Rzuć pracę i jedź w palmy. Z głową. | worldmaster.pl
#

Nie raz pewnie pomyślałaś: „A gdyby tak rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady!” Niejednej zimy, stojąc na tramwajowym przystanku i przymarzając do chodnika myślałaś: „ostatnia zima w Polsce!”.

Jakże cudnie byłoby nie ograniczać się tygodniem urlopu lub dwoma, ale odważnie wyjechać z biletem w jedną stronę? Ale jak to zrobić?

No to patrz! 🙂

Jak to się zaczęło…

W marcu 2018 podróżowałam po Filipinach. Trzy tygodnie w raju: palmy, turkusowa woda, zachody, gdzie pomarańczowe słońce wpada do oceanuPowietrze pachniało mango i kokosem. Kolory były nasycone, ciepłe. Oczy bolały kiedy zdejmowało się okulary słoneczne. To była moja kolejna podróż z plecakiem. Kolejna, ale pierwszy raz tak daleko, pierwszy raz w Azji. Z przyjaciółką, która postanowiła, ku mojej wielkiej radości, pokazać jak się podróżuje po Azji.

Spotkałyśmy w trakcie tej wyprawy dziesiątki innych backpackersów. Większość z nich nie była na wakacjach, ale w dłuższej podróży bez biletu powrotnego. Czułam się nieco jak “looser”, który od konkretnego dnia znów musi wrócić za biurko i pracować. Czułam się inna od nich. Zupełnie nie bałam się powrotu, ale byłam… osobna.

Rozmawiałam z nimi, zadawałam pytania. Standardowe: skąd, dokąd, gdzie najfajniej. Wielu z nich uwielbiało podróż, miało plan na później, ale był też dość częsty pattern. Niektórzy zupełnie nie chcieli wracać, wręcz obawiali się powrotu, jakby przed czymś uciekali. Nie wszyscy. Wielu z nich!

“Wracać? Nie, niekoniecznie. Tu jest ok, spokojnie, chill, piwko.
Nie jestem stworzona do pracy. Tam, to tylko problemy.”
“No coś ty?!”

Mmm… no ja właśnie lubiłam swoją ówczesną pracę. Myślę, że byłam dla nich takim samym zjawiskiem, jak oni dla mnie 🙂

Z kolejnych akapitów dowiesz się jak u mnie wyglądał proces przygotowań do podróży z biletem w jedną stronę. Jak oswajałam obawy i jak ani palcem nie ruszyłam przewodników skupiając się na ważniejszych sprawach… Pamiętaj, że nic nie ogranicza wtedy tanich mikropodróży, o których możesz przeczytać w poście: Tanie podróżowanie.

Wiedz czego nie chcesz!

Na Filipinach jeszcze nie miałam pojęcia, że 6 miesięcy później sama będę takim backpackersem, ale wiedziałam, że jeśli, a nuż.., a może… to na pewno nie chcę przed niczym uciekać.

Nie mam pojęcia, naprawdę nie wiem, kiedy plan wyjazdu ustalił się w mojej głowie. Wiem, że na Konferencji Tam, gdzie chcę w maju pierwszy raz powiedziałam to głośno. Przy ludziach. Myślę, że to była forma zobowiązania się.

Fot. Łukasz Rogowski
rzucić to wszystko, w Bieszczady
Fot. Łukasz Rogowski

Przez parę miesięcy przyzwyczajałam się do takich pojęć jak freelance, praca zdalna i… wypowiedzenie. Otaczałam się osobami, które to robią.

Ustal w czym jesteś dobra

Doris, skąd wiedziałaś co chcesz robić? Jak to się stało, że HR? Dlaczego ten LinkedIn?

W firmie, w której pracowałam przez ostatnie niemal 7 lat zajmowałam się szkoleniem rekruterów poszukujących kandydatów, znajdowaniem sposobów na obniżenie kosztów rekrutacji jeśli chodzi o narzędzia. Zawsze byłam bardzo proaktywna – niektórzy to doceniali, ale byli tacy, których to irytowało.

Pod koniec 2017 zaproponowałam stworzenie warsztatu z marki osobistej z pomocą koleżanki po psychologii, Anią Szabuńko. Jednym z celów warsztatu było znalezienie tych cech i umiejętności, w jakich uczestnik jest dobry, dostrzeżenie ich i wyeksponowanie w mediach społecznościowych. Zrobiłam to ćwiczenie na sobie.

