród jest atrakcyjniejsza i bardziej wartościowa. Często też towarzyszą temu marki, które przekazują swoje produkty do rozdania.
Z podpunktem B absolutnie zgodzić się nie mogę.
Wyjaśnijmy:
Kupowanie followersów to zapłata danej kwoty za konkretną liczbę obserwatorów pochodzących z różnych zakątków świata (głównie konta tureckie, które są tylko do tego celu przeznaczone ). W przypadku rozdań przyciągamy prawdziwych odbiorców, którzy zachęceni wizją zwycięstwa zaczynają nas obserwować. Nikt nie jest do niczego zmuszany, a jeśli po zakończeniu rozdania uzna, że nie interesują go treści oferowane na profilu to może po prostu zaprzestać obserwacji.

Cały sukces polega nie na tym, aby zdobyć obserwatorów, ale ich zatrzymać.

Równie dobrze, można wykupić reklamę profilu czy konkretnego zdjęcia na Instagramie płacąc za to kilkadziesiąt złotych jednak nie ma gwarancji jej powodzenia, a ponadto gdy zaczniemy regularnie korzystać z opcji promowania profilu to algorytmy Instagrama zaczną drastycznie ucinać zasięgi aby tych reklam wykupować więcej i więcej.
Nie mówię jednak, że nie warto tego robić, ale trzeba dokładnie śledzić i analizować jej przebieg, zmieniać grupę odbiorców aby uzyskać najlepsze rezultaty. Rozdania w tym przypadku mają tę przewagę, że dodatkowo mogą uszczęśliwić kogoś dodatkową nagrodą.
tinaha promuje konkursy i rozdaje na instagramie, worldmaster.pl

ROZDANIE NIE RÓWNA SIĘ KONKURSOWI – METODA NA ZWYCIĘSTWO

Warto rozróżnić te dwa pojęcia, bo często używane są zamiennie, a niestety znaczą zupełnie coś innego.
Konkurs zwany również loterią:
Polega na wyborze zwycięzcy za pomocą losowania, co w przypadku Instagrama nie jest do końca legalne. Wymaga również odprowadzenia podatku od nagrody. Rozdanie zaś ma zbliżone, określone zasady uczestnictwa. Zwycięzca wyłoniony jest poprzez wybór, w tym przypadku kilku blogerów na podstawie wyznaczonych kryteriów (np. aktywność na profilach)

Przy okazji tego podpunktu odpowiem na bardzo często padające pytanie – jak wygrać?

Nie ma jednego schematu na zwycięstwo, a tym bardziej drogi na skróty. Zwykle w rozdaniu liczy się aktywność – a przy 30 profilach organizatorów nie jest to proste zadanie. Aby mieć szansę na zwycięstwo trzeba zaangażowania, cierpliwości, kreatywności, czasu i odrobiny szczęścia.
Aktywność rozumiana jest przez polubienie czy sensowe komentowanie zdjęć (czyli adekwatne do opisu, składające się z co najmniej kilku słów ). Jest więc to mozolna praca, ale zgarnięcie np. nowego Iphone zdecydowanie jest warte tego poświęcenia.
instragram tinyha, worldmaster.pl, obserwatorów

ROZDANIA NA INSTAGRAMIE – PO CO TA NAGONKA?

Konkursy czy rozdania to nie wymysł ostatnich tygodni, a praktyka stosowana od dawna we wszelkich dostępnych mediach. Nie rozumiem więc całej tej nagonki na te prowadzone na Instagramie. Usłyszałam ostatnio od jednej blogerki coś takiego:
“ja rozdania robię dla moich obserwatorów, których chcę docenić za to, że ze mną są”
Mam przez to rozumieć, że nie cieszy jej fakt, że w związku z możliwością zgarnięcia nagrody przybywa jej obserwatorów, którzy być może będą śledzić profil?
Przecież to oczywiste, że konkursy czy rozdania mają na celu robienie rozgłosu, reklamy i generować ruch. Prawda jest taka, że obecnie w Polsce jest ponad milion aktywnych użytkowników Instagrama, więc warto znaleźć swój sposób na wybicie się – bo niestety często piękne zdjęcia czy opisy same się nie obronią.
Jestem ciekawa, czy udało się Wam kiedyś wygrać w jakimkolwiek rozdaniu czy konkursie?

Alibaba i IBM

Giganci branży technologicznej Alibaba i IBM rywalizują o pierwsze miejsce na zupełnie nowej top liście. Chodzi o listę związaną z ilością zgłoszonych patentów opartych o technologię blockchain. Zestawienie to zostało opublikowane dnia 31 sierpnia przez iPR Daily.

iPR Daily – centrum medialne specjalizujące się w własności intelektualnej – twierdzi, że skonsolidowało dane od 10 sierpnia z Chin, UE, Ameryki, Japonii i Korei Południowej, a także konsultowało się z Międzynarodowym Systemem Patentowym Światowej Organizacji Własności Intelektualnej (WIPO).

Alibaba w Chinach zajmuje pierwsze miejsce po złożeniu w sumie 90 zgłoszeń patentowych związanych z blockchainem. IBM złożył ich w tej chwili 89.

Alibaba i IBM rywalizują o pierwsze miejsce na nowej liście. . Zestawienie to zostało opublikowane dnia 31 sierpnia przez iPR Daily.

Zainteresowanie z Chin

Na trzecim miejscu znajduje się Mastercard – z 80 wnioskami – a następnie Bank of America z 53. Piąty na nowej liście jest chiński bank centralny, Ludowy Bank Chin (PBoC), który złożył 44 wnioski patentowe poświęcone jego projektowi cyfrowej waluty banku centralnego.

Jak donosi Cointelegraph, dane WIPO wskazywały wcześniej, że najwięcej zgłoszeń patentowych na technologię blockchain w 2017 r. pochodzi z Chin. Kraj ten złożył 225 aplikacji w tym roku. Dla porównania w Ameryce było to 91 a w Australii 13 wniosków.

Zainteresowanie Chin tą technologią jest równoważone przez coraz ostrzejsze stanowisko wobec zdecentralizowanych kryptowalut, które w ostatnich tygodniach nasiliło się jeszcze bardziej.

Podobnego zdania jest założyciel Alibaby, Jack Ma, który ogłosił w swoim ostatnim apelu, że popiera technologię blockchain, nawet jeśli zachowuje sceptycyzm wobec kryptowalut.

IBM  stale rozszerza swoje zaangażowanie w blockchain na różnych polach. Ostatnio podpisał pięcioletnią umowę o wartości 740 milionów dolarów z australijskim rządem. Umowa ma na celu wykorzystanie blockchain i innych nowych technologii do poprawy bezpieczeństwa danych. Automatyzacji w działach federalnych, w tym w obronie oraz w sprawach wewnętrznych państwa.

#kolejne artykuły