Ćwiczenie

  1. Ustaw minutnik na 15 minut i na białej pustej kartce wypisz rzeczy w których jesteś dobra, pozytywne cechy charakteru. Nie zważaj na to, że w 3 minucie możesz już nie mieć pomysłów. Skup się i wykorzystaj cały ten czas.
  2. Wybierz trzy – pięć z nich, które przydają się do tego co robisz dziś zawodowo lub planujesz robić.
  3. Masz je? To teraz je rozwijaj!

U mnie to m.in. komunikatywność, nieodparta potrzeba dzielenia się wiedzą, chęć bycia zauważoną (to niekoniecznie jest zaleta). Przy okazji dzięki sporemu doświadczeniu zawodowemu wiem w czym jestem dobra. Tak powstała decyzja, w której się zakochałam:

Chcę prowadzić warsztaty z LinkedIn i budowania marki osobistej w mediach społecznościowych, uczyć rekruterów jak rekrutować i dbać o ich wizerunek.

Chcę pomagać biznesom zadbać o markę pracodawcy wykorzystując markę osobistą ich pracowników!

Wiedziałam, że jeśli mam zniknąć z profesjonalnych biznesowych spotkań na parę miesięcy to muszę o siebie zawalczyć online, dlatego…

Wyróżnij się!

Doris, ale jak to tak bez planu? Nie boisz się?

Moje plany nie były spisane, ale stały się pasją, celem samym w sobie i wszystko co robiłam, choć nie było częścią udokumentowanej strategii składało się na jedno: pracę niezależną od miejsca.

Zaczęłam zgłębiać wiedzę HRową, rekrutacyjną i tę, dotyczącą mediów społecznościowych z takim zaangażowaniem, że było mnie pełno wszędzie! Głównie na spotkaniach darmowych lub niskokosztowych.

Spójrz na mój kalendarz:

  • Marzec: WebskiHR, wywiad z Karolina Latus
  • Maj: Konferencja Tam, gdzie chcę w Łodzi – kosztowała niewielkie pieniądze dotyczyła pracy zdalnej
  • Maj: Kupiłam kurs Masterclass blogger Jasona Hunta
  • Czerwiec: Zostałam polecona i zaangażowałam się w akcję crowdfundingową Broken Ball, w której poznano moje kompetencje social mediowe oraz Faces of Burning Man
  • Lipiec: Założyłam bloga i złożyłam wypowiedzenie
  • Od sierpnia do września uczestniczyłam w większości spotkań LinkedIn LocalŚroda Dzień BlogaCzwartki Social Media. Na każdym z wydarzeń udzielałam się na tyle, by zostać zapamiętaną przez co najmniej kilka osób. Byłam na HR na deser i kilku innych wydarzeniach tematycznych.
  • We wrześniu sama byłam prelegentką na Czwartki Social Media!
  • W październiku i listopadzie przeprowadziłam warsztaty dla Klubu Komediowego, Szkoły Impro oraz Resortu Komedii i oraz webinary na żywo dla CoderTrust, napisałam artykuł dla magazynu HRowego.

To taki okres, kiedy okazuje się, że masz więcej czasu niż Ci się wydaje, bo napędza Cię pasja i radość na wyjazd i cel którym jest radość na myśl o powrocie!

Jednocześnie były były spotkania na których zdobywałam wiedzę, ale też dzieliłam się nią – był to produktywny czas, który jednocześnie pozwolił mi skonfrontować moje doświadczenie i pomysł z branżą.

O wartości networkingu przeczytasz również w tym wpisie: Networkig a marka osobista.

Przygotowania do… powrotu!

Plan, trasa, noclegi, czytanie przewodników – tych przygotowań nie było… Wiedziałam, że Tajlandia jest celem, więc kupiłam najtańszy bilet w jedną stronę. Koniec.

Przygotowywałam wszystko inne na swój wyjazd i… swój powrót.

1. Rozpocznij i podtrzymuj znajomości

Wiedziałam, że znajomi ze spotkań, o jakich pisałam wyżej, nie będą czekać na to aż wrócę, ale starałam się, by mnie zapamiętali – w rozmowie, w tym jak się przedstawiam, co wiem, albo nawet jak wyglądam.

Wyszukiwanie siebie w sieci – networking na Środa Dzień Bloga
Z Kasią (frontem) i Darią mam niemal stały kontakt – networking na
Środa Dzień Bloga!

2. Zadbaj o aktywność w sieci

Twoja marka osobista osobista musi pracować. To, co zrobisz na spotkaniach networkingowych, podając dłoń czy wymieniając wizytówkę zostanie zawieszone. Nikt nie będzie na Ciebie czekał – przypominaj o sobie tym, których udało Ci się poznać!

Dzięki podróżom zdobędziesz więcej obserwatorów, bo podróże są fotogeniczne i przyciągają uwagę, ale jeśli chcesz się wyróżniać nie tylko palmami, musi być jasne od początku, że nie tylko podróżujesz, ale masz też umiejętność / blog / firmę, z którą się kojarzysz.

  • W lipcu opublikowałam bloga. W myśl “zrobione jest lepsze od doskonałego” nie dbałam o to jak bardzo jest profesjonalny, ale o to, że mam swoje miejsce w sieci, mam gdzie przekierowywać. Zainwestowałam w podstawowe jego elementy, żeby najpierw zorientować się co będzie mi potrzebne.
  • Przeredagowałam mój LinkedIn. Jeśli rzucasz pracę, to już nie budujesz marki pracodawcy, ale stawiasz na markę osobistą! Zadbaj o to, by nawet jeśli nie szukasz klientów aktywnie, jasno wynikało z Twojego profilu czym się zajmujesz i do jakich projektów można Cię zaangażować. Dobrze uzupełniony profil pracuje na siebie.
    • Bez żadnej podjętej akcji z mojej strony zgłosiło się do mnie kilkoro potencjalnych klientów w tej podróży – zadbaj o swój LinkedIn, bo warto a nie znasz dnia i godziny, kiedy się przyda!
  • Zadbałam i zaplanowałam swój Instagram – wolę IG niż Facebook zdecydowanie, więc wybrałam kanał na którym przyjemniej mi się skupić. Wiem też, że Instagram jest bardzo podróżniczą platformą i będę tam najczęściej.

3. Uzupełnij wiedzę

Przeczytałam książki, które miałam w wersji papierowej, żeby nie brać ich ze sobą. Te, których treści miałyby mi pomóc w pisaniu bloga.

Chłonęłam wszystko co mówi i prezentacjach, pisaniu, samorozwoju i… stoicyzmie – z tego to ostatnie było dla mnie samej zaskoczeniem.

Nie wszystkie książki wygodnie czytać na kindle czy z audiobooka, dlatego przed wyjazdem zaatakowałam to, na czym najbardziej mi zależało. I świetnie zrobiłam.

W tamtym czasie było to Mów jak TED Carmine Gallo i Narratologia Pawła Tkaczyka.

4. Rzuć pracę z klasą

Byłam pracownikiem miesiąca – przynajmniej ja tak uważam. 😉 Robiłam wszystko, by firma, którą opuszczam nie miała żadnych wątpliwości co do tego, czy chciałaby mnie zatrudnić z powrotem. Nie dowiemy się tego za szybko, ale chcę myśleć, że mam rację 😉

Przede wszystkim niech Ci nawet nie przechodzi przez głowę, żeby iść na domniemane zwolnienie lekarskie. Nie, to nie jest fair. Nie jesteś bad-ass pracownikiem wypinającym się na pracodawcę – jesteś nie w porządku wobec niego i współpracowników. Rynek pracy jest mały i ciasny, a każda opinia dość szybko się rozchodzi – nie warto.

Nawet jeśli rzucasz pracę, której nie lubisz po prostu pokochaj każdy ze swoich obowiązków, działaj na 100%, pomagaj nowym, usprawniaj – znajdź nową motywację. Nie osiadaj, bądź najlepsza! Wykorzystaj to jako okazję do zmiany, samodoskonalenia, eksperymentowania z rozwiązaniami, a nie katastrofę! Spróbuj nowych taktyk pracy i metod komunikacji. Kiepski, niesympatyczny szef czy trudna relacja z leaderką może Cię nauczyć tego jak oni się komunikują, jak doszli na takie stanowiska – obserwuj baczniej, nie narzekając, ale ucząc się!

rzucić to wszystko, w Bieszczady
Do ostatniego dnia pracy dbałam o jakość i byłam lojalna!

5. Wysokie obroty

W międzyczasie trwał mój trzymiesięczny okres wypowiedzenia. Wiele z tych rzeczy działo się symultanicznie, więc budowałam nowe nawyki np. wstawanie o 5:00 i praca z listą zadań, żeby zdążyć ze wszystkim przed wyjazdem.

Jednocześnie porządkowałam pracę przed odejściem, budowałam bloga, networkowałam, chodziłam na zajęcia impro, biegałam i udzielałam się, wyjeżdząłam na żagle i zwiedzanie oraz robiłam poboczne projekty!

Odkryłam, że mam więcej czasu i energii niż kiedykolwiek mi się wydawało!

Zaakceptuj to, że się boisz!

Pewnie, że tak! Może jesteś introwertyczką i obawiasz się, że podróż będzie naprawdę trudna w tanich hostelach pełnych ludzi. Może, tak jak ja, nie wyobrażasz sobie samotnych podróży, przejazdów – ja też sobie nie wyobrażałam.

Tylko szalona osoba nie miałaby żadnych obaw co do pierwszej samotnej podróży. Myślę nawet, że szalona i niemądra. Musisz przewidzieć wszystkie najgorsze scenariusze, żeby się na nie przygotować:

Pierwsza rzecz..

  • którą zrobisz kiedy Cię okradną z portfela?
  • jaką zrobisz jeśli ukradną Ci telefon?
  • jaką zanotujesz jeśli przydarzy Ci się coś niebezpiecznego?

Nie chodzi o to by się bać, ale wytrenować odruch działania zamiast poddać się panice.

Zrób to.

Zrób to, jeśli o tym myślisz i z głową. Niech to nie będzie zupełnie spontaniczna decyzja, bo taka może wpakować Cię w tarapaty. Nie rozważaj nawet bycia begpackerem – to obciach! Po prostu przygotuj się.

W listopadzie 2018, Kamila Surma przeprowadziła ze mną wywiad na ten temat. Byłam wtedy w Pai, w Tajlandii. Wywiad możesz zobaczyć pod tym linkiem: blog Kamili lub bezpośrednio na YouTube:

P.S. Wychodzę z założenia, że pisanie o oszczędnościach, nienaruszalnej kwocie na bilet powrotny, dodatkowej sumie typu „panic button” jest oczywiste – to Wy wiecie gdzie, jak i na jak długo chciałybyście pojechać.

P.S. Nie zakładaj, że bilet powrotny będzie tak samo tani jak ten z datą wylotu – ja wtedy miałam większą dowolność, a teraz bilety są 2x droższe 🙁

 

Tekst w oryginale pojawił się na blogu: www.dorisinsocialmedia.com

Posiadasz profil na LinkedIn? Czy dbasz o każdy, każdy jego element? Upewnij się. Zauważyłam, że zdjęcie w tle na LinkedIn jest zdecydowanie nie wystarczająco doceniane. Jak każde inne zdjęcie również to może opowiadać historię, uzupełnić profil na platformie społecznościowej o dodatkowe, użyteczne informacje.

We wpisie o trzech typach zdjęć na LinkedIn już podjęłam ten temat. Jednakże chcę mieć pewność, że podaję Ci zestaw narzędzi, które pomogą szybko uporać się z zadaniem zakrycia niebieskiej przestrzeni na Twoim profilu.

Pod tym linkiem znajdziesz wspomniany wpis: klik, a poniżej znajdziesz także listę (lub link do list) narzędzi, które pomogą Ci wydźwigniować potencjał Twojego zdjęcia w tle na LinkedIn.

Banki zdjęć

Unsplash

Jedyny minus Unsplash jest taki, że jeśli używasz go dużo, to zauważasz, że inni też go używają. Bardzo często w komunikacji poznaję zdjęcia brodatego mężczyzny i kobiety z wyraźną biżuterią.

Pexels

doris in social media zdjecie-w-tle abayomi-dminika-zakrzewska, profil na LinkedIn

Pixabay

To głównie z tych trzech banków korzystam, kiedy potrzebuję stockowych, biznesowych zdjęć natomiast takich stron jest pełno. Na tych powyższych znajdziesz nie tylko zdjęcia bardzo generyczne, ale i branżowe.

BBH Singapore

Programy do obróbki

Canva

Używam jej od dawna i bardzo często, pod grafiki prywatne, służbowe, a także klienckie. Od niedawna jest sprzężona z Unsplash, co jeszcze bardziej ułatwia sprawę. Canva ma dwie wady. 1. nie ma możliwość justowania tekstu i choć ich Twitter huczy, to Canva cały czas nie zastosowała tego usprawnienia. 2. Przy ściąganiu projektów na telefon nie ma możliwości wyboru tylko jednej strony.

Można wypróbować jeszcze:

Snappa lub Piktochart

Ale znów należy dodać, że takich programów są niesamowite ilości.

Przykłady LinkedIn “cover photo”

Zdjęcie w tle na LinkedIn

Pamiętaj, że obraz może wyrazić więcej niż tysiąc słów, ale to słowa mogą szybko przekazać informację. Dominika zaprasza do kontaktu:

doris in social media zdjecie-w-tle abayomi-dminika-zakrzewska, profil na LinkedIn

Grzegorz podaje gdzie można go znaleźć:

doris in social media zdjecie-w-tle grzegorz-miecznikowski

Kasia daje natychmiast znać czym się zajmuje:

doris in social media zdjecie-w-tle kasia-borowicz

Karolina przedstawia swoją firmę:

doris in social media zdjecie-w-tle hr-embassy

Natalia buduje status przedstawiając marki, które Jej zaufały:

doris in social media think natalia zdjecie-w-tle

Tomasz wyjaśnia czym się zajmuje:

doris in social media zdjecie-w-tle tomasz-maciejewski-tam-gdzie-chce

Ola sugeruje swoją profesję:

Monika wspiera markę pracodawcy:

doris-in-social-media zdjęcie-w-tle convatec kornferry

Maja – minimalistycznie odsyła do bloga 🙂

maja gojtowska zdjecie w tle dorisinsocialmedia doris

Ewelinę szybko zidentyfikujemy jako pracownika ING:

ing dorisinsocialmedia zdjecie w tle

David promuje hashtag typowy dla swojej marki osobistej:

Szymon wymienia swoje specjalizacje:

A może znasz kogoś, kogo zdjęcie w tle jest warte dostrzeżenia? Podsyłaj!

Tekst w oryginale pojawił się na www.dorisinsocialmedia.com

Zdjęcie główne: Photo by picjumbo.com from Pexels

 

Iran, choć coraz popularniejszy, nadal wydaje się być wyzwaniem dla podróżnika. Pod każdym względem. Jak wygląda tam turystyka? Jak odnaleźć się w kulturze Irańczyków? I, co najważniejsze – czy naprawdę warto tam pojechać? Dla nas Iran to piękne marzenie, które zrealizujemy jeszcze w tym roku. Zaczynamy już przygotowywać się do wyprawy! [zapisz się]

#1 Czy w Iranie rzeczywiście trzeba przestrzegać etyki ubioru?

Tak, choć są wyjątki. Rzeczywiście, zwiedzając duże miasta, zwłaszcza w okolicach meczetów, krótkie spodenki, spódniczki i bluzki na ramiączkach nie będą mile widziane. Przydadzą się za to długie spodnie (z przewiewnych, lekkich materiałów) i koszule z długim rękawem. Warto pomyśleć również o nakryciu głowy – świetnie sprawdzą się chusty i lekkie szale.

pin

#2 Czy trzeba mieć ze sobą gotówkę?

Najlepiej tak, bo płatność kartami płatniczymi może się okazać w wielu miejscach problematyczna. Wielu podróżników potwierdza, że właściwie karty są tam bezużyteczne. Gotówkę trzeba mieć przy sobie, a dolary i euro łatwo wymienimy w lokalnych kantorach.

pin

#3 Czy Iran jest bezpieczny?

Dla podróżujących i turystów – tak! Irańczycy są bardzo serdeczni dla osób, które przyjeżdżają podziwiać bogactwo Iranu. Potwierdzają to osoby, które miały okazję odwiedzić ten wielki i przepiękny kraj. Oczywiście szacunek i poszanowanie tradycji mieszkańców to podstawa.

pin

#4 Internet?

Aby ominąć blokady rządowe i móc korzystać z Internetu (na przykład z Facebooka), trzeba zainstalować VPN. Dzięki temu relacje w mediach społecznościowych nie będą żadnym problemem.

To zaledwie kilka wskazówek odnośnie przygotowań do wyprawy. Ruszamy jesienią, łapcie ostatnie miejsca i spełnijcie marzenie!

Iran 🇮🇷

Spoglądasz właśnie na subiektywny przewodnik po restauracjach w moim ukochanym mieście – we Lwowie. Będą to najciekawsze pozycje na śniadanie, obiad i kolację na gastronomicznej mapie miasta,. W związku z tym, jeżeli planujesz weekend czy Majówkę we Lwowie jest to lektura obowiązkowa.

Nie byłabym sobą gdybym nie przybliżyła odrobiny historii tego miasta :). Lwów został założony w połowie XII wieku przez księcia Rusi Daniela Halickiego, którego monumentalny pomnik możesz podziwiać na placu Halickim (zdjęcie poniżej).

 

Miasto to jest wizytówką architektoniczną Europy Środkowo-Wschodniej a dzięki odwiecznej wielokulturowości oraz największym ośrodkom kultury i nauki również stolicą kulturalną Ukrainy, co czyni je mekką artystów z całej Europy.

Jedną ze składowych kultury danego miejsca, dzięki której można lepiej poznać dane obyczaje jest kuchnia. Na smaki Lwowa ogromny wpływ miało mieszanie się kultur – ukraińskiej, polskiej, żydowskiej, ormiańskiej, austriackiej i wielu innych.

we Lwowie, Lwów, noc we Lwowie

Poznaj 8 pozycji obowiązkowych dla każdego odwiedzającego to piękne, tętniące życiem miasto.

Jak powszechnie wiadomo śniadanie to najważniejszy posiłek dnia. Gdzie się wybrać we Lwowie, żeby zjeść smacznie i mieć energię na całodzienne zwiedzanie?

  1. Restauracja Baczewskich, ul. Szewska 8 (вул. Шевська,8)

W restauracji legendarnej rodziny Baczewskich codziennie w godzinach 8:00-11:00 serwowane są śniadania w stylu „jesz ile chcesz”. Opłata wynosi 125 hrywien (cena z listopada 2018, Zawiera jedną kawę lub herbatę, kieliszek szampana lub wódki, a także dostęp do bufetu na półtorej godziny. Po uiszczeniu tych około 18 złotych wchodzisz do przepięknej oranżerii, w której jest ulokowana restauracja. Niesamowita zieleń wielkich paproci oraz bluszczy, śpiewające w klatkach kanarki oraz przygrywający gościom pianista tworzą niesamowicie magiczne doznanie zmysłowe. Bogaty bufet obejmuje potrawy od różnorodnych zimnych przystawek, dań przygotowywanych na bieżąco jak omlety czy naleśniki po desery.
Na co trzeba zwrócić uwagę przy wizycie u Baczewskich?
W sezonie (szczególnie w weekendy) kolejka do wejścia formuje się od 7 rano i trwa nieprzerwanie do końca pory śniadaniowej. Lepiej przyjść pół godzinki przed otwarciem i mieć pewność, że nie odejdziesz o 10:45 spod drzwi restauracji z kwitkiem i wilczo głodny.

  1. Kawiarnia Cukor, ul. Braci Rohatyńców 21 (вул. Братів Рогатинців 21)

Cukor to modny, serwujący głównie śniadania lokal. Klimatem różni się kompletnie od w/w restauracji – tutaj tętni energia młodych ludzi. Modne minimalistyczne meble w pastelowych barwach, rysunkowy pingwinek w logo, drzwi, które się nie zamykają. Na stolik trzeba czasem poczekać do pół godzinki, ale warto!
Pancakes, ogromny wybór naleśników z dodatkami (mój ulubiony to H&M czyli ham and mushroom), zestawy śniadaniowe (np. jajka po benedyktyńsku z dodatkami), sałatki w stylu bowl, smoothies i wiele wiele innych. Świeże produkty potraktowane z dbałością i szacunkiem, niebanalne połączenia smaków i casualowa atmosfera sprawiają, że śniadanie w Cukorze to prawdziwa przyjemność, której nigdy sobie nie odmawiam odwiedzając Lwów.

  1. Lviv Croissants, wiele lokalizacji

Dla zachodniego turysty zaskakującą może być niewielka liczba fast foodów we Lwowie. Tak odmienna od większości europejskich miast, gdzie McDonald i KFC znajdują się na rogu każdej ulicy. Na Ukrainie za to powstała lokalna, pyszna sieć szybkich, świeżych przekąsek – Lviv Croissants. Sieć ta posiada kilkanaście lokali w samym Lwowie a kilkadziesiąt na terenie całego kraju. Do wyboru jest wiele klasycznych oraz tych nietuzinkowych wersji rogalików z dodatkami, zarówno wytrawnych jak i na słodko. Moje ulubione pozycje to rogalik lwowski oraz galicyjski, obie wytrawne. Lokal ten jest niezastąpiony na tanie śniadanie lub przekąskę w ciągu dnia.

Zmęczony zwiedzaniem Wysokiego Zamku i podziwianiem architektury licznych kościołów? Czas na złapanie oddechu i omówienie wrażeń przy obiedzie.

  1. Kumpel, ul. Wynnyczenki 6, wejście od placu Celnego (вул Винниченка 6, wejście od Митнa площі)

   plac Celny, restauracja Kumpel w tle

Restauracja-browarnia Kumpel specjalizuje się w kuchni galicyjskiej. W menu można przeczytać o definicji tej kuchni, jaką przyjęli twórcy tej restauracji – jako twór wielokulturowego dziedzictwa sięgającego XI wieku. Lokal ten słynie też jako browar, można napić się tu kilku rodzajów aktualnie produkowanego, sezonowego piwa. W wyjątkowo pokaźnych rozmiarów karcie znajdziesz absolutnie nieprzeciętne dania. Z uwagi na charakter lokalu nie mogło w niej zabraknąć szerokiego wachlarza rozmaitych przekąsek do piwa, takich jak mieszanka mięs z grilla, bigos, wybór kiełbasek własnej produkcji czy uwielbiane przeze mnie julienne (pieczarki duszone na śmietanie z mięsem drobiowym, podane w chlebku, na zdjęciu poniżej).

pozycje na śniadanie, śniadanie we Lwowie

Dla ciekawych są dania mniej typowe i trudniej dostępne w polskich restauracjach, jak wędzone uszy wieprzowe, mięsna terrina smażona w smalcu, słonina podawana z chlebem i czosnkiem. Wybór zup i dań głównych prezentuje same przeboje kuchni regionalnej. Sżurek, gulaszowa, flaczki, duszona baranina, pieczeń z cielęciny, ryby, kaczka i można byłoby się jeszcze długo rozpływać…
Kończąc ten opis i łapiąc język z podłogi obiecuję, że w menu tej restauracji każdy znajdzie coś dla siebie,. Przy muzyce Fogga dobiegającej z głośników i nienagannej obsłudze wizyta w Kumplu będzie świetnie spędzonym czasem.

  1. Pstrąg, chleb i wino, ul. Braci Rohatyńców 49 (вул. Братів Рогатинців 49)

 

Arsenał, po jego drugiej stronie znajduje się restauracja Pstrąg, chleb i wino

 

Tematyka ryb w kartach dań zwykle jest podejmowana jako dopełnienie większości mięsnych propozycji dań głównych. W krótkim menu tej restauracji króluje pstrąg z wybranymi przez gościa dodatkami (polecam wersję ze szpinakiem). Lwia część lokalu znajduje się na dworze. To urocze podwórko między kamienicą a arsenałem. Osłonięte parasolami drewniane stoły, przykryte obrusami w biało-czerwoną kratę stanowią idealne tło dla soczystego, upieczonego w punkt pstrąga. Na terenie restauracji znajduje się też jeden z punktów Pijanej Wiśni. Jest to lokal, którego nie można ominąć przy okazji spaceru we Lwowie. Sprzedaje tylko jeden produkt – nalewkę wiśniową. Jest przepyszna, niezwykle owocowa i rozgrzewająca, dla mnie ta ambrozja nie ma sobie równych.W związku z tym polecam zamówić ją do obiadu lub wziąć w kubeczku „na wynos” i wybrać się na spacer po starówce.

lokal Pijana Wiśnia na Rynku

  1. Chinkalnia, ul Iwana Fedorowa 14 (вул. Федорова, 14)

we Lwowie, katedra Dominikańska, katedra Dominikańska we Lwowie, Katedra Lwów

Katedra Dominikańska

Jako miłośniczka kuchni kaukaskiej nie mogłam pominąć lokalu słynącego z serwowania mojego ukochanego dania tego regionu. W Chinkalni, której to sieci restauracji jeden z lokali znajduje się obok Katedry Dominikańskiej, zjemy nie tylko te cudowne gruzińskie pierożki. W menu znajdziemy także inne, sztandarowe dla kuchni kaukaskiej aromatyczne przystawki, zupy. Możemy zjeść również dania główne, takie jak przepyszne odżachuri (wieprzowina smażona w warzywach), chaczapuri adżarskie (placek zapiekany z serem, podawany z jajkiem), czy szaszłyki.
Koniecznie zamów do obiadu lokalny kwas z beczki – jest to pyszny, świetnie gaszący pragnienie i bardzo zdrowy dla organizmu napój wytwarzany przez fermentację chleba, niestety coraz rzadziej dostępny we lwowskich restauracjach.

 

Odwiedziłeś już aptekę muzeum, kopalnię kawy i zrobiłeś selfie przy operze? W takim razie czas na odpoczynek i regenerację po dniu pełnym atrakcji. Gdzie wybrać się na kolację?

  1. Kryjówka, Rynek (Ринок)

Restauracja ta jak zapewne już słyszałeś jest dla Polaków zagadnieniem bardzo kontrowersyjnym. Zważywszy na to nie chciałabym wnikać w odmęty historii i ganić lub usprawiedliwiać twórców tego miejsca. Chciałabym natomiast wyróżnić ten lokal pod względem kulinarnym. Restauracja mieści się w bramie na rynku, nie ma żadnego szyldu, w końcu to „kryjówka”. W sezonie w porze obiadowej i kolacyjnej jest zwykle kolejka do wejścia, przygotuj się na to. Przez zamknięte drzwi jesteśmy poproszeni o podanie hasła „sława Ukrainie” po czym wpuszcza nas przebrany za wartownika pracownik i podaje po kieliszku samogonu. Restauracja urządzona jest w klimacie kryjówki partyzanckiej, jest tu wiele pamiątek wojennych, karabiny, rozwieszona wojskowa siatka maskująca, także podobne elementy tworzące istotnie ciekawy, klimatyczny wystrój. Nie zjesz tu filet mignon ani muli, jedzenie jest absolutnie niepretensjonalne i cudowne w swej prostocie. W karcie same lokalne dania, porcje „od serca”, polecam gulasz z kaszą podawany w menażce.

  1. Ministerstwo mięsa i sprawiedliwości, ul. Wałowa 20, (вул. Валова, 20)

Jeśli uważasz się za prawdziwego mięsożercę – ten lokal jest dla Ciebie. Dostępne dla oczu gości paleniska z rusztami uginającymi się od szaszłyków, kiełbas i steków. Wszechobecny zapach pieczonego mięsiwa i palonego drewna, syk tłuszczu i soków kapiących na rozpalone polana urządzają istną symfonię dla zmysłów, doprowadzając do absolutnej euforii. W dodatku klimat restauracji inspirowany jest postacią kata w średniowiecznym Lwowie. Uważaj na klatkę, do której obsługa może wtrącić niesfornego gościa i wpuścić go w czeluście otworu w podłodze. Po zjedzonej kolacji lepiej niech ktoś odważny zamawia rachunek… . Wracając do kuchni najbardziej polecam pozycje szaszłyków z mięs mieszanych. Wieprzowina, wołowina i kurczak, podane z trzema aromatycznymi sosami, ziołowo-koperkowym, barbecue i paprykowym. Czytaj gramatury, dania składają się praktycznie z samego mięsa i łatwo przeholować z ich wielkością.

Mam nadzieję, że udało mi się przybliżyć skrawek kulinarnej strony lwowskiej starówki. Uwielbiam to miejsce i przy każdej wizycie odkrywam w nim coś nowego. Do tego samego zachęcam, żeby przy okazji wizyty we Lwowie odkrywać go zasmakować tej wielokulturowości, różnorodności i niesamowitego kolorytu.
Nawet się nie spodziewasz jak wiele to cudowne miasto ma Ci do zaoferowania.

Ciąg dalszy zwiedzania Bangkoku – czyli dzień 3 w stolicy Tajlandii.

Tego dnia postanowiliśmy zobaczyć The Grand Royal Palace, czyli po prostu Pałac Królewski. Obiekt ten otoczony jest murem o długości aż 1900 metrów. Do roku `46 poprzedniego wieku służył jako rezydencja Królów – teraz odbywają się tutaj tylko najważniejsze państwowe uroczystości. Wstęp na teren kompleksu jest płatny – opłata wynosi 500BHT – w przybliżeniu ok. 60 zł (wg kursu z marca 2019).

Kolejnym miejscem, którego nie mogłem sobie odmówić – dla mnie jeden z obowiązkowych punktów na mapie zwiedzania Bangkoku. Mianowicie Lumpini Park. Największą jego ciekawostką są mieszkające tam warany, które w ciągu dnia leniwie przechadzają się przez trawniki i chodniki znajdujące się na terenie parku. Jest tam też jezioro, po którym możemy popływać wynajętym rowerkiem wodnym. Wieczorami zbiera się tu grupa ludzi uprawiających aerobik, do której możemy dołączyć, ale to właśnie warany sprawiają, że miejsce to jest jedyne w swoim rodzaju. Na terenie Parku spożywanie alkoholu oraz palenie papierosów jest surowo zabronione i podlega karze grzywny – także miejcie się na baczności! 🙂

Wieczorem odwiedziliśmy dzielnicę “China Town”, w której zjedliśmy pyszną i tanią kolację. Zachwyciła nas ona feerią kolorów, smaków i zapachów – bardzo klimatyczne miejsce. Następnie przejechaliśmy w okolicę jednej z najbardziej rozpoznawalnych ulic w Bangkoku – czyli Khao San Road – tam spróbowaliśmy owocu o nazwie “durian”. Słynie on z silnego zapachu, który niekoniecznie jest zapachem przyjemnym. Razem ze mną próbowały go jeszcze 3 inne osoby i każdy miał inne odczucia co do smaku 🙂

Wszystko to możecie zobaczyć w kolejnym odcinku z serii “Misja Tajlandia” – do czego zachęcam! 🙂

The Grand Royal Palace, paŁAC Królewski

The Grand Royal Palace, paŁAC Królewski

The Grand Royal Palace, paŁAC Królewski

The Grand Royal Palace, pałac królewski

The Grand Royal Palace, paŁAC Królewski

Jeśli nie widzieliście poprzednich odcinków z Tajlandii to zapraszamy do oglądania tutaj 🙂

#kolejne artykuły